hello boys and girls 
przywitam Was dziś salmon densem, piosenka jak piosenka, ale podoba mi się ze względu na teledysk, który jest bardzo pomysłowy, bo każda z ryb jest jakimś dźwiękiem.
https://www.youtube.com/watch?v=dDj7DuHVV9E
Wakacje super, nabyłam trochę plebejskiej opalenizny
a tak serio to spaliłam się na czerwono, śpię w szafie na wieszaku, a wcale się nie opalałam, taki urok przeźroczystej skóry
Bobaseczka także zażyła słoneczka - co prawda siedziała cały czas w cieniu, ale też jest muśnięta promieniami, mam nadzieję, że naprodukowała witaminy D.
No i jestem w domciu. Wszędzie dobrze, ale w domciu też dobrze, chociaż rozochociłam się i już planuję kolejną wycieczkę, Bobaseczka jest cudownym kompanem podróży, wykazuje lekkie zniecierpliwienie w siedzidle samochodowym, bo jest ono zrobione z worka na śmieci i jest jej gorąco. Przepięknie położony hotel okazał się niestety miejscem schadzek dziadów z młodymi duperami, dresów w porszakach z takimi bardzo chudymi dziewczynami z bardzo małymi psami, co potem odpalali te swoje wielkie motorówy, ale tacy z nich żeglarze, że z przyjemnością patrzyłam, jak im obijaki robiły chłaps, chłaps, chłaps, chłaps
No ale kto to wiedział, na zdjęciach wyglądało to naprawdę imponująco, niestety na śniadanie dostałam zimną jajówę i podłe szczyny w ramach kawy. Na szczęście podróże kształcą, więc odkryłyśmy zajazd Laguna, oferujący kruchutkiego, świeżusieńkiego kotlecika devolay, po którym mam na zawsze pamiątkę z masła na spodniach. Do tego pokoje za 40 peelenów od łba, czysto, miło, a te suróweczki, no i blisko na plażę i do tras spacerowych. Wrócimy na wikend. Hotel Marina Diana niestety śmierdzi kałem, powinien moją czujność wzbudzić fakt, że jeden apartament miał jacuzzi w sypialni, ale myślałam, że to jest po prostu fantazja nowobogackiego właściciela, a nie tanie porno. I tak strasznie chciałam mieć choć namiastkę rejsu, portu, tej atmosfery pływania, że w bluzce w paski wdychałam ten zapach szamba, który dobiegał od wody i wyobrażałam sobie, że to Hamptons. Ciężko było jednak, bo szef kuchni życzył sobie 40 zł za rozpaćkany makaron z mrożonym szpinakiem, a nie muszę Wam chyba mówić, czyją kupę do złudzenia przypomina mrożony szpinak.
Nie mniej jednak towarzystwo było doborowe, dzieci jak z obrazka, klima w pokoju wystarczyła nam, żeby odespać upały (pierwszego dnia Bobasia spała 14 godzin w nocy, a potem jeszcze 4 w ciągu dnia). Poznałam jętkę, dowiedziałam się, że żyje dobę i nie kąsa. Bobasia polowała na jętkę, badając ją palcem z miną naukowca. I rozsmakowała się w pałkach kukurydzianych, które w jej malutkiej łapce wyglądają jak miecz świetlny JEDI i szarpała je jak komornik meblościankę 
chcę jeszcze wakacji!
ps. poczytywałam Was wieczorami zza szybki mojego telefonu 