jeszcze długo będziesz o nim mowila i pisała. to zbyt świeze ,zebys to zakonczyła.
ale pisz...wyżal sie, to pomoże, z czasem zapomnisz o nim.
132 2015-08-06 22:01:18 Ostatnio edytowany przez iggam1000 (2015-08-06 22:09:09)
wiem własnie że piszę i piszę i nie mogę przestać... ale chciałabym przestać. Nie wiem po co mi te analizy.
Tylko tak, nie wiem skąd to się wzięło, takie zmiany frontu - obrażony i z łaską przyszedł na spotkanie wtedy -> na spotkaniu cały zakręcony -> na rozmowie o nas niechętny i niespokojny -> po moich tłumaczeniach i ciepłych słowach uspokojony -> mimo to rano wspominał o kursie języka żebym mu dała -> potem brak odezwu 3 dni i ja dopiero musiałam zadzwonić -> potem sam zaczął dzwonić codziennie i gdy byłam na wyjeździe też sam z siebie zaciekawiony monitorował mnie, i jak wracałam... choć czułam że jeśli chodzi o spotkanie to nie jest pewny -> tydzień po moim wyjeździe oddalony i zimny na spotkaniu i gdybym nie przycisnęła go wtedy, nie wiem ile to by się wszystko ciągnęło, ale skoro go przycisnęłam o powody jego męczącego zachowania, to już był koniec.
Z tym że taki był miły i delikatny i taki zmartwiony że nie wie czego chce i ze mnie nie chce skrzywdzić - a natychmiast potem mnie juz kompletnie zlał i teraz pokazał ostentacyjny brak szacunku ale nadal w białych rękawiczkach - grzecznie że przepraszam bla bla i spotkajmy się jutro o...
Masakra... a ja rozwalona... gdyby nie to forum to nadal bym nie powstała z kolan, a i tak mam huśtawki.
wiem wałkuję do porzygania
sorry
w weekend się z kimś umówię prawdopodobnie, choć nie wiem, czy to dobry pomysł taki klin. Nie, nie zamierzam porównywać i rozmyślać nad X podczas spotkania.
NO wiem...zaangażowałaś sie. A jest chociaż przystojny?
wierz mi, że on pojęcia nie ma co przeżywasz, jakie emocje tobą targają.
musisz to przeczekać
ale tutaj są mądre forumowiczki, one ci mądrze radzą, nic nie zepsułaś, on nie był szczery z tobą,nie zakochał sie
a czy ty np wpadłas w kompleksy bo np z wygladu mu sie nie podobałaś?
Bardzo dobrze!!!!
Bardzo dobrze, ze walkujesz, analizujesz do znudzenia......bo to typ klasyczny. I jesli masz miec jakis pozytek z tej przygody, to jest to nauczka na przyszlosc, zeby patrzec na takich krytycznie.
Bo, mozesz mi wierzyc, takich jest pelno, wszedzie i czesto sie przyklejaja.( maja duza rotacje) im szybciej sie nauczysz radzic sobie z nimi, tym dla ciebie lepiej.
I tak, umow sie w weekend, czemu nie?
Przeciez nie deklarujesz " gotowosci zwiazkowej" na takim spotkaniu, a rozmowa z innym facetem swietnie ci zrobi!!
NO ja tez wałkowałam....ale u mnie było jasne,ale u mnie była luźna, niezobowiązująca relacja z podtekstem....a mimo to zauroczyłam sie i przeżywałam, wszystkiego jego teksty, wulgarne, chamskie....dziwne....
Do dziś czuje wstyd bo to on to zakonczyl (zawsze musiał być górą) to mi zależało, na mój sms nie odpisał. Mineło 3 tygodnie i niedlugo wracamy z urlopów do pracy i będzie to dla mnie koszmar. Widziec sie z kimś i wstydzic sie...bo to nam bardziej zależało. Gość nie odpisal mi na zwykłe "hello" zanim pojechaliśmy na urlopy. Bo co innego gdybym mu miłość wyznawała...
Wstyd i wstyd....ale forumowiczki mi tu pomogły i mimo iż byl to 1 sms....to i tak wiemy,ze wygrywa ten co nie odpisuje.
136 2015-08-06 22:30:05 Ostatnio edytowany przez iggam1000 (2015-08-06 23:31:59)
On czy przystojny? Moim koleżankom nie podoba się
mówią że nie... ja się zastanawiałam, może ma kogoś, a one "gdzie tam, popatrz na niego" - ale mówiły to może, bo były podk... za to jak się nade mną emocjonalnie pastwił ![]()
Są gusta i guściki. Dość wysoki, dobrze zbudowany, mi się bardzo podobał, może feromony jakieś między nami zadziałały?
Tak, wpadłam w schizy i kompleksy z tego powodu, że przy tych ostatnich spotkaniach nie chciał mnie dotykać. Wcześniej lgnął do mnie, potem nagle zaczął trzymać dystans, nie chciał złapać za rękę, no i unikał sytuacji żebyśmy... I to mnie najbardziej zabolało, właśnie to. Zaczęłam się zastanawiać oczywiście czy może coś nie tak ze mną, z moją budową (aż zadzwoniłam do eksa i on mi powiedział że nie narzekał i wszystko ok).
Może dlatego, że ja mu powiedziałam, że przywiązuję się emocjonalnie jeśli z kimś sypiam?
To generalnie postepowało tak - najpierw po tym fochu, po naszej rozmowie, po której niby wszystko miało być dobrze między nami i on powiedział że postara się w moim towarzystwie wstrzymywać z takimi żartami - zaczął się fizycznie dystansować. Idziemy - rower między nami. Siedzimy na ławce - jego torba między nami. Pocałunek na pożegnanie - przez rower, a kilka dni wcale bo "gardło go boli i nie chce zarazić".
Potem była tamta chryja z smsem, jego zerwanie, i gdy namówiłam go na spotkanie - znów do mnie lgnął. A potem następne spotkanie już nie... zgłupiałam, normalnie zgłupiałam.
Aneta, a możesz dać mi link do Twojego tematu? Poczytałabym...
hm, miałam iść na "spacer" z takim jednym, no ale stwierdziłam, ze jestem zmęczona... i nie wiem, czy gotowa.
Jak widzę jak on się nakręca "czy może zadzwonić i pogadamy" - a ja nie mam na to ochoty... i znowu mam myśli o tym ...uju, przychodzą mi tylko wspomnienia czułości, delikatności, przebłysków uczuć z jego strony. A te złe i te zlewki jakoś sie odsuwają. Myślałam że już jestem wolna. Że będzie łatwo go nienawidzić. Przecież powinno być łatwo, zmarnował mi 3 miesiące.
Taka refleksja tylko.
hm, miałam iść na "spacer" z takim jednym, no ale stwierdziłam, ze jestem zmęczona... i nie wiem, czy gotowa.
Jak widzę jak on się nakręca "czy może zadzwonić i pogadamy" - a ja nie mam na to ochoty... i znowu mam myśli o tym ...uju, przychodzą mi tylko wspomnienia czułości, delikatności, przebłysków uczuć z jego strony. A te złe i te zlewki jakoś sie odsuwają. Myślałam że już jestem wolna. Że będzie łatwo go nienawidzić. Przecież powinno być łatwo, zmarnował mi 3 miesiące.
Taka refleksja tylko.
No to kolejne 3 co najmniej na zalewanie popiołów...
I może lepiej bez spacerów, bo po co kogoś przypadkowego jeszcze pokrzywdzić..
w przypadku takiego uzależnienia jak autorka pomoże jedynie to,ze on zniknie z jej zycia, wyjedzie, umrze...cokolwiek.
pomoże rozłąka
![]()
ooo nie nikogo nie skrzywdze!
Nawet napisałam ostatnio do Eksa z przeprosinami za wszystkie moje zachowania, które go mogły ranić, a wiem, że tak bywało (nie do X, tylko tamtego poprzedniego) i odpisał że bardzo mu się podoba, że to napisałam. My po prostu nigdy nie byliśmy kompatybilni. Ale nasze relacje są dobre.
A jak z kimś się spotkam to zachowam duży dystans tak, by ta osoba się nie wkręcała zanadto od razu...
I myślę cały czas nad jakąś terapią może co do poczucia własnej wartości, bo leży to u podstaw wielu moich złych decyzji... Ale czy to w ogóle działa, taka terapia. Czy ktoś był kiedyś? Co ten terapeuta tłucze do głowy? Czy w/g terapeuta to psycholog czy to nie to samo?
Matko!!
Iga!!!
Ty na prawde musisz na jakas terapie!!!!
Ja cie zdiagnozuje wstepnie:
Masz za duze poczucie odpowiedzialnosci za innych.
To, ze nie jestes doskonala, to nie powod, zeby wszystkich przepraszac
Pojscie z kims na spacer, to NIE SLUB
Jezuuuu, to zamkniesz sie w piwnicy, zeby czasem kogos nie skrzywdzic????
Przeciez mozesz( zapytana) powiedziec, ze czujesz sie rozczarowana, nie gotowa na zwiazek, i nie chcesz o tym mowic- amen!!
Ty w ogole masz postawe przepraszajaca. Doszukujesz sie w sobie win, analizujesz kazdy swoj krok, z jednoczrsna wyrozumialoscia dla partnera. Matka tereska od siedmiu bolesci!!!
Nic dziwnego, ze przyklejaja sie do ciebie pijawki emocjonalne!!!
Ty, wez cos ze soba zrob, zanim zaczniesz przepraszac ludzi na ulicy, ze zyjesz!!!
( sorki, ze ostro, ale moze skutecznie!!)
E... Myśle że ta analiza to przesada, każdy powinien postępować tak, by mieć na względzie dobro innych i to powinna być podstawa... może ostatnio niemodne...
Poza tym naprawde bywałam niemiła dla Eksa - wściekałam się, że jest jaki jest, że lekceważy podstawowe zasady bezpieczenstwa socjalnego i co do przyszłości ma same mrzonki, a mimo to byłam z nim - a nie tędy droga - i przez to jego samoocena jeszcze bardziej mogła spaść, wiadomo że faceci znacznie gorzej znoszą psychiczne obciążenia i nie radzą sobie z nimi, bo kobiety gadają i analizują, wyrzucając w kosmos złą energię, gdy faceci duszą w sobie wszystko nie rozumiejąc swoich uczuć (i umierają przez to młodziej - także biorąc pod uwagę samobójstwa).
Podsumowując - fakt jest taki, że przeszłam sporą drogę i duże zmiany charakterologiczno-emocjonalne na przestrzeni ostatnich lat, miesięcy, a nawet ostatnich tygodni, i w chwili obecnej nie wiem, jaka jestem.
Zdaje mi się, że naprawdę jestem spokojniejsza przez to wszystko ostatnio i bardziej zrównoważona i nie kłótliwa. Przestałam zwracać uwage na szczegóły, które kiedyś spędzały mi sen z powiek. Mam wrażenie, że to we mnie zostanie.
145 2015-08-08 01:16:16 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-08 01:17:15)
Psycholog to niekoniecznie (psycho)terapeuta.
Ja bym polecała Ci kogoś kto jest jednym i drugim, a takich osób jest masa. Tyle że trzeba rozważnie wybierać bo masa jest też wszelkiej maści podróbek, osób które nie mają odpowiedniego przygotowania a tym się zajmują. Skąd jesteś?
Chciałaś- przeprosiłaś. Czy to słuszne czy nie, to nie nam oceniać.
Oldorando:)
Ja ją rozumiem, ja też tak czasem mam...
Iga, tylko ja Cię proszę, tego palanta o którym piszesz tutaj nie idź przepraszać, ok?
Nie pójdę przeprosić X ![]()
Choć nie wiem jak się zachowywać gdy go spotkam.
A miasto niech zostanie tajemnicą, bo świat jest mały a ściany mają uszy ![]()
thx ![]()
Ok, pytałam żeby ew. kogoś polecić:)
Ale popieram ideę.
Jak się zachować? Przychodzą mi dwie opcje do głowy- olewać (dość dziecinne i może trudne do zrobienia, bo jakieś emocje to on będzie w Tobie jeszcze trochę budził), albo normalnie ( niełatwe, ale lepsze przy częstych 'widzeniach'- ot. cześć/cześć i tyle).
hm wiem wiem, dziekuje, ale już teraz mam schizy że ktoś wygugluje i i tak skojarzy sytuację ![]()
No opcja z mówieniem cześć jest jedyną opcją - przecież ani w gimnazjum nie jesteśmy, ani niewychowanymi chamami też.
E... no chyba że on jest. Ja już nic nie wiem. W końcu jest taaaki nieprzewidywalny.
Ale czy udawać że jest super, a miedzy nami nic nigdy nie było - nie wiem czy możliwe do wykonania.
Nie udawaj emocji, których nie czujesz, albo czujesz ich odwrotność. W ten sposób dodatkowo sobie dowalisz..
Nic nie udawaj.
Było- minęło.
Cześć- cześć.
I adios.
Iga.....nie mialam zamiaru ci dowalic.....absolutnie!
Chodzilo mi o to, ze z twoja postawa jestes bardzo narazona na na ludzi, ktorzy zechca to wykorzystac.
Swiata nie zmienisz...a swiat odbiera to jako frajerstwo.
Postrzega cie, jako slabsza, naiwna, latwowierna, latwa do zmanipulowania.
A ty szarpiesz sie i uzerasz, tracac czas, nerwy i sily na kogos, kto....ma zdecydowanie lzejsze podejscie do zycia.
Chodzilo mi nie o to, zebys sie zmienila w zimna suke, tylko , raczej o to, zebys uwazala wzgledem kogo starasz sie byc w porzadku, bez zarzutu, honorowa, ...bo czasem to jest zawracanie kijem wisly- a adresat nie tylko nie zrozumie, ale wrecz wykorzysta. Wiecej dystansu, wiecej luzu, i wiecej ostroznosci.
Wiem, ze kazdy sadzi po sobie, ale ludzie som rozne....
Chron siebie, swoje emocje, swoje dobro.
152 2015-08-08 09:12:51 Ostatnio edytowany przez iggam1000 (2015-08-08 15:49:49)
Do tej pory byłam bardziej asertywna, naprawde ![]()
Tylko teraz ten Xc%@#*& zawrócił mi w głowie porządnie i porzuciłam wszelkie naturalne mechanizmy obronne ![]()
Jestem wściekła, jak sobie przypominam niektóre sytuacje.
Manipulantem jest i to bardzo świadomym (oczywiście dumnym z tego). Gdzie ja bym sobie pozwoliła z kimś innym na takie ceregiele!
Zdawałam sobie sprawę, że odwraca kota ogonem, że insynuuje że moje intencje są złe (a potem jak tłumaczyłam że nie i czemu tak zrozumiał, to było "nie wiem czemu", albo "zrozumiałem tak, jak było napisane" - tonem rodzaju: "powinnaś była się wyrażać jaśniej")
Na początku byłam w szoku, bo wcześniej chłopak się starał, dążył do wyjaśnienia jak coś było nie do końca jasne - a potem nagle zmiana o 180 stopni i to ja musiałam tłumaczyć, jeśli chciałam ułagodzić sytuację, bo on ma to gdzieś.
Wtedy gdy byłam na niego zła za "tyłek" i w ogóle pierwszy raz miałam do niego o cokolwiek pretensje - on wywalił mi z automatu 5 moich "przewin" z dupy - jakby sobie każdą sytuację skrzętnie notował i normalnie przydzielał punkty jakieś! Podobno podniosłam na niego głos dwa razy (wyolbrzymione, ja zdumiona że tak intensywnie to odebrał więc pomyślałam, że jest przeczulony i trzeba z nim delikatniej) itp
Potem gadaliśmy przez telefon i ja mu powiedziałam, że nie może tak sobie własnie zbierać do zeszyciku drobnych sytuacji i wykorzystywać je ni z gruchy ni z pietruchy gdy omawiamy coś innego - i - usłyszałam normalnie jak się uśmiecha, mówiąc słodkim i łagodnym głosem może nawet z satysfakcją?: "no bo musisz wiedzieć, że ja mam zawsze rację"
Oj wtedy może i poczułam, że to jest jakieś pokręcone zaproszenie do gry? jakieś dziwne manipulacje.
Ale gdzie tam brnęlam dalej - myślałam, że potrafię rozgrywać lepiej; no i główną sprawą było to, że już byłam zaangażowana dość.
Poza tym potem znów zachowywał się w porządku.
czy jest tu kto ze mną? smutno mi ![]()
Byłam wczoraj na randce-spacerze, ale facet okazał się strasznym nudziarzem. Musiałam sama cały czas gadać i wszystko z niego wyciągać, szybko się zmęczylam
w tej chwili przypomniałam sobie o X, z którym nigdy się nie nudziłam i wpadłam znowu w dołek. Jednak stworzyliśmy jakąś tam bliską relacje w której uwielbiałam opowiadać co mi się przytrafiło, a on tez lubił baaardzo dużo mówić i to było dla mnie ciekawe.
Po lekturze internetu myśle, że aż takim narcyzem to on nie jest. Po prostu przestraszył się zaangażowania z mojej strony... było za mocne.
Jest ktos z toba tutaj...jest...
Ale swoje musisz zalatwic sama.
Owszem, nie latwo spotkac kogos, z kim czujesz sie ok.
Nie przejmuj sie tym spacerem....trzeba bylo nie nawijac, nie zabawiac- nie masz takiego obowiazku.
I nie doluj sie.
dzieki ![]()
wiem że nie powinno mi zależeć na poznaniu prawdy, ale to by mi bardzo pomogło. Widzisz, robiłam różne podejścia do tego związku / kompletnie nie rozumiem jego wymagań
Bo przecież poleciał na mnie, gdy byłam powściągliwa i spokojna. Ale czy on rzeczywiście chciał zdominowania go???
Na wymagania wobec niego reagował irytacją, ale co to znaczy w takim razie dziewczyna z pazurem? Która by mu na coś nie pozwalała?
Ja oczywiście byłam miła, ale np gdy za późno zadzwonił wtedy gdy mieliśmy się gdzieś wybrać, to nie powiedziałam "nic nie szkodzi i tak super że się spotykamy" tylko powiedziałam z nutką rozczarowania że pózno dzwoni i że żyłam tym planem a teraz pewnie nie zdążymy i wymogłam na nim pospieszenie się...
tak samo gdy umówiliśmy się poprzednio na godzinę jakąś i on dzwoni że chciałby godzinę później bo tak fajnie mu sie leży na leżaku, to powiedziałam że mi zależy na ciepłej pogodzie i niech się pospieszy i tym samym wynegocjowałam wcześniejszą godzinę... więc nie gładziłam go za każdym razem prawda?
Ja już naprawdę nie wiem po prostu co on chce. On też nie wie... chyba że wie, ale nie chce powiedzieć. Ciekawe czy się kiedyś dowie. Ciekawe czego teraz szuka...
Wiecie zawsze pomaga poznanie pełnej prawdy, bo łatwiej jest to przeorać w mózgu i doświadczenie życiowe nabiera wtedy znaczenia, jest się wiele, wiele mądrzejszym i lepszym obserwatorem rzeczywistości. A tak to jest tylko ból i niezrozumienie, i dalej po omacku idzie sie przez zycie, powielając błędy, bo z doświadczenia nie pobiera się lekcji.
Nie wiem czy to zrozumiałe co napisałam.
Ale chciałabym, by ktoś się wypowiedział.
To zabawne, co zauważyłam. Jak trafiam na ciepłą kluchę - faceta - to wraca mój dominujący styl i wchodzę mu na głowę. A nie tego szukam. Czuję irytację.
Iggam, co Tobie każe tak bardzo naginać rzeczywistość?
To najzupełniej normalne, że nie wszyscy ludzie do wszystkich pasują. Wy do siebie nie pasujecie, ale Ty usilnie szukałaś sposobu, żeby jednak coś z tego mogło być. Wiesz, równie dobrze możesz wyjść teraz na ulicę i szukać sposobów na stworzenie związku z facetem, który jako pierwszy pojawi się w zasięgu wzroku. Podobny punkt wyjściowy, podobne szanse powodzenia... Po prostu nie z każdym możesz stworzyć związek. A filozofia, że na pewno się uda, trzeba tylko to i to (może i wszystko) zmienić jest utrudnianiem sobie życia.
Przyjmij, że nie wszyscy myślą, czują i zachowują się tak, jak Ty uważasz za słuszne. Nie każdy ma ochotę i potrzebę być szczerym z drugim człowiekiem, nie kazdy otwarcie mówi o swoich odczuciach i potrzebach. Tak jest i już. Więc nie upieraj się na tę "prawdę", bo nigdy jej nie poznasz. Obstawiam, że po prostu z jego strony nie powstały takie uczucia, jakie Ty pragnęłabyś u niego widzieć. Stąd nikłe zaangażowanie, poczucie, że "on nie wie czego chce". Ale przecież Ci tego nie powie, zresztą, po 2 miesiącach wcale nie ma obowiązku mieć wyklarowanego stosunku do Ciebie. Często się coś ciągnie przez jakiś czas, bo któraś ze stron (albo obie) mają nadzieję, że może coś się wykluje.
U was nic się nie wykluło. Ot i cała "prawda". Naprawdę nie ma sensu szukać innej, bo jej pewnie nawet nie ma.
A jego "wymagania"? Co one Cię obchodzą? Dla Ciebie powinny się liczyć TWOJE wymagania! Tylko to daje szansę stworzenia sensownego związku - kiedy OBIE strony mają swoje oczekiwania i szukają osoby, która te najważniejsze spełnia, a w reszcie się za bardzo nie rozmija. Nigdy, przenigdy, nie będziesz szczęśliwa w związku jeśli będziesz kierowała się wymaganiami faceta. Jak on lubi "z pazurem" to co, tipsy sobie przykleisz? Przecież pazura na charakterze sobie nie wyrobisz z dnia na dzień... Zresztą - rzadko który człowiek (baaardzo rzadko) mówi to, co naprawdę myśli. Jeszcze rzadziej potrafi to ubrać w słowa. Wniosek - nie kieruj się czyimiś słowami, ale obserwacjami jego czynów. I nie dopasowuj się do "wymagań" człowieka, którego ledwo co poznałaś! Później zresztą też tego nie rób.
Chcesz faceta, ktorego nie bedziesz musiala prowadzic. To zrozumiale.
I jasne jest, ze probujesz go zrozumiec.
Tylko pomysl- czemu nie wiesz, czego on chce?
Bo on sam nie wie?( wiec nie jest tak samodzielny, jak ci sie wydaje)
Bo on nie potrafi ci tego powiedziec?( czyli nie ma miedzy wami tak dobrego porozumienia, jak sadzisz)
Bo on nie chce, zebys wiedziala( nie zalezy mu na porozumieniu z toba)
Popatrz po sobie: jak ci na kims zalezy, to chcesz, zeby ta osoba dobrze cie rozumiala, i starasz sie ja zrozumiec.
Jasno wyrazasz swoje oczekiwania, i chcesz znac jego oczekiwania.
Pomysl o tym facecie ze spaceru- czy chcesz go zrozumiec, czy rozkminiasz jego oczekiwania, czy zalezy ci, zeby dobrze ciezrozumial? Nie- bo ci na nim nie zalezy.
No tak, ale to jest, gdy zaczynam się z kimś spotykać, nie ma chemii i dajemy sobie szanse w nadziei na jej rozwinięcie.
Tu chemia na początku była, bardzo silna, obustronna.
To z jego inicjatywy zaczął się związek, to jemu wyrywały się frazesy o przeznaczeniu, albo o przyszłości...
A potem jak zobaczył że nie może sobie już tak żartować z koleżankami (w sumie może rzeczywiście przesadziłam) to jego zaangażowanie zaczęło słabnąć. Dlatego jest mi tak ciężko, bo początki były bajkowe, tak jakbyśmy właśnie pasowali do siebie.
Początki były bajkowe, bo się nie znaliście. Kiedy zaczęliście się poznawać to się okazało, że jednak nie pasujecie do siebie tak, jak sie na początku wydawało. To najzupełniej normalne. Gdybyście nie nazwali tego od razu związkiem to byś to inaczej postrzegała. Wtedy byś uznała, że po 5-ciu (czy iluś tam) spotkaniach wyszło, że nie pasujecie do siebie. A tak to analizujesz ten "związek" jakby trwał ze 3 lata i po tym czasie nagle się facetowi odmieniło.
Początki były bajkowe, bo się nie znaliście. Kiedy zaczęliście się poznawać to się okazało, że jednak nie pasujecie do siebie tak, jak sie na początku wydawało. To najzupełniej normalne. Gdybyście nie nazwali tego od razu związkiem to byś to inaczej postrzegała. Wtedy byś uznała, że po 5-ciu (czy iluś tam) spotkaniach wyszło, że nie pasujecie do siebie. A tak to analizujesz ten "związek" jakby trwał ze 3 lata i po tym czasie nagle się facetowi odmieniło.
Dokladnie!!!
( ja moze jestem na przeciwnym biegunie, niz ty)
Ale, gdyby te 3 miesiace, to byla " sympatia, poznawanie sie, staranie sie o siebie,", czyli poznawanie sie z dystansu- to byloby z dystansem na spokojnie i bez nerw...
A wy to nazywacie zwiazkiem( on tak to nazwal, a ty poczulas sie bardzo " zobowiazana")
Ta " chemia", czyli sympatia wzajemna, to jedynie powod, zeby poznac sie blizej, poswiecic sobie uwage.
Chemia to nie milosc.
No wiem tylko to strasznie ciężkie przeżycie dla mnie jest.
To było intensywnie intensywnie intensywnie a potem bum.
No wiem tylko to strasznie ciężkie przeżycie dla mnie jest.
To było intensywnie intensywnie intensywnie a potem bum.
Tiaaa...a teraz tak pusto sie zrobilo...
I masz czas myslec, analizowac....
Ok nawijaj
ale powiedz jak jest teraz? pisze do ciebie sms?
hmmm podobają mi sie mądre wypowiedzi niektorych forumowiczek, zwłaszcza orlando
chyba ten autor napisał tutaj,ze ten facet , o ktorym tak tyle autorka pisze, nie szukał miłosci, a zemsty. Raz doznał odrzucenia przez kobiete.....i jest takim typem, ktory nie dzis nie umie sie pogodzic. Byc moze uznaje,ze zawsze ten porzucony jest gorszy, brzydszy, głupszy. Bo to oczucie,ze ktos cie nie chciał...wyrzucił z zycia...no jest okropne.
On do tej pory moze sie z tym nie pogodził.
Jak widział cień wątpliwosci, bał sie,ze go zostawisz, to pierwszy cie odrzucił,byleby samemu nie dostac kosza.
Albo bawil sie.....wie doskonale co oznacza gdy ktos go nie chce i wiedzial,ze ty tez tak bedziesz to przezywac i chyba sprawiło mu to przyjemnosc.
To jest sensowna wypowiedz i autorko nic tu juz nie pomoże. Jak juz to on wróci na chwile, bedzie dobrze i znowu urwie kontakt.
przepraszam oldorando... miało być
sie mądre wypowiedzi niektorych forumowiczek, zwłaszcza orlando
chyba ten autor napisał tutaj,ze ten facet , o ktorym tak tyle autorka pisze, nie szukał miłosci, a zemsty. Raz doznał odrzucenia przez kobiete.....i jest takim typem, ktory nie dzis nie umie sie pogodzic. Byc moze uznaje,ze zawsze ten porzucony jest gorszy, brzydszy, głupszy. Bo to oczucie,ze ktos cie nie chciał...wyrzucił z zycia...no jest okropne.
On do tej pory moze sie z tym nie pogodził.
To ja napisałam
i dokładnie to miałam na myśli, co teraz dodałaś.
Z kims takim nie ma szans na wejście w związek, bo w ogóle nie o związek tu chodzi, a porachunki z płcią przeciwną.
cienia wątpliwości nie widział, bo widział, że dostosowałam się do jego oczekiwań.
Nie mial się o co przyczepić tym razem, więc powiedział że nie wie czego chce.
Ale do tamtej pory dzwonił codziennie... ścigał mnie za tą granicą... miał pretensje "dobra nie chcesz ze mną rozmawiać" gdy chciałam konczyc, bo była 3 w nocy a byłam na dworcu... gdy wracałam i to wszystko sam z siebie dzwonił
WIĘC CO MU ODBIŁO
No wspomniał raz "tylko raz w życiu zależało mi bardziej na kobiecie... o jak ja się wtedy wściekałem..." - ale nie powiedział że coś między nimi w końcu było, być może nie było nic.
169 2015-08-09 14:32:16 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-09 14:32:48)
Nic mu nie "odbiło". On po prostu ma bardzo niskie poczucie wartości, które przykrywa arogancją. Taki ktoś ma zero elastyczności na zachowanie inne niż zgodnie z jego scenariuszem powinny mieć miejsce. A nawet jak dzieje się zgodnie ze scenariuszem, to i tak coś mu nie gra. ![]()
Ale dobraliście się świetnie, bo Ty też masz zerowe poczucie wartości, tylko jesteś krok wcześniej od niego, bo nie nauczyłaś się tego przykrywać. Ty rozkminiasz, tak jak on zapewne wcześniej, gdy po raz [pierwszy został odrzucony przez tą, za którą się mści.
Aha ok to sorki:) nie doczytałam,
Autorko, on to zobaczył,ze wpadłaś po uszy i o to mu chodziło, o to żeby cie bardzo bolało to jego nagle zmienienie sie,ze juz sam nie wie czego chce, ten twoj lęk, może troche rozpacz....
jest jak takie małe dziecko,ktore mówi "a masz, dobrze ci tak, ja też tak kiedys mialem"
Mysle,ze takiemu zaburzonemu to wystarczy jedna mała rzecz , ktora mu sie nie spodoba i juz po tobie, np jakiś zart z niego, albo niezrobienie tego co chcial ,cokolwiek , jakakolwiek pierdola, ktora skojarzy mu sie z negatywnym czymś, co mzoe doporowadzic, do tego,ze zostanie porzucony
dokładnie Elle88
zero elastycznosci na pewne sytuacje, wystarczy np ,że raz odmowilas mu randki, bo serio nie mialas czasu i on ci nie uwierzy,nie taki typ. On juz sie bedzie bał,ze go nie zechcesz.... albo zwrocisz mu uwage,ze zle sie zachowal i też już go wkurzysz
tylko ja podejrzewam, że ta na której mu zależało tak bardzo, była w przeciągu ostatnich 2-3 lat, kiedy miał tylko przelotne związki, natomiast wczesniej był bardzo długo z jedną dziewczyną (4 lata i zapewniał że nie zdradził jej), ale przed tą dziewczyną to "żył jak pączek w maśle" bawiąc się z koleżankami w liceum. Ogólnie to nie miał więcej niż 11 przygód. Czy naprawdę myslicie że jest tak skrzywiony przez 1 doświadczenie? hm...
pewnie szuka bardzo pewnej siebie dziewczyny.
Autorko, błagam cie....jak sie odezwie napisz "ja też nie wiem czego chce, oboje sie pogubilismy,ale zycze ci wszystkiego najlepszego w zyciu"
coś taki frazon mu puść i zobaczysz,ze zniknie z twojego zycia i bedziesz miała świety spokój, zapomnisz o nim obiecuje cie to,
Czytalas mój watek/??
a w sumie... bo on się zachowuje bardzo kulturalnie zwykle... więc jak raz zasypialiśmy i on do mnie z takim jakimś kulturalnym tekstem wypalił "no to teraz poproszę..." (a chciał zasnąć z łapą na mojej piersi) i ja się na to zaśmiałam, no bo to tak zabawnie wyszło, a on z lekka zaniepokojony i urażony, że co w tym śmiesznego (tak jakbym śmiała się z niego)
Aneta - czytałam - ale odnoszę wrażenie, że to z deka inna sytuacja była ![]()
no dokładnie.....bardzo łatwo go urazić....on myśli,ze sie śmiejesz z niego. I za to cie ukarał,ale pozniej...
Aneta - czytałam - ale odnoszę wrażenie, że to z deka inna sytuacja była
Taki sam narcyz, łatwo go szlo urazic.
Watek nie został zakonczony, bo wracam do pracy....i nie wiem jak mu w oczy spojrzec.. On jest górą...miał zadzwonic przed urlopem, nie zrobil tego ,potem ja (mimo tego,ze chcialam,zeby zadzwonil a nie zadzwonil!!!) mimo tego WYSŁAŁAM MU SMSa , ostatniego dnia przed urlopem ze zwykłym "hello" (taka zaczepka) i
i do dziś cisza.
Czyli jakby patrzec dziecinnie na to on wygrał, jest górą...to jestem ta, z ktora nie chcial kontaktu. Jak długo bede odczuwałam ten wstyd? Jak sie zachować?:(
Mysle,ze jak kobiecie bardziej zależalo, to jest to gorszy wstyd niz jak męzczyźnie, ktoremu wypada wiecej...:(
Iga- ja wiem, ze musisz go analizowac....( swietnie to rozumiem)
Ale odpowiedz, tak szczerze:
Czy ty czujesz, ze on cie kocha?
Czy uwazasz, ze zalezy mu na tobie, ze jestes w jego zyciu kims wyjatkowym/priorytetowym?
Czy uwazasz, ze za zadne skarby nie chcialby cie zranic?
179 2015-08-09 15:14:43 Ostatnio edytowany przez iggam1000 (2015-08-09 15:17:01)
Co ja myślę:
- wiem, że jego poczucie wartości jest zaniżone
- ma cechy narcystyczne, ale nie omni-narcystyczne, bo potrafił się czasem obudzić i powiedzieć że nie zawsze ma rację, albo że czegoś nie umie czy nie czuje się pewnie w czymś; ma rozwinięte poczucie sprawiedliwości, współczucie (do zwierząt bardziej), sympatie do ludzi niekoniecznie tylko tych, którzy mogą mu się do czegoś przydać - po prostu swoje ugruntowane poglądy i ten upór
- nie zależy mu obecnie na mnie
- wiem, że nie chciałby mnie zranić, bo jednak poznał mnie przez ten czas i mógł zauważyć, że nie jestem pustą laską jak te, z którymi często ma kontakt. Dlatego przestraszył się, że moje uczucia są intensywne, a jego nie (i on się tak miota - nie wie, czego chce) i postanowił urwać to, by nie rozwijały się dalej.
- nie wiem, czy zdaje sobie sprawę, jak bardzo były już silne i jak bardzo cierpiałam. Może myśli, że ja po prostu lecę na niego, i to jest desperacja i dlatego trochę mnie zlał tym przełożeniem spotkania.
- sama jestem sobie winna, że się tak zaangazowałam tak szybko
Krotko:
Ja mysle , ze na moje pytania odpowiedzialabys" nie"
A na te same pytania dotyczace ciebie, odpowiedzialabym" tak"
Nie pytalam o analize charakteru tego pana, ani o przyczyny.
( tym niech sie terapeuta zajmuje), ale o fakty.
ale na kiedy przelozył spotkanie?
Iggam, zapewniam Cię, że on nie analizuje tego nawet w ułamku procenta tak jak Ty. Sama mam skłonność do nadmiernego analizowania, ale nawet dla mnie Twoje zapędy do dywagowania nad przyczynami niepowodzenia 2-miesięcznego "związku" są niepojęte.
Można więc założyć, że Twoje analizy w stylu "bo Ty się za bardzo zangażowałaś" i się biedny przestraszył są mocno na wyrost. On nie rozmyśla czy się przestraszyć czy nie. On po prostu uznał, że większą ochotę ma na luźną znajomość niż na zwiazek z Tobą i to jest cała filozofia.
Nawet najbardziej narcystyczny czy inaczej popaprany facet, kiedy najbardziej na świecie zapragnie danej kobiety, jest w stanie na dość długo zrezygnować ze swojego egoistycznego podejścia i zamienić się w księcia. Choćby był nie wiem jakim narcyzem - jak mu hormony na mózg padną to będzie latał za wybranką i szukał możliwości zrobienia na niej wrażenia. Takie są prawa ludzkiego tańca godowego. U was to nigdy nie miało miejsca. Chwilowa "chemia" była najwyraźniej zbyt mała, żeby popchnąć go do zabiegania o Ciebie. Z jego strony nie było i nie ma takiego zaangażowania, jak z Twojej strony. Wątpię, czy spowodowało to jakieś konkretne Twoje zachowanie, słowo czy cokolwiek. I choćbyś szukała tej swojej "prawdy" przez najbliższe kilka lat - do niczego innego nie dojdziesz.
Owszem, może jakieś wcześniejsze doświadczenia z kobietami sprawiły, że sceptycznie podchodzi do związku i wygłasza jakieś dziwne teorie. Ale lata doświadczeń własnych i cudzych mówią, że jak człowiek się zakocha to zapomina o wszelkich nieufnościach i wcześniejszych założeniach. Ale do tego musi człowiekowi naprawdę porządnie "odbić". Jemu nie odbiło na Twoim punkcie i tyle. Choćbyś mu zrobiła pełną analizę psychologiczną to i tak niczego nie zmieni w jego podejściu do waszej relacji.
Tez tak mysle, ze taka opcja wchodzi w gre.
A autorka bedzie miała jeszcze bardziej zaniżone poczucie wartosci bo nie byla taka super i wyjątkowa,ze sie w niej zakochal, ale wystarczyła mu do luźnej znajomosci:(
mam racje?
no to jest takie straszne, bo na początku była między nami taka nic porozumienia, ciągnęło nas do siebie niesamowicie, i on właśnie zabiegał, i tak po miesiącu mniej więcej powiedział (po pijaku i już właściwie spał taki bezbronny, więc wiem że mówił szczerze) że naprawdę super spędza mu się ze mną czas... wiec chemia była, tylko zniknęła właśnie jak wyszłam wtedy wkurzona po tym jak wyśmiał mojego focha na akcję z sukienka koleżanki. Wtedy rozmawialiśmy o tym i mimo że teoretycznie było wszystko wyjaśnione, od tej pory relacja zaczęła sie psuć. Więc tak, sądzę, konkretne zachowania
Wymiętolenie emocjonalne z mojej strony, wybaczcie. Łatwo przyjąć że to dupek i już, ale strasznie zaangażowana wciąż jestem.
Aneta, on przełożył na dzien następny, a ja odpisałam że rezygnuję ze spotkania.
i jak odpisałaś,to co on na to?
186 2015-08-09 18:10:38 Ostatnio edytowany przez iggam1000 (2015-08-09 18:11:06)
a on na to
nic.
a on na to
nic.
Pewnie rozpłakał się i przeżywa, że go "wystawiłaś" ![]()
Trochę się podśmiechuję, ale naprawdę ciężko mi pojąć, że Ty dalej szukasz 'prawdy' tam gdzie jej nie ma. W swoich rzekomych uchybieniach..bo o wiele trudniej Ci jest przyjąć, że niczego byś nie zwojowała, bo gość zwyczajnie nie chciał żadnej poważnej relacji z Tobą, ot palnął tak na początku żebyś bardziej ufna była.
Nadal nie rozumiesz, że tak to mędlisz, bo masz bardzo niskie poczucie wartości i tym należy się zająć, a nie rozbijaniem na atomy każdego beknięcia i pierdnięcia tego gościa.
Napiszę wprost - on ma Cię w dupie.
Przestań się poniżać i robić z siebie ścierkę do podłogi, błagam.
Jesteś pełnowartościową kobietą, zasługujesz na lepsze traktowanie.
SZANUJ SIĘ.
Chce żebyscie mnie zrozumieli.
o wiele łatwiej by mi było przyjąć że jest totalnym kretynem.
Najgorsze są te wątpliwości czy jest, czy może nie jest, tylko ja coś tam zrobiłam i uznał że nie jestem wystarczająco dobra, że mu nie dorównuję, że upatruje teraz lepszej i może bardziej pewnej siebie dziewczyny.
A ja tak, jestem znów sama i nie wierzę, że zasługuję na miłość i cały czas mam tego dowody, to jest po prostu kolejny.
Chce żebyscie mnie zrozumieli.
o wiele łatwiej by mi było przyjąć że jest totalnym kretynem.
Najgorsze są te wątpliwości czy jest, czy może nie jest, tylko ja coś tam zrobiłam i uznał że nie jestem wystarczająco dobra, że mu nie dorównuję, że upatruje teraz lepszej i może bardziej pewnej siebie dziewczyny.
A ja tak, jestem znów sama i nie wierzę, że zasługuję na miłość i cały czas mam tego dowody, to jest po prostu kolejny.
Bo Ty potrzebujesz, by Cię poprowadził dobry specjalista.
Masz zerowe poczucie własnej wartości.
NIE, NIC NIE ZROBIŁAŚ. Naprawdę. Uwierz w to. Skorzystaj z pomocy profesjonalisty.
191 2015-08-09 19:21:54 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-08-09 19:23:02)
Japie....
On nie miał problemu z przyjęciem, że jesteś nudna i że chce kogoś wg siebie "lepszego", a Ty nie możesz nic przyjąć o nim..no proszę Cię.
Nie znoszę takiego czołgania się.. weź w końcu wstań z tych kolan, bo nie da się na to patrzeć.
Nic nie zrobiłaś, po prostu nie był tobą zainteresowany..przez chwilę się pobawił twoją adoracją i se poszedł.
czego tu, k.wa nie rozumieć..2 -mce. to nie 2 lata
miej litość
...ide we wtorek
...ide we wtorek
Bardzo dobrze.
Miałam znajomą , która była podobna do mnie, nie mogla sie pogodzic,ze koleś ją olał, ona chociaz chciała z nim sie kolegować,przyjaxnic, nie wiem, ciezko jej se bylo z nim uciąc kontakt. Pisala do niego pierwsza, chciala do widywac. Zaden stalking to nie byl, ale bylo widac,ze ona nie umiala o nim zapomniec. Takdlugo to analizowala, rozpamietywala...płakała...
I pewnego razu koleś jej powiedzial "spierdalaj, nie narzucaj mi sie,spadaj"
Gorzej jak do psa sie odezwal. dziewczynie myslałam,ze serce pęknie....upokorzył ją tak bardzo,że dopiero to pomogło. ![]()
Nie, ja nie piszę do niego.
Cierpię w ukryciu.