netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

2 854 odpowiedzi409 805 wyświetleńzałożony przez Piotr74, 01.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Strony Poprzednia 1 … 19 20 21 22 23 … 44 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 301 do 1 365 z 2 855 ]

1 301

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Hmmm.. czy ja tylko zauważam że Piotr ostatnimi czasy , robi dużo błędów.. ort. literówek. I te wypowiedzi jakieś takie... chaotyczne
Piotrus ?? Ty to-  czy żonka przejęła ??? login i pisze ??? ...

Faktycznie jakby inny styl pisania i o bykach nie wspomnę smile

Ale przecież, z tego co mówił Piotr, żoncia nie kumata na tyle by trafić palcem w klawisz telefonu uruchamiający wi-fi, w internetach nie orientuje się..
Gdyby jednak.. ach, cóż to byłaby za intryga big_smile

1 302

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

Hmmm.. czy ja tylko zauważam że Piotr ostatnimi czasy , robi dużo błędów.. ort. literówek. I te wypowiedzi jakieś takie... chaotyczne
Piotrus ?? Ty to-  czy żonka przejęła ??? login i pisze ??? ...

Faktycznie jakby inny styl pisania i o bykach nie wspomnę smile

Ale przecież, z tego co mówił Piotr, żoncia nie kumata na tyle by trafić palcem w klawisz telefonu uruchamiający wi-fi, w internetach nie orientuje się..
Gdyby jednak.. ach, cóż to byłaby za intryga big_smile

Elle ..ale ktoś tu dziś czy wczoraj wytknął,  że już w lutym lejdi wiedziała o forum.. a i post umieścił w którym to Piotr pisze że żonka po fejsie śmiga a dla dzieci czasu nie ma .....
po mało intryga wychodzi...
bohater Piotr ...to wszystko dla ciebie kurewno ma !

1 303

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Ja to jak czytam te wypociny, to mam takie wyobrażenie: autor - 65 letni, zatwardziały dziadek w kapotach, szlafroku i zaroście kilkudniowym. Oczywiście bez sportu, brązowy sweter, jakieś szare, wytarte spodnie. Dorabia po godzinach, żeby na mięso i zupę było, ale także waciki, lakier do paznokci ukochanej. Podwozi oplem żonę codziennie do pracy. Ostatnio kupił nowy tablet i podłączył tam bezprzewodowy internet. Żonka: fatałaszki jakiejś tam jakości, tapirowane a la tata 90 włosy na lakier, zawsze paznokieć zrobiony i pomalowany. Pilnik na półce w łazience. Jak poprosi Zenka, to wszędzie ją zawiezie: na ploteczki do koleżanek, kawusia, do sklepu. Ona autobusami nie będzie jechała. Zenek zrób obiad i odbierz dzieci ze szkoły, ja mam dziś zmianę, a jeszcze muszę się umalować i pończochy nowe znaleźć. Gdzie one są, nie widziałeś? Jutro też muszę iść do pracy. Rób co chcesz, mnie to nie obchodzi.

A tak na poważnie Piter, powiedz nam następujące rzeczy:

1. Czego nauczyła cię ta zdrada?
2. Czego się o sobie dowiedziałeś?
3. Czego o żonie?
5. Czego dowiedziałeś się o swoim małżeństwie.

Przyjąłeś ją z powrotem. Jaki masz teraz plan?

1. Co się zmieniło?
2. Czy wycofasz pozew o rozwód?
3. Czy przeprowadzisz rozdział majątku i separację?
4. Jeśli nie, to jak będziesz z nią żył?
5. Jak teraz żyjecie na co dzień? Co robicie razem? Jak funkcjonuje układ?
6. Jak zachowuje się żona?

Tylko nie pomiń tych pytań, jak zawsze... smile.

1 304

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
chceuciekacstad napisał/a:
Elle88 napisał/a:

Hmmm.. czy ja tylko zauważam że Piotr ostatnimi czasy , robi dużo błędów.. ort. literówek. I te wypowiedzi jakieś takie... chaotyczne
Piotrus ?? Ty to-  czy żonka przejęła ??? login i pisze ??? ...

Faktycznie jakby inny styl pisania i o bykach nie wspomnę smile

Ale przecież, z tego co mówił Piotr, żoncia nie kumata na tyle by trafić palcem w klawisz telefonu uruchamiający wi-fi, w internetach nie orientuje się..
Gdyby jednak.. ach, cóż to byłaby za intryga big_smile

Elle ..ale ktoś tu dziś czy wczoraj wytknął,  że już w lutym lejdi wiedziała o forum.. a i post umieścił w którym to Piotr pisze że żonka po fejsie śmiga a dla dzieci czasu nie ma .....
po mało intryga wychodzi...
bohater Piotr ...to wszystko dla ciebie kurewno ma !

Już był tu taki jeden, co przez forum chciał załagodzić sprawę z żoną (abo dziewczyną) prosząc o wsparcie bo wiedział, że ona to przeczyta, jednak szybko został pozbawiony złudzeń, że tu takowe otrzyma smile

1 305

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Hej Piotr, wiem, że masz mało czasu, bo wozisz żonę,  ale bardzo mnie ciekawi czy byłbyś w stanie odnieść się do "symulacji" którą napisałem na twoją "cześć" (przy współautorstwie Przyszłości). Wiesz już jak się żyje z osobą, która nie kocha, czy jeszcze nie "dotarło?".

1 306

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Dotąd ignorowałem moje krzewy pigwy - ale to musi się zmienić!

Proszę Pana E. pesteczki z owych owocków są piękne na przykład na naszyjnik dla ukochanej! Ba! Na branzolkę, na kolczyczki! A jak jeszcze sam Pan zrobi...
smile

(Piotr wybaczy offtop)

1 307 Ostatnio edytowany przez Skywalk (2015-03-26 19:38:37)

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Problem polega na tym że Piotrowi wydaje się że przez lata byli fajną rodziną ,wszystko było ok , miłość - do czasu aż na horyzoncie pojawił się Zły. Piotr pewnie myśli że gdyby nie było Złego to nie byloby problemu żyliby dalej tak spokojnie i pięknie jak dotychczas. Średnio Piotr zna się na kobietach, na tym czego potrzebują i pragną to skąd miał wiedzieć że małżonkę świerzbi między udami od dłuższego już czasu. Piotr nie wie że problemem nie jest tu obecność Złego tylko to że małżonka ma ochotę na zmianę na lepszy model. Z resztą coraz bardziej jej się nie dziwię bo jak byłbym kobitką to raczej nie kręciłby mnie seks z własnym podnóżkiem. Bzykanie kręci tylko z równym sobie a nie z poddanym

1 308

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Skywalk napisał/a:

Problem polega na tym że Piotrowi wydaje się że przez lata byli fajną rodziną ,wszystko było ok , miłość - do czasu aż na horyzoncie pojawił się Zły. Piotr pewnie myśli że gdyby nie było Złego to nie byloby problemu żyliby dalej tak spokojnie i pięknie jak dotychczas. Średnio Piotr zna się na kobietach, na tym czego potrzebują i pragną to skąd miał wiedzieć że małżonkę świerzbi między udami od dłuższego już czasu. Piotr nie wie że problemem nie jest tu obecność Złego tylko to że małżonka ma ochotę na zmianę na lepszy model. Z resztą coraz bardziej jej się nie dziwię bo jak byłbym kobitkom to raczej nie kręciłby mnie seks z własnym podnóżkiem. Bzykanie kręci tylko z równym sobie a nie z poddanym

Taa.. w którymś poście napisałam że "nie ma jaj", wtedy mi zarzucił, że uważam go za impotenta... hmmm chyba to nie wymaga komentarza... Nasz Piotr facetem alfa na pewno nie jest, choć chciałby za takiego uchodzić..  a kobiety mężczyźni "ciapy" nudzą, poza tym łatwo nimi manipulować, co widać na załączonym obrazku wink
Ale nich się cieszy pozornym triumfem, że jednak żona wróciła do niego (że jest lepszy od kochanka)...
Skoro mu z tym dobrze, nich dalej się łudzi... że wszyscy dookoła źli tylko nie jego żona, a tym bardziej on - niemal ideał smile

1 309

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Piotr jest nie tylko uzależniony od żony, ale mam też wrażenie, że wziął sobie za cel stworzenie i utrzymanie przy życiu swej własnej rodziny, bo jak napisał na początku - on w dzieciństwie takiej nie miał. Osoby z syndromem DDA, wychowujące się w rodzinach patologicznych, często biorą sobie za cel "stworzenie takiej rodziny, jakiej nie miałem w dzieciństwie".
Kij z tym, że żona przyprawia mężowi rogi i mówi mu, że dzieci jej nie obchodzą, bo ważny jest tylko i wyłącznie kochaś. Istotne jest to, że nikt nikogo nie bije, nie wyzywa, nikt nie pije. To już sukces sam w sobie. Niestety tak jest, czasami taka osoba musi jeszcze upaść wiele razy, aby zobaczyć, że w jego życiu znowu jest syf, ale innego kalibru. Zdradzony nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak samo mocno destrukcyjny dla rodziny jak tamte doświadczenia z dzieciństwa. Przykre jest to, że dla Piotra ważne jest tylko to, aby ta rodzina była nadal, bez znaczenia, czy zona zdradziła. A zdradziła nie tylko jego, ale i również, przede wszystkim dzieci. Odwróciła się przeciwko całej rodzinie. A teraz nagle staje się Matką Polką... Alkoholizm można leczyć, przemoc również można eliminować dzięki udanym terapiom. Na kurestwo jeszcze niczego nie wymyślili.

1 310

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

a tym bardziej on - niemal ideał smile

Sęk w tym, że on tak o sobie wcale nie myśli. Podświadomie czuje się gorszy i od żony i od kochanka. Gdyby był pewny siebie, pokazałby lodziarce gdzie raki zimują.
A on spuścił grzecznie głowę i wziął to na siebie. Nie piszcie mu, że nie jest męski, bo on jej nigdy nie pozwoli odejść, ze strachu, że skoro ona tak o nim myślała, to każda inna będzie myślała to samo i będzie go zdradzać.
Nie wiecie jak działa ten mechanizm u faceta, który jest uzależniony psychicznie od zdradzającej permanentnie i długo żony?

Facet ma syndrom sztokholmski, który przykrywa tymi pseudo-rozsądnymi wywodami.
Ona go trzyma za jaja, a on sprawuje pozornie kontrolę. POZORNIE, bo u niego to wynika wszystko ze strachu i paniki, by nie rozkładała nóg przed nikim innym, a podświadomie wie, że nie ma nad tym żadnej kontroli, więc kto ją ma naprawdę? Ona, bo to jej ci...

Sorry  autorze, przegrałeś.
Im szybciej powiesisz białą flagę i zrozumiesz, że w tej konfiguracji nie mogliście razem wygrać, tym szybciej staniesz na nogi, bo teraz się czołgasz..

1 311

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

"Na kurestwo jeszcze niczego nie wymyślili"   ten tekst rozwala


Piotr często powtarzał że w trakcie romansu Jego żona nie była sobą, była inną osobą.
Jesteś Piotr  w błędzie, właśnie wtedy była pierwszy raz od dawna sobą , wreszcie zauważył ktoś że nie tylko jest nudną żonką i mamuśką od wycierania śpików ale jest kobietą, istotą seksualną i on ją z tego nudnego kokonu wyzwolił. Wreszcie mogła robić to tak jak chciała , z kimś kogo pragnęła , wreszcie mogła spełnić wszystkie fantazje z być może jego finiszem na jej ślicznej twarzyczce włącznie. Powiecie że jadę po bandzie ale jak Piotr chcesz z nią szczerze o jej eskapadzie rozmawiać to na takie szczegóły też bądz przygotowany.

1 312

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

a tym bardziej on - niemal ideał smile

Sęk w tym, że on tak o sobie wcale nie myśli. Podświadomie czuje się gorszy i od żony i od kochanka. Gdyby był pewny siebie, pokazałby lodziarce gdzie raki zimują.

Może i tak nie myśli ale próbuje się na takiego kreować, mając nadzieje że żona przeczyta...
Jednak to ona rozdaje karty, pomimo tego co tu pisał jaki jest "o ho"! on się tylko na to godzi...

1 313

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
chceuciekacstad napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
bullet napisał/a:

Piotr, Ty naprawdę jesteś ślepy, żal mi Ciebie. Przeczytałem kilka ostatnich Twoich postów i stwierdzam, ze to puzle właśnie się ułozyło.

Tym co napisałeś zaprzeczyłeś tematowi wątku.
Tym co napisałeś potwierdziłeś, że to Twoja pani uwiodła gościa, że to wcale nie on był tym, który ją oczarował, zaślepił, zmanipulował ale było dokładnie odwrotnie. Wiesz, mam przeczucie graniczące z pewnością, że to nie był jej pierwszy wyskok i zdrada ale pierwszy, o którym Ty wiesz. Ona od dłuższego czasu szuka Twojego następcy i raczej szukać nie przestanie.

Jestem przekonany po tym co się dzieje, że ona uwodziła kochanka go bardzo długo, sądzę, ze on mając jakieś doświadczenie nie chciał się angażować, może nie chciał rozbijać Twojej rodziny, ew. tylko pobzykać.
Twoja lady czuła zew wiatru i miała dalej idące plany, może mu obiecała, że się rozwiedzie, że jest cudowny itd, to by było wyjaśnieniem czemu zostawiła dzieci, a jednocześnie pokazuje jakim jest wyrachowanym potworem (tak wiem co napisałem). To taki schematyczne. Prawdopodobnie gościowi naobiecywała góry, a on pomyślał, ze skoro młode miesko leci na niego to czemu nie spróbować, może nawet sie zaangażował. Ona zaś któregoś ranka gdy już motyle zdechły stwierdziła, że syf ten sam tylko ryje są inne. Nie chcą do końca życia mieć przypiętej łaty latawicy i ku.wiszona, bezlitośnie go wypluła, a potem zrobiła smutne oczy i zaczęła smalic do Ciebie.

Piotr74 napisał/a:

... dla tej kobiety moja zona jest zupelnie obca osoba, ja tym bardziej, jesli ma jakis problem do mohej zony, powinna napisac do niejm to chyba jest dosc oczywiste.

Całkiem możliwe, że jego córka sądziła, że ojciec się wreszcie ustabilizuje stąd jej złość.
Prawdopodobnie dziewczyna próbowała nawrzucać Twojej jż ale ta może mieć ją zablokowaną więc uderzyła na oślep, w pobliże, trafiło na Ciebie.

Czy widzisz kto jest czarnym charakterem w tej bajce ? Czy to na pewno bajka ?

Te działania Twojej jż, oraz to jak szybko się gościem znudziła, po tym co zrobiła Tobie i Twojej rodzinie, zasługuje na najwyższą formę pogardy, a Ty co ? Bronisz jej. Broń, broń. Daję 2-3 miesiące. Oglądaj się za siebie bo niedługo walnie Cię po rogach znów.

Błądzisz jak we mgle


j.w. to nie oni rozbili Twoją rodzine ale Twoja jż w pełni świadomie to zrobiła.

Jezeli cofnalbys sie do pierwszych moich postow i przeczytal co pisalem o kochanku, to bys tego co napisalesnie pisal. Jasne, ze bez zgody zony do niczego by nie doszlo, ja to wiem i wcale nue umnuejszam udzialu zony w tym wszystkim, ale Twoje wnioski, ze to moja zona zbakamucila frajera i go uwiodla to pewna przesada. Facet jest bardzo kochliwy i nie zwraca uwagi na to jaki status ma wybranka jego serca. Pisalem juz, ze wczesniej przystawial sie do zony bratowej, wysylal milosne smsy, szukal kontaktu i nie zwracal uwagi, ze ma merza   i male dziecko. Piszecie mi, ze mam nie wybielac zony a jednoczesnie bronicie kochasia. Ja doskonale znam, ze powiedzenie, ze jak suka nie da to pies nie wezmie, nie rozgrzeszam zony, ale wuem hak bylo, hakim czlowiekiem jest ten typ i jakie ma zasady moralne.

Hmmm.. czy ja tylko zauważam że Piotr ostatnimi czasy , robi dużo błędów.. ort. literówek. I te wypowiedzi jakieś takie... chaotyczne
Piotrus ?? Ty to-  czy żonka przejęła ??? login i pisze ??? ...

a tak kończąc wpis.. ten typ jest wolny , ma prawo szukać gdzie chce.. to twoja żona ma niskie zasady moralne ...
i nie o kochasiu ten watek ale o twojej latawicy.

Rozwieje wasze wątpliwości i tworzenie urojonych scenariuszy, cały czas jedyną osobą która z wami pisze jestem ja. To, że jest więcej błędów, literówek wynika z tego, że piszę na tablecie, czasem na szybko w przerwie między odwiedzinami u kolejnych klientów. Przepraszam za te babole, ale pisanie na tablecie jest naprawdę nie wygodne.

1 314

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Skywalk napisał/a:

"Na kurestwo jeszcze niczego nie wymyślili"   ten tekst rozwala


Piotr często powtarzał że w trakcie romansu Jego żona nie była sobą, była inną osobą.
Jesteś Piotr  w błędzie, właśnie wtedy była pierwszy raz od dawna sobą , wreszcie zauważył ktoś że nie tylko jest nudną żonką i mamuśką od wycierania śpików ale jest kobietą, istotą seksualną i on ją z tego nudnego kokonu wyzwolił. Wreszcie mogła robić to tak jak chciała , z kimś kogo pragnęła , wreszcie mogła spełnić wszystkie fantazje z być może jego finiszem na jej ślicznej twarzyczce włącznie. Powiecie że jadę po bandzie ale jak Piotr chcesz z nią szczerze o jej eskapadzie rozmawiać to na takie szczegóły też bądz przygotowany.

Ja od samego początku mówiłam, że owa delikwentka po prostu U C I E K Ł A od niego. Tego się nie da wytrzymać, tu aż się prosi, żeby z Pitra zrobić wycieraczkę i sobie poużywać. To wręcz budzi niechęć, odrazę, chce się uciec jak najdalej. Tego zakłamania, budowania formy, kiedy nie ma treści, nie da się po prostu znieść.

1 315

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
lifrinat napisał/a:

Ja to jak czytam te wypociny, to mam takie wyobrażenie: autor - 65 letni, zatwardziały dziadek w kapotach, szlafroku i zaroście kilkudniowym. Oczywiście bez sportu, brązowy sweter, jakieś szare, wytarte spodnie. Dorabia po godzinach, żeby na mięso i zupę było, ale także waciki, lakier do paznokci ukochanej. Podwozi oplem żonę codziennie do pracy. Ostatnio kupił nowy tablet i podłączył tam bezprzewodowy internet. Żonka: fatałaszki jakiejś tam jakości, tapirowane a la tata 90 włosy na lakier, zawsze paznokieć zrobiony i pomalowany. Pilnik na półce w łazience. Jak poprosi Zenka, to wszędzie ją zawiezie: na ploteczki do koleżanek, kawusia, do sklepu. Ona autobusami nie będzie jechała. Zenek zrób obiad i odbierz dzieci ze szkoły, ja mam dziś zmianę, a jeszcze muszę się umalować i pończochy nowe znaleźć. Gdzie one są, nie widziałeś? Jutro też muszę iść do pracy. Rób co chcesz, mnie to nie obchodzi.

A tak na poważnie Piter, powiedz nam następujące rzeczy:

1. Czego nauczyła cię ta zdrada?
2. Czego się o sobie dowiedziałeś?
3. Czego o żonie?
5. Czego dowiedziałeś się o swoim małżeństwie.

Przyjąłeś ją z powrotem. Jaki masz teraz plan?

1. Co się zmieniło?
2. Czy wycofasz pozew o rozwód?
3. Czy przeprowadzisz rozdział majątku i separację?
4. Jeśli nie, to jak będziesz z nią żył?
5. Jak teraz żyjecie na co dzień? Co robicie razem? Jak funkcjonuje układ?
6. Jak zachowuje się żona?

Tylko nie pomiń tych pytań, jak zawsze... smile.

Odpowiem na Twoje pytanie jak przyjade do domu, bo jestem z dziecmi u psychologa.

1 316

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Dzieci siedzą w gabinecie, więc napiszę pare zdań. Nie idealizuje żony, nie zapomniałem co zrobiła, wiem, że nie robiła tego pod wpływem narkotyków czy innych środków odurzających, zdaję sobie sprawę, że jeśli nie ten konkretny pajac to mógł się trafić inny i finalnie ostateczna decyzje podjęła żona. Ja to wszystko wiem, i wiem też, że takich ludzi którzy włażą na chama w czyjeś życie się nie szanuje, tak jak i na szacunek nie zasługuje osoba zdradzająca. Nie musicie mi tlumaczyć winy mojej żony bo ja sobie z niej doskonale sprawę zdaję. Możecie sobie pisać o mnie co wam się podoba, ale mnie to średnio przejmuje, bo wiem jakim jestem człowiekiem, co sobą reprezentuję i ludzie którzy mnie znają osobiście też wiedzą. Dziwię się co poniektórym, że na podstawie wyrywkowych informacji wysówają jakieś daleko idące wnioski, które jak widać nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Doskonałym przykładem na to jest pomysł, że to moja żona teraz z wami pisze, przecież to już zakrawa w pewnym sensie na jakąś manię prześladowczą. Zastanawia mnie jedno, czy wszyscy ludzie, którzy zostali zdradzeni popadają w paranoję i stają się naładowanymi złością pociskami? Bardzo nie chciałbym stać się takim człowiekiem.

1 317

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

No.
Odwalić się, bo jest wszystko jak należy. Żona w domu, Piotr szczęśliwy.

"Nie szukajcie problemów na siłę." he he
Tak by powiedział normalnie zdradzacz, ale czasem adwokat zdradzacza powie to samo wink

1 318

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Podsumowując:
- zona 'dzięki' kochankowi ( kochankom) stała się na powrót sobą?
- Piotr ogromnie teskniac za rodzina, nadal za wszelka cenę chce ratować 'rodzinę' której tak naprawdę chyba nigdy nie było...kosztem siebie i dzieci.
- wychodzi na to, ze chyba Piotr z zona maja zupełnie inne priorytety życiowe. Chodzi im zupełnie o co innego, dwie różne ścieżki życiowe...
Tylko, ze Piotr nie chce obudzić się do końca ze snu, a zona robi wszystko, by się nie obudził...- oboje chcą w jakiś sposób dla siebie szczęścia, tylko, ze dla obu ono wygląda zupełnie inaczej.
Oboje nie do końca jarza, ze magią zaczyna się w prawdzie, w szarej rzeczywistości, kiedy rozbijamy się o ścianę bólu...
Piotr,wake up!!!!!!

1 319 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-03-26 21:20:22)

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Piotr74 napisał/a:

Dzieci siedzą w gabinecie, więc napiszę pare zdań. Nie idealizuje żony, nie zapomniałem co zrobiła, wiem, że nie robiła tego pod wpływem narkotyków czy innych środków odurzających, zdaję sobie sprawę, że jeśli nie ten konkretny pajac to mógł się trafić inny i finalnie ostateczna decyzje podjęła żona. Ja to wszystko wiem, i wiem też, że takich ludzi którzy włażą na chama w czyjeś życie się nie szanuje, tak jak i na szacunek nie zasługuje osoba zdradzająca. Nie musicie mi tlumaczyć winy mojej żony bo ja sobie z niej doskonale sprawę zdaję. Możecie sobie pisać o mnie co wam się podoba, ale mnie to średnio przejmuje, bo wiem jakim jestem człowiekiem, co sobą reprezentuję i ludzie którzy mnie znają osobiście też wiedzą. Dziwię się co poniektórym, że na podstawie wyrywkowych informacji wysówają jakieś daleko idące wnioski, które jak widać nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Doskonałym przykładem na to jest pomysł, że to moja żona teraz z wami pisze, przecież to już zakrawa w pewnym sensie na jakąś manię prześladowczą. Zastanawia mnie jedno, czy wszyscy ludzie, którzy zostali zdradzeni popadają w paranoję i stają się naładowanymi złością pociskami? Bardzo nie chciałbym stać się takim człowiekiem.

Hej Potrze - nie generalizuj - nie wszyscy mieli w swym życiorysie żonę puszczającą się na prawo i lewo, a w hierarchii spraw ważnych i budzących emocje wyżej niż zdrady obcych ludzi stawiają problem dodatków do herbaty ;-) Tylko jakoś dziwnie dochodzą do tych samych wniosków co pozostali...

Piszę to bez złej woli - w świetle ostatnich danych, o wiele prawdopodobniejszy jest wariant, że żona była tu "aktywnie uwodząca" a nie "bierna, biedna i zmanipulowana". Jaki interes miałby jej kochanek, aby płakać przed swoją córką z jej powodu? IMHO żaden - to zachowanie kogoś wpuszczonego w kanał. Pomijam oczywiście "poziom moralny" faceta, który obciąża takimi sprawami swoje dziecko, ale to że jest palantem już ustaliliśmy ;-)

Masz w domu bombę zegarową. Tyk...tyk...tyk...tyk...
:-)

I poza tym jak ty chcesz "z tym dalej żyć"?

1 320

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Masz w domu bombę zegarową. Tyk...tyk...tyk...tyk...
:-)

Nooo..to teraz podniosłeś jeszcze bardziej (o ile się da??) w oczach Piotra jej wartość.
Zabrzmiało tak, jakby każdy samiec ostrzył sobie na żoncie autora kły. wink

A ja sobie myślę, że ona po prostu z tych seksualnie niewyżytych i na to, nie ma bata, mało panów się nie skusi -zwłaszcza, że to klasyczny typ, który jak sobie kogoś upatrzy, to sama pcha się do łóżka.

W tym sensie, faktycznie bomba z niej wink

1 321

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Dzieci siedzą w gabinecie, więc napiszę pare zdań. Nie idealizuje żony, nie zapomniałem co zrobiła, wiem, że nie robiła tego pod wpływem narkotyków czy innych środków odurzających, zdaję sobie sprawę, że jeśli nie ten konkretny pajac to mógł się trafić inny i finalnie ostateczna decyzje podjęła żona. Ja to wszystko wiem, i wiem też, że takich ludzi którzy włażą na chama w czyjeś życie się nie szanuje, tak jak i na szacunek nie zasługuje osoba zdradzająca. Nie musicie mi tlumaczyć winy mojej żony bo ja sobie z niej doskonale sprawę zdaję. Możecie sobie pisać o mnie co wam się podoba, ale mnie to średnio przejmuje, bo wiem jakim jestem człowiekiem, co sobą reprezentuję i ludzie którzy mnie znają osobiście też wiedzą. Dziwię się co poniektórym, że na podstawie wyrywkowych informacji wysówają jakieś daleko idące wnioski, które jak widać nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Doskonałym przykładem na to jest pomysł, że to moja żona teraz z wami pisze, przecież to już zakrawa w pewnym sensie na jakąś manię prześladowczą. Zastanawia mnie jedno, czy wszyscy ludzie, którzy zostali zdradzeni popadają w paranoję i stają się naładowanymi złością pociskami? Bardzo nie chciałbym stać się takim człowiekiem.

Hej Potrze - nie generalizuj - nie wszyscy mieli w swym życiorysie żonę puszczającą się na prawo i lewo, a w hierarchii spraw ważnych i budzących emocje wyżej niż zdrady obcych ludzi stawiają problem dodatków do herbaty ;-) Tylko jakoś dziwnie dochodzą do tych samych wniosków co pozostali...

Piszę to bez złej woli - w świetle ostatnich danych, o wiele prawdopodobniejszy jest wariant, że żona była tu "aktywnie uwodząca" a nie "bierna, biedna i zmanipulowana". Jaki interes miałby jej kochanek, aby płakać przed swoją córką z jej powodu? IMHO żaden - to zachowanie kogoś wpuszczonego w kanał. Pomijam oczywiście "poziom moralny" faceta, który obciąża takimi sprawami swoje dziecko, ale to że jest palantem już ustaliliśmy ;-)

Masz w domu bombę zegarową. Tyk...tyk...tyk...tyk...
:-)

I poza tym jak ty chcesz "z tym dalej żyć"?

To, ze ma bombę w domu, to również wszyscy wiemy- kwestia czasu...
To, ze niewyzyta? Bo to powinien dostarczyć jej Piotr a tu kija... Piotr w podstawce i to od dawna, dlaczego?  wink
Itd, itd...
Dajmy Piotrowi szanse, ..jak to ktoś wyżej gdzieś napisał, musi sam przez to 'przepłynąć' ..

1 322

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Podczytuję sobie troszkę ten wątek i powiem szczerze, że jestem mocno zniesmaczona, już nie mówiąc też o tym, że i znudzona. Jednak nie autorem wątku albo powiem inaczej, nie tylko nim, lecz Wami przede wszystkim, wszystkimi osobami, które angazują się w pisanie komentarzy. Jestem naprawdę bardzo zdziwiona.
Jest tyle innych wątków, gdzie faktycznie warto byłoby napisać coś konkretnego i budującego dla kogoś, ale tam Wasze zainteresowanie jest średnie. Za to uparliście się zbawiać autora wątku na siłę i która to już strona idzie?
Dajcie już spokój temu facetowi.
Niech on robi to, co uważa za dobre dla niego.
Skoro pasuje mu puszczalska żona i robienie za jej bankomat, to jego sprawa.
Ludzie bywają różni i różne są między nimi układy.
Nie słyszeliście o związkach otwartych? A co z coraz modniejszym ostatnio swingowaniem albo innymi takimi uroczymi rozrywkami?
Na forum dla zdradzonych info ostatnio odezwał się chłop, który marzy o tym, by jego żona bzykała się z innym i to na jego oczach. Nie wiadomo czy to jakiś jajcarz napisał, czy faktycznie chłop ma takie fantazje, ale przecież nie brakuje różnych dziwnych ludzi na świecie. Czy każdego cudaka będziecie nawracać i na siłę zbawiać.
Dajcie już spokój temu Piotrowi, bo on i tak zrobi to, co będzie chciał. Co |Was obchodzi jakaś męska niemota. Gdyby to był zdrowy na umysle facet, to rozbujałby porządnie nogę i wypłaciłby kopa napalonej. On jednak jest taki, jaki jest i co na to poradzicie?
Toż niech zyje z tą kobietą, niech całuję ją nawet bez wcześniejszego zdezynfekowania jej japy po wacku gacha, niech wącha jej krocze śmierdzące spermą obcego chłopa, niech on robi, co mu pasuje. a może właśnie przez to, że baba puściła go w rogi dla niego stała się jeszcze bardziej pociągająca?
Powtarzam raz jeszcze- dajcie mu spokój, bo jak świat długi i szeroki nie brakuje na nim różnych ludzi. Jeden lubi sliwki, drugi lubi jabłka- mam tak wyliczać?
Zajmijcie się wątkami, gdzie warto jest wtrącić swoje trzy grosze i być może, komuś pomóc.
Dobranoc.

1 323 Ostatnio edytowany przez biel.. (2015-03-26 21:37:20)

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

Masz w domu bombę zegarową. Tyk...tyk...tyk...tyk...
:-)

Nooo..to teraz podniosłeś jeszcze bardziej (o ile się da??) w oczach Piotra jej wartość.
Zabrzmiało tak, jakby każdy samiec ostrzył sobie na żoncie autora kły. wink

A ja sobie myślę, że ona po prostu z tych seksualnie niewyżytych i na to, nie ma bata, mało panów się nie skusi -zwłaszcza, że to klasyczny typ, który jak sobie kogoś upatrzy, to sama pcha się do łóżka.

W tym sensie, faktycznie bomba z niej wink

Tak,...
Ale nie zona i matka. Taka z niej bomba wink
Jakie dziecko chce puszczajaca matkę na lewo i prawo? I jaki maz chce taka zone?
Kochanek odstawil, powrót do męża...
Za jakiś czas znajdzie się kolejny...

1 324

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

Masz w domu bombę zegarową. Tyk...tyk...tyk...tyk...
:-)

Nooo..to teraz podniosłeś jeszcze bardziej (o ile się da??) w oczach Piotra jej wartość.
Zabrzmiało tak, jakby każdy samiec ostrzył sobie na żoncie autora kły. wink

A ja sobie myślę, że ona po prostu z tych seksualnie niewyżytych i na to, nie ma bata, mało panów się nie skusi -zwłaszcza, że to klasyczny typ, który jak sobie kogoś upatrzy, to sama pcha się do łóżka.

W tym sensie, faktycznie bomba z niej wink

Tak,...
Ale nie zona i matka .. Taka z niej bomba wink

1 325 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-03-26 21:34:01)

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

hehe, post julkixx mnie rozbawił, ale przywołał też wspomnienia jednego z moich "znajomych", o którym po czasie dowiedziałam się, że takie właśnie jest jego wyobrażenie o związku - by kobieta zdradzała go na jego oczach.

Wyszło przypadkiem..jak to w życiu.

Wiem, że wcześniej miał dziewczynę (?) -choć w zasadzie tylko w jego głowie nią była, bo go zdradzała, ale zyskała tym nieświadomie jego dozgonny podziw i miłość.

To działało na zasadzie: "Skoro ktoś ma takie JAJA by mnie zdradzać, to musi być lepszy ode mnie, pod każdym względem. Do tego, musi być atrakcyjna dla innych facetów, więc niezły mam tutaj towar..nic tylko hołubić i dogadzać big_smile" - tak kombinuje podświadomość.

1 326

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

Masz w domu bombę zegarową. Tyk...tyk...tyk...tyk...
:-)

Nooo..to teraz podniosłeś jeszcze bardziej (o ile się da??) w oczach Piotra jej wartość.
Zabrzmiało tak, jakby każdy samiec ostrzył sobie na żoncie autora kły. wink

A ja sobie myślę, że ona po prostu z tych seksualnie niewyżytych i na to, nie ma bata, mało panów się nie skusi -zwłaszcza, że to klasyczny typ, który jak sobie kogoś upatrzy, to sama pcha się do łóżka.

W tym sensie, faktycznie bomba z niej wink

Zabrzmiało czy USŁYSZAŁO SIĘ???? ;-)

Weź mnie nie reinterpretuj. Jest oczywiste, że na tą byłą "kochanicę budowlańca" nie będzie leciało całe miasto. Natomiast ona odkryła właśnie w sobie przepastne głębie, które będzie musiała czymś wypełnić :-) I nie o głębiach duszy tu mowa :-)

1 327

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

hehe, post julkixx mnie rozbawił, ale przywołał też wspomnienia jednego z moich "znajomych", o którym po czasie dowiedziałam się, że takie właśnie jest jego wyobrażenie o związku - by kobieta zdradzała go na jego oczach.

Wyszło przypadkiem..jak to w życiu.

Wiem, że wcześniej miał dziewczynę (?) -choć w zasadzie tylko w jego głowie nią była, bo go zdradzała, ale zyskała tym nieświadomie jego dozgonny podziw i miłość.

To działało na zasadzie: "Skoro ktoś ma takie JAJA by mnie zdradzać, to musi być lepszy ode mnie, pod każdym względem. Do tego, musi być atrakcyjna dla innych facetów, więc niezły mam tutaj towar..nic tylko hołubić i dogadzać big_smile" - tak kombinuje podświadomość.

Czyli, ze oprócz przeszłości zonki, chciała być cholubiona jak ta zdradzajaca? To jest dopiero... Wow smile
Nieźle, myślisz, ze zdradzające są cholubione?

1 328

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Już sto tysięcy postów temu pisałem - bodaj w tym wątku, że niektórzy faceci uwielbiają gdy żony ich zdradzają, po czym opowiadają om o tym podczas seksu. Z "forumów" znam przynajmniej dwa takie przypadki :-)

1 329

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Hehe, nie no śmieje się, bo to schemat klasyczny.
Ale tak to działa - zwykła Baba z Otwocka, średnio atrakcyjna z reguły (wizualnie i/lub intelektualnie - o tym drugim świadczy wybór kochanka..chyba po rozmiarze bicepsa wink) jest w stanie sobie dodatkowego bolca bez problemu znaleźć, bo to z kolei dowartościowuje większość facetów, o ile ona wyglądem nie straszy- można przelecieć, why not.
Tylko mówię jak to na podświadomość zdradzanego z syndromem rogacza (uświadomionym lub nie) działa: taka kobieta urasta do rangi Boginii, bo wyzwala się instynkt rywalizacji.

Tylko z reguły nawet rogacz woli by ten, z którym żona/partnerka zdradza był atrakcyjniejszy pod jakimś względem -nie chodzi tylko o wygląd, choć może chodzić.

Warunek niezmienny by u kogoś zdiagnozować wstępnie ten syndrom jest jeden: głębokie poczucie usprawiedliwienia zachowania zdradzającego, bo na poziomie podświadomym jest poczucie, że osoba z która zdradzono jest w jakiś sposób lepsza - to może być jakiś niuans: większy ptaszek wink, lepsza technika czy po prostu wspólne dopasowanie na tym polu itp.  Stąd nienawiść do kochanka, bo podświadomie czuje, że nie dorówna mu w "równej walce", więc to jedyne w jaki sposób może wyładować frustracje. Bo przecież nie na zdradzaczu, bo jeszcze odejdzie ;O

Tak to se chulo..

1 330

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
julkaxx napisał/a:

Podczytuję sobie troszkę ten wątek i powiem szczerze, że jestem mocno zniesmaczona, już nie mówiąc też o tym, że i znudzona. Jednak nie autorem wątku albo powiem inaczej, nie tylko nim, lecz Wami przede wszystkim, wszystkimi osobami, które angazują się w pisanie komentarzy. Jestem naprawdę bardzo zdziwiona.
Jest tyle innych wątków, gdzie faktycznie warto byłoby napisać coś konkretnego i budującego dla kogoś, ale tam Wasze zainteresowanie jest średnie. Za to uparliście się zbawiać autora wątku na siłę i która to już strona idzie?
Dajcie już spokój temu facetowi.
Niech on robi to, co uważa za dobre dla niego.
Skoro pasuje mu puszczalska żona i robienie za jej bankomat, to jego sprawa.
Ludzie bywają różni i różne są między nimi układy.
Nie słyszeliście o związkach otwartych? A co z coraz modniejszym ostatnio swingowaniem albo innymi takimi uroczymi rozrywkami?
Na forum dla zdradzonych info ostatnio odezwał się chłop, który marzy o tym, by jego żona bzykała się z innym i to na jego oczach. Nie wiadomo czy to jakiś jajcarz napisał, czy faktycznie chłop ma takie fantazje, ale przecież nie brakuje różnych dziwnych ludzi na świecie. Czy każdego cudaka będziecie nawracać i na siłę zbawiać.
Dajcie już spokój temu Piotrowi, bo on i tak zrobi to, co będzie chciał. Co |Was obchodzi jakaś męska niemota. Gdyby to był zdrowy na umysle facet, to rozbujałby porządnie nogę i wypłaciłby kopa napalonej. On jednak jest taki, jaki jest i co na to poradzicie?
Toż niech zyje z tą kobietą, niech całuję ją nawet bez wcześniejszego zdezynfekowania jej japy po wacku gacha, niech wącha jej krocze śmierdzące spermą obcego chłopa, niech on robi, co mu pasuje. a może właśnie przez to, że baba puściła go w rogi dla niego stała się jeszcze bardziej pociągająca?
Powtarzam raz jeszcze- dajcie mu spokój, bo jak świat długi i szeroki nie brakuje na nim różnych ludzi. Jeden lubi sliwki, drugi lubi jabłka- mam tak wyliczać?
Zajmijcie się wątkami, gdzie warto jest wtrącić swoje trzy grosze i być może, komuś pomóc.
Dobranoc.

Wiesz co, masz absolutna racje smile

1 331

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Czyli, ze oprócz przeszłości zonki, chciała być cholubiona jak ta zdradzajaca? To jest dopiero... Wow smile
Nieźle, myślisz, ze zdradzające są cholubione?

Kochanie, uwierz mi, że znam takie kwiatki z życia..choć czasem wolałabym nie znać.
Ex by mnie ozłocił gdybym się zdecydowała na takie "zabawy".

Musi trafić swój na swego by ta zabawa nie odbiła się na psychice.
Sęk w tym, że zawsze się odbija, tylko przy niskiej empatii nie odczuwa się tego skutków w takim stopniu lub prawie w ogóle.

Więc warunkiem jest niski poziom empatii i zaburzenia seksualne na poziomie realizowania się w bliskości z partnerem - tutaj "intymność" rozumiana jest zupełnie inaczej niż tradycyjnie i oparta na dominacji-uległości. Ale to nie ten wątek.

1 332

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

/.../
Tak to se chulo..

Dobre :-)

1 333

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Oczywiście, że puszczające się baby są hołubione. Mało to słyszy się o takich przypadkach? Kobieta puszcza się na prawo i na lewo, doi swojego faceta, tego niby na stałe, z kasy, a on merda na jej widok ogonkiem i jeszcze cieszy się, że boginka jednak do niego wraca. Taka kobieta dla niektórych facetów potrafi byc bardzo pociągająca. Nie słyszeliście o tym, że dla niektórych facetów, nawet ku..r..wy ogłaszające się w internecie są pociągające. Mnie tam już nic nie zadziwi.
Zostawcie już w spokoju tego Piotra. Może on ma teraz iście niebiański seks z tą swoją, pożal się Boże, żoną?
Może gach to dla niego taki fetysz?
Pomagać to trzeba tylko tym, którzy faktycznie chcą się ratować, chcą coś zmienić w swoim zyciu- tu, jak widać, to syzyfowa praca. Szkoda czasu i energii.

1 334

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Piotr74 napisał/a:

Dzieci siedzą w gabinecie

Czy ona o tym wie i czy też ma zamiar aktywnie uczestniczyć w wizytach?

Piotr74 napisał/a:

Dziwię się co poniektórym, że na podstawie wyrywkowych informacji wysuwają jakieś daleko idące wnioski, które jak widać nie mają nic wspólnego z rzeczywistością

Widzisz, wszyscy zainteresowani Twoją historią, znają ją tylko z Twoich postów i z nich wyciągają domysły i wnioski, a czy rozmawiałeś poważnie ze swoim starszym synem o całej tej sprawie? On ma 13 lat, jest dzieckiem, ale to gimnazjalista, pewnie już pali fajki może trawkę, pije piwko może wódkę, a na tematy sexu czy relacji damsko-męskich też już wyrabia sobie zdanie , a do tego w Twojej sytuacji pewnie jest fantastycznym obserwatorem całej dotychczasowej rzeczywistości, której doświadcza na własnej skórze i mógłby Ci wiele powiedzieć

Piotr74 napisał/a:

Zastanawia mnie jedno, czy wszyscy ludzie, którzy zostali zdradzeni popadają w paranoję i stają się naładowanymi złością pociskami? Bardzo nie chciałbym stać się takim człowiekiem.

Kiedyś też chciałem powrotu swojej już ex, ale teraz jestem zadowolony, że jej już nie ma, taki stan trwał kilka miesięcy i jak napisał Skywalk w tym czasie na czarne mówisz białe. I Ty dalej jesteś zamroczony po przywaleniu obuchem w łeb przez Twoją panią.

Teraz nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić jak mogłoby to wyglądać "bycie razem" - fuj smile

Poza tym zastanawia mnie też Twoje podejście do świadomości tego, że Twoja żona wie o tym wątku i go czyta, kiedy się zorientowałem że moja ex czyta moje wypociny, przestałem pisać.

Piotr naprawdę dobrze Ci życzę, ale dla mnie to wygląda jak powrót na chwilę w celu dalszych poszukiwań, a Ty jesteś tylko bezpieczną przystanią, gdzie może sobie na wszystko pozwolić

1 335

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

Hehe, nie no śmieje się, bo to schemat klasyczny.
Ale tak to działa - zwykła Baba z Otwocka, średnio atrakcyjna z reguły (wizualnie i/lub intelektualnie - o tym drugim świadczy wybór kochanka..chyba po rozmiarze bicepsa wink) jest w stanie sobie dodatkowego bolca bez problemu znaleźć, bo to z kolei dowartościowuje większość facetów, o ile ona wyglądem nie straszy- można przelecieć, why not.
Tylko mówię jak to na podświadomość zdradzanego z syndromem rogacza (uświadomionym lub nie) działa: taka kobieta urasta do rangi Boginii, bo wyzwala się instynkt rywalizacji.

Tylko z reguły nawet rogacz woli by ten, z którym żona/partnerka zdradza był atrakcyjniejszy pod jakimś względem -nie chodzi tylko o wygląd, choć może chodzić.

Warunek niezmienny by u kogoś zdiagnozować wstępnie ten syndrom jest jeden: głębokie poczucie usprawiedliwienia zachowania zdradzającego, bo na
poziomie podświadomym jest poczucie, że osoba z która zdradzono jest w jakiś sposób lepsza - to może być jakiś niuans: większy ptaszek wink, lepsza technika czy po prostu wspólne dopasowanie na tym polu itp.  Stąd nienawiść do kochanka, bo podświadomie czuje, że nie dorówna mu w "równej walce", więc to jedyne w jaki sposób może wyładować frustracje. Bo przecież nie na zdradzaczu, bo jeszcze odejdzie ;O

Tak to se chulo..

Jak to nazwać: terapia szokowa jest terapia szokowa...
No i to budzi,...
Jestem tylko ciekawa dlaczego ten kochanek odszedł skoro było mu taaaak 'dobrze'? wink
I jestem ciekawa, kto teraz te glebie zapelni, bo Piotr, jak juz wiemy.. Nie jest w stanie się w pasować... wink
Dobranoc smile

1 336

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

Czyli, ze oprócz przeszłości zonki, chciała być cholubiona jak ta zdradzajaca? To jest dopiero... Wow smile
Nieźle, myślisz, ze zdradzające są cholubione?

Kochanie, uwierz mi, że znam takie kwiatki z życia..choć czasem wolałabym nie znać.
Ex by mnie ozłocił gdybym się zdecydowała na takie "zabawy".

Musi trafić swój na swego by ta zabawa nie odbiła się na psychice.
Sęk w tym, że zawsze się odbija, tylko przy niskiej empatii nie odczuwa się tego skutków w takim stopniu lub prawie w ogóle.

Więc warunkiem jest niski poziom empatii i zaburzenia seksualne na poziomie realizowania się w bliskości z partnerem - tutaj "intymność" rozumiana jest zupełnie inaczej niż tradycyjnie i oparta na dominacji-uległości. Ale to nie ten wątek.

Prawdziwa głębia i intymność polega na równości wink komplementarności...
Tak, są różne ogrody, przechadzamy się po innych.. wink

1 337

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Prawdziwa głębia i intymność polega na równości wink komplementarności...
Tak, są różne ogrody, przechadzamy się po innych.. wink

Ja się nie przechadzała po tym akurat..dlatego przegrałam porównania z poprzedniczką big_smile

Ale żeby tak człowiek mógł od razu być mądry.. A tak, w międzyczasie trochę walki i poniżania się było, oj było wink

1 338

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
julkaxx napisał/a:

Oczywiście, że puszczające się baby są hołubione. Mało to słyszy się o takich przypadkach? Kobieta puszcza się na prawo i na lewo, doi swojego faceta, tego niby na stałe, z kasy, a on merda na jej widok ogonkiem i jeszcze cieszy się, że boginka jednak do niego wraca. Taka kobieta dla niektórych facetów potrafi byc bardzo pociągająca. Nie słyszeliście o tym, że dla niektórych facetów, nawet ku..r..wy ogłaszające się w internecie są pociągające. Mnie tam już nic nie zadziwi.
Zostawcie już w spokoju tego Piotra. Może on ma teraz iście niebiański seks z tą swoją, pożal się Boże, żoną?
Może gach to dla niego taki fetysz?
Pomagać to trzeba tylko tym, którzy faktycznie chcą się ratować, chcą coś zmienić w swoim zyciu- tu, jak widać, to syzyfowa praca. Szkoda czasu i energii.

Trochę żal patrzeć jak z jako tako funkcjonującej rodziny robi się patologia. Wybaczać zdrajcy można, jak ktoś lubi takie klimaty, ale wydaje mi się, że bardzo trudno odzyskać po tym równorzędną pozycję w związku. Zepchnięcie do defensywy oznacza że za 5-10 lat pozycja w rodzinie  osoby zdradzonej będzie gdzieś w pobliżu nocnika, bo zapędzona w kozi róg wszystkim na wszystko będzie pozwalać i wszyscy będą totalnie go zlewać. Tu trzeba by zrobić jakąś porządną jesień średniowiecza czy inne formy przeciagania pod kilem :-) Najlepiej rozwód z orzekaniem o winie w styku użytkownika Esperesso czyli "ekspresowo", a póżniej mogą sobie ustalać, czy dziewczę chce wrócić czy nie :-)

1 339 Ostatnio edytowany przez biel.. (2015-03-26 22:25:54)

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

Prawdziwa głębia i intymność polega na równości wink komplementarności...
Tak, są różne ogrody, przechadzamy się po innych.. wink

Ja się nie przechadzała po tym akurat..dlatego przegrałam porównania z poprzedniczką big_smile

Ale żeby tak człowiek mógł od razu być mądry.. A tak, w międzyczasie trochę walki i poniżania się było, oj było wink

Wiesz, nie porównuje...
Jestem sobą, coraz bardziej, w pełni smile
Z tego co mi wiadomo.. Ta w 'międzyczasie' chciała mnie i jego. Ja od razu po wiedziałam nie, ona musiała ukraść, by wkupić się, bo w jej ogrodzie aż tyyyyyle jest wink- nadal nie jest sobą, ... By toczyć rozmowę tylko naśladuje innych...

Ale czego ja się do wiedziałam na swój temat?? Hoho..
Natomiast ja osmielilam się mówić jej po imieniu, jak każdy tutaj  z bywajacych... wink

1 340

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Piotr, czy kazałeś żonie zrobić badania na okoliczność zarażenia Ciebie i dzieci jakimś swinstwem które mogła przywlec do domu od kochanka?

Inna sprawa to jaki teraz daje lekcje dzieciom tego czego nauczyła się przebywając z kochankiem. "Kto z kim przestaje takim się staje"

Jak sądzisz. Dlaczego córcia gacha, tak ja opluwa?
Może ma jakieś powody, które są prawdziwym powodem odejścia od kochanka.

Wiesz, lepiej. Poczekaj z fanfarami.
Jeszcze wiele spraw może wypłynąć na wierzch.

Poza tym, to jej druga zdrada.
Jak zamierzasz zabezpieczyć,sie przed trzecia?
Pewnie zdała sobie sprawę z tego ze związek z tak starszym kochankiem nie ma przyszlosci.
Gdyby był o 10 lat młodszy...
Myślisz ze taki kandydat się nie znajdzie, a żona nie skorzysta,ponownie z okazji?
Przekroczyła, już przecież opory przed zdrada.
Dwukrotnie.
Jak zamierzasz przepracować z zona temat zdrady?
Bez jej pracy nad sobą ani rusz.
Ani ona sama, ani Ty sam nie poradzicie sobie z przepracowaniem tematy.

1 341

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

O kurna..To była DRUGA zdrada???
To nie doczytałam chyba czegoś.


Ozjacieżp...  Ale bagno.

1 342

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

O kurna..To była DRUGA zdrada???
To nie doczytałam chyba czegoś.


Ozjacieżp...  Ale bagno.

Z tego co mi wiadomo, to zonka ma tez niezłą przeszlosc- doświadczenie którego można jej tylko pozazdroscic, żadna jej nie dorówna....

1 343

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Elle, ja też aż jęknęłam z wrażenia- też  nie doczytałam, że to druga zdrada tej baby.
No cóż- w tej cudownej rodzinie, jak widać, to już tradycja.
Ciekawe czy wacków było więcej niż dwóch. Musi ta baba mieć albo cyce, jak donice, albo doopę jak szafa trzydrzwiowa, skoro ma takie branie.
Fajnie jest czytać takie forum, bo w obliczu bagna, jakie mają inni, nasze problemy, to bułka z masłem.

1 344

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:

O kurna..To była DRUGA zdrada???
To nie doczytałam chyba czegoś.


Ozjacieżp...  Ale bagno.

Z tego co mi wiadomo, to zonka ma tez niezłą przeszlosc- doświadczenie którego można jej tylko pozazdroscic, żadna jej nie dorówna....

1 345

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
julkaxx napisał/a:

Elle, ja też aż jęknęłam z wrażenia- też  nie doczytałam, że to druga zdrada tej baby.
No cóż- w tej cudownej rodzinie, jak widać, to już tradycja.
Ciekawe czy wacków było więcej niż dwóch. Musi ta baba mieć albo cyce, jak donice, albo doopę jak szafa trzydrzwiowa, skoro ma takie branie.
Fajnie jest czytać takie forum, bo w obliczu bagna, jakie mają inni, nasze problemy, to bułka z masłem.

Z tą atrakcyjnością fizyczną w sensie obiektywnym to niekoniecznie wink
ex exa była małym koszmarkiem z wyraźnym defektem na twarzy (bez szczegółów) - była szpetna. Ale jemu ten typ urody grał- typowo "sucza" jak to się mówi wink I wiesz..lubiła to big_smile Mając na myśli "to", mówię o eksperymentach - nie miała granic tam, gdzie podejrzewam większość z nas.

To wystarczy by być 'obleganą', uwierz mi wink

1 346

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

A ja się dziwię, że tacy faceci jak Piotr istnieją...
ale ponoć oni kochają zołzy...
Taki już los tych co zdominowała kobieta i psychicznie i fizycznie... żaden inny by sobie na to nie pozwolił ..
To są te "jaja" która Piotr myli z impotencją...choć może coś jest na rzeczy, bo chyba każdy zrozumiałby przenośnię, ale on odebrał to jako atak na swoją 'męskość'..

1 347

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Ja myslę, że jest coś na rzeczy z jego wackiem- może ma małego (dlatego ona wyciera się z innymi chłopami), może coś z jego potencją nie halo. Może on docenia tę kobietę za to, że wyszła za niego, pomimo iż on ma np. dwu-centymetrowego wacka.
Elle, wiem o tym- smieję się przecież. Wystarczy, że baba chętnie daje, to i amatorzy na nia tez się znajdą.
Każda potwora znajdzie swojego amatora.

1 348

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Elle88 napisał/a:
julkaxx napisał/a:

Elle, ja też aż jęknęłam z wrażenia- też  nie doczytałam, że to druga zdrada tej baby.
No cóż- w tej cudownej rodzinie, jak widać, to już tradycja.
Ciekawe czy wacków było więcej niż dwóch. Musi ta baba mieć albo cyce, jak donice, albo doopę jak szafa trzydrzwiowa, skoro ma takie branie.
Fajnie jest czytać takie forum, bo w obliczu bagna, jakie mają inni, nasze problemy, to bułka z masłem.

Z tą atrakcyjnością fizyczną w sensie obiektywnym to niekoniecznie wink
ex exa była małym koszmarkiem z wyraźnym defektem na twarzy (bez szczegółów) - była szpetna. Ale jemu ten typ urody grał- typowo "sucza" jak to się mówi wink I wiesz..lubiła to big_smile Mając na myśli "to", mówię o eksperymentach - nie miała granic tam, gdzie podejrzewam większość z nas.

To wystarczy by być 'obleganą', uwierz mi wink

...tak też znam taki przypadek...babka urodą ani intelektem nie powala, ale zahamowań w sexie nie ma...zresztą wcale się z tym nie kryje...

1 349

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

"Gdy człowiek ma przed sobą kilka dróg, gdy męczy się i waha i nie wie, którą wybrać ? niech wybiera drogę honoru, ta zawsze będzie właściwsza" (J. Beck). Honor i zasady Panowie. Tego należy się trzymać.

1 350

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
julkaxx napisał/a:

Ja myslę, że jest coś na rzeczy z jego wackiem- może ma małego (dlatego ona wyciera się z innymi chłopami), może coś z jego potencją nie halo. Może on docenia tę kobietę za to, że wyszła za niego, pomimo iż on ma np. dwu-centymetrowego wacka.
Elle, wiem o tym- smieję się przecież. Wystarczy, że baba chętnie daje, to i amatorzy na nia tez się znajdą.
Każda potwora znajdzie swojego amatora.

To pojechałaś wink

Faktem jest, że największe inklinacje do rogactwa mają panowie z mikroprzyrodzeniem, ale nie jest to reguła.
Nie wyciągajmy więc tak daleko idących wniosków, ja tam wierze w Piotra w tej kwestii smile

Sądzę, że bardziej szło tu o emocje i technikę- Piotr traktuje (do tej pory) swoją Lejdi jak Księżniczkę, z honorami, podwózkami, całuje w rączkę ę ą itd.. a kochanek jak ladacznicę - i ta druga wersja jest dla niej czymś w czym się lepiej odnajduje. a może odnajdowała by się po połowie tu i tu, ale nie z Piotrem.

I tak jestem pewna, że Piotr teraz będzie próbował stawać na rzęsach żeby jej wszystkie "braki" w tym zakresie wyrównać, nawet kosztem sztuczności i robienia z siebie kogoś kim nie jest w łóżku.
Ale natury ani żony nie oszuka, pobite gary. Znalazła to co chciała i tego się nie zapomina Piotrek, sorry.

1 351

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Trochę żal patrzeć jak z jako tako funkcjonującej rodziny robi się patologia.

Nie jestem pewien , czy ta rodzina nie była dysfunkcjonalna już wcześniej.Jedyne informacje jakie mamy o niej pochodzą od Piotra.
Jeżeli jego opis obecnej sytuacji, jest w takim samym stopniu adekwatny w stosunku do rzeczywistości jak opis sytuacji sprzed godziny 0 to ciężko na podstawie jego relacji wyciągać miarodajne wnioski.
Do klasycznego wyparcia , które pojawia się w początkowym etapie po doświadczeniu poczucia straty- zdrada chociażby-dochodzi filtrowanie informacji przez stany emocjonalne i nadawanie im wag na tej podstawie zupełnie fałszuje rzeczywistość.
Ciekawe jest to ,że gdy zarówno dane wejściowe są zniekształcone lub niepełne ,oraz algorytm/heurystyka błędna ,to w efekcie może dojść na wyjściu do poprawnych wniosków,

Ja nie pamiętam przypadku w którym za pomocą logicznych argumentów udało się w dyskusji doprowadzić do zmiany zdania przez adwersarza.Mówię o sytuacji gdy strona przeciwna miała poglądy ukształtowane.Przeważnie efekt odwrotny.
Zostaje obudzony wojownik ,który nie dopuszcza do głosu analityka- mechanizm nie dopuszczenia do dysonansu poznawczego wymaga poświęcenia minimalnego zaangażowania emocjonalnego i jest w miarę bezpieczny.Ego nie jest zagrożone.
Atak na poglądy powoduje usztywnienie stanowiska i wyszukiwanie przez drugą stronę argumentów popierających jej punkt widzenia co jeszcze bardziej przywiązuje emocjonalnie do własnego zdania.Sprzężenie zwrotne dodatnie.
W wypadku autora wątku dodatkowo dochodzą do głosu emocje.


EXTRA_terrestrial napisał/a:

Wybaczać zdrajcy można, jak ktoś lubi takie klimaty, ale wydaje mi się, że bardzo trudno odzyskać po tym równorzędną pozycję w związku. Zepchnięcie do defensywy oznacza że za 5-10 lat pozycja w rodzinie  osoby zdradzonej będzie gdzieś w pobliżu nocnika, bo zapędzona w kozi róg wszystkim na wszystko będzie pozwalać i wszyscy będą totalnie go zlewać. Tu trzeba by zrobić jakąś porządną jesień średniowiecza czy inne formy przeciagania pod kilem :-) Najlepiej rozwód z orzekaniem o winie w styku użytkownika Esperesso czyli "ekspresowo", a póżniej mogą sobie ustalać, czy dziewczę chce wrócić czy nie :-)

Sam jestem w związku po zdradzie.Powrót po 5 latach.Z własnej wink autopsji to wygląda na zajęcie lokalnego minimum energetycznego układu , którym jest związek.Sprowadza się to do nie zawsze uświadamianej walki o pozycjonowanie w tym układzie przez dwie strony.I kończy się przeważnie osiągnięciem położenia równowagi - czyli zajęciem pozycji w której sumaryczny koszt energii psychicznej jest najmniejszy.Na przykład jeżeli jedna ze stron udaje samca alfa - to na dłuższą metę takie obciążenie i wydatkowanie energii psychicznej jest męczące i włączają się mechanizmy prowadzące do zajęcia pozycji "naturalnej" w tym związku czyli powiedzmy pazia.
Ten naturalne poziomy zarówno z jednej jak i drugiej strony mogą być poszerzane przy pomocy choćby wyrzutów sumienia ,czy prób wpędzania w poczucie winy , ale na dłuższą metę energia takiego układu i tak dojdzie do lokalnego minimum bo tylko tam jest związek jest stabilny.Poziom stabilności związku może zmieniać się w czasie - czynniki to zmiana postaw.Choćby przepracowanie tematu zdrady przez osobę zdradzającą i wyciągnięcie odpowiednich wniosków.Jeżeli rozszczepienie poziomów jest zbyt duże i układ jest cały czas w stanie wzbudzonym bez możliwości utraty skumulowanej nadwyżki negatywnej  energii w akceptowalnych dla obu stron procesach , lub  inaczej :energia negatywna jest większa niż siły spajające związek to układ , którym taki związek jest rozpada się.
Tu autor aby nie doszło do wielkiego bum , usiłuje przykryć negatywną energię maską wspaniałomyślności i przesadnym , karykaturalnym wręcz -niestety tylko werbalnym i tylko deklaratywnym- przestrzeganiem norm moralnych.

Mnie zastanawia kilkukrotne gubienie się  Piotra w podawanych faktach i podawanie tłumaczeń ad hoc.

1 352

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Dobry wieczór Wszystkim:)
Jako, że mam zwyczaj witania się też osobno z Autorem wątku, to też to czynię, Witam Cię Piotrze:)

Nareszcie dotrwałam do końca wątku...
Po przeczytaniu paru postów Twoich Piotrze wiedziałam doskonale, że pozwolisz żonie wrócić na łono rodziny...

Jeżeli obca baba (czyli ja) poświęca klika godzin na czytanie Twojego wątku(a mogłabym robić co innego) to tym bardziej ten wątek przeczyta żona Twoja (jeden z Twoim najgorszych błędów było przyznanie się żonie, że piszesz na forum, jest to z Twojej strony nieodpowiedzialne, mi też się wydaję tak jak niektórym z forum, że specjalnie jej to powiedziałeś-tylko proszę nie krzycz na mnie, tak jak na niektórych, że to bzdura..., żeby poczytała o Tobie, jaki Ty wspaniały jesteś, ale ona może to wykorzystać przeciwko Tobie)

Jeżeli chodzi o błędy ortograficzne Autora, to On je robił cały czas( nie pisałabym o tym, gdyby ktoś tego nie zrobił).Nie sądzę, żeby to jego żona pisała zamiast Niego.

Jeżeli chodzi o Dzieci, to też wydaje mi się, że pisząc, że pozwoliłeś wrócić żonie bo tak Dzieci chciały też moim skromnym zdaniem to nie jest prawda. Ty zawsze chciałeś, żeby wróciła.  To co Dzieci powiedziały to tylko wymówka.
Pytałeś co niby masz Im powiedzieć, logiczne, że nikt na forum nie napisze Ci gotowej rozmowy, bo to nie realne, ale ja miej więcej tak bym to rozegrała na Twoim miejscu: " Dzieci Mamusia niestety nie może z nami teraz zamieszkać, ponieważ trochę się pogubiła i musi parę spraw sobie przemyśleć. Ale dobrze wiecie, że Mamusia Was bardzo kocha i zawsze będzie  tak samo jak ja. Oczywiście, że Mama będzie do Was przychodzić i Was odwiedzać. Może za jakiś czas Mamusia wróci, ale to nie jest pewne zobaczymy co czas pokaże."
Myślę, że Twoje Dzieci są mądre i zrozumieją tą sytuację , ponieważ One już się w tej sytuacji znalazły. Ja jestem tego zdania, że lepiej Dzieciom, jak rodzice nie mieszkają razem , niż mają codziennie patrzeć jak Ci się do siebie zwracają bez szacunku , miłości a nie daj Boże wyzwiska czy też ciche dni między rodzicami.

Czytając końcowe posty co poniektórych, to fakt przegięli w ocenianiu Ciebie, ale ja się Im nie dziwię, tyle czasu spędzili, żeby Ci pomóc,  a Ty (pomimo, że wydajesz się mądrym facetem) działasz jakbyś miał klapki na oczach.
Wiem, że nam się dobrze piszę i tak naprawdę to Twoje życie, ale my to widzimy z boku i mamy niejako jasność sytuacji( mam nadzieję, że nie pominąłeś jakiś  istotnych relacji w Waszym domu, jak przemoc czy coś innego) a po drugie wiele osób to przeżyło i chciało Cię po prostu przestrzec przed głupotą jaką Oni kiedyś zrobili.

A co do Twojej żony, niestety, ale to nie wina tego gacha, że poszła do niego. Strasznie ją bronisz a nie warto. Bo doskonale wiedziała co robi, nawet pal licho z Tobą, zakochała się to trudno, każdemu się zdarza, ale jak kuźwa mogła tak postąpić z Dziećmi, to mi się w głowie nie mieści. Nie pomyślałeś o tym, że ona może to znowu zrobić, co wtedy zrobią Twoje Dzieci,One mogą mieć do Ciebie pretensję, że pozwoliłeś matce wrócić a Ona znowu nie daj Boże ich odrzuci(bo to było odrzucenie).

Mam nadzieję, że się Wszyscy na tym forum mylimy i będziecie tworzyć zgraną, prawdziwą Rodzinę, tego Ci życzę!!!

1 353

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
arcymiś napisał/a:

/.../
Tu autor aby nie doszło do wielkiego bum , usiłuje przykryć negatywną energię maską wspaniałomyślności i przesadnym , karykaturalnym wręcz -niestety tylko werbalnym i tylko deklaratywnym- przestrzeganiem norm moralnych./.../

Zakładając przwdziwość relacji Piotra, to brak "doniesień" o jakieś negatywnej energii pomiędzy nimi po takich jazdach żoneczki to dla mnie jakiś graniczący z psychozą stan. IMHO - taka jakby odwrotność "urojeń zdrady" znanych z zespołu Otella, ale w drugą stronę - czyli stan "urojeń niezdrady". Wszystko jest pięknie, "żona w domu wszystkim lżej", "Polacy nic się nie stało"... Otwieram szeroko oczy ze zdumienia. Ale odlot.

1 354 Ostatnio edytowany przez biel.. (2015-03-27 00:20:39)

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
EXTRA_terrestrial napisał/a:
arcymiś napisał/a:

/.../
Tu autor aby nie doszło do wielkiego bum , usiłuje przykryć negatywną energię maską wspaniałomyślności i przesadnym , karykaturalnym wręcz -niestety tylko werbalnym i tylko deklaratywnym- przestrzeganiem norm moralnych./.../

Zakładając przwdziwość relacji Piotra, to brak "doniesień" o jakieś negatywnej energii pomiędzy nimi po takich jazdach żoneczki to dla mnie jakiś graniczący z psychozą stan. IMHO - taka jakby odwrotność "urojeń zdrady" znanych z zespołu Otella, ale w drugą stronę - czyli stan "urojeń niezdrady". Wszystko jest pięknie, "żona w domu wszystkim lżej", "Polacy nic się nie stało"... Otwieram szeroko oczy ze zdumienia. Ale odlot.

Tak to jest po drugiej stronie rzeki. I juz nie jesteś w stanie ( nawet, gdybyś chciał) przejść na tamten brzeg, jedynie oddalić się od rzeki...
Odlot.
Terapii szokowej ciąg dalszy.. Właściwie nic nie trzeba robić. Wystarczy postać z boku i popatrzeć.

Piotr w końcu się do budzi, oby nie za późno....

1 355

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

"Polacy nic się nie stało"..

Ahahahaha
Ja tez po tym tekście odleciałam EXTRA.
<hi-five> big_smile

1 356

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
alcybiades napisał/a:
Elle88 napisał/a:
julkaxx napisał/a:

Elle, ja też aż jęknęłam z wrażenia- też  nie doczytałam, że to druga zdrada tej baby.
No cóż- w tej cudownej rodzinie, jak widać, to już tradycja.
Ciekawe czy wacków było więcej niż dwóch. Musi ta baba mieć albo cyce, jak donice, albo doopę jak szafa trzydrzwiowa, skoro ma takie branie.
Fajnie jest czytać takie forum, bo w obliczu bagna, jakie mają inni, nasze problemy, to bułka z masłem.

Z tą atrakcyjnością fizyczną w sensie obiektywnym to niekoniecznie wink
ex exa była małym koszmarkiem z wyraźnym defektem na twarzy (bez szczegółów) - była szpetna. Ale jemu ten typ urody grał- typowo "sucza" jak to się mówi wink I wiesz..lubiła to big_smile Mając na myśli "to", mówię o eksperymentach - nie miała granic tam, gdzie podejrzewam większość z nas.

To wystarczy by być 'obleganą', uwierz mi wink

...tak też znam taki przypadek...babka urodą ani intelektem nie powala, ale zahamowań w sexie nie ma...zresztą wcale się z tym nie kryje...

Widzisz, ..
Bo to juz tak jest smile
Terapii szokowej CDN...
Mowilam, wystarczy tylko posłuchać... Poczytać .. smile

1 357

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Ciekawe czy masaż stóp czy też tylko utula umęczoną po pracy do snu...

dobrze, że jutro już piątek - weekendu początek!!

1 358

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
lifrinat napisał/a:

Ja to jak czytam te wypociny, to mam takie wyobrażenie: autor - 65 letni, zatwardziały dziadek w kapotach, szlafroku i zaroście kilkudniowym. Oczywiście bez sportu, brązowy sweter, jakieś szare, wytarte spodnie. Dorabia po godzinach, żeby na mięso i zupę było, ale także waciki, lakier do paznokci ukochanej. Podwozi oplem żonę codziennie do pracy. Ostatnio kupił nowy tablet i podłączył tam bezprzewodowy internet. Żonka: fatałaszki jakiejś tam jakości, tapirowane a la tata 90 włosy na lakier, zawsze paznokieć zrobiony i pomalowany. Pilnik na półce w łazience. Jak poprosi Zenka, to wszędzie ją zawiezie: na ploteczki do koleżanek, kawusia, do sklepu. Ona autobusami nie będzie jechała. Zenek zrób obiad i odbierz dzieci ze szkoły, ja mam dziś zmianę, a jeszcze muszę się umalować i pończochy nowe znaleźć. Gdzie one są, nie widziałeś? Jutro też muszę iść do pracy. Rób co chcesz, mnie to nie obchodzi.

A tak na poważnie Piter, powiedz nam następujące rzeczy:

1. Czego nauczyła cię ta zdrada?
2. Czego się o sobie dowiedziałeś?
3. Czego o żonie?
5. Czego dowiedziałeś się o swoim małżeństwie.

Przyjąłeś ją z powrotem. Jaki masz teraz plan?

1. Co się zmieniło?
2. Czy wycofasz pozew o rozwód?
3. Czy przeprowadzisz rozdział majątku i separację?
4. Jeśli nie, to jak będziesz z nią żył?
5. Jak teraz żyjecie na co dzień? Co robicie razem? Jak funkcjonuje układ?
6. Jak zachowuje się żona?

Tylko nie pomiń tych pytań, jak zawsze... smile.

Obiecałem, że odpowiem, więc to robię. Zona śpi ( nie tuliłem jej i zmęczonych stóp nie masowałem Elle ), więc mogę spokojnie napisać.
1. Że byłem głupi bezgranicznie ufając żonie, że nigdy mnie i dzieci nie skrzywdzi. Że nic nie trwa wiecznie, że wszystko ma swoją przyczynę i skutek.
2. Przede wszystkim tego, że byłem za dobry dla niej, że nie mogę poświęcać się w 100% i muszę zachować pewną niezależność.
3. To nie do końca jest taka osoba, za jaką ją do tej pory uważałem. Że jej zasady moralne były w pewnym sensie na pokaz i, że nie powinienem być ślepo w nią zapatrzony.
4. Tego, że pomimo iż dla mnie, małżeństwo jest święte i nie ma w nim miejsca nazdradę i kłamstwa, to dla żony nie koniecznie też tak to wygląda, oraz tego, że dziś mogę być żonatym facetem a jutro rozwodnikiem.
Część druga Twoich pytań.
1. Moje podejście do żony. Nie nadskakuję jej, nie zaprzeczam, kiedy mówi, że jest głupia i to jej wina. Nie zapewniam jej, że jestem pewny tego, że nam się uda to wszystko odbudować i biorę pod uwagę to, że od niej odejdę.
2. Nie w tej chwili, pozew złożyłem niedawno, więc do czasu sprawy minie kilka miesięcy, nie wiem w tym momencie jak się zachowam w przyszłości, wiele zależy od jej postawy i tego czy będę widział jej skruchę.
3. Podział majątku tak separacja nie wiem, dla mnie to działanie połowiczne, albo z nią będę albo nie, półśrodków nie stosuję.
4. Nie potrafię Ci odpowiedzieć na to pytanie, sam sobie tego nie wyobrażam, chciałbym żyć normalnie, jak przed zdradą, ale czy to możliwe, nie jestem w stanie tego teraz stwierdzić.
5. Mijamy się, spędzamy ze sobą mało czasu, bo ja rano w pracy ona po południu, nie ma nawet kiedy poważniej porozmawiać. Zaplanowałem taką rozmowę na dzień kiedy będziemy mieli wolne.
6. Zachowuje się tak jak przed zdradą, zaczęła się uśmiechać, widać u niej chęć do życia, zwraca uwagę na to co robię, mówię i myślę. Nie naciska mnie, nie oczekuje, żadnych deklaracji z mojej strony, zapewnia, że to się nigdy więcej nie powtórzy, że zrozumiała ile mogła stracić i ma nauczkę do końca życia. Oddała dzisiaj wszystkie rzeczy, które otrzymała od kochanka, wypowiedziała umowę najmu ich mieszkania, pierwszy raz wypowiedziała się o nim w negatywny sposób a mi powiedziała, że zrozumiała kogo tak naprawdę kocha. Zaczynam powoli dostrzegać w niej dawną osobę. Widzę różnice w zachowaniu.
I na koniec coś spoza zakresu Twoich pytań. Jej argumentacja na to dlaczego zostawiła dzieci ze mną i nie walczyła za wszelką cenę o ich zabranie. Powtarzała to kilka razy w czasie naszego rozstania. Otóż stwierdziła, że wystarczająco bardzo mnie zraniła odchodząc do kochanka i nie chciała tej krzywdy powiększać poprzez odebranie mi dzieci, tym bardziej, że są ze mną zżyte, a szczególnie młodszy syn. Ona natomiast uświadomiła sobie, że bez dzieci nie potrafi żyć.
Czy moje odpowiedzi Cię satysfakcjonują, czy chcesz wiedzieć coś więcej?
Tak poza tematem tego posta, dla Pań zastanawiających się nad wielkością mojego penisa i moich umiejętności. I z jednym i z drugim jest ok. Mam duży temperament, lubię eksperymentować, nie lubię rutyny w łóżku i co najważniejsze potrafię zaspokoić kobietę i wiem kiedy jest ok a kiedy nie. Nie mam żadnych kompleksów i nie muszę się niczego wstydzić. A jeśli chodzi o moją aparycję, też jest ok. Kobiety zwracają na mnie uwagę i zdarzyło się nie raz, że otrzymywałem konkretne propozycje w tym od jednej z byłych koleżanek z pracy mojej żony. Nigdy z żadnej nie skorzystałem, a o propozycji sexu złożonej przez koleżankę żony oczywiście jej powiedziałem, ale dopiero wtedy, kiedy ta kobieta zmieniła pracę.
Tak sobie myślę, czy jest sens nadal tu pisać, bo co bym nie napisał, to i tak odbieracie to pod kątem własnych doświadczeń i szufladkujecie ludzi w jednoznaczny sposób. Przecież to nie ma sensu udowadniać, że nie jest się kimś za kogo mnie uważacie. Ja wiem kim jestem i co zrobiłem, Nie wiem natomiast tego czy nie będę tego żałował, ale na to pytanie ani wy, ani ja nie znamy odpowiedzi. Dopiero czas to pokaże.

Spokojnej nocy wszystkim życzę.
Piotr.

1 359

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

" nie chciała tej krzywdy powiększać poprzez odebranie mi dzieci" big_smile LMAO dobrze, że nie postanowiła również odciążyć Cię od ciężaru Waszych wspólnych oszczędności big_smile

Powiedzcie mi, czy ona jest aż tak wyrachowana i cyniczna, czy to jest moda na sukces live?

1 360

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
panibaronowa napisał/a:

" nie chciała tej krzywdy powiększać poprzez odebranie mi dzieci" big_smile LMAO dobrze, że nie postanowiła również odciążyć Cię od ciężaru Waszych wspólnych oszczędności big_smile

Powiedzcie mi, czy ona jest aż tak wyrachowana i cyniczna, czy to jest moda na sukces live?

Spokojnie, powoli...

Przecież wiemy jak jest, kwestia czasu...

Ajc, glowa mi padła..
Dobranoc
<cichutko zamknęła drzwiczki>

1 361 Ostatnio edytowany przez Skywalk (2015-03-27 08:31:29)

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Szkoda Pitera bo fajny z niego facet ale na tym poziomie świadomości mu się czarne z białym miesza. Facet jak chce nazywać się mężczyzną powinien widzieć podłoże słów kobiety, nie treść ale to co się  za nimi ukrywa, drugie dno. Jak łapie wszystko jak pelikan to potem mamy co mamy. Nie słowa są ważne tylko intencje które za nimi stoją,w przeciwnym razie każdy będzie nim manipulował. Myślę że ego Piotra już dość mocno jest nadwyrężone i długo tego nie wytrzyma, faza "wy jej nie znacie, ona zrozumiała swój błąd, nie wiecie jaka jest więc żegnam" nadciąga wielkimi krokami

1 362

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
Piotr74 napisał/a:
lifrinat napisał/a:

Ja to jak czytam te wypociny, to mam takie wyobrażenie: autor - 65 letni, zatwardziały dziadek w kapotach, szlafroku i zaroście kilkudniowym. Oczywiście bez sportu, brązowy sweter, jakieś szare, wytarte spodnie. Dorabia po godzinach, żeby na mięso i zupę było, ale także waciki, lakier do paznokci ukochanej. Podwozi oplem żonę codziennie do pracy. Ostatnio kupił nowy tablet i podłączył tam bezprzewodowy internet. Żonka: fatałaszki jakiejś tam jakości, tapirowane a la tata 90 włosy na lakier, zawsze paznokieć zrobiony i pomalowany. Pilnik na półce w łazience. Jak poprosi Zenka, to wszędzie ją zawiezie: na ploteczki do koleżanek, kawusia, do sklepu. Ona autobusami nie będzie jechała. Zenek zrób obiad i odbierz dzieci ze szkoły, ja mam dziś zmianę, a jeszcze muszę się umalować i pończochy nowe znaleźć. Gdzie one są, nie widziałeś? Jutro też muszę iść do pracy. Rób co chcesz, mnie to nie obchodzi.

A tak na poważnie Piter, powiedz nam następujące rzeczy:

1. Czego nauczyła cię ta zdrada?
2. Czego się o sobie dowiedziałeś?
3. Czego o żonie?
5. Czego dowiedziałeś się o swoim małżeństwie.

Przyjąłeś ją z powrotem. Jaki masz teraz plan?

1. Co się zmieniło?
2. Czy wycofasz pozew o rozwód?
3. Czy przeprowadzisz rozdział majątku i separację?
4. Jeśli nie, to jak będziesz z nią żył?
5. Jak teraz żyjecie na co dzień? Co robicie razem? Jak funkcjonuje układ?
6. Jak zachowuje się żona?

Tylko nie pomiń tych pytań, jak zawsze... smile.

Obiecałem, że odpowiem, więc to robię. Zona śpi ( nie tuliłem jej i zmęczonych stóp nie masowałem Elle ), więc mogę spokojnie napisać.
1. Że byłem głupi bezgranicznie ufając żonie, że nigdy mnie i dzieci nie skrzywdzi. Że nic nie trwa wiecznie, że wszystko ma swoją przyczynę i skutek.
2. Przede wszystkim tego, że byłem za dobry dla niej, że nie mogę poświęcać się w 100% i muszę zachować pewną niezależność.
3. To nie do końca jest taka osoba, za jaką ją do tej pory uważałem. Że jej zasady moralne były w pewnym sensie na pokaz i, że nie powinienem być ślepo w nią zapatrzony.
4. Tego, że pomimo iż dla mnie, małżeństwo jest święte i nie ma w nim miejsca nazdradę i kłamstwa, to dla żony nie koniecznie też tak to wygląda, oraz tego, że dziś mogę być żonatym facetem a jutro rozwodnikiem.
Część druga Twoich pytań.
1. Moje podejście do żony. Nie nadskakuję jej, nie zaprzeczam, kiedy mówi, że jest głupia i to jej wina. Nie zapewniam jej, że jestem pewny tego, że nam się uda to wszystko odbudować i biorę pod uwagę to, że od niej odejdę.
2. Nie w tej chwili, pozew złożyłem niedawno, więc do czasu sprawy minie kilka miesięcy, nie wiem w tym momencie jak się zachowam w przyszłości, wiele zależy od jej postawy i tego czy będę widział jej skruchę.
3. Podział majątku tak separacja nie wiem, dla mnie to działanie połowiczne, albo z nią będę albo nie, półśrodków nie stosuję.
4. Nie potrafię Ci odpowiedzieć na to pytanie, sam sobie tego nie wyobrażam, chciałbym żyć normalnie, jak przed zdradą, ale czy to możliwe, nie jestem w stanie tego teraz stwierdzić.
5. Mijamy się, spędzamy ze sobą mało czasu, bo ja rano w pracy ona po południu, nie ma nawet kiedy poważniej porozmawiać. Zaplanowałem taką rozmowę na dzień kiedy będziemy mieli wolne.
6. Zachowuje się tak jak przed zdradą, zaczęła się uśmiechać, widać u niej chęć do życia, zwraca uwagę na to co robię, mówię i myślę. Nie naciska mnie, nie oczekuje, żadnych deklaracji z mojej strony, zapewnia, że to się nigdy więcej nie powtórzy, że zrozumiała ile mogła stracić i ma nauczkę do końca życia. Oddała dzisiaj wszystkie rzeczy, które otrzymała od kochanka, wypowiedziała umowę najmu ich mieszkania, pierwszy raz wypowiedziała się o nim w negatywny sposób a mi powiedziała, że zrozumiała kogo tak naprawdę kocha. Zaczynam powoli dostrzegać w niej dawną osobę. Widzę różnice w zachowaniu.
I na koniec coś spoza zakresu Twoich pytań. Jej argumentacja na to dlaczego zostawiła dzieci ze mną i nie walczyła za wszelką cenę o ich zabranie. Powtarzała to kilka razy w czasie naszego rozstania. Otóż stwierdziła, że wystarczająco bardzo mnie zraniła odchodząc do kochanka i nie chciała tej krzywdy powiększać poprzez odebranie mi dzieci, tym bardziej, że są ze mną zżyte, a szczególnie młodszy syn. Ona natomiast uświadomiła sobie, że bez dzieci nie potrafi żyć.
Czy moje odpowiedzi Cię satysfakcjonują, czy chcesz wiedzieć coś więcej?
Tak poza tematem tego posta, dla Pań zastanawiających się nad wielkością mojego penisa i moich umiejętności. I z jednym i z drugim jest ok. Mam duży temperament, lubię eksperymentować, nie lubię rutyny w łóżku i co najważniejsze potrafię zaspokoić kobietę i wiem kiedy jest ok a kiedy nie. Nie mam żadnych kompleksów i nie muszę się niczego wstydzić. A jeśli chodzi o moją aparycję, też jest ok. Kobiety zwracają na mnie uwagę i zdarzyło się nie raz, że otrzymywałem konkretne propozycje w tym od jednej z byłych koleżanek z pracy mojej żony. Nigdy z żadnej nie skorzystałem, a o propozycji sexu złożonej przez koleżankę żony oczywiście jej powiedziałem, ale dopiero wtedy, kiedy ta kobieta zmieniła pracę.
Tak sobie myślę, czy jest sens nadal tu pisać, bo co bym nie napisał, to i tak odbieracie to pod kątem własnych doświadczeń i szufladkujecie ludzi w jednoznaczny sposób. Przecież to nie ma sensu udowadniać, że nie jest się kimś za kogo mnie uważacie. Ja wiem kim jestem i co zrobiłem, Nie wiem natomiast tego czy nie będę tego żałował, ale na to pytanie ani wy, ani ja nie znamy odpowiedzi. Dopiero czas to pokaże.

Spokojnej nocy wszystkim życzę.
Piotr.

Piotr, zrobisz jak uważasz - ale moja prośba jest taka .
Zajrzyj tu za miesiąc - dwa..za jakiś czas.
Nie dla nas - bo my mamy swoje doświadczenia i pewnie zdania nie zmienimy... ale dla tych co będą szukać pomocy tak jak Ty kiedyś.
Zajrzyj też do tego wątku dla siebie - żeby pamiętać że jak się nie dba i nie pracuje nad związkiem, jak się ufa bezgranicznie i ignoruje sygnały....to takie scenariusze  mogą się pojawiać.
Może napiszesz że jest super, żona jak nowa, lepsza ..szczęście i radość.
Pomimo innych doświadczeń , tego Ci życzę.

1 363

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?
chceuciekacstad napisał/a:

Piotr, zrobisz jak uważasz - ale moja prośba jest taka .
Zajrzyj tu za miesiąc - dwa..za jakiś czas.
Nie dla nas - bo my mamy swoje doświadczenia i pewnie zdania nie zmienimy... ale dla tych co będą szukać pomocy tak jak Ty kiedyś.
Zajrzyj też do tego wątku dla siebie - żeby pamiętać że jak się nie dba i nie pracuje nad związkiem, jak się ufa bezgranicznie i ignoruje sygnały....to takie scenariusze  mogą się pojawiać.
Może napiszesz że jest super, żona jak nowa, lepsza ..szczęście i radość.
Pomimo innych doświadczeń , tego Ci życzę.

Ja też ci tego życzę.
Odsuń się na jakiś czas z forum. Tracisz tu dużo energii.
Wyjedz najlepiej, weź urlop, pobądź sam.
Życzę ci zbudowania wewnętrznej siły, poznania siebie,
rozwinięcia animusa, wtedy swoją siłę będziesz mógł czerpać z siebie, nie z form z zewnątrz.
Przestaniesz się miotać.
A potem wróć do nas i powiedz jak jest.
A będzie jakoś.
W zależności od tego, jak tym pokierujesz.
Pozdrawiam.

1 364

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Przestańcie go tak straszyć. Może się wszystko ułoży, mimo że nie wskazują na to logiczne przesłanki. Baba jest typem zdradzającym. Ciepło jej się koło tyłka zrobiło, więc się pokajała. Nie kupuję jej głodnych kawałków, zwłaszcza ten o tych dzieciach mnie szczególnie rozbawił.
Piotrze, jestem mamą, nie wyobrażam sobie, żebym mogła wypuścić spod siebie taki tekst. Na pocieszenie to można eksowi pieska albo kotka na tej zasadzie zostawić. Ale nie dzieci.
Moim zdaniem sytuacja wygląda tak, że lasce się romansik zakończył i przecież nie podejmie się życia na własny rachunek, rozwód jej się po prostu NIE OPŁACA. A Ty Piotrze nie masz kumpli, którzy Ci to przy wódce wytłumaczą, masz tu nas na forum, ale przecież obcy ludzie - co oni mogą wiedzieć.
Myślę, że jesteś zadowolony, że ona wróciła, bo wyszło na Twoje, nawet podświadomie. Wpuściłeś ją do łóżka, ale się nie bzykacie.. to wszystko jest takie pokręcone. Ty ze swoją inteligencją emocjonalną nie naprawisz tego, masz przy sobie kobietę-bluszcz, która robi z Tobą, co chce. Serio. Następny numer wywinie Ci niebawem. Wszyscy jesteśmy idiotami w miłości, ale proszę nie bądź królem idiotów i zabezpiecz się na wypadek ewentualnego nieszczęścia.

1 365

Odp: Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Ten topik stal sie moja codzienna lektura przy kawie porannej w pracy.

Piotr wszystko zostalo napisane, wszystko zostalo powiedziane. Cokolwiek wiecej zrobiimy, Ty i tak w zaparte bedziesz jej bronil.
Moze to i slepa milosc, moze to jakis psychologiczny problem , ale wiem, ze nic co powiemy nie zmieni twojego zdania o niej.
Powinienes choc bliskich Ci posluchac, ktos to patrzy z boku czasami widzi wiecej..

Ten tekst o dzieciach....Piotrze jestem mama, mam jak ty dwojke maluchow, nie wyobrazam sobie zostawic ich, nie ma   takiej opcji...  One sa wszystkim co mam najcenniejsze, nie wyobrazam sobie ot tak zostawic je!
To nie byla troska z jej strony o ciebie i dzieci, to byla jej wygoda! Jak mozesz tego nie widziec....

Wiem, ze teraz jestes w skowronkach, pelen nadziei, ze wam sie  uda...
Ale Piotr bez milosci, nie zbudujesz solidnej rodziny, ona cie nie kocha, sama powtarzala to kilka razy....
Gdyby wrocila, bo kocha ciebie, a nie bo kochanek sie znudzil, jest cien szansy, ze moze by sie udalo, ale tak.....

Wasze zycie  predej czy pozniej zamieni sie w  pieklo, ona zacznie tej milosci szukac, swiadomie lub nie.... Kolejny romans, kolejna wyprowadzka, a w tym wszystkim dwojka chlopcow. Jaki Ty im dajesz przyklad jako mezczyzna, ze maja siedziec pod pantoflem, ze maja  dac kobiecie zrobic ze soba co chca???
Twoj starszy syn juz duzo rozumie...
To jest tak jak z dziecmi z alkoholikem w rodzinie,  ojciec pije, matka pozwala, dzieci patrza, ale w doroslym zyciu,  maja pretensje do obojga do ojca za picie, do matki za to ze nic z tym nie zrobila.
Twoja zona to toksyczna osoba, kocha siebie najbardziej, nie raz olewala dzieci dla kochanka... Ona Piotr nie umie kochac, tak naprawde, nawet wlasne dzieci...

Posty [ 1 301 do 1 365 z 2 855 ]

Strony Poprzednia 1 … 19 20 21 22 23 … 44 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ratować żonę z toksycznej miłości czy sobie odpuścić?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026