witam autorkę postu, jak również osoby komentujące .
Zaznaczam od razu, że przeczytałam wszystkie posty choć może zeszło mi na to z 3 dni
.
Dla mnie obie strony popełniają błędy. Rozumiem rodziców, którzy się martwią o dziecko. Z drugiej strony, swoim postępowaniem czyt. szantaże, krzyki tylko pogłębiają konflikt. Teraz druga strona konfliktu to autorka, która również jest dla mnie nie bez winy. Mam wrażenie, że wszystkie opinie nie po jej myśli traktuje bardzo wrogo i obawiam się, że z rodzicami jest tak samo. Oni coś jej mówią, a ta wie swoje. Wydaje mi się, że nie ma takich słów które przekonałyby rodziców autorki do jej wybrańca.
Powiem Ci, ze ja mając 25 lat zaczęłam się spotykać z rozwodnikiem. Tak podkreślę miał rozwód od pół roku, z żoną nie mieszkal z 2 lata . Między nami było 9 lat różnicy. Byłam "pierwszą" jego kobietą po rozwodzie i niestety tak jak większość tutaj wspominała że tak może sie zdarzyć (w twoim wątku), byłam dla niego taką łatką, dowartościowaniem ego- choc zapewniał jak mnie kocha, ze chce dziecko itp.. Oj co ja słyszałam od jego brata, matki, przyjaciół jaka ta żona była zła, wredna, psychiczna, ze zdradzała, ze za bardzo sie słuchała rodziców, ze walczył o nią a ona nie chciała wracać. Wśród znajomych opowiadał jaki jest skrzywdzony i WSZYSCY mu wierzyli. A ja naiwna pomagałam, wierzyłam. No i co sie okazało, że z czasem pokazał swoje "ja" i sie znęcał potem psychicznie nade mną . Nie wytrzymywałam tego napisałam na forum i dostałam taki opiernicz który oj jak zabolał ale przez to trafił (żebym sie juz nie dała poniżać i odpuściłam). Ja nigdy nie użyłabym stwierdzenia że ktoś jest wredny i złośliwy i mnie nie rozumie, bo ktoś chce Cię ostrzec żebyś jeszcze bardziej sie nie pogrążyła, a w twoim przypadku nie straciła rodziców. Mój przykład przytoczyłam, żebys tak ślepo nie ufała i nie wierzyła. Ja mimo że byłam starsza o 6 lat od Ciebie,wierzyłam naiwnie, ale nie mogłam się też nazwać dorosłą. Dostałam tak po tyłku że teraz jestem baaaardzo ostrożna. Pamiętaj, rodziców ma sie jednych a chłopaków może być wielu.
Chcesz, żeby dali Ci spokój, żeby zaakceptowali Twój wybór, a czy zaakceptujesz ich wybór kiedy będziesz prosić o szanse powrotu bo Ci nie wyszło, a Ty w zamian usłyszysz - daj spokój , dokonałaś wyboru, nie mamy już córki?
Jeszcze jedno, ponieważ wtedy byłam praktykującą katoliczka zdajesz sobie sprawę, że wiążąc się z rozwodnikiem NIE BĘDZIESZ MOGŁA PRZYJMOWAĆ SAKRAMENTY DO KOŃCA ŻYCIA? Ja wtedy musiałam dokonać wyboru czy on, czy wiara,(oj jak ja płakałam przez parę dni, bo czułam, że zdradzam Boga i wszystkie moje wartości). Czy jesteś w takim przypadku gotowa na nie chodzenie do spowiedzi i komunii? Czy jesteś gotowa na to ze będziesz chodzić do kościoła i nie uczestniczyć w pełni we mszy? Wiem, że to na wyrost, ale czy jesteś gotowa NIGDY nie przysięgać miłości przed Bogiem do mężczyzny czyt. ślub kościelny?
Ja wyszłam ze swojego dramatu obronną ręką, dzięki ludziom którzy otworzyli mi oczy.