Moj tata zmar 3 miesiace temu. nie bylam przy nim. on byl w polsce a ja w anglii. chorowal na raka pluc a pozniej dostal wylew i niedlugo po tym zmarl. przez ostatnich kilka lat prawie nie mielismy kontaktu. ojciec byl alkoholikiem, awantury i przemoc byly na porzadku dziennym przez cale nasz dziecinstwo. od kiedy dowiedzial sie ze jest chory szukal z nami kontaktu, i naprawde sie staral wiec dzwonilam do niego ,dowiadywalam sie jak sie czuje, wysylalam zdjecia coreczki.
kiedy bylam mala bylam corunia tatunia ale kiedy zaczelam dorastac stanelam po stronie mamy. kiedy bylam pelnoletnia poszlam na policje i w wyniku kilku spraw tata poszedl do wiezienia na 2.5 roku.
teraz czuje sie jak potwor...on tak strasznie cierpial przed smiercia.wiem jak to moze dziwnie zabrzmiec ale go kochalam i teraz nie potrafie sie z tym wszystkim uporac.
musicie zrozumiec tak bylismy wychowani ze moja mama pomimo ze byli po rozwodzie opiekowala sie nim przez caly czas i trzymala go za reke gdy umieral ,uspokajala go.mam taka karuzele uczuc jestem smutna, zla, czuje sie oszukana i tak strasznie ciezko mi gdy uswiadomie sobie ze jego juz nie ma. nie moge spac, placze w pracy... mysle, ze powinnam z nim byc.
prosze napiszcie mi czy ktos z was mial taki problem czy moze ja dopiero teraz go oplakuje?