Aga, życzę Ci szczęśliwszego nowego roku niż ten, który właśnie mija, żeby sprawy sie poukładały, siły i zadowolenia z siebie.
Spotykania na swej drodze samych dobrych i pomocnych ludzi.
Miłości, wiary i nadziei.
Wszystkiego dobrego!
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jestem na granicy załamania. Nie wiem co robić. Proszę o pomoc.
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Aga, życzę Ci szczęśliwszego nowego roku niż ten, który właśnie mija, żeby sprawy sie poukładały, siły i zadowolenia z siebie.
Spotykania na swej drodze samych dobrych i pomocnych ludzi.
Miłości, wiary i nadziei.
Wszystkiego dobrego!
Ja również życzę wam wszystkim szczęśliwego nowego roku, aby wam się szystkie trudne sprawy jak najlepiej poukładały, problemy porozwiązywały, by zniknął smutek z waszych dobrych serc i zagościła w nich radość, szczęście i miłość ![]()
Idę na sylwestra, kupiłam dziś sobie sukieneczkę, mam zamiar dobrze się bawić ![]()
Idę na sylwestra, kupiłam dziś sobie sukieneczkę, mam zamiar dobrze się bawić
Widzisz... To wprawdzie maleńki kroczek a może wiele.
Agaczek, bardzo się cieszę, że jesteś. I nie rezygnuj ze spotkań. I rozmawiaj.... Nigdy nie zamilknij. Nigdy...
Ja jestem z Ciebie bardzo dumna. Z ukończonych przez Ciebie studiów. Boże... Dokonałaś niebywałego czynu zważywszy na okoliczności życiowe. Mnie się nie udało spełnić marzenia. O studiowaniu prawa... Wprawdzie spełniam się troszkę w pracy w tym zakresie, ale wszelkie laury spadają na szefową. A czasem chciałabym, żeby ktoś był ze mnie dumny...
Cóż. Nie marudźmy dziś. Przygotuj się na nocna zabawę
A jakiego koloru sukieneczka? Zdradzisz szczególy?
agaczek napisał/a:Cóż. Nie marudźmy dziś. Przygotuj się na nocna zabawę
A jakiego koloru sukieneczka? Zdradzisz szczególy?
czarna przed kolano ale bardzo ładna z rękawkiem 3/4. Byłam z koleżanką z pracy, która zatwierdziła, że jest ok ![]()
szczesliwego Nowego Roku
Swietnie! A teraz opowiedz nam, co zrobisz z wlosami ![]()
Swietnie! A teraz opowiedz nam, co zrobisz z wlosami
Z włosami na razie niestety nic
Umyję i wysuszę tylko. Po nowym roku mam sobie podciąć, może jakaś nowa fryzurka albo farba.
Dziś z rana wykasowałam z telefon ex
Nie znam go na pamięć.
Sponiewierana napisał/a:agaczek napisał/a:Cóż. Nie marudźmy dziś. Przygotuj się na nocna zabawę
A jakiego koloru sukieneczka? Zdradzisz szczególy?
czarna przed kolano ale bardzo ładna z rękawkiem 3/4. Byłam z koleżanką z pracy, która zatwierdziła, że jest ok
Witaj Agaczek Wszystkiego co najlepsze a przede wszystkim spokoju i ułożenia spraw tak jak sobie tego życzysz. Dużo miłości , uśmiechu , spokoju z serducha ci życzę.
Przeczytałam........ jednym tchem , Trzymaj się Kochana i nie poddawaj
Jak widać nie jesteś sama wspiera Cię sporo ludzi, którzy Cię nie znają, ale zobacz
Nie jest jeszcze tak zle,,,, słoneczko zaświeci dla CIEBIE
*
Lecz ludzi dobrej woli jest więcej .......... Pozdrawiam cieplutko i ściskam.
Wszystkiego co Najlepsze w Nowym Roku 2015 ![]()
Agaczku - życzę Ci udanego wieczoru i nocy sylwestrowej, a w nowym roku wszystkiego najlepszego.
Oby udało Ci się poukładać swoje życie.
Wszystkiego dobrego ![]()
Ja również życzę wam wszystkim szczęśliwego nowego roku, aby wam się szystkie trudne sprawy jak najlepiej poukładały, problemy porozwiązywały, by zniknął smutek z waszych dobrych serc i zagościła w nich radość, szczęście i miłość
Idę na sylwestra, kupiłam dziś sobie sukieneczkę, mam zamiar dobrze się bawić
No i super, o to chodzi Aga!
Jestem z Ciebie dumna dziś. Nie mam sukienki i nie będę się dziś bawić więc dziś Ty spisałaś się na medal.
Myślę że zdążyłam odpisać przed wyjściem ... Wspaniałej zabawy abyś z dobrym humorze weszła w nowy rok i aby ten Cię nie opuszczał.
I Was Wszystkie Dziewczyny i Chłopaki!
Szczęśliwego Nowego!
Wszystkie moje Kochane Dziewczyneczki! Bawcie się dziś najpiękniej jak tylko się da! Na czele z naszą Agaczek! Tak się cieszę na tę czarną sukienkę i Jej rozwiane włosy!
Ja zostanę na straży i będę pilnować naszej Kafeterii
A tu broń Boże nie pozwalam nikomu dziś zaglądać ! Chyba, że z radosnymi wieściami
Zdążymy się jeszcze posmucić ![]()
Tym razem to ja narozrabiałam.
O 24:00 gdy witaliśmy nowy rok złapałam strasznego doła, wiadomo z jakiego powodu. Zdalszej zabawy były już nici. Gdy wracałam do domu nadal byłam bardzo smutna i nieszczęśliwa. Później poszło już lawinowo. Wróciłam do domu i zastałam mojego brata pijanego w towarzystwie sąsiadującego małżeństwa i mamy (oni oczywiście byli trzeźwi). Wiem, ze nie powinnam ale dostałam jakiegoś amoku i zrobiłam straszną awanturę, kazałam im wyjść do domu, brat zaczął się stawiać i wyzywać, dostał ode mnie w twarz i się zaczęło: przepychanki i szarpanina. Mama sie poplakała i uciekła z domu. Pobiegłam jej szukać, wydzwaniałam. Nie chciała ze mną rozmawiać, powiedziała ze to moja wina, ze ma mnie dosyć, zrobiłam się wredna i takie tam. Wreszcie wróciła splakana do domu. Nie chciała rozmawiać. W końcu udało mi się z nią porozmawiać i przeprosić. Brat zadzwonił do drugiego i nagrał mu się na pocztę jak to ja przyszłam pijana (byłam trzezwa, nie wypilam nawet łyczka ze względu na leki), zrobiłam awanturę, ze ich terroryzuje i mama przeze mnie uciekła z domu. Jutro pewnie będzie kolejna afera. Poszłam do sąsiadów, których również przeprosilam za swoje zachowanie. Brata też próbowałam przeprosić, bo zdałam sobie sprawę ze przesadzilam. Powiedział mi ze nie chce moich przeprosin, nienawidzi mnie i nigdy się nie dogadamy a on nie chce mnie znać. Powiedział również ze jak skończy mu się dozór to wyprowadza się z tego mieszkania (niby coś osiągnęłam, tak mi się wydaje ale jakim kosztem.
Zdaje sobie sprawę ze tym razem to ja przesadzilam i zrobiłam awanturę. Co się ze mną stało. Straciłam nad sobą kontrolę.
Teraz leżę w łożku jestem strasznie zdenerwowana, telepie mnie od środka i nie mogę spać. Masakra jakas.
Znów wymiotuję. Nie dam rady z kolejnym atakiem nerwicy. Wszystko się zebrało i w końcu wybuchłam, zareagowalam agresją, ja oaza spokoju.
Wiecie ja nadal się też łudzę, ze on do mnie wróci. Pewnie to, że się jednak nie odzywa, też wpłynęło na to co się dzis wydarzyło (chyba nawet w znacznym stopniu).
Nie wiem co się ze mną dzieje. Zaczynam się bać.
Miałaś prawo Aga, nazbierało się.
Nie mówię że to dobrze ale skrajne emocje biorą górę w takich sytuacjach.
Stało się a Ty przeprosiłaś, źle się z tym czujesz ale Ty wybaczyć możesz sama sobie.
Nie wiem tylko co Cię skłoniło do Takiego wybuchu, bo że nazbierało się przez dłuższy czas to wiemy ale co zapaliło lont że doszło do eksplozji?
Jakie są na co dzień Twoje kontakty z sąsiadami?
Skoro nie mieszkałaś tam kilka lat a teraz jesteś tam "właścicielem" możesz być postrzegana jak intruz burzący panujące układy.
Czujesz się nierozumiana przez otoczenie? Nie możesz sobie poradzić z fakem tolerowania obecności Twego brata a brakiem empatii w stosunku do Twojej osoby?
Jeśli nie czujesz się tam dobrze to nie zaznasz poczucia bezpieczeństwa.
Agaczek prześpij się z problemem i jeśli uważasz że źle zrobiłaś i wiesz co było nie tak, to wyciągnij wnioski i następnym razem postaraj się zrobić inaczej.
Teraz już jest po, przeprosiłaś i kolej na nowy dzień.
Co do brata o może dobrze że zobaczył Cię w roli atakującego? Nie brałabym jednak poważnie słów które powiedział pod wpływem o wyprowadzce.
Fajnie że jego też przeprosiłaś on chyba tego nie robi po swojej awanturze?
Może da mu to coś do myślenia?
A mamie się nie dziw ona pewnie tylko pragnie spokoju nie zważając na koszty i konsekwencje. Póki co nie zmienisz tego.
Najpierw trzeba się zająć sobą.
Śpij teraz dobrze.
Ze mną jest coraz gorzej. Znów wróciły stany lękowe, znów jestem rozbita jak na początku, trzesę się jak galaretka. Ja sobie z tym nie poradzę.
Eksplozję spowodował fakt, ze zobaczyłam brata pijanego i z towarzystwem, pomimo tego ze z nim na ten temat rozmawiałam i znał mój warunek, a go zignorował.
Nojgorsze jest jednak to, ze wszystkie moje agresywne i irracjonale zachowania tak naprawdę związane są z tym, że nadal nie pogodziłam się z porzuceniem, odtrąceniem i z tą prawdą, że mój parter mnie juz nie chce. Tak naprawdę wczoraj jeszcze nie dopuszczalam do siebie tej myśli, miałam nadzieję, że się odezwie i zmieni zdanie.
Znów przechodzę załamanie, czuje się jeszcze gorzej niż na początku, gdy zaczęłam tu z wami pisać. Ja sobie tak naprawdę nie mogę z tym poradzić. Nie mam z kim o tym rozmawiać, nikt juz nie chce mnie słuchać, każdy uważa, ze powinnam to zaakceptować i starać się żyć dalej, ale w tym wszystkim nikt nie wie co ja tak naprawdę czuję i że właśnie nie potrafię dobie z tym sama poradzić.
Renesans...
Ja sobie naprawdę z tym nie radzę, nie sokiem juz co mam robić. Próbuje, naprawdę próbuje starać się o nim nie myśleć, ale nic mi z tego nie wychodzi
Przypominam sobie jak się zachował, jaki był dla mnie okrutny, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochał i nie zasługiwał na mnie. To tak boli, tak strasznie boli i jednocześnie ta bezsilność, ze nic nie mogę juz zrobić. Nie jestem w stanie nad tym zapanować, nie radzę sobie z tym.
Ja wiem, dziewczyny, że wszytko co tu piszecie to prawda, ale ona do mnie nie dociera. Ja tego nie jestem w stanie znieść. Nie wiem co mam robić, jak to przetrwać, bo nie potrafię. Nie wiem co ze mną jest nie tak. Jestem jakas uposledzona emocjonalnie.
WITAJ ![]()
Przyznam ze twoja sytuacja jest bardzo ciężka ale nie az tak ciężka jak by Ci sie mogło wydawac.Masz pełne prawo do tego mieszkania sprzedaj je i zabierz matke ze soba
a brata zostaw na pastwe losu ...do czego potrzebny ci taki darmozjad skoro masz z nim same kłopoty ? Piszesz ze jestes wykształcona z powodzeniem znajdziesz sobie prace w innym miescie. Ale najpierw musisz isc na terapie lecz nie sama tylko ze swoja matka. We dwie dacie sobie rade ma napewno jakas emeryture lub rente. A co do partnera to bardzo mi przykro widocznie nie byl Ciebie wart... nie martw sie na zapas widzisz swiat teraz przez ciemne okulary ale nie zadreczaj sie tylko walcz o lepsze zycie dla siebie i własnej matki.
Piszesz post pod postem widze ze jestes zdesperowana
zal mi Ciebie (
Ja wiem, dziewczyny, że wszytko co tu piszecie to prawda, ale ona do mnie nie dociera. Ja tego nie jestem w stanie znieść. Nie wiem co mam robić, jak to przetrwać, bo nie potrafię. Nie wiem co ze mną jest nie tak. Jestem jakas uposledzona emocjonalnie.
Wszystko z Tobą jest normalnie i naturalnie.
Nie da się zaraz i już.
Kiedy ja odchodziłam myślałam o nim nieustannie ale po co?
Kiedy z nim byłam też myślałam o nim i co zrobić żeby było nam wszystkim dobrze. Przez 20 lat nic nie wymyśliłam.
Żeby było inaczej trzeba robić inaczej i z czasem wejdzie Ci to w krew.
Masz to wszystko na świeżo i nie wiesz co się stanie, ani ja ani nikt inny. Zostaw więc to tak jak jest szkoda Twego wysiłku.
Działaj tam gdzie Cię nie było do tej pory rób inaczej a będzie inaczej.
To jest pewnik.
Aga mi też jest szkoda wielu rzeczy ale po co to rozpamiętywać. On mi tego nie da bo nie chce.
Nie oglądaj się na innych, z czasem może zjawi się ktoś kto pójdzie w Twoją stronę. Teraz zadbaj o siebie.
Jedz, pij i śpij, wychodź do ludzi, zaangażuj się w jakąś sprawę aby zająć myśli. Będzie dobrze a z czasem może jeszcze lepiej?
Kończ studia ja może dopiero zacznę...
Głowa do góry!
Aga, mnie akceptacja porzucenia zajęła 4 miesiące - myślę, że z najgorszego już wyszłam - przetrzymaj jeszcze trochę, poczytaj historie innych /mnie pomogło/. Płaczesz? - to też pomaga. Nie żałuj sobie...
Niedługo pewnie zaczną działać leki.
Nie obwiniaj siebie za bardzo - w takiej jak Twoja sytuacji maja prawo zdarzyć się różne rzeczy.
Wszystkiego co najlepsze w nowym roku!
Szczęścia dla nas wszystkich ![]()
Tym razem to ja narozrabiałam.
O 24:00 gdy witaliśmy nowy rok złapałam strasznego doła, wiadomo z jakiego powodu. Zdalszej zabawy były już nici. Gdy wracałam do domu nadal byłam bardzo smutna i nieszczęśliwa. Później poszło już lawinowo. Wróciłam do domu i zastałam mojego brata pijanego w towarzystwie sąsiadującego małżeństwa i mamy (oni oczywiście byli trzeźwi). Wiem, ze nie powinnam ale dostałam jakiegoś amoku i zrobiłam straszną awanturę, kazałam im wyjść do domu, brat zaczął się stawiać i wyzywać, dostał ode mnie w twarz i się zaczęło: przepychanki i szarpanina. Mama sie poplakała i uciekła z domu.
(...) Brata też próbowałam przeprosić(...)Powiedział również ze jak skończy mu się dozór to wyprowadza się z tego mieszkania (niby coś osiągnęłam, tak mi się wydaje ale jakim kosztem.
"DOPÓTY dzban wodę nosi... dopóki mu się ucho nie urwie"!?
"UCHO" Ci się urwało? PRAWDZIWE intencje i uczucia znalazły ujście?
Chcesz przepraszać za prawdę?
Może nawet i żal mi wszystkich z twojego otoczenia, iż stali się ofiarami Twojej frustracji... ale fakty SĄ JAKIE SĄ> Ponieważ nie reagowali na Twe wcześniejsze, delikatniejsze sygnały niezadowolenia - nie stworzyli WRAZ z Tobą wspólnego frontu (jakbyście nie mieli JEDNAKIEGO interesu by stworzyć optymalne warunki do życia pod jednym dachem)... zmuszona sytuacją PRZEJEŁAŚ stery - choć wcale nie było to dla Ciebie szczytem marzeń.
I TYLE.
Fakt - zaczęłaś Nowy Rok z przytupem... Ale czy nie tego od Ciebie oczekiwali wszyscy na Tobie "uwieszeni"? UPS... no to się przeliczyli ![]()
Przypominam sobie jak się zachował, jaki był dla mnie okrutny, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochał i nie zasługiwał na mnie. To tak boli, tak strasznie boli i jednocześnie ta bezsilność, ze nic nie mogę juz zrobić. Nie jestem w stanie nad tym zapanować, nie radzę sobie z tym.
PO CO się NAD TYM zastanawiasz KOLEJNY RAZ?
CHYBA, nie chcesz powiedzieć, że ZA TYM TĘSKNISZ? Bez TEGO nie umiesz się obyć?
POMIATANIA Ci brak?
No sorry - aż w nadmiarze go dostajesz od bliższej rodziny...
A co byś niby miała zaradzić na bezsilność i niemoc zmienienia... potwora w człowieka z wyobrażeń. PRZECIEŻ On nie był TYM, którego ILUZJĘ w głowę sobie włożyłaś... A jego PRAWDZIWA twarz WCALE Ci nie odpowiada... Dojrzyj to wreszcie!
ODPOCZNIJ dziewczyno - odpocznij... i nie dręcz się.
On nie jest wart tej udręki i męki!
Nie szkoda ci tej dziewczyny, którą tak katujesz?
Anhedonia
Ty to umiesz człowieka do pionu sprowadzić.
Kiedyś Cię nie rozumiałam, ale teraz cieszę się że jesteś i nie pozwalasz się nad sobą rozczulać.
Agaczek
Jutro do pracy ale bez pracy nie ma kołaczy!
Dobrej i spokojnej nocy ![]()
Przeczytałam ten wątek w całości.
Aguś: ale faceta przyciągnęłaś, nie ma co (witaj w klubie DDA). Pewnie teraz wydaje Ci się to science fiction, ale uwierz, że to, że się rozstaliście to najlepsze, co Ci się mogło przytrafić. Zmarnowałaś z nim wiele lat, ale przynajmniej nie całe życie.
Zachorował przez Ciebie na cukrzycę i się roztył - też przez Ciebie, buhahaha
Masakra, co za facet, a jaki empatyczny!
A jaki taktowny - rozminęły mu się poziomy intelektualne. Dobre. Jego poziom inteligencji emocjonalnej za to jest na totalnym dnie! Ty z narcyzem byłaś, dobrze, że inna będzie się teraz z takim skarbem użerać, nie Ty.
Sponiewierana - ciepło się robi na duszy, że bezinteresownie okazujesz tyle dobroci obcej osobie.
Aż miło się czyta.
Trzymam mocno kciuki, aby ta sprawa znalazła jak najszybciej pozytywne zakończenie.
PS: Ja wyszłam z nerwicy wspomagając się również i odpowiednio dobranymi witaminami. Jak wpiszesz w googlach "zdrowiej nerwica" to wyjdzie ci na 1 miejscu stronka, z której skorzystałam (na forum niestety nie można wklejać linków). I oczywiście całkowite odstawienie kofeiny, tej w napojach gazowanych również.
Pozdrawiam.
Postanowiłam wziąć się w garść, nie wracać do tego co było. Chcę zacząć żyć dla siebie, znaleźć jakiś cel.
Pewnie nie raz będzie mi jeszcze ciężko ale jakoś się uda.
Muszę też zaakceptować, że tu gdzie teraz mieszkam jest mój dom, tu teraz jest moje życie ![]()
Dzięki dziewczyny za otwarcie oczu i spojrzenie na to wszystko na trzeźwo. To był chory związek, a raczej jednostronny układ z wykorzystaniem drugiej osoby.
Dzięki
Muszę teraz znaleźć w sobie siłę, aby poukładać swoje życie od początku.
Na pewno się uda.
Agaczek... wiesz, że wszystkie trzymamy za Ciebie kciuki.
Tak jak wcześniej napisałam, najpierw musisz uwolnic sie od mysli o nim. W końcu potrzebujesz mnóstwa sily, bo nasze wsparcie pcha sie do Ciebie drzwiami i oknami
Tego nie wytrącaj ze swoich rąk ![]()
Postanowiłam
wziąć się w garść,
nie wracać do tego co było.
Chcę zacząć żyć dla siebie,
znaleźć jakiś cel.
...
To był chory związek, a raczej jednostronny układ z wykorzystaniem drugiej osoby.
...
Na pewno się uda.
Widziałam, że jesteś mądra dziewczyna... tylko ta "siła złego na jednego..."
jeżeli bowiem "dojrzałej" osobie chce się WRACAĆ do ławy szkolnej, POMIMO, iż nie jest to dla tej grupy nagminne... to ZNACZY, że to osóbka chcąca się ROZWIJAĆ DALEJ, poznawać nowe, ciekawa świata, bystra i odważna!
Dałaś się "zbajerować" tej wszczepionej w kobiety atawistycznej wizji: "i żyli długo i szczęśliwie"...
Ale pocieszę Cię, że coraz więcej kobiet otwiera oczy i przestaje wierzyć w bajki. Można owszem żyć długo i szczęśliwie - ale NIGDY nie rezygnując z siebie samej, na rzecz jakiegoś pasożyta!
POWODZENIA W Nowym Roku i na NOWEJ drodze...
To nie był koniec - to początek NOWEGO ![]()
trzymamy kciuki , jestesmy z Toba i bedziesz tu zagladac do nas
No i to się nazywa decyzja!
Masz już cel i znasz główne drogi po których chcesz się poruszać to bardzo budujące!
Powodzenia ![]()
![]()
Dziś skróciłam nieco włosy, a jutro umówiłam się z koleżanką na zakupy ciuchowe.
Brawo jestem z ciebie dumny Zbyś.
Szacun za chyba najlepsza decyzję w Twoim życiu. Tylko nie oglądaj się za siebie i krocz niezachwianie tą drogą , bo jest właściwa i dla CIEBIE NAJLEPSZA!!! Pozdrawiam.
Lada chwila leki zaczną działać i one będą Cię jeszcze dodatkowo wspierać w Twojej drodze do WOLNOŚCI I SZCZĘŚCIA!
![]()
Moi drodzy...
Pomimo tego, że się nie znamy osobiście, jesteście mi bardzo bliscy. Nigdy wcześniej nikt nie poświęcił mi tyle czasu i nie okazał chęci niesienia pomocy. Nikt mnie tak nie wspiera jak Wy. Jesteście kochani.
Teraz gdy zostałam przez mojego partnera wyrzucona, musiałam wrócić do tego domu. I tu zaczyna sie mój problem. Czuję się jak w potrzasku jednocześnie nie radząc sobie z tym wszystkim. Brat przychodzi codziennie do domu pijany,jest zadłużony, nękają nas komornicy a ja we własnym domu nie czuję się komfortowo. Boję się o swój skromny dorobek życia. Jestem właścicielem mieszkania i tak naprawdę nic nie mogę zrobić, nie mogę pozbyc się brata. Nawet nie wiem czy gdybym wystąpiła do sądu o jego eksmisję to czy sąd by się do tego przychylił. Do tego brat straszy mnie że mnie pobije lub naśle swoich kolegów. Ma nieciekawe towarzystwo i myślę że byłby do tego zdolny. Mama mimo iż tez ma go dosyć nigdy nie będzie swiadczyła przeciw niemu, bo to jej syn więc odpada. Jestem wrakiem człowieka na granicy załamania. Nękam, błagam swojego byłego partera aby przyjął mnie z powrotem. On ma mnie juz dosyć. umiem sobie pomóc, tym bardziej .
Czemu Twój były partner ma Cię "przyjąć z powrotem"? Z tego co piszesz wasz związek nie istniej od dawna, wiele razy "przedłużałaś" mu życie ale więcej reanimować się nie da! dlaczego? bo nie te pobudki co trzeba. Ty nie kochasz partnera. Ty szukasz azylu, bezpieczeństwa, opiekuna. Owijasz się jak bluszcz...
Kobieto weź się w garsć! "musiałam wróćić do tego domu". Kto Cię zmuszał??? wynajmij mieszkanie, jeśli nie masz pieniędzy mały pokoik u kogoś. Miej wlasny kąt, stań na nogach. Przestań uważać,że musisz cokolwiek. Nie rób z siebie ofiary bo wszyscy z tego chętnie skorzystają.Jak poczujesz,że trzymasz swoje życie w rękach to i miłość Cię odnajdzie.jeszcze będzie przepieknie, jeszcze bedzie normalnie!
Agaczek - przepraszam nie doczytalam, że podjęłas decyzje naprawy życia. Brawo!!! Trzymam kciuki ![]()
Droga Kochanko 1973 również nie doczytałaś dalej, że pobudki były właściwe, kochałam go bardzo i kocham nadal. To u niego zabrakło miłości i on mnie bardzo skrzywdził. Chciałam walczyć ale nie jestem tak doświadczona jak Ty. On się wycofał, a ja na to pozwoliłam, bo nie chciałam być bluszczem, jak napisałaś. Żyliśmy obok siebie, a ja nie wiedziałam jak temu zaradzić. Zdecydowałam że nie będę się pchłała na siłę tam gdzie się mnie nie chce.
ja nie widzę tego Twojego uczucia w tym co opisujesz. widzę zagubioną kobietę, widze żal za poczuciem bezpieczeństwa i dobrymi chwilami,które minęły. widzę paniczny strach przed zmianami w życiu. Być może są różne odcienie miłości ale...
rozstałam się z mężczyzną, którego wydaje mi się, że bardzo kochałam
sama nie jesteś pewna??
Jestem kłębkiem nerwów, dopadły mnie stany lękowe, telepanie, brak snu i wymioty, kłębiące się w głowie myśli właściwie o wszystkim, głównie co będzie jeśli... I jak ja sobie poradzę. Strach przed przyszłością, strach przed dalszym życiem. W niedzielę znowu się złamałam i skontaktowałam z byłym, po to tylko, by usłyszeć kolejne niemiłe słowa. Chyba jestem od niego uzależniona, nigdy mi nie pomagał, nigdy tak naprawdę nie wspierał, a ja nadal jak ta głupia.
- im u Ciebie gorzej tym bardziej chcesz powrotu. Ale moim zdaniem nie do niego a do lepszych czasów.
Najbardziej boli to, że on tak szybko się pocieszył, jest szczęśliwy, może się ożeni i będzie miał z nią dzieci, a mi zmarnował 7 lat. Przez niego zostałam z niczym. Sama z problemami i zniszczonym życiem.
- nawzajem zmarnowaliście sobie tyle lat. już kilka lat(!) wcześniej było źle żyliście obok to była wegetacja... Winisz go za to ze zostałaś z niczym? sama z problemami i zniszczonym życiem??? on upijał Ci ojca i brata? On zamieniał się w wierzycieli Twojego brata?? Wolałabyś by tkwił w tym z tobą z litości??
Przykro mi,że Cię to boli ale zachowujesz się jak bluszcz. Nawet na tym forum, na tym wątku widać jak uzależniasz się od osób, od rad, od wsparcia wysysasz ich emocjonalnie( przepraszam Cię Sponiewierana ale ja tak to odbieram).
Nie napadam Cię i nie krytykuję, chcę tylko Ci uświadomić, że czasem zmianę trzeba zacząć od siebie, że gruba kreską trzeba się oddzielić od przeszłości bo ona na zawsze pozostaje przeszłością. Masz tu pretensję chyba do wszystkich, do brata który się wypiął, do brata który się zapija, do matki- nieboraczki i do byłego partnera. w pracy się wali . wiem ,że to wrednie brzmi ale nie możliwe żeby wszystko na raz i po złośliwości się działo - w myśl dowcipu- jesli jeden człowiek mówi Ci żeś królik- olej debila ale jeśli kilku- zerknij w lustro czy nie wyrosły Ci królicze uszy
Terapia- super pomysł. Odmiana fizyczna- super pomysł. a teraz spójrz w lustro i powiedz KOCHAM SIE. MOGĘ WSZYSTKO. I zacznij to realizować. SAMA. Trzymasz sie tego mieszkania jakby to pałac i włosci hrabiowskie były a to tylko lata nerwówki a na koniec i tak zostaną Ci długi! nawet jeśli pozbędziesz się brata - pozostaną zachowki i inne spłaty. Na koniec stwierdzisz, że nie warto było i zmarnowali Ci życie. Idź do przodu. Nie oglądaj się. Dasz radę.
Może masz rację, może rzeczywiście byłam bluszczem
Ale moja miłość do byłego partnera, była i jest szczera. Nie chciałam wrócić tam, tylko do niego. Brakuje mi go jako osoby i bardzo za nim tęsknie.
Nie udało się trudno, trzeba żyć dalej, zająć się sobą, uleczyć się z pewnych zachowań.
Skup się na sobie Agaczek. Czy na pewno on jest wart takiego rozpamietywania? Znasz odpowiedź.
Ale póki co, ona Tobie sie nie podoba....
Bo... Wyobraź sobie, że wraca do Ciebie. Ze zdwojoną siłą będzie traktował Ciebie jak wtedy. Chciałabyś tego? Nie sądze...
Sponiewierana...
Ja wiem, że nie ma już powrotu, trzeba iść dalej, skupić się na sobie.
Sponiewierana...
Ja wiem, że nie ma już powrotu, trzeba iść dalej, skupić się na sobie.
I TAK TRZYMAJ!!!
Spotkałam się dzisiaj ze swoim byłym.
To był koszmar. Chciał się spotkać, żeby mi pokazać jaki jest beze mnie szczęśliwy, jak o siebie dba i jak odżył. Znalazł sobie kobietę z dwójką dzieci, po tygodniu od naszego rozstania - desperat (bez obrazy dla koleżanek). Po miesiącu jest w stanie stwierdzić jaka to ona wspaniała, jaka silna jak sobie świetnie daje radę w przeciwieństwie do mnie.
Znów zaczął mnie poniżać, jaka to ja beznadziejna jestem.
I wiecie co?
To spotkanie było mi potrzebne. Wreszcie otworzyły mi się oczy i wyleczyłam się z tej chorej miłości. Jestem szczęśliwa i zaczynam żyć, żyć dla siebie. Nie wiem czy jeszcze spotkam na swojej drodze kogoś komu zaufam i kto zaakceptuje mnie taką jaką jestem, z zaletami i wadami, może nie. Ale już mi to nie straszne. Zamierzam być silną, zdecydowaną kobietą, która wie czego chce.
To mój były ma problemy ze sobą, a nie ja. Ja zaakceptowałam to kim jestem, zaakceptowałam swoje wady i swoje słabości. Postanowiłam z tym walczyć i nad tym pracować. Dziś jestem szczęśliwa. A jego, jest mi tylko żal. Chciał moim kosztem podbudować swoje ego. Wyszłam po 10 min jego gadania mówiąc, że nie mamy sobie już nic do powiedzenia, zostawiając go samego. Oczywiście chciałam, żebyśmy do siebie wrócili, nawet prosiłam i prawie płakałam. Ten kubeł zimnej wody podziałał na mnie wyjątkowo orzeźwiająco. Nie zamierzam poświęcić mu już ani jednej myśli. Uleczyłam się. Nareszcie jestem wolna. Szkoda tylko, że to tak długo trwało.
Ale nie ma tego złego ![]()
Spotkałam się dzisiaj ze swoim byłym.
To był koszmar. Chciał się spotkać, żeby mi pokazać jaki jest beze mnie szczęśliwy, jak o siebie dba i jak odżył. Znalazł sobie kobietę z dwójką dzieci, po tygodniu od naszego rozstania - desperat (bez obrazy dla koleżanek). Po miesiącu jest w stanie stwierdzić jaka to ona wspaniała, jaka silna jak sobie świetnie daje radę w przeciwieństwie do mnie.
Znów zaczął mnie poniżać, jaka to ja beznadziejna jestem.
I wiecie co?
To spotkanie było mi potrzebne. Wreszcie otworzyły mi się oczy i wyleczyłam się z tej chorej miłości. Jestem szczęśliwa i zaczynam żyć, żyć dla siebie. Nie wiem czy jeszcze spotkam na swojej drodze kogoś komu zaufam i kto zaakceptuje mnie taką jaką jestem, z zaletami i wadami, może nie. Ale już mi to nie straszne. Zamierzam być silną, zdecydowaną kobietą, która wie czego chce.
To mój były ma problemy ze sobą, a nie ja. Ja zaakceptowałam to kim jestem, zaakceptowałam swoje wady i swoje słabości. Postanowiłam z tym walczyć i nad tym pracować. Dziś jestem szczęśliwa. A jego, jest mi tylko żal. Chciał moim kosztem podbudować swoje ego. Wyszłam po 10 min jego gadania mówiąc, że nie mamy sobie już nic do powiedzenia, zostawiając go samego. Oczywiście chciałam, żebyśmy do siebie wrócili, nawet prosiłam i prawie płakałam. Ten kubeł zimnej wody podziałał na mnie wyjątkowo orzeźwiająco. Nie zamierzam poświęcić mu już ani jednej myśli. Uleczyłam się. Nareszcie jestem wolna. Szkoda tylko, że to tak długo trwało.
Ale nie ma tego złego
Chciałam, żeby tak się stało. Żeby doszło do takiego spotkania. I wiedziałam, co będzie. Ale jak miałam Tobie to powiedzieć?! Jak.... Jest takie powiedzenie: lecz sie tym, czym się strułaś. I w Twoim przypadku tak się stało. I dzięki Bogu... Choć raz miałam rację.
Ciesze się Agaczek, że do tego doszło. Mam nadzieję, że wiesz co mam na mysli...
Wiem ![]()
Wiem
I wiesz, że będzie dopadał Ciebie nie raz i nie dwa smutek. Przetrwaj i to, proszę.
Może i tak, ale teraz jestem silniejsza bo wiem, że w tym związku to on był tym słabszym. On nigdy nie będzie szczęsliwy, bo nie umie. Nie umie kochać, nie umie współczuć, ucieka przed problemami, przed rodziną. Te wszystkie nieudane związki przede mną. One były mądrzejsze i jak tylko go poznały uciekały gdzie pieprz rośnie, tylko ja trwałam jak ta głupia.
Może i tak, ale teraz jestem silniejsza bo wiem, że w tym związku to on był tym słabszym. On nigdy nie będzie szczęsliwy, bo nie umie. Nie umie kochać, nie umie współczuć, ucieka przed problemami, przed rodziną. Te wszystkie nieudane związki przede mną. One były mądrzejsze i jak tylko go poznały uciekały gdzie pieprz rośnie, tylko ja trwałam jak ta głupia.
Agaczek... Aniele. Wiem, że zabrzmi to infantylnie w moich ustach. Wiem...
WSZYSTKO SIĘ UŁOŻY. MUSI.
Spotkałam się dzisiaj ze swoim byłym.
To był koszmar. Chciał się spotkać, żeby mi pokazać jaki jest beze mnie szczęśliwy, jak o siebie dba i jak odżył. Znalazł sobie kobietę z dwójką dzieci, po tygodniu od naszego rozstania - desperat (bez obrazy dla koleżanek). Po miesiącu jest w stanie stwierdzić jaka to ona wspaniała, jaka silna jak sobie świetnie daje radę w przeciwieństwie do mnie.
Znów zaczął mnie poniżać, jaka to ja beznadziejna jestem.
I wiecie co?
To spotkanie było mi potrzebne. Wreszcie otworzyły mi się oczy i wyleczyłam się z tej chorej miłości. Jestem szczęśliwa i zaczynam żyć, żyć dla siebie. Nie wiem czy jeszcze spotkam na swojej drodze kogoś komu zaufam i kto zaakceptuje mnie taką jaką jestem, z zaletami i wadami, może nie. Ale już mi to nie straszne. Zamierzam być silną, zdecydowaną kobietą, która wie czego chce.
To mój były ma problemy ze sobą, a nie ja. Ja zaakceptowałam to kim jestem, zaakceptowałam swoje wady i swoje słabości. Postanowiłam z tym walczyć i nad tym pracować. Dziś jestem szczęśliwa. A jego, jest mi tylko żal. Chciał moim kosztem podbudować swoje ego. Wyszłam po 10 min jego gadania mówiąc, że nie mamy sobie już nic do powiedzenia, zostawiając go samego. Oczywiście chciałam, żebyśmy do siebie wrócili, nawet prosiłam i prawie płakałam. Ten kubeł zimnej wody podziałał na mnie wyjątkowo orzeźwiająco. Nie zamierzam poświęcić mu już ani jednej myśli. Uleczyłam się. Nareszcie jestem wolna. Szkoda tylko, że to tak długo trwało.
Ale nie ma tego złego
O to to , u mnie też tak podziałało.... koniec bay stary zamykamy rozdział .
To wszystkiego dobrego życzę
teraz już tylko będzie coraz lepiej.
Pozdrawiam ![]()
WITAJ
Przyznam ze twoja sytuacja jest bardzo ciężka ale nie az tak ciężka jak by Ci sie mogło wydawac.Masz pełne prawo do tego mieszkania sprzedaj je i zabierz matke ze soba
a brata zostaw na pastwe losu ...do czego potrzebny ci taki darmozjad skoro masz z nim same kłopoty ? Piszesz ze jestes wykształcona z powodzeniem znajdziesz sobie prace w innym miescie. Ale najpierw musisz isc na terapie lecz nie sama tylko ze swoja matka. We dwie dacie sobie rade ma napewno jakas emeryture lub rente. A co do partnera to bardzo mi przykro widocznie nie byl Ciebie wart... nie martw sie na zapas widzisz swiat teraz przez ciemne okulary ale nie zadreczaj sie tylko walcz o lepsze zycie dla siebie i własnej matki.
Piszesz post pod postem widze ze jestes zdesperowana
zal mi Ciebie (
Zgadzam się z tym w 100%. Czytam o Twoim problemie od początku, tak mnie wciągnęło że mam nockę z głowy.
Na prawdę Cię podziwiam, wbrew temu co uwazasz o swojej słabości jesteś bardzo silna, ja nie dałabym tak rady, jesteś niesamowita. Musisz tylko uwierzyć w siebie i odsunąć się od tokscznych ludzi, którzy dają Ci tylko cierpienie, w tym wypadku nie liczący się z wami brat i ex, bo jego przeżywasz najbardziej z tego co wywnioskowałam i to jest największy problem. To odbiera Ci najwięcej siły do walki z tym wszystkim, ale pomyśl kochana, człowiek który dał Ci tyle cierpiienia, nie zasługiwał na Ciebie i nigdy nie byłabyś z nim szczęśliwa, nawet gdybyście nadal to ciągnęli. Rób wszystko dla siebie, nie pod kogoś, nie dla niego, osobie która nie kocha nie przypodobasz się na siłę. Wiem że chciałabyś wrócić aby nie tkwić w tej całej chorej sytuacji w domu rodzinnym, ale wpadłaś z ulewnego deszczu, w mniejszy deszcz a następnie pod rynnę, a teraz pora na pogodę i sama musisz do tego dążyć. Przy nim nie byłabyś szczęśliwa, wiem boli też ten zmarnowany czas, ale takiego człowieka nie można kochać, to strach przed patologią wpędza Cię w obłęd i chęć ucieczki do poprzedniego życia. Ale życie z kimś kto Cię nie kocha i traktuje jak śmiecia, lub gorszą od siebie to też patologia. Nie poddawaj się temu, on i tak by się nie zmienił. Ja wiem że Ty się od niego mocno uzależniłaś, ale między innymi przez tego ch*** jesteś na krawędzi. Skoro zadowolił się pierwszą co się nawinęła, to tylko o nim świadczy że szukał łatwego celu i być może będzie ją traktował tak samo jak Ciebie. Nie żałuj tego i nie rozmyślaj nad nim, wykasuj go z głowy jakbyś nigdy go nie znała, nie myśl nad jego życiem, masz swoje i wiele jeszcze przed Tobą. Pomyśl o sobie, jeśli zależy Ci też na mamie, obie chodźcie na terapię. A brata niestety nie zmienisz, musiałby zacząć się leczyć, co jest raczej nie realne, będzie taki jak ojciec, pewnie Twojej mamie go szkoda i nie chce go zostawiać, dlatego jej też potrzebna jest terapia, inaczej on was obie zniszczy. Pozdrawiam Cię kochana, pomyśl o tym na zimno najwyższy czas, zaczął się Nowy Rok to dobry czas na zostawienie przeszłości za sobą i rozpoczęcie nowego życia. Nie oglądaj się za siebie, trzymam kciuki by Ci się udało, jesteś wielka! Życzę siły i wiary w siebie. A jeżeli ten dupek kiedykolwiek kiwnie palcem, nie wracaj do niego! Nie ma dla niego miejsca u takiej kobiety jak Ty. Ceń się, jesteś mądra i potrafisz sobie poradzić ale bez niego! I nie wikłaj się więcej w podobne związki. Nie szukaj opiekuna a miłosci i to facet ma zabiegać o Ciebie, wtedy będziesz wiedziała że to jest to. Nie ganiaj za nikim.
,,Przypominam sobie jak się zachował, jaki był dla mnie okrutny, że tak naprawdę nigdy mnie nie kochał i nie zasługiwał na mnie. To tak boli, tak strasznie boli i jednocześnie ta bezsilność, ze nic nie mogę juz zrobić. Nie jestem w stanie nad tym zapanować, nie radzę sobie z tym." -Agaczek
,,PO CO się NAD TYM zastanawiasz KOLEJNY RAZ?
CHYBA, nie chcesz powiedzieć, że ZA TYM TĘSKNISZ? Bez TEGO nie umiesz się obyć?
POMIATANIA Ci brak?
No sorry - aż w nadmiarze go dostajesz od bliższej rodziny...
A co byś niby miała zaradzić na bezsilność i niemoc zmienienia... potwora w człowieka z wyobrażeń. PRZECIEŻ On nie był TYM, którego ILUZJĘ w głowę sobie włożyłaś... A jego PRAWDZIWA twarz WCALE Ci nie odpowiada... Dojrzyj to wreszcie!
ODPOCZNIJ dziewczyno - odpocznij... i nie dręcz się.
On nie jest wart tej udręki i męki!
Nie szkoda ci tej dziewczyny, którą tak katujesz?"
.
A pod CYTATEM Anhedonia podpisuję się OBIEMA RĘKAMI!
Może i tak, ale teraz jestem silniejsza bo wiem, że w tym związku to on był tym słabszym. On nigdy nie będzie szczęsliwy, bo nie umie. Nie umie kochać, nie umie współczuć, ucieka przed problemami, przed rodziną. Te wszystkie nieudane związki przede mną. One były mądrzejsze i jak tylko go poznały uciekały gdzie pieprz rośnie, tylko ja trwałam jak ta głupia.
Sama wydałaś opinię na jego temat, chcesz go uczyć miłości czy oddać własną i zostać bez niczego?
Napisz co u Ciebie, czy coś się zmieniło? Poprawiło?
Napisz co u Ciebie, czy coś się zmieniło? Poprawiło?
Na obecną chwilę powiedzmy, że dogadałam się z bratem. Pije rzadko, a jak wypije to męczy mnie gadką, że mnie kocha, że mu mnie szkoda i chce żebym się ogarnęła po zerwaniu i wróciła do życia. Widzę, że mu na mnie zależy. Dziś np. zrobił mamie i mnie obiad ![]()
Poznałam również jego kobietę, która jest bardzo fajna, życiowa i mądra ( szczerze mówiąc nie wiem co ona w nim widzi).
Myślą o sobie poważnie, nawet o ślubie, tylko czy on da radę z tym alkoholem? Gdyby zostali razem to miałabym go z głowy
Czas pokaże.
Jeśli chodzi o mnie to raz jest lepiej raz gorzej. Mam wahania nastroju. Jednego dnia wydaje mi się, że dam radę. Innego płaczę, myślę i tęsknię. Czekam na dzień kiedy wyleci mi z tego mojego łba i zapomnę.
Bardzo dobrze Aga, ułoży się... Podobno trzeba dac sobie rok po rozstaniu, żeby sie ogarnąć... ![]()
wahania nastroju będą coraz rzadsze
Forest_Elf napisał/a:Napisz co u Ciebie, czy coś się zmieniło? Poprawiło?
Na obecną chwilę powiedzmy, że dogadałam się z bratem. Pije rzadko, a jak wypije to męczy mnie gadką, że mnie kocha, że mu mnie szkoda i chce żebym się ogarnęła po zerwaniu i wróciła do życia. Widzę, że mu na mnie zależy. Dziś np. zrobił mamie i mnie obiad
Poznałam również jego kobietę, która jest bardzo fajna, życiowa i mądra ( szczerze mówiąc nie wiem co ona w nim widzi).
Myślą o sobie poważnie, nawet o ślubie, tylko czy on da radę z tym alkoholem? Gdyby zostali razem to miałabym go z głowyCzas pokarze.
Jeśli chodzi o mnie to raz jest lepiej raz gorzej. Mam wahania nastroju. Jednego dnia wydaje mi się, że dam radę. Innego płaczę, myślę i tęsknię. Czekam na dzień kiedy wyleci mi z tego mojego łba i zapomnę.
Dobrze że znajdujesz wspólny język z bratem, to dobra wiadomość
Ta kobieta akceptuje jego pijaństwo czy już teraz raczej sobie odpuszcza upojenia? Może go jeszcze długo ciągnąć do alko, choć kto wie, miejmy nadzieję że zachce się postarać dla swojej kobiety.
Odczekaj, jeszcze może długo potrwać, ale warto, dla samej siebie
I nigdy nie pozwól mu na powrót. Widzisz? Już jest lepiej a może być jeszcze lepiej. A nie wiesz czy on np (jeżeli faktycznie planują ten slub) nie ma zamiaru wziąsc jej tu na wasze mieszkanie? Te wahania u Ciebie to normalne, ale dasz radę, wierzę w to.:)
Ona ma własne mieszkanie i jak już to brat się wyprowadzi. Mówił coś o wyprowadzce po skończeniu dozoru.
Jego kobieta nie toleruje pijaństwa, sama wychowała się w domu, w którym pił ojciec. Jest bardzo stanowcza. Dała mu ultimatum. Zobaczymy co będzie.
Strony Poprzednia 1 2 3 4 5
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jestem na granicy załamania. Nie wiem co robić. Proszę o pomoc.
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024