Dzień dobry wieczór wszystkim
O'kruszynka napisał/a:puk puk?
wejdę sobie cichutko do kafejki (w progu uśmiechając się do Przyszłości) po letnią kawę z lodami
i poleniuchuję sobie dziś wieczór, czekając na Was...
może taką małą niespodziankę zrobię - taa daaam!byłam TAM! Było inaczej niż sobie wyobrażałam. Było ... cudnie - nie umiem opisać mojej przygody z Paryżewem, bo spłaszczę swoje przeżycia i chłonięcia niezgrabnymi słowami.
Chciałam Wam tylko napisać, że ani nie jadłam ślimaków, ani nie wzdychałam romantycznie do Wieży Eiffla, ani nie kupowałam koronek w butikach,
ani nie mam zdjęć wszystkich obrazów w Luwrze w sepii i kolorze...A żabie udka? czy to prawda, że smakują jak kurczakowe?
O'kruszynka napisał/a:(ofkors pozwiedzałam wszystko co się dało. Stałam 2godziny w kolejce do Wersalu skwiercząc w ukropie. Triumfowałam na Łuku i nurkowałam w metrze. Dumałam nad sarkofagiem Napoleona, skanowałam wzrokiem wszystkie obrazy w każdej galerii (i w Luwrze i w d'Orsay, i u Picassa i Dali'ego i w Muzeum Branly i w Pompidu i...), wchodząc w kadr Japońskim aparatom, tabletom i ajfonom. Zanuciłam wesoło nad Szopenem, nie zliczyłam schodków na Montmartre, drżałam w Notre-Dame, przeżyłam burzę wśród zwierząt w Muzeum Historii Naturalnej ... )
okazało się że nie umiem być francja-elegancja. Nie miałam trochę na to czasu, bo .... ja chłonęłam ludzi, twarze, ubiór, głosy, muzykę, wszystkie dźwięki, chodniki, ulice, okna kamienic, mosty i wszystko co się dzieje pod mostami, krzyki i milczenie, gesty i spojrzenia, sytuacje i wydarzenia.
i to jest "mój" Paryż. Metro pełne ludzi (jadących, czekających na stacji, mieszkających na stacji), chodniki pełne ludzi (kolory, barwy, języki, pośpiech i jego brak), knajpki z jedzeniem i praca kelnerów, całe rodziny wędrujące po mieście, Włoch- szef kuchni machający na przywitanie jak stary dobry znajomy, namiot postawiony w wąskiej uliczce pod latarnią, materac z zasypiającą parą, a obok ich majątek w wózku sklepowym. Łzy szczęścia w oczach starszego Francuza śpiewającego w metrze, gdy jakiś dorosły facet (turysta) rzucił mu 1euro w kapelusz. I moje łzy, kiedy spojrzenia moje i ich się spotkały. I taniec na ulicy z nieznajomym i śmiech perlisty nieznajomego z mojego "wygłupu" i moje szczęśliwe łzy, gdy puściłam oko przystojniakowi na wózku, z porażeniem i zobaczyłam jego uśmiech i błysk w oku...Byłam jak gąbka... chłonęłam i chłonęłam do samego końca, ignorując jęki niezadowolenia współ-podróżników.
Taka za mnie turystka.
Nie umiem Wam fajnie opisać Paryża, zresztą pewnie większość z Was tam była.
Myślałam, ze nigdy nie pojadę dalej niż nad polskie morze, a tu taka wyprawa.
Pewnie po coś, na coś mi to w życiu będzie potrzebne.
No.Tęskniłam.
Ale właśnie fajnie opisałaś Paryż...
Ja tam nie byłem, to nie odnalazłem jeszcze swojego...
Ty odnalazłas swój...
i chyba o to chodziło...
Cieszymy się, że Jesteś, bo my też tęskniliśmy.panibaronowa napisał/a:No, no, no, ja spałam, a tu impreza, rzucanie kwiatów pod nogi AnnyJo, czemu wcale się nie dziwię, piweczko, karkóweczka i rolingstonsi
ale mnie ominęła miła imprezka
No przeca ktoś musi imprezować, aby spać mógł ktoś...
panibaronowa napisał/a:Kochana Och'Kruszynko, gratuluję przeżywania Paryża po swojemu - dobrze, że nie dałaś się zdominować i umieścić w środku peletonu. Nie byłam w Paryżu, zawsze kierowałam się na południe, ale pojadę na pewno z Bobaską, o ile będzie wtedy gdzie jechać jeszcze
Starr, Lexpar, no zaimponowaliście mi, Panowie
rokendrolowe dusze
cieszę się, że tu tak fajnie, pachnie grillem, słychać bul, bul, nalewanie piwka, brzdęk, brzdęk, kieliszkami z białym winem..
Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś dołączyła, ze swoją muzyką
panibaronowa napisał/a:U nas zmiany
zmiana lodówki i jej zawartości, Bobasia spałaszowała dziś swoje pierwsze całe jajo, jak dziadek z "Konopielki", aż jej się uszy trzęsły
wyrwała mi pół jaja i wsadziła sobie do japy
oczywiście się zatkała i dostała czkawki
jest urocza
pojawiły się podejrzane krosty, więc pojechałyśmy na Pragę do naszej uroczej Pani Doktor, która rozpoznała ukąszenie, dała jakieś kulki dwupierdzianu fasoli i kazała pić jutro cały dzień
była bardzo dumna z Bobaski, że tak się świetnie rozwija i robi brawo, brawo, brawo, GOOOOL!, aż Bobasia dostała pluszową mysz w prezencie. Mysz śpi ze świną, niezłe zoo
Odzyskałam spokój. Nie płaczę, nie smutkuję, nie myślę za dużo. Jest okej. Naprawdę okej. A z lodówką przyjeżdża parowar i będziemy z Bobaską gotować sobie pyszne jedzenie i będziemy jeść wspólne posiłki. Idzie jesień, moja ulubiona pora roku, zbliżają się pierwsze urodziny kochanej Bobaski. O ile fundusze pozwolą, wyprawię wielkie partyIm bliżej zimy, tym większa nadzieja kiełkuje w moim sercu, że historia zatoczyła koło i że nadal, mimo, jestem sobą. W dużej mierze dzięki Wam. Bardzo się cieszę, że jesteście. Dzięki.
Hmmmm... kulki dwupierdzianu fasoli, to moja młodsza dostawała na alergie pokarmową... nawet pomagały, tak że raz na tydzień mogła zjeść ziemniaka... Dobrze, że marudzenie nie przeszło w nic poważnego...
Kiedyś napisałem, ale znikło razem z działalnością hackera - Chyba wszyscy czytaliśmy Twój wątek. Masz tu miejsce na wszystko, na odreagowanie złości, na śmiech radości i na słowotok i na milczenie. Tu nikt nie zgani za OT...
Dzięki, że wybrałaś to miejsce...
Kurtka na wacie, nie umiem tak ładnie jak Ty wycinać cytacików, więc walnę węża
Dziękuję Ci, Starrciu Kochany, ale gdzież bym śmiała przychodzić na imprezę w charakterze drama queen
ale naprawdę jest już całkiem w porzo - nie zaglądam do mojego wątku, zastanawiam się nad zakończeniem go, jak Dziewan, w którym się zresztą podkochuję - dlaczego tacy faceci są zdradzani, masakra, nie? - ale na razie nie jestem gotowa, żeby iść TAM. Słownictwo mi zubożało, naprawdę chyba przesadziłam z Sablewską, ta to się po polsku nie potrafi wysłowić, ale szczerze się wzruszam, jak te wszystkie Mamy Muminka przerabia na prowincjonalne ciotki klotki. Umberto Eco leży i czeka. Bobasia zjadła jedną stronę i się skrzywiła - jej pierwsza recenzja literacka ![]()
A wybrałam to miejsce, bo towarzycho doborowe, jak rzadko kiedy i gdzie, czasem jestem tak zmęczona, że siedzę z O'Kruszynką za oknem. Bobs nie lubi upałów, daje mi popalić czasem. Marudzenie, jak się okazało, jest z powodu moich występów, dałam dziecku się zająć sobą i sobie siedzimy w salonie razem milczymy sobie i jest bardzo przyjemnie - ona na swojej macie rozwija przedłużacz (po kolejną porcję zabawek jadę do OBI, a nie do SMYKA), a ja siedzę przed laptopem i udaję, że się na nią nie gapię ![]()
Nie wierzę w homeopatię, serio to są jakieś bulbulatory, ale od kiedy stosuję pewne krople, nie choruję na przeziębienia ani inne syfy. Poza tym jak dwupierdzian fasoli nie zadziała na odczyn alergiczny po żarłocznym komarze, to też nie zaszkodzi. Bo ogólnie jestem przeciwna zjadaniu leków konwencjonalnych, ta niechęć płynie u nas w rodzinie od pokoleń, prababcia wrzuciła wszystkie swoje lekarstwa do pieca i była podobno niezła eksplozja. Jak słucham radia i tych wszystkich reklam, to dochodzę do wniosku, że jestem szczęśliwym człowiekiem: świetnie trzymam mocz, nie mam uczucia ciężkich nóg, stolec w normie, gitara, nie muszę łykać żadnych tabletek ![]()
Czeeeeeeeeśćććć AnnaJOOŁ! :* bulbulator dwupierdzianu likwiduje również ponoć skazę białkową
siemm okaaażeee...