netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

73 odpowiedzi7 104 wyświetleniazałożony przez Amare, 23.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 74 ]

1

Temat: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Intryguje mnie moralna strona tego zagadnienia.
Przyznam, że fala krytyki, która spływa na osoby, chcące ułożyć sobie życie na nowo troszkę mnie zaskakuje.

Oczywiście są przypadki gdy ktoś ewidentnie zachowuje się wbrew temu, co nakazuje ludzka przyzwoitość.
W związkach różnie bywa, raz lepiej, raz gorzej. Jak wiemy, z czasem i chemia opada, motylki ustępują miejsce czemuś głębszemu. Wówczas weryfikuje się co naprawdę łączy nas z drugim człowiekiem.
Gdy źle się dzieje próbujemy naprawiać, szukać sposobu na polepszenie stosunków, a nie wyrzucamy na śmietnik jak stare rękawiczki. Człowiek posiadający jakiekolwiek wartości to wie.
I nie na tym chciałam się skupić.

A co wtedy gdy zrobiliśmy ile się da, żeby odbudować relacje, a nic z tego nie wychodzi? Po prostu nie jest nam po drodze.
Czy dla dobra dzieci mamy taki moralny obowiązek? Czy to naprawdę ma sens?

Uczucia. Nie zawsze mamy na nie wpływ. Czy jesteśmy skazani na tkwienie w emocjonalnej dolinie gdy wszystko już się wypali? Czy przysięga małżeńśka jest wyrokiem?
Przysięgaliśmy i MUSIMY dotrzymać tej przysięgi nawet wbrew sobie, byle nie skrzywdzić drugiego człowieka?
A czy udawanie nie jest krzywdzeniem go? Czy taki związek z poczucia obowiązku jest coś warty?

Temat jest bardzo obszerny, można przytaczać wiele argumentów, za i przeciw, jednakże zostawię go na takim poziomie, żeby w sposób naturalny sam się rozwinął.
Kiedy więc mamy prawo się rozstać i nawo spróbować żyć, sami lub z kimś innym?

2

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Mysle,ze to jest idnywidualna sprawa kazdego, zalezy od jego kultury, wychowania, odczuwania, charakteru itp. Juz gdzies pisalam czesciowo na temat rozejscia sie. Przeszlam przez to osobiscie i bylo to pieklo by odwazyc sie myslec innymi kategoriami, nie mialam innego wyjscia albo dzis bylabym w psychiatryku.


" Czy jesteśmy skazani na tkwienie w emocjonalnej dolinie gdy wszystko już się wypali? Czy przysięga małżeńśka jest wyrokiem?"


Tutaj prawdopodbnie wsadze kij w mrowisko. Ja akurat nie mialam wyrzutow sumienia co do przysiegi malzenskiej bo juz od lat nie bylam katoliczka, to odrebny temat. Uwazam jednak,ze wszelkiego rodzaju przysiegi sa najwiekszym bledem jaki moze byc.
Po pierwsze: majac 20 lat powiedzmy, nasz swiatopoglad jest jaki jest, mamy idealy, wiele pogladow uwazamy za swoje niewiedzac, nie majac swiadomosci,ze zostaly nam one po prostu narzucone przez spoleczenstwo, kosciol, rodzine, szkole itp,powtarzamy je w teorii. Zycie nazwalabym polem bitwy i nikt kto na nie wchodzi nie ma pojecia co sie tam wydarzy, co sie w nim obudzi, jakie cechy z niego wyjda, o ktorych nie mial zielonego pojecia, jak sie zachowa w pewnych okolicznosciach...Z wiekiem zycie zmienia nasze poglady, rzeczywistosc weryfikuje teorie,zmieniamy sie my nawet fizycznie bo przeciez w przeciagu 7-miu lat nasze komorki wszelakie odnowily sie i nie ma juz tych starych wiec nawet pod tym wzgledem jestesmy nowa osoba. Jesli dobrze sie przyjrzec to wlasnie najwieksze przelomy dokonuja sie w okolicach 21,28,35,42,49 lat....
I kiedy mamy 30 lat wspominajac siebie sprzed lat 10-ciu widzimy roznice w mysleniu, postrzeganiu-bo nie mielismy jeszcze bagazu doswiadczen, naszych wlasnych doswiadczen, ktore nas zmieniaja.  Jak wiec mozna skladac przysiege,ze na pewno bede taka czy taki przez cale zycie podczas gdy nawet siebie dobrze nie znam, nie wiem jaki/a bede za iles tam lat, czy bede miala sile na dotrzymanie tej przysiegi,czy nie zmieni sie moj punkt widzenia, a co w ogole bede odczuwac na skutek wlasnych doswiadczen. To jak komentowanie czyjegos zachowania: jak on/ona mogl/la tak zrobic? ja bym na jej/go miejscu.... bzdura! nic bys na jego miejscu bo musialbys urodzic sie nim, wychowac tam gdzie on, uksztaltowac swoje filtry jak on i przezywac to co on. Ludziom bardzo latwo przychodzi osadzanie, wymaganie od innych tego co samemu sie potrafi. Niestety nie dziala to tak. Kazdy, ale to KAZDY jest indywidualnoscia, niepowtarzalna jednostka, ktora zyje w zasadach narzuconych przez spoleczenstwo i czesto nie wiemy nawet kim jestesmy naprawde a reagowanie wg wlasnego serca jest zle postrzegane prze reszte, martyrologia natomiast owszem, jak najbardziej. to tak "krotko".

"Czy dla dobra dzieci mamy taki moralny obowiązek? Czy to naprawdę ma sens?"

Dzeciom mamy zapewnic spokoj i radosc oraz Milosc. Jesli tego nie ma miedzy obojgiem uczymy dzieci takiego wzorca jaki mamy. Uwazam,ze dla dobra dzieci nalezy rozpatrywac za i przeciw pozostania razem i rozstania. Jesli jest toksycznie, smutno, nieszczesliwie razem a wiemy,ze osobno byloby lepiej, to wniosek jest prosty. Dla mnie osoby, ktore sie mecza, siekiera wrecz wisi i mowia,ze to robia dla dobra dzieci to cos mi sie robi w srodku. To jest wlasnie schemat, nie zastanawiamy sie co mowimy bo tak uczy nas spoleczenstwo, bo slyszelismy to zdanie milion razy od urodzenia. Jeszcze raz powtarzam: dobro dzieci jest wtedy gdy maja spokojna, pogodna atmosfere. Nie obchodzi mnie opinia ludzi co mysla o moich decyzjach bo to jest moje zycie i tylko ja wiem co w nim jest i jak jest. Ludzie zawsze beda gadac, dawac dobre rady ale nikt nie wezmie na siebie Twojego cierpienia i Ty zostajesz sama ze swoimi problemami, troche jak z porodem-nikt za Ciebie tego nie zrobi wink


"Uczucia. Nie zawsze mamy na nie wpływ. Czy jesteśmy skazani na tkwienie w emocjonalnej dolinie gdy wszystko już się wypali? Czy przysięga małżeńśka jest wyrokiem?

Zalezy dla kogo. Mozna to przeanalizowac i zastanowic sie czy dla mnie jest wyrokiem. W emocjonalniej dolinie bedziesz tkwic jesli chcesz by Twoje zycie bylo nieszczesliwe i tym tez obdarzasz reszte rodziny. Jesli Ty nie zadbasz o wlasne szczescie nie bedziesz tez mogla go dac innym.Niestety za  to placi sie cene.


"Przysięgaliśmy i MUSIMY dotrzymać tej przysięgi nawet wbrew sobie, byle nie skrzywdzić drugiego człowieka?"

A czy go nie krzywdzisz nie bedac autentyczna w tym co przysiegalas? znow: meczenstwo za wszelka cene? ja mowie temu stanowcze nie.

"A czy udawanie nie jest krzywdzeniem go? Czy taki związek z poczucia obowiązku jest coś warty?"

Dla mnie nie. Powiem wiecej. Po pokonani tej drogi krzyzowej dzisiaj wszyscy sa radosni, spokojni, zadowoleni. Gdybym zostala w zwiazku najpierw z dziecmi bylby problem bo juz byly oznaki, potem ja juz powiedzialam gdzie bym byla a on to pojecia nie mam...

3

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Skłonna jestem zgodzić się z Tobą we wszystkim.
Czekam na inne opinie.

4

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Zawsze mamy takie prawo. Od pierwszego do ostatniego dnia zycia.

5

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Iceni napisał/a:

Zawsze mamy takie prawo. Od pierwszego do ostatniego dnia zycia.

Rozwiń proszę swój punkt widzenia.

6

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Pamiętam jak dziś minę księdza, gdy podczas rozmowy przedmałżeńskiej  ( a było to ho ho i jeszcze 2 dni temu) w toku dyskusji na temat roli małżeństwa, małżonków i obowiązku rodzicielskiego etc powiedziałam, że choć marze o małżeństwie " na zawsze", bo taki przyświeca mi cel życiowy, jednak jestem zdania, iż są sytuacje, w których lepiej rozstać się ( dla dzieci i współmałżonków). Oczywiście dyskusja rozwinęła się i choć nie przyznał mi racji ( no bo nie mógł choćby z racji pozycji z jakiej z mną rozmawiał), jednak nie pogonił mnie i udzielił ostatecznie ślubu

7

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

wiecie co... tak mi przyszło do głowy, że "To wszystko" zaczyna się już przed ślubem. Przed przysięgą.
I rodzi się podczas trzepotania skrzydeł motylich, w trakcie przymykania oczu, przełykania żalu, przygryzania przykrości.
Rodzi się podczas obserwowania rodziców, wciska się babcinymi słowami, wtłacza się ludzką opinią.
I podczas "wpadania" (okropne słowo swoją drogą). Bo jak się "wpada", to przecież nie wypada nie wpaść do końca (albo do Kościoła np.).
I tak siebie oszukujemy.
I nikt nas nie nauczy prawdy.
Bo nie ma w szkołach lekcji o życiu w społeczeństwie, o życiu w rodzinie, o rolach jakie człowiek będzie pełnił itp?
Bo na nauki przedmałżeńskie można sobie wpaść i wypaść, zwłaszcza jak się "wpadnie" i nie ma się czasu na rozmyślanie, ba nawet na zaręczyny (bo przecież to oczywiste, że będzie ślub!).
Mało kto się zastanawia o Miłości. I tak wielu zasłania się sloganem "miłość jest ślepa"
A Ona nie jest. Miłość ma najzdrowsze oczy na świecie.

"Mówi się, że miłość jest ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo - nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa miłość. Niczego. Jest ona czymś najwyraźniej widzącym pod słońcem. Poświęcenie jest ślepe, przywiązanie jest ślepe, pożądanie jest ślepe - ale nie prawdziwa miłość. Nie popełnij błędu i nie nazywaj tych uczuć miłością".

Przepraszam, bo w sumie wyszło, że odbiegłam od tematu. Tak mnie popędziło ciut w innym kierunku.
Ale może Ktoś się choć przez sekundkę zadumie nad tym, nad czym ja się zadumuję co krok.

Pozdrawiam.

8

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Jeżeli nie ma szacunku lepszym rozwiązaniem jest rozwód.

9 Ostatnio edytowany przez grinta (2015-08-23 18:57:07)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

O'kruszynka
Mało kto się zastanawia o Miłości. I tak wielu zasłania się sloganem "miłość jest ślepa"
A Ona nie jest. Miłość ma najzdrowsze oczy na świecie.

"Mówi się, że miłość jest ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo - nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa miłość. Niczego. Jest ona czymś najwyraźniej widzącym pod słońcem. Poświęcenie jest ślepe, przywiązanie jest ślepe, pożądanie jest ślepe - ale nie prawdziwa miłość. Nie popełnij błędu i nie nazywaj tych uczuć miłością".


Nic dodac nic ujac.

10

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
O'kruszynka napisał/a:

wiecie co... tak mi przyszło do głowy, że "To wszystko" zaczyna się już przed ślubem. Przed przysięgą.
I rodzi się podczas trzepotania skrzydeł motylich, w trakcie przymykania oczu, przełykania żalu, przygryzania przykrości.
Rodzi się podczas obserwowania rodziców, wciska się babcinymi słowami, wtłacza się ludzką opinią.
I podczas "wpadania" (okropne słowo swoją drogą). Bo jak się "wpada", to przecież nie wypada nie wpaść do końca (albo do Kościoła np.).
I tak siebie oszukujemy.
I nikt nas nie nauczy prawdy.
Bo nie ma w szkołach lekcji o życiu w społeczeństwie, o życiu w rodzinie, o rolach jakie człowiek będzie pełnił itp?
Bo na nauki przedmałżeńskie można sobie wpaść i wypaść, zwłaszcza jak się "wpadnie" i nie ma się czasu na rozmyślanie, ba nawet na zaręczyny (bo przecież to oczywiste, że będzie ślub!).
Mało kto się zastanawia o Miłości. I tak wielu zasłania się sloganem "miłość jest ślepa"
A Ona nie jest. Miłość ma najzdrowsze oczy na świecie.

"Mówi się, że miłość jest ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo - nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa miłość. Niczego. Jest ona czymś najwyraźniej widzącym pod słońcem. Poświęcenie jest ślepe, przywiązanie jest ślepe, pożądanie jest ślepe - ale nie prawdziwa miłość. Nie popełnij błędu i nie nazywaj tych uczuć miłością".

Przepraszam, bo w sumie wyszło, że odbiegłam od tematu. Tak mnie popędziło ciut w innym kierunku.
Ale może Ktoś się choć przez sekundkę zadumie nad tym, nad czym ja się zadumuję co krok.

Pozdrawiam.


A to ciekawe, co napisałaś wink
Muszę to przeanalizować

11

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
GdyKochamy napisał/a:

Jeżeli nie ma szacunku lepszym rozwiązaniem jest rozwód.

To chyba najlepsza metoda.
A jeśli nie ma już uczuć?
To chyba najtrudniejsze

12

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Jeśli naprawdę jest nam już nie po drodze, to się rozstajemy. Po prostu, bez żadnych gierek, kłamstw, zdrad, kręcenia. Ilu osobom brakuje odwagi żeby rozstać się w taki sposób? I dlaczego? Lepiej kręcić i kombinować i zachowywać się jak małpa ( modne na forum porównanie ), która nie puści się jednej gałęzi, dopóki nie poczuje pewnej drugiej.Gdyby ludzie, którzy przysięgają sobie uczciwość, zechcieli być uczciwi wobec siebie, to pewnie tego forum by nie było, ani żadnego podobnego. A co do tego, że ludzie się zmieniają z wiekiem.mogę już coś powiedzieć na ten temat wink Tak, ale i priorytety w ich życiu też zmieniają się z wiekiem. Wczoraj szaleliśmy z namiętności,a burze i kłótnie były o byle co, dzisiaj lubimy trzymać się za ręce, radzić się siebie wzajemnie,wiedzieć, że dom nie jest pusty, że jest tam zawsze ktoś, kto zaparzy herbatę, pocieszy, przytuli, seks jest nadal ważny, ale już inaczej. Ale życie od nowa mamy prawo zacząć w każdej dowolnej chwili, jednak po wyczerpaniu wszelkich możliwych środków,bo inaczej do końca dni będziemy mieć wyrzuty sumienia,że może staraliśmy się za mało, że może to był chwilowy kryzys itd.Natomiast jeśli chodzi o typowo patologiczne zachowania partnera, mamy prawo odejść natychmiast.

13

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
zbytdelikatna napisał/a:

Jeśli naprawdę jest nam już nie po drodze, to się rozstajemy. Po prostu, bez żadnych gierek, kłamstw, zdrad, kręcenia. Ilu osobom brakuje odwagi żeby rozstać się w taki sposób? I dlaczego? Lepiej kręcić i kombinować i zachowywać się jak małpa ( modne na forum porównanie ), która nie puści się jednej gałęzi, dopóki nie poczuje pewnej drugiej.Gdyby ludzie, którzy przysięgają sobie uczciwość, zechcieli być uczciwi wobec siebie, to pewnie tego forum by nie było, ani żadnego podobnego. A co do tego, że ludzie się zmieniają z wiekiem.mogę już coś powiedzieć na ten temat wink Tak, ale i priorytety w ich życiu też zmieniają się z wiekiem. Wczoraj szaleliśmy z namiętności,a burze i kłótnie były o byle co, dzisiaj lubimy trzymać się za ręce, radzić się siebie wzajemnie,wiedzieć, że dom nie jest pusty, że jest tam zawsze ktoś, kto zaparzy herbatę, pocieszy, przytuli, seks jest nadal ważny, ale już inaczej. Ale życie od nowa mamy prawo zacząć w każdej dowolnej chwili, jednak po wyczerpaniu wszelkich możliwych środków,bo inaczej do końca dni będziemy mieć wyrzuty sumienia,że może staraliśmy się za mało, że może to był chwilowy kryzys itd.Natomiast jeśli chodzi o typowo patologiczne zachowania partnera, mamy prawo odejść natychmiast.

Też się zgadzam.
Tylko szkoda, że naprawdę bardzo często jest tak jak właśnie napisałaś.
Zamiast pewnych niepotrzebnych rzeczy powinno się w szkołach wprowadzić coś o stosunkach międzyludzkich.

14

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Amare napisał/a:
Iceni napisał/a:

Zawsze mamy takie prawo. Od pierwszego do ostatniego dnia zycia.

Rozwiń proszę swój punkt widzenia.

Dla mnie milosc i zwiazki sa kwestia jedyniw WOLI, a nie przysiegi.  A wolnej woli nikt nie ma prawa odbierac drugiej osobie.

Byc ze soba nalezy do momentu, do ktorego obie strony maja taka wolę, a nie poniewaz sa do tego zobligowani przysiega.

Jest to, z mojego punktu widzenia, wysoce upokarzajace dla osoby pozostawianej jezeli argumentem jest "ale przysiegales/as!"

Mozna ostatecznie slubowac wiernosc (tzn. powstrzymanie sie od cudzolostwa, bo przeciez nie mozna obiecac, ze sie nigdy w nikim innym nie zakocha), mozna obiecac, ze sie dolozy wszelkich staran by razem wychowac dzieci (ale "razem" =/= "w jednym domu"), mozna obiecac wsparcie do konca zycia, ale nie da sie PRZYSIĄC, ze sie kogos bedzie kochac do konca zycia. To tak, jakby kazac komus przysiac, ze do konca zycia bedzie lubil zupe pomidorowa.

Czy ktos sobie wyobraza, ze kaze swojemu 20-letniemu synowi lub corce przysiac, ze przez kolejne 40 lat bedzie jej/jemu smakowac zupa pomidorowa? To jest absurd, ale takiego absurdu oczekuje sie od wspolmalzonkow.

Jedyne, co mozna z czystym sumieniem i logika przysiac to to, ze sie sie DOLOZY WSZELKICH STARAN. A to tez jest kwestia woli. Malzenstwo jest piekne tylko do momentu, kiedy wszystko wynika z dobrej WOLI wspolmalzonkow, a nie ze zwiazania przysiega.

15 Ostatnio edytowany przez grinta (2015-08-23 21:55:31)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Iceni napisał/a:
Amare napisał/a:
Iceni napisał/a:

Zawsze mamy takie prawo. Od pierwszego do ostatniego dnia zycia.

Rozwiń proszę swój punkt widzenia.

Dla mnie milosc i zwiazki sa kwestia jedyniw WOLI, a nie przysiegi.  A wolnej woli nikt nie ma prawa odbierac drugiej osobie.

Byc ze soba nalezy do momentu, do ktorego obie strony maja taka wolę, a nie poniewaz sa do tego zobligowani przysiega.

Jest to, z mojego punktu widzenia, wysoce upokarzajace dla osoby pozostawianej jezeli argumentem jest "ale przysiegales/as!"

Mozna ostatecznie slubowac wiernosc (tzn. powstrzymanie sie od cudzolostwa, bo przeciez nie mozna obiecac, ze sie nigdy w nikim innym nie zakocha), mozna obiecac, ze sie dolozy wszelkich staran by razem wychowac dzieci (ale "razem" =/= "w jednym domu"), mozna obiecac wsparcie do konca zycia, ale nie da sie PRZYSIĄC, ze sie kogos bedzie kochac do konca zycia. To tak, jakby kazac komus przysiac, ze do konca zycia bedzie lubil zupe pomidorowa.


Czy ktos sobie wyobraza, ze kaze swojemu 20-letniemu synowi lub corce przysiac, ze przez kolejne 40 lat bedzie jej/jemu smakowac zupa pomidorowa? To jest absurd, ale takiego absurdu oczekuje sie od wspolmalzonkow.

Jedyne, co mozna z czystym sumieniem i logika przysiac to to, ze sie sie DOLOZY WSZELKICH STARAN. A to tez jest kwestia woli. Malzenstwo jest piekne tylko do momentu, kiedy wszystko wynika z dobrej WOLI wspolmalzonkow, a nie ze zwiazania przysiega.


Pieknie to ujelas smile

16

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Moim zdaniem gdy w małżeństwie rodzą się problemy, to trzeba wpierw spróbować sobie pomóc. Raz, drugi, ósmy, dwudziesty, na każdy możliwy sposób. Trzeba zastanowić się nad sobą, każde z osobna. A jak ma się absolutną pewność, że to nie to... to niestety trzeba dać sobie spokój. Gorzej jak toś bierze ślub i myśli, że motylki w brzuchu będzie mieć 30 lat. To jest zawsze pewne ograniczenie i wielka odpowiedzialność.

17

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Iceni napisał/a:
Amare napisał/a:
Iceni napisał/a:

Zawsze mamy takie prawo. Od pierwszego do ostatniego dnia zycia.

Rozwiń proszę swój punkt widzenia.

Dla mnie milosc i zwiazki sa kwestia jedyniw WOLI, a nie przysiegi.  A wolnej woli nikt nie ma prawa odbierac drugiej osobie.

Byc ze soba nalezy do momentu, do ktorego obie strony maja taka wolę, a nie poniewaz sa do tego zobligowani przysiega.

Jest to, z mojego punktu widzenia, wysoce upokarzajace dla osoby pozostawianej jezeli argumentem jest "ale przysiegales/as!"

Mozna ostatecznie slubowac wiernosc (tzn. powstrzymanie sie od cudzolostwa, bo przeciez nie mozna obiecac, ze sie nigdy w nikim innym nie zakocha), mozna obiecac, ze sie dolozy wszelkich staran by razem wychowac dzieci (ale "razem" =/= "w jednym domu"), mozna obiecac wsparcie do konca zycia, ale nie da sie PRZYSIĄC, ze sie kogos bedzie kochac do konca zycia. To tak, jakby kazac komus przysiac, ze do konca zycia bedzie lubil zupe pomidorowa.

Czy ktos sobie wyobraza, ze kaze swojemu 20-letniemu synowi lub corce przysiac, ze przez kolejne 40 lat bedzie jej/jemu smakowac zupa pomidorowa? To jest absurd, ale takiego absurdu oczekuje sie od wspolmalzonkow.

Jedyne, co mozna z czystym sumieniem i logika przysiac to to, ze sie sie DOLOZY WSZELKICH STARAN. A to tez jest kwestia woli. Malzenstwo jest piekne tylko do momentu, kiedy wszystko wynika z dobrej WOLI wspolmalzonkow, a nie ze zwiazania przysiega.


Cała prawda.

18

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Burzowy napisał/a:

Moim zdaniem gdy w małżeństwie rodzą się problemy, to trzeba wpierw spróbować sobie pomóc. Raz, drugi, ósmy, dwudziesty, na każdy możliwy sposób. Trzeba zastanowić się nad sobą, każde z osobna. A jak ma się absolutną pewność, że to nie to... to niestety trzeba dać sobie spokój. Gorzej jak toś bierze ślub i myśli, że motylki w brzuchu będzie mieć 30 lat. To jest zawsze pewne ograniczenie i wielka odpowiedzialność.


Otóż to. Choć do tego staranie potrzeba dwojga, a ludzie na swoje nieszczęscie często mijają się w tym staraniu.
Powiem od siebie. To forum naprawdę gdy się chce, kształtuje charakter i uczy mądrego sposobu na życie, szkoda tylko, że ludzie trafiają tu jak "mleko się wyleje".

19 Ostatnio edytowany przez GabrielaKlym (2015-08-23 23:35:42)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Amare napisał/a:
GdyKochamy napisał/a:

Jeżeli nie ma szacunku lepszym rozwiązaniem jest rozwód.

To chyba najlepsza metoda.
A jeśli nie ma już uczuć?
To chyba najtrudniejsze

Ale szacunek jest? Do tego wiele lat razem i dzieci? Myślę, że bym walczyła o powrót uczucia ile by się dało.

Nie wierzę w drugą wielką miłość w średnim wieku. Fakt podobno zdarza się, ale to nie takie łatwe założyć nową rodzinę z kimś, kto miał już swoją.

20

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
grinta napisał/a:

O'kruszynka
Mało kto się zastanawia o Miłości. I tak wielu zasłania się sloganem "miłość jest ślepa"
A Ona nie jest. Miłość ma najzdrowsze oczy na świecie.

"Mówi się, że miłość jest ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo - nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa miłość. Niczego. Jest ona czymś najwyraźniej widzącym pod słońcem. Poświęcenie jest ślepe, przywiązanie jest ślepe, pożądanie jest ślepe - ale nie prawdziwa miłość. Nie popełnij błędu i nie nazywaj tych uczuć miłością".


Nic dodac nic ujac.

No i tutaj mogę polemizować.
Bo miłość zaślepia, bo miłość ogłupia, bo miłość otumania etc.
Czy Wy wiecie ile razy w życiu miałem kontakt ze ślepo zakochanymi kobietami czy mężczyznami?
Jacy oni byli nieszczęśliwi, emocjonalnie zmasakrowani etc.
To dlaczego jest tyle samobójstw, to dlaczego jest tyle nieszczęśliwych związków, rodzin?
Skoro się kochają to dlaczego krzywdzą swoich partnerów Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Bo wiele osób myśli i jest przekonana, że to miłość a to goofno prawda.

21

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Lexpar napisał/a:
grinta napisał/a:

O'kruszynka
Mało kto się zastanawia o Miłości. I tak wielu zasłania się sloganem "miłość jest ślepa"
A Ona nie jest. Miłość ma najzdrowsze oczy na świecie.

"Mówi się, że miłość jest ślepa. Wierzcie mi, to zupełne kłamstwo - nie ma niczego bardziej widzącego niż prawdziwa miłość. Niczego. Jest ona czymś najwyraźniej widzącym pod słońcem. Poświęcenie jest ślepe, przywiązanie jest ślepe, pożądanie jest ślepe - ale nie prawdziwa miłość. Nie popełnij błędu i nie nazywaj tych uczuć miłością".


Nic dodac nic ujac.

No i tutaj mogę polemizować.
Bo miłość zaślepia, bo miłość ogłupia, bo miłość otumania etc.
Czy Wy wiecie ile razy w życiu miałem kontakt ze ślepo zakochanymi kobietami czy mężczyznami?
Jacy oni byli nieszczęśliwi, emocjonalnie zmasakrowani etc.
To dlaczego jest tyle samobójstw, to dlaczego jest tyle nieszczęśliwych związków, rodzin?
Skoro się kochają to dlaczego krzywdzą swoich partnerów Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Bo wiele osób myśli i jest przekonana, że to miłość a to goofno prawda.


No i sam sobie odpowiedziales big_smile bo to nie byla milosc.Ludzie myla w ogole pojecia i nazywaja Miloscia zakochanie, zauroczenie, chec posiadania, chec kontrolowania itd... Milosc jest Jedna i gdyby kazdy ja ojal to bylby  raj na Ziemi!!!

22

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Lexpar napisał/a:

Bo miłość zaślepia, bo miłość ogłupia, bo miłość otumania etc.
Czy Wy wiecie ile razy w życiu miałem kontakt ze ślepo zakochanymi kobietami czy mężczyznami?
Jacy oni byli nieszczęśliwi, emocjonalnie zmasakrowani etc.
To dlaczego jest tyle samobójstw, to dlaczego jest tyle nieszczęśliwych związków, rodzin?
Skoro się kochają to dlaczego krzywdzą swoich partnerów Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Bo wiele osób myśli i jest przekonana, że to miłość a to goofno prawda.

Skąd ta pewność? A może właśnie w tym stanie świadomości postępujemy właściwie.
Piszesz ogłupia, otumania? Bo ktoś podejmuje inne decyzje niż otaczający świat by chciał?
To co dzisiaj wydaje się głupotą, szaleństwem w ogólnym rozrachunku może być jedynym dobrym rozwiązaniem.
Samobójstwa? Nikt kto kocha nie myśli o śmierci. Miłość to siła.

23 Ostatnio edytowany przez toorank (2015-08-24 10:13:50)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Amare napisał/a:

To forum naprawdę gdy się chce, kształtuje charakter i uczy mądrego sposobu na życie, szkoda tylko, że ludzie trafiają tu jak "mleko się wyleje".

To broń obosieczna. Tzn. oczywiście mądrej głowie dość dwie słowie, ale należy zachować czujność. Ja czytając forum zupełnie straciłam kontrolę, przestałam słuchać "intuicji" siebie. Zupełnie przypadkiem dotarło do mnie coś oczywistego, odpowiedź, która miałam przed nosem, pod wpływem forum myślałam stereotypowo. Kiedy dotarło do mnie co przeoczyłam nie mogłam uwierzyć jak byłam ślepa, jaka głupia. Uważajmy. We wszystkim niezbędny jest umiar nawet w zaufaniu do samego siebie. Tyle tu rozmów, ale tak naprawdę czy jesteśmy w stanie przekazać innym właściwy obraz sytuacji? Wnioski są wyciagane tylko założenia moga byc błędne.

24

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
toorank napisał/a:
Amare napisał/a:

To forum naprawdę gdy się chce, kształtuje charakter i uczy mądrego sposobu na życie, szkoda tylko, że ludzie trafiają tu jak "mleko się wyleje".

To broń obosieczna. Tzn. oczywiście mądrej głowie dość dwie słowie, ale należy zachować czujność. Ja czytając forum zupełnie straciłam kontrolę, przestałam słuchać "intuicji" siebie. Zupełnie przypadkiem dotarło do mnie coś oczywistego, odpowiedź, która miałam przed nosem, pod wpływem forum myślałam stereotypowo. Kiedy dotarło do mnie co przeoczyłam nie mogłam uwierzyć jak byłam ślepa, jaka głupia. Uważajmy. We wszystkim niezbędny jest umiar nawet w zaufaniu do samego siebie. Tyle tu rozmów, ale tak naprawdę czy jesteśmy w stanie przekazać innym właściwy obraz sytuacji? Wnioski są wyciagane tylko założenia moga byc błędne.


Może odpowiedziałam zbyt subiektywnie, mnie samej forum otworzyło oczy, zaczęłam zauważać coś, na co patrzyłam, ale nie widziałam. Bardzo wiele mądrych rzeczy się tu nauczyłam. Trzeba mieć tylko otwarty umysł. Oczywiście nie łykam wszystkiego jako pewny wyznacznik, ale staram się umiejętnie wyciągać i przesiewać wartościowe rzeczy.
Po pewnym czasie poczułam przesyt, to był moment kiedy trzeba było się wycofać, żeby tym nie żyć. Życie jest tam, na zewnątrz, nie tutaj przed monitorem, a tak łatwo się w tym zatracić.
Gdy poczułam, że jestem już "zdrowa" wink na nowo wróciłam, ale już z innych przesłanek.

25

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
GdyKochamy napisał/a:
Amare napisał/a:
GdyKochamy napisał/a:

Jeżeli nie ma szacunku lepszym rozwiązaniem jest rozwód.

To chyba najlepsza metoda.
A jeśli nie ma już uczuć?
To chyba najtrudniejsze

Ale szacunek jest? Do tego wiele lat razem i dzieci? Myślę, że bym walczyła o powrót uczucia ile by się dało.

Nie wierzę w drugą wielką miłość w średnim wieku. Fakt podobno zdarza się, ale to nie takie łatwe założyć nową rodzinę z kimś, kto miał już swoją.


A ja wierzę w wiele rzeczy, w życiu wszystko jest możliwe. A tak naprawdę dopiero na końcu drogi dowiadujemy się czy zrobiliśmy właściwy użytek ze swojego życia.

26

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
GdyKochamy napisał/a:
Amare napisał/a:
GdyKochamy napisał/a:

Jeżeli nie ma szacunku lepszym rozwiązaniem jest rozwód.

To chyba najlepsza metoda.
A jeśli nie ma już uczuć?
To chyba najtrudniejsze

Ale szacunek jest? Do tego wiele lat razem i dzieci? Myślę, że bym walczyła o powrót uczucia ile by się dało.

Nie wierzę w drugą wielką miłość w średnim wieku. Fakt podobno zdarza się, ale to nie takie łatwe założyć nową rodzinę z kimś, kto miał już swoją.

Amare napisala,ze zrobila juz wszystko by utrzymac zwiazek. Ja tez spotykam sie z tym,ze ludzie wciaz sugeruja:trzeba walczyc. Nikt nie zrozumie tego kto po prostu MUSI sie rozejsc. Kazdy przypadek jest odosobniony i nie mozemy mierzyc ludzi wlasna miara:bo mnie sie udalo to i tobie. Bo ja walczylam i prosze-jestesmy razem. Wiekszosc ludzi pozostaje w zwiazkach z wygody, zaslaniajac sie dobrem dzieci czy przysiega czy czyms tam jeszcze(oczywicie sa i tacy, ktorzy naprawde mocno sa o tym przekonani), rozejsc sie to nie lada wyzwanie dla kogos kto rodzine traktuje jak cos swietego, jak wlasne dziecko, na ktore sie chuchalo latami i znosilo niewygody, tracilo sie zdrowie i ocieralo nawet o strate zycia-takie osoby sa naprawde godne podziwu jesli zdecyduja otrzasnac sie i wyjsc z tego blednego kola. Jest tyle czynnikow, ktore uniemozliwiaja pozostanie razem, tego sie nie da opisac bo trzeba byc 24/dobe by zrozumiec.Nalezy wspierac je bo stwierdzenie "ja bym walczyla"brzmi tak jakby decyzja o rezejsciu powstala przy porannej kawie.

Poza tym nie jest powiedziane,,ze odejde i musze wchodzic w drugi zwiazek.Przede wszystkim potrzebna jest wolnosc, oddech-przynajmniej ja tak mam. Jesli spotkam kogos ok-jesli nie-tez ok. Czy moja wartosc mierzy sie posiadaniem partnera? Poza tym pozostanie w zwiazku m.in. przed strachem ,ze nie znajde drugiej milosci nie jest i nie bylo dla nie argumentem. To jest postawa bierna, nie branie zycia za bary tylko ulozenie sie w cieplym kacie i niech tak sobie zycie plynie a ja coraz bardziej zgnusniala, chora, nieszczesliwa a co za tym idzie takze moje dzieci-bo prezeciez ja m.in im przekazuje klimat rodziny.
Jesli zyciu nie damy szansy to bedziemy tak sobie wegetowac. Jestem za ekspansja, za podroza, za ruchem. Nie spotkam fajnych ludzi jesli nie wyjde z domu. Nie poznam innych kultur jesli nie zainteresuje sie nimi czy to wyjazdami czy dostepnymi informacjami. Nie bede wiedziec co jest za rogiem jesli tam nie zajrze. Zdaje sobie sprawe,ze jestesmy rozni ale drazni mnie brak zrozumienia choc to w sumie tez od swiadomosci zalezy ,ale mnie drazni wink

Sorry za ostry ton, temat dotyka mnie bezposrednio i wystarczy niewiele by otwieraly sie rany.

27

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Amare napisał/a:
GdyKochamy napisał/a:

Nie wierzę w drugą wielką miłość w średnim wieku. Fakt podobno zdarza się, ale to nie takie łatwe założyć nową rodzinę z kimś, kto miał już swoją.

A ja wierzę w wiele rzeczy, w życiu wszystko jest możliwe. A tak naprawdę dopiero na końcu drogi dowiadujemy się czy zrobiliśmy właściwy użytek ze swojego życia.

Mam nadzieję, że to jednak możliwe. Ta wielka miłość. Może nawet większa, prawdziwsza, dojrzalsza.
Trudniej uwierzyć mi w to nowe wspólne życie, choć pewnie jeśli tylko się czegoś chce...
trzeba chcieć się odważyć smile i nigdy nie żałować decyzji podjętych z "miłości"

28

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
grinta napisał/a:

...

Z tego wniosek, ze jak ktos naprawde kocha, to pozwoli tej drugiej osobie odejsc bez scen, bez lez, bez pretensji - nawet jezeli czuje sie przez te osobe wykorzystany.
Bo przeciez prawdziwa milosc powinna byc bezinteresowna i ponad wszystko.

Nie podoba mi sie idealizowanie milosci. Bo nie nalezy tez zapominac, ze milosc to tez pewne reakcje chwmiczne w naszym mozgu. To hormony i instynkt sprawiaja, ze jestesmy wierni, ze poswiecamy sie dla dzieci i partnerow, ze strata milosci boli czasem wrecz fizycznie.


Nie lubie kiedy ktos postrzega milosc jedynie w jakims wyidealizowanym aspekcie duchowym.

Nie ma czegos takiego jak "prawdziwa milosc" tak jak nie ma prawdziwego szczescia i prawdziwego cierpienia - albo inaczej - KAZDE jest prawdziwe, dla osoby, ktora to czuje, a nikt nie ma prawa osadzac "prawdziwosci" milosci drugiej osoby. Nikt nie siedzi w niczyjej glowie, nie zna mysli, a swoja ocene moze oprzec na pewnych przejawach zachowan tej osoby.

29

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
grinta napisał/a:
GdyKochamy napisał/a:
Amare napisał/a:

To chyba najlepsza metoda.
A jeśli nie ma już uczuć?
To chyba najtrudniejsze

Ale szacunek jest? Do tego wiele lat razem i dzieci? Myślę, że bym walczyła o powrót uczucia ile by się dało.

Nie wierzę w drugą wielką miłość w średnim wieku. Fakt podobno zdarza się, ale to nie takie łatwe założyć nową rodzinę z kimś, kto miał już swoją.

Amare napisala,ze zrobila juz wszystko by utrzymac zwiazek. Ja tez spotykam sie z tym,ze ludzie wciaz sugeruja:trzeba walczyc. Nikt nie zrozumie tego kto po prostu MUSI sie rozejsc. Kazdy przypadek jest odosobniony i nie mozemy mierzyc ludzi wlasna miara:bo mnie sie udalo to i tobie. Bo ja walczylam i prosze-jestesmy razem. Wiekszosc ludzi pozostaje w zwiazkach z wygody, zaslaniajac sie dobrem dzieci czy przysiega czy czyms tam jeszcze(oczywicie sa i tacy, ktorzy naprawde mocno sa o tym przekonani), rozejsc sie to nie lada wyzwanie dla kogos kto rodzine traktuje jak cos swietego, jak wlasne dziecko, na ktore sie chuchalo latami i znosilo niewygody, tracilo sie zdrowie i ocieralo nawet o strate zycia-takie osoby sa naprawde godne podziwu jesli zdecyduja otrzasnac sie i wyjsc z tego blednego kola. Jest tyle czynnikow, ktore uniemozliwiaja pozostanie razem, tego sie nie da opisac bo trzeba byc 24/dobe by zrozumiec.Nalezy wspierac je bo stwierdzenie "ja bym walczyla"brzmi tak jakby decyzja o rezejsciu powstala przy porannej kawie.

Poza tym nie jest powiedziane,,ze odejde i musze wchodzic w drugi zwiazek.Przede wszystkim potrzebna jest wolnosc, oddech-przynajmniej ja tak mam. Jesli spotkam kogos ok-jesli nie-tez ok. Czy moja wartosc mierzy sie posiadaniem partnera? Poza tym pozostanie w zwiazku m.in. przed strachem ,ze nie znajde drugiej milosci nie jest i nie bylo dla nie argumentem. To jest postawa bierna, nie branie zycia za bary tylko ulozenie sie w cieplym kacie i niech tak sobie zycie plynie a ja coraz bardziej zgnusniala, chora, nieszczesliwa a co za tym idzie takze moje dzieci-bo prezeciez ja m.in im przekazuje klimat rodziny.
Jesli zyciu nie damy szansy to bedziemy tak sobie wegetowac. Jestem za ekspansja, za podroza, za ruchem. Nie spotkam fajnych ludzi jesli nie wyjde z domu. Nie poznam innych kultur jesli nie zainteresuje sie nimi czy to wyjazdami czy dostepnymi informacjami. Nie bede wiedziec co jest za rogiem jesli tam nie zajrze. Zdaje sobie sprawe,ze jestesmy rozni ale drazni mnie brak zrozumienia choc to w sumie tez od swiadomosci zalezy ,ale mnie drazni wink

Sorry za ostry ton, temat dotyka mnie bezposrednio i wystarczy niewiele by otwieraly sie rany.

I ja się z Tobą zgadzam całkowicie.
Bardzo dużo kosztowały mnie pewne decyzje i nadal kosztują, ale wiem, że tak trzeba. Inaczej straciłabym szacunek do samej siebie. Nie chcę oddawać już życia walkowerem ze strachu, że źle robię czy patrzeć z wyrachowaniem, co mi się opłaca.
Boli mnie, że czasem trzeba kogoś skrzywdzić, ale czasem to najlepsze rozwiązanie, bo prawdziwe.

30

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Iceni napisał/a:
grinta napisał/a:

...

Z tego wniosek, ze jak ktos naprawde kocha, to pozwoli tej drugiej osobie odejsc bez scen, bez lez, bez pretensji - nawet jezeli czuje sie przez te osobe wykorzystany.
Bo przeciez prawdziwa milosc powinna byc bezinteresowna i ponad wszystko.

Nie podoba mi sie idealizowanie milosci. Bo nie nalezy tez zapominac, ze milosc to tez pewne reakcje chwmiczne w naszym mozgu. To hormony i instynkt sprawiaja, ze jestesmy wierni, ze poswiecamy sie dla dzieci i partnerow, ze strata milosci boli czasem wrecz fizycznie.


Nie lubie kiedy ktos postrzega milosc jedynie w jakims wyidealizowanym aspekcie duchowym.

Nie ma czegos takiego jak "prawdziwa milosc" tak jak nie ma prawdziwego szczescia i prawdziwego cierpienia - albo inaczej - KAZDE jest prawdziwe, dla osoby, ktora to czuje, a nikt nie ma prawa osadzac "prawdziwosci" milosci drugiej osoby. Nikt nie siedzi w niczyjej glowie, nie zna mysli, a swoja ocene moze oprzec na pewnych przejawach zachowan tej osoby.


I tak powinno być; gdy kogoś kochamy powinniśmy mu życzyć jak najlepiej, nawet gdy to nie my jesteśmy tym jego szczęściem, ale mało kogo na to stać, nie mieć grama egoizmu w tej miłości do drugiej osoby.
Co do reszty, popieram, choć często jest i tak, że to nie jest to, co nam się wydaje, a zwykła fatamorgana.

31

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

(Sorry, moj telefon odmawia mozliwosci edytowania)

Milosc jest uczuciem, pewnym stanem umyslowym, na ktory sklada sie wiele czynnikow psychicznych i fizycznych - kim jest kazdy z nas by dawac sobie prawo do oceniania "prawdziwosci" milosci?

Nie ma jednej, slusznej definicji milosci. Kazdy z nas ma wlasna i jest to wyrazem ogromnej pychy ocenianie cudzej milosci na podstawie WLASNEJ definicji.

Czy dalibyscie komus prawo do oceny czy wasz smutek jest prawdziwy? Lub ból? Ze jak jestescie w stanie zrobic to lub tamto to jeszcze smutek nie jest prawdziwy?

Na podstawie jakiej skali i jakich kryteriow ocenia sie prawdziwosc tego co czuje druga osoba?

Czy rownie latwo pozwalacie oceniac prawdziwosc wlasnej milosci jak chcecie oceniac cudza?

32

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Amare napisał/a:

...ale mało kogo na to stać, nie mieć grama egoizmu w tej miłości do drugiej osoby.
Co do reszty, popieram, choć często jest i tak, że to nie jest to, co nam się wydaje, a zwykła fatamorgana.

Widzisz, a moim zdaniem milosc zupelnie pozbawiona egoizmu to stan parologiczny.

Nawet w Biblii jest "Kochaj blizniego swego jak siebie samego".
Nie mniej, nie wiecej, ale tak samo. I wlasnie ta odrobina egoizmu zapewni nam to, ze oprocz kochania i dbania o inna osobe bedziemy tez kochac siebie i dbac o swoje dobro. To wlasnie sprawi, ze mamy prawo i sile czasem sie sprzeciwic, ze wymagamy kompromisow i czasem mowimy "nie". Calkowiciw bezinteresowna milosc to prosta droga do kochania wlasnym kosztem.

Co na przyklad czesto sie zdarza u matek - matki bardzo czesto kochaja dzieci bezinteresownie, akceptujac calkowicie dziecko takim, jakim jest. I

czesto sie to zle konczy, bo dziecko zyj
e w przekonaniu, ze cokolwiek zrobi to matka ITAK

33 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-08-24 12:00:53)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

... I TAK bedzie go kochac.

Nie ma nic gorszego dla malzenstwa niz nauczyc druga strone, ze sie bedzie kochac mimo wszystko. Nie, zawsze musi byc granica, za ktora milosc ma prawo wygasnac, co wcale nie zmienia jej prawdziwosci przed ta granica.

34

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Iceni napisał/a:
grinta napisał/a:

...

Z tego wniosek, ze jak ktos naprawde kocha, to pozwoli tej drugiej osobie odejsc bez scen, bez lez, bez pretensji - nawet jezeli czuje sie przez te osobe wykorzystany.
Bo przeciez prawdziwa milosc powinna byc bezinteresowna i ponad wszystko.

Nie podoba mi sie idealizowanie milosci. Bo nie nalezy tez zapominac, ze milosc to tez pewne reakcje chwmiczne w naszym mozgu. To hormony i instynkt sprawiaja, ze jestesmy wierni, ze poswiecamy sie dla dzieci i partnerow, ze strata milosci boli czasem wrecz fizycznie.


Nie lubie kiedy ktos postrzega milosc jedynie w jakims wyidealizowanym aspekcie duchowym.



Nie ma czegos takiego jak "prawdziwa milosc" tak jak nie ma prawdziwego szczescia i prawdziwego cierpienia - albo inaczej - KAZDE jest prawdziwe, dla osoby, ktora to czuje, a nikt nie ma prawa osadzac "prawdziwosci" milosci drugiej osoby. Nikt nie siedzi w niczyjej glowie, nie zna mysli, a swoja ocene moze oprzec na pewnych przejawach zachowan tej osoby.



"Nie lubie kiedy ktos postrzega milosc jedynie w jakims wyidealizowanym aspekcie duchowym."


Iceni: trzeba od razu wyjasnic ,ze mowimy o paru roznych kwestiach pod jedna nazwa: milosc. Dla lepszego zrozumienia dam przyklad z wloskiego podworka: we Wloszech na kazda osobe znajoma mowi sie "amico"-przyjaciel i na tego prawdziwego przyjaciela tez mowi sie amico. Oni sami przyznaja,ze szastaja tym slowem nieslusznie. Podobnie i tutaj. Kiedy mowie o Milosci, nie mam na mysli stanu umyslowego lecz stanu pochodzacego z serca a to dwie rozne rzeczy. Umysl dostaje sygnaly z serca. Potem co tam sobie mozg nakreci to juz inny temat. Ja mowie o stanie ducha, ciala i umyslu-wszystkiego razem-Milosci, ktora nie ma nic wspolnego z egoizmem, hormonami, instynktem. Na pewno jest to trudne do osiagniecia ale mozliwe.


"Nie podoba mi sie idealizowanie milosci. Bo nie nalezy tez zapominac, ze milosc to tez pewne reakcje chwmiczne w naszym mozgu. To hormony i instynkt sprawiaja, ze jestesmy wierni, ze poswiecamy sie dla dzieci i partnerow, ze strata milosci boli czasem wrecz fizycznie."

Ja jej  nieidealizuje, o prostu stwierdzam,ze uzywa sie slowa "milosc" podczas gdy to nie ma nic wspolnego z "Miloscia". Bo  mieszamy egoizm, pragnienie posiadania, kontroli, bezpieczenstwa, przywiazania, statusu, wygody, zauroczenia, zakochania i nazywamy to miloscia. Ok-niech tak bedzie. Staram sie podkreslic,ze to nie ta Milosc, o ktorej mowi np. sw.Pawel a ktora jest potrzebna do prawdziwej harmonii na swiecie i w relacjach miedzyludzkich.

"KAZDE jest prawdziwe, dla osoby, ktora to czuje, a nikt nie ma prawa osadzac "prawdziwosci" milosci drugiej osoby.
Nikt nie siedzi w niczyjej glowie, nie zna mysli, a swoja ocene moze oprzec na pewnych przejawach zachowan tej osoby."

Alez zgadzam sie z tym calkowicie. Powtorze: uzywamy jednego pojecia dla roznych rzeczy.  Daleka jestem od oceniania innych, bardzo daleka i powiem wiecej: walcze z tym jesli widze takie sytuacje. Nie wiem po czym mowisz,ze osadzam.

"Nie ma jednej, slusznej definicji milosci. Kazdy z nas ma wlasna i jest to wyrazem ogromnej pychy ocenianie cudzej milosci na podstawie WLASNEJ definicji"

Nie okreslam na podstawie mojej wlasnej definicji. Zrobili to duzo madrzejsci ode mnie cale tysiaclecia temu smile Ja tylko to zrozumialam.

Nie wiem skad u Ciebie ta agresja i ten odbior,ze ja minimalizuje czyjes uczucia, ze uwazam,ze tylko ja mam racje i oceniam prawdziwosc czyichs uczuc? Z ktorego wpisu to wynika?

35

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Iceni napisał/a:
grinta napisał/a:

...

Z tego wniosek, ze jak ktos naprawde kocha, to pozwoli tej drugiej osobie odejsc bez scen, bez lez, bez pretensji - nawet jezeli czuje sie przez te osobe wykorzystany.
Bo przeciez prawdziwa milosc powinna byc bezinteresowna i ponad wszystko.

Dokladnie tak Iceni-tylko nie czuje sie wykorzystany-dlatego tak trudno ludziom osiagnac ten stan bo zawsze w czlowieku pierwsze skrzypce gra ego i choc wkurza to co tu pisze to niestety tak jest. Bo oczekujemy, tak jestesmy nauczeni-oczekujemy i kiedy zaczyna sie dziac inaczej niz mielismy wyobrazenie, jesli nasz partner zaczyna inaczej zachowywac sie niz my go postrzegamy w swojej glowie to znaczy,ze to jego wina. Nie prawda. On jest taki jest, Ty jestes tak jaka jestes -to wyobrazenia i oczekiwania powoduja potem przykre sytuacje. Nie mowie teraz o chorobach psychicznych czy nalogach ale o prostych rzeczach, a nawet tych, ze maz Cie zdradza-taki jest-ale my tego nie akcpetujemy i CHCEMY by byl wierny. Ale on nie jest. I cierpienie bo rzeczywistosc nie pokrywa sie z wyobrazeniem, z pragnieniem. Nie znamy siebie, nie znamy drugiego czlowieka, zycie weryfikuje zachowania i wtedy rybka-jak to? z kim ja zyje? odkrywamy partnera warstwami jak cebule. A on to samo czuje w stosunku do nas. i wtedy sa nerwy,emocje, hormony itp.

Milosc natomiast to stan przyjmowania drugiego czlowieka takim jaki jest, dlatego jest to takie trudne i "niewykonalne", wkurzajace i powodujace bunt. Pozwalasz mu byc soba nieprobujac go zmieniac na swoja manke. Akceptujesz co nie znaczy,ze dajesz sobie wejsc na glowe. Nie chodzi o to,ze Ty siedzisz a ktos Ci sra na glowe i szczesliwa jestes z tego powodu. Z Milosci np. zabraniasz dziecku czegos co dla niego nie jest dobre lub niebezpieczne. Z Milosci dbasz siebie i swoja przestrzen. Chodzi o kontrole nad ego, o zepchniecie go z tronu ale najierw trzeba je dostrzec,chciec i miec odwage je dostrzec. Bo inaczej to ono bedzie targalo uczuciami, emocjami i calym zyciem.

36

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Póki co zgadzam się z wypowiedziami jakie otrzymałam, choć ciekawa jestem opinii osób, które mają inne zdanie. Jakąś argumentację, że należy tak, a nie inaczej postępować.

37

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
grinta napisał/a:
Iceni napisał/a:
grinta napisał/a:

...

Z tego wniosek, ze jak ktos naprawde kocha, to pozwoli tej drugiej osobie odejsc bez scen, bez lez, bez pretensji - nawet jezeli czuje sie przez te osobe wykorzystany.
Bo przeciez prawdziwa milosc powinna byc bezinteresowna i ponad wszystko.

Dokladnie tak Iceni-tylko nie czuje sie wykorzystany-dlatego tak trudno ludziom osiagnac ten stan bo zawsze w czlowieku pierwsze skrzypce gra ego i choc wkurza to co tu pisze to niestety tak jest. Bo oczekujemy, tak jestesmy nauczeni-oczekujemy i kiedy zaczyna sie dziac inaczej niz mielismy wyobrazenie, jesli nasz partner zaczyna inaczej zachowywac sie niz my go postrzegamy w swojej glowie to znaczy,ze to jego wina. Nie prawda. On jest taki jest, Ty jestes tak jaka jestes -to wyobrazenia i oczekiwania powoduja potem przykre sytuacje. Nie mowie teraz o chorobach psychicznych czy nalogach ale o prostych rzeczach, a nawet tych, ze maz Cie zdradza-taki jest-ale my tego nie akcpetujemy i CHCEMY by byl wierny. Ale on nie jest. I cierpienie bo rzeczywistosc nie pokrywa sie z wyobrazeniem, z pragnieniem. Nie znamy siebie, nie znamy drugiego czlowieka, zycie weryfikuje zachowania i wtedy rybka-jak to? z kim ja zyje? odkrywamy partnera warstwami jak cebule. A on to samo czuje w stosunku do nas. i wtedy sa nerwy,emocje, hormony itp.

Milosc natomiast to stan przyjmowania drugiego czlowieka takim jaki jest, dlatego jest to takie trudne i "niewykonalne", wkurzajace i powodujace bunt. Pozwalasz mu byc soba nieprobujac go zmieniac na swoja manke. Akceptujesz co nie znaczy,ze dajesz sobie wejsc na glowe. Nie chodzi o to,ze Ty siedzisz a ktos Ci sra na glowe i szczesliwa jestes z tego powodu. Z Milosci np. zabraniasz dziecku czegos co dla niego nie jest dobre lub niebezpieczne. Z Milosci dbasz siebie i swoja przestrzen. Chodzi o kontrole nad ego, o zepchniecie go z tronu ale najierw trzeba je dostrzec,chciec i miec odwage je dostrzec. Bo inaczej to ono bedzie targalo uczuciami, emocjami i calym zyciem.

Grinta, wydaje mi się, że piszesz o jakimś wyidealizowanym stanie, dostępnym tylko wielkim świętym tongue Albo buddystom, medytującym przez 10 lat. No tak, ci, tak siedząc pod tym swoim drzewem od kilku lat - to nie mają problemow związanych z "miłością" / partnerem / codziennym życiem z drugim człowiekiem.... Mogą kochać miłością bezwarunkową wszystko i wszystkich smile

Takie stany, o których piszesz - stany bezwarunkowej miłości, ciągłej szczęśliwości, bez emocji, bez zmian nastroju, bez martwienia się o upływający czas, o przyszłość, o przemijanie, nie przejmowanie się stratami, które nas dotykają - takie stany (czy tez jeden stan obejmujący to wszystko) - są dostępne tylko wielkim świętym, guru, prorokom....... sad

Reszta z nas - jesteśmy normalnymi ludźmi, z własnymi pragnieniami i potrzebami - i szukamy ich realizacji także w związku czy partnerze.

38

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Ogólnie. To zależy od tak wielu rzeczy, że można by wiele opracowań i książek napisać. Głownie zalezy to od samoświadomości zycia, pozycji na linii zapatrzenie w siebie i umiejetnosci zrozumienia drugiego człowieka (i to wcale nie z oczywistym wnioskiem bo jak np. rozumiemy to nie zostawiamy albo wrecz przeciwnie uwalniamy od siebie te druga osobe), niestety ale w wiekszosci przypadkow decyduja tutaj czynniki egzystencjalne.

Ale jest też taka prawda, że swoje problemy należy rozwiązywać najlepiej na bierząco. Np. ucieczka (zmiana bardzo często może być tak rozumiania) ma sens tylko wtedy, kiedy w ten sposób "wyeliminujemy" czynniki, które na nas negatywnie wpływając nie pozwalają na zmianę. Jednak nierozwiązane problemy lubia powracać.

Samo zformułowanie "życie od nowa" można rozmaicie rozumieć. Oczywiście jako istoty obdażone wolną wolą mamy do tego prawo, i każdy dzień jest takim dniem jeśli nasze życie jest samoswiadome (kontrolujemy co robimy bo chcemy, codziennie wybieramy, nie wylaczajac emocji). Ale zapewne tutaj wielu pomyli taką "wolność" z przyjemnością wynikająca a filozofii przyjemnosci i materializmu narzucanej nam kultury. Istotna rzecza w takich rozwazaniach bedzie wiec postrzeganie naszej konstruktywnej roli (jak kto chce obowiazku, misji) w danym otoczeniu i sytuacji.

39

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Nie oceniam tu konkretnie sytuacji Amare, bo nie napisała jak wygląda jej małżeństwo, ani jakie kroki podjęła do naprawy.

Każdy robi to według swojego sumienia, każda sytuacja jest inna, ale niewątpliwie każdy rozpad związku to cios dla dzieci. I tak jak już napisałam, jeżeli nie ma szacunku należy się rozstać, ale jeżeli on jest to już zależy.

40

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
toorank napisał/a:

Samobójstwa? Nikt kto kocha nie myśli o śmierci. Miłość to siła.

Wiesz nie tak dawno bo wczoraj oglądałem filmik w internecie jak młoda dziewczyna ( 24 lata) kłóciła się w metrze z chlopakiem i rzuciła się pod pociąg.
Całe szczęście, że policjanci zauważyli kłócącą się parę i w pore zareagowali wyciągając ją na peron.

Nie jestem psychologiem ale jestem przekonany, że ludzki umysł jest nie zbadany.
Zapewne na nasze zachowanie ma wpływ wiele czynnikow jak wychowanie, wyniesione wzorce z domu czyli stosunki pomiędzy rodzicami i wiele innych czynników.
Ostatnio były przypadki popełniania samobójstw z powodu zawiedzionej miłości.
Nie będe się rozdrabniał, ale twierdzę, że można kochać i popełnić samobójstwo.
Oczywiście ( jako prawnik) można dyskutować czy samobójstwo to akt odwagi czy też tchórzostwa.
Tak samo jest zresztą w środowisku prawników  jest odwieczna dyskusja na temat czym kara śmierci rożni się od kary dożywotniego pozbawienia wolności bez mozliwości przed terminowego zwolnienia.L
W tym temacie nie mam zdania.
Raz myślę, że kara śmierci to jest akt łaski, bo nie cierpie i się nie męczy.
Ale z drugiej strony to każda żywa istota walczy o życie do ostatniej chwili i liczy na akt łaski etc.
Oczywiście nie chcę poruszać tutaj kwestii czy kara śmierci powinna być, ponieważ znane są przypadki ludzi skazanych niewinnie.
Ale to tak na marginesie.
Cały czas będę uważał, że miłość potrafi otumanić i wtedy nie myślimy racjonalnie.
Zachowujemy się iracjonalnie.
Świat nam się wali i wszystko widzimy w czarnych kolorach.
A to jest tylko kroczek od aktu desperacji.
Bo miłość oślepia.

41

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

To chyba desperacja a nie milosc- milosc dodaje skrzydel , wszystko jest kolorowe a Ty piszesz o przeciwienstwie- gdzie czlowiek,ktory kocha widzi czarno i swiat mu sie wali- to nie z milosci ale z zawodu, zazdrosci, bezradnosci...

42

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Miłość nie oślepia.

43

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
toorank napisał/a:
Amare napisał/a:
GdyKochamy napisał/a:

Nie wierzę w drugą wielką miłość w średnim wieku. Fakt podobno zdarza się, ale to nie takie łatwe założyć nową rodzinę z kimś, kto miał już swoją.

A ja wierzę w wiele rzeczy, w życiu wszystko jest możliwe. A tak naprawdę dopiero na końcu drogi dowiadujemy się czy zrobiliśmy właściwy użytek ze swojego życia.

Mam nadzieję, że to jednak możliwe. Ta wielka miłość. Może nawet większa, prawdziwsza, dojrzalsza.
Trudniej uwierzyć mi w to nowe wspólne życie, choć pewnie jeśli tylko się czegoś chce...
trzeba chcieć się odważyć smile i nigdy nie żałować decyzji podjętych z "miłości"

Nie Toorank, nie można wszystkiego usprawiedliwiać "decyzjami podjętymi z miłości".
Jeśli takie decyzje dotyczą wyłącznie "zakochanych" to ok.
Jeśli jednak ingerują w życie innych... dzieci... żony/męża, którzy w wyniku tych "decyzji" są np. upokorzeni, poniżeni, to nie.

Poza wszystkim miłość ma nieść szczęście, radość, harmonię... a powiedz, jak to wszystko osiągnąć, gdy wiesz, że ktoś tam przez Ciebie płacze... ja bym tak nie potrafiła... nawet "w imię miłości"...

44

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
grinta napisał/a:

To chyba desperacja a nie milosc- milosc dodaje skrzydel , wszystko jest kolorowe a Ty piszesz o przeciwienstwie- gdzie czlowiek,ktory kocha widzi czarno i swiat mu sie wali- to nie z milosci ale z zawodu, zazdrosci, bezradnosci...

W takim razie człowiek nie ma skrzydeł z miłości, ale z radości, uniesienia, zachwytu. I to nie jest miłośc tylko radość.  Kiedy ktoś wygra w totka to też się czuje jakby mu skrzydła wyrosly, a świat wydaje się bardziej kolorowy. 

Moim zdaniem nie można tak (ponownie!) idealizować miłości, ze jak miłośc to tylko piekna i szczera , a co mroczne i przygnębiające to już nie miłośc. Wszystko ma swoją mroczną stronę. Absolutnie WSZYSTKO, nawet miłośc. 

I nie istnieje nic takiego jak miłośc i Miłośc. Nie w realnym swiecie, a nie rozmawiamy o aniołach wink

45

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Iceni napisał/a:
grinta napisał/a:

To chyba desperacja a nie milosc- milosc dodaje skrzydel , wszystko jest kolorowe a Ty piszesz o przeciwienstwie- gdzie czlowiek,ktory kocha widzi czarno i swiat mu sie wali- to nie z milosci ale z zawodu, zazdrosci, bezradnosci...

"W takim razie człowiek nie ma skrzydeł z miłości, ale z radości, uniesienia, zachwytu. I to nie jest miłośc tylko radość.  Kiedy ktoś wygra w totka to też się czuje jakby mu skrzydła wyrosly, a świat wydaje się bardziej kolorowy. "

Ja akurat tutaj pisalam o stanie zakochania. Skrzydel mozna dostac nawet w Niebie smile

Moim zdaniem nie można tak (ponownie!) idealizować miłości, ze jak miłośc to tylko piekna i szczera , a co mroczne i przygnębiające to już nie miłośc. Wszystko ma swoją mroczną stronę. Absolutnie WSZYSTKO, nawet miłośc. 

I nie istnieje nic takiego jak miłośc i Miłośc. Nie w realnym swiecie, a nie rozmawiamy o aniołach wink


Iceni, basta juz wink ja nic nie idealizuje, mowie o czyms co znam, ja mam takie doswiadczenia i przyklady, w moim zyciu to jest.

"W takim razie człowiek nie ma skrzydeł z miłości, ale z radości, uniesienia, zachwytu. I to nie jest miłośc tylko radość.  Kiedy ktoś wygra w totka to też się czuje jakby mu skrzydła wyrosly, a świat wydaje się bardziej kolorowy. "

Ja akurat tutaj pisalam o stanie zakochania. Skrzydel mozna dostac nawet w Niebie :)A co do Milosci... zdziwilabys sie ile jest osob, ktore ja praktykuja:) Wymaga to bardzo duzo pracy, wiele, wiele lat, ale mozna to osiagnac lub byc bardzo blisko.Brzmi zbyt pieknie? A jednak jest. Jezeli czlowiek czegos nie zna nie znaczy,ze tego nie ma wink

46

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
O'kruszynka napisał/a:

Miłość nie oślepia.

Miłość nie oślepia lecz ogłupia.
Bo często zachowujemy się pod jej wpływem iracjonalnie.

47 Ostatnio edytowany przez toorank (2015-08-25 15:38:07)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Lexpar napisał/a:

Wiesz nie tak dawno bo wczoraj oglądałem filmik w internecie jak młoda dziewczyna ( 24 lata) kłóciła się w metrze z chlopakiem i rzuciła się pod pociąg.
Całe szczęście, że policjanci zauważyli kłócącą się parę i w pore zareagowali wyciągając ją na peron.

Samobójstwa z rozpaczy. Afekt.
To nie miłość. Czy ktoś popełnia samobójstwo z miłości do dziecka? Do rodzica? Nie. Po stracie, z rozpaczy owszem.

Nie mów mi tak. Że miłość oślepia. To, że czasami ponosimy jej konsekwencje nie oznacza, że działania były złe. Decyzje podejmowane w odmiennym stanie świadomości smile.
Skąd wiesz, że wszystko inne to nie otumanienie. Oślepienie. Dzień za dniem manipulują nami. Od dziecka urabiają nas wg. norm, które ktoś kiedyś uznał za przydatne. Jesteśmy jak roboty na usługach władzy. Oby kołowrotek się kręcił. Powinieneś pracować, płacić podatki, założyć rodzinę, zaciągnąć kredyt na dom, spłacać go uczciwe, w niedziele chodzić do kościoła, spowiadać się przed wielkanocą i kupowac choinke przed 24 grudnia. Co najlpesze myslimy, że tego chcemy, że robimy to z własnej woli. Być z mężem bo ślubowałam, bo tak należy.
Zakochany zaczyna się stawiać. Pieprzy narzucone normy, pieprzy konwenanse. To burzy porządek.

Irracjonalnie czyli jak? Niezrozumiale dla innych?
To dążenie do przyjemności, jej maksymalizacja. Może to jakiś mechanizm obronny żeby nie zdechnąc z żalu sad

48

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
toorank napisał/a:
Lexpar napisał/a:

Wiesz nie tak dawno bo wczoraj oglądałem filmik w internecie jak młoda dziewczyna ( 24 lata) kłóciła się w metrze z chlopakiem i rzuciła się pod pociąg.
Całe szczęście, że policjanci zauważyli kłócącą się parę i w pore zareagowali wyciągając ją na peron.

Samobójstwa z rozpaczy. Afekt.
To nie miłość. Czy ktoś popełnia samobójstwo z miłości do dziecka? Do rodzica? Nie. Po stracie, z rozpaczy owszem.

Nie mów mi tak. Że miłość oślepia. To, że czasami ponosimy jej konsekwencje nie oznacza, że działania były złe. Decyzje podejmowane w odmiennym stanie świadomości smile.
Skąd wiesz, że wszystko inne to nie otumanienie. Oślepienie. Dzień za dniem manipulują nami. Od dziecka urabiają nas wg. norm, które ktoś kiedyś uznał za przydatne. Jesteśmy jak roboty na usługach władzy. Oby kołowrotek się kręcił. Powinieneś pracować, płacić podatki, założyć rodzinę, zaciągnąć kredyt na dom, spłacać go uczciwe, w niedziele chodzić do kościoła, spowiadać się przed wielkanocą i kupowac choinke przed 24 grudnia. Co najlpesze myslimy, że tego chcemy, że robimy to z własnej woli. Być z mężem bo ślubowałam, bo tak należy.
Zakochany zaczyna się stawiać. Pieprzy narzucone normy, pieprzy konwenanse. To burzy porządek.


Dokladnie. Czasem brak mi slow i ktos napisze to co i ja bym chciala przekazac smile

49

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Toorank, ależ możesz odrzucić wszystkie te wymienione przez Ciebie normy.
Przestań kupować choinkę na święta; nikt Ci chyba nie nakazuje?
Ja nie chodzę do kościoła w niedzielę ani nie spowiadam się przed Wielkanocą i też nie ponoszę żadnych konsekwencji. To mój wybór i nie mów, że ktoś mi to nakazuje.
Ty możesz nawet przestać zakładać czapkę w zimę i majtki pod spódnice.
Rzuć pracę. Rozwiążesz tym samym problem podatków.

Toorank, walcz z systemem - ale mądrze.
Nie pisz, czego nie chcesz robić, tylko co robisz, żeby było inaczej, lepiej.

Zakochany pieprzy normy? No tak... pieprzy też swoje dzieci, dzieci swojego partnera, swoją żonę/męża (poniżanych zdradą).
Sorki, o ile wg mnie zakochanie to super świetny stan, który wyrywa nas często z marazmu, pozwala rozwijać się, iść naprzód, to dalej twierdzę, że nawet ten stan  nie może usprawiedliwiać bezmyślnego, egoistycznego zachowania.

50

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Toorank- twoj post jest zbyt nowatorski jak na to forum;), zmusza do refleksji nad samym soba, swoim istnieniem...a tu by sie chcialo podjac decyzje "raz" w swoim zyciu i niech trwa "wiecznie".

nic nie rozpoda sie bez przyczyny, ludzie cale lata nisza wzajemnie swoj zwiazek, dokopuja sobie w kazdy mozliwy sposob, albo w ogole sie nie zauwazaja, albo milion innych rzeczy....a potem zdziwnienie, ze cos peklo i proba wymiksowania sie z odpowiedzialnosci.....np. och klocilismy sie, no ale kto sie nie kloci;)

nic nie trwa wiecznie i wszystko sie zmienia- niestety;););)

51

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Zorija
Każda z nas patrzy przez swoje doświadczenia.
Czy mogłabyś napisać jak według ciebie powinien postąpić mąż, gdy znajduje się w sytuacji, w której nie chce już naprawiać małżeństwa i w dodatku zakochał się w innej kobiecie.
Jak takie rozstanie powinno przebiegać żeby żona mogła zachować o nim dobre zdanie.

52

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
kejt38 napisał/a:

Toorank- twoj post jest zbyt nowatorski jak na to forum;), zmusza do refleksji nad samym soba, swoim istnieniem...a tu by sie chcialo podjac decyzje "raz" w swoim zyciu i niech trwa "wiecznie".

nic nie rozpoda sie bez przyczyny, ludzie cale lata nisza wzajemnie swoj zwiazek, dokopuja sobie w kazdy mozliwy sposob, albo w ogole sie nie zauwazaja, albo milion innych rzeczy....a potem zdziwnienie, ze cos peklo i proba wymiksowania sie z odpowiedzialnosci.....np. och klocilismy sie, no ale kto sie nie kloci;)

nic nie trwa wiecznie i wszystko sie zmienia- niestety;););)

Kejt, chyba nie do końca wiesz co mówisz.
Tu nikt nikogo nie namawia do trwania w jakimkolwiek układzie wiecznie, na siłę, wbrew sobie itd.
Wręcz przeciwnie. Wszyscy tu piszą, że takie związki należy kończyć...

Ale Toorank namawia do usprawiedliwienia "zakochaniem" zachowań, które łamią nie tyle normy (choć też) ale są zwyczajnie, po ludzku nieetyczne, niemoralne, a ich stosowanie zostawia po drodze trupy.

53

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Xymena, po co mnie o to pytasz po raz kolejny?
Odpowiadałam na to już wielokrotnie.
Odpowiadała Ci też na to Zdytdelikatna, Majkaszpilka, Zmierzch... i wiele innych osób z forum.
A Ty nigdy do tych odpowiedzi się nie ustosunkowałaś, nie zabrałaś głosu w żadnej dyskusji, tylko w kółko zadajesz te same pytania i cały czas stawiasz te swoje tezy.

54

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
kejt38 napisał/a:

Toorank- twoj post jest zbyt nowatorski jak na to forum;), zmusza do refleksji nad samym soba, swoim istnieniem...

I Kejt, nie sądzisz, że takim stwierdzeniem lekko obrażasz ludzi z tego forum?

Można mieć odmienne zdanie, ale nie pisz, że "coś jest zbyt nowatorskie na TO FORUM"... bo sugerujesz, że osoby tutaj są za głupie, żeby to zrozumieć...
Co do refleksji - też nie bądź taka zbyt pewna, że ludzie stąd ich nie mają. Bo ja odkąd czytam to forum sądzę, że mają, i to dużo głębsze, niż się Tobie może wydawać.

55

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

osoby NIE SA zbyt glupie ale zbyt UWIKLANE, co w sumie w momencie kiedy rozpada sie zwiazek jest dosc naturalne.
dlatego rozumiem, ze ciezko w takim momencie o spojrzenie z....lotu ptaka.

oczywiscie, ze mam prawo do odmiennego zdania:)

56

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Niekoniecznie...
pisze tu wiele osób już od bardzo dawna NIEUWIKŁANYCH (jak to ładnie nazwałaś)...
I ich pogląd się nie zmienił.
Wszystko zależy od tego jakim jesteśmy człowiekiem i czym się w życiu kierujemy. Więc masz rację, z tego powodu mamy odmienne zdania.

57 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-25 18:22:20)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Xymena napisał/a:

Zorija
Każda z nas patrzy przez swoje doświadczenia.

Xymena, tylko skąd się biorą te doświadczenia? Czyż nie same się na nie zdecydowałyśmy? W takim razie musiała nam na nie pozwolić nasza etyka, nasze normy...

Ja, jak jestem w związku małżeńskim to nie szukam seksu z innym facetem. Bo wiem, że robiąc tak, zraniłabym mojego męża, bez względu na to co już tak naprawdę do niego czuję.
Jeśli seks z mężem przestał mi jednak odpowiadać, odkochałam się w nim - to, zanim poszukam sobie kolejnego fiuta, przez zwykłą przyzwoitość i poczucie lojalności w stosunku do drugiego człowieka, z którym kiedyś przecież wiele mnie łączyło - kończę najpierw jedno zanim zacznę drugie.

Tylko widzisz, najłatwiej jest oskarżyć własnego męża/żonę... bo się nie starał... bo rutyna... bo zupa była za słona... i usprawiedliwić swoje zdrady.

Na szczęście nie każdy jest taki!
Bo gdyby tak było (jak chce Toorank i Keti), to powiedzcie mi Kobiety! - czy miałabym jeszcze kiedyś komuś ZAUFAĆ ?? UWIERZYĆ ?? ZWIĄZAĆ SIĘ Z KIMŚ ?? POKOCHAĆ??
No chyba nie.... i to byłoby straszne sad

ps. Majka, gdzie jesteś do cholery... czy ja tu muszę się tak sama produkować? Przestań już tak sprzątać i szorować! Dosyć! Już ładnie jest.
big_smile

58

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Chcę dodać na swoje usprawiedliwienie, że ja o tej miłości, zakochaniu to tak bardziej ogólnie myślałam.
Niekoniecznie w kontekście zdrady.
Mimo, że sama źle postępuję to oczywiście ciągle mam w głowie również czystą, niewinna relację/miłość. Nie ma dnia, żebym nie marzyła o tym, żeby ten mój układ był uczciwy.
Wcale nie uważam, że miłość usprawiedliwia krzywdy wyrządzone innym, raczej poddaję w wątpliwość czy zawsze i na pewno jest to krzywda.

59

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Toorank czysta i niewinna miłość nie łamie norm i niczego nie pieprzy...
bo nie musi.
Nooo, chyba, że w nowym związku decydujemy się nie ubierać choinki i przestajemy wierzyć w św. Mikołaja big_smile Wtedy coś tam łamiemy smile

Nie chciałam Cię atakować...
Bo dobrze rozumiem, co napisałaś.
Ja w swoim życiu też walczyłam / walczę ze schematami, układami, narzucanymi mi zasadami postępowania "bo tak trzeba", bo tak nas wychowano, bo ktoś woli, żebyśmy byli posłuszni jak owce, bez własnego zdania - wtedy łatwiej nami sterować... i żebyśmy się jeszcze bali... piekła, kary boskiej... i robili co nam mówią... no bo przecież oni wiedzą lepiej...

Nie mniej, mojego męża uważam za skończone dno i zawsze będę go już za takiego uważać. Nie dlatego, że odszedł. Ale dlatego, w jaki sposób to zrobił.

60

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Lexpar napisał/a:
O'kruszynka napisał/a:

Miłość nie oślepia.

Miłość nie oślepia lecz ogłupia.
Bo często zachowujemy się pod jej wpływem iracjonalnie.

nie zgodzę się.
nie umiem Ci tego wytłumaczyć... pewnie musiałabym powtórzyć mój pierwszy napisany tutaj post.
przykro mi.

61

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
O'kruszynka napisał/a:
Lexpar napisał/a:
O'kruszynka napisał/a:

Miłość nie oślepia.

Miłość nie oślepia lecz ogłupia.
Bo często zachowujemy się pod jej wpływem iracjonalnie.

nie zgodzę się.
nie umiem Ci tego wytłumaczyć... pewnie musiałabym powtórzyć mój pierwszy napisany tutaj post.
przykro mi.

Jestem zaskoczona, Lexpar, że po tylu (szczęśliwych zresztą) latach z żoną nie odrózniasz zakochania (=ogłupienie) od Miłości (pełna świadomość i trzeźwość podejmowanych decyzji).

62 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-08-26 12:04:31)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Zorija napisał/a:
kejt38 napisał/a:

Toorank- twoj post jest zbyt nowatorski jak na to forum;), zmusza do refleksji nad samym soba, swoim istnieniem...a tu by sie chcialo podjac decyzje "raz" w swoim zyciu i niech trwa "wiecznie".

nic nie rozpoda sie bez przyczyny, ludzie cale lata nisza wzajemnie swoj zwiazek, dokopuja sobie w kazdy mozliwy sposob, albo w ogole sie nie zauwazaja, albo milion innych rzeczy....a potem zdziwnienie, ze cos peklo i proba wymiksowania sie z odpowiedzialnosci.....np. och klocilismy sie, no ale kto sie nie kloci;)

nic nie trwa wiecznie i wszystko sie zmienia- niestety;););)

Kejt, chyba nie do końca wiesz co mówisz.
Tu nikt nikogo nie namawia do trwania w jakimkolwiek układzie wiecznie, na siłę, wbrew sobie itd.
Wręcz przeciwnie. Wszyscy tu piszą, że takie związki należy kończyć...

Ale Toorank namawia do usprawiedliwienia "zakochaniem" zachowań, które łamią nie tyle normy (choć też) ale są zwyczajnie, po ludzku nieetyczne, niemoralne, a ich stosowanie zostawia po drodze trupy.

Zorija, jesteś świetną kobietą, mądrą i silną, do tańca i do różańca. Cenię Ciebie i lubię, dlatego przykro mi patrzeć, jak się tutaj miotasz i denerwujesz.
Twoja prawość i życie zgodnie z wrodzonymi i utrwalonymi przez twoje otoczenie - moralnymi normami, nie pozwala tobie przejść obojętnie obok sku...stwa i kur...stwa.
Ale pomyśl, co byłoby gdybyś wrastała w otoczeniu, gdzie zachowania nie tyle moralne, co empatyczne, to najprostszy sposób, aby zostać wykorzystanym i wyśmianym? Może i toorank, i kejt, i xymena zostały tak wychowane, źe osoby empatyczne się zwyczajnie wykorzystuje, może nie miały takich jak ty "prawidłowych" wzorców i nie jest dla nich to takie oczywiste ( chociaż człowiek jest z natury moralny i dlatego mają one niewielkie wewnętrzne wątpliwości)? Może wówczas inaczej widziałabyś świat i patrzyła na zachowania niemoralne, nieempatyczne?


Jeszcze dodam, że żył w ubiegłym stuleciu filozof, David Hume, który twoerdził, że moralność wynika ze ZROZUMIENIA innych ludzi i SYMPATII do nich - dlatego główne prawo moralne to NIE RÓB DRUGIEMU, CO TOBIE NIEMILE.
Nie wydaje się tobie, że te forumowe kochanki to ani specjalnie siebie nie lubią, ani siebie nie rozumieją (nie próbują rozumieć i zamiast tego racjonalizują i usprawiedliwiają się), a co dopiero innych ludzi?

63 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-26 13:11:25)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Zmierzch, bardzo Ci dziękuję smile Tylu komplementów to dawno nie słyszałam tongue
Ty też jesteś super Kobietą w każdym tego słowa znaczeniu smile

Co do drugiej części Twojej wypowiedzi - to pełna zgoda. Jest też ta bardziej znana "moralność" Kanta - "niebo gwieździste nad mną, prawo moralne we mnie". Czyli - nawet jak mnie nikt nie widzi, nikt np. nie ukarze (niebo gwiaździste), to i tak przestrzegam zasad moralności. Tyle, że już sam Kant twierdził, że ten stopień moralności osiąga baaardzo niewielu ludzi. Większość zwyczajnie "korzysta z sytuacji"... i to szczególnie wtedy, gdy jest to coś dla nich korzystnego (np. wielka przyjemność...)

Co do pierwszej części - ja akurat pochodzę z patologicznej rodziny sad

Ale - napiszę teraz coś innego na usprawiedliwienie dziewczyn. Coś, co chyba będzie się też wpisywać w temat tego wątku.

Każdy z nas ma marzenia. Chce być dla innego człowieka kimś ważnym, wyjątkowym.
I teraz wyobraź/wyobraźcie sobie takie życie, w którym od 10 lat nikt Ci:
- nie mówi od rana "dzień dobry Kochanie"
- nie mówi na wieczór "dobranoc Skarbie"
- jak się wkurzasz na coś, to włącza tv i Cię ignoruje zamiast powiedzieć "przestań się wściekać Misiek, bo zaraz dostaniesz klapsa w pupę"
- nie ustala z Tobą "dziś ja robię śniadanko - lecę po świeże bułki, a Ty robisz kolacyjkę... ale wiesz na co zawsze najbardziej mam ochotę??"
- gdy od rana się zapomnisz i mówisz, pospiesz się, bo dzieci nie zdążą do szkoły, to nie słyszysz "już lecę, ale tak ogólnie to zapomniałaś o buziaku dla mnie"
itd.
itp.

I jak trwać w czymś takim? Jak wiemy, co mam odebrano i czego pozbawiono?
Jak nasz facet chce tylko piwa, meczu w telewizji, obiadu z dwóch dań i świętego spokoju?
Serce się wtedy wyrywa.

Jak myślicie? Co wtedy należy począć?? tongue smile wink

64 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-08-26 13:34:03)

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?
Zorija napisał/a:

I jak trwać w czymś takim? Jak wiemy, co mam odebrano i czego pozbawiono?
Jak nasz facet chce tylko piwa, meczu w telewizji, obiadu z dwóch dań i świętego spokoju?
Serce się wtedy wyrywa.

Jak myślicie? Co wtedy należy począć?? tongue smile wink

Jak już dojdzie do sytuacji, że w związku, w małżeństwie, w rodzinie czujesz się jak WIELKIE NIC, to zastanowić się/porozmawiać/wywnioskować, czy ta druga osoba też się nie czuje takim WIELKIM NICZYM. Idę o zakład, że najczęściej tak właśnie jest, niestety.
A w takim przypadku trzeba systematycznie, mozolnie, każdego dnia, rano, w południe i wieczorem małymi gestami i czynami przekonywać naszą drugą połówkę, że jest KIMŚ szczególnym, wyjątkowym i wybranym oraz z całą stanowczością domagać się tego samego.

65

Odp: Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Tak Zmierzch, masz rację.

Tylko że bywa i tak, że jeden z partnerów w związku nie widzi żadnych problemów. Jest mu dobrze. Ma wszystko czego pragnie. Pracę, w której się reralizuje, kumpli, po południu telewizję, browarek co wieczór, i żonę, która wszystko "obrobi" - posprząta, ugotuje, dzieci dopilnuje... Dla niego wszystko gra i nie ma co zmieniać. A! i przecież na wczasy all inclusive ją zabrał latem... do Tunezji... siedzieli przez 2 tygodnie w hotelu, jedzenia i picia bez ograniczeń... Czego ona chce? Coś jej się w głowie poprzewracało.

A ta druga strona widzi, wie, że coś jej umyka... chce jeszcze czegoś więcej... pragnie czegoś bardziej wzniosłego, uczuć, gorąca... Marzy o tym w głębi swojej duszy.

Co wtedy?

Posty [ 1 do 65 z 74 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kiedy mamy prawo zacząć życie od nowa?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026