Xymena napisał/a:Zorija
Pewnie, że co do zasady masz rację.
Tylko, że jednak w życiu, to nie takie proste.
To, że z mężem nie patrzysz już w tym samym kierunku, to wydaje się za mało, aby zrobić sobie i dzieciom rewolucję w życiu.
Narazić je na pogorszenie warunków mieszkaniowych, stres związany z rozwodem.
Tym bardziej, jeśli nie zamierzasz, jak to subtelnie ujęłaś, szukać kolejnego fiuta.
Więc sobie tak trwasz, a że smutek czasami dopada, to trudno.
No i nie szukając, spotykasz kogoś, a wtedy sytuacja staje się trudna do zniesienia.
I nie potrzeba do tego fizycznej zdrady.
Xymenko, proszę Cię... dość już wycierania sobie buzi dobrem dzieci...
powiedz mi jak zdrada, a w jej efekcie:
1. pognanie męża przez żonę (lub odwrotnie)
2. porzucenie rodziny (bo się zakochałem/am)
służy dzieciom? Uważasz, że jest dla nich lepsze?
Albo - tak jak napisała Zmierzch - dla dobra dzieci / bo ksiądz tak kazał / bo co ludzie powiedzą / bo w sumie to tak jest mi wygodnie / inne srutututu... - przyjmujesz postawę bierną, czyli tkwisz w tym co Ci nie odpowiada i nie robisz nic
Albo - dbasz w pierwszej kolejności o siebie!! Tak, Xymena... o siebie! Bo wtedy dzieci są szczęśliwsze, uwierz mi. Szczęśliwa matka = szczęśliwe dzieci. Trudno, przejdą np. rozstanie rodziców, ale to i tak dla nich lepsze - gdy ich matka sama ze sobą czuje się dobrze i fair!
Albo - znów za Zmierzchem - wybierasz trzecią drogę - romans w ukryciu? zdrada ojca tych dzieci? I to ma być dla nich najlepsze? A jak się wyda? A wyda się wcześniej czy później. Jak to na nich wpłynie. Pomyśl.
Więc - moim zdaniem - zostawmy dzieci w spokoju i przestańmy już ich dobrem tłumaczyć swoje niecne postępowanie.
edit: aaaa, i nie chodzi zawsze o szukanie nowego fiuta. Chodzi o godność i szacunek dla samej siebie.
edit2: a że w życiu to nie takie proste, to prawda. To droga tylko dla odważnych
Ja zostałam do niej zmuszona - to nie był mój wybór. I wierz, poradziłam sobie, choć to nigdy nie wydawało mi się możliwe! Nie umarłam, przetrwałam. A teraz już się tylko cieszę. I uwierz po raz drugi - nawet sama nie wiedziałam, ile tracę... ile zostało mi zabrane... Bo o tym można się przekonać dopiero, gdy już się uwolnisz.