Przykro mi, ale jakby mu naprawdę zależało też próbowałby znaleźć jakiś kompromis. On chce cię tylko wychować, abyś zawsze posłusznie robiła tak jak on chce. Czy chcesz być tak traktowana?
Oczywiscie ze nie . Co robic?
Witajcie . Potrzebuję waszej porady bo wiem,że nie jedna z Was miała podobnie . Jestem w ponad 2 letnim związku , kocham go , ale nie czuję tego uczucia od niego . Od jakiegoś czasu się między nami psuje , On się na mnie unosi za byle co,nie raz mu się zdarzyło podnieść na mnie rękę . Dzisiaj od rana miałam doła i ciągłe płaczę i chciałam wsparcia od niego a w zamian za to usłyszałam"jak pójdziesz do roboty to też tak będziesz ryczeć " . Szczerze mówiąc bolą mnie jego słowa bo nie spodziewałam się tego po nim..wcześniej był czuły,kochający i troskliwy ,a teraz jest chłodny , agresywny . Wiem,że pochodzi z trudnej rodziny bo jego ojciec pije . Pamiętaj ,że niedawno byłam z nim na rybach na nocce to powiedziałam mu ,że się węża boję bo tam jakiś był..to On się uniósł na mnie,zaczął krzyczeć po mnie,że ile mi może mówić,że ten wąż mi nic nie zrobi..ale ja się bałam bo to była noc i wiadomo,że gatunku węża nie idzie odróżnić . Później mnie szarpał i mocno uścisnął za ręce . Cały czas mi ubliża , mówi,że powinnam się leczyć,że jestem pojebana..zastanawiam się nad rozstaniem bo odkąd z nim jestem to cały czas cierpię .. ale boję się go zostawić,boję się tego,że sobie bez niego nie poradzę bo to mój prawdziwy pierwszy związek .
Co jest z Wami dziewczyny, że jesteście w związkach gdzie jest pełno przemocy? Uderzyłby mnie raz - ok pewnie nabrałabym się na obiecywanki poprawy. Ale uderzył kolejny - żegnamy się. Po co robić z siebie worek treningowy?
Niby cos gadamy ale dalej sie upiera przy Tym wyjezdzie. Jedynie co bardziej mi wytłumaczył wszystko z tym wyjazdem...
Juz sama zaczynam sie zastanawiac czy nie pojechac. Ale z drugiej strony boje sie ze cos nie wyjdzie i nie wiem co zrobic
W ogole nie umiem go zrozumiec ![]()
i co robic? zrezygnować z tego wszystkiego z niego tez ![]()
Przyjechał w zeszłą sobotę. Miał nie przyjechać ( tak mi napisał w piatek). I wszystko jakoś było, porozmawialismy, został u mnie. W koncu go przytuliłam myslalam ze choc troche sie dogadaliśmy.... Odwiózł mnie do pracy. Jak sobie leżelismy zapytala czy mnie kocha, czy tęsknil czy jest tylko mój : KAZDA ODPOWIEDZ TAK. w poniedziałek po pracy zadzwoniłam do niego jak zwykle....
Nie ustaliliśmy czy jedziemy czy nie. Był i jest smutny przygnebiony zagubiony. Sam nie wie chyba tak mi sie wydaje czy chce jechac...
ale juz nie pracuje siedzi w domu.
W poniedziałek moze powiedział do mnie 3 słowa. Odebrałam to jak by nie chciał i nie miał ochoty ze mna rozmawiac...
Powiedziałam mu ze nie ,,czuje mu sie potrzebna, czuje sie jak rzep i ja nie wiem czego on chce. I nie bede dzwonic pisac jak on tego nie chce, bo ja chce zgody ale nie widze aby tak było z jego strony" . Odpowiedział tyle ,, Tobie trzeba ciagle udawadniac" i wymyslaj dalej. Powiedzialam ze bedzie tak jak chce, ze stracilam tyle lat. Nie zareagował .... I od tej pory w ogole sie nie odezwał.
Kiedy skonczy sie ten koszmar.
Jak ja mam rozwiazac ta cala chorą sytuacje?