Wpadam na chwilę, chociaż jak widać i tak częściej niż większość z was ![]()
Umieram... dosłownie i w przenośni... ;/
Po latach przeżytych w zdrowiu i szczęściu przyszło mi wczoraj stanąć twarzą w twarz z lekarzem rodzinnym. Oprócz tego, że prawie zeszłam w poczekalni, a lekarzowi niespecjalnie się chciało mnie słuchać, to jeszcze dostałam całą furę leków, o których cenie nie wspomnę... jak już pogrążyłam mój domowy budżet nieprzewidzianymi wydatkami na lekarstwa, to przyszła pora na ich połknięcie, co łatwe nie było, bo mi nawet tabeltka wielkości ziarnka ryżu staje w gardle, ot po prostu mam wewnętrzną awersję do wszelkich medykamentów... jak już połknęłam co mi znachor przepisał zaczęła się jazda...
Jeden z medykamentów wywołał u mnie wszelkie możliwe reakcje niepożądane jakie zostały uwzględnione w ulotce:boli mnie wszystko, co mnie może boleć, rzygam, ledwo na nogach się trzymam etc... tabletkę zażyłam na szczęście tylko jedną. Oczywiście lek odstawiłam, ale lekarz nie umie powiedzieć kiedy skutki uboczne miną... zapowiada się uroczy weekend... Trzymta się w zdrowiu ![]()

