"powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 135 ]

66

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
ivy71 napisał/a:

Ja nie byłabym w stanie być z kimś po zdradzie.

"Tyle wiemy o sobie , na ile nas sprawdzono"...

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

No niestety, życie mnie nauczyło że tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono...
Jak byłam młoda i miałam te dziewiętnaście lat to zdrada nie miała dla mnie takiego znaczenia. Mój pierwszy chłopak zdradzał mnie z różnymi dziewczynami a potem przychodził, zapewniał że kocha i takie tam bzdury. Rozstałam się z nim kiedy mnie uderzył, a nie dlatego że zdradzał. Potem przez wiele lat myślałam że jak mnie mąż zdradzi to przecież mu wybaczę i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Niestety życie pokazało figę z makiem, nad czym wcale nie ubolewam bo życie w toksycznym małżeństwie to nie jest to co chciałabym robić przez resztę życia. A życie po zdradzie jest toksyczne, dla obu stron, nie ma się co oszukiwać.
Ja wiem że jest wiele par które zostają ze sobą, sama znam faceta który zdradza żonę na lewo i prawo, a ona jego, ale tak jest im łatwiej, bo "gdzie pójdą"? Owszem, niektórzy może mogą tak żyć, ja nie mogę, stąd napisałam że to moja osobista opinia.

68

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Ivy ok to zmienia trochę perspektywe bo faktycznie doswiadczen musisz troszke dzwigac.  Natomiast nie ma w zwiazkach  uniwersalnych rad ktore moglby byc adekwatne dla wszystkich.  Jest tyle zlozonosci w nas samych do tego nasze cechy wchodza w interakcje z cechami naszych partnerow, powodując ze to zwiazek nasz staje sie tak indywidualny jak odcisk palca.

69

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Zmeczona777 napisał/a:

...Natomiast nie ma w zwiazkach  uniwersalnych rad ktore moglby byc adekwatne dla wszystkich.  Jest tyle zlozonosci w nas samych do tego nasze cechy wchodza w interakcje z cechami naszych partnerow, powodując ze to zwiazek nasz staje sie tak indywidualny jak odcisk palca.

Oczywiście że tak jest, a ja czytając Twoje posty widzę że masz raczej dobrze w głowie poukładane i że mocno nad sobą pracujesz. Ale, podobnie jak moi poprzednicy tutaj, chcę zwrócić uwagę na to że skupiasz się na kochance i całą winę przerzucasz aktualnie na nią, zamiast się skupić na panu małżonku bo to on zawalił sprawę, ona nikogo nie zdradzała. Owszem, mieliście problemy wcześniej i nie potrafiliście ich rozwiązać to on nie namyślając się wiele poszedł w długą, ale ja nie wierzę w zupełnie szczere i bezinteresowne intencje powrotu małżonka. Chłop to jest prosta maszyna, on nie analizuje, nie rozbija dupy na atomy, on chce mieć gdzie spać, mieć co jeść i mieć kogo wyd*pczyć. Sorry za wulgarność ale taka jest prawda. A miłość... Co to za miłość kiedy ktoś zdradza? Można przestać kochać na chwilę? Można kochać i jednocześnie uprawiać seks z inną, szepcząc jej czułe słówka? No weź się zastanów, mogłabyś???

70 Ostatnio edytowany przez Roxann (2016-01-12 17:50:08)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

ivy71, dobrze piszesz, pewnie też dlatego, że masz swoje doświadczenia.
Mnie w Autorce najbardziej i dziwi i drażni fakt, że tak łatwo wybiela męża, nawet nie czuje do niego żalu, który skupia na ten czas na tamtej dziewczynie. I jeszcze jego zdradę tłumaczy miłością. To już ręce opadają..
Jak pisałam, byłam o krok od zdrady, ale nie zrobiłam tego bo wiedziałam że to będzie "X" na mój związek. Jednak czytając takie wątki aż mi się włos jeży, bo co? Bo wtedy mój partner zacząłby dostrzegać w końcu swoje wady? W końcu ta jego miłość by wróciła? I ostatecznie i tak winę i żal zwaliłby na tego mego kochanka? No nic tylko zdradzać! ;/

71 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-01-12 18:15:44)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
ivy71 napisał/a:

Można przestać kochać na chwilę? Można kochać i jednocześnie uprawiać seks z inną, szepcząc jej czułe słówka? No weź się zastanów, mogłabyś???

Oczywiście,  że można. Zdarza się. W małżenstwie dzieje się kiepsko, Twoje żale nie działają, pojawia się młoda ekstra doopa, chętna, ciepła, sypie komplementami,  więc ogarnia Cię pomroczność jasna i lecisz jak ćma do światła. Na ten moment pewnie współmałżonka to ostatnie,  o czym się myśli, a jeśli już, to z niechęcią. Aż do otrzeźwienia. Bo można oddzielić seks od miłości, ale jaki by on nie był boski, nie wszystkim wystarczy.
Uważam, że skoro on podjął walkę o utrzymanie małżeństwa,  to tego właśnie chce. Mógłby iść na łatwiznę i związać się z ekstra laską. Ale wybrał Ciebie. Ona może i jest świetna, ale Was wiążą lata, dzieci, przeżycia, rodziny. On chyba to ceni, tylko na chwilę o tym zapomniał. Nie da się być lepszą,  ładniejsza od wszystkich kobiet w otoczeniu męża. Jesteś jedyna w swoim rodzaju i póki co wygrywasz. A nad wyglądem można popracować,  głównie dla siebie,  bo to poprawia samopoczucie i dodaje pewności. Teraz jest Ci to potrzebne. Wyluzuj na chwile od zmartwień i podbaj o siebie.
Jeśli to naprawdę jest jego  pierwszy romans w Waszym związku, to nie jest jakiś tam zwykły ruchacz, taki by poszedł na bok dużo wcześniej. Może być dobrym,  tylko zagubionym facetem, wartym odpuszczenia i szansy. Tylko Ty go znasz i wiesz najlepiej. Jeśli jeszcze nie uchyla się od winy, nie zwala jej na Ciebie, jest ok. I Ty też tej winy na siebie nie nakładaj. Za bardzo się obwiniasz. Zaniedbanie małżeństwa jest błędem, ale romans zdecydowanie jest poważnym wykroczeniem. Jeśli jesteś w stanie to przejść, wybaczyć, próbuj. Nic na siłę. Po  czasie się okaże, jak silny jest Wasz związek. I bądźmy szczerzy,  budowanie na nowo łatwe nie jest, może być burzliwie, ale spróbować czasem  warto. Zwłaszcza, gdy komuś zależy, i nie jest gotowy na rewolucję w życiu.
Też uważam, że idealnych ludzi i idealnej miłości nie ma. Nie można się godzić na bylejakośc, ale i nie warto  być bezkompromisowym. Niektórzy zasługują na drugą szansę. Chyba że komuś pasuje singlostwo, albo potrafi ot tak wyrzucić do kosza związek trwający całe dorosłe życie.

72 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-12 18:18:38)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
gagatka0075 napisał/a:
ivy71 napisał/a:

Można przestać kochać na chwilę? Można kochać i jednocześnie uprawiać seks z inną, szepcząc jej czułe słówka? No weź się zastanów, mogłabyś???

Oczywiście,  że można. Zdarza się.

A potem następny raz i następny i tak przez wiele miesięcy, dopóki partner nie namierzy. Żenujące to wyjaśnienie.
Nie masz gagatki swojego wątku, ale po twoim "lekkim" podejściu do zdrady wnoszę, że sama zdradzałaś.
Najważniejsze, że miałaś dobrą motywację i partner stanowił wartość podobną do starego fotela, do którego się przyzwyczaiłaś i który nie ma uczuć i nie będzie mu przykro, gdy posiedzisz na innym.

gagatka0075 napisał/a:

Chyba że komuś pasuje singlostwo, albo potrafi wyrzucić do kosza związek trwający całe dorosłe życie.

73

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Nie wiem, czy Ci to pomoże, ale opiszę Ci sytuację jaka istnieje w mojej rodzinie.

Moja babcia odkąd pamiętam okazywała w pewien sposób niechęć do mojego dziadka. Co nie oznacza, że go nie kochała, bo kochała go, dbała o niego itp. ale zawsze były te małe uszczypliwości. Nie rozumiałam tego, gdy dorosłam spędzaliśmy wspólne święta. Mój dziadek chciał się podzielić z moją babcią opłatkiem, wtedy ona życzyła mu, żeby przepłakał chociaż jeden dzień, tak jak ona płakała przez niego latami. Później dowiedziałam się, że mój dziadek zdradzał moją babcię, gdy ona była w drugiej ciąży, dowiedziała się o tym od znajomych, ale ponieważ kochała go, postanowiła mu wybaczyć. Nie wybaczyła, przez tyle lat dalej była z nim. Mówiła, że gdy przestała już płakać było nawet normalnie, ale żal został i przez tyle lat to wciąż do niej wracało. Teraz mówi, że postąpiła by inaczej, że odeszłaby wtedy od mojego dziadka, bo mimo że nadal go kocha to wolałaby o tym zapomnieć, a żyjąc z nim po prostu się nie dało i zła jest sama na siebie, za to że jak mówi "zmarnowała sobie życie" sama skazując się na ciągły ból, bo nie ważne jak bardzo by się kogoś kochało, to nie da się ta miłością zaleczyć takiej rany.

74 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-01-12 18:43:18)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
kitkaoskara napisał/a:

A potem następny raz i następny i tak przez wiele miesięcy, dopóki partner nie namierzy. Żenujące to wyjaśnienie.
Nie masz gagatki swojego wątku, ale po twoim "lekkim" podejściu do zdrady wnoszę, że sama zdradzałaś.
Najważniejsze, że miałaś dobrą motywację i partner stanowił wartość podobną do starego fotela, do którego się przyzwyczaiłaś i który nie ma uczuć i nie będzie mu przykro, gdy posiedzisz na innym.

I tu się mylisz. Następnego razu nie będzie. Są tacy, którzy poprzestaja na jednym razie. Mieć boczniaka to żadna atrakcja. Nie mam "lekkiego podejścia do zdrady", to głupota i wielka krzywda, nigdy w życiu nie uchylałam się od winy ani nie zwalałam jej na nikogo. A co tu ludzie o tym myślą, to mi,  szczerze mówiąc, zwisa. Piszę do autorki, nie pod publiczke, zwłaszcza, że byłam w podobnej sytuacji, a nie jestem młodą kobietą bez doświadczeń z harlequinowskimi ideałami. Do niedawna sama, jak autorka, na zdradę miałam plan,  że ja to nigdy w życiu tego nie zrobię, a on wylatuje natychmiast. Życie mi to zweryfikowalo i od tamtej pory nie zarzekam się braku wad ani u siebie, ani u kogoś. Każdy przypadek jest inny i nie zawsze musi się kończyć rozstaniem. Choć powtarzam, nic na siłę, muszą obie strony chcieć.

75 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-12 18:46:02)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
gagatka0075 napisał/a:
kitkaoskara napisał/a:

A potem następny raz i następny i tak przez wiele miesięcy, dopóki partner nie namierzy. Żenujące to wyjaśnienie.
Nie masz gagatki swojego wątku, ale po twoim "lekkim" podejściu do zdrady wnoszę, że sama zdradzałaś.
Najważniejsze, że miałaś dobrą motywację i partner stanowił wartość podobną do starego fotela, do którego się przyzwyczaiłaś i który nie ma uczuć i nie będzie mu przykro, gdy posiedzisz na innym.

I tu się mylisz. Następnego razu nie będzie. Mieć boczniaka to żadna atrakcja. Nie mam "lekkiego podejścia do zdrady", to głupota i wielka krzywda, nigdy w życiu nie uchylałam się od winy ani nie zwalałam jej na nikogo.

Czyli BINGO big_smile
Nie wiem, ale cztając twój post, przesycony usprawiedliwieniami i poszukiwaniem alibi dla zdrady, wyraźnie czułam, że sama jesteś/byłaś nielojalna i niewierna.
U ciebie może był i jeden raz, ale mąż autorki zdradzał ją wielokrotnie przez wiele miesięcy.

Do niedawna sama, jak autorka, na zdradę miałam plan,  że ja to nigdy w życiu tego nie zrobię, a on wylatuje natychmiast. Życie mi to zweryfikowalo i od tamtej pory nie zarzekam się wad ani u siebie, ani u kogoś.

Widocznie to nie były twoje zasady, tylko twoja kreacja ciebie, a jaka byłaś napradę to się sama przekonałaś.

Szkoda, że do powrotu do partnera skłonił cię sentyment i strach przed singielstwem a nie uczucia wobec partnera. Swoją drogę myślę, że masz niską samoocenę ze względu na wpakowanie się w boczny związek (chciałaś się dowartościować), jak i sama obawa przed byciem singlem (nikt inny mnie przecież nie zechce). Powinnaś nad tym pracować.

76 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-01-12 19:06:30)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
kitkaoskara napisał/a:

Szkoda, że do powrotu do partnera skłonił cię sentyment i strach przed singielstwem a nie uczucia wobec partnera. Swoją drogę myślę, że masz niską samoocenę ze względu na wpakowanie się w boczny związek (chciałaś się dowartościować), jak i sama obawa przed byciem singlem (nikt inny mnie przecież nie zechce). Powinnaś nad tym pracować.

Kitkaoskara,  robimy offtop,  ale Ci odpowiem.
Do powrotu skłoniło mnie wybaczenie męża i jego chęć bycia ze mną nadal w związku. Choć miał pełne prawo odrzucić.  Może i mąż autorki też takie właśnie pobudki ma. Nie boję się singlostwa, ale nie chcę być sama. I nie ma obaw, nie byłabym. Choć naprawdę nigdy już nie znalazłabym tak dobrego partnera, jak mój mąż. Mieliśmy i mamy tylko jeden problem, z którym szczęśliwie z wiekiem ja radzę sobie lepiej, a to może sprawi, że doczekamy przynajmniej srebrnych godów smile
Dlatego zawsze będę optować za ratowaniem małżeństwa, o ile zdradzacz się więcej nie puści,  a razem  poprawią to,  co szwankowalo i przyczyniło się do kryzysu.
Samoocenę mam raczej adekwatna do realiów, ale dzięki za diagnozę smile

77

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Myślę że tu właśnie jest pies pogrzebany. Zostajemy z partnerami bo boimy się samotności, bo mamy dzieci i boimy się że poradzimy sobie same, bo "razem łatwiej". Bo partner więcej zarabia, bo my nie zarabiamy, bo boimy się nowego, nieznanego. Boimy się że zostaniemy same (niestety najczęściej zostajemy ale to już temat na osobny wątek), że nikt nas nie zechce, że nie damy rady zaufać nikomu a wiemy że obecnemu partnerowi też nie zaufamy, ale to już tylko niewygoda którą niestety musimy przecierpieć. Strach nami kieruje, nie miłość. Oczywiście upraszczam bo różne są przypadki i zdarza się że osoby się rozchodzą a potem do siebie wracają, ale czy na pewno dlatego nie mogą żyć bez siebie, bo się kochają?
Nie Zmęczona, jak ktoś kocha to nie zdradza, koniec i kropka. I krzyżyk.

78

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
ivy71 napisał/a:

Myślę że tu właśnie jest pies pogrzebany. Zostajemy z partnerami bo boimy się samotności, bo mamy dzieci i boimy się że poradzimy sobie same, bo "razem łatwiej". Bo partner więcej zarabia, bo my nie zarabiamy, bo boimy się nowego, nieznanego. Boimy się że zostaniemy same (niestety najczęściej zostajemy ale to już temat na osobny wątek), że nikt nas nie zechce, że nie damy rady zaufać nikomu a wiemy że obecnemu partnerowi też nie zaufamy, ale to już tylko niewygoda którą niestety musimy przecierpieć. Strach nami kieruje, nie miłość. Oczywiście upraszczam bo różne są przypadki i zdarza się że osoby się rozchodzą a potem do siebie wracają, ale czy na pewno dlatego nie mogą żyć bez siebie, bo się kochają?
Nie Zmęczona, jak ktoś kocha to nie zdradza, koniec i kropka. I krzyżyk.

A niech sobie ludzie zostają z sobą z powodów, jakie im się żywnie podobają.
Dobrze tylko, jakby te powody formułowali bezpośrednio, a nie jak maż autorki wątku, który zdradzał z miłości i teraz, gdy się romans wydał, nadal jest z nią z miłości.

79

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
gagatka0075 napisał/a:

Zdarza się. W małżenstwie dzieje się kiepsko, Twoje żale nie działają, pojawia się młoda ekstra doopa, chętna, ciepła, sypie komplementami,  więc ogarnia Cię pomroczność jasna i lecisz jak ćma do światła. Na ten moment pewnie współmałżonka to ostatnie,  o czym się myśli, a jeśli już, to z niechęcią. Aż do otrzeźwienia. Bo można oddzielić seks od miłości, ale jaki by on nie był boski, nie wszystkim wystarczy.
Uważam, że skoro on podjął walkę o utrzymanie małżeństwa,  to tego właśnie chce. Mógłby iść na łatwiznę i związać się z ekstra laską. Ale wybrał Ciebie. Ona może i jest świetna, ale Was wiążą lata, dzieci, przeżycia, rodziny. On chyba to ceni, tylko na chwilę o tym zapomniał.
.

Zgadzam się z Tobą, że tak właśnie mogło być z tym romansem (pomroczność jasna - choć jak w tym stanie kombinować, planować  tajne spotkania, oszukiwać, żeby się nie wydało?) i że żona zeszła na odległy plan, na wiele miesięcy,  "aż do otrzeźwienia"?
A co było tym otrzeźwieniem - wykrycie zdrady,  gdyby nie to, radośnie bzykałby dalej młodą d**cię, jego tłumaczenie, że właśnie zamierzał To zakończyć jest po prostu żałosne.
Dlatego mam wątpliwości co do szczerości uczuć wobec żony, "kocha nad życie"??? /:
Nie uważam też, żeby związanie się z młodą kochanką było pójściem na łatwiznę, wręcz przeciwnie.
Każdy dojrzały facet uganiający się za młodą, musi zdawać sobie sprawę z tego, że czeka go niepewna przyszłość (no chyba, że kompletnie zatracił zdrowy rozsądek, a takich niemało), do tego dochodzi stres związany z porzuceniem rodziny, cierpienie żony (co akurat dla wielu nie ma znaczenia), alimenty, obrażone (często) dzieci i część rodziny, a przede wszystkim publiczne obnażenie zdrady (przed czym niektórzy bronią się do upadłego), czyli ogrom konsekwencji.
Generalnie nie jest łatwo, gdy narobiło się takiego bagna, znacznie łatwiejszy jest chyba powrót na stare śmieci, zwłaszcza, gdy zdradzony małżonek przyjmuje z otwartymi ramionami - do czasu.
Gdy emocje opadną zostanie ONA, dbająca, starająca się nadrobić braki z przeszłości, czasem popadająca w melancholię na wspomnienie jego zdrady, On skruszony, zmęczony, przygaszony, bo może mogło być inaczej?
Czas pokaże, oby było dobrze, lecz teraz Zmeczona777 nie jest jeszcze w stanie spojrzeć na tę sytuację trzeźwo i bez emocji.

80 Ostatnio edytowany przez Tulinka80 (2016-01-12 22:14:12)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
josz napisał/a:
gagatka0075 napisał/a:

Uważam, że skoro on podjął walkę o utrzymanie małżeństwa,  to tego właśnie chce. Mógłby iść na łatwiznę i związać się z ekstra laską. Ale wybrał Ciebie. Ona może i jest świetna, ale Was wiążą lata, dzieci, przeżycia, rodziny. On chyba to ceni, tylko na chwilę o tym zapomniał.
.

Nie uważam też, żeby związanie się z młodą kochanką było pójściem na łatwiznę, wręcz przeciwnie.
Każdy dojrzały facet uganiający się za młodą, musi zdawać sobie sprawę z tego, że czeka go niepewna przyszłość (no chyba, że kompletnie zatracił zdrowy rozsądek, a takich niemało), do tego dochodzi stres związany z porzuceniem rodziny, cierpienie żony (co akurat dla wielu nie ma znaczenia), alimenty, obrażone (często) dzieci i część rodziny, a przede wszystkim publiczne obnażenie zdrady (przed czym niektórzy bronią się do upadłego), czyli ogrom konsekwencji.
Generalnie nie jest łatwo, gdy narobiło się takiego bagna, znacznie łatwiejszy jest chyba powrót na stare śmieci, zwłaszcza, gdy zdradzony małżonek przyjmuje z otwartymi ramionami ...

Josz w pelni sie z toba zgadzam. Nie wiem skad to twierdzenie ze latwiej jest porzucic zone/meza i wybrac "nowa" milosc. Jest to zdecydowanie trudniejsze z powodu szeregu konsekwencji, ktore Josz swietnie opisala.
Dlatego zdradzani powinni zawsze odpowiedziec sobie czy szczerze chca probowac walczyc. To jest ciezka walka, ktora czesto z zewnatrz moze wydawac sie zwycieska to na koniec dnia (zycia) moze okazac sie porazka, jak w przykladzie, ktory podala Cornella.

81

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Jest dokładnie tak jak piszecie. To w większości przypadków kalkulacja, czysto pragmatyczny wybór. A miłość tylko w tym przeszkadza, więc zostaje zracjonalizowana do zmian chemicznych w mózgu, które kiedyś miną. Tak widzą to panowie i tylko irytują się, że mija za wolno. Ale przecież nie będą frajerami, żeby z powodu uczucia zburzyć poukładane życie. Seks można potem znaleźć gdzie indziej.
I nawet ci, którzy chcą odejść, woleliby, żeby to żona o tym zadecydowała. Tak na ten temat wypowiadają się panowie. Samo życie.

82 Ostatnio edytowany przez Garance_30 (2016-01-13 01:11:28)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Za stara już jestem i po przejsciach, żeby nie zgodzić się z tym, ze poszukiwania pozamałżeńskie oznaczają w większości przypadków potrzebę zaspokojenia potrzeb i w takim związku nie ma już miłości (przekroczone zostają granice lojalności, które są kwintesencja związku). Po zdradzie ludzie zostają ze sobą głownie dlatego, ze zbyt trudno jest sobie wyobrazic nowe życie (z kochankiem/kochanką) i zaczynać wszystko od nowa. Jak się skusił na inna, to znaczy, ze jest już na innym etapie życiowym niż my. I nie ma tu co dorabiać historii, biczować się i inne. Życie to proces i zmiana. My się znieniamy. Najfajniesze i najbardziej udane są pary, które potrafią za sobą nadążyć (tego się nie uczy, kultura wpaja nam zupełnie coś innego). Niewielu się udaje ta sztuka i pozostawanie do końca swych dni, w miarę satysfakcjonującym związku, z tym samym partnerem (w sensie, aby było zrozumienie, szacunek dla zmian i inności i potrzeb na dana chwile), jest sztuką. Autorko - rozważ inne opcje i scenariusze na życie niż tkwienie w wypalonym związku. Albo chciazby przewartościowanie waszych osobistych żyć i życia we dwoje.

83

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Osobiście nie wierzę, że dojrzały mężczyzna, który wdał się w długi romans z młodą, atrakcyjną kobietą, powróciwszy na łono rodziny, do "starej" żony, będzie szczęśliwy.
Przyczyny jego powrotu, są j.w. On w pewnym sensie został wykastrowany.
Uczucie, pożądanie, które dawno wygasło, skutkiem czego była zdrada, nie wróci.
Współczuję Zmęczonej, bo jak widać nie radzi sobie z sytuacją, a to forum z pewnością jej nie pomoże. Tutaj kobiety, które doświadczyły zdrady, nawet jeśli nadal są z wiarołomnymi mężami, odzierają ją ze złudzeń.
Wielu terapeutów odradza swoim pacjentom korzystania z porad na forach internetowych. Być może w swojej pracy koncentrują się na pomocy w odbudowie takich związków, jeżeli obydwoje zainteresowani do tego dążą.
Jednak razem, to nie zawsze znaczy szczęśliwie (dla obydwojga), choć może być poprawnie.

84 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-01-13 09:18:09)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

To forum odziera ze złudzeń i bardzo dobrze, bo warto w tej sytuacji nabrać chłodu,  realizmu i trzeźwo spojrzeć na zdradzacza. Ocenić czy jego skrucha jest prawdziwa, a chęci powrotu nie podyktowane właśnie strachem przed nowym. Czy rzeczywiście zerwał kontakt, nie szuka innej, czy tylko lepiej się ukrywa. Szansa powinna być jedna i w razie powtórki szkoda byłoby tego zmarnowanego czasu. Chyba że posłużył on autorce na podniesienie się i nabranie sił. I na zajęcie się sobą. Kobieta około czterdziestki po zadbaniu o siebie może jeszcze wiele zdziałać, być wartą walki i zakochania się na nowo.
Dlaczego uważam, że odejście do kochanki byłoby łatwiejszym wyjściem? Bo odbudowa związku po zdradzie to nie sielanka, z "otwartymi ramionami, ze starającą się nadrobić braki i czasem wpadającą w melancholie żoną ". Nie słyszałam i nie było chyba nawet na forum historii, w której zdradzaczowi się tak ułatwia życie. To bardzo ciężka atmosfera przez długie miesiące, kontrola i tłumaczenie się na każdym kroku, żale,  wypominanie ( bo tego się nie da uniknąć,  odruch bezwarunkowy). Oglądanie codziennie osoby, którą się zraniło,  staranie się o nią na nowo. Ona, mimo że pozornie wybaczyła i ma dobre chęci, nie da zapomnieć o swojej krzywdzie. Chodzenie na terapię,  co przez wielu mężczyzn nie jest lubiane. I to wszystko z brakiem pewności, czy się uda.
Gdyby odszedł,  dzieci i rodzina z czasem wybaczyłyby. Wątpię, by znajomi i otoczenie jakoś szczególnie go pietnowali.  Nie każdy boi się nowości, dla wielu oznacza ona wolność, ciekawe, może lepsze szanse i życie. A póki co, związek z młodą seksowną i zauroczona kobietą. Może bez przyszłości,  ale miły.
Wszystko zależy od jego charakteru.
Życzę autorce świadomego,  nie podyktowanego strachem  wyboru. Bo faktycznie, szkoda byłoby zostać z rozsądku i potem żałować. Jeśli on jest tego wart, jeżeli mu na niej zależy  i naprawdę skończy z bokami, a ona go chce, dla niego samego, uważam, że warto spróbować. Moim zdaniem ponowne zakochanie się w sobie  jest możliwe.

85 Ostatnio edytowany przez GIA_79 (2016-01-13 12:01:58)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Roxann napisał/a:

Zmęczona, twoja historia bardzo mi przypomina wątek GIA http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=85118
Czytałaś może?
Właściwie jedyna różnica jest chyba taka, że w tamtym przypadku kochanka nawet nie była specjalnie atrakcyjna.

Wpadam rzadko, ale czasem widzę, że moja historia jest przytaczana..

Zmeczona777 to już ponad rok odkąd ja się dowiedziałam i faktycznie jestem na innym etapie ..

Piszesz o obsesji dot. kochanki..Ja boczniary mojego m nawet tak „ładnie” nie nazywam do tej pory, nawet chyba nie mogłabym napisać o niej ani „interesująca” ani „nieskazitelna”
Widać zołza ze mnie wink

A poważnie. Nadal nie jest mi obojętna. Nie da się napisać: to problem tylko między wami. Mąż + żona. A ta trzecia, niech się zakopie i żadnych konsekwencji..

Dlaczego ja mam zaakceptować fakt, że dostałam „w twarz” i od niego i od niej ? 
Mam być tą dumną żoną, która złego słowa kochanicy nie powie ? bo godność ? bo nie powinnam nic do niej czuć ? bo mnie nie skrzywdziła ?

Skrzywdziła. Oszukała. Okłamała mnie wielokrotnie.
To powyższe zdanie tyczy się również mojego m.

Etap odbudowania siebie o którym już na forum później nie pisałam to był etap wyznaczania granic, ale również etap KONSEKWENCJI.
I dla niego, ale też dla boczniary.  I to mi pomogło.

Cierpiałam ja. Moja córka. Moi rodzice. Moje serce było rozdzierane nie raz, bez znieczulenia, bez przygotowania.
Tego się nie da zapomnieć, do tego można się tylko zdystansować.

I jeszcze jedno:
Ok, wiele osób jak zwykle zresztą pisze tu o tym, że spycha się winę na kochanicę, aby uratować nieszczęsnego mężusia, a to on po głowie powinien dostać.
Jednak nasza psychika sama walczy o to żeby nam było lepiej !
Więc oczywiście dojść do wniosków, dlaczego, po co, jak, etc.
Czyli te milion pytań i tak będzie musiało być postawione.
Jednak jeśli  postanawiamy zostać z mężem to DLA SIEBIE właśnie „tą drugą” obarczamy bardziej.
Dlaczego ?
Bo mniej boli ! I koniec. I kropka.
Nie rozwalać tego później bardziej.

Będą Tobie tutaj pisać: a on jest taki, siaki, owaki, nie kocha, nie kochał.

A TY Zmęczona MOŻESZ WYBRAĆ sobie teraz zdanie:
„ Gdyby nie kochał to przecież wybrałby tą drugą, bo dlaczego trwa znosząc moje cierpienie, patrząc na mój ból, po co teraz się stara ? odejść nie było by łatwiej ?”
„ Gdyby kochał to przecież nie zdradziłby mnie, zatem jest ze mną z przyzwyczajenia, i teraz całą tą miłość którą w nim widzę, to po prostu udawane jest”

Z KTÓRYM ZDANIEM BĘDZIE CI SIĘ Z NIM ŁATWIEJ ŻYŁO ?
Z KTÓRYM ZDANIEM BĘDZIESZ CHCIAŁA ŻYĆ ?

86

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

GIA_79 a nie jest to czasami tak, że właśnie takie traumatyczne wydarzenia w życiu powodują, że włącza się blokada, która powoduje, że nie dociera do nas tragizm wydarzenia nawet i wtedy gdy jesteśmy jego świadkiem ?
Samoobrona mózgu przez poznaniem prawdy.
W wypadku zdrady obarczanie winą kochanki i podsycanie w sobie nienawiści do niej, tylko po to by nie dopuścić do siebie myśli, że to nie ona nas zdradziła a małżonek?

Robimy to bo jak napisałaś "mniej boli". Ale zamiast oderwać ten plaster z jątrzącej się rany, przykrywamy kolejnym zapewnieniem, że "nawet jak ją bzykałem, to ciągle cie kochałem". A rana śmierdzi coraz bardziej.

Może wy macie odpowiedź na moje pytanie: jak smakują słowa "kocham cię" z ust tego kto zdradził?
Wyobrażam sobie parę kochanków w łóżku, którzy szepczą sobie te słowa. Sprawiają one, że miłość i seks jeszcze bardziej smakują, jeszcze bardziej podniecają. Dają sobie wyraz miłości i ciałem i słowem.

Ale jak one brzmią, gdy mówi to zdradzacz?

87

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Aniaa34 napisał/a:

GIA_79 a nie jest to czasami tak, że właśnie takie traumatyczne wydarzenia w życiu powodują, że włącza się blokada, która powoduje, że nie dociera do nas tragizm wydarzenia nawet i wtedy gdy jesteśmy jego świadkiem ?
Samoobrona mózgu przez poznaniem prawdy.
W wypadku zdrady obarczanie winą kochanki i podsycanie w sobie nienawiści do niej, tylko po to by nie dopuścić do siebie myśli, że to nie ona nas zdradziła a małżonek?

Robimy to bo jak napisałaś "mniej boli". Ale zamiast oderwać ten plaster z jątrzącej się rany, przykrywamy kolejnym zapewnieniem, że "nawet jak ją bzykałem, to ciągle cie kochałem". A rana śmierdzi coraz bardziej.

Może wy macie odpowiedź na moje pytanie: jak smakują słowa "kocham cię" z ust tego kto zdradził?
Wyobrażam sobie parę kochanków w łóżku, którzy szepczą sobie te słowa. Sprawiają one, że miłość i seks jeszcze bardziej smakują, jeszcze bardziej podniecają. Dają sobie wyraz miłości i ciałem i słowem.

Ale jak one brzmią, gdy mówi to zdradzacz?

Jak smakuje "kocham cię" z ust zdradzacza ? Nie smakuje. Ale do rzeczy. Jestem jedną ze zdradzonych. I masz racje twierdząc, że mózg wypiera oczywistą oczywistośc. Odkryłam zdrade męża, właściwie nakryłam go na zdradzie. Oczywiście zaprzeczał. To co widziałam według niego, to był wytwór mojej wyobrażni. Kochanka oczywiście o 10 lat młodsza. Moje dorosłe dzieci naciskały  na rozwód. A ja co? Dałam ostatnią szanse. I w głębi duszy byłam nawet z siebie dumna, że wrócił do mnie, a zostawił mlódkę. Znowu mnie kochał, zabiegał o mnie. Ale mnie coś uwierało. Nie wierzyłam mu, dalej sprawdzałam co jakiś czas. Dla mnie to juz nie był ten sam człowiek. Był brudny. A wiecie dlaczego został ze mną? Bo tak mu było wygodniej. Wszystko zostało "po staremu". Do kolegi powiedział, że panna nie była dobrą partią na życie. Owszem potańczyć, zabawić się, pokazać kolegom jaki z niego supermen, usłyszeć od panny jaki jest super itd. można, ale na zapleczu jest normalny dom, rodzina. A kiedy wszystko sie wyda, to gośc podkula ogon i wraca na łono rodziny. I jak pisze Gia boczniara, czy jakaś inna lekko albo bardziej używana panna nie ponosi w takiej historii żadnej winy w stosunku do nas. No, może trochę. Ale winny jest mąż, bo to on ślubował. To on miał romans, on zdradził. A na co złowił kochankę? Tylko on i ona to wiedza, bo przecież coś jej obiecywał. Pewnie żona zła zołza, zaniedbuje go. Te wszystkie zachowania zdradzających są schematem. U mnie było trochę inaczej, bo do zdrady bardzo dobrze pasuje alkoholizm. Kiedy po 4 miesiącach zauważyłam w bilingach rozmowę z kochanką postanowiłam działać, zbierać dowody. Założyłam podsłuch. To był szok. Jak miałam chwile zwątpienia, to puszczałam sobie te  nagrania. Obrzydliwe. Rozwiodłam się. Kosztowało mnie to dużo zdrowia, bólu. Dzisiaj to przeszłość. Nie muszę stać  pod prysznicem z odkręconą gorącą wodą, aby zmyć z siebie brud. Odzyskałam godność, radość życia. Dzisiaj myślę, że trwanie w związku po zdradzie, próby naprawiania go to nie jest dobry pomysł. Przynajmniej w moim wypadku. To chyba obawa, strach przed nieznanym. Trzeba po prostu mieć odwagę. No i szacunek do samej siebie. Dzisiaj bywam szczęśliwa, bo szczęśliwe są tylko chwile. Żyję sobie spokojnie, bez patologii. Z perspektywy patrząc dzisiaj byłemu mężowi nie dałabym już jakiejś "ostatniej"szansy. To takie oszukiwanie się, wypieranie faktów, obwinianie kochanki za całe zło. A czasem taki powracający łaskawie mężuś twierdzi, że to żony wina, bo go zaniedbywała. Gdzieś wyczytałam, że ponad 70% mężów dopuszcza się zdrady, a tylko 3% żon o tym się dowiaduje. Dlaczego się tak dzieje?

88

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Aniaa34 napisał/a:

Samoobrona mózgu przez poznaniem prawdy.
W wypadku zdrady obarczanie winą kochanki i podsycanie w sobie nienawiści do niej, tylko po to by nie dopuścić do siebie myśli, że to nie ona nas zdradziła a małżonek?

Robimy to bo jak napisałaś "mniej boli".

Dokladnie tak. To niesamowite GIA jak potrafisz sie oszukiwac. I jeszcze namawiasz do tego Zmeczona. Czy chodzi o to zeby zyc latwiej? Czy prawdziwiej? Tym bardziej ze to latwiej wychodzi na starosc czlowiekowi bokiem jak uswiadamia sobie w jakiej sztucznej rzeczywistosci zyl.

Dziewczyny zmierzcie sie z demonem, ja wiem ze dzieci, ze pewnie przy nich czujecie bezpieczenstwo finansowe, ze macie wspolnych znajomych, rodziny sie znaja, etc. Ale smutek bedzie was drazyl kazdego dnia, powoli jak trucizna. Co innego zdrada po pijaku, jednorazowa, co innego wielomiesieczna z zaangazowaniem uczuciowym, wspolnymi chwilami, wspomnieniami, byc moze planami.

89

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Dla mnie próba odbudowy po zdradzie, to reanimacja trupa. No, ale każdy ma swój rozum i prawo wyboru.Zdradził raz - niewielkie konsekwencje, chęć "naprawy"ze strony małżonki, usiłowanie posklejania dawnego życia na nowo. Łatwo poszło - zdradzi po raz drugi.

90

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Tulinka80 napisał/a:
Aniaa34 napisał/a:

Samoobrona mózgu przez poznaniem prawdy.
W wypadku zdrady obarczanie winą kochanki i podsycanie w sobie nienawiści do niej, tylko po to by nie dopuścić do siebie myśli, że to nie ona nas zdradziła a małżonek?

Robimy to bo jak napisałaś "mniej boli".

Dokladnie tak. To niesamowite GIA jak potrafisz sie oszukiwac. I jeszcze namawiasz do tego Zmeczona. Czy chodzi o to zeby zyc latwiej? Czy prawdziwiej? Tym bardziej ze to latwiej wychodzi na starosc czlowiekowi bokiem jak uswiadamia sobie w jakiej sztucznej rzeczywistosci zyl.

Dziewczyny zmierzcie sie z demonem, ja wiem ze dzieci, ze pewnie przy nich czujecie bezpieczenstwo finansowe, ze macie wspolnych znajomych, rodziny sie znaja, etc. Ale smutek bedzie was drazyl kazdego dnia, powoli jak trucizna. Co innego zdrada po pijaku, jednorazowa, co innego wielomiesieczna z zaangazowaniem uczuciowym, wspolnymi chwilami, wspomnieniami, byc moze planami.


Dlatego właśnie bardzo rzadko już tutaj wpadam - żeby nie czytać takich komentarzy, nie podsycać wątpliwości, nie ROZCIĄGAĆ bólu.

Tulinka80 - oszukiwać to mogłabym się gdybym na wczesnym etapie uwierzyła w słowo KOLEŻANKA.

Moja droga ( powtarzam MOJA ) i mój wybór to szereg czynników, które mogłabyś zrozumieć tylko będąc mną.
I jak to jest, że wcale codziennie nie drąży mnie jakiś smutek ? A zwyczajnie potrafię się cieszyć z życia ?
Anomalia ?

91

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Aniaa34 napisał/a:

GIA_79 a nie jest to czasami tak, że właśnie takie traumatyczne wydarzenia w życiu powodują, że włącza się blokada, która powoduje, że nie dociera do nas tragizm wydarzenia nawet i wtedy gdy jesteśmy jego świadkiem ?
Samoobrona mózgu przez poznaniem prawdy.
W wypadku zdrady obarczanie winą kochanki i podsycanie w sobie nienawiści do niej, tylko po to by nie dopuścić do siebie myśli, że to nie ona nas zdradziła a małżonek?

Robimy to bo jak napisałaś "mniej boli". Ale zamiast oderwać ten plaster z jątrzącej się rany, przykrywamy kolejnym zapewnieniem, że "nawet jak ją bzykałem, to ciągle cie kochałem". A rana śmierdzi coraz bardziej.

Aniaa34 - samoobrona, masz rację - więc sami siebie chcemy chronić smile

Trzeba oderwać plaster ( o tym pisałam wcześniej ) i trzeba wszystko wywalić do góry nogami, przemielić, przegadać - ale ja już pisze o DALSZYM etapie.
Etapie w którym nie należy już do tego wracać, bo ile można się karać ?? siebie samą, jego ??  babrać w tym samym ??

Mnie POMOGŁO to co napisałam wcześniej Zmeczonej. I piszę o sobie, macie tu konkretny przypadek osoby która została ze zdradzającym.

Tylko Wy nie dowiecie się chyba nigdy jak to jest później z tymi parami, co dzieje się dalej.
Dlaczego?

Może właśnie dlatego, że tutaj często jak już chce się pracować nad związkiem dalej, to dostanie się milion "dobrych rad" żeby tego drania zostawić.
Nie zamykać oczu, odrywać te plastry ile razy ???

Sorry, ale wkurza mnie to, że co kilka dni mam na swojej poczcie maile z pytaniami jak z tego wyszłam, bo ktoś jest na podobnym etapie jak ja. Tylko potrzebuje wsparcia.
WSPARCIA. Nie czytania po raz n-ty jak to mężuś leżał z kochanką i czułe słowa szeptał.
TAK. TAK BYŁO. I NADAL CHOLERNIE BOLI JAK SIĘ CZYTA TAKIE ZDANIA.

Ale to już za mną, nie chcę przypominać sobie tego bólu. Idę naprzód. Rozumiesz ?
I tak też radzę Zmęczonej.

Nie chcę też czytać jakie to niewielkie konsekwencje mają zdradzający - bo na moim przykładzie - wytrwać ze mną ten rok to prawie jak mistrzostwo było !
Jazda bez trzymanki ..
Ale tutaj mimo moich postów, pisaniny, SZCZEROŚCI, zawsze usłyszę że nie chcę czegoś widzieć.

Uwielbiam wiele z Was laski smile Ale spadać stąd muszę dla SIEBIE smile

92

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Witaj Gia, ale z tego co piszesz w twoim wątku, to średnio to wasze małżeństwo wygląda, ty każdego dnia żyjesz z balastem i niepewnością, nie ufasz i nie jesteś szczęśliwa. Tylko tak trwasz i się miotasz. To nie jest najlepszy przykład do naśladowania.

93

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Garance_30 napisał/a:

Witaj Gia, ale z tego co piszesz w twoim wątku, to średnio to wasze małżeństwo wygląda, ty każdego dnia żyjesz z balastem i niepewnością, nie ufasz i nie jesteś szczęśliwa. Tylko tak trwasz i się miotasz. To nie jest najlepszy przykład do naśladowania.


Garance Witaj smile
A kiedy pisałam tak ostatnio w moim wątku ? smile Miesiąc temu ? tydzień ? wczoraj ? Naprawdę Ty wiesz jak ja się czuję, a nie ja sama ?:)

Nie podaję siebie jako przykład do naśladowania smile Absolutnie nie smile
Dużo mi brakuje do jakiegokolwiek wzoru.

94 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-01-14 13:23:09)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Zmeczona, zgodze się tu z wieloma wypowiedziami, które wykazują jak bardzo chcesz się oszukiwać.

Milosc to takie uczucie, które NIE ISTNIEJE bez szacunku. No, nie da się kogos kochac i go szmacić na boku. A czym innym nazwiesz dlugomiesieczny romans, który TYLKO dlatego się zakonczyl, bo się wydalo? A jakbys nie odkryla jego zdrady, to co, ciagle by się gzil z kims innym, w pełni Cie "kochając"? Guzik wierze w jego zapewnienia o milosci- grunt mu się spod nog usunal, moglby stracic wygodny dom, szacunek dzieci, stabilizacje, wiec chlop dostal cykora i teraz swietego udaje.

Projektujesz cala zlosc na meza na ta kobiete, ale chwila...przecież to nie ona przysiegala Ci wierność na ołtarzu, ona NIE MA względem Ciebie zadnych zobowiazan. To Twój facet, który jest w pełni sil umysłowych, zdecydowal się w niej zamoczyć, ze tak brzydko powiem, i to wielokrotnie. To on Cie notorycznie oszukiwal. I tu nie ma, ze mu było zle, ze jego tata ciężko chorowal, ze siamto czy owamto. Czlowiek ktory ma problemy ale kocha zone, ROZMAWIA z nia o tych problemach, stara się je naprawiac, a nie jak jakiś cienias leci bzykac mloda d***.

Wydaje mi się, ze jesteś bardzo przerazona życiem na wlasny rachunek, nie wierzysz w siebie, wiec wmawiasz sobie, ze maz Cie kocha i nic nie zawinil, byle tylko tego trupa malzenstwa formalina napompować i nie być sama.

Smutne. Milosc to nie jest desperacja- to się tez odnosi to Gia, która pisze w tym watku.

95

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
GIA_79 napisał/a:

Dlatego właśnie bardzo rzadko już tutaj wpadam - żeby nie czytać takich komentarzy, nie podsycać wątpliwości, nie ROZCIĄGAĆ bólu.

Tulinka80 - oszukiwać to mogłabym się gdybym na wczesnym etapie uwierzyła w słowo KOLEŻANKA.

Moja droga ( powtarzam MOJA ) i mój wybór to szereg czynników, które mogłabyś zrozumieć tylko będąc mną.
I jak to jest, że wcale codziennie nie drąży mnie jakiś smutek ? A zwyczajnie potrafię się cieszyć z życia ?
Anomalia ?

GIA czy naprawde potrafisz cieszyc sie zyciem? Gdzies napisalas ze ostatni rok to bylo przeciaganie meza pod kilem, no jesli tak wyglada szczesliwe zycie to jestes sadystka albo masochistka.
Ciekawe czy twoj maz tez w takiej sytuacji "potrafi cieszyc sie zyciem".

96

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Tulinka80 napisał/a:
GIA_79 napisał/a:

Dlatego właśnie bardzo rzadko już tutaj wpadam - żeby nie czytać takich komentarzy, nie podsycać wątpliwości, nie ROZCIĄGAĆ bólu.

Tulinka80 - oszukiwać to mogłabym się gdybym na wczesnym etapie uwierzyła w słowo KOLEŻANKA.

Moja droga ( powtarzam MOJA ) i mój wybór to szereg czynników, które mogłabyś zrozumieć tylko będąc mną.
I jak to jest, że wcale codziennie nie drąży mnie jakiś smutek ? A zwyczajnie potrafię się cieszyć z życia ?
Anomalia ?

GIA czy naprawde potrafisz cieszyc sie zyciem? Gdzies napisalas ze ostatni rok to bylo przeciaganie meza pod kilem, no jesli tak wyglada szczesliwe zycie to jestes sadystka albo masochistka.
Ciekawe czy twoj maz tez w takiej sytuacji "potrafi cieszyc sie zyciem".


hehe wiedziałam, że tak będzie smile)))

Tulinka80 - dla Ciebie specjalnie:
Tak jestem masochistką, uwielbiam się samobiczować, robię to codziennie, a wieczorem robi to mój mąż smile koncentrując się głównie na pośladkach ! smile miodzio !

A w poważniejszym tonie Tulinka:
piszę teraz o stanie OBECNYM. OBECNYM u mnie, NIE tym co było, potrafisz to odróżnić ?
Piszę o tym, że TERAZ potrafię do tego nie wracać. Potrafię nawet zażartować.

I potrafię jechać do pracy, nie zalewać się już łzami, puścić fajną muzę, uśmiechnąć się do przechodnia, roześmiać się na głos.
TERAZ, OBECNIE.
DOBRZE MI Z TYM, I COKOLWIEK BĘDZIECIE MI TU TERAZ WYMYŚLAĆ ŻEBY TYLKO POCIĄGNĄĆ MNIE TROSZECZKĘ NA DÓŁ - NIE UDA SIĘ.

Zmeczona przepraszam za offtop tutaj - to w końcu Twój wątek. No, ale problemy podobne.

97

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Zmęczona
Nie ma sensu skupiać się na tamtej dziewczynie, bo ona jest głównie (jak juz ktoś zauważył) uosobieniem Twojego żalu i złości na siebie samą, że przygotowałaś grunt do zdrady męża. Ja pewnie nie mógłbym być z kimś kto mnie zdradził, ale skoro Ty bierzesz na siebie częściową odpowiedzialność, za to co się stało i chcesz być dalej z mężęm... to powinnaś też przyjąć do wiadomości, że tamtej miłości nie ma, schrzaniliście tą szansę i nie ma do tego powrotu. Nie będzie jak dawniej i nie ma czego naprawiać. Teraz jest inna miłość i nowa historia.
Traktujcie się jak nową parę, poznawajcie jako nowe inne osoby.
Z przeszłości bierz tylko tyle, by móc wyciągać wnioski i nie popełniać tych błędów co kiedyś- tylko w ten sposób możesz stopniowo "zabić" tą dziewczynę w swojej pamięci.

98

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
GIA_79 napisał/a:
Tulinka80 napisał/a:
GIA_79 napisał/a:

Dlatego właśnie bardzo rzadko już tutaj wpadam - żeby nie czytać takich komentarzy, nie podsycać wątpliwości, nie ROZCIĄGAĆ bólu.

Tulinka80 - oszukiwać to mogłabym się gdybym na wczesnym etapie uwierzyła w słowo KOLEŻANKA.

Moja droga ( powtarzam MOJA ) i mój wybór to szereg czynników, które mogłabyś zrozumieć tylko będąc mną.
I jak to jest, że wcale codziennie nie drąży mnie jakiś smutek ? A zwyczajnie potrafię się cieszyć z życia ?
Anomalia ?

GIA czy naprawde potrafisz cieszyc sie zyciem? Gdzies napisalas ze ostatni rok to bylo przeciaganie meza pod kilem, no jesli tak wyglada szczesliwe zycie to jestes sadystka albo masochistka.
Ciekawe czy twoj maz tez w takiej sytuacji "potrafi cieszyc sie zyciem".


hehe wiedziałam, że tak będzie smile)))

Tulinka80 - dla Ciebie specjalnie:
Tak jestem masochistką, uwielbiam się samobiczować, robię to codziennie, a wieczorem robi to mój mąż smile koncentrując się głównie na pośladkach ! smile miodzio !

A w poważniejszym tonie Tulinka:
piszę teraz o stanie OBECNYM. OBECNYM u mnie, NIE tym co było, potrafisz to odróżnić ?
Piszę o tym, że TERAZ potrafię do tego nie wracać. Potrafię nawet zażartować.

I potrafię jechać do pracy, nie zalewać się już łzami, puścić fajną muzę, uśmiechnąć się do przechodnia, roześmiać się na głos.
TERAZ, OBECNIE.
DOBRZE MI Z TYM, I COKOLWIEK BĘDZIECIE MI TU TERAZ WYMYŚLAĆ ŻEBY TYLKO POCIĄGNĄĆ MNIE TROSZECZKĘ NA DÓŁ - NIE UDA SIĘ.

Zmeczona przepraszam za offtop tutaj - to w końcu Twój wątek. No, ale problemy podobne.

smile jesli tak zartujemy to trzeba bylo zaakceptowac kochanke to dopiero masochizm bylby, dziwie sie ze to przerwalas smile Zartuje oczywiscie.

GIA uwierz ostatnia rzecz jakiej chcialyby piszace tu osoby to ciagnac cie w dol. Wiele z nas przeszlo to samo.
Jednak to twoje zycie i ty sama musisz je przezyc jak uwazasz najlepiej.

99

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Tulinka80 napisał/a:

smile jesli tak zartujemy to trzeba bylo zaakceptowac kochanke to dopiero masochizm bylby, dziwie sie ze to przerwalas smile Zartuje oczywiscie.


Tulinka mimo moich naprawdę czasem wykraczających poza normy upodobań, cichodajka zupełnie w moim typie nie jest wink
Musiałaby i wyglądać zjawiskowo i mieć poukładane we łbie - zabrakło obu czynników.

/ uwaga znowu żółć na boczniarę ! /

Tulinka80 napisał/a:

GIA uwierz ostatnia rzecz jakiej chcialyby piszace tu osoby to ciagnac cie w dol. Wiele z nas przeszlo to samo.
Jednak to twoje zycie i ty sama musisz je przezyc jak uwazasz najlepiej.

Więc ja wiem jak je przeżyć. No tu może przesadziłam. Czasem wiem, czasem mam wątpliwości.
Ale idę w dobrym kierunku, a to już sporo.

pozdrawiam smile

100 Ostatnio edytowany przez smallangel (2016-01-14 16:35:56)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Wiecie co Kobiety, niektóre z Was są nudne do porzygu, że tak to napisze smile
Myślicie, że zdradzone Kobiety, to są jakieś upośledzone umysłowo?
Że zapominają kto je zdradził? I co robili kochankowie spotykając się?
To mają tak przeanalizowane aż nadto smile
Naprawdę mnie zadziwiacie smile

My bardzo dobrze to wiemy, a że sobie pomarudzimy na kochanki to nam nie wolno?
Ja wszak mam w nosie kochankę, jest mi obojętna, ale był też taki etap, że wieszałam wszystkie psy na niej.
Widocznie tego potrzebowałam, a przy tym nie zapominałam kto mnie skrzywdził znacznie mocniej.
Po zdradzie przechodzi się różne etapy. Nie omija się je. I to też jakiś etap. On minie jak każdy inny.

Któraś z Was pisała, że odzyskała godność po rozwodzie.
Naprawdę ją utraciła?
Bo moja ani na trochę nie ucierpiała po zdradzie. Jedynie godność stracił Mój Mąż zdradzając mnie.
Pisałyście o szanowaniu się?
A co ja takiego zrobiłam, że się nie szanuje? Zostając z Mężem po zdradzie straciłam szacunek?
Większych bzdur nie czytałam smile

GIA - cieszę się, że jesteś w tym miejscu co jesteś smile

Analizę życia, zacznijcie od analizowania własnego.
To że ktoś nie mógłby być szczęśliwy po zdradzie - nie znaczy, że ja szczęśliwa nie mogę być smile

101

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

smallangel witaj smile fajnie tak po czasie znajomą osóbkę "zobaczyć";)
Tarantelli i Przyszłości mi jeszcze brakuje ! smile

Weź Ty nie przesadzaj smallangel NIE możesz być szczęśliwa ! big_smile
Tutaj napisano że "zmierzamy się z demonem", zatem proszę Cię ze szczęściem nie wyjeżdżaj !:)
Widać w horrorach lubimy brać czynny udział wink)

Ale Ty jeszcze masz ten plus, że kochanka Ci obojętna. Więc lincz mniejszy.
Ja do tej pory przyznaję tutaj, że jak pomyślę o cichodajce to mam odruch wymiotny.
qrcze, a mi nie wolno ! wink)

Buźka smallangel smile

102

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
madoja napisał/a:

Przeczytałam tylko część odpowiedzi.

Autorko, trzymam kciuki. Wierzę, że po zdradzie można być kochającym się małżeństwem i żyć ze sobą do końca (miałam taki przykład w najbliższym otoczeniu).
Jeśli chodzi o Twoją obsesję - jest ona naturalna i zrozumiała. Po prostu niech czas upływa, pozwól na to, a sama zobaczysz że Twoja obsesja osłabnie.
Słowami kochanki się nie przejmuj, to młoda dziewczyna, dla niej każdy facet w którym się zakocha będzie "miłością życia", ale gwarantuję Ci, że raz-dwa o Twoim mężu zapomni (a może i już zapomniała). Niebawem sama pewnie wyjdzie za mąż i ten romans będzie jej się wydawał odległy i dziecinny.

Osobiście nie radziłabym za bardzo brac sobie do serca negatywnych wypowiedzi na tym forum. To złe podszepty, niech nie zasieją ziarnka niepewności u Ciebie. Postanowiłaś wybaczyć mężowi - to dobrze. Małżeństwo to także sztuka wybaczania. Dbajcie o siebie wzajemnie. Będzie dobrze. smile Już jest dobrze. smile

podpisuje sie pod tym, tak malo jest w ludziach checi wybaczenia a swoje zale i zgorzknienie przenosza na innych. Zdrada to nie koniec swiata, mozna dalej sie kochac i zyc szczesliwie. Jest wiele malzenstw, ktore przez to przeszly. Ale trzeba chciec. Najlatwiej odejsc i przekreslic wszystko. Trzymam kciuki, aby autorce i jej mezowi udalo sie  :-)

103 Ostatnio edytowany przez emilia.cecot (2016-01-14 18:42:32)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Nie wiem jak inne forumowiczki ale ... autorko wątku .. nie rozumiem skąd Twoje ulitowanie nad kochanką Twojego męża ? moim zdaniem , jak to się mówi .. każdego szkoda , bo ona go kocha . Moja droga, kochanka doskonale wiedziała ,ze mąż ma zone , dzieci , dom itd ..... po co się z nim zadawala ? a wiesz , bo sięw nim zakochała .... ja bym to miała gdzieś na Twoim miejscu, I tak jak napisała Madoja . każdy mezczyna w ktorym się zakocha bd miłością jej życia , bardzo dobrze to napisała wink

104

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Jak widać każdy broni swoich decyzji i argumentów. Mylę, że pomimo tych ogólnych schematów, każdy przypadek jest inny i czasem warto wybaczyć zdradę, szczególnie kiedy ogólnie nie działo się w związku źle, nie było picia, bicia, poniżania itd. A przecież kobiety i w takich patologicznych związkach tkwią.
Każdy ma prawo decydować sam o swoim życiu i wierzę, że w jednym przypadku osoba, która odeszła będzie szczęśliwa a w drugim ta, która dała szansę powrotu niewiernemu. Jednak nigdy nie uwierzę, że osoba, która zdradziła kocha małżonka. Nie twierdzę, że to automatycznie oznacza, że kocha osobę z którą zdradzał, może czasem się tak zdarzyć, ale najczęściej taka osoba nikogo nie kocha prócz siebie. Takie osoby są po prostu egoistami bez empatii. Jeżeli takiemu delikwentowi nagle znów zacznie być dobrze przy żonie, no bo wiadomo czas wybaczania, naprawy, starania się, to pewnie i on poczuje się wtedy szczęśliwy. Może nawet doceni małżonkę, zauważy jej potrzeby itd. Ale czy na długo?

105

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
GIA_79 napisał/a:

Weź Ty nie przesadzaj smallangel NIE możesz być szczęśliwa ! big_smile
Tutaj napisano że "zmierzamy się z demonem", zatem proszę Cię ze szczęściem nie wyjeżdżaj !:)
Widać w horrorach lubimy brać czynny udział wink)

Ale Ty jeszcze masz ten plus, że kochanka Ci obojętna. Więc lincz mniejszy.
Ja do tej pory przyznaję tutaj, że jak pomyślę o cichodajce to mam odruch wymiotny.
qrcze, a mi nie wolno ! wink)

GIA jasne mozesz ironizowac ze lubicie horrory, ale wpisujac sie w twoj sarkazm chyba jednak nie tak bardzo skoro horror z brzydka i glupia kochanka w tle ci sie nie spodobal.
Mysle ze robisz dobra mine do zlej gry. Co gorsza namawiasz do tego Zmeczona.
To ze "cieszysz sie zyciem" odplacajac za krzywdy mezowi tez nie jest najlepsza rada dla Zmeczonej.

GIA apropos, moim zdaniem odruch wymiotny na mysl o kochance wydaje sie znacznie bardziej naturalny niz obojetnosc.

106 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2016-01-15 11:50:22)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Zmeczona777 napisał/a:

Zglupial kopmletnie bo przeciez cale malzenstwo mu wkladalam do glowy ze nie jest atrakcyjny dla kobiet....  A tu zainteresowalo sie nim takie zjawisko...

WTF? Naprawde mu to regularnie powtarzalas? No to ja juz sie facetowi nie dziwie, ze sobie kogos fajnego znalazl, dziwie sie tylko, ze zechcial do Ciebie wrocic.

107 Ostatnio edytowany przez Paweło (2016-01-15 19:23:41)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
smallangel napisał/a:

Wiecie co Kobiety, niektóre z Was są nudne do porzygu, że tak to napisze smile
Myślicie, że zdradzone Kobiety, to są jakieś upośledzone umysłowo?
Że zapominają kto je zdradził? I co robili kochankowie spotykając się?
To mają tak przeanalizowane aż nadto smile
Naprawdę mnie zadziwiacie smile

My bardzo dobrze to wiemy, a że sobie pomarudzimy na kochanki to nam nie wolno?
Ja wszak mam w nosie kochankę, jest mi obojętna, ale był też taki etap, że wieszałam wszystkie psy na niej.
Widocznie tego potrzebowałam, a przy tym nie zapominałam kto mnie skrzywdził znacznie mocniej.
Po zdradzie przechodzi się różne etapy. Nie omija się je. I to też jakiś etap. On minie jak każdy inny.

Któraś z Was pisała, że odzyskała godność po rozwodzie.
Naprawdę ją utraciła?
Bo moja ani na trochę nie ucierpiała po zdradzie. Jedynie godność stracił Mój Mąż zdradzając mnie.
Pisałyście o szanowaniu się?
A co ja takiego zrobiłam, że się nie szanuje? Zostając z Mężem po zdradzie straciłam szacunek?
Większych bzdur nie czytałam smile

GIA - cieszę się, że jesteś w tym miejscu co jesteś smile

Analizę życia, zacznijcie od analizowania własnego.
To że ktoś nie mógłby być szczęśliwy po zdradzie - nie znaczy, że ja szczęśliwa nie mogę być smile

A czy maż by ci wybaczył jakbyś ty zdradziła. Jeśli nie to już straciłaś godność. Tak jak mój kuzyn wybaczył kobiecie która sama mu powiedziała iż nigdy na jego miejscu by mu nie wybaczyła.
Zdradę należy wykorzystać do brania a nie dawania. Zdradził, zdradziła niech się kaja dostaje nowe obowiązki. To rozumiem. Nie może tak być że łaskę robi a po zdradzie jeszcze zyskuje na tym. Tu jest miejsce na twarz.
badania są bezlitosne ponad 96% zdradzających nie wstydzi się swojej zdrady a co najwyżej lituje się nad osobą którą zdradzili !!!

108

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Mussuka napisał/a:
Zmeczona777 napisał/a:

Zglupial kopmletnie bo przeciez cale malzenstwo mu wkladalam do glowy ze nie jest atrakcyjny dla kobiet....  A tu zainteresowalo sie nim takie zjawisko...

WTF? Naprawde mu to regularnie powtarzalas? No to ja juz sie facetowi nie dziwie, ze sobie kogos fajnego znalazl, dziwie sie tylko, ze zechcial do Ciebie wrocic.

Teraz mu pewnie mówi "Jesteś taki nieatrakcyjny, naprawdę jej się dziwię, że na ciebie spojrzała" big_smile

Zmęczona tak z czystej ciekawości (bo to w sumie nie ma większego znaczenia w historii): dlaczego mu mówiłaś takie przykre rzeczy? Aby traktował Cię jak swoją alfę i omegę przez obniżoną samoocenę? Czy po prostu nie masz w sobie odrobiny empatii? Po co Ty z nim jesteś, skoro dla Ciebie najwidoczniej pociągający nie jest (seks 3 razy do roku)? Czy Ty aby nie traktujesz go jak swoją własność?

109 Ostatnio edytowany przez zielarz (2016-01-16 18:37:52)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Ja myślę, że obie opcje (zostać, zostawić) są równie "złe" i "dobre". Obie wymagają wiele odwagi, siły i podjęcia konkretnej decyzji w sytuacji kiedy nie ma dobrego wyjścia, obie opcje wiążą się z jakimiś negatywnymi konsekwencjami dla siebie i bliskich.

Ktoś tu opisał historię babci. To dla mnie najgorsza możliwa opcja - zostać i wypominać do końca życia. Jak mniemam babcia została, żeby nie robić "wielkiego halo" pewnie głównie dlatego, bo to były "inne czasy". To właściwie brak decyzji i skazanie siebie oraz bliskich na niszczącą relację a także w pewnym stopniu przykład do naśladowania dla dzieci.

Kiedyś nawet rzuciłam oskarżenie do męża ze wywrócił nasze życie do góry nogami,   ale tak sobie momentami myślę czy ono nie stało na głowie od początku a on je postawił na nogach.

Przykre jest to, że żeby dojść do takich wniosków musi się wydarzyć jakaś tragedia. Ale też nie ma co się za bardzo obwiniać. Więszości z nas nikt nie uczył jak dbać o związek. Wręcz przeciwnie uczy się, że małżeństwo to juz na całe życie choćby nie wiem co. I tak łatwo jest zapomnieć o potrzebach tej drugiej osoby, bo w końcu mamy pracę, obowiązki, dzieci, swoje własne ambicje, a on/ona niech sobie czeka. On/ona też nie zdaje sobie sprawy z tego, że czegos brakuje, to wszystko dzieje się powoli, a nie z dnia na dzień bęc. "Dziś jestem zmęczony po pracy, może jutro...", "W ten weekend mam ważny raport do napisania, może w przyszły...". Lata mijają. Aż on/ona spotyka kogoś, kto patrzy jak na obrazek, z zapartym tchem słucha każdego słowa i jest w stanie zrezygnować z wielu rzeczy byle tylko spędzić ze sobą trochę czasu. I okazuje się, że do naszego żałosnego związku zaprosiliśmy jeszcze jedną osobę, która zaangażowała się emocjonalnie, a przecież nie marzyła o swoim księciu z bajki z żoną, dziećmi itp. i prawdopodobnie dotychczas gardziła takimi co to z żonatymi się zadają. I właściwie nie wiadomo czy ją nienawidzić czy żałować.
A przecież miało być tak pięknie, jeszcze tylko jeden niezwykle ważny projekt, jeszcze jedna ważna umowa, jeszcze szkolenie z tego czy tamtego i jeszcze tylko 1000 innych rzeczy i właśnie wtedy, kiedyś potem znów spojrzelibyśmy na tą drugą osobę rozmarzonymi, zakochanymi oczkami.

Rozum to wszystko już wie, ale ciało i serce jest nadal w bólu, jest złość na siebie, jego i tą złą, najgorszą kochankę. A największa złość chyba na to, że to nasze życie i związek okazały się inne niż nam się wydawało. To przecież była miłość, która przetrwa wszystko, szczęśliwy związek dwojga kochających się osób. A tu taki klops.

Autorko, jeśli nadal się kochacie (a nie wspomnienia i niedoszłe plany), wierzycie sobie, oboje rozumiecie co się stało i staracie się postępować inaczej z czasem ta złość minie. Złe wspomnienia zostaną wyparte przez nowe, lepsze. Pewnie też nie zaszkodzi od czasu do czasu wyrzucić z siebie tą złość. Złe myśli będą wracać, ale to tylko myśli. Odlatują, jeśli ich przy sobie nie trzymamy.

Mnie najbardziej zastanawia, dlaczego takie historie ciągną się miesiącami, dlaczego w tym wypadku on miesiącami był w związku z dwoma kobietami. Dlaczego nie podjął decyzji o zostawieniu żony/kochanki wcześniej. A są historie, które ciągną się latami, gdzie np taki zdradzający połowe życia duma, z którą kobietą chce być.

110 Ostatnio edytowany przez Wrak1 (2016-01-16 20:48:25)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Tulinka80 napisał/a:

Zmeczona, nie wynos meza na piedestal. Ciekawe ze jak byl ci wierny to tak zle go traktowalas a teraz uwazasz go za ideal. Wiesz dlaczego ty uwazasz ze on cie kocha, bo pomimo tego ze jestes nieatrakcyjna (jak sama o sobie pisalas) on wybral ciebie. Pytanie czy wybral ciebie jako kobiete? Obawiam sie ze nie. Wybral ciebie jako matke swoich dzieci, jako pania swojego domu, etc. On nie poniosl zadnej kary za swoj czyn. To nie moze sie dobrze skonczyc.


Tylko pytanie jaka karę powinien ponieść maż jeśli małżonkowie chca ratować to małżeństwo?Moze powinien się wyprowadzić na jakis czas by poczuł swój bład dotkliwie. Nie sadzę jednak by to wzmocniło i tak już bardzo zachwiane relacje małżeńkie.

111 Ostatnio edytowany przez smallangel (2016-01-16 22:25:11)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Paweło napisał/a:
smallangel napisał/a:

Wiecie co Kobiety, niektóre z Was są nudne do porzygu, że tak to napisze smile
Myślicie, że zdradzone Kobiety, to są jakieś upośledzone umysłowo?
Że zapominają kto je zdradził? I co robili kochankowie spotykając się?
To mają tak przeanalizowane aż nadto smile
Naprawdę mnie zadziwiacie smile

My bardzo dobrze to wiemy, a że sobie pomarudzimy na kochanki to nam nie wolno?
Ja wszak mam w nosie kochankę, jest mi obojętna, ale był też taki etap, że wieszałam wszystkie psy na niej.
Widocznie tego potrzebowałam, a przy tym nie zapominałam kto mnie skrzywdził znacznie mocniej.
Po zdradzie przechodzi się różne etapy. Nie omija się je. I to też jakiś etap. On minie jak każdy inny.

Któraś z Was pisała, że odzyskała godność po rozwodzie.
Naprawdę ją utraciła?
Bo moja ani na trochę nie ucierpiała po zdradzie. Jedynie godność stracił Mój Mąż zdradzając mnie.
Pisałyście o szanowaniu się?
A co ja takiego zrobiłam, że się nie szanuje? Zostając z Mężem po zdradzie straciłam szacunek?
Większych bzdur nie czytałam smile

GIA - cieszę się, że jesteś w tym miejscu co jesteś smile

Analizę życia, zacznijcie od analizowania własnego.
To że ktoś nie mógłby być szczęśliwy po zdradzie - nie znaczy, że ja szczęśliwa nie mogę być smile

A czy maż by ci wybaczył jakbyś ty zdradziła. Jeśli nie to już straciłaś godność. Tak jak mój kuzyn wybaczył kobiecie która sama mu powiedziała iż nigdy na jego miejscu by mu nie wybaczyła.
Zdradę należy wykorzystać do brania a nie dawania. Zdradził, zdradziła niech się kaja dostaje nowe obowiązki. To rozumiem. Nie może tak być że łaskę robi a po zdradzie jeszcze zyskuje na tym. Tu jest miejsce na twarz.
badania są bezlitosne ponad 96% zdradzających nie wstydzi się swojej zdrady a co najwyżej lituje się nad osobą którą zdradzili !!!

Nie lubię gdybac co by było smile

112

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Dlaczego kobiety tak zdradę przeżywają? Przecież zadaniem samca jest zapłodnić jak największą liczbę partnerek, serio myślicie że walka z biologią jest taka łatwa? Jak dla mnie należy to "wrzucić w koszta" małżeństwa.
Nie wyobrażam sobie być z jedną partnerką do końca życia, toż to jak wyrok śmierci.

113

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Wrak1 napisał/a:
Tulinka80 napisał/a:

Zmeczona, nie wynos meza na piedestal. Ciekawe ze jak byl ci wierny to tak zle go traktowalas a teraz uwazasz go za ideal. Wiesz dlaczego ty uwazasz ze on cie kocha, bo pomimo tego ze jestes nieatrakcyjna (jak sama o sobie pisalas) on wybral ciebie. Pytanie czy wybral ciebie jako kobiete? Obawiam sie ze nie. Wybral ciebie jako matke swoich dzieci, jako pania swojego domu, etc. On nie poniosl zadnej kary za swoj czyn. To nie moze sie dobrze skonczyc.


Tylko pytanie jaka karę powinien ponieść maż jeśli małżonkowie chca ratować to małżeństwo?Moze powinien się wyprowadzić na jakis czas by poczuł swój bład dotkliwie. Nie sadzę jednak by to wzmocniło i tak już bardzo zachwiane relacje małżeńkie.

Wrak, on przeczuwal ze prawdziwej kary nie bedzie. On ma nad Zmeczona przewage i dobrze o tym wie.

114

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Witam po przerwie,

Musialam pomylec przetrawic to wszystko co tu wyczytalam w komentarzach. Przede wszystkim bardzo dxiwkuje wszystkim za poswiecony czas-( zawsze mnie zastanawialo to jak chetnie ludzie angazuja sie w rozwiazywanie problemow anonimowych ludzi....  )w kazdym  razie niczego nie bylam w zyciu tak pewna jak tego ze chce walczyc o nasze malzenstwo.  Nie bede zapewniac nikogo na tym forum o milosci wzajemnej bo fakttycznue brzmi jak farmazon w zistnialej  sytacji.   Wiemy dokladnie jakie bledy popelnilismy, oboje dostalimy lekcje zycia.  Boli to wszystko jak cholera mam nadzieje ze kiedys przestanie...

no i faktycznie to z cala pewnoscia nie jest miejce dla probujacych odbudowac malzenstwo po zdradzie.  Zmykam zajac sie swoim zyciem ...  Dziekuje  za rady i zycze powodzenia

115

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Zmeczona777 napisał/a:

w kazdym  razie niczego nie bylam w zyciu tak pewna jak tego ze chce walczyc o nasze malzenstwo.

no i faktycznie to z cala pewnoscia nie jest miejce dla probujacych odbudowac malzenstwo po zdradzie.    Dziekuje  za rady i zycze powodzenia

Cóż, nie chce żeby to zabrzmiało jak zarzut, (zwłaszcza że sam nie mam sobie nic do zarzucenia pod tym względem) ale byc może gdybyś bardziej podkreśliła to pierwsze zdanie- nie byłoby tak wielu reakcji, które Ci przeszkadzały. Powodzenia.

116 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-21 20:05:24)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Zmeczona777 napisał/a:

Dziekuje  za rady i zycze powodzenia

Wydaje się, że w tej historii będzie happy end. Może dlatego, że w życiu wychodzi tym, którzy patrzą wstecz tylko po to, aby wyciągnąć wnioski na przyszłość.
Nie oglądaj się wiec i idź do przodu.

117

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

zmęczona - pomaga to forum także wtedy, gdy chcemy ratowac nasze uczucia
nie związki, nie małżeństwa - ale właśnie uczucia, które żywilismy do naszych partnerów
z jednej strony złe słowa to te, które wybrzmiewają także w naszych głowach, lek, niepewność, strach, poczucie krzywdy, poczucie 'sprawiedliwości czyli ukaranie 'sprawcy"... zmierzenie się z tym na forum pozwala nam przerobić te uczucia i jednoczesnie odpowiedziec samej sobie na pytanie - dlaczego się z tym zgadzam, dlaczego nie, co ja zrobię w tej sytuacji, jak ja czuję, jak zdecyduję, czego cchę

z drugiej strony, na różnych etapach swojego życia po zdradzie spotkasz tu ludzi, którzy ten etap przeszli
i chociaz wydaje się, że każda historia jest wyjątkowa, to się okaże, że wszystkie historie są jednak.. podobne
inaczej uzywamy czasu, mamy mniej lub więcej energii - ale nikt z nas nie omija poszczególnych etapów zycia po....

dlatego nie rezygnuj z zaglądania tutaj
poszukaj sobie jednak mądrych doradców i sama określ - kogo cxhcesz słuchac, z kim polemizować...

to twoje zycie i twoje sprawy

ale tutaj jest także dużo emaptii - znajdziesz ją, jesli będziesz potrzebować.

jakby co - istnieją kobiety na zakręcie... najlepsza społeczność;)

118

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Zmeczona777 napisał/a:

   
4.    „Powikłania - ONA”
Leczę się z tego wszystkiego, analizuję, nie ma godziny żebym o tym o niej nie myślała …  zatruwa każdą moja myśl, nie mogę wyrzucić jej z głowy.    Gdziekolwiek się nie ruszę  myślę czy jej nie spotkam…..    Jest moją obsesją, ale kontrolowaną na tyle ze nie jest to niebezpieczne (tak myślę).   Ale mam w sobie tyle złości, nienawiści ,żalu do niej ze nie umiem sobie z tym poradzić.    To narosło z czasem, bo wcześnie potraktowałam ją jako temat poboczny (rozprawiłam się z mężem i sobą), ale moje emocje wobec niej nabierają na sile.     Zaraz po zdradzie spotkałam się z nią.  Pozwoliłam mężowi ja odebrać z lotniska i rozmówić się ostatecznie a potem poprosiłam o spotkanie)  i to było naprawdę dobre, oczyszczające spotkanie….    Ale teraz nie mogę o niej zapomnieć – mam wrażenie ze ona czuje niesprawiedliwość,  i ze rozwiałam miłość jej życia, a mąż jest z nami bo są dzieci i tak jest łatwiej.    Nie wiem dlaczego tak obsesyjnie o niej myślę – męczy mnie to potwornie i zabiera energię do pracy nad nami i nasza rodziną….    Po prostu nie mogę przeżyć faktu, ze jest ktoś kto kocha i pragnie mojego męża – powadziła mu po2 miesiącach  od wykrycia zdrady ze jest miłością jej życia i będzie na niego czekała do końca życia.     Na szczęście nie odzywa się do nas, nie nęka, odeszła z pracy i nie mieliśmy od niej znaku życia od tego czasu.    Ale myśli o niej nie opuszczają mojej głowy.      Może    ktoś ma/ miał podobny problem i podzieli się wskazówkami jak nad tym pracować….

Wiem,że nie chcesz już tutaj być ale może jeszcze przeczytasz.

Miałam tak samo. Takie same myśli taką samą obsesję.
Śledziłam każdy jej krok ( wirtualnie) a ona przez długi czas pokazywała jak bardzo jest pokrzywdzona . Szczególnie wtedy jak on wrócił do mnie .
Jej tłumaczenia ,że nie wiedziała ,że jest kochanką a myślała ,że zostałam porzucona i to ona zajmie miejsce u boku mojego męża jeszcze jakoś potrafiłam zrozumieć ale tego ,że pcha się między nas wtedy kiedy staraliśmy się do siebie wrócić pojąć już nie mogłam.
Wtedy było dla mnie najgorzej.
Też kochała mojego i też był miłością jej życia jeszcze z lat dziecinnych smile ,to była miłość z piaskownicy.

Ciężko było ale w końcu to ja odpuściłam. Przestałam odpowiadać na jej zaczepki.
Dałam sobie czas ( obiecałam ,że nie zajrzę do niej najpierw przez tydzień, później dwa i tak dalej )
Przestałam patrzeć na nią, na jej zachowanie, na jej żale.
Pomogło wyrwać się z obsesji. Znalazłam sobie twórcze zajęcie, na początku na siłę , później już z przyjemnością.

Obecnie ta , tak strasznie zakochana w moim mężu kobieta ma nową miłość i ślą sobie wirtualne buziaki, pokazuje jak bardzo jest szczęśliwa z innym.

Czy całkiem przestałam ją podglądać? Nie. Ale nie robię tego z obsesją (być może właśnie dlatego,że ma już inny obiekt westchnień)
Tak sobie zaglądam ale doszłam do wniosku,że ta wielka miłość wcale nie była taka wielka.
W moim przekonaniu z jej strony to była ogromna rywalizacja i chęć udowodnienia mi,że przecież ja jestem złą żoną, którą się zdradza a to ona jest tą lepszą do której on ode mnie uciekł .
Tylko dlaczego wrócił? Na to pytanie niech ona sobie odpowiada sama.

119 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-25 17:09:52)

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
rojka napisał/a:

Tak sobie zaglądam ale doszłam do wniosku,że ta wielka miłość wcale nie była taka wielka.
W moim przekonaniu z jej strony to była ogromna rywalizacja i chęć udowodnienia mi,że przecież ja jestem złą żoną, którą się zdradza a to ona jest tą lepszą do której on ode mnie uciekł .
Tylko dlaczego wrócił? Na to pytanie niech ona sobie odpowiada sama.

Nigdy nie byłam na miejscu porzuconej kochanki, ani nie znam twojego męża, ale pomyślałabym (pewnie po dłuższym "trawieniu"), że facet tak naprawdę ani nie kocha żony, ani nie kocha mnie, ale z żoną więcej go łączy, bo dzieci, wspomnienia, kredyt, itd..
Po co więc rozpamiętywać związek i walczyć o faceta, który nie wie, czym jest miłość. Lepiej zainwestować uczucia w takiego, który wie wink

120

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Zmęczona, jestem w podobnej sytuacji. Moje małżeństwo po zdradzie wygląda lepiej niz przed nią. Podobnie jak Ty szczególnie nie dbałam o związek, wydawało mi sie, że zdrada to coś, co nigdy nas nie dotknie a jednak...
Teraz nasze wspólne życie jest dużo lepsze niz kiedyś. Rozmawiamy, spędzamy wspólnie czas, przywiązujemy więcej czasu do naszych relacji. Owszem, sprzeczki też sie zdarzają ale to chyba nieuchronne. Nie wiem co będzie dalej. Czytam wypowiedzi niektórych osób i muszę przyznać, że nie rozumiem jak można byc taką wyrocznią i wiedzieć ewidentnie, że małżeństwo po zdradzie w rodzinie X na pewno sie rozpadnie lub ponownie mąż zdradzi żonę. Nie ma przecież reguły, że ZAWSZE tak jest. Można być pewnym, że lód w temperaturze powyżej zera topnieje ale nie tego że małżeństwa po zdradzie nie da się uratować. Jestem pewna, że wielokrotnie nie da się, ale nie zawsze.
Ja również mam niskie poczucie własnej wartości ( jestem DDA, przeszłam terapię długoterminową) i zawód męża bardzo mnie podłamał. Również mam "obsesję" (to może za duże słowo) na punkcie kochanki, i też ukojeniem dla mnie byłoby to, gdyby mnie przeprosiła. Wiem jednak, że nigdy tego nie zrobi, bo nienawidzi mnie. Ma męża, ale to mój mąż jest jej celem. Jej mąż jest jej sponsorem a ona lubi luksus.
Czuję miłość męża, widzę jego troskę o mnie i dzieci, codzienne drobiazgi, które sprawiają, że wierzę w jego szczerość, też jesteśmy po terapii.
Zmęczona, idź swoją drogą. Tyle mogę Ci doradzić, Niestety nikt nigdy nie będzie miał pewności co przyniesie jutro bez względu na to czy zdrada była czy nie, trzeba cieszyć się każdym dniem, dbać o swoich najbliższych i mieć do siebie szacunek.

121

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Witam, wpadlam napisac krotko co u mnie, wiem ze wielu szuka nadzieji na odbudowanie relacji po zdradzie.   Niedlugo bedzie rok od kiedy wiem... Nie powiem ze jest lekko i bezbolesnie.  Ale czuje ze obydwoje bardzo ciezko nad tym pracujemy.  Maz stal sie dla mnie takim wsparciem jakim pewnie nie byl do tej pory. Nasza relacja to relacja dwojga dojrzalych pokiereszowanych przez zycie ludzi.   Troche mnie to doswiadczenie " postarzalo" ale dobrze mi z tym. teraz czuje ze jest bardziej prawdziwie i szczerze.  A ze mysli wracaja? Ucze sie z tym zyc, moze kiedys nawet zapanuje nad nimi.   Naprawde moje zycie nabralo nowych barw.  Trzymam kciuki za innych walczacych.

122

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Nie wyobrażam sobie zdradzić żonę, nie wyobrażam sobie jej zdrady.
Coś takiego w mojej to zaprzeczenie miłości , zwłaszcza gdy jest to świadomy romans, z solidną podstawą emocjonalną.
W czym tu szukać uczucia do małżonka?
W tym, że mówi kocham do innej osoby?
W tym, że się z nią kocha?
Mam nadzieję, że nigdy mnie to nie spotka.
W jakiś sposób podziwiam was dziewczyny.

123

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Nie ma czego podziwiać.
To tylko strach przed zmianą i kalkulacja.
Jak u facetów.

124

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Xymena napisał/a:

Nie ma czego podziwiać.
To tylko strach przed zmianą i kalkulacja.
Jak u facetów.

Jest , bo zakładam, że dziewczyny piszą szczerze, kochają nadal i walczą o małżeństwo.

125

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Xymena napisał/a:

Nie ma czego podziwiać.
To tylko strach przed zmianą i kalkulacja.
Jak u facetów.

Nie wiem jak można tak pisać. Każdy człowiek jest inny każdy związek działa inaczej. Ja również podziwiam osoby które chcą I potrafią walczyć. Czasem naprawdę warto. I może to naprawdę miłość skłania takie osoby do walki. A nie żadna kalkulacja...

126

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa
Toja24 napisał/a:
Xymena napisał/a:

Nie ma czego podziwiać.
To tylko strach przed zmianą i kalkulacja.
Jak u facetów.

Nie wiem jak można tak pisać. Każdy człowiek jest inny każdy związek działa inaczej. Ja również podziwiam osoby które chcą I potrafią walczyć. Czasem naprawdę warto. I może to naprawdę miłość skłania takie osoby do walki. A nie żadna kalkulacja...

Toja alez Xymena ma racje.
Pewnie ze kazdy jest inny. Ale akurat prawda jest ze znacznie trudniej w takim wypadku jest odejsc niz zostac.

127

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Przeszłam przez zdradę. Zanim do tego doszło nawet się nie zastanawiałam co bym zrobiła. Kiedyś jednak mąż zadał mi pytanie co bym zrobiła gdyby mnie zdradził. Odpowiedziałabym, że albo bym go zabiła albo bym odeszła.
Kiedy to stało się faktem chciałam jakoś z tym żyć. To tak jakbyśmy nie nadążali za tym co się wydarzyło. Potrzebowałam czasu, aby to do mnie dotarło chociaż podświadomie wiedziałam, że to koniec. Zdrada zmienia. Miłość nie jest już ta sama. Zmienia jego, zmienia mnie.
Nie wiem czy warto odbudowywać związek. To niestety nie jest tak, że jak ktoś nas zdradzi to my go z automatu przestajemy kochać.
Problem polega na tym, że nasze uczucie się nie zmienia, ale jego chyba tak. Uczucie jest skierowane na kogoś innego a nasze na niego.
I tu pojawia się problem.
Może dobrze jest w życiu kalkulować. Nie wychodzi się na tym źle, a bliskość, stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa dają nam w życiu pewien komfort.
Cóż... czasem w życiu warto iść na ustępstwa, przełknąć pewne przykre sprawy. To już zależy od nas.
Odchodząc nie wiemy co nas jeszcze w życiu spotka.
Wiele zależy też chyba od tego czy czujemy starania o nas, czujemy, że nas jednak kocha, szanuje i prawdziwie żałuje.

Zmęczona wszystkiego dobrego:)

128

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Tu nikt racji nie ma , nie można uogólniać.

Mi i poprzedniczce chodziło o kobiety pozostające po zdradzie nie na zasadzie kalkulacji i piętnowania faceta, a o takie które na tyle kochają, że walczą o związek, miłość.

To jest bardzo trudne, tak naprawdę wybaczyć i dalej kochać pomimo wyrządzenia przez najbliższą osobę takiej krzywdy, zwłaszcza jeżeli to był długi romans i w rachubę wchodził nie tylko sex ale i uczucie.

Nawet nie chcę się zastanawiać co bym zrobił na ich miejscu, nie wiem czy potrafiłbym nadal kochać i walczyć.

Dlatego takie osoby podziwiam.

Mam koleżankę, po drugim dziecku mąż ją zostawił dla młodszej i chętnej.

Ponad rok nie mieszkali razem.

Z czasem wrócił, i przez wiele lat na nowo budowali relację.

Teraz są naprawdę świetnym małżeństwem, ale koleżanka do dziś wspomina że jego powrót i te pierwsze lata gdy odbudowywali bliskość były trudniejsze niż wykopanie go z domu, przebolenie zdrady i życie na własny rachunek.

129

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Musiałam przypomnieć sobie hasło, żeby tu napisać. Dłuugo mnie tu nie było bo to forum bardzo pomaga ale i bardzo dołuje. Zmęczona byłam w podobnej sytuacji jak Ty. Dlaczego pisze w podobnej? Bo nie ma dwóch takich samych sytuacji ani dwóch takich samych ludzi. I pisanie przez niektóre z was, że  raz zdradzi to zrobi to znowu jest tak śmieszne, że aż żałosne.
Dziewczyny, rozumiem, że większość z Was jest poharata przez życie stąd Wasze negatywne nastawienie ale nie wszystko w życiu jest czarne i białe. Wy znacie jej męża lepiej niż on sam siebie przypuszczam. Wiecie, że gdyby się nie udało, to NA PEWNO dalej robiłby to samo. NA PEWNO jej nie kocha bo zdradzał itp. Wy również wiecie, że kobiety zostają z takimi facetami z wygody, bo same by sobie nie poradziły. To są bzdury do kwadratu. Powtarzam, nie ma dwóch takich samych ludzi a odbudowanie takiego związku jest potwornie ciężkie, czasem niewykonalne.

Zmęczona mogę Ci tylko ze swojej perspektywy powiedzieć, że u mnie było warto. Ciężko (przez pół roku) ale warto. U mnie minęło już 9 lat. W tym 8,5 bardzo szczęśliwych. Paradoksalnie w naszym małżeństwie zdrada wyszła na plus. ( wiem jak głupio to brzmi ale tak jest). Byliśmy dla siebie pierwszymi partnerami. Ja po pół roku nie wróciłam do tego tematu ale wcześniej chciałam wiedzieć absolutnie wszystko. Później nie wróciłam do tego już nigdy. Dla własnego zdrowia psychicznego. Wiem, że większość nie uwierzy, że jestem szczęśliwa i kochana  ale tak jest i nie zamierzam nikomu tego udowadniać. Ty też, Zmęczona jeśli chcesz ratować swoje małżeństwo i widzisz że warto, rób to i nie oglądaj się na nikogo. Pozdrawiam



Zgadzam się, że wszystkim co pisze GIA

GIA_79 napisał/a:
Tulinka80 napisał/a:
Aniaa34 napisał/a:

Samoobrona mózgu przez poznaniem prawdy.
W wypadku zdrady obarczanie winą kochanki i podsycanie w sobie nienawiści do niej, tylko po to by nie dopuścić do siebie myśli, że to nie ona nas zdradziła a małżonek?

Robimy to bo jak napisałaś "mniej boli".

Dokladnie tak. To niesamowite GIA jak potrafisz sie oszukiwac. I jeszcze namawiasz do tego Zmeczona. Czy chodzi o to zeby zyc latwiej? Czy prawdziwiej? Tym bardziej ze to latwiej wychodzi na starosc czlowiekowi bokiem jak uswiadamia sobie w jakiej sztucznej rzeczywistosci zyl.

Dziewczyny zmierzcie sie z demonem, ja wiem ze dzieci, ze pewnie przy nich czujecie bezpieczenstwo finansowe, ze macie wspolnych znajomych, rodziny sie znaja, etc. Ale smutek bedzie was drazyl kazdego dnia, powoli jak trucizna. Co innego zdrada po pijaku, jednorazowa, co innego wielomiesieczna z zaangazowaniem uczuciowym, wspolnymi chwilami, wspomnieniami, byc moze planami.


Dlatego właśnie bardzo rzadko już tutaj wpadam - żeby nie czytać takich komentarzy, nie podsycać wątpliwości, nie ROZCIĄGAĆ bólu.

Tulinka80 - oszukiwać to mogłabym się gdybym na wczesnym etapie uwierzyła w słowo KOLEŻANKA.

Moja droga ( powtarzam MOJA ) i mój wybór to szereg czynników, które mogłabyś zrozumieć tylko będąc mną.
I jak to jest, że wcale codziennie nie drąży mnie jakiś smutek ? A zwyczajnie potrafię się cieszyć z życia ?
Anomalia ?

130

Odp: "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Wracam rok po zalozeniu watku i prawie 2 lata od zdrady mojego meza.   Uznalabym  swoj etap w przepracowywaniu zdrady za koncowy.  Jakkolwiek to nie zabrzmi : jestem naprawde  szczesliwa!  Co prawda dalej jestesmy na terapii ( juz 1,5 roku) ale czuje ze wykonalismy kawal dobrej roboty.  Tak my wykonalimy - bo chyba jednak musze przyznac ze pracy i zaangazwania oczekuje sie z obu stron po rowno.   Odzyskalam lub  zbudowalam wieksze poczucie swojej wartosci ale i przeanalizowalam swoj wklad w "poprzednie" malzenstwo.  Pisze poprzednie bo to co udalo sie stworzyc po zdradzie to nowy zwiazek chyba w koncu oparty na wzajemnym szacunku i zrozumieniu.  Najpiewr skupilam sie na sobie - to co osiagnelam powoduje ze w koncu znalazlam uznanie we wlasnych oczach. Jestem naprawe dumna z tego co osiegnelam.  Takiego poczucia spokoju chyba nigdy wczesniej nie zaznalam w swoim zyciu...  A co z mezem?  Jest, ma sie dobrze i tez jest w koncu szczesliwy.  To ze sie udalo to tez jego zasluga bo w pelni zaangazowal sie w prace na soba samym a potem nad zwiazkiem.  Nie bede mowic co mowi i co robi, zeby nie narazic sie jakas fale sceptykow ale po zbudowaniu siebie samej, to wlasnie jest dopelnienie mojego Szczęścia.  M. Nigdy od tego czasu nie sprawil bym poczula sie nikomfortowo, dba o moje poczucie spokoju co pomaga w odbudowie zaufania. O tamtej pannie nie mysle, nie zatruwa juz mojego umyslu.  Ale wiedza o niej nie jest mi juz do niczego potrzebna.  Meza nie sprawdzam, nie kontroluje.. wie za sam musi sie kontrolowac bo trzeciego zwiazku z nim budowac nie zamierzam. TO byl naprawde dobry rok.  Nie uwiezylabym gdybym tego nie doswiaczyla.  A wszystko jest w nas samych, jak tylko egoizm zamienimy na milosc do nas samych.

Posty [ 66 do 130 z 135 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » "powikłania" po zdradzie - ratownie małżenstwa

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024