Ivy, bo Ty go prawdopodobnie dalej kochasz... a na to trudno coś poradzić...
Dodatkowo, jesteś masochistką... zaległaś w tym swoim bólu, porzuceniu... to zwalnia Cię z konieczności robienia czegokolwiek innego z sobą, ze swoim życiem...
Nie musisz się wysilać, nie ponosisz odpowiedzialności za siebie.
To wygodne Ivy.
Łatwo jest powiedzieć: "ja to już nigdy..." albo "ja to chyba nie powinnam wcale..."
i nic nie robić.
Trudniej zacząć nad sobą pracować. Uwierzyć, że wszystko w życiu zależy od nas samych. Że to my decydujemy. Że dostajemy to, o co zabiegamy. Że nasze życie jest w naszych rękach.
Ale to ciężka praca... każdego dnia... a doły są!! (wiem bardzo dobrze, na swoim własnym, osobistym przykładzie). Ale trzeba się podnosić i zapierd...ć dalej.
A gdybyś Ivy w to uwierzyła... że ten dziad nie jest Ciebie wart... gdybyś uwierzyła, że w życiu możesz dostać wszystko... lepszego i fajniejszego faceta... albo cudowne życie bezfacetowe
to i byś się prawdopodobnie odkochała... tylko, czy Ty tego chcesz?