Droga autorko. Na tym forum jest mnóstwo kryształowo czystych, nieskalanych i bezgrzesznych osób. W większości to zdradzane żony i inni, którzy nie panują nad swoim życiem, przez co wylewają swoje jady i frustracje na takie osoby, jak ty.
Opowiem ci moją historię, która jest bardzo podobna, ale to ja byłam na miejscu twojego faceta. Mojego partnera poznałam, jak kilkadziesiąt innych osób, kiedy byłam mężatką. Spisaliśmy się na portalu dotyczącym kariery zawodowej. Pisałam z wieloma osobami na różne tematy, głównie oscylujące wokół marketingu. W tak zwanym międzyczasie moje małżeństwo przeżywało poważny kryzys. Eks mąż bywał agresywny, zdradzał mnie ze swoją koleżanką z pracy, nie uznawał słowa "nie" jeśli chodzi o seks, notorycznie mnie okłamywał w wielu sprawach, krzyczał, wyzywał ("pierd...na świnia" to było jedno z łagodniejszych określeń) itp. itd. etc. W czerwcu pierwszy raz usiłowałam się wyprowadzić, zostałam brutalnie powstrzymana. Minęły dwa ciężkie miesiące, nadszedł sierpień. Spakowałam torbę i po prostu wyszłam. Oczywiście próby zawrócenia mnie odbywały się, a jakże. Ale ostatkiem sił dałam radę dowlec się do autobusu, już dość mocno poszarpana. Zamieszkałam u rodziców. Po dwóch tygodniach napisał do mnie obecny partner z pytaniem, jak się czuję, czy nie chcę pogadać. Jako że eks zdążył już naszym przyjaciołom nałgać, że go zostawiłam, bo mam kochanka, to nie miałam za bardzo z kim rozmawiać. Mój najlepszy kumpel zadzwonił do mnie, zwyzywał od k.. i dziwek i życzył mi wszystkiego najgorszego. Zgodziłam, się, spotkaliśmy się poopowiadaliśmy sobie, pojechałam do domu. Tydzień później eks przyjechał i opowiadał, jak to mu dobrze z koleżaneczką, jak obie wiją gniazdko, jak jej czteroletnia córka mówi do niego "tato". Potem od słowa do słowa, znów mnie poszarpał, opluł bodajże itp. To były moje urodziny. Za dwa tygodnie obecny partner zaproponował mi wyjazd w góry, pochodziliśmy, pogadaliśmy, doszłam do wniosku, że to bardzo dobry, wartościowy człowiek. Ne naciskał, nie próbował się zbliżyć ani niczego sugerować, chociaż widziałam, jak mu zależy. Minęły trzy miesiące, podczas których eks gnoił mnie i dręczył, nachodził w pracy, wysyłał maile z pogróżkami, a na boku doopczył swoją psiapsiółkę. Popis najwyższych lotów debilizmu i obłudy. Wyprowadziłam się, zamieszkałam sama, wynajęłam pokój, nie zostawiłam adresu nikomu, nawet rodzicom. Po trzech miesiącach mieszkania samej między mną a moim partnerem zaiskrzyło. Poprosił, żebym ze względów bezpieczeństwa przeprowadziła się do niego. W tym samym czasie zaczęłam leczyć depresję i zwolniłam się z pracy. Zamieszkaliśmy razem, a pół roku później dostałam rozwód. Rozprawa byłaby wcześniej, ale chciałam dostać zwolnienie z kosztów, więc przesunęło się to wszystko o jakieś trzy miesiące. Moi rodzice oczywiście nie akceptowali ani rozejścia się z eks, ani mojej wyprowadzki, ani partnera ani rozwodu. Niestety a może i stety są materialistami i fakt, że partner jest prawnikiem po UJ i biznesmenem przeważył na jego korzyść. Jesteśmy razem od prawie 7 lat, pasujemy do siebie, jesteśmy szczęśliwi. Po eks została mi depresja i dobitne słowa sędzi po rozprawie: "Gdyby złożyła pani pozew z orzekaniem o winie, to w świetle zeznań pani męża uznałabym go wyłącznie winnym rozpadu małżeństwa".
Widzisz podobieństwa, prawda? Życzę ci, żebyś umiała żyć bez przejmowania się opiniami takich ludzi, jakich tu na forum większość i żebyście ty i twój partner byli tak szczęśliwi razem, jak my
. Życie nie jest monochromatyczne, nie jest albo czarne albo białe. Pisze nam różne scenariusze i czasem wiążemy się z kimś nowym będąc na papierze w małżeństwie. Podkreślam fakt ""papierka", bo rozprawy rozwodowe ciągną się czasem latami i znam osoby, które sądząc się o majątek mają już całkiem duże dzieci z nowymi partnerami. Mnie nikt by nie zmusił, żebym czekała nie wiadomo jak długo na rozwód a dopiero potem szukała nowego partnera.
A forumowym hejterom i hejterkom życzę, żebyście znaleźli prawdziwe szczęście i nauczyli się jak ludzi kochać i rozumieć, a nie jak ich niszczyć nienawidzić.