Noooo- dobra, a ma ktos pomysl skad sie bierze takie cos?
Jesli to tak czeste- to warto sie zastanowic...
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak to jest z tymi facetami?
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Noooo- dobra, a ma ktos pomysl skad sie bierze takie cos?
Jesli to tak czeste- to warto sie zastanowic...
Podobne tematy
Noo, ale ja cie prosze!!!
Mam napisac facetowi, ze jestem mezatka, albo , ze mieszkasm w afryce, zeby moja atrakcyjnosc wzrosla???
Albo mam co drugi dzien na zmiane byc mila i odpychajaca?Przeciez kazdy przy zdrowych zmyslach pozegnalby sie chlodno ze mna juz po 3 dniach...
A nawet jesli nie- to i tak " sie znudze" jak mnie pozna. Tu sie nie da donikad dojsc, nic wybudowac, bo fundamentow brak.
To tak oczywiste, ze nie rozumiem jak inteligentny ssak moze tak myslec/dzialacA propos ssakow- nawet pies raz bity, raz glaskany ucieknie- logiczne.
Nie kłam, nie oszukuj, nie szukaj nikogo na siłę.
Bądź sobą a będziesz przyciągała ludzi takich jak Ty.
Patrz uważnie, co się dzieje wokół Ciebie i w Twojej relacji a szybko dostrzeżesz fałsz.
Ja od pewnego czasu szerokim łukiem omijam takie relacje - szkoda czasu i energii.
A to bardzo ciekawe co piszecie... bo w mojej historii jest bardzo widoczny ten element a wczesniej o tym nie myslalem... tzn przez wiele lat zwiazku mialem bardzo "barwne zycie" ale nie zdradzalem swojej partnerki, bylem dosc "niedostepny", niezadeklarowany, sporo imprezowalem prywatnie i sluzbowo (bez eks), mialem bardzo duzo tylko swoich znajomych, hobby, wyjazdy itd i w jakims sensie moge powiedziec ze moja eks byla wtedy zapatrzona we mnie jak w obrazek, uzalezniona i "moglem z nia zrobic co tylko chcialem"... ona natomiast zyla jak zakonnica.... az w koncu... ja dojrzalem, wyszalalem sie, "ustatkowalem", zdobylem zyciowe doswiadczenie ktore dla mnie bylo wystarczajace, doszedlem do wniosku ze to jest odpowiednia kobieta dla mnie, oswiadczylem sie, wzielismy slub, ja stalem sie nudny i przewidywalny, zadeklarowany, na pewno zmniejszylem nawet takie podswiadome zainteresowanie innymi kobietami (wysylanie sygnalow itd).... i wtedy moja eks "sie wypalila"... uciekla w romans, ktory zaczal dostarczac nowych emocji i moze znow pojawila sie niedostepnosc, nieprzewidywalnosc i tajemniczosc
)
czy to nie jest jakies troche chore? jakis zle zaprogramowany umysl ?
A przyglądałeś się kiedyś otoczeniu, w którym Twoja ex wzrastała?
Bo może faktycznie jej wzorzec idealnego związku to ciągła niepewność, adrenalina i...brak prawdziwej bliskości, w której nie zakładasz żadnej maski.
oldorando napisał/a:Noo, ale ja cie prosze!!!
Mam napisac facetowi, ze jestem mezatka, albo , ze mieszkasm w afryce, zeby moja atrakcyjnosc wzrosla???
Albo mam co drugi dzien na zmiane byc mila i odpychajaca?Przeciez kazdy przy zdrowych zmyslach pozegnalby sie chlodno ze mna juz po 3 dniach...
A nawet jesli nie- to i tak " sie znudze" jak mnie pozna. Tu sie nie da donikad dojsc, nic wybudowac, bo fundamentow brak.
To tak oczywiste, ze nie rozumiem jak inteligentny ssak moze tak myslec/dzialacA propos ssakow- nawet pies raz bity, raz glaskany ucieknie- logiczne.
Nie kłam, nie oszukuj, nie szukaj nikogo na siłę.
Bądź sobą a będziesz przyciągała ludzi takich jak Ty.Patrz uważnie, co się dzieje wokół Ciebie i w Twojej relacji a szybko dostrzeżesz fałsz.
Ja od pewnego czasu szerokim łukiem omijam takie relacje - szkoda czasu i energii.
Omijam- obserwuje
I wlasnie z obserwacji pochodza moje rozkminy....
Hmmmmm, ja ( z tego na ile poznalam takich ludzi) obserwuje, ze oni sa przewaznie ze stabilnych rodzin- rozpieszczeni wrecz. Takie duze dzieci, co nigdy nie dorosly...( piotrus pan, wieczna ksieznivzka)
Omijam- obserwuje
I wlasnie z obserwacji pochodza moje rozkminy....
A obserwujesz siebie? Zastanawiasz się skąd się biorą Twoje postawy i zachowania?
Odnoszę wrażenie, że nieświadomie wybierasz partnerów, z którymi nigdy nie wejdziesz w bliską relację.
A to bardzo ciekawe co piszecie... bo w mojej historii jest bardzo widoczny ten element a wczesniej o tym nie myslalem... tzn przez wiele lat zwiazku mialem bardzo "barwne zycie" ale nie zdradzalem swojej partnerki, bylem dosc "niedostepny", niezadeklarowany, sporo imprezowalem prywatnie i sluzbowo (bez eks), mialem bardzo duzo tylko swoich znajomych, hobby, wyjazdy itd i w jakims sensie moge powiedziec ze moja eks byla wtedy zapatrzona we mnie jak w obrazek, uzalezniona i "moglem z nia zrobic co tylko chcialem"... ona natomiast zyla jak zakonnica.... az w koncu... ja dojrzalem, wyszalalem sie, "ustatkowalem", zdobylem zyciowe doswiadczenie ktore dla mnie bylo wystarczajace, doszedlem do wniosku ze to jest odpowiednia kobieta dla mnie, oswiadczylem sie, wzielismy slub, ja stalem sie nudny i przewidywalny, zadeklarowany, na pewno zmniejszylem nawet takie podswiadome zainteresowanie innymi kobietami (wysylanie sygnalow itd).... i wtedy moja eks "sie wypalila"... uciekla w romans, ktory zaczal dostarczac nowych emocji i moze znow pojawila sie niedostepnosc, nieprzewidywalnosc i tajemniczosc
)
czy to nie jest jakies troche chore? jakis zle zaprogramowany umysl ?
espresso łączę się z tobą w tych spostrzeżeniach ja ci powiem więcej - miałem wieloletni romans z taką "wypaloną"
mężatką szukającą emocji, bardzo się mocno w to zaangażowałem bo to była moja bratnia dusza jeżeli chodzi o poszukiwanie coraz intensywniejszych przeżyć no ale w końcu również jej uczucie do mnie się wypaliło i obciąga teraz kolejnemu dostawcy emocji..
tylko poczciwy mąż misiaczek nie zdaje sobie sprawy jakiego wampa ma w domu a może woli nie wiedzieć.. ta wiedza mogłaby go zabić
Dostarczanie emocji, to chyba nie trafione okreslenie...
Bo wiekszych emocji dostarcza osoba bliska swoimi gestami, niz ktos, kto sie dopiero stara o uczucie.
Mnie bardziej powala gest od kogos, kogo znam, niz od " adoratora", bo adorator kupuje w ten sposob moja uwage, to zabieg celowy, jak usmiech sprzedawcy.
Komplement od kolezanki, prezent od meza, laurka od dziecka- to sa wzruszajace chwile, z ktorymi kwiatki od adoratora nie moga konkurowac....
Dostarczanie emocji, to chyba nie trafione okreslenie...
Bo wiekszych emocji dostarcza osoba bliska swoimi gestami, niz ktos, kto sie dopiero stara o uczucie.Mnie bardziej powala gest od kogos, kogo znam, niz od " adoratora", bo adorator kupuje w ten sposob moja uwage, to zabieg celowy, jak usmiech sprzedawcy.
Komplement od kolezanki, prezent od meza, laurka od dziecka- to sa wzruszajace chwile, z ktorymi kwiatki od adoratora nie moga konkurowac....
stary chłop a taki romantyk ;-) doskonale cię rozumiem bo dla mnie też przez te kilka pięknych lat romansu liczyła się tylko ta niewyżyta mężatka, inne kobiety zupełnie mnie wtedy nie pociągały, no cóż też romantyk ze mnie ;-)
ona natomiast po 7 latach płomiennego romansu znała już na pamięć wszystkie moje słowa, gesty, sztuczki etc. stałem się dla niej kolejnym nudnym i przewidywalnym facetem dlatego znalazła nowego, wcale nie musi być z nim szczęśliwa ale on może dostarczyć jej nowych nieznanych emocji
ups przepraszam Panią za stary chłop
peace
oldorando napisał/a:Dostarczanie emocji, to chyba nie trafione okreslenie...
Bo wiekszych emocji dostarcza osoba bliska swoimi gestami, niz ktos, kto sie dopiero stara o uczucie.Mnie bardziej powala gest od kogos, kogo znam, niz od " adoratora", bo adorator kupuje w ten sposob moja uwage, to zabieg celowy, jak usmiech sprzedawcy.
Komplement od kolezanki, prezent od meza, laurka od dziecka- to sa wzruszajace chwile, z ktorymi kwiatki od adoratora nie moga konkurowac....
stary chłop a taki romantyk ;-) doskonale cię rozumiem bo dla mnie też przez te kilka pięknych lat romansu liczyła się tylko ta niewyżyta mężatka, inne kobiety zupełnie mnie wtedy nie pociągały, no cóż też romantyk ze mnie ;-)
ona natomiast po 7 latach płomiennego romansu znała już na pamięć wszystkie moje słowa, gesty, sztuczki etc. stałem się dla niej kolejnym nudnym i przewidywalnym facetem dlatego znalazła nowego, wcale nie musi być z nim szczęśliwa ale on może dostarczyć jej nowych nieznanych emocjiups przepraszam Panią za stary chłop
peace
Spoko- moze byc " stara baba" :-)
Dostarczanie emocji, to chyba nie trafione okreslenie...
Bo wiekszych emocji dostarcza osoba bliska swoimi gestami, niz ktos, kto sie dopiero stara o uczucie.Mnie bardziej powala gest od kogos, kogo znam, niz od " adoratora", bo adorator kupuje w ten sposob moja uwage, to zabieg celowy, jak usmiech sprzedawcy.
Komplement od kolezanki, prezent od meza, laurka od dziecka- to sa wzruszajace chwile, z ktorymi kwiatki od adoratora nie moga konkurowac....
i to jest jak najbardziej naturalne i zrozumiałe, jesteś oldorando dojrzałą poukładaną kobietą w odróżnieniu od mojej kochanki "wiecznej dziewczynki" którą pociąga wszelkie tabu i która musi się dowartościowywać kolejnymi kochankami
Ja tak zawsze mialam- to nie jest jakas kokieteria...nawet w dlugim, 10 letnim zwiazku- nieudanym- bylam tak skupiona na ratowaniu zwiazku/budowaniu wiezi, porozumienia, ze nie mialam glowy do zdrady.....
Dopiero jak stalam sie wolna zaczelam sie rozgladac- i obserwuje to o czym piszecie.
I sie zastanawiam- to logiczne, ze takich ludzi poznaje, bo oni sa ciagle poszukujacy.
Tylko nie moge zrozumiec, skad im sie to bierze....przeciez sobie zycie utrudniaja- o ich rodzinie nie wspomne....
A może facet właśnie odtwarza pewien program, który ma zakodowany w umyśle i w myśl którego każdy związek jest skazany na niepowodzenie.
Może dla niego bezpieczna, bo kontrolowana (łatwo przewidzieć finał) jest relacja, w której ludzie się oszukują i okłamują.
To forma KONTROLI.
A sprawowanie kontroli ma ochronić samego kontrolującego, bo pozwala mu nie kierować uwagi na swoje wnętrze, swoje uczucia i swoje problemy; pozwala nie zajmować się sobą i odciąć się od siebie samego. Może po to by nie musieć zajmować się trudnymi dla niego samego sprawami i może dlatego wchodzi w związki zapewniające emocjonalny chaos, adrenalinę.
W ten sposób w pewnym sensie związek z góry, skazany jest na niepowodzenie.
Z tym kłamstwem i postrzeganiem więzi" emocjonalnej na wypaczonych zupełnie zasadach jest dokładnie tak, jak opisała Przyszłość.
Taka osoba przez całe swoje życie 'śpi', będąc kompletnie nieświadoma, że jedzie na programie. Program zakodowano we wczesnym dzieciństwie, a umacniały jego 'wiarygodność' (tzn. że to co obserwuje i bierze jako rzeczywistość taki wykolejony ktoś) kolejne doświadczenia życiowe, a skoro podobne przyciąga podobne to tylko takie mógł przyciągnąć.
I jak wielokrotnie powtarzaliśmy sobie przy innych wątkach, taka osoba, dopóki nie 'rozkoduje' Programu - a wcześniej musi w ogóle dopuszczać taką możliwość, że on ISTNIEJE
ale to jeszcze inna sprawa - to będzie poszukiwała dokładnie takich emocji od drugiej osoby, jakie kojarzy z miłością z dzieciństwa.
Ciągła niepewność, brak poczucia stabilizacji, bierna agresja (manipulacje, ciche dni, kłamstwa), etc.
Nie będzie też żadnym zaskoczeniem, że taka osoba zazwyczaj najgłośniej będzie zaprzeczała jakoby tego właśnie w relacjach szukała, a potem przyłapana na gorącym uczynku z kochankiem/kochanką spełniającą w 100% jej toksyczne potrzeby emocjonalne, wyprze się wszystkiego i zwali winę na nas, albo w ogóle do winy się nie po czuje, bo przecież - gdybyśmy nie byli tacy nudni.. ![]()
Elle- dobrze, ze jestes...
Zauwazylas , ze piotrus pan, border, itp, zazwyczaj pochodzi z pelnej rodziny, nawet nadopiekunczej.
Taki typ " jedynaka"
Za mocno opiekuncza matka, wyreczanie od dziecka- to klasyka
To dlaczego z takiej rodziny wyszedl i papierz wojtyla, i wychodza piotrusie?
Przeciez to nie logiczne- taka opiekunczosc, stabilizacja w dziecinstwie nie koduja wzorcow jazdy emocjonalnej...
Rzezbie sobie, odnosnie przyczyn zjawiska, ktore nie jednemu/nej krwi napsuly...
Nie wiem z jakiego domu pochodził JP II, ale obstawiam, że nie było tam emocjonalnej patologii.
Co rozumiem przez emocjonalną patologię: przemilczanie problemów, o których wszyscy w rodzinie wiedza i ich dotyczą, odwracanie od nich uwagi - co prowadzi do kodowania w dziecku mechanizmów wyparcia.
Pośrednim źródłem patologii emocjonalnej są też paradoksalnie zachowania 'pozytywne', ALE uwaga - serwowane dziecku w bardzo określonym celu, tj. aby zmanipulować je, uspokoić i/lub podporządkować ich zachowanie pod wolę rodzica, jak np. przekupywanie: "Kupie Ci Wojtuniu tą zabawkę, bo widzę, że jesteś taki naburmuszony" - dziecko uczy się stosować szantaż emocjonalny, bo mu się to opłaca, jest za to nagradzane.
W przyszłości z dużym prawdopodobieństwem będzie uciekało z partnerem w ciche dni aby wymusić coś.
Inny przykład pozornie pozytywnych zachowań to przekonywanie synusia/córuni, że są najwspanialsi niezależnie od faktu, że mając 40 dychy na karku mieszkają z Mamunią, pomimo, że od dawna stać ich na wyprowadzkę - a już nawet mniejsza o wyprowadzkę, nie umieją utrzymać żadnego związku i Mamunia zawsze bierze stronę synka. Synuś może mieć swoje lata, a mamusia ekscytuje się każdym jego awansem w pracy i robi obiad z 4 dań, po czym synuś (lat 35 np.
) idzie do swojego pokoiku grać albo na piwko z kolegami.
Potem oczywiście wymaga od partnerki by bacznie zwracała uwagę na jego sukcesy i nie wymagała od niego by np. brał się za jakąś robotę, bo on będzie je "uczczał"
na piwie z kolegami kolejne tygodnie.
Jeśli partnerka zacznie mieć z tym problem - prędzej wymieni partnerkę, niż wyprowadzi się od Mamusi, która jeszcze do cycka przytuli, cała szczęśliwa, że synek zostaje w domu, a przecież było już 'ryzyko' ew. rozdzielenia i ułożenie sobie życia z inna kobietą. ![]()
Taka Matka narcyza/Piotrusia zazwyczaj nawet nie musi być w jawny sposób nadopiekuńcza czy specjalnie kontrolująca. Często stosuje tzw. 'politykę miłości', która uzależnia syna niczym syreni śpiew - odsuwa od niego wszelką odpowiedzialność, wszelkie problemy "Synuniu, czego nie zrobisz - Mamunia zawsze jest po twojej stronie."
W przyszłości synuś nie potrafi rozwiązać 1 problemu, jaki wyniknie w trakcie związku i ucieka do mamusi, bo tam nie ma krytyki ani konieczności konfrontacji z realną sytuacją.
Można by wymieniać kolejne przykłady, generalnie chodzi o to że źródłem postawy Piotrusia Pana są ciągłe manipulacje Matki (serwowane bardziej lub mniej wprost) i chroniczne odmawianie synowi możliwości poznania prawdy n/t swojego zachowania w jakichkolwiek okolicznościach, taka matka zawsze będzie go chronić przed konsekwencjami jego własnych wyborów życiowych i umacniać jego przekonanie, że wszystko co złe, jest z poza niego, dlatego on sam ma prawo kompletnie nie przejmować się tym lub prędzej ukarać maluczkich niż zastanowić się nad tym, dlaczego ludzie mają z nim jakiś problem.
oldorando: w pierwszym "modelu mojego zachowania" to w sumie byl okres szczeniackiej mlodosci, studia i czas po studiach kiedy jest miejsce na wiecej przestrzeni w zwiazku, to nie bylo tak ze jakos patologicznie olewalem moja eks, nie poswiecalem jej czasu itd... nie zdradzalem jej, po prostu mialem wieksza autonomie, potrzebe samodzielnosci, zdobycia doswiadczen itd. mialem wieksza potrzebe swojej przestrzeni... i w gruncie rzeczy widac to jej sie podobalo, to byla jakas ekscytacja i dla niej jakis challenge...
Przyszlosc: wydaje mi sie ze, moja eks wyrastala w "normalnej" rodzinie, jej rodzice sprawiaja wrazenie dobrej, zgranej, kochajacej sie pary, ale ojciec na pewno jest skrajnym introwertykiem, prawie nie mowi i unika komentarzy... (moja eks raczej tez) a jej matka nie ma na nia wplywu, tzn. nie potrafi do niej w zaden sposob dotrzec, jest zupelnie inna osoba niz eks i nie maja ze soba zadnej relacji, poza tym moja eks bardzo wczesniej opuscila dom rodzinny (podstawowka) i wychowywala sie w zasadzie z siostra (ktora dla mnie jest osoba zupelnie nieodnajdujaca sie w zyciu) i potem ze mna...bo wczesnie zaczelismy zwiazek... ale przygladam sie temu jak najbardziej... najgorsze jest to, ze zanim sie pozna kogos dobrze to musi minac naprawde duzo czasu zanim zbierzemy na tyle duzo informacji o rodzinie zeby zastanowic sie czy ktos nie jest toksyczny...
) no coz ale nie zniechecam sie !!
Elle88: "Nie będzie też żadnym zaskoczeniem, że taka osoba zazwyczaj najgłośniej będzie zaprzeczała jakoby tego właśnie w relacjach szukała, a potem przyłapana na gorącym uczynku z kochankiem/kochanką spełniającą w 100% jej toksyczne potrzeby emocjonalne, wyprze się wszystkiego i zwali winę na nas, albo w ogóle do winy się nie po czuje, bo przecież - gdybyśmy nie byli tacy nudni.." PODPISUJE SIE pod tym w 100% ... tak samo jest ze mna
dopoki bede mial potrzebe udawadniania czegokolwiek zwiazanego z poprzednim zwiazkiem i opowiadania o nim to bedzie oznaczalo ze nadal mam w glowie jakas kotwice
ale kotwiczka co raz lzejsza !
oldorando nie, tylko jest i będzie Ci trudniej nie będąc seksualną. Mężczyźni którzy pragna związków tego typu (przyjacielskiego) najzwyczajniej mają poważne deficyty, tak jak Ty masz deficyt bycia seksualną (wobec powyższego wzorca). Wiele razy zastanawiasz się co jest nie tak z Tobą czy światem. Tu jest odpowiedź, choć zapewne niepełna.
Niektórzy w każdej sytuacji zachowują się seksualnie,seksownie, a niektórzy jak dziecko,stary człowiek,człowiek wyzbyty seksualności. Przez to nie ma tego konkretnego przyciągania.
My możemy się rozwijać, ale ludzkość (ogół czy nawet przeciętny człowiek - większość) bazuje na tych właśnie prostych biologicznych odbiorach miłości zwanej pożadaniem. Tego żadna inteligencja nie wyrzuci z podświadomości, ponieważ stanowi odrębny twór. Człowiek z instynktu korzysta zawsze w sposób niekontrolowany (nie można tych procesów zatrzymać tak jak trawienia, czy tego że patrzymy na coś i nam się to podoba, albo jemy coś i nam to smakuje), a tutaj pożądanie buduje niepewność i bardzo prymitywne zagrywki (zwierzęce, instynktowne, prostackie często nawet). Ludzie w większości korzystają z programów narzuconych przez społeczeństwo (normy społeczne w większości są manipulacją ludzi postawionych wyżej), rodziców, towarzystwa. Większość jedzie na autopilocie, kompletnie sie nie zastanawiając jak, co i dlaczego, ale też nie potrafiąc nad tym zapanować i dogłębnie zrozumieć. Instynktu nie wyrzucimy. Działamy jak maszyny. Jak mamy zapładniać to organizm jest na to nastawiony, ciągle produkuje to co niezbędne do przetrwania i wyszukuje odpowiadające nam jednostki do zaspokojenia żądz. Nie musi to być zaspokojenie seksualne, ale ciągle jesteśmy na coś nastawieni. Ciągle czegoś pragniemy. Spróbujmy to wyrzucić? Nie ma możliwości. Głód musi być zaspokojony.
Instynkt to też uproszczenie sprawy, ponieważ czy manipulacja, kłamstwa, tajemniczość są instynktowne? Czy zwierzęta nie posiadające naszej inteligencji manipulują? Nie raz udowodniono, że kobiecy program potrzeb seksualnych (miłosnych) jest uzależniony od hormonów. Kobieta będąc uzaleznioną od hormonów (one mają panowanie nad nią, ona nad nimi nie) jest prowokowana do zachowań manipulacyjnych w czasie największego zapotrzebowania na seks i zapłodnienie. Może to być też zachowanie niedojrzałe pokazujące bezradność danej osoby. Ktoś powie, że to normy nam to narzuciły. Nie. To że kobieta w większości nie inicjuje, a tylko wysyła sygnały (typu uśmiech, spojrzenie), a to do mężczyzny należą bezpośrednie kroki - to jest nie narzucone społeczenie, a przez biologię. I jeśli zachowujemy się biologicznie, to mamy biologiczny sukces zwany sukcesem reprodukcyjnym, co jest totalnym zaprzeczeniem stałego, stabilnego związku. Tak jak mężczyzna słaby jest przez większość kobiet traktowany z pogardą, odtrąceniem. Kto nam to narzuca? Nikt. Instynkt. Słabi umierają, bo mają słabe geny, choć dziś rozmnażają się w związkach z rozsądku lub w stanie upojenia. Zachowując się słabo zachowuje się nieseksualnie, a to pokazały poprzednie historie: męzczyzna stał się stabilny, pewny, nudny, dał jej to czego chce (społecznie, nie instynktownie, biologicznie). Ona dostała nad nim kontrolę, czego chciała logicznie, ale podświadomie (biologicznie) nie. Tak wiele kobiet próbuje posiąść i wychować sobie mężczyzne w związku, robiąc z niego pantofla. I jeśli zrobi, to oczywiście wina mężczyzny bo jest słaby i dał sobie wejść na głowę. Kobieta wtedy daje sobie prawo do odejścia i szuka tego który nie da się wychować, jednocześnie stale próbując to robić (WALCZY Z NIM! to nie jest stabilny związek).
Jeszcze inna sprawa, że my musimy mieć mnogą osobowość w różnych sytuacjach. Inaczej zachowywać się do rodziny, inaczej w pracy, inaczej ze znajomymi i inaczej gdy chcemy podrywać.
Zachowujesz się jak kolega zostajesz kolegą. Zachowujesz sie jak koleżanka zostajesz koleżanką. I tu znowu musimy mieć wyuczone jak zachowywać się by reagowano na nas seksualnie. Seks to jedna z najprostszych form instynktu, który wzbudzany jest procesami chemicznymi, które są wyuczone. Tak jak chemiczny jest stres, ponieważ czegoś się boimy. Tyle że strach jest w największej części nauczony tu i teraz (rodzina, otoczenie), nie instynktownie (pra pra prapodświadomość). Na strach więc mamy większy wpływ niż na coś co zostało nam dane jak spadek. Tak jak nie da się wyleczyć, przynajmniej na dziś, homoseksualizmu, tak dziś nie ma możliwości by wyłączyć podniecanie się danymi bodźcami. Kochanie stabilne jest dziś brane jako przyjacielskie, braterskie. Dozwolona jest tutaj poligamia, nie ma przesadnej zazdrości (objawiającym się bardzo dużym bólem!). Biologiczne zakochanie jednak wpędza w depresję, w potężny ból, jeśli nie jest zrealizowane (odwzajemnione). I na to leku nie znaleziono. Tak jak na to by nie "wyparowało" po jakimś czasie, by natura dała nam możliwość do kolejnego przedłużenia gatunku z kimś innym (inne DNA, być może zdrowsze, lepsze). Natura nad nami ma kontrolę, nie my nad nią.
Co ciekawe to właśnie kobiety częściej zakochują się w taki sposób będąc przyciąganymi przez huśtawki niepewności, ponieważ same posiadają takie cechy. Mowa i manipulacje (emocjami) są wynalazkiem kobiet. Mężczyźni posługiwali się znakami i siłą fizyczną. Nie dziwią wczesniej przytoczone historie obu szalonych panów, którzy byli rozchwytywani, a kiedy stali się mniej szaleni przestali być seksualnymi. Sam ślub potrafi mocno studzić emocje, o urodzeniu dziecka nie wspomnę. Być może jest to konkretny typ osobowości, ale jak sie często okazuje są to bardzo atrakcyjne kobiety. Cwane i inteligentne. Inteligentne w ten sposób, że manipulują bardzo świadomie. Może zauważacie to bądź nie, ale na szczycie bardzo często są ludzie którzy manipulowali innymi, którzy podwyższali sobie wartość kosztem innych, egoiści. Egoista jest nastawiony tak: dam coś, ale tylko gdy przyniesie MI to zysk. Osoba z otoczenia nie widzi tego ukrytego dna, tylko widzi że dana osoba daje, a że nie wie że ma to swój egoistyczny cel. Od lat obserwuje się, że piętnowane są osoby dobre, empatyczne, wrażliwe, dawcy, ciche osoby, słabsze. Ludzie szukają ofiar w otoczeniu jak zwierzęta. Ktoś powie, że to wyniesione z domu. Być może. Ja powiem że to wyniesione z lasu. I ci którzy piastują najwyższe stanowiska mają najwięcej zwierzęcych zachowań. I co ciekawe ci słabsi do nich lgną(pożądają ich).
Elle- dobrze, ze jestes...
Zauwazylas , ze piotrus pan, border, itp, zazwyczaj pochodzi z pelnej rodziny, nawet nadopiekunczej.
Taki typ " jedynaka"
Za mocno opiekuncza matka, wyreczanie od dziecka- to klasykaTo dlaczego z takiej rodziny wyszedl i papierz wojtyla, i wychodza piotrusie?
Przeciez to nie logiczne- taka opiekunczosc, stabilizacja w dziecinstwie nie koduja wzorcow jazdy emocjonalnej...
Rzezbie sobie, odnosnie przyczyn zjawiska, ktore nie jednemu/nej krwi napsuly...
Kodują. Opiekunczosc to wychowanie kobiece, gdzie to dobro się wykorzystuje to zaspokojenia własnych potrzeb. Brak męskiego wzorca odpowiedzialności i świadomości, działania. Nadopiekunczosc to juz zaborczosc i kontrola. Ciągłe napięcie. Taka osoba musi mieć ciągłe poczucie kontroli swojej rzeczywistości, więc buduje przewagę (swoje bezpieczeństwo) manipulacjami.
Wypieranie wytłumaczyła Elle, co jest jedną z najskuteczniejszych broni. Jest jeszcze coś takiego jak PROJEKCJA. Możnaby to rozwinąć, ale to pozwala zrzucić odpowiedzialność na innych za swoje błędy/wady.
Thinking...
Glupoty piszesz- bo gdyby to byla prawda, nie moglabym wejsc w przejsciowy romans- a z tym nie mam klopotu...,
Wiec caly elaborat o mojej seksualnosci bierze w leb w obliczu faktow.
Schody zaczynaja sie przy zwiazku,...
Czesto obserwuje, ze panowie spodziewaja sie, ze ja oczekuje manipulanctwa.
Zaczynaja z czasem wprowadzac to o czym piszesz- a ja sie odsuwam- bo jeszcze nie pokochalam, a juz pan mnie dystansuje.
On chce wzbudzic emocje, stosuje te triki, ( przyciaganie/odpychsnie, wzbudzanie zazdrosci, pokazanie kto tu rzadzi...itd) a dla mnie to czas na zakonczenie znajomosci.
Mnie nie bawi rollercoaster z kims kogobchce poznac blizej. On mi to uniemozliwia.
W ogole zauwazylam, ze faceci maja glowy nabite wiedza o schematach jakie trzeba zastosowac, zeby ich kobieta pokochala...to jest nie do przejscia, nie do pokonania.
To widac, nawet tu, np. W twoich wpisach.
Ty wiesz, juz, ze ja mam problem z seksualnoscia, a wiec z nawiazaniem relacji seksualnej- chociaz nigdzie tego nie powiedzialam.
Ja potrafie uwodzic/uwiesc, tylko do bycia z kims, trzeba czegos wiecej,niz fajnego seksu- tej stabilnosci wlasnie.
Nie wiem. Sama o tym piszesz. Odróżnijmy relacje które miewasz, od tych z hormonalnym przywiązaniem, którego zerwanie powoduje ból (nierzadko zabijający). Ci mężczyźni mogą tego oczekiwać, a słyszą, że zaczyna się to od manipulacji.
Jak skomentować?
Idole muzyki, zresztą zupełnie podobnie jak inne gwiazdy show-biznesu, robią na kobietach wrażenie między innymi dzięki specyficznemu sposobowi bycia. Co tu dużo ukrywać, normalny facet nazwałby to arogancją i bezczelnością.
Oczywiście z pewnością są wśród nich mili faceci, ale przecież mówimy o tych, którzy odnoszą niesłychane sukcesy u kobiet dzięki swojej powalającej pewności siebie.
Weteran rocka Gene Simmons, basista legendarnej grupy Kiss, który, jak sam twierdzi, spał z 5000 kobiet i aby nie być posądzonym o czcze przechwałki, zrobił polaroidem zdjęcie każdej z nich, ma jasno sprecyzowaną strategię: ?Jeżeli chcesz przespać się z jak największą liczbą kobiet, musisz cały czas dążyć do tego, żeby zdobyć jak najwięcej kobiet?.
Proste, nie? ?Podejdź, jasno i wyraźnie przedstaw swoje zamiary wobec niej i czekaj na sygnał. Kobiety są światłami sygnalizacyjnymi naszego życia ? musisz po prostu poczekać na zielone?. Nauka potwierdza to, co Gene sprawdził doświadczalnie ? aby wznieść się powyżej średniej krajowej, jeżeli chodzi o ilość kochanek, musisz atakować od pierwszej chwili.
Naukowcy z New Mexico State University udowodnili, że faceci, którzy prezentują wobec kobiet postawę drapieżnika w każdej chwili gotowego do skoku, mają kilkakrotnie więcej partnerek seksualnych. Te same badania wskazują, że skuteczność seksualnych podbojów znacznie podnosi tzw. ciemna triada osobowości.
Chodzi o takie cechy charakteru, jak: skłonność do manipulacji (?Zawodowo zajmuję się astrofizyką, ale moja prawdziwa pasja to pomoc głodującym dzieciom w Etiopii?, ?Mój przyjaciel, znany reżyser, właśnie kompletuje obsadę do nowego serialu, szuka blondynki ? takiej jak ty?), egoizm (?Trudno, twoje koleżanki na pewno sobie poradzą z powrotem do domu?) i impulsywność (?Nie ma na co czekać, tu za rogiem jest hotel?, ?Dziewczyno, życie jest krótkie, nie marnujmy czasu?).
Cecha, która wyróżnia ten typ podrywaczy, to godna podziwu umiejętność koncentracji na wyznaczonym celu. Postawa proaktywna, można powiedzieć. Jak się czegoś chce, to nie ma co czekać na cud czy szczęśliwy zbiego okoliczności. Możesz się nie doczekać.
Dlaczego ludzie, mając do dyspozycji wróbla w garści i kanarka na dachu, raczej będą próbować łapać kanarka? A przynajmniej za nim tęsknić, gardząc tym swoim wróblem?
Tłumacząc to na nasze ? mnóstwo ludzi uznaje za wartościowe wyłącznie to, co jest dla nich trudno dostępne. Być może to kwestia kompleksów, ale wiele kobiet nawet nie zauważa miłych facetów, którzy kręcą się koło nich całe lata, gotowi na każde skinienie.
Nie zauważa, bo myślami jest przy ponurym typie, który albo jest żonaty, albo ich nie kocha, albo źle traktuje, albo wiecznie nie ma go w domu. W słynnej książce ?Wywieranie wpływu na ludzi? Robert Cialdini nazywa to zjawisko psychologiczną regułą niedostępności.
Wykorzystywaną zresztą mniej lub bardziej świadomie przez speców od marketingu poprzez reklamowanie towarów pod hasłami typu: limitowana edycja, ilość miejsc ograniczona, towar na zapisy, ostatnia szansa.
Gwiazdy doskonale się nadają na kobiecy obiekt westchnień, ponieważ istnieje niewielkie prawdodobieństwo, że nawet jeżeli któregoś z nich spotka, to uda się jej zatrzymać go przy sobie. Normalny facet, który chciałby powtórzyć numer na niedostępnego, musi trochę powalczyć ze swoją sympatyczną naturą. Zewnętrznym sygnałem niedostępności może być na przykład wyraz twarzy.
Okazuje się, że wbrew temu, co myśleliśmy, kobiety nie przepadają za typami szczerzącymi się w szczerym uśmiechu. Z badania psychologów z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver, w którym sprawdzano pierwszą automatyczną reakcję na zdjęcia osób przeciwnej płci, wynika, że od uśmiechniętych kobiety wolą tych z dumnym wyrazem twarzy i ?złych chłopców?.
Podobnie atrakcyjny wydawał się kobietom facet o smutnym wyrazie twarzy. Profesor Jessica Tracy, współautorka badania, tłumaczy, że wyniki badań odzwierciedlają tradycyjne trendy w kulturze zachodniej.
Dla kobiet niedostępny wyraz twarzy jest podświadomie odbieranym sygnałem wysokiego statusu społecznego. A facet o wysokim statusie może zapewnić dobre geny potomstwu. Działa to tak, że im wyższa pozycja, tym mniejsza potrzeba zaskarbiania sobie sympatii otoczenia poprzez uśmiech.
Piotruś Pan, wieczny chłopiec, który ze swojej nieodpowiedzialności zrobił manifest własnego życia. Ale kobiety uważają, że przy takim nie sposób się nudzić.
Tajemnicą młodzieżowego wyglądu nawet tych najbardziej wiekowych rockmanów jest fakt, że oni nigdy nie stali się naprawdę dorośli. No więc jak mogą być starzy? To najlepszy dowód na to, że starzenie zaczyna się w głowie.
A oni w głowie mają zabawę, ale też, trzeba to przyznać, i twórczość. Jednostki prawdziwie kreatywne to bardzo często wieczni chłopcy. Mają mnóstwo fantazji i wdzięku, którym uwodzą wszystkich dookoła.
Kobiety bardzo łatwo się w nich zakochują, bo w ich towarzystwie nie sposób się nudzić. Na śniadanie zaserwuje szampana i truskawki, skomponuje dla swojej kobiety piosenkę, znienacka porwie ją z pracy na rajd motocyklem.
Poza tym, co nie jest bez znaczenia, erotyczne sukcesy Piotrusiów Panów ułatwia to, że ich zachowanie wyzwala u kobiet instynkty macierzyńskie. Ponieważ okazują się uroczo bezradni w konfrontacji z codziennością, wiele kobiet odczuwa natychmiastowy impuls, żeby się nimi zaopiekować.
Teraz- thinkig- to nie wiem, o czym mowisz...
Nooo, dobra- rozumiem twoj punkt widzenia
Nie mam problemu z relacja seksualna...
Ale zakochuje sie w bliskosci, stabilnosci.
Nie zakocham sie w kims w ciagu tygadnia, tylko z powodu orgazmu.
Poznaje dluzej/lepiej, moje uczucia sie ocieplaja- on zaczyna manipulowac/oczekiwac manipulacji-ja sie wycofuje. Tak ze 2 lata max wiecej nie wytrzymuje .
Tylko nadal nie wiem w czym mi to ujmuje?
Ze nie wzdycham do nabzdyczonych maczo?
Ze lubie milych/kulturalnych facetow?
Ze podane przez ciebie przyklady mnie ostraszaja/zniechecaja?
Mam sie tlumaczyc , ze nie jestem wielbladem?
Czy mam prezentowac zachowania patologiczne, zeby zmiescic sie w schemacie?
Noo, tak sobie mysle- jak mam byc jedna z 5000 kobiet- to wole dozywotni celibat!
To ja rezygnuje z takich kontaktow- swiadomie i z cala odpowiedzialnoscia.
Mysle, ze moj problem polega na tym, ze wiekszosc facetow ( wolnych- sic)
Kieruje sie takimi jak przedstawiles schematami...
Nie wiem z jakiego domu pochodził JP II, ale obstawiam, że nie było tam emocjonalnej patologii.
/..../
Tu jest jeszcze jeden ciekawy aspekt.
Parkinsonicy mają niski poziom czegoś co można nazwać "novelty seeking".
Rodzimy się z gotową ilością komórek produkujących dopaminę. Jedni startują z wyższego poziomu inny z niższego. W miarę lat może ich tylko ubywać. Zmniejszenie ich ilości o około połowę daje objawy motoryczne parkinsona, ale na dziesiątki lat wcześniej widoczne mogą być inne objawy - szczególnie ciekawe są te związane ze zmianami osobowości.
Możemy uczyć się probabilstycznie (patrz mój post wyżej) przez nagradzanie i przez karanie. W sytuacji typowej zarówno kary jak i nagrody mają "moc sprawczą". Jednak w miarę spadku poziomu dopaminy, ciężej uczyć się przy użyciu jej wzrostów - czyli przez nagrody. W związku z tym główną moc sprawczą mają kary.
W konsekwencji obserwujemy człowieka z zapotrzebowaniem na pozytywną stymulację, ale koncentrującego się na unikaniu KAR. Jednym z objawów jest niechęć do nowych bodźców, ryzykownych zachowań w których można coś zyskać ale i coś stracić. Właśnie dlatego unikają nowości.
Bo NOWE oznacza dla zwykłych ludzi możliwość nagrody przy ryzyku kary. U kogoś u kogo "nagrody nie działają" oznacza tylko RYZYKO KARY. Dlatego unika nowości.
U niektórych osób z parkinsonizmem podanie dopaminy w celu leczenia objawów motorycznych powoduje ZBYT DUZE podwyższenie "uśrednionego" poziomu dopaminy. Tym razem łatwo - sytuacjach nagrody podwyższyć sobie jej poziom. Uczenie się przez kary (obniżona dopamina) przestaje być skuteczne - szczególnie widać to jeśli wystartowano ze zbyt dużej dawki (teraz najczęściej "jedzie się" na możliwie najniższych - nie zawsze tak było). W konsekwencji u leczonych parkinsoników rozwijały się dziwne objawy - w szcególności zaburzenia kontroli impulsów - podejmowanie NOWYCH RYZYKOWNYCH aktywności - w tym uzależnienia od hazardu, narkotyków, seksu. Kary traciły moc regulacyjną - przestawały być skuteczne bo dopamina nie spadała do odczuwanego jako kara poziomu. Zamiast tego moc kontrolującą procesy uczenia się nowych zachowań miałą NAGRODA - ta stawała się na tyle nagradzająca że rozwijały się wzorce w których - pacjent nie patrzy ILE MOŻNA STRACIĆ ALE ILE MOŻNA ZYSKAĆ. To odwrotność lęku przed poszukiwaniem nowości.
Podsumowując: poszukiwanie nowości - ale też silnych nagradzających wrażeń bez oglądania się na koszt zależy też od konstytucji człowieka - tzn od tego jaki układ nagrody zaserwuje mu okres budowania się systemu nerwowego. Bazowo wysoki poziom dopaminy sprzyja zachowaniom ryzykownym nie patrzącym na skutki. Niski zaś unikaniu nowości. U podłoża tego mechanizmu jest uczenie się probabilistyczne i warunkowanie. Kary i nagrody mają zwykle zrównoważoną "moc" regulującą procesy uczenia się wzorców zachowań. Przewaga roli kar ("kara bardziej karząca" - niska bazowa dopamina) daje UNIKANIE NOWOŚCI - nudne i jednostajne życie według jednego wzorca. Wysoka dopamina ("nagroda bardziej nagradzająca") daje ekstremalne zachowania skupione na poszukiwaniu przyjemności bez oglądania się na straty.
Najlepiej mieć "po równo" :-) - tak aby zakres możliwych zmian poziomu dopaminy "pokrywał" zarówno spektrum kary jak i nagrody w równym stopniu (zwykle nieco ze wskazaniem na kary). Ale nie zawsze tak jest - patrz poniżej:
Wrzucam schematy:
Rycina 1:
_ Poziom dopaminy dający subiektywne poczucie Nagrody
.|
.| Zakres wahań poziomu dopaminy u osoby
.| z zachowaniami ryzykownymi poszukującej przyjemności bez patrzenia na koszty
.|
.
.
.
_ Poziom dopaminy odczuwany jako kara
Rycina 2:
_ Poziom dopaminy dający subiektywne poczucie Nagrody
.
.
.
.|
.| Zakres wahań poziomu dopaminy u osoby
.| unikającej nowości kierującej się lękiem prze karą
.|
_ Poziom dopaminy odczuwany jako kara
Podejrzewam, że zrozumienie tego ułatwiłoby paru osobom życie...
Nie wiem z jakiego domu pochodził JP II, ale obstawiam, że nie było tam emocjonalnej patologii.
Co rozumiem przez emocjonalną patologię: przemilczanie problemów, o których wszyscy w rodzinie wiedza i ich dotyczą, odwracanie od nich uwagi - co prowadzi do kodowania w dziecku mechanizmów wyparcia.
Zatrzymałam się swego czasu przy "narcyzmie" i to, co utkwiło mi w pamięci najbardziej, to informacja, że narcyzm wynika z ambiwalentnego stosunku rodzica do dziecka, bo z jednej strony dziecko otrzymuje sygnały, że jest najważniejsze, a z drugiej strony nie otrzymuje akceptacji, zainteresowania i ciepła, przez co nie doświadcza spełnienia emocjonalnego. I ten dualizm powoduje, że z jednej strony narcyzm oczekuje poklasku, ale wewnątrz ma niskie poczucie własnej wartości.
Dodaje tak w kwestii uzupełnienia tematu, bo z narcyzami pośrednio lub bezpośrednio często można spotkać się na forum ![]()
Rycina 1:
_ Poziom dopaminy dający subiektywne poczucie Nagrody
.|
.| Zakres wahań poziomu dopaminy u osoby
.| z zachowaniami ryzykownymi poszukującej przyjemności bez patrzenia na koszty
.|
.
.
.
_ Poziom dopaminy odczuwany jako kara
To o moim młodszym synu ![]()
On mnie czasami swymi ryzykownymi zachowaniami napawa lękiem.
Ale w sumie, to w mojej rodzinie "chodzą" legendy o moich wczesno-młodzieńczych wyskokach a jakoś "wyszłam na ludzi" ![]()
Przyszlosc: wydaje mi sie ze, moja eks wyrastala w "normalnej" rodzinie, jej rodzice sprawiaja wrazenie dobrej, zgranej, kochajacej sie pary, ale ojciec na pewno jest skrajnym introwertykiem, prawie nie mowi i unika komentarzy... (moja eks raczej tez) a jej matka nie ma na nia wplywu, tzn. nie potrafi do niej w zaden sposob dotrzec, jest zupelnie inna osoba niz eks i nie maja ze soba zadnej relacji, poza tym moja eks bardzo wczesniej opuscila dom rodzinny (podstawowka) i wychowywala sie w zasadzie z siostra (ktora dla mnie jest osoba zupelnie nieodnajdujaca sie w zyciu) i potem ze mna...bo wczesnie zaczelismy zwiazek... ale przygladam sie temu jak najbardziej... najgorsze jest to, ze zanim sie pozna kogos dobrze to musi minac naprawde duzo czasu zanim zbierzemy na tyle duzo informacji o rodzinie zeby zastanowic sie czy ktos nie jest toksyczny... ) no coz ale nie zniechecam sie !!
Espresso,
Nie warto już zastanawiać się, co kierowało Twoją EX. Jej wybór, jej decyzja, jej życie - i nie Twój problem. Skup się na sobie ![]()
To "doświadczenie" wykorzystaj po prostu w przyszłości, bo pokazuje że warto przyglądnąć się otoczeniu, w którym wzrastał nasz partner oraz jego/jej relacjom z najbliższymi.
Elle88 napisał/a:Nie wiem z jakiego domu pochodził JP II, ale obstawiam, że nie było tam emocjonalnej patologii.
Co rozumiem przez emocjonalną patologię: przemilczanie problemów, o których wszyscy w rodzinie wiedza i ich dotyczą, odwracanie od nich uwagi - co prowadzi do kodowania w dziecku mechanizmów wyparcia.
Zatrzymałam się swego czasu przy "narcyzmie" i to, co utkwiło mi w pamięci najbardziej, to informacja, że narcyzm wynika z ambiwalentnego stosunku rodzica do dziecka, bo z jednej strony dziecko otrzymuje sygnały, że jest najważniejsze, a z drugiej strony nie otrzymuje akceptacji, zainteresowania i ciepła, przez co nie doświadcza spełnienia emocjonalnego. I ten dualizm powoduje, że z jednej strony narcyzm oczekuje poklasku, ale wewnątrz ma niskie poczucie własnej wartości.
Dodaje tak w kwestii uzupełnienia tematu, bo z narcyzami pośrednio lub bezpośrednio często można spotkać się na forum
To prawda. Bardzo dobrze, że to doprecyzowałaś
Ta ambiwalencja w poczuciu wartości narcyza jest też doskonałym przykładem na to, że podświadomość potrafi bez problemu realizować z pozoru wykluczające się programy w jednym czasie
, o czym wspominałam chyba gdzie indziej.
/.../
To o moim młodszym synu
On mnie czasami swymi ryzykownymi zachowaniami napawa lękiem.
Ale w sumie, to w mojej rodzinie "chodzą" legendy o moich wczesno-młodzieńczych wyskokach a jakoś "wyszłam na ludzi"
Rynki finansowe to też "hazard" :-) /wrzuciłem to powyżej w przykładach/
A co do dzieci - mój młodszy syn zresztą już zdążył dwa razy umoczyć się na NewConnect...
Inna sprawa, że najpierw sześciokrotnie w ciągu pół roku zwiększył kapitał wyjściowy :-)))
Przyszłość napisał/a:/.../
To o moim młodszym synu
On mnie czasami swymi ryzykownymi zachowaniami napawa lękiem.
Ale w sumie, to w mojej rodzinie "chodzą" legendy o moich wczesno-młodzieńczych wyskokach a jakoś "wyszłam na ludzi"Rynki finansowe to też "hazard" :-) /wrzuciłem to powyżej w przykładach/
A co do dzieci - mój młodszy syn zresztą już zdążył dwa razy umoczyć się na NewConnect...
Inna sprawa, że najpierw sześciokrotnie w ciągu pół roku zwiększył kapitał wyjściowy :-)))
Rynki finansowe to nie hazard to czysta psychologia, bo rządzą nimi strach i chciwość. Trzeba się "wczuć" w nastroje inwestorów, polityków i tzw. leszczy, a na końcu każdy makler powie Tobie, że analiza techniczna dyskontuje wszystko a trend my friend ![]()
Sam znasz syna najlepiej i wiesz, ile w nim strach a ile chciwości, a jeśli jest "pośrodku" to z uwagą ustawia SL i TP (Stop Loss, Take Profit)
Z pewnością pomocne jest w tej dziedzinie uczenie probabilistyczne. Jak czytałam przykład z góralem to jakbym czytała o sobie ![]()
/.../
Rynki finansowe to nie hazard to czysta psychologia, bo rządzą nimi strach i chciwość. Trzeba się "wczuć" w nastroje inwestorów, polityków i tzw. leszczy, a na końcu każdy makler powie Tobie, że analiza techniczna dyskontuje wszystko a trend my friendSam znasz syna najlepiej i wiesz, ile w nim strach a ile chciwości, a jeśli jest "pośrodku" to z uwagą ustawia SL i TP.
Z pewnością pomocne jest w tej dziedzinie uczenie probabilistyczne. Jak czytałam przykład z góralem to jakbym czytała o sobie
Dominacja strachu oznacza - decyzje uzależnione od unikania kary,
Dominacja chciwości oznacza - decyzje uzależnione od żądzy nagrody.
Wydaje mi się, że przy przystępowaniu do takiej zabawy trzeba mieć jednak żyłkę hazardzisty, czyli raczej kierować się pragnieniem nagrody a nie obawą kary.
Potem tak jak mówisz ... czysta psychologia.
Sukces zależy od efektywności uczenia się probabilistycznego. Choć wydaje mi się, że przydaje się wiedza statystyczna - przecież uczenie się probabilistyczne przypomina trochę logistyczną analizę regresji.
Nawiasem uczenie się probabilistyczne zachodzi w warunkach kar i nagród. Aby było efektywne docelowo trzeba być wrażliwym zarówno na porażki jak i na nagrody.
A co do NewConnect - tam jak mówi syn sytuacje są nie przewidywalne i żaden stały czy ruchomy stop loss nie ratuje... Ostatnio załatwił się na "zawieszeniu rynku akcji" bo firma nie złożyła jakiegoś sprawozdania... :-) Cel tej zabawy na razie jest edukacyjny i skończy się licencjatem, bo mało kto pisze o tym rynku więc chodzi o to aby połączyć to z czymś pożytecznym. Liczę że da się "to coś" trochę u niego ucywilizować. :-)
PS:
HA! Ale mam pomysł jak zarobić. Trzeba stworzyć możliwy do zastosowania w praktyce i posiadający normy test uczenia się probabilistycznego, Na chwilę obecną NIE MA JESZCZE TAKIEJ METODY!!! To co tu piszę istnieje na razie bardziej w artykułąch niż podręcznikach i nie wyszło jeszcze poza laboratoria.
Nawet wiem kto przy rekrutacji mógłby być zainteresowany badaniem pod tym kątem .... ;-)))
Dominacja strachu oznacza - decyzje uzależnione od unikania kary,
Dominacja chciwości oznacza - decyzje uzależnione od żądzy nagrody.Wydaje mi się, że przy przystępowaniu do takiej zabawy trzeba mieć jednak żyłkę hazardzisty, czyli raczej kierować się pragnieniem nagrody a nie obawą kary.
Potem tak jak mówisz ... czysta psychologia.
Żeby "znależć" się w tradingu potrzebny jest wyższy niż przeciętnie poziom otwarości i akceptacji ryzyka, który faktycznie bliski jest hazardzistom. W swoim życiu zawodowym spotkałam sporo osób, które nie wytrzymały ciśnienia, wypaliły się. Jednak ci, którzy "odnależli" się w tym świecie na różne aspekty zwracali uwagę, np. Mi zależało na sprawdzeniu się, zweryfikowaniu, czy moja analiza, ocena, wybór i decyzja były słuszne :-)
Sukces zależy od efektywności uczenia się probabilistycznego. Choć wydaje mi się, że przydaje się wiedza statystyczna - przecież uczenie się probabilistyczne przypomina trochę logistyczną analizę regresji.
Nawiasem uczenie się probabilistyczne zachodzi w warunkach kar i nagród. Aby było efektywne docelowo trzeba być wrażliwym zarówno na porażki jak i na nagrody.
Sukces uzależniony jest od wielu czynników.
Oczywiście, że background w postaci analizy statystycznej i wiedzy z zakresu inwestowania jest konieczny, ale to tylko jeden z elementów, bo obok wiedzy i doświadczenia niezwykle istotne są predyspozycje osobowościowe, odporność na stres, samodoskonalenie, pasja, konsekwencja.
A co do NewConnect - tam jak mówi syn sytuacje są nie przewidywalne i żaden stały czy ruchomy stop loss nie ratuje... Ostatnio załatwił się na "zawieszeniu rynku akcji" bo firma nie złożyła jakiegoś sprawozdania... :-) Cel tej zabawy na razie jest edukacyjny i skończy się licencjatem, bo mało kto pisze o tym rynku więc chodzi o to aby połączyć to z czymś pożytecznym. Liczę że da się "to coś" trochę u niego ucywilizować. :-)
Prawdę mówiąc, NewConnect nie leży w obrębie moich zainteresowań - to bardziej miejsce dla indywidualnych graczy (niska płynność). Nigdy nie angażowałam się prywatnie w inwestowanie, gdyż wymaga to ciągłej uwagi i pilnowania pozycji, a ja chcę trochę pożyć.
Rozumiem, że Twojego syna pociąga trading :-), ja nie chciałabym żeby moje dziecko realizowało się w ten sposób - chyba nazbyt dobrze znam ciemną stronę mocy.
Jednak Twojemu synowi życzę powodzenia, jeśli taką drogę wybierze :-)
PS:
HA! Ale mam pomysł jak zarobić. Trzeba stworzyć możliwy do zastosowania w praktyce i posiadający normy test uczenia się probabilistycznego, Na chwilę obecną NIE MA JESZCZE TAKIEJ METODY!!! To co tu piszę istnieje na razie bardziej w artykułąch niż podręcznikach i nie wyszło jeszcze poza laboratoria.
Nawet wiem kto przy rekrutacji mógłby być zainteresowany badaniem pod tym kątem .... ;-)))
Wiesz, to świetny pomysł :-)
Ja często zastanawiałam się, dlaczego inni "nie widzieli" tego, co dla mnie jest klarowne i oczywiste, a najgorsze było to, że nie potrafiłam logicznie wyjaśnić i uzasadnić, dlaczego tym razem rynek zachowa się tak a nie inaczej i dlaczego te a nie inne czynniki zaważą. Krążyły nawet pogłoski, że jestem czarownicą :-D
/.../ ja nie chciałabym żeby moje dziecko realizowało się w ten sposób - chyba nazbyt dobrze znam ciemną stronę mocy./.../
Też bym nie chciał :-) Ale mogę już tylko pomagać.
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak to jest z tymi facetami?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026