Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady???? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 76 z 76 ]

66 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-10-15 15:38:57)

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????
Finding napisał/a:

Pewnie to tak jest, że zdrada wydaje się destrukcyjna, wydaje się budująca , również : i destrukcyjna i budująca. Moim udziałem na szczęście stała się  : budująca.

Coś tam jednak zdrada u ciebie też zburzyła Finding. Może zburzyła spokój, może zmieniła wyobrażenia na temat siebie, partnera, związku, świata, może pozbawiła ciebie złudzeń. Dobrze jednak, że na końcu "stała się  : budująca" smile

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????

talerz123
…Za mnie zdecydował mój mąż. Zrobił coś czego nie chciałam. Coś co zabiło mnie całą. Wywrócił moje życie do góry nogami. Nasze wspólne zniszczył. Ale musiałam to zaakceptować. Nie było innego wyjścia…

No właśnie, jak to dobrze, że masz już za sobą.

talerz123
…Ludzie którzy zdradzają to skrajni egoiści. Ostatnią osobą o której pomyślą jest ta, którą krzywdzą. Liczą się oni, ich potrzeby, ich przyjemności. Często nawet kochanka jest dla nich tylko narzędziem. Niestety.
Ale bywa i tak, że po dawce szoku jaki przeżywają widząc do czego doprowadziło ich zachowanie udaje im się również "wyjść na ludzi"

No to tutaj przyznam : leczącą siłę zdrady smile, oby trwałą Talerzyku, przeczytałam Twój wątek – umiesz powalczyć i do tego dobrą bronią smile.

talerz123
…Ale powiem ci, że ja zawsze staram się dostrzec dwie strony medalu. Jedyna zmiana we mnie, która może nie do końca mi odpowiada to to, że stałam się mniej ufna do ludzi. Ale z drugiej strony to chyba lepiej. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jednak nie zawsze udawało mi się trafnie ocenić ich intencje - nawet tych mi najbliższych  . Lubię rozmawiając z kimś wnikać głęboko w to co do mnie mówi. Niektórych "łapię" wtedy na wielu sprzecznościach. Trochę to "utrudnia" mi kontakty interpersonalne, ale z drugiej strony daje mi chyba trzeźwy osąd osoby z którą rozmawiam  . Patrzę na ludzi inaczej. Biorę pod uwagę, że to co do mnie mówią niekoniecznie jest tym co myślą. Oczywista oczywistość a jednak  .

I mi się tak przytrafiło smile a coś co prawdziwie doceniłam to poznanie własnych granic postępowania smile

talerz123
…No i druga sprawa moje podejście do miłości. Pamiętam jak jeszcze niedawno czekałam, aż obudzi się we mnie na nowo ta moja wielka miłość do męża. Dzisiaj wiem, że nie ma na co czekać  . Moja wielka miłość nie wróci, bo odszedł człowiek, którego tak mocno nią obdarzyłam. Nie było go w zasadzie nigdy. Ja go sobie wymyśliłam i ubrałam w te jego szaty mojego męża. A on chyba jednak nie bardzo chciał je nosić  . Moje wyobrażenie wielkiej, bezgranicznej  miłości "do grobowej deski" rozsypało się jak domek z kart i nie wróci nigdy do mnie, bo ja już wiem, że tego przecież nie było. Mój mąż to mój mąż a nie Pan Darcy, którego tak bardzo chciałam przy sobie mieć.
Niektórzy piszą, że konsekwencją zdrady jest w nich brak miłości, czy też umiejętności się nią dzielenia. Mi się wydaje, że to jest raczej brak umiejętności pogodzenia się z faktem, że wyobrażenie miłości jakie nosili w sobie i jakim obdarzyli "swojego zdrajcę" tak naprawdę okazało się błędne, że taka miłość nie istnieje. Ale oczywiście mogę się mylić.
Pamiętam mój szok i moją rozpacz kiedy zrozumiałam, że muszę wybaczyć sobie wszystkie te moje wyobrażenia (nas, siebie, jego, miłości, związku). Pamiętam też, że kiedyś na początku mojej drogi do wybaczenia, ktoś tu na forum (pozdrawiam Panią Przyszłość  ) podał mi to rozwiązanie na tacy. I pamiętam mój bunt. Pamiętam moją pewność, że w moim życiu żadnych wypaczeń rzeczywistości nie było/nie ma  . Pamiętam Jej szok i zdziwienie moją postawą. Ale z biegiem czasu "Jej szok" stał się też moim. Sama byłam w szoku, że taka byłam  . Aż w końcu  przestałam się szokować  . Czasami jednak jeszcze się sobie dziwię. Ponoć i to można opanować. Mam więc sporo pracy nad sobą  .

Talerzyku, teraz to chyba masz z gruntu : prawdziwie w przyziemności a nie w wyobrażeniach (a pan Darcy smile smile smile - fajny co ? chociaż mojej siostrze nie imponował smile a ja nadziwić się nie mogłam, ba, starsza jest ode mnie smile ), ufam, że dobrze jest ?

talerz123
Ja też tak nie mam i też nie popieram zdrad. Ale jeszcze bardziej nie popieram zatracania się w swojej krzywdzie po zdradzie  . Skoro mi - osobie chyba jednak dość poważnie "zaburzonej" i zakłamującej rzeczywistość udało się osiągnąć spokój wewnętrzny i pogodzić się z faktami, to wiem, że uda się też innym. Czasami wystarczy tylko zachcieć  .

I tu mamy sedno pewnie – chcieć a ja dodam jeszcze : wiedzieć dobrze czego chcieć i do tego realizować smile, jakie to proste, nie ma co ‘mędrkować’ smile.

68 Ostatnio edytowany przez Finding (2016-10-15 15:51:23)

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????
summerka88 napisał/a:
Finding napisał/a:

Pewnie to tak jest, że zdrada wydaje się destrukcyjna, wydaje się budująca , również : i destrukcyjna i budująca. Moim udziałem na szczęście stała się  : budująca.

Coś tam jednak zdrada u ciebie też zburzyła Finding. Może zburzyła spokój, może zmieniła wyobrażenia na temat siebie, partnera, związku, świata, może pozbawiła ciebie złudzeń. Dobrze jednak, że na końcu "stała się  : budująca" smile

No pewnie że zaburzyła smile po mnie nie poszło jak po kaczce, zmieniłam bardzo wiele smile

69

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????
Finding napisał/a:
summerka88 napisał/a:
Finding napisał/a:

Pewnie to tak jest, że zdrada wydaje się destrukcyjna, wydaje się budująca , również : i destrukcyjna i budująca. Moim udziałem na szczęście stała się  : budująca.

Coś tam jednak zdrada u ciebie też zburzyła Finding. Może zburzyła spokój, może zmieniła wyobrażenia na temat siebie, partnera, związku, świata, może pozbawiła ciebie złudzeń. Dobrze jednak, że na końcu "stała się  : budująca" smile

No pewnie że zaburzyła - po mnie nie poszło jak po kaczce, zmieniłam bardzo wiele smile

I chyba o to chodzi - żeby OPRÓCZ tego całego syfu, który zdrada robi w życiu, emocjach zobaczyć TEŻ coś sensownego.

70

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????
Olinka napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Finding, przecież nie chodzi o to, żeby zaprzeczać temu, że zdrada jest destrukcyjna i ZAWSZE oznacza ból i cierpienie zdradzonego.
Pewien mądry człowiek powiedział, że wybaczyć możemy dopiero wtedy, gdy 1.) odreagujemy przeżywane stany i 2.) zobaczymy w tym, co się wydarzyło jakiś sens. Ja się z tym zgadzam.
Nie da się iść dalej przez życie, jeśli nie wyrzuci się z siebie tych wszystkich emocji, których przyczyną jest zdrada. Trzeba wykrzyczeć złość, wypłakać rozpacz, opowiedzieć o swoim bólu i zawiedzionych nadziejach i uznać, że zdrada była dla mnie krzywdząca. To się dzieje na poziomie emocjonalnym.
Ale jest jeszcze drugi poziom obok emocjonalnego, na którym trzeba się zmierzyć ze zdradą - sfera poznawcza. Osoba zdradzona musi zrozumieć, że krzywda, która ją spotkała była czymś od niej NIEzależnym, bo w przeciwnym wypadku poczucie krzywdy staje się czymś, co w pewnym sensie i stopniu konstytuuje jej tożsamość. Wtedy zdradzona osoba postrzega siebie jako ofiarę, a tego, który zdradził jak sprawcę swojej krzywdy a zdrada staje się kulminacyjnym punktem jej życia dającym jej wtórne korzyści. Tymczasem, aby iść dalej należy wyjść poza schemat kat-ofiara i zmienić perspektywę.

Jeśli osoba zdradzona skonfrontuje się ze zdradą na poziomie emocjonalnym czyli ze swoją krzywdą i cierpieniem oraz z na poziomie poznawczym czyli z winą zdrajcy i jeżeli pogodzi się z tym, co się wydarzyło, może dostrzec, że nie sama zdrada, ale właśnie wybaczenie sobie (czasem zdrajcy) stało się momentem wyznaczającym dynamikę jej rozwoju, bo wytrąca z marazmu i uzmysławia, że znalazło się w niechcianym punkcie życia, jeszcze przed zdradą.
Nie da się jednak dostrzec sygnałów rozwojowych jeśli dla osoby zdradzonej wybaczeniem jest zignorowanie własnej krzywdy i zaprzeczenie własnemu cierpieniu. To nie jest wybaczenie, ale samooszukiwanie albo próba usilnego "zapomnienia" o własnej krzywdzie. W wybaczeniu też nie chodzi o to, aby - w imię tego, co twierdził Seneka - darować karę. Bo wybaczenie to odpuszczenie winy, a nie kary a nie da się anulować winy. No i wreszcie wybaczenie to nie zmniejszenie oczekiwań wobec zdrajcy, bo to oznaczałoby rezygnację z siebie i swoich potrzeb, sprzeniewierzenie się odpowiedzialności za siebie i swoje życie.

Pięknie to opisałaś. Chapeau bas!
Sądzę, że każda osoba, która mierzyła lub nadal mierzy się ze zdradą, powinna to sobie wydrukować, a potem po wielokroć powtarzać. Raz jeszcze powtórzę - w swoich negatywnych (bądź co bądź uzasadnionych) emocjach można się zatopić i zatracić, można jednak przejść przez cały proces obronną ręką, a przynajmniej nie ponieść ofiary większej niż jest to konieczne, by móc na powrót stanąć do pionu.

Przyszłość - super tekst. W 100% zgadzam się z nim smile

71

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????
finding napisał/a:

No to tutaj przyznam : leczącą siłę zdrady smile, oby trwałą Talerzyku, przeczytałam Twój wątek – umiesz powalczyć i do tego dobrą bronią smile.


Wiesz dla mnie to czy trwała, czy nie to tak naprawdę już bez znaczenia. Tu i teraz jest dobrze. Co będzie kiedyś? Tego nie wiem i zamartwiać na zapas się nie będę smile. Wydaje mi się, że zrobiłam wszystko, aby i On zrozumiał cały ten bajzel, jego skutki, ale i przyczyny. Jeśli moja historia kołem się zatoczy wink to przynajmniej nie będę żałowała, że nie spróbowałam. Ale może być też tak, że to dopiero początek historii mojej miłości - tej prawdziwej, szczerej, głębokiej. Że to co najlepsze dopiero przede mną i to paradoksalnie u boku "mojego zdrajcy" smile.
Wszystko okaże się z czasem smile.




finding napisał/a:

I mi się tak przytrafiło smile a coś co prawdziwie doceniłam to poznanie własnych granic postępowania smile

No właśnie. Ja poznałam też ich elastyczność smile.


finding napisał/a:

Talerzyku, teraz to chyba masz z gruntu : prawdziwie w przyziemności a nie w wyobrażeniach (a pan Darcy smile smile smile - fajny co ? chociaż mojej siostrze nie imponował smile a ja nadziwić się nie mogłam, ba, starsza jest ode mnie smile ), ufam, że dobrze jest ?

Najważniejsze, że zdaję sobie sprawę, że to TYLKO moja ocena sytuacji smile. Moja = niekoniecznie: jedyna, słuszna, właściwa i ... realna smile.


Jest dobrze. Jest świadomie. Jest razem, ale jest też osobno smile. Jest związek a nie lekki parazytyzm. Mój mąż zaczął patrzeć na mnie, widzieć mnie i moje potrzeby. Ja też w końcu widzę siebie i widzę dalej jego. Jest spokój, ciepło, zaangażowanie.
Czyli chyba tak jak powinno być smile.
Oczywiście jest też "walka" o więcej. O samopoznanie, po to, żeby było jeszcze lepiej - nam razem i nam osobno smile.


Darcy pewnie, że fajny smile.



finding napisał/a:

I tu mamy sedno pewnie – chcieć a ja dodam jeszcze : wiedzieć dobrze czego chcieć i do tego realizować smile, jakie to proste, nie ma co ‘mędrkować’ smile.

Czasem te najprostsze rzeczy to te, które najtrudniej odkryć. Czasami bywa i tak, że to co dla jednych proste i oczywiste, dla innych niekoniecznie takie musi być smile. "Rzeczy proste są najbardziej niezwykłe".

72 Ostatnio edytowany przez Zorija (2016-10-15 17:30:38)

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????
talerz123 napisał/a:

Finding i Olinka czytam wasze wypowiedzi i myślę sobie, że uchwyciłyście sedno - przynajmniej do mnie trafia to co piszecie w 100%. To są równie moje odczucia i moje wnioski po przepracowaniu zdrady...

Finding napisał/a:

Jeśli jakość jakiegoś związku jest wątpliwa - to dlaczego zdrada może być na to lekarstwem lub katalizatorem ? Z ustalonego stanu może wytrącić coś mniej rozbijającego ego smile i płaskiego przy tym.

Wiesz Finding nie musi być, ale może. Pewnie że lepiej byłoby gdyby cały ten twór masek, wyobrażeń i przekonań padł z innej przyczyny, ale niestety nie zawsze to może się stać. Wiesz, niektórym smile ludziom wydaje się, że są tak "silni", że w imię jakiegoś - tylko sobie wiadomego - powodu, w imię jakiegoś wyższego dobra (też sobie tylko wiadomego) zniosą wszystko. "Poświęcą się". Skąd to przekonanie w nich? Nie wiem. Ja już powoli odkrywam przyczyny swojego smile.

I wiesz, że ja sama w końcu (15 lat to trwało...) zaczęłam obdzierań się z tych złudzeń, ale nie wiem czy ta moja "siła" pozwoliłaby mi dokończyć tego dzieła... Bo może znowu, nie wiedząc czemu, zaczęłabym wierzyć, że wszystko jest OK, że moje życie jest takie "normalne". W końcu tyle czasu w tym tkwiłam, że wydawało mi się, że tak być musi, że tak być powinno. I dopiero to, że zostałam zdradzona spowodowało, że opadły mi klapki z oczu. Nie wiem, czy potrzebowałam aż tak silnego "bodźca", żeby siebie obudzić, siebie "odzyskać", ale w końcu udało się. Wróciłam do "żywych" big_smile. Nigdy nie zgodzę się już na to co było. Na powrót "starego porządku". Nie dlatego, że był zły, ale dlatego, że mi nie odpowiadał. I w końcu teraz mam odwagę, by to powiedzieć. Mam możliwość, żeby postawić na swoim. Kiedyś nie mogłam, nie umiałam, nie chciałam przyznać (sama przed sobą) jak bardzo jest/było mi źle... W końcu pozornie było wszystko super. Mieliśmy wszystko. A jednak. Teraz jestem szczęśliwa, mimo że zostałam zdradzona. Wiem jak to dziwnie i nierealnie brzmi. Ale tak właśnie się czuję.
Niestety z jakiś powodów wcześniej godziłam się na to co miałam i wmawiałam sobie, że jest mi z tym dobrze. Moje wyobrażenia o mnie a to kim jestem w rzeczywistości to jednak inna bajka. I niestety ja wiem, że sama bym sobie ZE SOBĄ nie poradziła. Nie pokonałabym samej siebie. Niestety. Moja siła to moja słabość...


Finding napisał/a:

Istotna jest możliwość swobodnego wyboru (...) a nie stawianie zdradzanego w sytuacji przymusowej do zmagania się z zaistniałą sytuacją

Byłoby pięknie. Ale to niestety utopia smile.


Finding napisał/a:

  ale znam i Tych, którzy pozostali w poczuciu pielęgnowanej krzywdy i tacy juz pozostaną.

Zastanawiam się od czego to zależy. Od samoświadomości?




Finding napisał/a:

  Z założenia zdrada zmienia - nie na lepsze - po prostu inne, co w przyszłości MOŻE stać się dobre (ale może też być byle jakie). Niczego dobrego w zdradach nie widzę, jak coś nie wychodzi w związkach to się postanawia o związkach : czy ma trwać czy się rozchodzimy i tak jest ok - a nie doszukiwanie się sensu w sytuacji na jaką kogoś skazano bo może po czasie jest lepiej.


Zgodzę się, że zdrada zmienia na inne. Ale to, czy inne będzie lepsze zależy tylko od nas samych. Ja jestem pewna, że jaką decyzję bym nie podjęła byłabym szczęśliwa. Bo to ja decyduję o swoim szczęściu. Mogłabym karmić się tą moją krzywdą. Mieć żal do siebie, jego, świata. Ale po co? Co ja z tego będę miała? Co dobrego wyniknie z tego dla mnie? Bagaż jaki zostanie nam po zdradzie zależy tylko od nas samych. Warto mieć na uwadze pakująć "te walizki", że będziemy musieli jednak dzwigać je do końca życia.

Masz rację pisząc że o zwiazkach powinno się uczciwie postanawiać, wspólnie, ale niestety życie maluje inne scenariusze...

Zdrada nie ma sensu. Jest podła. Jest wyrazem braku szacunku. Jest końcem. Zawsze. Kończy wiele rzeczy. Kończy przede wszystkim związek do którego została "zaproszona". Ale można nadać jej wartość jaką tylko chcemy lub potrafimy (chyba trafniej to określa słowo potrafimy). Zdrada to lekcja. Tylko od zdradzającego i zdradzonego zależy jak ją odrobią, co z niej wyniosą...


Podpiszę się, jeśli mogę, pod wypowiedziami Olinki: Jasne, że wywrotka nigdy nie jest fajna, bo zwykle lubimy i chwalimy sobie spokój, stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, wolimy znajomą bylejakość od czegoś, co może być lepsze, ale wymaga pracy, a nawet bywa ryzykowne. Ja po prostu twierdzę, że można przez to przejść i na zgliszczach zbudować coś znacznie lepszego.
To jest zwykle długi i skomplikowany proces, podczas którego naprzemiennie przechodzi się przez etapy szoku i niedowierzania, gniewu i złości, smutku i żalu, by wreszcie osiągnąć upragniony stan spokoju. To nie jest proste, nie jest bowiem łatwo wybaczyć i pogodzić się z tym, co się stało, odbudować zaufanie, poczucie własnej wartości, na powrót poczuć się pewnie i bezpiecznie, ale to JEST możliwe.


PS. Bardzo lubię czytać to co piszecie. Wasze przemyślenia są mi bardzo, bardzo bliskie. Pozdrawiam.

Talerz - Tobie też gratuluję smile Nie napisałabym o własnych odczuciach, własnych przemyśleniach lepiej wink

Kilka słów dodam też od siebie. To co mnie spotkało, jasne, że bez mojej zgody, bez mojej woli - oczywiście narobiło mnóstwo szkód w moim życiu. Z części z nich już wyszłam, poradziłam sobie. Z części nie wyjdę nigdy. Nigdy już nie będę tak wierzyła "w życie" jak wcześniej... dodatkowo mam np. "zawieszenia" w czasie których ogarnia mnie strach i lęki, beznadzieja, bezsens... niestety, to są długotrwałe skutki uboczne. Cały czas jestem też na antydepresantach i wg mojej psychiatry jestem tym przypadkiem (bo zdarzają się takie), że prawdopodobnie nie będę ich mogła odstawić nigdy. I to nie dlatego, że coś przeżywam, że wracam, że tkwię w przeszłości. Po prostu, te wydarzenia zrobiły takie spustoszenie w mojej psychice, że już zawsze będę potrzebowała wsparcia farmakologicznego.

Niemniej, prawda jest taka, że moje życie "po" potoczyło się w bardzo dobrym kierunku. Czy samo? Chyba mu w tym trochę pomogłam wink Chciałam - za wszelką cenę sobie poradzić, chciałam dalej żyć... i udało mi się.

A dziś - i to mnie najbardziej zaskakuje - przyłapuję się na tym, jak wiele zmieniło się na dobre. Że już nie mam nad sobą emocjonalnego dręczyciela i prześladowcy. Że nikt mi nie mówi co mam mówić, a czego nie. Że urządzam sobie własne życie po swojemu! smile Że trudy jakie ponoszę są W CAŁOŚCI dla mnie, że nikt mnie nie wykorzystuje, itd. itp.

Przykre jest to, że zdałam sobie sprawę, że żyłam tyle lat w zakłamaniu - bez miłości... Bo tak było. Teraz to wiem. Ja tylko do czegoś "służyłam". Nigdy nie byłam najważniejsza... nigdy nie dostałam prawdziwego wsparcia. Ani psychicznego - poczucia, że coś znaczę, że jestem "ta jedyna", jak i fizycznego. Ze wszystkim zawsze zmagałam się sama. Mój ex był typem "kanapowca" i miał w dupie całą resztę poza sobą.
Zdałam sobie też sprawę, że przez długie lata byłam prześladowana emocjonalnie - to on był "mądry" i zrównoważony... on wszystko wiedział... on decydował. A mnie odbierał poczucie wartości i pewności siebie; ja miałam go słuchać - robił to systematycznie i konsekwentnie.
Miał też swoją ulubioną metodę - najpierw był dla mnie cholernie miły, dobry i ciepły. Jak już to "kupiłam" i poczułam się w tym dobrze - dostawałam po łbie... nagle miał zły humor, nagle się odsuwał... co oczywiście zwalało mnie z nóg. Potem się podnosiłam, otrzepywałam... oczywiście sama ze sobą, bo nikt mi w tym nie pomagał, nie on bynajmniej... wtedy mój ex znów zaczynał swoją "pracę" - czyli znów był mężem "do rany przyłóż". Znów się starał - ale tylko dopóki nie zmiękłam... Po to, by móc znów przywalić. Byłam zawsze silna psychicznie, więc nie dawałam się tak po prostu zdominować, zepchnąć, ustawić... więc wypracował taką właśnie metodę. Metodę przyciągania i "przerabiania" tylko po to, by móc mieć psychiczną satysfakcję wtedy, gdy przywalił.  To trwało latami...

Teraz - tego wszystkiego nie ma, ja to przepracowałam i jestem wolna. I tej wolności nie oddałabym za nic. Dlatego dla mnie to co się wydarzyło jest początkiem - nowej, cudownej, pełnej niezwykłych wydarzeń (które już częściowo za mną, a w dużej mierze przede mną) drogi. Czy byłoby to możliwe bez zdrady? Nie sądzę. Wiadomo... dzieci, rodzina... ja nigdy nie zdobyłabym się na jakikolwiek krok, który zagroziłby jej funkcjonowaniu. A byłam już tak zdominowana, że o sobie nie myślałam wcale. Więc jak dla mnie - zdrada była bardzo ważnym i potrzebnym etapem w rozwoju. I - jakkolwiek by to zabrzmiało - zawdzięczam jej niezwykle dużo smile

73

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????

oj, powiem Wam dziewczyny ze kazda z nas wyciagnela po tym wszystkim jakies wnioski nie wazne czy takie czy inne.jakies wyciagnela. pewnie dlatego rozne bo kazda z nas przezyla inna zdrade historia kazdej z nas byla inna. jedno nas laczy:ta cholerna zdrada i kazdej z nas zycie stalo sie inne. kazdej z nas zmienil sie sposob myslenia postrzegania roznych spraw. kazda z nas zauwazyla ze jest osobna jednostka ze musi troszczyc sie przede wszystkim o siebie. to nas laczy. i to jest to zycie wlasnie po. mialam racje ze ludzie dziela sie na sprzed i po. niektorzy cale zycie przezyja sprzed. nie wiem czy wychodza na tym lepiej czy gorzej. moze zalezy ktorzy. ja akurat wolalam tamto zycie ale to ja niekoniecznie musza wszyscy. moze zdarzaja sie tez tacy sprzed co maja podobne przekonania do tych z po? moze kiedys jakies czynniki to spowodowaly?jedno jest pewne wszystkie jestesmy juz po i musimy dostosowac sie do tej sytuacji czy tego chcemy czy nie.

74

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????

Zorija witaj po drugiej stronie mocy smile. Cieszę się, że i Ciebie mogę tu "witać" i "widzieć". O ile pamiętam niedawno byłyśmy jeszcze w opozycji smile lol big_smile

Eni.Lij też mogłabym podzielić moje życie na to przed zdradą  i na to po niej. W sumie mogłabym tak ze wszystkim "przed poznaniem mojego męża i po nim; przed poronieniem i po nim; przed podjęciem pierwszej pracy i po niej, itd... To co powoduje w nas mądrość życiową to właśnie nowe doświadczenia. One czynią nas bogatszymi o wiedzę z nimi związaną. Cofając się w czasie stwierdzę, że  tu i tu byłam szczęśliwa - "przed" biorąc pod uwagę moje ówczesne doświadczenia i ... niewiedzę wynikającą z braku innych smile. Będąc "po" wiem znacznie więcej i widzę więcej. Rozumiem więcej. Bo wyciągnęłam wnioski z tego co mnie spotkało. I kto wie, co jeszcze mnie czeka i co jeszcze będzie dane mi odkryć ...

Kiedyś gdzieś przeczytałam (czy ktoś wie u Kogo? nie mogę sobie przypomnieć...), że życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby człowiek rodził się w wieku 80 lat i powoli dożywał do 18 smile. Albo jakoś tak. Sens w każdym razie uchwyciłam (chyba... smile.).

75

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????

Talerzyku  ja mam nadzieje ze juz nie spotka Cie nic gorszego od tego co Cie spotkalo. W moim przypadku gorszego od  tego co przezylam to juz tylko moze byc choroba i smierc. Moje doswiadczenia byly tak wstrzasajace ze juz nic oprocz tych 2 rzeczy nie jest mi straszne. Wszystko co dzialo sie potem obojetnie co by to nie bylo nie bylo w stanie przebic tamtego i pewnie juz nie przebije. Finding dziekuje za bardzo pouczajacą piosenke dedykowana mi. Czy ta Twoja nowa droga okazala sie byc lepsza? Moze chociaz teraz splywa po Tobie wszystko bardziej jak po tej gesi czy kaczce. Jakby to bylo cudnie gdyby tak mogly po nas splywac te wszystkie przykre rzeczy. Szkoda ze to nie takie proste.

76

Odp: Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????

Witam, ja jestem z mężem dwa lata po tym jak odkryłam że mnie zdradza. Nie chce ci niczego radzić. Opowiem ci tylko moją historię. Po odkryciu zdrady, on oczywiście przepraszał I chciał bardzo być ze mną. Ja byłam zbyt załamana roztrzesiona i nie wystarczająco silna do podjęcia samodzielnego życia . Mój mąż rzeczywiście stał się dla mnie dobrym mężem, chociaż nie nastąpiło to od razu . Wprowadziliśmy się do innego miasta mamy ładny dom ogród . Mój mąż spełnia każdą moją zachcianke jeżeli jest to możliwe. Nie muszę się martwić o finanse on nas utrzymuje .
Powinnam być szczęśliwa ale nie potrafię. Ciągle Jeszcze płaczę prawie codziennie on ciągle powtarza że ja nie muszę płakać. Właściwie mam wszystko ale czegoś brakuje

Posty [ 66 do 76 z 76 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy można zapomnieć i wybaczyć zdrady????

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024