netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ukochana zona odeszla a ja umieram

483 odpowiedzi104 658 wyświetleńzałożony przez dziewan, 26.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ukochana zona odeszla a ja umieram

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 456 do 484 z 484 ]

456

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Być może widzę.
I zauważ że być może dlatego nie chcę wchodzić w żadna głębsza relację, aby nikogo nie skrzywdzic.
Bo ile takich testów jakaś biedna dziewczyna musiałyby przejść?
Skąd wniosek o miłości do Jz?
Każdemu innemu bym powiedział, pie........ to i żyj dalej, spotkasz kogoś wartościowego.
Ale sam w to nie umiem uwierzyć.
Może to egocentryzm albo bufonada ale nie przeskocze sam siebie.
Może nie wierzę że można mnie kochać, takim jakim jestem i jakim się stałem,  niewiem.

457

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Próbuję Ciebie zrozumieć, bo co pewien czas trafia się (zwłaszcza po 30-ce przecież ) mężczyzn "po przejściach", z tymże ja jestem bardzo wyczulona na sygnały, że ktoś 'żyje przeszłością' i jeśli tylko to wyczuje, natychmiast urywam kontakt - nie dam z siebie zrobić plasterka, ani się do tego nie nadaję raczej tongue

To co napisałeś

Może nie wierzę że można mnie kochać, takim jakim jestem i jakim się stałem

ma sens, przy okazji - szacun za szczerość.

Co masz na myśli pisząc "jaki się stałeś"?

458

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram
Elle88 napisał/a:

Próbuję Ciebie zrozumieć, bo co pewien czas trafia się (zwłaszcza po 30-ce przecież ) mężczyzn "po przejściach", z tymże ja jestem bardzo wyczulona na sygnały, że ktoś 'żyje przeszłością' i jeśli tylko to wyczuje, natychmiast urywam kontakt - nie dam z siebie zrobić plasterka, ani się do tego nie nadaję raczej tongue

To co napisałeś

Może nie wierzę że można mnie kochać, takim jakim jestem i jakim się stałem

ma sens, przy okazji - szacun za szczerość.

Co masz na myśli pisząc "jaki się stałeś"?

Ale Elle ja Cię nie podrywalem, choć spotkanie,  nawet na kawę dwójki takich racjonalistow jak My byłoby bardzo ciekawe.
Choć nie jestem w typie "drwala" wink
Jakim?
Hmmm........ zdystansowanym,chłodnym, nieufnym i w gotowości do ucieczki gdy zobaczę zaangażowanie.
To zawsze taki nie pełny związek gdy nie czujesz za kogoś odpowiedzialności, nie jesteś w stanie pokazać swoich uczuć i słabości.

459

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Witaj Dziewan.
Fajnie Cie znow tu spotkac, chociaz nie konieczni w takim stanie psychicznym w jakim jestes sad.
No ale nadchodzacy czas swiat nie jednego w podobnej sytuacji by zdolowal.
Wiesz w moich gorach dzis mocno wieje, niechybnie wrozy to zmiane pogody, mam  nadzieje, ze na lepsza.
W zyciu kazdego czlowieka pojawiaja sie takie huragany, wazne zeby traktwac je jako wiatr odnowy a nie destrukcji naszego zycia.
Wolno Ci kochac i jestem pewien, ze sa takie ktore potrafia kochac pomimo a nie za cos.
Zycie nie lubi próżni, wiec i ta Twoja pustka zostanie wypelniona. Ja w to werze i tego Ci zycze.
Pozdrawiam.

460 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-12-22 02:15:38)

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Haha, Dziewan, ale mi nawet przez myśl nie przeszło, że ktoś kogoś "podrywa", zwłaszcza podczas wymiany spostrzeżeń na tematy, którym daleko do lekkości flirtu smile

Napisałam o tym, że unikam mężczyzn z problemami jakie Ty posiadasz obecnie tak ogólnie w życiu, niekoniecznie w kontekście związku, bo wiem, że taki ktoś jest nastawiony na branie tylko, co sam otwarcie powyżej przyznałeś wink - a ja lubię wymianę jednak, tak w relacjach d-m jak i tych bardziej koleżeńskich, inaczej to jest wampiryzm energetyczny.

Jakim?
Hmmm........ zdystansowanym,chłodnym, nieufnym i w gotowości do ucieczki gdy zobaczę zaangażowanie.
To zawsze taki nie pełny związek gdy nie czujesz za kogoś odpowiedzialności, nie jesteś w stanie pokazać swoich uczuć i słabości.

Ok. Dzięki za doprecyzowanie.
Mnie tylko zawsze ciekawi na ile to jest spowodowane u takich panów wypartym uczuciem do ex, a na ile strach przed ponownym zranieniem.
Nigdy tego nie dociekam, z reguły zakładam z góry, że to pierwsze i myślę, że słusznie.

Piotr74 napisał/a:

Wolno Ci kochac i jestem pewien, ze sa takie ktore potrafia kochac pomimo a nie za cos.

Piotrek, tylko chodzi o to, że Dziewan pomimo to potrafił kochać tylko ex żonę, tymczasem od nowej podświadomie oczekuje, że ona będzie 'nim', jeśli wiesz co chcę powiedzieć wink
Not fair.

461 Ostatnio edytowany przez dziewan (2015-12-22 02:31:52)

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Część Piotrek.
Mój stan psychiczny jest ok, przez wiele tygodni miałem depresję, widać tak umieraly marzenia, na szczęście w porę zaczęła ochodzić.
Teraz już jest lepiej, poprostu może się boję a może nadzieja umiera ostatnia.
Napewno wiem że już byłem wyczerpany i że muszę żyć, bo mam dla kogo.

Nie Elle, nie zamierzam nikogo krzywdzic, wykorzystywać,  ani podświadomie mścic się na jakiejś dziewczynie, z powodu Jz.
Nie zamierzam zamieniać ról i zmienić się w wampira.
Lepiej być samemu i być uczciwym wobec samego siebie.

462 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-12-22 02:42:36)

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

No ok, ja tylko nie bardzo rozumiem cel tej 'pokuty'. A skoro nie można znaleźć żadnego sensownego powodu, to zapewne tkwi on w nadziei na powrót..w bliżej nieokreślonym kiedyś.

To trochę taka blokada przed "zdradą" ex, irracjonalna zupełnie potrzeba dochowania jej wierności.

Myślę, że problemu ze znalezieniem kogoś nie będziesz miał - oczywiście gdy będziesz chciał. Na świecie nie brakuje pooranych emocjonalnie kobiet, które chcą po prostu kochać 'za darmo, za nic' no, może za to, żeby ktoś pozwolił im się kochać wink czyli w teorii -tak jak deklarujesz, że chcesz.
Tylko w praktyce, Ty się czymś takim wcale nie zadowolisz i nie dziwota.

Ty chcesz SAM kochać, a nie tylko być kochanym. Ale na to sobie sam założyłeś homonto wink

Ps. Bajka dla Ciebie  do posłuchania na ukojenie nerf : https://www.youtube.com/watch?v=a-GHEHTtNrE mnie zawsze uspokaja wink

463 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-12-22 04:08:25)

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Dziewan, dołączam się do słów Elle i Piotra.

Pewnie nie ośmieliłabym się napisać dziś w Twoim wątku, gdybym nie była tą, która jest już po drugiej strone tego muru, który wydawał mi się kiedyś nie do przeskoczenia, a który w tej chwili wyrósł przed Tobą…

Rzeczywiście, nie udało mi się go nigdy przeskoczyć w taki sposób, w jaki chciałam to zrobić, czyli jednym susem, tak, jak kiedyś przeskakiwałam wszystkie parkany ;-)
Było zupełnie inaczej...
Najpierw dostrzegłam w tym murze maleńką szczelinę i zaczęłam dłubać drutem od robótek ręcznych: -) Odkryłam, że po drugiej stronie też coś jest, choć jeszcze nie widziałam co, bo otwór był zbyt mały, by widzieć całą rzeczywistość. Mój zapał jednak szybko się wyczerpał, bo byłam wtedy bardzo słaba, bardzo pocharatana, tym co się zdarzyło i wydawało mi się, że nigdy się z tego nie wygrzebię. Że to już koniec...

Wiedziałam też, że sama nie dam rady przedostać się na drugą stronę. Przyszedł moment, gdy rozum zaczął wracać na swoje miejsce i przypomniałam sobie, że przecież mogę do tej roboty przy rozwalaniu muru wykorzystać siły natury. Woda (łzy) i lód (stopniowe ochładzanie wspomnień, emocji, żalu, poczucia porażki, lęku), korzenie teraźniejszości, która wcale nie chce oglądać się na to co było, potrafią rozsadzić najtwardszą nawet skałę, a co dopiero jakiś tam mur…

Dziś jestem już po drugiej stronie.
Uśmiecham się do wszystkich Twoich obaw, choć sama miałam kiedyś podobne i wiem co czujesz dziś i co będziesz czuł po wyjściu z sali rozpraw. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo, jak głęboko, jak prawdziwie i bez lęku możesz jeszcze pokochać i być kochanym pomimo wszystko, co Ci się zdarzyło…

464

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Dziewan, tak to już jest, że nikt Tobie (nam... nikomu z nas...) niczego nie zagwarantuje.
Nie ma żadnych "stałych"... żadnych pewniaków.

Ale ryzykujemy.
I to jest piękne smile
Bo pomimo tego, że dostaliśmy po łbie, że nie raz się sparzyliśmy, że przeszliśmy przez łzy i depresję, to dalej próbujemy.

Oczywiście zawsze masz wybór - możesz schować się do mysiej norki... zostać eremitą w ciemnym lesie... otoczyć się murem... zamknąć w pokoju....
I wówczas będziesz miał jakąś tam pewność, że nikt już więcej Cię nie zrani... choć... czy ja wiem? źli ludzi zawsze znajdą sposób...
Niestety, ryzykujesz wówczas - równocześnie - że ominie Cię coś pięknego, cudownego i niepowtarzalnego.

I zastanów się - gdybyś miał zaryzykować - i znaleźć kogoś, kto spędzi z Tobą cudowny miesiąc lub rok - ale potem będzie istniało ryzyko, że ta osoba się zmieni, odejdzie, ujawnią się jej prawdziwe (niekorzystne) cechy - to czy chciałbyś zaryzykować ten rok?
Bo ja tak smile
Po jednym warunkiem!
Bez oczekiwań...
Bez snucia planów na przyszłość... oooo, nie daj Boże na resztę życia....
Bez PRZYZWYCZAJENIA - przyzwyczajenie jest przeciwieństwem MIŁOŚCI...

Tego mnie nauczyły moje osobiste doświadczenia - że trzeba żyć TU i TERAZ.
Że nie ma co czekać na szczęście, które jest tam za rogiem, tylko muszę jeszcze... to... i to.... i tamto........
Że życie przynosi nam różne wyzwania... i nie ma sensu na siłę go układać, walczyć z nim, próbować coś dla siebie wyszarpać - nie! - trzeba się podać i odpuścić... i płynąć z prądem... i cieszyć się wszystkim, co nam się przytrafia. Akceptować. Bo Akceptacja to Spokój. A Spokój to Cisza. A Cisza to Głębia. A Głębia to Prawdziwa Miłość.

Twoja postawa - nie, bo nie - jest kodowana przez Twoją podświadomość. I jak sobie "zażyczysz" tak się stanie.
A nie lepiej pozwolić, by "się działo" ? Nie ingerować... niech płynie... niech się wydarza...
Tak, zawsze istnieje ryzyko niepowodzenia.

Tylko Dziewan, pomyśl....
gdyby nie było zimy, czy doceniłbyś trwające ciągle, niezmienne lato?
czy gdyby nie bolała Cię nigdy głowa, nie miałbyś kataru..., czy doceniłbyś zdrowie?
czy gdybyś zawsze miał wszystko, w nadmiarze i pełnej obfitości - zauważyłbyś to w w ogóle i cieszyłbyś się tym?
czy gdybyś byś zawsze tak samo szczęśliwy ze swoją żoną.... nie znudziłbyś się tym... przestał to zauważać... stanął w miejscu... przestał poszukiwać, rozwijać się?

465

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Dziewan żałuję, że Twój dramat jeszcze się nie skończył. Miałem nadzieję, że żyjesz już nowym lepszym życiem.
Ale jeśli nie teraz to już nie długo I tego Ci życzę.

466

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Koniec, już po rozwodzie.
Uzyskałem co chciałem, opiekę naprzemienna, okres przejściowy na swoich warunkach, brak alimentów i przekazana mi kontrolę nad sprawami organizacyjno-finansowymi.
Równe prawa i obowiązki.
Wygrałem, piepszony mistrz organizacji i planowania, miłośnik kontroli i ładu.
Ale przegrałem coś znacznie cenniejszego, rodzinę, marzenia, ukochaną kobietę, miłość.
Gorzkie zwycięstwo, oj gorzkie.
Wysłuchałem wyroku z kamienną twarzą, a w głowie jak w kalejdoskopie przewijały mi się obrazy wspomnień, okraszone ciągłym pytaniem "dlaczego ja ?"
Ona nie czula nic, a ja po wyjściu stamtąd, pustkę i wewnętrzny chłód. Zimno mi.
Ja żyje już od dawna nowym życiem, ale proces mojej wewnętrznej tranformacji jeszcze się nie zakończył, jeszcze trochę.
Będę miał ciekawe życie dalej, ale ono już zawsze będzie lekko ułomne, nie takie jak trzeba, jakie wymarzylem.

To do Panów.  Walczcie o swoje dzieci, o opiekę naprzemienna, o to by móc je wychowywac, kochać, być z nimi na codzien.Zeby Wasze dzieci miały choć tą namiastkę normalnosci, żeby nie miały wrażenia że rozwodzicie się również z nimi ,żeby czuly Waszą obecność i miłość.
Czasem warto zacisnac zęby,  wznieść się ponad własną dumę, w imię wyższego dobra, dobra Waszych dzieci.
Tata może być tak samo dobrym rodzicem jak mama ,tylko trzeba w to uwierzyć.
W tym kraju można uzyskać opiekę dla ojca, ale trzeba o to walczyć i spełnić jeden podstawowy warunek.
Jaki? Że dziecko jest zawsze ważniejsze od dorosłego rodzica.
Dzieci nie mają wyboru, my dorośli tak.

467 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-12-22 18:12:22)

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Dziewan - to wspaniale (chodzi o dzieci). Wiesz, mnie się zdaje, że faceci to w sumie wolą, jak dzieci zostają z żoną. Nie walczą, bo wcale nie chcą. Bo co oni by zrobili, gdyby musieli zajmować się dziećmi kilka dni w tygodniu (lub co drugi tydzień)... gotować, prasować, robić zakupy, odrabiać lekcje, chodzić do lekarza... wolą nie tongue
A co wówczas z karierą? Albo z nową ukochaną?? tongue

Dziewan, głowa do góry. Jaka tam porażka. Daj sam sobie szansę, a wszystko stanie się możliwe. Może się jeszcze zakochasz? A może będziesz już zawsze sam, ale i tak będziesz mega-szczęśliwy. Tylko pozwól sobie na to.
Pracuj nad swoim wnętrzem - wtedy świat zewnętrzny zacznie się sam - bez żadnej Twojej ingerencji - układać.

468

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram
dziewan napisał/a:

Dziwnie tu znowu pisać.
Jutro rozprawa.
Myślałem że już nie boli, że zamknąłem to w sobie na zawsze.
Teraz siedze a łzy same mi płyną po policzku.
Jutro muszę ją ze sobą wziąć, co ona uważa za zabawne.
Jestem śmieszny........

Kurcze to uczucie także miałam 3 grudnia tak niedawno, pierwsza rozprawa rozowodowa- mąż mnie zostawił pewnie zdradził, nie wiem przestał z dnia na dzień się odzywać nadal kocham, juz mniej ale ciężko się pogodzić. Jeszcze czeka nas jedna rozprawa serce mi rozrywało a kłamał strasznie, że odszedł bo męczyłam go psychicznie... ahh zycze Ci wytrwałości i zmiany myślenia

469

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Dziewan,
Dziecko jest wierniejsze niż jego rodzice. Nie przestaje kochać nawet po ich rozwodzie...
Dla Ciebie i Twojego Smyka:  https://youtu.be/W2ZfcEkseSc
Powodzenia!

470

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram
dziewan napisał/a:


Ale przegrałem coś znacznie cenniejszego, rodzinę, marzenia, ukochaną kobietę, miłość.
Gorzkie zwycięstwo, oj gorzkie.

Dziewan absolutnie niczego nie przegrałeś. Nie przegrałeś rodziny, marzeń, ukochanej kobiety i miłości.  Nie przegrałeś bo to wszystko zostało Ci po prostu odebrane przez kobietę, którą darzyłeś uczuciem a która mało tego, że ich nie odwzajemniała to jeszcze okazała się być zwykłą oszustką.
Nie obciążaj już swojego serca tym wyimaginowanym obrazem kobiety, którą kochałeś.


Wesołych świąt.

471

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Witajcie...ja już nie wiem,gdzie i do kogo pisać w mojej sprawie..po przedstawieniu mojej sytuacji - zazwyczaj pada odpowiedż - NIE WIEM CO BYM ZROBIŁ,CO BYM ZROBIŁA BĘDĄC NA TWOIM MIEJSCU.
Mianowice...byłem z żoną 2 lata po ślubie (łącznie 7 lat razem)... Związek zaczął się sypać jakiś rok temu..wieczne kłótnie,pomówienia i jeden fakt,który był jednym z powodów odejścia żony (tak myśle) pracowała praktycznie cały miesiąc,będąc w domu 2-4 dni w miesiącu co mnie bulwersowało i mówiłem o tym głośno..pozostaje problemy i kłótnie zamiataliśmy pod dywan i niestety nie rozwiązywaliśmy ich - a teraz wiem,że był to ogromny bląd.
3 tyg temu między nami wybuchła kłótnia,gdzie padło kilka mocnych słów z jeden i drugiej strony - żona nie wytrzymała,zabrała swoje rzeczy i wyszła z domu (mieszkaliśmy razem)...mijały dni bez kontaktu,gdzie to ja się odezwałem i zapytałem jak to ma nadal wygląać - odpowiedziałą,że potrzebuje czasu..dałem ten czas (3 tyg). W tym czasie znalazła sobie mieszkanie o którym mi powiedziała.
Po tym czasie dowiedziałem się od osób trzecich,że zona kogos ma..dlatego poprosiłem o spotkanie,które odbyło się wczoraj - rozmawialiśmy bardzo szczerze ze sobą,żona momentami się popłakała a temat innego faceta wręcz znegowała i dodałą,że jak ludzie mogą być taki wredni,a to że z kimś się dobrze dogaduje nie oznacza,że z nim jest itp.. dodałą,że niech sobie uważają co chcą,ale kiedyś udowodni,że to ona ma racje w tej kwestii.
Po długiej rozmowie powiedziałem,że dawanie temu związkowi czasu niczego nie przynosi,a żona odpowiedziała,że mam racje i najlepszą opcją będzie jeśli się rozstaniemy na stopie przyjacielskiej...NIE WYKLUCZA TEŻ,ŻE W PRZYSZŁOŚCI WSZySTKO WRÓCI DO NORMALNOŚCI I ZBUDUJEMY LEPSZY ZWIĄZEK.
Zapytałem takze o sprawę rozwodu - to powiedziała,że narazie rozwód nie jest jej potrzebny,ale z drugiej strony by chciała zebym ja się nie męczył...Na koniec rozmowy zapytałem czy mam sobie robić jakiekolwiek nadzieje ? odpowiedziala,ze lepiej nie bo będziemy sie wzajemnie tym ranic,a to nie oto chodzi.
Dodała,że jest jak najbardziej za tym,żeby sie spotykać,gdzieś wyjść itp..zaprosiłem ją wczoraj na święta wielkanocne  i odpowiedziala,że jest jak najbardziej za tym..więc mam mieszane uczucia,bo tu mówi,że nie mam sobie robic nadzieji,a nie odrzuca żadnych moich propozycji?

LUDZIE PROSZE WAS O POMOC sad JESTEM TOTALNIE ROZŁOŻONY!!! a chcę to wszystko ratować sad

472 Ostatnio edytowany przez oliwia9195 (2016-03-04 18:54:50)

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Ona znalazła już mieszkanie? W takim razie od dłuższego czasu musiała nosić się z zamiarem odejścia od ciebie, a ostatnia wasza kłótnia była tą kropka nad i, która przelała czarę goryczy. Podejrzewam, że wczesniej było tak, że wy kłóciliście się i między wami nie było najciekawiej, ale ty zyłes sobie i nawet do głowy ci nie przyszło, że w tej kobiecie az tak buzuje. dlatego jej wyprowadzka zrobiła na tobie takie wielkie wrażenie i tak bardzo cię zaskoczyła. Ona jak widac nie zasypuje gruszek w popiele i znalazła sobie mieszkanie- nie chcę krakać, ale to chyba koniec. Ona nie czekała na to, aż przejdzie ci złość po klótni i za nią pobiegniesz, lecz bez oglądania się na to, co ty zrobisz albo nie zrobisz, zaczęła organizowac sobie nowe zycie.
Sprawdź dokładnie o co chodzi z jej nowym kolegą (czy to pospolity boczniak, czy faktycznie jakis kumpel, który robi za ścianę płaczu, ale ona póki co, ona nie chodzi z nim do łóżka- ja średnio wierzę w to, by był to tylko kumpel, ale sprawdź to dla pewności), bo zazwyczaj jest tak, że gdy ludzie coś mówią, to wiedzą więcej niz się komus wydaje. Nie ma dymu bez ognia. Ona nie przyznaje się do tego, że ma boczniaka, ponieważ nie cche rozjuszać cię, bo po co jej wróg w twojej osobie? Pokorne cielę dwie matki ssie, a jesli ona pójdzie z toba na wojnę, to nic na tym nie skorzysta- kobieta chce załatwić z toba sprawę po dobroci. Drugi powód, dla ktorego ukrywa bocznego przybocznego, to strach przed tym, że zgromadzisz dowody i wniesiesz o rozwód z orzeczeniem o jej winie. To mało byłoby dla niej mało zaszczytne, gdyby na papierku miała napisane, że jest dziwką- nic dziwnego, że ona nie cche ciebie rozjuszać i doprowadzić do takiego rozwodu- lepiej po dobroci, żeby pies z kulawa noga nie dowiedział się o niczym.
Jesli okaże się, że jest boczniak, to ja radzę ci, byś wystapił z pozwem rozwodowym i z orzeczeniem o jej winie. Jesli będziesz chodził i skamlał, to stracisz tylko czas i nerwy, poniżysz się przed nia, a i tak niczego nie wskórasz. Im bardziej ty będziesz się o nia starał, tym bardziej bedziesz tracił w jej oczach, a boczniak bedzie bez żadnego wysiłku zyskiwał. Podnieś wysoko głowę i skoro ktos chce rozstać się z tobą, to zgódź się na to i pokaż, że masz swój honor. Skamlaniem, prowokowaniem wyjaśniających rozmów, proszeniem i przepraszaniem i tak niczego nie uzyskasz, a nawet gorzej, wręcz stracisz. Ona już ciebie nie chce, a z niewolnika nie ma pracownika.

473

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Djmateo939, założyłeś swój wątek, nie zaśmiecaj tego tutaj. Tam też Ci ludzie odpowiadają.

474

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

To sobie temat znalazłes, nie ma co bardzo a'propo......

475 Ostatnio edytowany przez anderstud (2016-09-29 11:04:40)

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

dziewan jak się kurde kończy ta historia?
Znalazłeś w końcu kogoś? Była dalej siedzi z tym swoim spłukanym bożyszczem?
Jakieś spóźnione przemyślenia?
No sam nie wiem, nie myślałeś o powrocie do eks na przykład? Albo ona może nie dawała jakichś znaków sygnałów?
Szczerze mówiąc to liczyłem na to, że pod koniec trzynastej strony jednak jeszcze się zejdziecie...

476

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram
anderstud napisał/a:

d...Szczerze mówiąc to liczyłem na to, że pod koniec trzynastej strony jednak jeszcze się zejdziecie...

Oby nie, daj spokój, to nie jest kurde harlekin z "happy" endem.
Sadzę, ze zejdą się ok 79 strony

477

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram
bullet napisał/a:
anderstud napisał/a:

d...Szczerze mówiąc to liczyłem na to, że pod koniec trzynastej strony jednak jeszcze się zejdziecie...

Oby nie, daj spokój, to nie jest kurde harlekin z "happy" endem.
Sadzę, ze zejdą się ok 79 strony

No to będzie gdzieś za 10 lat, to może nie dożyje smile


Nie myślałem że jeszcze tu zawitam. Ale ostatnio parę osób do mnie pisało, co u mnie słychać, a teraz ktos ten wątek odświeżyl. Ok wiec czemu nie smile
Właśnie się kuruje, po wypadku, powoli też wracam do pracy. Kupiłem sobie nowe auto, a po tygodniu miałem wypadek, dość poważny, skończyło się kasacja auta i połamanymi żebrami. Ponoć miałem szczęście - tramwaj i samochód mniej sad  No nie wiem, ta kwestia Szczęścia mnie nurtuje od dawna, a mianowicie " gdzie jest moje szczęście, kurza twarz ?"
No nic, mówi się trudno i żyje sie dalej.
Tak ogólnie to całkiem niezle sobie radzę, mam nową pracę,  uczę sie nowych rzeczy, ze zdrowiem trochę ostatnio kiepsko, no ale to minie, jakoś tam staram się rozwijać, iść do przodu, znowu mam jakieś cele, jakieś marzenia nawet, w każdym razie tragedii nie ma.
Wychowuje i dbam oczywiście o swojego syna. On też ma się całkiem nieźle, jest pogodny, zadbany i żyje sobie bez większych stresow. Taki trochę figlarny księciunio smile
Plan rodzicielski i opieka naprzemienna się sprawdza, raczej bez większych zgrzytow, choć wiadomo nie całkiem bezproblemowo. Ale wiedziałem na co się decyduję, wiec poprostu ze spokojem się na to godze.

I tak, jestem singlem, już prawie dwa lata. Z różnych względów i różnych okoliczności. Ale napewno nie z powodu tego że na kogoś czekam czy coś w tym stylu. Ten etap mojego życia jest bezpowrotnie zamknięty. Ta osoba już nie istnieje i chyba tak w ogóle nigdy nie istniała. Prędzej to były jakieś moje błędne rojenia o czymś co nie istnieje.
Jakoś nie czuję parcia na żaden nowy związek, choć oczywiście spotykam się z ludzmi, pisuje sobie na portalach, trochę flirtuje, umawiam nawet na jakieś nie zobowiązujące randki, ale nie ciągnie mnie do czegoś poważniejszego w tym względzie. Widać jeszcze nie czas na mnie.

Mam swoje problemy, choćby w relacjach z innymi ludźmi, swoje przemyślenia na Ich temat i temat związków. Zmieniałem i zmieniam się nadal, być może dojrzewam jak wino, sporo też utraciłem z dawnego siebie, trudno, show must go on smile

Ale kto wie, może sobie popisze tutaj, może komuś pomoge, ten wątek to w końcu niezly zapis upadku ale i bardzo silnej woli, aby osiągnąć upragniony cel.

478

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram
dziewan napisał/a:

ten wątek to w końcu niezly zapis upadku ale i bardzo silnej woli, aby osiągnąć upragniony cel.

Takie historie lubię najbardziej. Wszyscy dostajemy raz na jakiś czas taki cios od losu, że najsilniejsi padają na kolana.

Ale jest coś takiego, co mi się w niektórych ludziach bardzo podoba - SILNA WOLA, aby się nie poddać.

dziewan, powodzenia! Ty już się z tą żoną nie schodź, jak Ci sugerowano powyżej. wink

Całkiem nieźle sobie radzisz w tej chwili i masz zdrowe podejście do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Powodzenia!

479

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Ta osoba już nie istnieje i chyba tak w ogóle nigdy nie istniała. Prędzej to były jakieś moje błędne rojenia o czymś co nie istnieje.

Dziewan,
ostatnio dużo myślałam co napisałeś w zdaniu wyżej i doszłam do wniosku, że ludzie mają tendencje do  idealizowania  związków. Nie ma chyba związku idealnego, zawsze są jakieś sprzeczki, nieporozumienia, wymiana zdań, na tym polega życie. Kwestia jest tego czy potrafimy nad tym pracować, rozmawiać z tą drugą połówką i czy ta druga połówka potrafi i chce. Ale idąc tą myślą, nieporozumienia nie są powodem do zdrady, to raczej droga na skróty, zamiast walczyć o to co mam o rodzinę pójdę w ramiona innej/innego. To strasznie proste i tendencyjne a walka, praca nad związkiem jest potwornie ciężka i wymaga od nas dużo czasu, siły i chęci.
Reasumując uważam, że na własnym przykładzie mój mąż nie miał powodu do zdrady, nieporozumienia i kłótnie które były, wystarczyło usiąść i przepracować a "nie chować pod dywan" a on tak wolał bo tak było łatwiej.
Teraz wiem, że nad związkiem trzeba pracować każdego dnia, troszczyć, dbać o niego ale też pozbyć się myślenia, że coś jest na całe życie. . .

480

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Cześć wszystkim smile

Nie będę o wszystkich wydarzeniach ze swojego życia,  bo to w sumie nie pamiętnik,  ale jednak piszę. ...... hmm nie wiem czemu, może chcę się wygadać?
Chodzi głównie o mojego syna. A sprawa wygląda tak, że przez ostatnie dwa dni, bardzo mnie zdziwił, tym co mówił, a raczej jak odpowiadał na pytania, które zadawali mu znajomi, gdy byliśmy " w gościach " oraz u moich rodziców. A pytania brzmiały "czy chciałbyś aby Twoi rodzice byli razem ?"
I o dziwo, mój syn odpowiadał twierdząco, co jest jakąś kompletna paranoja, bo dotychczas, Zawsze unikał bądź odpowiadał odmownie, na tak postawione pytania.
Aż nie licho mnie zdenerwował, i wczoraj wieczorem już nie wytrzymałem i kazałem mu przestać mówić takie głupoty, bo nie chcę tego słuchać. Zresztą zapytałem czy on wie, kiedy był czas na takie odpowiedzi ? I gdzie on wtedy był ?

Kurczę przesadziłem, takie pytania do ośmiolatka smile
Choć wiem że swoje przeżył, a teraz jest mu wcale niełatwej, bo niezaglebiajac się w szczegóły, jego mama znowu serwuje mu nieświadomie niezły rollercoster. Ostatnoi znowu zrobił się cichy i nerwowy, szuka stabilizacji i brak mu pewności siebie. Na szczescie we mnie ma oparcie i to mu pomaga, więc może do następnej burzy wszystko wróci do normy.

Może to wreszcie będzie dobry rok ?

481

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram
dziewan napisał/a:

Cześć wszystkim smile

Nie będę o wszystkich wydarzeniach ze swojego życia,  bo to w sumie nie pamiętnik,  ale jednak piszę. ...... hmm nie wiem czemu, może chcę się wygadać?
Chodzi głównie o mojego syna. A sprawa wygląda tak, że przez ostatnie dwa dni, bardzo mnie zdziwił, tym co mówił, a raczej jak odpowiadał na pytania, które zadawali mu znajomi, gdy byliśmy " w gościach " oraz u moich rodziców. A pytania brzmiały "czy chciałbyś aby Twoi rodzice byli razem ?"
I o dziwo, mój syn odpowiadał twierdząco, co jest jakąś kompletna paranoja, bo dotychczas, Zawsze unikał bądź odpowiadał odmownie, na tak postawione pytania.
Aż nie licho mnie zdenerwował, i wczoraj wieczorem już nie wytrzymałem i kazałem mu przestać mówić takie głupoty, bo nie chcę tego słuchać. Zresztą zapytałem czy on wie, kiedy był czas na takie odpowiedzi ? I gdzie on wtedy był ?

Kurczę przesadziłem, takie pytania do ośmiolatka smile
Choć wiem że swoje przeżył, a teraz jest mu wcale niełatwej, bo niezaglebiajac się w szczegóły, jego mama znowu serwuje mu nieświadomie niezły rollercoster. Ostatnoi znowu zrobił się cichy i nerwowy, szuka stabilizacji i brak mu pewności siebie. Na szczescie we mnie ma oparcie i to mu pomaga, więc może do następnej burzy wszystko wróci do normy.

Może to wreszcie będzie dobry rok ?

No to się popisałeś.
Może warto rodzinę i znajomych utemperować, żeby nie zadawali takich pytań? Przecież dziecko też musi sobie poukładać w głowie, że rodzice się rozstali, a nie ciągłe dawanie nadziei (bo to tak, jakby jego zdanie miało być decydujące i magicznie się wszystko odmieni).

482

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

No wkurzyli mnie wszyscy po kolei smile
Tak samo jak te ich głupie pytania " a kiedy sobie kogoś znajdziesz w końcu?  dwa lata minęły !" albo głupie twierdzenia " kiedyś do siebie wrocicie, nie wypieraj się hihihi " bleee sad
No żebym tych ludzi nie lubił, nie byli dla mnie ważni - to bym ich powybijał wszystkich smile

483

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

No to jeśli jesteś z nimi w dobrych, luźnych stosunkach, po prostu usiądź i porozmawiaj poważnie. Wiesz, żarty żartami, ale to się odbija na Tobie i Twoim synu.

484

Odp: ukochana zona odeszla a ja umieram

Cześć Dziewan.
Serio pogadaj z tymi od zadawania pytań i poproś stanowczo by tego nie robili.
I serio pogadaj z synem, przeproś i niech on pozadaje Tobie wszystkie pytana na jakie ma ochotę i niech usłyszy odpowiedzi szczere - chodzi mi o to, żeby nie dopuścić do jego wycofania, zamknięcia w sobie, nerwicy jakiejś... Przepraszam, że tak Ci napisałam jakbym pouczała, bo wiem, że Ty to wszystko wiesz, ale gdzieś Ci może umknęło na chwilkę krótką.
Pozdrawiam i dobrego wieczoru smile

Posty [ 456 do 484 z 484 ]

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ukochana zona odeszla a ja umieram

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026