Ok chyba wszyscy sie trochę zagolopowaliśmy.
Cóż skupiłem sie na sobie,na moim ego,na tym co czuje...nawet chyba za bardzo skupiłęm sie na tym forum zapominając o istocie mojego życia.
Trszkę sie zatraciłęm i zacietrzewiłem w tym dążeniu do idealnego życia.
Kurde moja panna dzień w dzień od miesiąca ,,urabia,, mnie zebym nie odchodził żebym został,ze chce bym byłs szczesliwy i ze zrobi wszystko by tak było...a ja sie szarpie z nią wyciągając na wierzch te same powielane brudy.
Wczoraj wieczorem doszło do kolejnej akcjii...otóż moja kobieta siedziała smutna pod scianą i powiedziała mi że cały ten temat prowadzi nas tylko do uczucia którego nie znaliśmy wobec siebie przez 10 lat - nienawiści. Powiedziała ze nie zniesie tego zebysmy zaczeli sie nienawidzić,nie zniesie życia beze mnie...ale ona nie umie tgeo juz zatrzymać ponieważ rozkręciłem spirale podejrzen oskarzen,domysłów do takeij skali że to jest nie do wyhamowania.
Powiedziała ze przystaje na moją propozycje rozstania z obu stron bez orzekania ozadnej winie kogokolwiek.
Bo jak sie zneinawidzimy...to juz wtedy nic sie nie da zrobić.
Wstałęm ubrałem sie i chciałem wyjsc....ale...mi nie pozwoliła. Staneła w drzwiach,zaczeła płakać i powiedziała ze mam nie isć...Spyatłem...dlaczego mam nie isć....
powiedziała ze ty wiesz dlaczego..ty wiesz dlaczego my nie powinnismy zyć osobno. Ty zawsze mnie ciągnełeś za ręke,ty zawsze miałes racje...to ja zawsze byłam przy tobie tą małą głupią dziewczynką,ja nie chce zebys czuł sie gorszy...bo nigdy nie byłeś gorszy,zawsze byłeś inteligentniejszy,mocniejszy i pokazywałeś mi kierunek.Bez ciebie moje zycie nie ma żadnego sensu.
Wszedłem na to forum 20 minut potem przeczytałem kilkanaście losowych postów...i dotarło do mnie ze gdzieś starciłem kontrolę nad swoimi czynami.
Tak to jest moja kobieta..ta mała szara myszka którą poznałem i pokochałem taką jaka była,a która wyrosła przez 10 lat na pewną siebie,inną kobietę,przy mnie...nie przy ex.....nie wybrzydzałem nie wytykałem wad i nie pisałem wtedy na zadnym forum...po co analizować skoro sie czuje.Ona nie jest inna ,jest taka sama...otoczka tylko sie troszke zmieniła...nieważne.
Ona mnie kocha....na śmierć i życie,to moja chora egoistyczna wyblakła wyobrażnia zapędziła mnie w ten narożnik,zaczałem postrzegać przez pryzmat jakiś chorych zwierzęcych instynktów,jakiś moich niespełnionych marzeń,jakiś braków....tylko dlaczego wciągnąłem w to ją..? Kompletny palant ze mnie. Tak moja dziewczyna miała 100% racjii...WIARA w miłość trzyma nas w tyum ze staniemy na głowie by to dostać....a ja głupi chciałem dowodów miłosci....gdybym sie uparł to mogłaby na rzesach stanąć i bym jej nie uwierzył -to zatracenie.
Jak patzre na dzieci i na nią to sie zastanawiam czy nam wszystkim lepiej będzie ze sobą razem czy wtedy jak sie rozdzielimy..? Znacie odpowiedz? Bo ja tak.
A kłótnie,oczekiwania,fajne życie,wyzwiska....pieprzyć to jestesmy ludzmi...jednego dnia sie kłócimy...a drugiego wstaje słońce.Takie bywa i jest życie...
Moja panna kłócic sie nigdy nie chciała i to jest fakt,ja tez nie ale czaesciej to eskalowałem...
Wiemy co robimy nie własciwie ,ona tez wie,wczoraj mi powoedziała ze ona bedzie sama chodzic na terapie ze ja nie musze,ze ona sama chce...mimo ze jej powiedziałem ze juz nie musimy....uparła sie ipowiedziała ze chce .Ale to nie wazne...jej wybór mi to niepotzrebne by z nią być.
Nie musimy w naszym związku nic naprawiac...uwazam ze dostaliśmy tylko drogowskaz gdzie teraz skręcić z naszym życiem(gdzies to tu przeczytałem i dobrze oddaje),to co było zostaje za nami...
Ta sytuacja to dobra lekcja.
Tak napisałem ten temat,tak przeszkadzało mi to czego wydawało mi sie nie dostawałem od swojej kobiety...ale czy byłem nieszczesliwy? Nigdy w życiu. Może tak gdzies rzuciłem ale to nieprawda. Gdybym był nieszczesliwy naprawdę...to odszedł bym cichutko nad ranem...nie zostawiajac za sobą nic...a juz na pewno nie pisał bym tematów na jakimśtam forum
Jakie to proste.
Elle dzięki za twoje rady ,przeczytałem twoje ostatnie posty....cóż widocznie ty nie byłaś szczesliwa skoro odeszłaś od faceta,,cóż przykro....ale ja sie pomyliłem w swoim temacie...ja byłem i jestem szczesliwy z moją kobietą...to moje chore ego chciało mi spłatać figla i zrujnować życie moje i mojej rodziny. A na to nei pozwolę....tu jest moja siła...a ja jej szukałęm zeby odejść 
Tym postem zamykam ten temat...pewnie pokłócimy sie jeszcze nie raz,pewnie ktoś zapłacze nie raz,a ktos trzasnie drzwiami....no i co z tego...a ten swiat jest taki idealny? że ja i moja kobieta musimy być idealni? Nie musimy. Chcemy byc ze sobą i to sie liczy tu i teraz.A co bedzie dalej zobaczymy..nikt nie wie co bedzie jutro czy za tydzień,i nikt nie zna nas tak jak my siebie sami.
Dzieki za pomoc ,przydała sie..