aurora borealis napisał/a:Przyszłość napisał/a:Aurora,
Mocno Cię przytulam. Tęskniłem za tą przyjazną atmosferą, o którą tutaj bardzo dbasz.
Wszystko u mnie dobrze. Dojrzałym wreszcie do pewńych zmian, które od jakiegoś czasu wprowadzam w swoje życie. Czuję się coraz lżej, jakbym pozbywała się ciężarów, które zbyt długo dźwigałam na plecach.
I tak, zdecydowanie jestem musnięta słońcem Chyba ostatnio tak osmagana słońcem byłam w dzieciństwie. Będąc szczerym, to nawet teraz jestem w miejscu gdzie słońce jest gwarantowane a żeby się schłodzić ruszam do położonego pareset meteów wyżej średniowiecznego miasta, w ciszy i chłodzie którego wypoczywać lubił także Herling Grudziński.
Pisałaś wcześniej, że zainwestowałaś w krem. Ja ze 2 lata temu pakując się na jakiś wyjazd stwierdziłam, że z tymi mazidłami to jest jakieś ostre przegięcie, bo zapakowałam krem z filtrem na dzień, krem regenujący na noc i jeszcze krem pod oczy. Istne szaleństwo, dałam się ponieść marketingowym zagrywką. W ciągu następnych kilku tygodni przeszłam przyspieszony kurs, który uświadomił mi, że te wszystkie kremy, które tak chętnie wklepujemy w siebie z prawdziwą pielęgnacja skóry mają niewiele wspólnego. Proponuję, abyś w wolnej chwili poczytała o naturalnych olejach tłuczonych na zimno np. z róży rdzawej, orzechów macadamia albo czarnego kminu. Ja wyrzuciłam wszystkie kremy, balsamy itp. mazidła i już od dłuższego czasu stosuję olejki kosmetyczne ( jeden w jednym czasie do pielęgnacji całego ciała i włosów). Do tego przyjemnie zaskoczy Ciebie cena
Piękna Przyszłości,
Ten wątek Starr’a z zupełnie innych podwodów polubiłam na początku, niż te, które wydają mi się ważne teraz, po czterech miesiącach obserwowania i poznawania Szefa i Jego Gości. Bardzo cieszy mnie to, że znajdujesz tu miejsce ukojenia. Twoje słowa o lekkości, pozbywaniu się ciężarów są również i dla nas ważnym świadectwem. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale w Twoje posty czytam tak: „chcę”, „mogę”, „umiem”, „lubię”. Jest w Tobie pozytywność, jest przenikanie światłem, jest ruch, jest oddech… jest życie po prostu! Nasz dobry znajomy, Animus, napisał kiedyś, że tyle ile jest światła, tyle jest widzenia. Bardzo to do Ciebie pasuje.
Kochana Zorzo,
Wprawiłaś mnie w zadumę, za co bardzo Ci jestem wdzięczna i kłaniam się Tobie nisko w podzięce.
Po pierwsze z powodu tego, jak mnie odbierasz po moich wpisach. Moja przyjaciółka, która mnie tu podczytuje od czasu do czasu, twierdzi, że ja tutaj tworzę sztuczny dystans i "sieję chłód" wokół siebie. Chodzi o to, że w realu jestem bardziej żywa i ciekawa świata, co sprzyja tworzeniu pozytywnej energii wokół siebie.
Z drugiej strony, pomyślałam o pewnym wydarzeniu z mojego dzieciństwa.
Miałam wówczas 6, może 7 lat. Z okazji Dnia Dziecka pracodawca mojego taty zorganizował imprezę dla dzieci swoich pracowników. Pojechaliśmy z tatą pełnym dzieci autobusem kilkanaście km do,ośrodka nad jeziorem. Pogoda była przepiękna. Na sporym terenie w róznych miejscach przygotowane były stanowiska, gdzie rozgrywane były konkursy i turnieje dla dzieci w różnych kategoriach wiekowych.
Podeszłam trzymając tatę za rękę do stanowiska, gdzie trwały eliminacje do biegu, a właściwie skoków w jutowych workach, w których trzeba było pokonać pewien dystans. Nie chciałam brać udziału w zawodach (wydaje mi się, że wtedy nie wierzyłam w szanse mojej wygranej), ale tata usilnie przekonywał, mnie, abym spróbowała, bo on we mnie wierzy, bo on wie, że jeśli będę chciała, to z łatwością sobie poradzę, że muszę tylko pamiętać, aby nie tracić z oczu metę i szybko podnieść się, jeśli "złapię zająca" oraz żebym nie utrudniała innym ich biegu.
Po dłuższych namowach, raczej niepewnie, zgodziłam się. I ... wygrałam, najpierw eliminacje, a potem właściwy wyścig. Następnie okazało się, że mam "świetną rękę" i znakomicie strącam puszki piłeczką kauczukową oraz bezbłędnie trafiam ringiem na oddalone słupki, potem jeszcze w kilku innych konkurencjach stanęłam na pudle.
Wracając do domu w autobusie sprezentowałam innym dzieciom część wygranych przeze mnie nagród, a ukoronowaniem tego dnia było to, gdy mój tata objął mnie i powiedział, że jestem wspaniała (to tak w skrócie, bo padło wtedy więcej słów, ale chciałabym zachować je dla siebie). Przepełniała mnie wielka radość.
Myślę, ba...jestem przekonana, że każde dziecko powinno mieć taki dzień tryumfu.
Sądzę również, że tamten dzień i wszystko, co się wtenczas wydarzyło w znacznym stopniu ukształtowało mnie oraz moją postawę wobec siebie i świata. Tamte wydarzenia "wyznaczyły schemat", odtwarzany później wielokrotnie przeze mnie w dorosłym życiu. Do dzisiaj, gdy stoją przede mną trudne zadania, tamte wspomnienia i emocje, które mi wówczas towarzyszyły, pomagają mi z wiarą we własne możliwości, bez koncentrowania się na nieuniknionych potknięciach, brnąć do obranego celu, nie tratując po drodze innych.
A Wy, Starrowicze?
Czy Wy również przechowujecie w swojej pamięci wspomnienia, o których możecie powiedzieć, że wpłynęły na kształtowanie się Waszych postaw życiowych i do których wracacie, w chwilach zwątpienia, aby czerpać z nich siłę?