Krejzolka82 napisał/a:Dobra to Waszym zdaniem co powinna Autorka zrobić?
Moim zdaniem absolutnie wystrzegać się prób podejmowania jakiejkolwiek rozmowy w tej aptece.
Sam przez ponad 15 lat pracowałem za ladą i podobnych sytuacji (niedwuznacznych zaczepek ustnych) nie zliczę,
ale to nie jest tak jak się tutaj niektórym wydaje, że wystarczy zagadać i rozmowa sama popłynie tak jak na filmie.
Po pierwsze totalne zaskoczenie obiektu (w tym przypadku naszego magistra farmacji) zupełnie temu nie sprzyja,
zwłaszcza w takim miejscu jak apteka, gdzie gość musi być maksymalnie skupiony na tym co robi i non stop ma pacjentów.
W takich sytuacjach zaskoczony facety albo gada jakieś kompletne idiotyzmy, albo nie mówi wcale i tylko się uśmiecha jak debil.
tak czy inaczej najczęściej wychodzi się na totalnego kretyna i wcale nie jest tak jak na filmach, lecz dokładnie na odwrót.
Po drugie w tak nieprzewidywalnych okolicznościach przyrody jak miejsce pracy delikwenta (czy tam delikwentki też może być)
zachodzi znacznie podwyższone ryzyko (graniczące z pewnością) że będziemy mieli do czynienia z piątym prawem Murphyego,
które mówi, że "jeśli tylko coś może pójść nie tak, to na pewno pójdzie" i nawet plan doskonały runie w jednej chwili jak stary dach.
A to ktoś wejdzie, a to coś spadnie, a to telefon zadzwoni, a to kierowca przywiezie akurat towar, który trzeba przyjąć...
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Apteka czy sklep, to nie kawiarnia, gdzie można wisieć na barze godzinami i nawijać makaron na uszy.
No to co powinna Autorka zrobić?
Inteligentny i wykształcony facet, a z takim mamy tutaj do czynienia, jest raczej na tyle lotny, że chyba zajarzył o co lasce biega.
Pewności oczywiście nie mamy i może on też pewności nie ma czy wręczenie wizytówki oznaczało to co my wiemy że oznaczało
czy może jednak niekoniecznie i dzwoniąc na ten numer do obcej dziewczyny zrobi z siebie tylko głupka... tego na 100% nie wiemy.
Moim zdaniem teraz już lepiej nic nie robić, tylko tam iść wybadać teren. Po prostu na razie tylko zobaczyć co się stanie i nic więcej.
Ja na Jej miejscu inaczej bym zaczął. Zresztą miałem kiedyś niemal identyczny problem, tyle, że obiekt moich westchnień akurat
znajdował się kiosku, takim zwyczajnym, gdzie się kupuje papierosy i gazety. No i ten kiosk stał obok sklepu w którym pracowałem,
więc można powiedzieć, że po tych kilku latach chodzenia tam do tego kiosku i kupowania różnych artykułów, trochę się "znaliśmy".
Ponieważ konwencjonalne próby podrywu (mniej lub bardziej wyrafinowane żarty na pograniczu flirtu) nie przynosiły żadnego efektu,
obmyśliłem idealny sposób na wyciągnięcie od niej numeru telefonu. Otóż we wtorek jak co tydzień poszedłem po moje gazety,
a kiedy mi je podała, to zacząłem przy niej wertować strony. Przeleciałem wszystkie i udając wielkie zdziwienie wypalam do niej:
-No ale chyba Pani o czymś zapomniała?
-Tak? A o czym? Brakuje czegoś?
-Brakuje. Numeru telefonu (uśmiech numer cztery) Może Pani tutaj zapisać (podaję jej gazetę)
-Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł (teraz ona się uśmiecha)
-Dlaczego (mina już mi nieco zrzedła, ale jeszcze trzymam fason)
-Po prostu. Ale dziękuję, to było miłe (cały czas się uśmiecha, a mi tak serce wali, że zaraz chyba zemdleję)
-To co, chyba już sobie pójdę, nie? Co będę tak sam tu stał (gram głupa do końca udając wyluzowanego)
-Miłego dnia.
Koniec.
Oczywiście byłem wściekły, bo poszedłem tam na pewniaka. Kilka dni później z okna zobaczyłem jak wsiadała do auta jakiegoś fagasa
i przestałem się wściekać na nią, a zacząłem na siebie, bo może gdybym tydzień albo miesiąc wcześniej uderzył, to kto wie...
Dobra, do czego zmierzam. Ano do tego, że Autorka mogła to rozegrać inaczej, a zamiast mojej "gazety" wykorzystać np. paragon,
który by mu podsunęła pytając z udawanym zdziwieniem, gdzie jest numer telefonu. Obyłoby się bez ryzykownej rozmowy
i miałaby pewność na czym stoi, bo albo by zapisał, albo by nie zapisał, i przynajmniej jedna niewiadoma wypada z równania.
A tak to nawet nie wiemy czy koleś w ogóle zajarzył o co kaman z tą wizytówką. Jeśli zajarzył i milczy, to przekaz jest czytelny.
Ale może milczy, bo ma wątpliwości czy na pewno dobrze odczytał intencje naszej Autorki. No i co teraz? Dobre pytanie.
Tak czy siak, powinna tam iść, a nóż widelec coś się wyklaruje. Przecież i tak nie ma nic do stracenia, najwyżej zmieni aptekę 