kompletnie nie rozumiem facetów, wcześniej nigdy nie było tak żeby aż tak ostro mi coś napisał lub powiedział. Ja bardzo się teraz męczę z tym wszystkim
być może już mu "przeszła" miłość do mnie i może chce to zakończyć ale nie umie mi tego powiedzieć
niby przeprosiłam go za wszystko a on mnie ale czuję że nie jest ok, on pewnie się pierwszy nie odezwie teraz a ja nie wiem czy pisać czy nie
zawsze sobie mówiłam, że to ja to zakończę, że to ja wyjdę z "podniesioną głową" - o ile z takiego czegoś mozna wyjść z podniesioną głową....a teraz czuję, że jestem na dnie i desperacko szukam kontaktu z nim, nie chcę tego urywać, nie teraz i nie w taki sposób...
kompletnie nie rozumiem facetów, wcześniej nigdy nie było tak żeby aż tak ostro mi coś napisał lub powiedział. Ja bardzo się teraz męczę z tym wszystkim
Dlaczego się dziwisz? To miała być tylko przygoda....A Ty zachowujesz się jak desperatka.Facet się przestraszył....
kompletnie nie rozumiem facetów
a ja takich kobiet jak TY.
397 2009-11-29 20:59:31 Ostatnio edytowany przez majorka (2009-11-29 21:00:35)
Wiem pisałam chaotycznie ponieważ w skrócie chciałam na szybko wszystko opisać.
No więc on nie ma dzieci, z tego co wiem to żona narazie nie chce. Na początku jak pisałam było cudownie, to on mnie zdobywał był bardzo za mną, była mowa o rozwodzie ale bardzo rzadko, ja zresztą nie chciałam, żeby się rozwodził, to miałabyć taka przygoda, byłam sama, wiedziałam, że skoro on ma kogoś to nie będzie chciał nic więcej ode mnie. Niestety nie brałam pod uwagę, że kiedyś się zakocham w nim... Z czasem chyba mnie zaczęło bardziej zależeć, denerwowałam się gdy nie pisał lub nie mieliśmy kontaktu jakiś czas. Zaczęłam mu robić jakieś wywody, że za mało czsu mi poświęca itp. Teraz widzę że mogłam się zachowywać jak desperatka. Jednak ostatnio chyba przecholowałam, napisałam mu że spotykał sie ze mną tylko dla seksu, a tak naprawdę to ja często pisałam mu że tego chcę i dlatego mogło go to urazić. Pierwszy raz napisał mi takie coś, że nie chce się spotkać i że jestem niebezpieczna. Boję się że teraz nie będzie chciał już się ze mną spotykać przez to co napisałam, a ja narazie nie poradzę sobie bez niego.
zakochałaś się.......
a to jest chyba najgorsze w takim układzie....
afmin napisał/a:kompletnie nie rozumiem facetów, wcześniej nigdy nie było tak żeby aż tak ostro mi coś napisał lub powiedział. Ja bardzo się teraz męczę z tym wszystkim
Dlaczego się dziwisz? To miała być tylko przygoda....A Ty zachowujesz się jak desperatka.Facet się przestraszył....
A jednak sam się odezwał, chyba jednak się nie przestraszył....
majorka czytałam wczoraj niektóre twoje wypowiedzi i pisałaś że nie planujesz z nim przyszłości, poprostu jesteś sama, a on sprawia, że jest o kim pomyśleć i wiem że on mysli o mnie. Podobnie jest w moim przypadku.
[A jednak sam się odezwał, chyba jednak się nie przestraszył....
majorka czytałam wczoraj niektóre twoje wypowiedzi i pisałaś że nie planujesz z nim przyszłości, poprostu jesteś sama, a on sprawia, że jest o kim pomyśleć i wiem że on mysli o mnie. Podobnie jest w moim przypadku.
Afmin tak.... ale ja byłam na tyle silna, że się nie zakochałam..... albo inaczej miałam tyle szczęścia... i doszłam do wniosku, że ok mi jest dobrze, mam sie do kogo przytulić, dostać troche ciepła, uśmiechu, dobrego słowa.. ale po co to ciągnąć? On kogos ma, jest kłamca (oszukuje żone, mnie pewnie tez i nawet o tym niewiedziałam) i do czego to prowadzi? Tylko do problemów.... bo jeszcze zapewne kolejne pół roku bysmy sie spotykali i bym sie zakochała, ktos by Nas zobaczył i plotki, żona by sie dowiedziała i skandal.... nic dobrego te spotkania by nie dały... a co najwazniejsze to człowiek który nie jest w porządku... więc po co tracic na nich czas.... szkoda zycia... bo możemy naprawde przegapic prawdziwą miłość..
400 2009-12-02 23:21:44 Ostatnio edytowany przez Trójkolorowa (2009-12-02 23:22:55)
Trójkolorowa napisał/a:jak tam Majorka u Ciebie?
Jednak teoria przyjaźń po związku, nie ma prawa bytu. Ile razy czlowiek musi się o tym przekonywać, by w końcu to uwierzyć?
I w naszym przypadku skończenie związku i utrzymywanie kontaktu źle wpływało na nas; na mnie; za dużo nieporozumień i przykrości nadal....nie ma sensu jednak
Dzisiaj to skończyłam. powiedzielam Mu koniec.
Dzisiaj ostatecznie usunęłam Jego namiary na komunikatorach. Usunęłam zdjęcia z dysku,. jeszcze tylko telefon.Trzeba jednak do końca czyścić bolące rany; nie tylko stosować maści przeciwbólowe, albo łagodzące.....do końca
A dziekuje, u mnie w porządku. Tak jak powiedziałam nie spotykam sie z nim juz tydzien.. tak juz tydzien.
Były dni zawachania, tesknoty? Niewiem... ale odeszły... na szczęście.
Skupiam sie tylko na sobie, dokładniej wykonuje swoja prace, nie musze swojego czasu podporzadkowywac jemu.... a to naprawde wiele, człowiek sie czuje zupełnie inaczej, nie ograniczony, niezalezny, i ja właśnie tak sie czuje i z tego sie ciesze
Przyjaźń.... no sama widzisz, że cięzko... musiałabyś nic do niego nie czuc... a cos zawsze zostaje, nie mówie, ze nie ale nie często taka przyjaźń sie zdarza...
A jak powiedziałaś mu, że koniec to co on na to ??
Co On na to? Nie odezwal się od tej pory. Cisza. Nie wiem co czuje, nie wiem czy w ogóle to przeżywa, czy w ogóle ma to gdzieś. Mnie już to po prostu nie interesuje. Będzie bolało coraz mniej. Wolę zostawić w pamięci te resztki dobrych uczuć jakie dla Niego miałam, nie chciałabym obrzydzić totalnie go sobie jako człowieka. A przede wszystkim szanować chcę siebie
Jedno mi bardzo pomaga, myśl "co by było gdyby powiedział mi dzisiaj - chcę być z Tobą, zostawiam swój dom" - czy byłabym w stanie go przyjąć pod swój dach? NIE....po prostu nie ufam mu, skoro tak szybko po ślubie zdradził swoją żonę, to mogę być tylko szczęśliwa że nie jestem na Jej miejscu, i może mi być tylko przykro, że weszłam w Jej życie i przytulałam się do Jej mężczyzny. Wstyd mi za to.
Majorka cierpisz to normalne ale zastanów się co bardziej będzie bolało- to jak z niego zrezygnujesz teraz czy jak zauroczenie przerodzi się w miłość a on co noc będzie do snu przytulał swoją żonę. Musisz pomyśleć o przyszłości, na razie spotkania smsy wystarczają ale przyjdzie czas, że będzie Ci go wciąż mało co wtedy zrobisz jak będziesz się czuła... Dla własnego dobra zakończ to mimo, że boli...Odwagi dasz rade a jak będzie trudno to znieść zaglądaj tu na pewno pomożemy
Napisalam wczoraj czesc mojej historii w innym watku - przeczytalam teraz Wasze komentarze...Majorka, rozumiem Cie w 100 procentach,ale i zgadzam sie z innymi wypowiedziami,ze nie zbuduje sie szczescia na cudzym nieszczesciu. Jestem twarda i choc gapie sie jak sroka w kosc w telefon , postanowilam,ze nie bede szukac kontaktu. Najgorsze,ze razem pracujemy,wiec chcac nie chcac widzimy sie na co dzien. Tak.... smutek dopada mnie srednio co 15 minut, brakuje mi rozmow, tego przede wszystkim. I choc nie trwalo to dlugo, to byly to piekne chwile i jak ktoras z Was napisala, ciesze sie ze byly one niz zeby ich w ogole nie bylo. I ciesze sie,ze przezylam cos pieknego, choc jeszcze pare miesiecy temu wydawalo mi sie,ze juz nic mnie nie spotka. A jednak. I to dodaje mi tez sily,ze wiem,ze gdzies tam czeka na mnie pelnia szczescia.... I trzeba miec nadzieje... jakis miesiac temu powiedzial mi,ze zona jest w ciazy. Z kolejnym dzieckiem.... no wlasnie, i tak to kochane jest.I zamiast zakonczyc sprawe wtedy , ciagnelam to jeszcze,az w koncu to on zaczal mi mniej poswiecac czasu i mialam wrazenie,ze zmusza sie do kontaktow ze mna. A potem byly dni ,w ktorych wariowal na moim punkcie, kiedy tesknil itp i dni kiedy mnie zupelnie olewal, piszac na drugi dzien ,ze przeprasza za wczoraj. Decydujac sie na taka role,same skazujemy sie na takie traktowanie,a ze nam 'zalezy' , to nie kwestionujemy, nie pytamy, wybaczamy, przytulamy.. i jak napisalam juz w innym poscie dajemy tyle energii, tego co mamy najlepsze i?? i tak w sumie nie dostajemy nic w zamian.... tak sie wlasnie dzisiaj zastanowilam, co on mi dal? poza skradzionymi momentami? Moze tyle,ze pokazal,ze sa fajni faceci jeszcze..Trzymajcie za mnie kciuki, jutro impreza firmowa, musze byc dzielna. Chcialam nie isc,ale dlaczego w sumie ja mam sobie odmawiac teraz przyjemnosci? musze byc tylko silna,zeby nie zlapac za telefon... i nie napisac smsa. A wczoraj powiedzial,ze musi ze soba zrobic porzadek.... i jak na razie sie trzyma. Myslicie.ze bede twarda? bardzo tesknie, a jeszcze dzis ide na koncert- muzyka. ktora niestety bedzie mi przypominala...na razie wszystko przypomina... Boze!! wiem,ze to bez sensu, a jednak chce zeby sie odezwal- czy to normalne?? och, pokrecone to zycie moje....
Jedno mi bardzo pomaga, myśl "co by było gdyby powiedział mi dzisiaj - chcę być z Tobą, zostawiam swój dom" - czy byłabym w stanie go przyjąć pod swój dach? NIE....po prostu nie ufam mu, skoro tak szybko po ślubie zdradził swoją żonę, to mogę być tylko szczęśliwa że nie jestem na Jej miejscu, i może mi być tylko przykro, że weszłam w Jej życie i przytulałam się do Jej mężczyzny. Wstyd mi za to.
Dokładnie... ja doszłam wtedy do tego samego wniosku jakby powiedział, ze odchodzi od żony i chce byc ze mną.. tez bym go nie przyjeła.... Skoro po tak krótkim czasie małżeństwa znudzili sie swoimi żonami.... nie chciałabym byc na ich miejscu... Dlatego tez nie związałabym sie z nim i dlatego odeszłam i na dzis dzien jestem szczęśliwym człowiekiem ![]()
Majorka cierpisz to normalne ale zastanów się co bardziej będzie bolało- to jak z niego zrezygnujesz teraz czy jak zauroczenie przerodzi się w miłość a on co noc będzie do snu przytulał swoją żonę. Musisz pomyśleć o przyszłości, na razie spotkania smsy wystarczają ale przyjdzie czas, że będzie Ci go wciąż mało co wtedy zrobisz jak będziesz się czuła... Dla własnego dobra zakończ to mimo, że boli...Odwagi dasz rade a jak będzie trudno to znieść zaglądaj tu na pewno pomożemy
Asiu dziekuje, ale nie doczytałas wszystkich moich wypowiedzi... odeszłam już bodajże 2 tygodnie temu
Ciesze sie z tego powodu i dlatego jak tylko moge to chce wesprzec i pomóc tym dziewczynom które dalej tkwią w takim bagnie...
Napisalam wczoraj czesc mojej historii w innym watku - przeczytalam teraz Wasze komentarze...Majorka, rozumiem Cie w 100 procentach,ale i zgadzam sie z innymi wypowiedziami,ze nie zbuduje sie szczescia na cudzym nieszczesciu. Jestem twarda i choc gapie sie jak sroka w kosc w telefon , postanowilam,ze nie bede szukac kontaktu. Najgorsze,ze razem pracujemy,wiec chcac nie chcac widzimy sie na co dzien. Tak.... smutek dopada mnie srednio co 15 minut, brakuje mi rozmow, tego przede wszystkim. I choc nie trwalo to dlugo, to byly to piekne chwile i jak ktoras z Was napisala, ciesze sie ze byly one niz zeby ich w ogole nie bylo. I ciesze sie,ze przezylam cos pieknego, choc jeszcze pare miesiecy temu wydawalo mi sie,ze juz nic mnie nie spotka. A jednak. I to dodaje mi tez sily,ze wiem,ze gdzies tam czeka na mnie pelnia szczescia.... I trzeba miec nadzieje... jakis miesiac temu powiedzial mi,ze zona jest w ciazy. Z kolejnym dzieckiem.... no wlasnie, i tak to kochane jest.I zamiast zakonczyc sprawe wtedy , ciagnelam to jeszcze,az w koncu to on zaczal mi mniej poswiecac czasu i mialam wrazenie,ze zmusza sie do kontaktow ze mna. A potem byly dni ,w ktorych wariowal na moim punkcie, kiedy tesknil itp i dni kiedy mnie zupelnie olewal, piszac na drugi dzien ,ze przeprasza za wczoraj. Decydujac sie na taka role,same skazujemy sie na takie traktowanie,a ze nam 'zalezy' , to nie kwestionujemy, nie pytamy, wybaczamy, przytulamy.. i jak napisalam juz w innym poscie dajemy tyle energii, tego co mamy najlepsze i?? i tak w sumie nie dostajemy nic w zamian.... tak sie wlasnie dzisiaj zastanowilam, co on mi dal? poza skradzionymi momentami? Moze tyle,ze pokazal,ze sa fajni faceci jeszcze..Trzymajcie za mnie kciuki, jutro impreza firmowa, musze byc dzielna. Chcialam nie isc,ale dlaczego w sumie ja mam sobie odmawiac teraz przyjemnosci? musze byc tylko silna,zeby nie zlapac za telefon... i nie napisac smsa. A wczoraj powiedzial,ze musi ze soba zrobic porzadek.... i jak na razie sie trzyma. Myslicie.ze bede twarda? bardzo tesknie, a jeszcze dzis ide na koncert- muzyka. ktora niestety bedzie mi przypominala...na razie wszystko przypomina... Boze!! wiem,ze to bez sensu, a jednak chce zeby sie odezwal- czy to normalne?? och, pokrecone to zycie moje....
to wszystko normalne.... nie pytamy, wybaczamy.... żałosne to wszystko co? No ale same tak zrobiłysmy...
Chcesz zapomniec a jednak chcesz żeby zadzwonił- to też normalne
Pamietaj najgorsze sa pierwsze dni.... jak nie bedziesz pisała, odpisywała, dzwoniła i odbierała i zajmiesz sie swoim życiem, tj skupisz sie na sobie to dasz rade!! A tego Ci życzę....
a swoja droga to Wam powiem, że on do mnie cały czas pisze i dzwoni.... a ja ?? NIE ODBIERAM ![]()
i wiecie co? teraz ja mam satysfakcje, że uwolniłam sie z tego chorego układu i mam wszystko w du*** a on biedak sie męczy..... ma za swoje ![]()
Agydeyn też miałam ten probelm, że widywałam go w pracy. Narzekałam wtedy, że to się nigdy nie skończy bo siłą rzczy musimy się mijać. Teraz nie pracujemy razem, na początku był to dla mnie koniec świata, bo nawet jak milczeliśmy kilka dni to wiedziałam, że nadejdzie kolejny dzień kiedy go zobaczę i usłyszę. Powoli oswajam się z tym, że nie ma go na codzień. Też czekam na sms i czasami płaczę bo bardzo tęsknię. Mam jednak lepsze dni, myślę, że jestem silna i dam sobie radę. Nie da się wymazać wspomnień i masa rzeczy kojarzy mi się z nim. Ale myślę, że tak samo jest z nimi, nie wygumują z pamięci tego co było i napewno wiele rzeczy kojarzy im się z nami. Na tą chwilę mam nadzieję, że powoli z tego wyjdę, zacznę normalne życie i wierzę, że nadejdzie dzień kiedy nie będę z nadzieją wpatrywać się w telefon. O wiele lepiej byłoby kogoś spotkać ale ja nie szukam na siłę, mam nadzieję, że samo przyjdzie.
a swoja droga to Wam powiem, że on do mnie cały czas pisze i dzwoni.... a ja ?? NIE ODBIERAM
i wiecie co? teraz ja mam satysfakcje, że uwolniłam sie z tego chorego układu i mam wszystko w du*** a on biedak sie męczy..... ma za swoje
też bym tak chciała, ja boję się że jak nie odpiszę na wiadomość to on o mnie zapomni. Nie wiem jak wy ale tego boję się najbardziej, nawet jak się nie widzimy to mam nadzieję, że mysli i chociaż trochę tęskni
Nie da się wymazać wspomnień i masa rzeczy kojarzy mi się z nim. Ale myślę, że tak samo jest z nimi, nie wygumują z pamięci tego co było i napewno wiele rzeczy kojarzy im się z nami. Na tą chwilę mam nadzieję, że powoli z tego wyjdę, zacznę normalne życie i wierzę, że nadejdzie dzień kiedy nie będę z nadzieją wpatrywać się w telefon. O wiele lepiej byłoby kogoś spotkać ale ja nie szukam na siłę, mam nadzieję, że samo przyjdzie.
Dokładnie oni mają tak samo wiele rzeczy, miejsc, słów sytuacji kojarzy im sie z nami, ale to jest normalne.
Piszesz, że masz nadzieje, że z tego wyjdziesz.... pamietaj nie jestes chora na nie uleczalna chorobe, to tylko takie "szybsze momentowe drganie serca"
dasz sobie rade zobaczysz...... tylko troszke czasu i chęci na to aby w końcu naprawde być szczęśliwym.
majorka napisał:
a swoja droga to Wam powiem, że on do mnie cały czas pisze i dzwoni.... a ja ?? NIE ODBIERAMi wiecie co? teraz ja mam satysfakcje, że uwolniłam sie z tego chorego układu i mam wszystko w du*** a on biedak sie męczy..... ma za swoje
też bym tak chciała, ja boję się że jak nie odpiszę na wiadomość to on o mnie zapomni. Nie wiem jak wy ale tego boję się najbardziej, nawet jak się nie widzimy to mam nadzieję, że mysli i chociaż trochę tęskni
Nie zapomni.... nie zapomni tak jak Ty.... za jakis czas to juz pewnie nie będzie to uczucie ale sentyment napewno zostanie i wspomnienia.... i powiem Ci tak napewno o Tobie mysli.... ale czy jak juz to wiesz to Ci lżej? To tylko utrudnia sytuacje bo człowiek sie wtedy jeszcze bardziej łudzi.... a nie o to chodzi.....
Nie zapomni.... nie zapomni tak jak Ty.... za jakis czas to juz pewnie nie będzie to uczucie ale sentyment napewno zostanie i wspomnienia.... i powiem Ci tak napewno o Tobie mysli.... ale czy jak juz to wiesz to Ci lżej? To tylko utrudnia sytuacje bo człowiek sie wtedy jeszcze bardziej łudzi.... a nie o to chodzi.....[/quote
wiem, że nie o to chodzi, ale ja poprostu potrzebuję takiego poczucia, że jest ktoś kto za mną tęskni, myśli i dla kogo jestem kimś ważnym... Znów mam kryzys, od 5 dni nic nie pisze i ja też postanowiłam być twarda! Dlaczego znów ja mam się przełamywać. To jest tak cholernie trudne! Od jutra zaczynam nową pracę. Mam nadzieję, że pozwoli mi to zapomnieć o przeszłości. Aż mnie ściska w sercu jak sobie wspominam to co było jeszcze kilka miesięcy temu. Na tą chwilę nie potrafię się cieszyć z tego co przeżyliśmy, narazie czuję tylko ból.
napewno nie jest Ci teraz łatwo ale powoli zacznie Ci się wszystko układać, bardzo dzielna jesteś!
powodzenia w nowej pracy afmin!
412 2009-12-10 21:09:31 Ostatnio edytowany przez majorka (2009-12-10 21:18:55)
"wiem, że nie o to chodzi, ale ja poprostu potrzebuję takiego poczucia, że jest ktoś kto za mną tęskni, myśli i dla kogo jestem kimś ważnym... Znów mam kryzys, od 5 dni nic nie pisze i ja też postanowiłam być twarda! Dlaczego znów ja mam się przełamywać. To jest tak cholernie trudne! Od jutra zaczynam nową pracę. Mam nadzieję, że pozwoli mi to zapomnieć o przeszłości. Aż mnie ściska w sercu jak sobie wspominam to co było jeszcze kilka miesięcy temu. Na tą chwilę nie potrafię się cieszyć z tego co przeżyliśmy, narazie czuję tylko ból"
wiesz co mnie najabrdziej dziwi??? Że nie potrafimy sobie wytłumaczyć że jeśli cos nam nie wychodzi chodzi mi o zwiazek to czemu nadzwyczajniej nie umiemy tego olac? Tylko na siłe prubujemy.... chociaz pewnie jakbysmy to rozumiały to by nie było tyle łez i tego wszystkiego....
chcesz wiedziec że ktos za Toba teskni i o Tobie mysli... każda z Nas tego chce ale ważne żeby to była odpowiednia osoba... sama juz wiesz, że to nie on.... Teraz spróbuj zrozumiec, że przyjdzie taki czas, że przyjdzie taki ktos kogo pokochasz a on Ciebie i bedziesz czuła ze za Toba teskni i zobaczysz że to bedzie zupełnie inne uczucie....
nos do góry jutro zaczynasz nową prace!!!!! niech zobacza pewna siebie, radosna kobiete!!! ![]()
powodzenia:)
Majorka, trwałam w takim związku przez 3 lata gdzie dziś twierdzę, że mimo ogromnego uczucia jakim go darzyłam był to 3 lata wyrzeczeń i upokorzeń - tak właśnie - upokorzeń. Udawanie że mnie nie ma gdy dzwonił telefon z domu, zakupy w sklepach w odległości 10 metrów od siebie żeby nas ktoś nie zobaczył czy wręcz krycie się w samochodzie... Kończąc ten związek wyrwałam sobie serce z korzeniami jednak dziś wiem (minęły 2 lata) że to było najlepsze co mogłam zrobić mimo iż w ostatniej fazie twierdził że zostawi żonę dla mnie. Najgorsze było to że nie wyobrażałam sobie bycia z nim i choćby spotkania z jego przyjaciółmi a co dopiero rodziną czy dzieckiem... Podobno prawdziwa miłość przetrwa wszystko - ja nie potrafiłam wyobrazić sobie tego że oni mnie nigdy nie zaakceptują ze względu na to w jakich okolicznościach nas związek "rozkwitał" - nie miałam takiej siły po prostu. A może to nie była miłość? Dziś wiem iż było to najlepsze co mogłam zrobić dla siebie - każda z nas zasługuje na bycie czyjąś księżniczką 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku a nie na kilka godzin w tygodniu.
Julie Gratuluję takiej silnej woli! ja tyle jej nie miałam...i chociaż on jest dawno po rozwodzie, jego rodzina mnie akceptuje...a dzieci też są ok to nie jestem szczęśliwa
z różnych przyczyn....i gdybym mogła cofnąć 7lat i zmienić swoją decyzję...zrobiłabym to bez wahania... ps.Majorka wszystkie dziewczyny tu mają szczerą prawdę.Pozdrawiam
Julie napisał/a:Majorka, trwałam w takim związku przez 3 lata gdzie dziś twierdzę, że mimo ogromnego uczucia jakim go darzyłam był to 3 lata wyrzeczeń i upokorzeń - tak właśnie - upokorzeń. Udawanie że mnie nie ma gdy dzwonił telefon z domu, zakupy w sklepach w odległości 10 metrów od siebie żeby nas ktoś nie zobaczył czy wręcz krycie się w samochodzie... Kończąc ten związek wyrwałam sobie serce z korzeniami jednak dziś wiem (minęły 2 lata) że to było najlepsze co mogłam zrobić mimo iż w ostatniej fazie twierdził że zostawi żonę dla mnie. Najgorsze było to że nie wyobrażałam sobie bycia z nim i choćby spotkania z jego przyjaciółmi a co dopiero rodziną czy dzieckiem... Podobno prawdziwa miłość przetrwa wszystko - ja nie potrafiłam wyobrazić sobie tego że oni mnie nigdy nie zaakceptują ze względu na to w jakich okolicznościach nas związek "rozkwitał" - nie miałam takiej siły po prostu. A może to nie była miłość? Dziś wiem iż było to najlepsze co mogłam zrobić dla siebie - każda z nas zasługuje na bycie czyjąś księżniczką 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku a nie na kilka godzin w tygodniu.
Julie Gratuluję takiej silnej woli! ja tyle jej nie miałam...i chociaż on jest dawno po rozwodzie, jego rodzina mnie akceptuje...a dzieci też są ok to nie jestem szczęśliwa
z różnych przyczyn....i gdybym mogła cofnąć 7lat i zmienić swoją decyzję...zrobiłabym to bez wahania... ps.Majorka wszystkie dziewczyny tu mają szczerą prawdę.Pozdrawiam
Ms.Bianka nie wszystkie mówią tu świeta prawde bo 3/4 mówi co innego a 1/4 co innego.... i w każdym przypadku może być inaczej.... dla sprostowania bo widze, że nie czytałas wszystkiego no w sumie troche tego jest
to ja juz zrezygnowałam z tej znajomości juz jakis czas temu..
pojawia się znów wypowiedź Julie... jest mądra i prawdziwa.... teraz to wiem.... jak człowiek jest zaślepiony to nie chce widziec wielu rzeczy.... teraz jestem mądrzejsza o to doświadczenie i ciesze się, że w końcu to wiem.. i to, że będę kiedys kogoś księzniczką 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku a nie na kilka godzin w tygodniu ..... ![]()
p.s. dziewczyny naprawde nie wart wchodzic w takie układy..... tego kwiatu jest pół światu....
No no Majorka MOJE GRATULACJE kochana!!!! Widzę, że dajesz radę i to się liczy. Wszystko sie napewno dobrze ułoży, jeszcze i nam zaświeci piękne słońce....
A z tych naszych facetów to trochę mi się chce śmiać, bo oni cały czas myśleli, że tak na dwa fronty będzie dobrze a miłość przetrwa wszystko ... hehe. A bajka będzie trwała wiecznie. Dobrze, że się z tego wyrwałaś. Ciężkie chwile odchodzą pomału, ale zawsze myśl, że tak należało zrobić bo nic dobrego by z tego nie wynikło. I święta zasada: zdradził raz zrobi to ponownie (więc szkoda czasu na rozpamiętywanie). Pozdrawiam
Ms.Bianka nie którzy sami muszą tego doswiadczyć. Tak czasami jest że gdyby była ta 100% pewność że to i tak nie ma szans nikt by się w to nie pakował ale zawsze znajdzie sie taki wyjątek od reguły i myślimy że to szczęście akurat się mi przytrafi. Wówczas łudzimy się dalej...
cieszę sie że dziewczyny podjeły słuszne decyzje, tym które musiały same tego doświadzcyc i tym które jeszcze w czas się wycofały.
Ms.Bianka napisał/a:Julie napisał/a:Majorka, trwałam w takim związku przez 3 lata gdzie dziś twierdzę, że mimo ogromnego uczucia jakim go darzyłam był to 3 lata wyrzeczeń i upokorzeń - tak właśnie - upokorzeń. Udawanie że mnie nie ma gdy dzwonił telefon z domu, zakupy w sklepach w odległości 10 metrów od siebie żeby nas ktoś nie zobaczył czy wręcz krycie się w samochodzie... Kończąc ten związek wyrwałam sobie serce z korzeniami jednak dziś wiem (minęły 2 lata) że to było najlepsze co mogłam zrobić mimo iż w ostatniej fazie twierdził że zostawi żonę dla mnie. Najgorsze było to że nie wyobrażałam sobie bycia z nim i choćby spotkania z jego przyjaciółmi a co dopiero rodziną czy dzieckiem... Podobno prawdziwa miłość przetrwa wszystko - ja nie potrafiłam wyobrazić sobie tego że oni mnie nigdy nie zaakceptują ze względu na to w jakich okolicznościach nas związek "rozkwitał" - nie miałam takiej siły po prostu. A może to nie była miłość? Dziś wiem iż było to najlepsze co mogłam zrobić dla siebie - każda z nas zasługuje na bycie czyjąś księżniczką 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku a nie na kilka godzin w tygodniu.
Julie Gratuluję takiej silnej woli! ja tyle jej nie miałam...i chociaż on jest dawno po rozwodzie, jego rodzina mnie akceptuje...a dzieci też są ok to nie jestem szczęśliwa
z różnych przyczyn....i gdybym mogła cofnąć 7lat i zmienić swoją decyzję...zrobiłabym to bez wahania... ps.Majorka wszystkie dziewczyny tu mają szczerą prawdę.Pozdrawiam
Ms.Bianka nie wszystkie mówią tu świeta prawde bo 3/4 mówi co innego a 1/4 co innego.... i w każdym przypadku może być inaczej.... dla sprostowania bo widze, że nie czytałas wszystkiego no w sumie troche tego jest
to ja juz zrezygnowałam z tej znajomości juz jakis czas temu..
pojawia się znów wypowiedź Julie... jest mądra i prawdziwa.... teraz to wiem.... jak człowiek jest zaślepiony to nie chce widziec wielu rzeczy.... teraz jestem mądrzejsza o to doświadczenie i ciesze się, że w końcu to wiem.. i to, że będę kiedys kogoś księzniczką 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku a nie na kilka godzin w tygodniu .....
p.s. dziewczyny naprawde nie wart wchodzic w takie układy..... tego kwiatu jest pół światu....
Tak to prawda nie czytałam wszystkiego...przepraszam. Ale jeśli masz to już za sobą...zostawiłaś to...To jestem cholernie z Ciebie dumna
i gratuluję tej mądrości, której mi zabrakło parę lat temu... Pozdrawiam ![]()
Tak to prawda nie czytałam wszystkiego...przepraszam. Ale jeśli masz to już za sobą...zostawiłaś to...To jestem cholernie z Ciebie dumna
i gratuluję tej mądrości, której mi zabrakło parę lat temu... Pozdrawiam
Było ciężko nie powiem.... ale wiem, że to nie było tego wszystkiego warte.... Niektóre kobiety rozumieja to szybciej inne zbyt późno... Dlatego tak wazne jest aby zastanowic sie juz na poczatku.... dziewczyny nie wartoooooooo !!!!!!
nie warto nie warto
U mnie dobrze. I już mija miesiąc od zerwania
Tydzień temu mialam jakieś załamanie i małego doła, ale trwał on zaledwie jeden wieczór i jest OK. Niestety albo stety, moje postanowienie zerwania kontaktu w 100% nie powiodło się i nawiązlaiśmy go znowu, rzekomo On zdenerwowal się bardzo na mojego maila z decyzją o całkowitym końcu i zerwaniu kontaktu, nawet na zasadach koleżeńskich. Nie wiem. Powiedziałam mu przez telefon - OK, nie chcesz to nie zrywajmy, rzeczywiście po co robić wielkie halo wokół niczego..... po prostu nie jestesmy już razem i tyle...... nie ma co robić oficjalnych zamknięć z wielkim hukiem. Nie będę przecież cyrków robic gdy go na ulicy spotkam przypadkowo.
I wiecie że to pomaga?
W pracy mam i muszę mieć włączony komunikator na komputerze, to praktycznie codziennie się odzywa i zagada do mnie - ale z reguły napiszę "wszystko w porządku", coś pożartuję, mówię że muszę wracać do pracy i nie mogę rozmawiać
I nie robię tego z rozdartym sercem - z dnia na dzień robię to z lżejszą duszą, bo tak.... bo moje życie się toczy, nawet bez Niego. Nawet nie mam ochoty już zwierzać się Mu z mojego dnia (co robilam, co widzialam, co myślalam) - ot, sympatyczna wymiana paru zdań "ładna pogoda".....
ufff..... ![]()
jutro ma padac śnieg! Super..... nie mogę się doczekać! (ps. On śniegu nie lubił hehe)
hej kochana co u Ciebie jak sie sprawy maja??????????musiała nika zmienic bo nie mogłam sie zalogować
nie warto nie warto
![]()
U mnie dobrze. I już mija miesiąc od zerwania
Tydzień temu mialam jakieś załamanie i małego doła, ale trwał on zaledwie jeden wieczór i jest OK. Niestety albo stety, moje postanowienie zerwania kontaktu w 100% nie powiodło się i nawiązlaiśmy go znowu, rzekomo On zdenerwowal się bardzo na mojego maila z decyzją o całkowitym końcu i zerwaniu kontaktu, nawet na zasadach koleżeńskich. Nie wiem. Powiedziałam mu przez telefon - OK, nie chcesz to nie zrywajmy, rzeczywiście po co robić wielkie halo wokół niczego..... po prostu nie jestesmy już razem i tyle...... nie ma co robić oficjalnych zamknięć z wielkim hukiem. Nie będę przecież cyrków robic gdy go na ulicy spotkam przypadkowo.
I wiecie że to pomaga?
W pracy mam i muszę mieć włączony komunikator na komputerze, to praktycznie codziennie się odzywa i zagada do mnie - ale z reguły napiszę "wszystko w porządku", coś pożartuję, mówię że muszę wracać do pracy i nie mogę rozmawiaćI nie robię tego z rozdartym sercem - z dnia na dzień robię to z lżejszą duszą, bo tak.... bo moje życie się toczy, nawet bez Niego. Nawet nie mam ochoty już zwierzać się Mu z mojego dnia (co robilam, co widzialam, co myślalam) - ot, sympatyczna wymiana paru zdań "ładna pogoda".....
ufff.....
jutro ma padac śnieg! Super..... nie mogę się doczekać! (ps. On śniegu nie lubił hehe)
Nawet nie wiesz ile usmiechu mi sprawił Twój post ![]()
Ciesze się, że dobrze się czujesz z tym, że to zakończyłas. Ważde też jest to że gdy ze sobą rozmwiacie jak to napisałaś nie masz rozdartego serca ![]()
"bo moje życie się toczy, nawet bez Niego." - i najważniejsze, że właśnie to zrozumiałaś
super!!!! ![]()
oby tak dalej, zycze dużo sił i wytrwałości ![]()
hej kochana co u Ciebie jak sie sprawy maja??????????musiała nika zmienic bo nie mogłam sie zalogować
NO CZEŚĆ !!!!!!!! ![]()
Gdzie sie podziewałaś tyle czasu????? u mnie w sumie ok... pomijając nawał pracy w pracy
i wkurzającą mnie szefową
A jeśli chodzi o tamte sprawy to jakis czas temu to zakończyłam... Odpowiedziałam sobie na pare pytań:
- kochasz go? - nie..
- gdyby rozwiódł się z żoną byłabyś z nim? - nie...
- w takim razie po co sie z nim spotykasz? - bo mam się do kogo przytulić...
wtedy zadałam sobie pytanie:
- czy dla samego przytulania warto siię tak narażać? Spotykać się z żonatym facetem? Jakby to wyszło na jaw to tyle problemów nie z miłości tylko dlatego że chciałam sie przytulać? - i wtedy tez padła odpowiedź nie... nie warto...
Piepsze to, chce przeciez przytulac sie do kogoś z miłości, całować, chodzić na łyżwy, na zakupy, na spacery tam gdzie będę chciała, na obiad do restauracji, do kina na dobry film i chce miec dziecko.... kiedyś....
i dlatego dałam przede wszystkim szanse sobie, na to żeby być szczęsliwą....
majorka dobrze zrobiłaś
masz jednak swoją silną wolę i wizję, czego chcesz. Ja chętnie cię poznam ![]()
majorka dobrze zrobiłaś
masz jednak swoją silną wolę i wizję, czego chcesz. Ja chętnie cię poznam
szczerze to zawsze wątpiłam w swoją silną wolę a jednak ku mojemu zdziwieniu sie udało
póki co ![]()
i ważne były dla mnie słowa mojego przyjaciela: Jestes za fajną i za ładną kobietą aby byc kochanką!! Zasługujesz na prawdziwą miłość i szczęście.
.......
i tez tak zrobiłam i jestem z tego dumna, dlatego tez bede tłukła innym dziewczynom do głowy że naprawde nie warto.
chil-out dziękuje za miłe słowa ![]()
kaszmirka29 napisał/a:hej kochana co u Ciebie jak sie sprawy maja??????????musiała nika zmienic bo nie mogłam sie zalogować
A jeśli chodzi o tamte sprawy to jakis czas temu to zakończyłam... Odpowiedziałam sobie na pare pytań:
- kochasz go? - nie..
- gdyby rozwiódł się z żoną byłabyś z nim? - nie...
- w takim razie po co sie z nim spotykasz? - bo mam się do kogo przytulić...
wtedy zadałam sobie pytanie:
- czy dla samego przytulania warto siię tak narażać? Spotykać się z żonatym facetem? Jakby to wyszło na jaw to tyle problemów nie z miłości tylko dlatego że chciałam sie przytulać? - i wtedy tez padła odpowiedź nie... nie warto...
I dodam jeszcze od siebie parę pytań, bo to bardzo fajny sposób przy zamykaniu relacji z kimś:
- czy ufasz mu nadal? - NIE, choć ufałam w 100%
- czy historie-kłamstwa które wymyślał żonie będzie wymyślał kiedyś przed Tobą? - TAK, to bardzo możliwe
i ogólnie z każdym dniem coraz mi lepiej. Czuć tę obojętność, napływającą na serce gdy o Nim myślę. To jest boskie! o sto razy lepsze niż udawanie że się go nie widzi, nic nie czuje...ja chcę czuć obojętnosć, gdy o Nim pomyślę. Ja nie chcę udawać że o nim nie myślę ![]()
majorka widzę duże zmiany brawo kochana,no ja na chwilę obecna nie potrafię tak do końca zrezygnować z tego,ale Tobie kochana gratuluje dzielna dziewczynka
witaj Kaszmirka dawno Cie nie było kochana!!
Trójkolorowa ależ ja dumna jestem z Ciebie, brawo
w ogóle dumna jestem z Was wszystkie! Oby tak dalej
to wygląda jak grupa wsparcia ;p bo na upartego tak to mozna nazwać ![]()
dziewczyny damy rade!!!!
A jak Twoje sytuacja obecnie wygląda Kaszmirka?
ojjjjjjjjjj kochana już prawie rok mija jak sie to wszystko toczy,walczyłam sama ze sobą żeby się wyplątać,ale jakos brakuje mi siły,nie potrafię na sama myśl że miałabym już nigdy go nie zobaczyć a napewno przez dłuższy czas to serce mi ściska,on też za każdym razem jak mówię że to nie ma sensu że nigdy nie będziemy razem walczy,stara sie nie chce dać mi odejść i ciągle mówi że to nie jest przygoda tylko naprawdę miłość,on wierzy że przyjdzie taki dzień w którym będziemy mogli być ze sobą,sama już nie wiem co mam robić i myśleć,jestem szczęśliwa będąc z nim wiadomo że kiedy jestem sama to smutek dopada,nie chce robić nic na siłę ani rezygnować i walczyć sama ze sobą może czas sam wszystko rozwiążę zobaczymy
w sumie co racja to racja... ja zostawiłam wszystko czasowi i powiedziałam zobaczymy i z czasem to zakonczyłam... mam nadzieje, że u Ciebie tez sytuacja szybko stanie sie klarowna żebys wiedziała tak naprawdę na czym stoisz..
zobaczymy,wiesz zostawiłam to czasowi ze względu na to że ciągłe zastanawianie sie co robić jak bedzie dobrze tylko mnie pogrążało,wiec czas pokaze buzka kochana
trzymam kciuki.... ![]()
z resztą w razie czego pisz :*
wiadomo kochana forum dało dużo do myślenia czasem bardzo dało po głowie ale każda opina jest wskazana
dokłądnie kaszmirka.... ja Ci powiem, że mi dało dużo to forum, wiele zrozumiałam, poznałąm wiele historii i wiem że jest bardzo wiele kobiet które naprawde mają gorzej niż ja
i ciesze się że odeszłam i wielu z Was za to dziękuje.... a Ty pisz co się dzieje jeśli czujesz taka potrzebe oczywiście
bo wiesz że zawsze chętenie przeczytam i odpowiem...... :*
dziękuję kochana za wszystko
ja dziękuje Tobie
:*
ja juz dziewczynki na dwutygodniowym odwyku....oj boliiii...........
choc ostatnie kilka dni pozwolilo mi zauwazyc minimalna poprawe...roboty w pracy po pachy,dzien organizuje tak,zeby na doopie usiasc dopiero wieczorem,zyje w biegu i tak jest dobrze,bo nie mam czasu zeby pomyslec....ale w telefon nadal sie gapie:/
Jedno juz wiem-dam rade!
Wesolych mimo wszystko swiat Wam zycze:)
ja juz dziewczynki na dwutygodniowym odwyku....oj boliiii...........
choc ostatnie kilka dni pozwolilo mi zauwazyc minimalna poprawe...roboty w pracy po pachy,dzien organizuje tak,zeby na doopie usiasc dopiero wieczorem,zyje w biegu i tak jest dobrze,bo nie mam czasu zeby pomyslec....ale w telefon nadal sie gapie:/
Jedno juz wiem-dam rade!
Wesolych mimo wszystko swiat Wam zycze:)
gratuluje !!!!! ![]()
2 tygodnie, dobry poczatek.... i widzicie dziewczyny da się!! To jest dobra metoda- dużo zajęć o to chodzi, narazie jeszcze patrzysz w telefon czy nie napisał itd ale nie od razu Kraków zbudowali
wszystko z czasem.... ten mój były cały czas wypisuje, żebym się odezwała, że teśkni mysli......... ble ble ble.....
a ja to mam juz gdzieś ![]()
tak samo będzie z Toba candyfloss za niedługo zobaczysz ![]()
Hej Dziewczynki, nie zagladalam przez chwile... I wiecie co? Nie udaje mi sie byc twarda!!! lece jak pszczola do miodu, co mam zrobic??? wystarczy mail i koniec.do tego wyznanie,ze mnie kocha i tyle.A teraz swieta i oczywiscie cisza w eterze... Wiem co mi powiecie, wiem, wiem , wiem.... a juz myslalam,ze sobie wytlumaczylam w tej swojej lepetynie...Podziwiam Was wszystkie, ktorym sie udaje...
Hej Dziewczynki, nie zagladalam przez chwile... I wiecie co? Nie udaje mi sie byc twarda!!! lece jak pszczola do miodu, co mam zrobic??? wystarczy mail i koniec.do tego wyznanie,ze mnie kocha i tyle.A teraz swieta i oczywiscie cisza w eterze... Wiem co mi powiecie, wiem, wiem , wiem.... a juz myslalam,ze sobie wytlumaczylam w tej swojej lepetynie...Podziwiam Was wszystkie, ktorym sie udaje...
wydaje mi się, że albo masz taki słaby charakter albo po prostu nie chcesz odejść......
zadaj sobie pierwsze to pytanie i pogadamy dalej ![]()
cześć dziewczyny!
u mnie wszystko OK, święta upłynęły super - najpierw czas z Rodziną, potem wyjazd na narty ze znajomymi - bawiłam się wyśmienicie, i o to chodzi - ludzie z którymi przebywasz są w porządku, nie ukrywają nic, pokazują uczucia które są, nie oszukują nikogo...no cud miód ![]()
Od "mojego nie mojego" byłego - dostałam życzenia noworoczne, a jakże, za które podziękowałam ślicznie i życzylam również wiele dobrego w nowym roku. I tyle. Całe szczęście ani mnie to ucieszyło, ani zdenerwowało. Po prostu życzenia
Czas w Nowym Roku wejść w jakieś fajne nowe uczucie, będę niestety bardzo zboczona i każdego nowego adoratora wypytywać dokładnie będę czy aby nie ma żony jednak hehehe będą patrzeć na mnie jak na wariatkę, ale trudno!
cześć dziewczyny!
u mnie wszystko OK, święta upłynęły super - najpierw czas z Rodziną, potem wyjazd na narty ze znajomymi - bawiłam się wyśmienicie, i o to chodzi - ludzie z którymi przebywasz są w porządku, nie ukrywają nic, pokazują uczucia które są, nie oszukują nikogo...no cud miód
Od "mojego nie mojego" byłego - dostałam życzenia noworoczne, a jakże, za które podziękowałam ślicznie i życzylam również wiele dobrego w nowym roku. I tyle. Całe szczęście ani mnie to ucieszyło, ani zdenerwowało. Po prostu życzenia
![]()
Czas w Nowym Roku wejść w jakieś fajne nowe uczucie, będę niestety bardzo zboczona i każdego nowego adoratora wypytywać dokładnie będę czy aby nie ma żony jednak hehehe będą patrzeć na mnie jak na wariatkę, ale trudno!
Hej ![]()
Tez dostałam od mojego nie wiem jak go nazwać
życzenia ale moja reakcja była podobna do Twojej... życzenia, odpisałam i tyle...
dokładnie w 2010 trzeba znaleść miłość
prawdziwą miłość bez dodatkowych postaci
czego Wam i sobie życzę ![]()
Majorka a co oznacza Twój nowy podpis????
Martwi mnie!
nowa historia....................... ehhh..............
ale napisze jutro bo troche to zajmie....
Trójkolorowa......... dziękuje :*
Witajcie dziewczyny, widze, że to forum już zamilkło ale może je reaktywujemy? To już właściwie rocznica pierwszych postów w tym wątku. Ciekawa jestem co uWas? Majorka, Kaszmirka i cała reszta tej "bandy" jesteście?
Witajcie dziewczyny, widze, że to forum już zamilkło ale może je reaktywujemy? To już właściwie rocznica pierwszych postów w tym wątku. Ciekawa jestem co uWas? Majorka, Kaszmirka i cała reszta tej "bandy" jesteście?
Witaj MalaMi321
kurcze wiesz jak dlugo tu nie zagladalam... masakra mam tyle pracy, ze czasu brakuje... a tak jak postanowilam w 2010 znalazam swoja miość
i to wcale nie ta co wtedy..... pisalam nawet o tym ale w innym wątku... tamten czasami sie nawet odezwie... tradycyjnie... czy może spotkamy się na kawce... o nie nie nie !!!! Nie zgadzam się, bo na dziś dzień wiem, że do niczego to nie prowadzilo... teraz od ponad roku mam SWOJEGO
faceta i jest mi z tym o wiele lepiej
a jak tam u Ciebie?? i u Was dziewczyny?? caluje
Majorka a ja Ci zycze szczescia.........ja jestem ta zdradzona a moj maz jest tchorzem, jest ze mna ze wzgledu na dzieci 7 i 12 lat, gdyby nie one juz dawno by sie wyprowadzil....a w tej sytuacji to mysle ze on cierpi najbardziej,,,, on ja kocha a musi byc ze mna...nie wiem jak dlugo to jeszcze potrwa bo w moim przypadku jest to jeszcze wszystko swieze 4 msc, od dowiedzenia sie o zdradzie.....cierpimy wszyscy,ja on i jego nowa milosc...
moj maz jest zwyklym tchorzem,bio sie nas zostawic bo sobie zniszczy tym opinie......a ja mu tego nie ulatwie....
pomimo wszystko zycze ci szczescia.....
reszka wiem... zdaje sobie z tego sprawe. Nie chce nikogo krzywdzic bo mnie w przeszłości tez bardzo skrzywdzono i wiem jak sie wtedy czułam... ale sama wiesz, że odejść nie jest łatwo...:(
Sama jak piszesz zostałaś skrzywdzona i wiesz jak to boli... i mimo tego że " wiesz" z premedytacją spotykasz się z żonatym facetem!
On jest dopiero 1,5 roku po ślubie i już zdradza żonę! współczuję tej kobiecie niezmiernie.
Oczywiście że nie rozmawiacie o jego żonie bo dla tego dupka to prosta sytuacja. Żona to zona i tego nie zamierza zmieniać a ty jesteś dla niego jedynie kochanką z którą spotyka się dla rozrywki. Szuka rozrywki, odskoczni od zycia codziennego.
Potrafisz sobie spojrzeć w twarz? nie masz wyrzutów sumienia ze rozwalasz komuś małżeństwo, życie...dobrze ci z tym? Na pewno ci dobrze skoro tkwisz w tym. Nie rozumiem skąd biorą sie takie kobiety dla których żadne wartości nie mają najmniejszego znaczenia bo o nim nawet nie wspomnę..... To drań i dupek bo przysięgał komuś wierność ale ty mogła odmówić! Nawet jak piszesz że dopiero potem sie dowiedziałaś o żonie mogłaś wtedy urwać kontakt.
Miej pewność i to gwarantuję ze prędzej czy później on cię zostawi - to masz jak w banku. Pobawi sie i zostawi i wtedy będziesz mogła miec pretensje sama do siebie.
A na swiecie tylu samotnych mężczyzn..... ręce opadają....
pochwalcie się teraz swoimi osiągnięciami życiowymi, gdzie są Wasi kochankowie, gdzie ich żony i o ile miałyście Wasi mężowie, narzeczeni, chłopaki i czy coś to Was nauczyło?
Chciałabym mieć tyle odwagi, żeby kazać mu wybierać. Ale znając proces decyzyjny S., wiem, że zostałby by żonie, bo tak strasznie boi się zmian, bo twierdzi, że trzeba być konsekwentnym (choć dziwne ma wyobrażenie konsekwencji). Nigdy nie kazałam mu wybierać, nie chciałam usłyszeć, że wybiera żonę. Teraz już i tak nie jesteśmy razem. Mam nadzieję, że odnajdzie to coś, co sprawiło, że Ją pokochał i zechciał z Nią spędzić swoje życie.
Majorka, kolejność musi być taka:najpierw rozpad związku, a potem nowa kobieta. Kiedy jest najpierw nowa kobieta, a potem rozpad związku - to nie będzie z tego nic dobrego. Chyba, że TwójOn jest inny niż wszyscy mężczyźni.Ale ja już chyba straciłam wiarę w facetów.
ja czytajac tlumaczenia kochanek trace wiare w kobiety
wiekszosc jest silna madra dobra
a niektore... no coz to wyjątkowe egoistki
nie warto nie warto
![]()
U mnie dobrze. I już mija miesiąc od zerwania
Tydzień temu mialam jakieś załamanie i małego doła, ale trwał on zaledwie jeden wieczór i jest OK. Niestety albo stety, moje postanowienie zerwania kontaktu w 100% nie powiodło się i nawiązlaiśmy go znowu, rzekomo On zdenerwowal się bardzo na mojego maila z decyzją o całkowitym końcu i zerwaniu kontaktu, nawet na zasadach koleżeńskich. Nie wiem. Powiedziałam mu przez telefon - OK, nie chcesz to nie zrywajmy, rzeczywiście po co robić wielkie halo wokół niczego..... po prostu nie jestesmy już razem i tyle...... nie ma co robić oficjalnych zamknięć z wielkim hukiem. Nie będę przecież cyrków robic gdy go na ulicy spotkam przypadkowo.
I wiecie że to pomaga?
W pracy mam i muszę mieć włączony komunikator na komputerze, to praktycznie codziennie się odzywa i zagada do mnie - ale z reguły napiszę "wszystko w porządku", coś pożartuję, mówię że muszę wracać do pracy i nie mogę rozmawiaćI nie robię tego z rozdartym sercem - z dnia na dzień robię to z lżejszą duszą, bo tak.... bo moje życie się toczy, nawet bez Niego. Nawet nie mam ochoty już zwierzać się Mu z mojego dnia (co robilam, co widzialam, co myślalam) - ot, sympatyczna wymiana paru zdań "ładna pogoda".....
ufff.....
jutro ma padac śnieg! Super..... nie mogę się doczekać! (ps. On śniegu nie lubił hehe)
pobawila się zonatym, dowartosciowala i może isc dalej