Mysle,ze to jest idnywidualna sprawa kazdego, zalezy od jego kultury, wychowania, odczuwania, charakteru itp. Juz gdzies pisalam czesciowo na temat rozejscia sie. Przeszlam przez to osobiscie i bylo to pieklo by odwazyc sie myslec innymi kategoriami, nie mialam innego wyjscia albo dzis bylabym w psychiatryku.
" Czy jesteśmy skazani na tkwienie w emocjonalnej dolinie gdy wszystko już się wypali? Czy przysięga małżeńśka jest wyrokiem?"
Tutaj prawdopodbnie wsadze kij w mrowisko. Ja akurat nie mialam wyrzutow sumienia co do przysiegi malzenskiej bo juz od lat nie bylam katoliczka, to odrebny temat. Uwazam jednak,ze wszelkiego rodzaju przysiegi sa najwiekszym bledem jaki moze byc.
Po pierwsze: majac 20 lat powiedzmy, nasz swiatopoglad jest jaki jest, mamy idealy, wiele pogladow uwazamy za swoje niewiedzac, nie majac swiadomosci,ze zostaly nam one po prostu narzucone przez spoleczenstwo, kosciol, rodzine, szkole itp,powtarzamy je w teorii. Zycie nazwalabym polem bitwy i nikt kto na nie wchodzi nie ma pojecia co sie tam wydarzy, co sie w nim obudzi, jakie cechy z niego wyjda, o ktorych nie mial zielonego pojecia, jak sie zachowa w pewnych okolicznosciach...Z wiekiem zycie zmienia nasze poglady, rzeczywistosc weryfikuje teorie,zmieniamy sie my nawet fizycznie bo przeciez w przeciagu 7-miu lat nasze komorki wszelakie odnowily sie i nie ma juz tych starych wiec nawet pod tym wzgledem jestesmy nowa osoba. Jesli dobrze sie przyjrzec to wlasnie najwieksze przelomy dokonuja sie w okolicach 21,28,35,42,49 lat....
I kiedy mamy 30 lat wspominajac siebie sprzed lat 10-ciu widzimy roznice w mysleniu, postrzeganiu-bo nie mielismy jeszcze bagazu doswiadczen, naszych wlasnych doswiadczen, ktore nas zmieniaja. Jak wiec mozna skladac przysiege,ze na pewno bede taka czy taki przez cale zycie podczas gdy nawet siebie dobrze nie znam, nie wiem jaki/a bede za iles tam lat, czy bede miala sile na dotrzymanie tej przysiegi,czy nie zmieni sie moj punkt widzenia, a co w ogole bede odczuwac na skutek wlasnych doswiadczen. To jak komentowanie czyjegos zachowania: jak on/ona mogl/la tak zrobic? ja bym na jej/go miejscu.... bzdura! nic bys na jego miejscu bo musialbys urodzic sie nim, wychowac tam gdzie on, uksztaltowac swoje filtry jak on i przezywac to co on. Ludziom bardzo latwo przychodzi osadzanie, wymaganie od innych tego co samemu sie potrafi. Niestety nie dziala to tak. Kazdy, ale to KAZDY jest indywidualnoscia, niepowtarzalna jednostka, ktora zyje w zasadach narzuconych przez spoleczenstwo i czesto nie wiemy nawet kim jestesmy naprawde a reagowanie wg wlasnego serca jest zle postrzegane prze reszte, martyrologia natomiast owszem, jak najbardziej. to tak "krotko".
"Czy dla dobra dzieci mamy taki moralny obowiązek? Czy to naprawdę ma sens?"
Dzeciom mamy zapewnic spokoj i radosc oraz Milosc. Jesli tego nie ma miedzy obojgiem uczymy dzieci takiego wzorca jaki mamy. Uwazam,ze dla dobra dzieci nalezy rozpatrywac za i przeciw pozostania razem i rozstania. Jesli jest toksycznie, smutno, nieszczesliwie razem a wiemy,ze osobno byloby lepiej, to wniosek jest prosty. Dla mnie osoby, ktore sie mecza, siekiera wrecz wisi i mowia,ze to robia dla dobra dzieci to cos mi sie robi w srodku. To jest wlasnie schemat, nie zastanawiamy sie co mowimy bo tak uczy nas spoleczenstwo, bo slyszelismy to zdanie milion razy od urodzenia. Jeszcze raz powtarzam: dobro dzieci jest wtedy gdy maja spokojna, pogodna atmosfere. Nie obchodzi mnie opinia ludzi co mysla o moich decyzjach bo to jest moje zycie i tylko ja wiem co w nim jest i jak jest. Ludzie zawsze beda gadac, dawac dobre rady ale nikt nie wezmie na siebie Twojego cierpienia i Ty zostajesz sama ze swoimi problemami, troche jak z porodem-nikt za Ciebie tego nie zrobi 
"Uczucia. Nie zawsze mamy na nie wpływ. Czy jesteśmy skazani na tkwienie w emocjonalnej dolinie gdy wszystko już się wypali? Czy przysięga małżeńśka jest wyrokiem?
Zalezy dla kogo. Mozna to przeanalizowac i zastanowic sie czy dla mnie jest wyrokiem. W emocjonalniej dolinie bedziesz tkwic jesli chcesz by Twoje zycie bylo nieszczesliwe i tym tez obdarzasz reszte rodziny. Jesli Ty nie zadbasz o wlasne szczescie nie bedziesz tez mogla go dac innym.Niestety za to placi sie cene.
"Przysięgaliśmy i MUSIMY dotrzymać tej przysięgi nawet wbrew sobie, byle nie skrzywdzić drugiego człowieka?"
A czy go nie krzywdzisz nie bedac autentyczna w tym co przysiegalas? znow: meczenstwo za wszelka cene? ja mowie temu stanowcze nie.
"A czy udawanie nie jest krzywdzeniem go? Czy taki związek z poczucia obowiązku jest coś warty?"
Dla mnie nie. Powiem wiecej. Po pokonani tej drogi krzyzowej dzisiaj wszyscy sa radosni, spokojni, zadowoleni. Gdybym zostala w zwiazku najpierw z dziecmi bylby problem bo juz byly oznaki, potem ja juz powiedzialam gdzie bym byla a on to pojecia nie mam...