Metyl
Ale lepiej przeżyć i mieć za sobą niż żyć nadzieją wiem coś o tym.
filezila
Konieczność
Podobne tematy
Ślub daje nowe emocje, ale związane ze ślubem. Minie kilka dni i po emocjach.
Dziecko daje nowe emocje, ale związane z dzieckiem. Wcale nie takie piękne jak w bajkach.
Jeśli ktoś mówi tylko o emocjach, to dla mnie jest zwyczajnie dzieckiem i nie powinien sie wiązać.
Małżeństwo- na razie czysta abstrakcja dla mnie. Nie jest środkiem do niczego, a już nie do cementowania związku. Nigdy nie miałam parcia na obrączkę i nie przewiduję zmian w tej dziedzinie. Uważam, że ludzie mogą być razem bez zakładania sobie kagańca, w takim układzie ich uczucie jest chyba jeszcze głębsze, bo teoretycznie "nic ich ze sobą nie trzyma".
Nie uwodzę facetów w związku, nie kręci mnie to, nie robię drugiemu, co mnie niemiłe.
Filezila- masz rację, nie wiem, jak dużo, ale faktycznie coś jest w tym, co napisałaś. Mój związek chyba rzeczywiście utknął w martwym punkcie, tj. przestał się rozwijać, a z czasem tych emocji było coraz mniej. Rutyna się wkradła, szarzyzna dni typowych dla "długodystansowców". Tym bardziej, że mieszkaliśmy ze sobą przez cały ten czas, w kawalerce 33 m2. choć z drugiej strony każde z nas bardzo dużo pracowało, więc nie widywaliśmy się zbyt często... Na razie nie chcę tego wszystkiego roztrząsać, sprawa jest dość świeża. Nie powiem, żebym tkwiła w otchłani rozpaczy, ale mam trochę do przemyślenia, co jest wszakże zrozumiałe. Generalnie nie wiem, w jaki sposób ze "zmęczeniem materiału" radzą sobie małżeństwa/ związki z jeszcze większym stażem. Może zasadniczą kwestią jest miłość? Nie jestem pewna, czy ja z moim ostatnim, nazwijmy go Z., kiedykolwiek darzyliśmy się tak głębokim uczuciem. Z pewnością było zauroczenie, bardzo duża sympatia, sporo dobrej woli, a nawet daleko idące dopasowanie charakterów, ale miłość...
Ciekawe o co chodzi w stwierdzeniu, że "wartościowi faceci" są już zajęci. Tzn. jacy? Czy istnieje jakaś ogólna definicja "wartościowości"
? Czy facet wartościowy to taki, który np. chce ślubu i dzieci? Dla mnie to nie jest nadrzędna wartość, co czym było już powyżej.
PS
Metyl- chodziło mi właśnie o tego z PitBulla
. Czy mam rozumieć, że to jest Twój wzór do naśladowania, skoro wybrałeś Sobie taki nick
?
to ja uwazam wlasnie, ze nie jest to dobry pomysl [ewentualnie czasami pomieszkiwanie]. a dlatego, ze jesli ludzie chca wziac slub to on nic wtedy nie zmieni. a wg mnie zwiazek musi sie zmieniac ![]()
dziękuję za odpowiedź ![]()
PS
Metyl- chodziło mi właśnie o tego z PitBulla. Czy mam rozumieć, że to jest Twój wzór do naśladowania, skoro wybrałeś Sobie taki nick
?
Psze Pani, Pani powie w jakiej gazecie, czasopiśmie czy stacji pani pracuje bo chciałbym Cię poczytać bardziej po tym co tu piszesz. ![]()
Co do aspiranta Saniewskiego...Bardzo lubię ten serial, oglądałem go kilkakrotnie wzdłuż i wszerz i Metyl jako postać chyba najbardziej mi że tak powiem zapadł w pamięć. Mimo swojego dosyć oczywistego na pierwszy rzut oka problemu wydawał się być człowiekiem jednak nie do końca złamanym przez pracę w wydziale, przez alkohol, stres i masę innych czynników z jakimi się spotykał. Ogólnie cała jego postać czy to pod względem tego jakim był funkcjonariuszem czy to pod względem jego psychiki, zachowania i nałogów jest dla mnie do tej pory ciekawa. A szkoda że tak marnie skończył ale cóż ... sam sobie ten los przyszykował...Się rozpisałem trochę nie na temat. Powinniśmy przejść na priva. ![]()
PaniRedaktor a moze wlasnie za bardzo skupiliscie sie na pracy a zwiazek odszedl na bok?
tak tylko mysle z tego piszesz ![]()
ja mam 28 lat i tez mysle, ze poznanie kogos bedzie trudne
a ja odnosze wrazenie, ze w moim przypadku, im starsza jestem tym bardziej wymagajaca, co mnie martwi ![]()
Niestety, pracuję w najgłupszym medium świata, czyli w telewizji. I na razie nie zrobiłam niczego, czym bym się mogła naprawdę pochwalić. Marzy mi się jakiś wiekopomny dokument, który wstrząsnąłby milionami (albo chociaż setkami tysięcy, w ostateczności grupą najbliższych przyjaciół i znajomych
), ale na razie komercha, płycizna intelektualna, schlebianie gawiedzi itp. I to wcale nie za tak duże pieniądze, jak to się wszystkim wydaje. Gdybym miała pisać, to do "Polityki" albo "Dużego Formatu".
Coltowi pewnie chodziło o to, że na dłuższą metę w związku nie żyje się "motylkami w brzuchu", tylko czymś zgoła innym. Zgadzam się. Z. przeszedł wiele "testów", po których mogłam stwierdzić, że jest partnerem stabilnym, dość odpowiedzialnym i że w obliczu dużych problemów mogę na niego liczyć. Tyle że na co dzień zdarzają się też "małe problemy", których rozwiązywanie jest również dość istotne dla całokształtu relacji z drugim człowiekiem. Mogę sobie powtarzać, że nie szkodzi, że on mnie nie rozumie, gdybym zachorowała na raka, to na bank mi pomoże (chociaż czy w życiu czegokolwiek możemy być pewni?), tyle że zanim tergo raka dostanę, milion razy poczuję się nierozumiana... Łapiecie, o co chodzi
.
Dziecko jako sposób na ratowanie związku to już najgłupszy pomysł świata. Tym bardziej, że ja nie mam instynktu macierzyńskiego, a posługiwanie się drugą osobą dla załatwienia własnych interesów uważam za skrajne świństwo.
To w razie awansu czekam na informację gdzie Cię można znaleźć. ![]()
A pod dwoma ostatnimi akapitami się podpisuję.
74 2015-06-04 22:04:52 Ostatnio edytowany przez filezila (2015-06-04 22:05:48)
Dziecko jako sposób na ratowanie związku to już najgłupszy pomysł świata. Tym bardziej, że ja nie mam instynktu macierzyńskiego, a posługiwanie się drugą osobą dla załatwienia własnych interesów uważam za skrajne świństwo.
znow nie to mialam na mysli ![]()
chodzi o wspolna decyzje, ze chcemy miec dziecko.
ratowanie dzieckiem zwiazku to beznadziejny pomysl.
[PS- sorry za offtop do Metyla:
próbowałam wysłać maila, ale masz podobno zablokowane ... blablabla
.
Jest taka śmieszna strona, zaadoptujfaceta(kropka)pl , jestem tam zarejestrowana, ciekawe, czy mnie znajdziesz. Dodam, że mam pseudonim na literkę B
. Można tam wysyłać wiadomości do woli
.]
A żeby było śmieszniej, na tejże stronce interesują się mną wyłącznie młodsi mniej lub bardziej kolesie (którzy akurat mnie kompletnie nie interesują). Czy to oznacza, że jestem w ich oczach MILFem
:D:D?
76 2015-06-04 22:11:53 Ostatnio edytowany przez Metyl (2015-06-04 22:15:53)
Aaa właśnie. Miałem i o tym do Ciebie napisać ale mi wyleciało z głowy.
Możemy mieć wszystko odblokowane ale opcje wysyłania maili nie działają - coś się na forum sypnęło i nikt tego nie może naprawić z braku czasu, ludzi czy tam funduszy. Więc jak chcesz do mnie napisać to napisz dosłownie za moment. Odblokuję swojego maila na parę minut tak hm ... ręcznie. ![]()
Zaadoptuj? A słyszałem o tym ale traktowałem to jako żart.
Mam Cię tam poszukać? ;>
Hm ... Ty też wzbudziłaś moje zainteresowanie ale nie, nie jesteś milfem w moich oczach bo nie masz dzieci. ![]()
Musiałem poprawić swój karygodny błąd. :x
Filezila, to nie było bezpośrednio do Ciebie, raczej tak ogólnie rzuciłam, nieco sprowokowana przez colta.
Kiedy dojdę (sama czy z kimkolwiek) do wniosku, że chcę mieć dziecko, to rzeczywiście będzie DIAMETRALNA zmiana w moim życiu. Póki co jednak, pomijając wszystko inne, naprawdę nie czuję się dojrzała. Matką byłabym z pewnością fatalną.
Kobiety z takim podejściem do życia (0 małżeństwa, 0 dzieci) są chyba bardzo pociągające jako kochanki dla żonatych facetów, nie dla singli, którzy chcą się ustatkować
:D:D. No ale co zrobić, taki mamy klimat.
Ktoś wyżej napisał, że większość ludzi się hajta i żyje razem w związku ślubnym, że to norma. Ciekawe z czego ta norma wynika, z presji społecznej? Bo jak czasem słucham tych "sparowanych" to mam wrażenie, że nie są wcale zanadto szczęśliwi z tymi swoimi obrączkami, a czasy "singielstwa" wspominają z rozrzewnieniem. Do tego te wszystkie głupkowate kawały o żonach/mężach...
A z kolei jak ja słyszę różne przygadywania odnośnie braku dziewczyny / żony / dziecka / stateczności i jak jeszcze przywołuje się za przykłady sąsiadów, kolegów, kuzynostwo to tak się zastanawiam ... Ile tych związków i ślubów jest szczęśliwych? Ile jest przemyślanych? Ile jest z rozsądku a ile z uczucia? Ile z nich o tym poważniej pomyślało a nie traktowało tego jako fajnego balu z wódką i tańcami. A i obrączki i kościółek - rodzina się odczepia, da hajs i będziemy na plusie ... A ile z tych związków przetrwa choćby 10 lat? Sądzę że niewiele ... A ile będzie szczęśliwych?
PaniRedaktor, proszę śmiało pisać. ![]()
79 2015-06-04 22:32:14 Ostatnio edytowany przez Colt47 (2015-06-04 22:36:10)
Kolejna z prawd życiowych. Ludzie niedojrzali są dobrzy, ale do zabawy. Dojrzałość nigdy nie da pełnowartościowej miłości, bo dla tej osoby to coś czego nie wypracowała w sobie. Jako kochanki świetne, bo nie ma zobowiązań, stabilizacji, bo jest tylko zabawa i zmiany.
Nie masz instyntku macierzynskiego. Z jednej strony to kolejny pod punkt do męskości, z drugiej może też objaw niedojrzałości, lub innych problemów ze sobą. Bardzo męscy mężczyźni są pochłonięci pasjami, aktywnym życiem. Nie życiem rodzinnym, związkowym, czy pod pantoflem. I takie kobiety są dla nich najlepsze, bo z nimi nic nie trzeba, taki mały dodatek do życia. Ale oni z kolei wybierają bardzo seksowne kobiety, skłonne im się oddawać i traktować jako pana i władce. Męski zawsze jest maksymalnie dominujący.
W latach młodości spotykałem się z kobietami niedojrzałymi, czy też tymi które nie mają instyntku macierzynskiego. Wtedy nie widziałem w tym problemu, ponieważ nie chciałem mieć dzieci, ale one robiły problem z wszystkiego. Przede wszystkim z nudy. Jeśli jest nuda i rutyna, która przychodzi zawsze, to sie zabawke odstawia w kąt, a później nie rozumie czemu życie nie jest sielanką, a miłość to nie tylko tkwienie w czymś dobrym i z partnerem wiecznie żwawym, najprzystojniejszym wśród koleżanek i bogatym.
Dlatego to jest tak jak napisałem wcześniej. Szukasz nie wiadomo kogo, a sama jesteś m.in niedojrzała i dość odstajesz od standardowego formatu kobiecości. Odchyły zawsze mają w życiu problem i jeśli nie są izolowani (bo udają kogoś kim nie są, by mieć akceptacje społeczną) to jednak każda ich relacja jest też niedojrzała, czyli budowana nie na prawdziwych fundamentach i bliskości, a na powierzchowności.
Podtrzymuje to co napisałem. Jeśli nie przekonasz się do kogoś na swoim poziomie, niedojrzałego, lub odbiegającego od standardów męskich, to będzie ci szalenie trudno. I z wiekiem gorzej.
Szczęśliwych związków uczuciowych (nie z rozsądku) jest tak mało, a dużo rozwodów, ponieważ ludzie nie mają pojęcia o uczuciach. Tego nie ma w szkołach, więc szukają niemożliwego.
No i wreszcie coś z sensem i niekoniecznie po chamsku. Wyobraź Sobie, że skłoniłeś mnie do myślenia, a nie do olania tego co piszesz w przedbiegach.
To nie jest tak, że ja oczekuję od partnera, że będzie wiecznie młody, zabawny i rozrywkowy. Wiem, że sama też taka nie jestem. Często po powrocie z roboty jestem tak zmęczona, że nie mam siły nogą ruszyć. Nie chodzi o to, że co sobota nie chodziliśmy na imprezy, ani że nie rozdzierały nas namiętności rodem z brazylijskiego serialu.
W przypadku Z. jest tak, że zabrakło chyba jednak czegoś "głębiej", co by nam pomagało przetrwać szarą codzienność. Wiesz, jak się kogoś kocha, to chyba łatwiej jest przymknąć oko na drobiazgi w imię czegoś ważniejszego. A my ostatnio kłóciliśmy się o takie pierdoły, że aż wstyd. Poza tym odnosiłam wrażenie, że jego przestały obchodzić moje potrzeby, głównie potrzeba zainteresowania, zrozumienia i wsparcia. Bo on podobno takich nie ma, więc nie wie, jak to jest. A ja potrzebuję wysłuchania, gdy mam jakiś problem i jest mi ciężko. Potrzebuję wsparcia, kiedy stres mnie zżera do tego stopnia, że mam wrażenie, że świat wali mi się na głowę. W takich momentach potrzebuję pogłaskania po główce i zapewnienia, że wszystko będzie dobrze (bo ostatecznie udaje mi się niemal zawsze wszystko ogarnąć, inna sprawa, że ogromnym kosztem). Nie uważam tego za "niedojrzałe", ale po prostu ludzkie. Tym bardziej, że nie oczekuję owego "głaskania" z powodu złamanego obcasa.
I tu ciekawostka- nie mam problemu z określeniem, czego potrzebuję od mężczyzny. Mając w pamięci narzekania kolegów, że kobieta strzela focha, nie mówiąc, o co jej chodzi- robię dokładnie odwrotnie. Jak widać, to też nie jest recepta na sukces. A może to znowu jest zbyt męskie zachowanie, z którym faceci nie potrafią sobie radzić? Może jednak lepiej jest się po prostu "obrazić" i przez godzinę albo trzy dawać się obłaskawiać, zamiast "po męsku" wyłożyć kawę na ławę i rozmawiać? Mnie osobiście szkoda na takie zabawy czasu, wolę czyste sytuacje, które dają pole do rozmowy i wypracowania jakiegoś kompromisu.
Co nie oznacza, że nie potrafię urządzić absurdalnej awantury z płaczem i rzucaniem talerzami
. W ogóle stosunkowo łatwo się rozklejam, wbrew pozorom.
No cóż, Twoje refleksje są dość ciekawe, muszę przyznać, że nie patrzyłam na siebie nigdy w ten sposób. Generalnie to nie uważałam się za aż takiego dziwoląga i odmieńca. Owszem, w dzieciństwie chciałam zostać policjantką, ale w gruncie rzeczy nie uznawałam tego za powód do niepokoju o przyszłość matrymonialną
.
Owszem, w dzieciństwie chciałam zostać policjantką, ale w gruncie rzeczy nie uznawałam tego za powód do niepokoju o przyszłość matrymonialną
.
Ha, dlatego obejrzałaś Pitbulla i nie lubisz filmowego Metyla bo był 'odwróconym'. Wydało się. ![]()
Poza tym odnosiłam wrażenie, że jego przestały obchodzić moje potrzeby, głównie potrzeba zainteresowania, zrozumienia i wsparcia. Bo on podobno takich nie ma, więc nie wie, jak to jest. A ja potrzebuję wysłuchania, gdy mam jakiś problem i jest mi ciężko.
Męscy, bardzo prości mężczyźni mają tak jak opisałaś. Jakby był bardziej rozumny, empatyczny, wrażliwy to by chętnie wysłuchał (albo udawał że słucha), ale z kolei miałby inne wady. Coś za coś.
Wady to nie problem, no błagam, już tak głupia nie jestem i nie szukam księcia z bajki. Wbrew pozorom zdaję sobie również sprawę z (przynajmniej kilku) własnych wad, więc trudno, żebym od kogoś innego oczekiwała ideału.
Problem polega na tym, jakie ZALETY musi posiadać partner, żeby w ogóle chcieć z nim być. Gdy spełnia minimalne warunki, można mu wiele odpuścić. Kwestia priorytetów.
Dodatkowo potwierdziłeś moje przeczucie o niedojrzałości Z., która- moim zdaniem- zasadza się na zapatrzeniu właściwie wyłącznie w samego siebie: swoje potrzeby, swoje uczucia itp. Wydaje mi się, że ja jednak potrafię zdobyć się na większą empatię. A już z pewnością w sytuacji, w której wiem, że druga strona tego potrzebuje. W końcu frajdą w związku jest również to, że można DAWAĆ, a nie tylko BRAĆ.
Ale nie będę się już więcej reklamować. Zabieram się za to na oswajanie z myślą, że nie będzie łatwo, jak byłeś łaskaw stwierdzić. Ale w sumie to dla mnie nic nowego, łatwo nigdy nie jest. Charakteru nie zmienię, dojrzałość przychodzi z czasem, jak sądzę. Może zmieszczę się w lokresie "przydatności do spożycia", który dla kobiet jest wręcz nieprzyzwoicie krótki (w przeciwieństwie do mężczyzn).
Jak już wspomniałam- byłam w paru długich związkach. Żaden z facetów nie był ciamciaramcią. Takich odsiewam już na wstępie. Ale ani moi partnerzy nie byli 20000% macho, ani ja nie jestem 20000% babą z jajami. Faktycznie, muszę taka być w pracy, inaczej nikt nie traktowałby mnie poważnie. Podejrzewam, że wiele kobiet z wielkich miast, pracujących w dużych firmach, "robiących karierę" cokolwiek to znaczy, musi przyjmować taką maskę, żeby nie być "upupianą" i traktowaną jak paprotka. W sytuacjach prywatnych, gdy mogą być po prostu sobą, są właśnie w 20000% kobietami.
Inna sprawa, że ja faktycznie uważam, że pewne męskie cechy są nawet u kobiet wskazane. Np. pewność siebie, pewna doza bezczelności, własne zdanie, świadomość własnej wartości. Ludziom o tych cechach jest łatwiej w życiu.
Jeśli za kobiece uważamy np. nieumiejętność zaparkowania samochodu czy posługiwania się mapą, płacz z powodu złamanego paznokcia, czy miauczenie "już nie mogę" po piętnastominutowym wysiłku fizycznym, to ja chromolę taką kobiecość. Co nie zmienia faktu, że w szafie mam kilka par sukienek, spódnic i butów na obcasie.
To, że mierzi mnie niegrzeczny ton colta oznacza, że mam męskie cechy? Jakoś nie nadążam za tą diagnozą. Może to właśnie świadczy o tym, że jestem raczej "wydelikacona" i "przeważliwiona", a to przecież takie kobiece
!
A tak na poważnie, to zaskakuje mnie nieco konkluzja naszej dotychczasowej dyskusji w tym wątku. Dotąd byłam skłonna myśleć, że jestem raczej u szczytu swoich możliwości pod każdym względem, tymczasem wielu twierdzi, że jest wręcz przeciwnie, tylko że ja jeszcze o tym nie wiem. Ciekawe, czy diagnoza wyglądałaby tak samo, gdybym była mężczyzną... No nic, prawda zapewne leży gdzieś pośrodku, ale nawet jeśli colt ma 100% racji, to i tak nie pozostaje mi nic innego, jak "robić swoje". Nie zamierzam bowiem łapać kogokolwiek, kto się tylko nawinie w strachu przed staropanieństwem, ten etap osiągnę pewnie dopiero po 40 tce
.
Heh to trzeba było od razu mówić ,że chce się pewnego siebie bezczelnego typa ja dodam,że mam jeszcze tupet ale do związku z panią red. się nie nadaję.Raz mam żonę ,którą kocham czasem mniej czasem więcej:) dwa jest tylko dwa lata starsza niż pani red. wiec nie ma nawet sensu rozważać zamiany:)trzy tupetu i bezczelności nauczyłem jej ja no i w mordę potrafi dać co już dla mnie jest hitem pozytywnym oczywiście:)
Ps 32 lata facet no wtedy właśnie się ożeniłem wiec spokojnie potem pani red. to Wy nas szukacie a nie my pań.Pozdrawiam i życzę miłych snów oczywiście:)
Wady to nie problem, no błagam, już tak głupia nie jestem i nie szukam księcia z bajki. Wbrew pozorom zdaję sobie również sprawę z (przynajmniej kilku) własnych wad, więc trudno, żebym od kogoś innego oczekiwała ideału.
Problem polega na tym, jakie ZALETY musi posiadać partner, żeby w ogóle chcieć z nim być. Gdy spełnia minimalne warunki, można mu wiele odpuścić. Kwestia priorytetów.
Dodatkowo potwierdziłeś moje przeczucie o niedojrzałości Z., która- moim zdaniem- zasadza się na zapatrzeniu właściwie wyłącznie w samego siebie: swoje potrzeby, swoje uczucia itp. Wydaje mi się, że ja jednak potrafię zdobyć się na większą empatię. A już z pewnością w sytuacji, w której wiem, że druga strona tego potrzebuje. W końcu frajdą w związku jest również to, że można DAWAĆ, a nie tylko BRAĆ.
Ale nie będę się już więcej reklamować. Zabieram się za to na oswajanie z myślą, że nie będzie łatwo, jak byłeś łaskaw stwierdzić. Ale w sumie to dla mnie nic nowego, łatwo nigdy nie jest. Charakteru nie zmienię, dojrzałość przychodzi z czasem, jak sądzę. Może zmieszczę się w lokresie "przydatności do spożycia", który dla kobiet jest wręcz nieprzyzwoicie krótki (w przeciwieństwie do mężczyzn).
Tak czytam czytam i mogę wysnuć tezę,ze pani red. ma jedną wadę-brak zalet ale może to mnie się tylko tak wydaje:)
Domorosła analiza pseudopsychologiczna mnie akurat nie interesuje
.
Dojrzałość psychiczna sama nie przychodzi. To się wypracowuje m.in burzeniem aktualnych przekonań, zmianami postępowania czyli tutaj, wyuczonego dziecinnego sposobu funkcjonowania (czy też nauczonego przez rodziców).
Co jest dziwnego w tym, że niedojrzała przyciąga niedojrzałego?
Życie niedojrzałej z dojrzałym, lub niestabilnej ze stabilnym jest wyłącznie wygodne. Żaden to powód do miłości.
Ok, wszystko zrozumiałam i niniejszym daję nogę z tego stołu sekcyjnego, bo powoli zaczynam się czuć jak ta żaba rozkrajana przez dzieciaki na lekcji biologii
.
Ok, wszystko zrozumiałam i niniejszym daję nogę z tego stołu sekcyjnego, bo powoli zaczynam się czuć jak ta żaba rozkrajana przez dzieciaki na lekcji biologii
.
Hahaha nie po prostu zabolało ale spoko może się da gdzieś wypłakać na wrednych samców co zamiast pomóc i przyklepać rację szyderczo się śmieją:)
Na szczęście nie muszę się Tobie opowiadać, czy i co oraz kiedy mnie zabolało, ani czy mam potrzebę wypłakania się, czy może po prostu wysmarkania nosa
. A już zupełnie nie muszę ciągnąć w nieskończoność analizowania cech mojego charakteru z obcymi internautami, które to analizowanie nie tylko jest off topic, ale również może być śmiertelnie nudne na dłuższą metę
. Jeśli brakuje Ci rozrywki w świąteczny wieczór (co z żoną?), sam załóż jakiś wątek i daj się rozłożyć na czynniki pierwsze, może też się czegoś ciekawego o Sobie dowiesz.
Jesli ktokolwiek ma ochotę wrócić do głównego tematu wątku, to zapraszam!
pani redaktor- ja pani nie postrzegam negatywnie.
jesli pani wie, czego chce, wystarczy poznac wielu panow w tym typie, z ktoryms "zagra muzyka"
aha...i polecam portale gdzie jest blokada wieku, bo inaczej zglupiec idzie od mlokosow i niedopieszczonych dziadkow....
Niedopieszczone dziadki, oldo - wygrałaś dziś mój internet a jest dopiero 6 minut po północy. ![]()
Niedopieszczone dziadki, oldo - wygrałaś dziś mój internet a jest dopiero 6 minut po północy.
bylam na "zaadoptuju " z tydzien , czy dwa...
ilosc propozycji od clopcow ok20 lat, i panow ok, 60 lat mnie przytloczyla...
slownie jeden czlowiek sie odezwal w moim wieku- szukajacy desperatki matrymonialnej(doslownie)
potem stamtad ucieklam....
A sympatie, edarlingi i inne takie? Tam naprawdę nie ma nikogo sensownego dla Ciebie?
Ale te propozycje to ... co? Bo ja się tak średnio w tym zaadocośtam orientuję, raz to chyba widziałem i więcej chyba o tym słyszałem. Znaczy 20latkowie i 'dziadki' proponowali Ci seks? Bo chyba ktoś po LO nie proponował Ci związku...nie?
Metyl napisał/a:Niedopieszczone dziadki, oldo - wygrałaś dziś mój internet a jest dopiero 6 minut po północy.
bylam na "zaadoptuju " z tydzien , czy dwa...
ilosc propozycji od clopcow ok20 lat, i panow ok, 60 lat mnie przytloczyla...slownie jeden czlowiek sie odezwal w moim wieku- szukajacy desperatki matrymonialnej(doslownie)
potem stamtad ucieklam....
Czyli konkretne wzięcie miałaś:) wybacz ja się nie wkręcę mogę być nawet sklerotycznym dziadkiem a odpowiedź nadal jest NIE.
A sympatie, edarlingi i inne takie? Tam naprawdę nie ma nikogo sensownego dla Ciebie?
Ale te propozycje to ... co? Bo ja się tak średnio w tym zaadocośtam orientuję, raz to chyba widziałem i więcej chyba o tym słyszałem. Znaczy 20latkowie i 'dziadki' proponowali Ci seks? Bo chyba ktoś po LO nie proponował Ci związku...nie?
ja zostalam na badoo...
jestem tez na cafe.pl
bylam na fotce jakis czas, dosc dawno temu...
Metyl napisał/a:A sympatie, edarlingi i inne takie? Tam naprawdę nie ma nikogo sensownego dla Ciebie?
Ale te propozycje to ... co? Bo ja się tak średnio w tym zaadocośtam orientuję, raz to chyba widziałem i więcej chyba o tym słyszałem. Znaczy 20latkowie i 'dziadki' proponowali Ci seks? Bo chyba ktoś po LO nie proponował Ci związku...nie?
ja zostalam na badoo...
jestem tez na cafe.plbylam na fotce jakis czas, dosc dawno temu...
malolatom sie wydaje, ze taka stara baba tylko marzy o mlodym cialku...
starszym sie wydaje, ze sa idealni do zwiazku z mlodsza...
mniejsza, co ktos tam mysli- nie jestem zainteresowana.
Ale nadal nie powiedziałaś czemu tak Cię odrzucały oferty od dużo młodszych i dziadków. ![]()
Ale nadal nie powiedziałaś czemu tak Cię odrzucały oferty od dużo młodszych i dziadków.
bo szukam faceta WYLACZNIE w zblizonym wieku....
dzioecko juz mam,
ojca jeszcze mam....
100 2015-06-05 00:41:59 Ostatnio edytowany przez słodko-kwaśny (2015-06-05 00:45:12)
Na szczęście nie muszę się Tobie opowiadać, czy i co oraz kiedy mnie zabolało, ani czy mam potrzebę wypłakania się, czy może po prostu wysmarkania nosa
. A już zupełnie nie muszę ciągnąć w nieskończoność analizowania cech mojego charakteru z obcymi internautami, które to analizowanie nie tylko jest off topic, ale również może być śmiertelnie nudne na dłuższą metę
. Jeśli brakuje Ci rozrywki w świąteczny wieczór (co z żoną?), sam załóż jakiś wątek i daj się rozłożyć na czynniki pierwsze, może też się czegoś ciekawego o Sobie dowiesz.
Jesli ktokolwiek ma ochotę wrócić do głównego tematu wątku, to zapraszam!
Żona jest z moją mamą 80 km od Łodzi na 1,5 hektarowej działce i porządkują 220 metrowy dom,mnie tam nie ma z prostej przyczyny muszę w piątek odebrać komponenty do produkcji.
Właśnie niedawno wróciłem bo zwijałem księdzu kolorowe wstążki z dzisiejszego święta choć nie chodzę regularnie(żona z córką chodzą co tydzień) to się do czegoś widać nadaję:)
Wątków założyłem już kilka i zawsze możesz coś dopisać nie ma jakiegoś zamkniętego kręgu a czy rozłożysz je na czynniki pierwsze no mam nadzieję bo nikt jeszcze tego nie zrobił.
Rozrywki to mi dziewczyno nigdy nie brakowało jeśli chcesz wiedzieć leczę się z nałogu alkoholizmu od ja wiem miesiąca a ,że zabawowe ze mnie stworzenie cóż lubię się bawić tańczyć śpiewać w gronie swoich ziomków,czasem pogram w kręgle,założę na nogi łyżwy i pośmigam sobie na lodowisku w piłkę już nie gram a chciałem zakończyć teraz ale chłopak 20 letni zastąpił mnie w bramce i wygrał chłopakom 5 meczy ja w pierwszych 4 nie miałem fartu cóż tak bywa nie ma ludzi niezastąpionych.Mam 43 lata czas na inne wyzwania i takie mam czekam na to na co człowiek od dziecka czeka jeśli mi się uda zrealizuję swoje najważniejsze marzenie.
Twój wpis nie nudzi mnie i życzę powodzenia i spotkania na swej drodze fajnego wartościowego faceta z ambicjami tylko go nie zrań bo w tym to mistrzynie jesteście.Pozdrowionka.
Oldorando- dzięki za podpowiedzi konkretnych portali, pewnie zarejestruję się tam w wolnej chwili
.
Na zaadoptuj wysyłają mi "zauroczenia" kolesie w wieku 18-25 lat, sorrki, ale o czym miałabym z takim gadać, bez urazy? Chociaż w sumie to może i bym dała szansę ,jeśli by któryś coś napisał, ale nie. Na moje 2 czy 3 wiadomości delikwenci nie odpisali, więc niniejszym olewam. W ogóle nie wiem, po co się tam ludzie logują.
Na "Sympatii" mam głównie propozycje seksualne. Zabawne, gdybym chciała kogoś do seksu, to poszłabym do klubu i w pół godziny wyrwała jakiś towar, a nie bawiła się w długotrwałe poszukiwania w Internecie.
Ale tak wprost takie propozycje wysuwają? ![]()
103 2015-06-05 13:10:02 Ostatnio edytowany przez Szarlotkanagorąco (2015-06-05 13:29:46)
Oldorando- dzięki za podpowiedzi konkretnych portali, pewnie zarejestruję się tam w wolnej chwili
.
Na zaadoptuj wysyłają mi "zauroczenia" kolesie w wieku 18-25 lat, sorrki, ale o czym miałabym z takim gadać, bez urazy? Chociaż w sumie to może i bym dała szansę ,jeśli by któryś coś napisał, ale nie. Na moje 2 czy 3 wiadomości delikwenci nie odpisali, więc niniejszym olewam. W ogóle nie wiem, po co się tam ludzie logują.
Na "Sympatii" mam głównie propozycje seksualne. Zabawne, gdybym chciała kogoś do seksu, to poszłabym do klubu i w pół godziny wyrwała jakiś towar, a nie bawiła się w długotrwałe poszukiwania w Internecie.
Właśnie zerknęłam co to jest to zaadoptuj i dla mnie to jakaś mega żenada. Nie wierzę,że przedstawiciel płci męski mający więcej niż ćwierć jaja będzie chciał brać udział w czymś takim. To nawet nie jest śmieszne. To chyba taka zakamuflowana forma, żeby młodzi panowie mogli zostawić swoją ofertę, iż szukają sponsorki. Bo ci młodzi w większości przecież na to liczą.
A mi się wydawało, że to taka fajna, nowoczesna forma portalu randkowego. Ale może to tylko ja głupia jestem. Niektórzy to nawet sensowne opisy tam mają, mogłabym z takim jednym czy drugim porozmawiać...
To chyba taka zakamuflowana forma, żeby młodzi panowie mogli zostawić swoją ofertę, iż szukają sponsorki. Bo ci młodzi w większości przecież na to liczą.
Wg Ciebie jaki jest średni przedział wiekowy tych co szukają sponsorek? I na serio myślisz że jest aż tylu facetów którzy to traktują jako...sposób na życie (?).
Szarlotkanagorąco napisał/a:To chyba taka zakamuflowana forma, żeby młodzi panowie mogli zostawić swoją ofertę, iż szukają sponsorki. Bo ci młodzi w większości przecież na to liczą.
Wg Ciebie jaki jest średni przedział wiekowy tych co szukają sponsorek? I na serio myślisz że jest aż tylu facetów którzy to traktują jako...sposób na życie (?).
A skąd ja mam wiedzieć czy jest dużo. Myślę,że wśród 20-22 latków piszących do trzydziestolatek to większość.
Sposób na życie? Raczej dorobienie sobie.
Metyl napisał/a:Szarlotkanagorąco napisał/a:To chyba taka zakamuflowana forma, żeby młodzi panowie mogli zostawić swoją ofertę, iż szukają sponsorki. Bo ci młodzi w większości przecież na to liczą.
Wg Ciebie jaki jest średni przedział wiekowy tych co szukają sponsorek? I na serio myślisz że jest aż tylu facetów którzy to traktują jako...sposób na życie (?).
A skąd ja mam wiedzieć czy jest dużo. Myślę,że wśród 20-22 latków piszących do trzydziestolatek to większość.
Sposób na życie? Raczej dorobienie sobie.
z mojego rozeznania..
20 latkowie szukaja pan ok 35-45
zamieszkuja u nich i bawia sie w "zwiazek" czasem przez pare lat...
Hm, no ja też nie wiem ale po tym co napisałaś wydawało mi się po prostu że masz takie czy inne ale jednak większe rozeznanie w tym aspekcie niż ja. ![]()
Może tak jest, może nie ale hm ... różne ludzie mają schizy, potrzeby czy tam pomysły na życie ale czy 30latki muszą się uciekać do tego żeby płacić młodszym od siebie facetom za seks? ![]()
Hm, no ja też nie wiem ale po tym co napisałaś wydawało mi się po prostu że masz takie czy inne ale jednak większe rozeznanie w tym aspekcie niż ja.
Może tak jest, może nie ale hm ... różne ludzie mają schizy, potrzeby czy tam pomysły na życie ale czy 30latki muszą się uciekać do tego żeby płacić młodszym od siebie facetom za seks?
metyl, placa(podobno) 50 latki...
30, 40 latki przygarniaja takich do zwiazku( w kazdym razie mlodzi chca takiego"przejsciowego" zwiazku)
A to jest z kolei ciekawe bo - może i to nie jest najlepsze i tym bardziej niezbyt rzetelne źródło ale na Pewnym Portalu ( nie stricte randkowym ) przynajmniej na moim terenie królują ogłoszenia kobieta 30+ ( choć najczęściej jest to jakieś 38-55 ) a jakieś 90% 40+ pozna pana 30+ do 40-60+. ![]()
A to jest z kolei ciekawe bo - może i to nie jest najlepsze i tym bardziej niezbyt rzetelne źródło ale na Pewnym Portalu ( nie stricte randkowym ) przynajmniej na moim terenie królują ogłoszenia kobieta 30+ ( choć najczęściej jest to jakieś 38-55 ) a jakieś 90% 40+ pozna pana 30+ do 40-60+.
przykro mi, ja mam poblokowany wiek- pisalam
wiem, po prostu, ze malolaty podrywaja gdzie sie da..(tacy ok 20)
Ale mówiłem - to nie jest portal stricte randkowy, raczej ogłoszeniowy. ![]()
Oldorando- dzięki za podpowiedzi konkretnych portali, pewnie zarejestruję się tam w wolnej chwili
.
Na zaadoptuj wysyłają mi "zauroczenia" kolesie w wieku 18-25 lat, sorrki, ale o czym miałabym z takim gadać, bez urazy? Chociaż w sumie to może i bym dała szansę ,jeśli by któryś coś napisał, ale nie. Na moje 2 czy 3 wiadomości delikwenci nie odpisali, więc niniejszym olewam. W ogóle nie wiem, po co się tam ludzie logują.
W przypadku portalu typu "zaadoptuj", to faktycznie chyba nie byłoby o czym gadać, chociaż z drugiej strony na co liczyłaś rejestrując się? Generalnie chyba nie ma sensu aż tak mocno klasyfikować, 25 i mniej całkowicie odpada. 18-22 to może faktycznie trochę za młodzi, ale już powyżej tego są już całkiem spore szanse na trafienie na kogoś w miarę dojrzałego. Dojrzałość determinują doświadczenia życiowe, także jest ona skorelowana z wiekiem, ale nie tylko. Patrząc po sobie to tak naprawdę nie "dojrzałem" jakoś zbytnio po 25 roku życia. Duży wpływ wywarło na mnie pójście na studia (przy okazji przeprowadzenie się z niewielkiego miasta do Warszawy, swego rodzaju usamodzielnienie, chociaż na początku studiów byłem utrzymywany przez rodziców, co zresztą moim zdaniem o niczym złym nie świadczy), potem kontynuowanie studiów i jednocześnie praca jako stażysta (wcale to nie było 40h tygodniowo, a więcej, do tego trzeba było utrzymać wysoką średnią na studiach, także było dość ciężko), po studiach kilka lat w Londynie w prestiżowej instytucji finansowej (praca 90-100 godzin w tygodniu jako standard, często zdarzały się all-nightery, ogromna presja z góry i konkurencja wśród współpracowników). Po pierwszym roku w Londynie tak naprawdę jakoś bardzo dużo się nie nauczyłem, no i już przywykłem do stanu rzeczy. Później wróciłem do Polski i w sumie też zbytnio nie dojrzałem. Nadal pracuję dość długo, ale weekendy mam praktycznie zawsze wolne i bardzo rzadko zdarza mi się wracać z pracy o 1 w nocy, nie mówiąc już o robieniu all-nighterów. Mam trochę czasu wolnego, który poświęcam na czytanie tego, co mnie interesuje, czy ugotowanie sobie czegoś dobrego - ale czy staję się bardziej dojrzały? Może i tak, ale raczej w niewielkim stopniu.
Moim zdaniem 25 lat i mniej to trochę za mały wiek na małżeństwo, nie wspominając już o dzieciach, zarówno dla mężczyzny, jak i kobiety, niemniej jak ktoś nie ma "ciśnienia" na małżeństwo, dzieci i tzw. "zakładanie rodziny", to nie wiem po co się limitować do starszych, ewentualnie w tym samym wieku. To czy ktoś jest interesujący nie zależy od wieku - może nawet wśród młodych jest więcej pasji i chęci do działania, która niestety zanika u niektórych z czasem.
Tak z ręką na sercu, co sama możesz zaoferować ewentualnemu partnerowi? O czym mogłabyś z nim gadać? ![]()
Jak już ktoś poruszył temat tego mitycznego 'podrywania na seks w klubach' to ja spytam. Czy i jeżeli tak to jak to wygląda w praktyce? Bo jak dla mnie sporo w tym hajpu i nieprawdy a już pomijając wszystko nie wydaje mi się żeby no ... dorośli ludzie tacy ok 30stki powiedzmy notorycznie ( chcąc kogoś tylko do łóżka ) w ten sposób urządzali sobie polowania.
115 2015-06-06 19:58:23 Ostatnio edytowany przez Facet79 (2015-06-06 20:03:18)
Jak już ktoś poruszył temat tego mitycznego 'podrywania na seks w klubach' to ja spytam. Czy i jeżeli tak to jak to wygląda w praktyce? Bo jak dla mnie sporo w tym hajpu i nieprawdy a już pomijając wszystko nie wydaje mi się żeby no ... dorośli ludzie tacy ok 30stki powiedzmy notorycznie ( chcąc kogoś tylko do łóżka ) w ten sposób urządzali sobie polowania.
Też chciałbym sie dowiedzieć i choć coś takiego w jakimś klubie zobaczyć. Nigdy nie widziałem, a lubie bywac w Warszawskich klubach, by ktoś się obłapiał już w klubie czy miał seks w toalecie czy wyrwał kogoś na sam seks. Raczej zwykłe znajomości jakie możnaby zawzec tez np. w bibliotece. Wymiana kontaktów i tyle.
A tak swoją drogą to ten wątek trwa nadal ? Przecież juz odpisałem gdzie znależć faceta wzorem porad jakie często udzielają kobiety : faceci są wszędzie. W klubach, pubach, na ulicy. Mozna poznac na spacerze czy jadąc rowerem. Czyżby sie jednak nie sprawdzało ? Jest jakis problem, komus sie nie udaje jednak poznać faceta choć są wszędzie ?
Facet, to był inny wątek. ![]()
I Ty nadal korzystasz z usług prostytutek? Nic się nie zmieniło? Nadal Ci się to hm ... opłaca?
Kluby? Jeśli kobieta chce mieć seks, to praktycznie zawsze go znajdzie w takim klubie. Nie zrobi tego wprost, ale da sie poderwać temu który wykaże zainteresowanie.
Tu decyduje wygląd. Są różne kluby i różni ludzie do nich chodzą. W jednych seks w toaletach to norma, w drugich zaprasza się po dżentelmeńsku do domu czy hotelu po wyjściu z klubu.
I Ty nadal korzystasz z usług prostytutek? Nic się nie zmieniło? Nadal Ci się to hm ... opłaca?
Nie będę tu na to odpowiadał bo to znów skieruje wątek w inny temat. Ale powiem tak : mnie to ani ziębi ani grzeje czy ktoś chodzi.
Styk z tematem poznawania jest może tylko taki, że moim zdaniem skorzystanie z agencji jest lepsze niż podryw kogoś na seks. Jest ucziwsze, nikt nikogo nie oszukuje jaki ma cel. Jak kogoś chce podrywac na seks to powinien mu o tym uczciwie powiedzieć a często tak nie robi.
"Tak z ręką na sercu, co sama możesz zaoferować ewentualnemu partnerowi? O czym mogłabyś z nim gadać?
"
Tomek, błagam... Tutaj naprawdę nie ma miejsca, żebym Ci opisała, co mogę zaoferować. Poza tym takie "zachwalanie" samej siebie jest doprawdy śmieszne. Mam dość szerokie horyzonty, interesuję się światem, polityką, filozofią, religioznawstwem, psychologią i... mogłabym tak wymieniać bardzo długo. Również mam spore doświadczenie życiowe, które- faktycznie- przyspiesza dojrzewanie. Generalnie nikt nigdy nie narzekał, że nie ma o czym ze mną porozmawiać, albo że bredzę trzy po trzy. W pracy dodatkowo szlifuję tę umiejętność, za rozmowę z ludźmi mi płacą.Poza inteligencją mam do zaoferowania o wiele więcej- szczerość, oddanie, lojalność, ciepło, wierność, troskę, własne mieszkanie...
:D:D
Masz rację, że to nie data urodzenia świadczy o tym, kto co ma w głowie. Dlatego napisałam, że gdyby zaczepił mnie sensowny 25 latek, to na bank nie spuściłabym go na drzewo tylko dlatego, że jest młodszy. Wszystko zależy od człowieka, który na razie się nie napatoczył
.
O przygodny seks najłatwiej na tym świecie, podejrzewam, że gdybym chciała, mogłabym sobie coś takiego szybko zorganizować. Tylko że na razie nie mam takich potrzeb
.
Z ostatnim się zgodzę ale tylko w odniesieniu do kobiet.
O przygodny seks najłatwiej na tym świecie, podejrzewam, że gdybym chciała, mogłabym sobie coś takiego szybko zorganizować. Tylko że na razie nie mam takich potrzeb
.
Kobietom tak.
Paradoks... Ci co go mogą mięć to nie potrzebują... Ci co potrzebują to nie mogą... szkoda, że świat nie jest troche prostszy.
Nie ma sprawiedliwości, z tego wątku już to powinieneś wiedzieć. Jak kobieta zachowuje się jak facet, tj. jest w miarę pewna siebie, przebojowa i silna, to się ją wyzywa od babochłopów
.
Ciekawe, jak będąc "typową kobietą", czyli nierozgarniętą cipcią, utrzymałabym się w swojej robocie i mogłabym sobie pozwolić na a)własne mieszkanie; b)samochód; c) utrzymanie dwóch kotów etc. Zmierzam do tego ,że w dzisiejszych czasach samotne kobiety muszą naprawdę mieć jaja, żeby nie zginąć, tym bardziej w wielkim mieście i dużej firmie. Nie każda ma szczęście być żoną piłkarza, albo innego prezesa banku, przy którym można całymi dniami leżeć na otomanie i ładnie pachnieć
.
Nie ma sprawiedliwości, z tego wątku już to powinieneś wiedzieć. Jak kobieta zachowuje się jak facet, tj. jest w miarę pewna siebie, przebojowa i silna, to się ją wyzywa od babochłopów
.
Ciekawe, jak będąc "typową kobietą", czyli nierozgarniętą cipcią, utrzymałabym się w swojej robocie i mogłabym sobie pozwolić na a)własne mieszkanie; b)samochód; c) utrzymanie dwóch kotów etc. Zmierzam do tego ,że w dzisiejszych czasach samotne kobiety muszą naprawdę mieć jaja, żeby nie zginąć, tym bardziej w wielkim mieście i dużej firmie. Nie każda ma szczęście być żoną piłkarza, albo innego prezesa banku, przy którym można całymi dniami leżeć na otomanie i ładnie pachnieć
.
Cześć. Przeczytałem cały wątek i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zaradność działa na Pani niekorzyść. Mężczyzna musi czuć się potrzebny. Oczywiście trzeba dużo zaradności, żeby ogarnąć to wszystko. Musi Pani trochę "przeprojektować" swoje życie. Czy tam jest miejsce na inteligentnego partnera? Właściwie to, należy sobie zadać pytanie jak chce się widzieć swoje życie za 2, 3 lub więcej lat?
Zaradność w sprawach zawodowych- jak najbardziej. Nawet, kiedy mi jej brakuje, to robię dobrą minę do złej gry, bo taka jest konieczność.
W życiu prywatnym to zupełnie co innego, trzeba rozgraniczyć te dwa światy! To naprawdę nie jest tak, że jestem człowiekiem z kamienia, przeciwnie. I bardzo potrzebuję kogoś, przed kim nie będę musiała udawać wiecznie "zaradnej".
Mój ideał partnera, to człowiek nade wszystko inteligentny. Oraz taki, który by mi czymś zaimponował- wiedzą, umiejętnościami, podejściem do życia, pasją. Wspólne życie wyobrażam sobie jako nieustanne wspieranie i inspirowanie siebie nawzajem. Podszyte dużą dozą czułości w obie strony. Wcale nie uważam, że to jakieś dramatycznie wyśrubowane wymagania.
"Tak z ręką na sercu, co sama możesz zaoferować ewentualnemu partnerowi? O czym mogłabyś z nim gadać?
"
Tomek, błagam... Tutaj naprawdę nie ma miejsca, żebym Ci opisała, co mogę zaoferować. Poza tym takie "zachwalanie" samej siebie jest doprawdy śmieszne. Mam dość szerokie horyzonty, interesuję się światem, polityką, filozofią, religioznawstwem, psychologią i... mogłabym tak wymieniać bardzo długo. Również mam spore doświadczenie życiowe, które- faktycznie- przyspiesza dojrzewanie. Generalnie nikt nigdy nie narzekał, że nie ma o czym ze mną porozmawiać, albo że bredzę trzy po trzy. W pracy dodatkowo szlifuję tę umiejętność, za rozmowę z ludźmi mi płacą.Poza inteligencją mam do zaoferowania o wiele więcej- szczerość, oddanie, lojalność, ciepło, wierność, troskę, własne mieszkanie...
:D:D
Masz rację, że to nie data urodzenia świadczy o tym, kto co ma w głowie. Dlatego napisałam, że gdyby zaczepił mnie sensowny 25 latek, to na bank nie spuściłabym go na drzewo tylko dlatego, że jest młodszy. Wszystko zależy od człowieka, który na razie się nie napatoczył
.
O przygodny seks najłatwiej na tym świecie, podejrzewam, że gdybym chciała, mogłabym sobie coś takiego szybko zorganizować. Tylko że na razie nie mam takich potrzeb
.
Tu nie chodzi o to, abyś pisała, zresztą poniekąd to jednak zrobiłaś. Chodziło mi o to, abyś sama sobie na to pytanie odpowiedziała, aby móc stwierdzić, czy ma się wymagania z kosmosu, czy chce się po prostu człowieka na podobnym poziomie. W sumie to chyba się Ciebie nie tyczy, ale często bywa tak w przypadku zarówno mężczyzn, jak i kobiet, że sami mają niewiele do zaoferowania, a oczekują bardzo dużo od potencjalnego partnera/partnerki.
Może dobrym sposobem na poznanie kogoś interesującego jest uczęszczanie na spotkania jakichś stowarzyszeń/klubów/fundacji (może nie jest to bardzo popularna, ale w Warszawie jednak trochę istnieje trochę tego typu zrzeszeń, no i w sumie przeważają tam mężczyźni, chociaż to w sumie zależy od branży).
Nie przesadzałbym z tą "typową kobietą" - gatunek raczej nieistniejący wśród professionals, chyba że przełączają się na inny tryb w życiu prywatnym. Ja osobiście "nierozgarniętych cipci" nie lubię, ale jednak oczekuję od kobiety, że potrafi być ciepła i życzliwa. Poza tym wydaje mi się, że istnieją branże, gdzie trzeba być jeszcze "twardszym" niż w dziennikarstwie.
Też uważam, że mi jeszcze daleko do zimnej bizneswoman. Poza wszystkim nie wyglądam jak typowa "pani redaktor" z- dajmy na to- TVN 24, ale raczej jak dziewczyna z sąsiedztwa
. Nie mam długich, czerwonych paznokci ani skórzanej aktówki
. Lubię się podobać, jednak w 'przystępnej' formie, dalekiej od wampa
.
Wiem, co masz na myśli pisząc, że ludzie często wymagają gruszek na wierzbie, sami mając do zaoferowania mało. Ja bardzo lubię dawać od siebie i uważam, że w szczęśliwym związku to jest norma. Jeśli mój facet wymagałby ode mnie czegoś, co dla mnie nie jest oczywiste, co sprawia mi trudność, czego nie umiem, to wyłaziłabym ze skóry, żeby mu uczynić zadość. Lubię wyzwania i lubię obcować z ludźmi, od których/dzięki którym mogę się nauczyć czegoś nowego, którzy poszerzają moje horyzonty, którzy wcale nie są podobni ode mnie- od takich uczymy się najwięcej.
Ciepło, życzliwość, troska- to rzeczy oczywiste! Swoim facetom lubiłam piec ciasta i gotować obiadki, a także służyć im wsparciem, kiedy tylko tego potrzebowali. Nie mam problemu z podnoszeniem na duchu w trudnych momentach i naturalne jest dla mnie, że jeśli moja druga połówka potrzebuje pomocy, to rzucam wszystko i lecę. Zaznaczam, co już wspomniałam wcześniej- DAWAĆ jest równie przyjemnie, jak dostawać. Fajnie, kiedy można komuś przekazać to wszystko, co mamy w sobie najlepsze...
To nie pisz, że możesz być postrzegana jako babochłop. W sumie to mi babochłop kojarzy się z jeszcze kimś innym, ale w kwestii "zimnych kobiet na stanowiskach" to ja sobie jakoś nie wyobrażam tych kobiet w związku (przynajmniej mówiąc o tych na bardzo wysokich stanowiskach w branży finansowej, naprawdę rzadko się zdarzają tacy "twardzi" mężczyźni na podobnym szczeblu, może to kwestia tego, że kobietom trudniej dojść do tego, nie wiem).
Odniosłam wrażenie, że paru tutejszych użytkowników odebrało mnie jako babochłopa, który ma marne szanse na szczęśliwy związek
.
A tak swoją drogą, to czasy takie, że kobiety "chłopieją" nawet wbrew sobie. Trudno dziś o damy w stylu Audrey Hepburn, ale umówmy się, że dżentelmenów w stylu, bo ja wiem, Cary'ego Granta, też jakby mniej.
Przepraszam, że się powtarzam, ale gdybym w robocie nie grała twardej, zginęłabym marnie. Podobnie ma wiele innych kobiet pracujących w różnych miejscach. Zdobywanie kolejnych szczebli w karierze jest dla nas trudniejsze, niż dla mężczyzn i to jest powszechnie znany fakt. To, w jaki sposób zachowujemy się w pracy, czasem nawet dla nas samych nie jest fajny. No ale trudno być kobiecą wśród ludzi, którzy nie traktują cię jak kobietę, tylko jak kolegę z pracy
.
Nie jestem pewna, czy nie zaczynam powoli bredzić, w okolicach północy zawsze zaczynam się robić senna
.
A tak swoją drogą, to czasy takie, że kobiety "chłopieją" nawet wbrew sobie.
To logiczne.
Wiele kobiet oczekuje przecież od facetów cech i ról kobiecych : wrażliwości, wykonywania prac domowych , nie myślenia o seksie tp.
No to ktoś musiał zająć miejsce cech męskich. Faceci są już zajęci byciem kobietami w związku. No to kobiety stają się chłopami.
130 2015-06-07 01:38:22 Ostatnio edytowany przez On-WuWuA-83 (2015-06-07 01:43:16)
A tak swoją drogą, to czasy takie, że kobiety "chłopieją" nawet wbrew sobie. Trudno dziś o damy w stylu Audrey Hepburn, ale umówmy się, że dżentelmenów w stylu, bo ja wiem, Cary'ego Granta, też jakby mniej.
.
Być może dlatego, że "rynek" w większości zadowala się tym co jest pod ręką, może w obawie aby ktoś inny z przed nosa im nie zgarnął
. Inaczej wszyscy śmigali by na plaże w mieście w sukniach wieczorowych i smokingach, wypijali swoje martini i szli zaraz do domu
Gdzie się teraz poznaje facetów? Wszędzie można raczej ich poznać
tylko pytanie czy chcesz tego?.
Tydzień temu wracaliśmy we trzech z imprezowni nadwiślańskiej. Wbilismy się do jakiegoś nocnego (trzeba przyznać że deko zrobieni, noo ale na pewno nie menele
) Koleżka wypatrzył dwie siedzące dziewczyny i postanowił się do nich dosiąść a szczególnie interesowała go jedna z nich. Ja zaraz też z ciekawości podbiłem hehe i tak trochę słuchałem. Gadka szmatka i dziewczyna zaczęła przepytywać go gdzie pracuje. Odp. że w firmie która zajmuje się budową tego i tamtego - zgodnie z prawdą (koleżanka w śmiech a raczej siostra jak ją przedstawiła). Ehhh, trochę kiepsko wyszło chyba i musiałem wtrącić że jest inżynierem a nie zwykłym pracownikiem (dziewczyna dobrze ubrana i ładna
)
Na to właściwie one we dwie odpowiedziały że oto ta dziewczyna (tak to miało być chyba, już deko nie pamiętam) ma rodziców którzy są właścicielami b. dużej i znanej na rynku firmy deweloperskiej (wymieniły nazwę - jest taka). Generalnie jeszcze trochę pogadaliśmy a zaraz później wysiadały, kolega niestety nic nie osiągnął. Nie chciała dać cienia nadziei ani nr. tel.
, cała rozmowa generalnie śmiechowa ![]()
Później na drugi dzień rozkminialiśmy akcję i uznaliśmy, że to poprostu za niskie progi były hehe, ponieważ zapewne w dzisiejszych czasach nie trzeba być dżentelmenem a prezesem firmy a statut pracownika który jak na polskie warunki dobrze zarabia (tyle co "idioci albo złodzieje"
) już niestety nie wystarcza, hah.