Pomóżcie mi proszę, jak dalej żyć? Mam straszny mętlik w głowie, codziennie płaczę, wspominam rzeczy, które przez niego sprawiły mi dużo bólu, czuję się jak szmata od podłogi...
A wszystko przez mojego chłopaka, który mnie nie kocha i traktuje bardziej jak przyjaciółkę, a nie dziewczynę. Jesteśmy razem od roku. Na początku wydawało mi się, że jest fajnie, że rodzi się uczucie. Dość szybko się zbliżyliśmy i po kilku miesiącach znajomości zostaliśmy parą. Jesteśmy dla siebie pierwszymi partnerami. Były już kryzysy, moje humory, nielojalność i kłamstwa z jego strony (szukał sobie na boku innej w internecie, za każdym razem wybaczałam). Wiem, że mnie nie kocha, bo mi to powiedział, oznajmił, że bardzo mnie lubi, jak przyjaciółkę, ale chce ze mną być, bo woli mieć w dziewczynie przyjaciółkę niż poddawać się jakiemuś popędowi seksualnemu... Nie kochaliśmy się jeszcze, bo on nigdy do tego nie dąży, jedynie co razem robiliśmy to seks oralny w jego stronę, przytulanie, nawet całowanie zaczęło od dawna zanikać... Rozmowa nic nie daje, bo on wciąż trzyma się tylko jednego - bardziej zależy mu na przyjaźni, niż na podnieceniu itp. Kiedy poruszałam temat seksu, powiedział, że ja chcę wszystko od razu, ze nie potrafię być cierpliwa... Cierpliwa? Po roku związku? Jestem dziewicą, ale zaczęłam tego pragnąć bardziej niż on... Kiedyś częściej u mnie bywał, zostawał na noc, teraz coraz rzadziej. Ostatnio wybaczyłam mu świństwo jakie mi zrobił - napisał w internecie do jakiejś laski, pod którą podszyłam się ja. Nie odzywałam się przez tydzień - dzwonił, pisał, przepraszał, obiecywał, że już nigdy więcej, a gdy wybaczyłam wcale się nie starał, tylko jeszcze bardziej się zdystansował fizycznie... Ja potrzebuję jego czułości, pocałunków, chcę namiętności i pożądania - tego nigdy nie było między nami, on nawet nie chce przeżyć ze mną tego pierwszego razu. Czuję się sfrustrowana, a moje poczucie wartości spadło poniższej zera. Mam wrażenie, że jestem nieatrakcyjna, brzydka... Wciąż tylko jeździmy na rowerach, chodzimy na pizzę, czasem do kina, i nic poza tym, jak z kumpelą. Mam wrażenie, że on się mną nudzi. Jakiś czas temu podrywał mnie na ulicy jakiś nieznajomy mężczyzna, potem gdy przechodziłam pod biurem mojego chłopaka, jego koledzy widzieli mnie z okna i mówili, że jestem fajną laską (sam mi o tym powiedział, ale nie przyznał się, że jesteśmy razem). Dla innych jestem atrakcyjna, a dla niego nie, on mnie w ogóle nie pożąda jak dziewczyny/kochanki... To mnie powoli dobija...
Ostatnio sama z tej frustracji poznałam kogoś przez internet. Na razie nie spotkałam się z tym chłopakiem, ale utrzymuję z nim kontakt. Poza tym podoba mi się. Czasem mam wrażenie, że źle robię, że "zdradzam" mojego chłopaka, ale to jaki on jest wobec mnie, nie pozwala mi tego przerwać, bo "zaniedbywanie" mnie z jego strony nie jest fair. Zresztą czasem zastanawiam się jak to jest być z kimś innym, z kimś kto kocha, pożąda, pragnie... Oczywiście cenię przyjaźń, ale to nie znaczy, że nie może ona iść w parze z chemią, której obecnie brakuje mojemu chłopakowi, przez którego ostatnio tylko płaczę...
Rozstać się jest trudno, tym bardziej gdy się kogoś kocha i chce się z nim być... Jego przyjaźń jest dla mnie ważna, ale to jaki jest zdystansowany emocjonalnie, bardzo mnie rani. Nie chciałabym też tracić czegoś wartościowego tylko dla jakichś własnych fantazji, wizji, bo co jeśli to czego pragnę, okaże się złudnym marzeniem, które szybko przemija... Ale z kolei jeśli on wyznaje zasadę "miłość przyjdzie z czasem", to ja nie wiem jak długo to zniosę...
Co mam zrobić? ![]()