netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 632 wyświetleniazałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9 10 11 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 521 do 585 z 928 ]

521

Odp: Dziwny związek...

Ja nie jestem pewna jak to działa u partnerki Roberta, ale jak ma deficyty z dzieciństwa, to może je powielać.

Oczywiście, na 100% powiela, jeśli nie jest ich posiadania świadoma smile
Tylko mnie chodzi w tym wszystkim o coś innego niż 'olanie terapii'... Uważam, że czasem dobre chęci nie wystarczą by w 5 min. poradzić sobie z problemami, które sięgają okresu dzieciństwa i być przy tym jeszcze 'obecnym' partnerem - przy tak skrajnych emocjach, które towarzysza (a przynajmniej powinny towarzyszyć) terapii/przebudzeniu.

Jego dziewczyna te skrajne emocje przeczuwa i podświadomie ucieka od tego i będzie uciekać, dopóki nic jej nie wytrąci z ram, w jakie relacje z robertem włożyła.
Jedyne co mogłoby ja z nich 'wytrącić' to rozstanie.   Ale nie takie 55 razy wypowiedziane w złości i nie zrealizowane, bo to tylko wzbudza politowanie.. Prawdziwe i stanowcze rozstanie bez możliwości zejścia się, dopóki ona nie podejmie uczciwej terapii.
Tyle, że ona doskonale zna roberta i wie, że go na taki krok nie stać, a jeśli nawet to wróci zapłakany po góra miesiącu. I dlatego to nie ma szans.

522

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

/.../Zasnę dziś spokojnie, choć bez pogrążonego we śnie atrakcyjnego "samca jakościowego" u mego boku. Hmmm, cóż w zastępstwie przytulę się do "Myśli" Pascala./.../

Psycholodzy ewolucyjni wyjaśnili nawet obecność "Myśli" Pascala zamiast owłosionego i umięśnionego samca jakościowego u Twego boku. ;-)))

Zerknij na prawą stronę wykresu:

Odds of ever had intercourse:
http://www.ashford.zone/images/2007/08/Iqodds2.jpg
Badanie dotyczy osób młodych, wiek>15 lat.
Na osi poziomej Iloraz Inteligencji ;-)

Dziękuję Ci za te krzywizny, EXTRA_terrestrial. Zgrabnie (jak to krzywizny) tłumaczą mi moje życie intymne :-))). Gdyby nie fakt, iż nie istnieje jeszcze katedra psychologii ewolucyjnej, to z pewnością kontynuowałabym dzieło Darwina, badając grasicę różnych gatunków zięb i oklaskiwała Chcesiezyc oraz powielała na kredowym papierze w pierdylionach egzemplarzy jego manifest.

Jest jednak inaczej i lepiej, abym przed snem nie wypowiadała się na temat jakiegokolwiek działu psychologii, bo musiałabym użyć słów, które nie wpływają korzystnie na fazę REM :-)   

PS Bardzo ładnie rysujesz, EXTRA_terrestrial. A "narysujesz mi baranka?" :-)))

523

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Wg mnie Robert podjął już wewnętrzną decyzję o wyjściu ze związku.
Jeszcze walczy z sobą, wizją siebie, ale to tylko podrygi.
Związek to gra zespołowa a tutaj każde gra pod siebie.
Tu już nie o związek chodzi.

Ja oceniam to inaczej.
Wydaje mi sie ze on jej nie zostawi a odstawia teatr, bo chce zeby to ona sie zmienila.

O zwiazek nie chodzi tylko o jego niezaspokojone potrzeby.

Nawet jak ja zostawi to z nastepna po fazie motyli tez bedzie tak robil, jak tylko emocje nie beda na odpowiednim dla niego poziomie dzien w dzien.

Dla mnie jest duzym dzieciakiem.
Gdyby 38 letni mezczyzna odstawial mi takie cyrki to bylabym delikatnie mowiac zdezorientowana smile


Dodam jeszcze ze nawet jak wiemy ze powielamy zle wzorce, to czesto nie wiemy jak to zmienic.

524

Odp: Dziwny związek...

Tylko mnie chodzi w tym wszystkim o coś innego niż 'olanie terapii'... Uważam, że czasem dobre chęci nie wystarczą by w 5 min. poradzić sobie z problemami, które sięgają okresu dzieciństwa i być przy tym jeszcze 'obecnym' partnerem - przy tak skrajnych emocjach, które towarzysza (a przynajmniej powinny towarzyszyć) terapii/przebudzeniu.

Jego dziewczyna te skrajne emocje przeczuwa i podświadomie ucieka od tego i będzie uciekać, dopóki nic jej nie wytrąci z ram, w jakie relacje z robertem włożyła.
Jedyne co mogłoby ja z nich 'wytrącić' to rozstanie.   Ale nie takie 55 razy wypowiedziane w złości i nie zrealizowane, bo to tylko wzbudza politowanie.. Prawdziwe i stanowcze rozstanie bez możliwości zejścia się, dopóki ona nie podejmie uczciwej terapii.
Tyle, że ona doskonale zna roberta i wie, że go na taki krok nie stać, a jeśli nawet to wróci zapłakany po góra miesiącu. I dlatego to nie ma szans.

Elle big_smile
Dotarliśmy do IMPULSu w postaci skrajnych emocji, które jak pokazuje m.In.mój i Twój przypadek - są najczęstszym towarzyszem przebudzenia.
Fakt, rozstanie mogłoby być takim impulsem, ale może być też demotywatorem do poszukiwania w sobie, ze względu na winnego z zewnątrz rozpadu związku Roberta
Zatem może to, co sugerował ET, tj. mocniejszy rodzaj terapii wywołujący skrajne emocje u pacjenta to jest właściwa droga?

525 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-12 01:35:25)

Odp: Dziwny związek...

Zatem może to, co sugerował ET, tj. mocniejszy rodzaj terapii wywołujący skrajne emocje u pacjenta to jest właściwa droga?

Dla mnie oni mogą (a w praktyce- robert)  próbować szukać "właściwej drogi" kolejne 10 lat.
Ja po prostu mam uczulenie na wysuwanie jako "argument" dzieci, bo kojarzy mi się to dwojako:

- z traktowaniem dzieci jak ślepe i głuche istotki, którym można wmówić dowolna nieprawdę n/t relacji rodzinnych, ale one będą sikały po nogach ze szczęścia z samego faktu, że rodzice są formalnie razem

- dzieci jako alibi na brak jaj i strach przed podjęciem decyzji, by nie szamotać się potem z myśleniem "To JA byłem tym, który odszedł". Jak dobrze ujęła to dziewczyna roberta: "Ja ci tego nie ułatwię."  Moim zdaniem to mówi wiele..

A tak poza tym, to niech chodzą na terapię latami - może nawet lepiej. Tylko wtedy niech robert co 3 dni nie rozpacza nad "postępami", bo to jest komedia.

526

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

/.../ A "narysujesz mi baranka?" :-)))/.../

Proszę bardzo:


____________________________________



To jest horyzont. Baranek zazwyczaj chowa się tuż za nim.
Tylko nie wiem czy to zwykły horyzont, czy horyzont zdarzeń.

527

Odp: Dziwny związek...

Elle,
Niełatwo czytać to, co piszesz o swoim domu, o mamie... Ale tym większy podziw, że ukształtowała się w Tobie tak niezwykła Osoba.

Ja ufałam, że tata wróci, mimo rozwodu rodziców. Byłam z nim silnie związana, był dla mnie wzorem. Z mamą utrzymywał nienaganne kontakty po ich rozstaniu, które było bardzo kulturalne. Wstydziłam się przez wiele lat, przed rówieśnikami, że tata z nami mieszka. Dopiero mając 15 lat otworzyłam się i nabrałam odwagi, by powiedzieć innym, co stało się z moimi rodzicami. I mam wrażenie, że całe życie szukam w mężczyznach cech mojego ojca.

Może to częściowo właśnie z powodu takiej, a nie innej historii rodzinnej, nieco inaczej patrzymy na definitywne rozstanie Tych Dwojga?

528

Odp: Dziwny związek...

Tak to bywa. Ja oprócz braku kontaktu z Mamą, nigdy nie miałam tez poprawnych kontaktów z Ojcem- tez nas odrzucił, tyle że nie tak oficjalnie jak Matka. Dla niego rodzina to kochanka, a dzisiaj Macoszka - żeby było do kompletu, ona ma osobowość kkzb i współuzalezniona. Wszystko się zgadza od strony wzorców wink

Może to częściowo właśnie z powodu takiej, a nie innej historii rodzinnej, nieco inaczej patrzymy na definitywne rozstanie Tych Dwojga?

Ja już temat rodziców przerobiłam w zasadzie. Po wielu wielu latach w końcu udało mi się nawet przeprowadzić pierwszą taką szczera do bólu rozmowę z Ojcem, gdzie była szansa powiedzieć jak to naprawdę było z 'naszej' perspektywy.
I jak się domyślasz - niczego to w jego zachowaniu nie zmieniło, a w trakcie rozmowy wykazywał wszystkie objawy wyparcia, łącznie z próbą wyzywania mnie. Jak za starych "dobrych" lat smile Ale tym razem zakończyłam rozmowę na moich warunkach.

Tak czy inaczej, chciałam przez to powiedzieć, że ludzie się nie zmieniają pod wpływem słów, tylko porządnego 'tąpnięcia', czasem jest to czyjaś śmierć, czasem rozwód, czyjeś łzy, a czasem nic - bo tak jest wygodniej. I ta ostatnia opcja bywa najczęstsza i trzeba być na przyjęcie takiego scenariusza psychicznie gotowym.

I tylko tyle.

529

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
aurora borealis napisał/a:

/.../ A "narysujesz mi baranka?" :-)))/.../

Proszę bardzo:


____________________________________



To jest horyzont. Baranek zazwyczaj chowa się tuż za nim.
Tylko nie wiem czy to zwykły horyzont, czy horyzont zdarzeń.

Uprzejmie Ci dziękuję.

Wyobraźnia może przekroczyć każdy horyzont... Przydałby się jednak Wielki Zderzacz Hadronów. Zastanawiam się, czy wyobraźnię też można zakrzywić tak, jak wykres psychologów ewolucyjnych. I coraz lepiej pojmuję sens słowa "krzywa", zwłaszcza w tłumaczeniu na łacinę : -)))

530 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-12 02:34:12)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Tak czy inaczej, chciałam przez to powiedzieć, że ludzie się nie zmieniają pod wpływem słów, tylko porządnego 'tąpnięcia', czasem jest to czyjaś śmierć, czasem rozwód, czyjeś łzy, a czasem nic - bo tak jest wygodniej. I ta ostatnia opcja bywa najczęstsza i trzeba być na przyjęcie takiego scenariusza psychicznie gotowym.

I tylko tyle.

Czy tylko? A może aż?
Przytulam Cię serdecznie, Elle. Ogromnie cenię Twe słowa i choć nie dasz pewnie wiary - tak zmieniają mnie.

I chyba właśnie po słowa przychodzimy tu, by czytać i pisać na tym Forum, by siebie lepiej poznać, zmienić, ulepszyć.Jest kilka Osób, na których słowa zawsze czekam z zainteresowaniem, nawet wtedy, gdy ich wpisy odnoszą się do zdrady, która dla mnie jest zjawiskiem obcym.

Zechciej dostrzec, jak wiele Osób dziękuje Ci za Twoje posty... Słowa zmieniają, Elle. Nawet bardzo. Tyle, że na te zmiany trzeba czasem poczekać...
Może w przypadku Roberta też?

Dobrej nocy, Norwegio. Znamy Cię tylko, ze słów. Jesteś cała z nich utkana. A splatają je pajączki naszej wyobraźni.

531 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-12 03:01:49)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Chciałabyś po rozstaniu rodziców zostać z tatusiem?

Zostałam..Matka nie chciała mieć z nami nic wspólnego. Odrzuciła nas i zostawiła. Od wielu lat nie mamy z nią kontaktu.

Heh, "szacun" - imponujący power do samodzielnego wydobywania się z ciemności :-)

532

Odp: Dziwny związek...

Czasem nie ma wyboru - albo leżysz i płaczesz, albo bierzesz  na wątła klatę to co jest, a w "wolnych chwilach" próbujesz to jakoś ogarnąć wink

533

Odp: Dziwny związek...

Ok chyba wszyscy sie trochę zagolopowaliśmy.
Cóż skupiłem sie na sobie,na moim ego,na tym co czuje...nawet chyba za bardzo skupiłęm sie na tym forum zapominając o istocie mojego życia.
Trszkę sie zatraciłęm i zacietrzewiłem w tym dążeniu do idealnego życia.
Kurde moja panna dzień w dzień od miesiąca ,,urabia,, mnie zebym nie odchodził żebym został,ze chce bym byłs szczesliwy i ze zrobi wszystko by tak było...a ja sie szarpie z nią wyciągając na wierzch te same powielane brudy.

Wczoraj wieczorem doszło do kolejnej akcjii...otóż moja kobieta siedziała smutna pod scianą i powiedziała mi że cały ten temat prowadzi nas tylko do uczucia którego nie znaliśmy wobec siebie przez 10 lat - nienawiści. Powiedziała ze nie zniesie tego zebysmy zaczeli sie nienawidzić,nie zniesie życia beze mnie...ale ona nie umie tgeo juz zatrzymać ponieważ rozkręciłem spirale podejrzen oskarzen,domysłów do takeij skali że to jest nie do wyhamowania.
Powiedziała ze przystaje na moją propozycje rozstania z obu stron bez orzekania ozadnej winie kogokolwiek.
Bo jak sie zneinawidzimy...to juz wtedy nic sie nie da zrobić.

Wstałęm ubrałem sie i chciałem wyjsc....ale...mi nie pozwoliła. Staneła w  drzwiach,zaczeła płakać i powiedziała ze mam nie isć...Spyatłem...dlaczego mam nie isć....
powiedziała ze ty wiesz dlaczego..ty wiesz dlaczego my nie powinnismy zyć osobno. Ty zawsze mnie ciągnełeś za ręke,ty zawsze miałes racje...to ja zawsze byłam przy tobie tą małą głupią dziewczynką,ja nie chce zebys czuł sie gorszy...bo nigdy nie byłeś gorszy,zawsze byłeś inteligentniejszy,mocniejszy i pokazywałeś mi kierunek.Bez ciebie moje zycie nie ma żadnego sensu.

Wszedłem na to forum 20 minut potem przeczytałem kilkanaście losowych postów...i dotarło do mnie ze gdzieś starciłem kontrolę nad swoimi czynami.

Tak to jest moja kobieta..ta mała szara myszka którą poznałem i pokochałem taką jaka była,a która wyrosła przez 10 lat na pewną siebie,inną kobietę,przy mnie...nie przy ex.....nie wybrzydzałem nie wytykałem wad i nie pisałem wtedy na zadnym forum...po co analizować  skoro sie czuje.Ona nie jest inna ,jest taka sama...otoczka tylko sie troszke zmieniła...nieważne.

Ona mnie kocha....na śmierć i życie,to moja chora egoistyczna wyblakła wyobrażnia zapędziła mnie w ten narożnik,zaczałem postrzegać przez pryzmat jakiś chorych zwierzęcych instynktów,jakiś moich niespełnionych marzeń,jakiś braków....tylko dlaczego wciągnąłem w to ją..? Kompletny palant ze mnie. Tak moja dziewczyna miała 100% racjii...WIARA w miłość  trzyma nas w tyum ze staniemy na głowie by to dostać....a ja głupi chciałem dowodów miłosci....gdybym sie uparł to mogłaby na rzesach stanąć i bym jej nie uwierzył -to zatracenie.

Jak patzre na dzieci i na nią to sie zastanawiam czy nam wszystkim lepiej będzie ze sobą razem czy wtedy jak sie rozdzielimy..? Znacie odpowiedz? Bo ja tak.

A kłótnie,oczekiwania,fajne życie,wyzwiska....pieprzyć to jestesmy ludzmi...jednego dnia sie kłócimy...a drugiego wstaje słońce.Takie bywa i  jest życie...
Moja panna kłócic sie nigdy nie chciała i to jest fakt,ja tez nie ale czaesciej to eskalowałem...
Wiemy co robimy nie własciwie ,ona tez wie,wczoraj mi powoedziała ze ona bedzie sama chodzic na terapie ze ja nie musze,ze ona sama chce...mimo ze jej powiedziałem ze juz nie musimy....uparła sie ipowiedziała ze chce .Ale to nie wazne...jej wybór mi to niepotzrebne by z nią być.


Nie musimy w naszym związku nic naprawiac...uwazam ze dostaliśmy tylko drogowskaz gdzie teraz skręcić z naszym życiem(gdzies to tu przeczytałem i dobrze oddaje),to co było zostaje za nami...

Ta sytuacja to dobra lekcja.
Tak napisałem ten temat,tak przeszkadzało mi to czego wydawało mi sie nie dostawałem od swojej kobiety...ale czy byłem nieszczesliwy? Nigdy w życiu. Może tak gdzies rzuciłem ale to nieprawda. Gdybym był nieszczesliwy naprawdę...to odszedł bym cichutko nad ranem...nie zostawiajac za sobą nic...a juz na pewno nie pisał bym tematów na jakimśtam forum smile Jakie to proste.

Elle dzięki za twoje rady ,przeczytałem twoje ostatnie posty....cóż widocznie ty nie byłaś szczesliwa skoro odeszłaś od faceta,,cóż przykro....ale ja sie pomyliłem w swoim temacie...ja byłem i jestem szczesliwy z moją kobietą...to moje chore ego chciało mi spłatać figla i zrujnować życie moje i mojej rodziny. A na to nei pozwolę....tu jest moja siła...a ja jej szukałęm zeby odejść smile


Tym postem zamykam ten temat...pewnie pokłócimy sie jeszcze nie raz,pewnie ktoś zapłacze nie raz,a ktos trzasnie drzwiami....no i co z tego...a ten swiat jest taki idealny? że ja i moja kobieta musimy być idealni? Nie musimy. Chcemy byc ze sobą i to sie liczy tu i teraz.A co bedzie dalej zobaczymy..nikt nie wie co bedzie jutro czy za tydzień,i nikt nie zna nas tak jak my siebie sami.
Dzieki za pomoc ,przydała sie..

534 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-12 12:04:02)

Odp: Dziwny związek...

Uprzedzam....jeśli ktoś spyta po co w takim razie w ogóle założyłem ten temat...to odpowiedz na to wyłowi z postu powyżej.Tam jest odpowiedz wink
Trzymajcie sie ciepło i dbajcie o siebie.

535

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Trzymajcie sie ciepło i dbajcie o siebie.

Wy również dbajcie o siebie smile i powodzenia smile

536

Odp: Dziwny związek...

Robert, wiedziałam, że to zrobisz, wiedziałam! smile Gratulacje, brawo, wszystko będzie dobrze! smile. Trzymam ogromne kciuki za Was.

537

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

/.../
Tak to jest moja kobieta..ta mała szara myszka którą poznałem i pokochałem taką jaka była,a która wyrosła przez 10 lat na pewną siebie,inną kobietę,przy mnie...nie przy ex.....nie wybrzydzałem nie wytykałem wad i nie pisałem wtedy na zadnym forum...po co analizować  skoro sie czuje.Ona nie jest inna ,jest taka sama...otoczka tylko sie troszke zmieniła...nieważne.

Ona mnie kocha....na śmierć i życie,to moja chora egoistyczna wyblakła wyobrażnia zapędziła mnie w ten narożnik,zaczałem postrzegać przez pryzmat jakiś chorych zwierzęcych instynktów,jakiś moich niespełnionych marzeń,jakiś braków....tylko dlaczego wciągnąłem w to ją..? Kompletny palant ze mnie. Tak moja dziewczyna miała 100% racjii...WIARA w miłość  trzyma nas w tyum ze staniemy na głowie by to dostać....a ja głupi chciałem dowodów miłosci....gdybym sie uparł to mogłaby na rzesach stanąć i bym jej nie uwierzył -to zatracenie./.../

Aurora Borealis przypomniała mi pewną historię:

/.../
- Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział różom. Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.
Róże bardzo się zawstydziły.
- Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem.
Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia. Ponieważ... jest moją różą.
Powrócił do lisa.
- Żegnaj - powiedział.
- Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem.
Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu.
- Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny
na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.
- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
/.../
(Antoine de Saint-Exupery: Mały Książę)

Można i tak. Twój (na szczęście) wybór.

538

Odp: Dziwny związek...

Brawo Robert. Przeczytałem cały Twój wątek. To dobrze, że są takie fora. To dobrze, że są dwie strony, dwa obozy. Można poznać zdanie obu stron i wyciągnąć dobre wnioski. Brawo! Naprawdę. Oby było więcej wątków zakończonych pozytywnymi informacjami w tym dziale jak mój i Twój! Super.

539 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-12 19:59:22)

Odp: Dziwny związek...

Z serdeczną dedykacją dla Roberta, Elle i Rysownika Baranków : -)- każdemu z Was z innego powodu:

"Powinniśmy być wdzięczni tym, którzy nas ostrzegają o przywarach, ile że upakarzają nas; pouczają, iż staliśmy się przedmiotem wzgardy, nie przeszkadzając, że możemy popaść w to samo na przyszłość, ile że mamy na to dość innych wad. Skłaniają nas do ćwiczeń poprawczych i wyzbycia się jakiejś przywary."

Blaise Pascal, "Myśli" AD 1658

540

Odp: Dziwny związek...

Powiedziała kilka miłych słów, rozpłakała się, będzie poprawa na chwilę by Robert nie odszedł i historia zatoczy koło...

541

Odp: Dziwny związek...

Ja, wybaczcie, nie będę aż taką hurraoptymistka w tej sprawie wink

Oby robert za kilka m-cy nie reanimował tego wątku, z tych samych powodów.
Póki co padły słowa, na które czekał i tęsknił by usłyszeć, a ja bym poczekała czy "słowo stanie się ciałem" wink

Niemniej trzymam kciuki i życzę jak najlepiej.

542

Odp: Dziwny związek...

Robert,
Zanim tu wrócisz i napiszesz kolejny post w swoim wątku, przeczytaj wszystkie wpisy raz jeszcze.
A jak już dzielimy się cytatami i myślami, to ja dorzucę swoją ulubioną przypowieść - może odejdziesz w niej wskazówkę dla siebie:

"Lew został pojmany i wtrącony do obozu koncentracyjnego, gdzie, ku swemu zdumieniu, zastał inne lwy, które przebywały tam od lat, niektóre z nich przez całe życie, gdyż tam się urodziły. Wkrótce zapoznał się z działalnością społeczną lwów obozowych. Zrzeszały się w grupy. Jedna grupa składała się ze społeczników; inna zajmowała się rozrywką; jeszcze inna kulturą, gdyż jej celem było staranne przekazywanie zwyczajów, tradycji i historii z czasów, kiedy lwy były wolne; inne grupy były religijne ? gromadziły się głównie, by śpiewać wzruszające pieśni o przyszłej dżungli, gdzie nie będzie ogrodzenia; niektóre grupy przyciągały tych, którzy z natury byli literatami lub artystami; jeszcze inne były rewolucyjne, spotykały się, by spiskować przeciwko swym zdobywcom lub przeciwko innym grupom rewolucyjnym. Co jakiś czas wybuchała rewolucja, jedna określona grupa była zgładzona przez inną, lub wszyscy strażnicy byli zabijani i zastępowani przez inny zespół strażników.
Gdy tak się rozglądał, przybysz zauważył jednego lwa, który zawsze wydawał się głęboko zamyślony, samotnika, który nie należał do żadnej grupy i zazwyczaj trzymał się od wszystkich z daleka. Było w nim coś dziwnego, co wzbudzało u wszystkich podziw i wrogość, gdyż jego obecność wywoływała strach i zwątpienie w siebie. Powiedział on do przybysza:
- Nie przyłączaj się do żadnej grupy. Ci biedni głupcy zajmują się wszystkim oprócz tego, co jest istotne.
- A cóż to takiego? ? zapytał przybysz.
- Studiowanie natury ogrodzenia."
Anthony De Mello

543 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-14 15:07:43)

Odp: Dziwny związek...

witam
smile

Cóż temat wprawdzie zakończyłem ale życie płynie dalej.
Wczoraj przypadkiem na tym forum trafiłem na temat mi nieznany tzn. osobowośc Borderlinei pochodne. Poczytałem troszkęw sieci na ten temat,i ...no znowu mnie tkneło.Bo znowu podstawowe objawy sie zgadzają. tzn. szczególnie chodzi mi o to że to ja cały związek jesli tylko czułem sie z czyms zle to..zaczynałem od rozmowy,od poszukania w czym problem i z celem rozwiazania go.Natomiast uderzyło mnie ze moja kobieta nigdy,przenigdy nie powiedziała ,pokazała ze jest lub moze byc winna. Ba po przemysleniu,stwierdzam ze to sie objawiało ze wszystkim ludzmi z kim miała kontakt. Tzn niewazne jak było w rzeczywistosci ona nigdy nie dopuszczała mysli o tym ze moze też ona coś zawiniła. Natomiast w sytuacjach gdy jej wina była bezsporna,argumentowana logicznie i poparta dowodami...ona znajdywała zawsze takie tłumaczenie które tę winęzwalało na kogos innego.
Podobnie z naszymi rozstaniami i kłótniami....ona nigdy nie spytała o powód..powód zachowania,powód kłótni,powód typu ,, dlaczego to zrobiłęś,,, ,,czemu tak sie zachowałeś,, , ,,co o tym myślisz,,. Takei rzeczy nie padły z jej ust...śmiem twierdzić ,nigdy w życiu.
EXTRA napisał mi w kktóryms poście że ja zawsze bede ,,przegrywał,, konfrontacje..wtedy keidy nie będe umiał stłumić emocjii,poniewaz niezaleznie kto ma racje ,ona obróci winę na mnie..bo to ja wybuchłem na końcu. I takich motywów u nas było pełno..ze logicznie i obiektywnie miałem racje...ale na końcu to ja byłem winny a ,,meritum,, kłótni stawało sie zupełnie dla niej nieistotne.

Fakt ze ja tez popełniałem błedy,krzyczałem wyzywałem jest bezsporny...tyle ze róznica jest taka ze ja zawsze sie po tym kajałem,czułem ból, przepraszałem i obiecywałem wieksze panowanie nad emocjami,ba do dzis zdarza mi sie przytulić moją kobiete i przeprosić ją za temte słowa..żeby dać jej dużo zadoscuczynienia bo wiem jak ją to bolało... wprowadziłęm w zycie i juz tego nie robie,niezaleznie od stopnia prowokacjii,natomiast u niej stosunek do jej ze tak pwoiem,,błedów,, nie zmienił sie....formalnie ona nigdy sama nie przyznała sie dozadnego błedy,winy..nie mówiąc o mentalnym zadoscuczynieniu.- i to mnie dziwi
czytałem o Borderline że taki ktoś nie odczuwa empatii..to juz u nas sie zgadza w 100%,tzn. ona w rozmowie nie zdaje sobie sprawy(tak to odbieram) ze nie czuje. Czytałem takze ze takie osoby czesto używają tzw. biernej przemocy czyli u nas,brak checi do rozmowy tylko wielodniowe milczenie,takie karanie nic nie mówieniem ,by ugruntować moją winę.

Zauważyłęm ze jak keidyś postanowiłem nie reagować na to...to ta osoba częstow związku....stara sie ,,ukarać,, partnera brakiem seksu...co w efekcie w tym drugim człowieku rodzi frustracje i sam wychodzi z inicjatywą...i dowiaduje sie nagfle ze toon sam jest sobie wienien.
Przeczytałem takze ze taka osoba ,jesli ofiara chce odejsc ...nie pozwala jej,płacze,zatrzymuje.To tez zawsze w 100%. TZN nie pozwalam ci odejsc ale..nie pogadam o tym co cie trapi.
Mój poprzedni post jest w mocy,ja nie mam watpliwosci co do moich uczuć itd. ale to nei znaczy ze nie szukam jakby sposobu uzdrowienia naszej relacjii,znalezieniu jej przyczyny,bo to jednak trwało latami.
Bo moze ja tkwie w jakimś toksycznym zwiazku,a szukam nie tam gdzie trzeba...no i patologią jest to ze to ja sam tylko szukam,ona to robi zawsze pdo przymusem.
teraz naprawde zaczynam sie przychylac do słów EXTRA że to dzieci mogą na tym ucierpiec najbardziej,czy bym z niąz został czy odszedł.
Postanowiłem ze umówie sie z psychologiem sam, i podziele sie moimi wątpliwosciami.
Oczywiscie tutaj napisałem o tym bo jednak temat jest i moze zawsze sie to komuś przydać w jego relacjii.
Bo może ja tkwie w jakimś toksyku,z osobą z zaburzeniem osobowości...a doszukuje sie tutaj jakiejś miłosci,a czytałem ze takie osoby z Borderline..nie bedą na swoje czyny patrzeć przez pryzmat uczuc do partnera..a jedynie wykorzystywać np. słowo ,,Kocham Cie,, do stworzenia takiego zwrotu akcjii,by partner nie wiedział co sie dzieje...raz kocham,raz nienawidze.
pozdrawiam

544

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

/.../
Bo może ja tkwie w jakimś toksyku,z osobą z zaburzeniem osobowości...a doszukuje sie tutaj jakiejś miłosci,a czytałem ze takie osoby z Borderline..nie bedą na swoje czyny patrzeć przez pryzmat uczuc do partnera..a jedynie wykorzystywać np. słowo ,,Kocham Cie,, do stworzenia takiego zwrotu akcjii,by partner nie wiedział co sie dzieje...raz kocham,raz nienawidze.
pozdrawiam

Robert, kto z was jest borderline, to "nawet" ;-) ja nie wiem. Czy moglibyście z łaski swojej naprawdę zacząć szukać dla siebie REALNEJ pomocy psychologicznej? O Ciebie też chodzi.

545

Odp: Dziwny związek...

Robert
ja pierniczę, z Tobą też jest mega ciężko żyć, normalny człowiek by nie wyrobił. Jednego dnia cacy, ten ostatni post, że już wszystko super, teraz znowu to coś i tak w kółko, czy Ty nie jesteś jakimś dwubiegunowcem??? Coś jest z Tobą nie tak. Pomijam, że z nią jest mega nie tak.  Może właśnie Wy żyjecie w jakimś toksycznym tangu.

546

Odp: Dziwny związek...

Robert nie gadaj głupot i nie stawiaj samodzielnych jakichkolwiek diagnoz. Jak z takimi tekstami wyskoczysz u psychologa, terapeuty, czy psychiatry, to zobaczysz, że szybko zostaniesz postawiony do pionu. Gdybyś wziął do ręki ulotkę zwykłego leku antydepresyjnego, w nim też byś znalazł "swoją diagnozę" na chorobę swojej żony. Pozwól to zrobić i pracować specjalistom i wykonywać ich zawód.

Dobrze, że wybierasz się do psychologa bo on ewidentnie Ci też jest potrzebny.

Dobrego wieczoru smile

547

Odp: Dziwny związek...

Nieee no, tego się było można spodziewać.. smile. Kibicowałam mądremu człowiekowi dobiegającemu do 40, że się ogarnie, bo się pogubił, ale tu jest jakieś dno.. Ciekawe jak długo będziesz zajeżdżał swoją dziewczynę tymi zmianami nastrojów, dzieci (może spacer z dziećmi zamiast dumania na forum), siebie. Ty masz poważne zaburzenia osobowości, potrzebujesz natychmiast profesjonalnej opieki, może nawet odsiadki w szpitalu (dla swojego i innych dobra) - tutaj na serio nie żartuję.

548

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

jesli tylko czułem sie z czyms zle to..zaczynałem od rozmowy,od poszukania w czym problem i z celem rozwiazania go.Natomiast uderzyło mnie ze moja kobieta nigdy,przenigdy nie powiedziała ,pokazała ze jest lub moze byc winna. Ba po przemysleniu,stwierdzam ze to sie objawiało ze wszystkim ludzmi z kim miała kontakt. Tzn niewazne jak było w rzeczywistosci ona nigdy nie dopuszczała mysli o tym ze moze też ona coś zawiniła. Natomiast w sytuacjach gdy jej wina była bezsporna,argumentowana logicznie i poparta dowodami...ona znajdywała zawsze takie tłumaczenie które tę winęzwalało na kogos innego.

nie spotkałem kobiety która byłaby inna niz twoja, wiec wychodzi ze kazda tak robi
przepraszałaby na 100% tamtego co ją zdradzał, a ciebie nie, bo uznaje siebie za lepszą

549 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-15 00:51:50)

Odp: Dziwny związek...

Niedługo po maturze z wypiekami na twarzy przeczytałam dwie, znakomite skądinąd książki Antoniego Kępińskiego... Po ich lekturze byłam święcie przekonana, że cierpię na schizofrenię. Zaczęłam nawet rysować dychotomiczne szkice podobne do prac schizofreników.

Dopiero po latach zrozumiałam, że nie bez znaczenia jest to co czytamy, jakie filmy oglądamy, ku czemu kierujemy nasz umysł. Jednym słowem czym, w jakim celu  i w jakim czasie karmimy naszą psychikę...

Zwróć uwagę, Robercie, dokąd "wyprowadzasz na spacer" Twój umysł w chwili obecnej. Czy przypadkiem nie spuściłeś go ze smyczy i co on Ci "aportuje"...

550 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-15 01:17:45)

Odp: Dziwny związek...

Ja nie wiem co trzeba mieć do łba nakładzione, żeby na chama próbować być w związku z kimś, z kim komunikacja nie istnieje na PODSTAWOWYM poziomie.
Jedno mówi po chińsku, drugie po japońsku. Niby oba skośnookie, ale dogadać się nie idzie, bo inna wrażliwość, priorytety, wizje związku. Jedyne co podobne u obojga to chore wzorce dot. "Miłości".

Dla roberta miłość to ciągła walka o uwagę, skrawki uczucia, wieczna pogoń za partnerką odwróconą emocjonalnie plecami.

Dla jego kobiety miłość do podporządkowanie silniejszemu i całkowicie konformistyczna postawa, bierna zgoda na wszystko co się wydarza - wręcz obojętność, byle zachować status quo i nie doprowadzać do konfrontacji.

Ale gdzie tu Miłość, to sorry, ale od początku wątku nie wiem..

Jak kiedyś się spotkali, tak machnęli ręką i zostali razem. Z jakiego powodu? Jakież to zbliżające mentalnie doświadczenia i wspólne emocje ich do tego popchnęły, tego nie wie nikt, włącznie z samymi zainteresowanymi.
A tak - Dzieci.  No nic, to trzeba się do usrania męczyć.


A 2 dni temu taka sielanka.. a tu rzeczywistość walnęła obuchem i nijak nie udaje się grac przed sobą tego szczęścia co to się człowiek nim nie może nacieszyć, ale jakoś nie cieszy...

551

Odp: Dziwny związek...
zrozumieckobiety napisał/a:
robert247 napisał/a:

jesli tylko czułem sie z czyms zle to..zaczynałem od rozmowy,od poszukania w czym problem i z celem rozwiazania go.Natomiast uderzyło mnie ze moja kobieta nigdy,przenigdy nie powiedziała ,pokazała ze jest lub moze byc winna. Ba po przemysleniu,stwierdzam ze to sie objawiało ze wszystkim ludzmi z kim miała kontakt. Tzn niewazne jak było w rzeczywistosci ona nigdy nie dopuszczała mysli o tym ze moze też ona coś zawiniła. Natomiast w sytuacjach gdy jej wina była bezsporna,argumentowana logicznie i poparta dowodami...ona znajdywała zawsze takie tłumaczenie które tę winęzwalało na kogos innego.

nie spotkałem kobiety która byłaby inna niz twoja, wiec wychodzi ze kazda tak robi
przepraszałaby na 100% tamtego co ją zdradzał, a ciebie nie, bo uznaje siebie za lepszą

To bardzo powierzchowna ocena.
Taka "alergia" na poczucie winy i na zgłaszane uwagi może być wynikiem niskiej samooceny i problemów w dzieciństwie, kiedy dziecko obwiniano i karano za wszystko, nawet za to że deszcz pada, a takie właśnie o ile pamiętam miała dziewczyna Autora dzieciństwo.
Ona nie czuje się lepsza. Ona się czuje gorsza, ale wypiera to, podobnie jak wiele innych uczuć, bo konfrontacja z poczuciem winy ją przerasta. Prawdopodobnie czuje się upokorzona Twoim, Autorze, porównywaniem Waszych rodzin i Waszych charakterów, a najcięższe do zniesienia może być to, że sama czuje się "wybrakowana" i pochodząca z "wybrakowanej" rodziny.

Jej potrzebna jest terapia i to bezwzględnie. Tobie, ze względu na Wasze problemy, też przydałaby się konsultacja.
Rozmawiaj z nią.  Powtarzaj jej, że to nie jej wina, że trafiła na takich rodziców, nie jej wina, że ma blizny na psychice, ale istnieniu tych blizn nie da się zaprzeczyć. I że można coś z tymi bliznami zrobić. Zadeklarowała podobno, że "zrobi wszystko". Wszystkiego nie trzeba. Potrzeba Wam pójść na terapię, najlepiej na początek, razem.

552

Odp: Dziwny związek...

Zadeklarowała podobno, że "zrobi wszystko".

Wszystko co napisałaś prawda, ja tez ta niską samoocenę u niej widzę i totalne wyparcie.
Tylko to za mało by jej się chciało CHCIEĆ. To tak nie działa.

Ona tymi próbami nakłaniania do terapii czuje się osaczona i jeśli coś "deklaruje" to dla świętego spokoju i znów po to by nie mieć poczucia winy.

Ja rozumiem, że nie jest jej łatwo - doskonale to rozumiem, ale to nie tędy droga.
To już nie dziecko, które siła rodzice zaprowadzą za rączkę i każą się leczyć.

553 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-15 10:48:41)

Odp: Dziwny związek...

Elle, czemu jesteś taka uparta w tej sprawie. Zabrnelas w slepa uliczke i nie chcesz się wycofać, przyznać do bledu. Sprawy Roberta nie ma już co omawiać. Ocena, zdanie ze strony mężczyzn nie daje Ci do myslenia???? Owszem sa w tym związku problemy z komunikacja ale "widzialy galy co braly". Teraz jedynie na obopólnym szacunku można cos dalej budowac, na zrozumieniu inności i uszanowaniu tego. Sa tez inne wartości (o których pisze sam autor, który ma problem przede wszystkim ze soba) które sa wręcz cenniejsze od przedstawianych tu caly czas powierzchowności. I czuje ogromny wstyd ze tu się wypowiadam, bo miałem tego nie robic a nie akceptuje zachowania autora, wlasnie jako mezczyzna, jednak chciałem Ci to uzmyslowic. Może się całkowicie mylilas w swojej ocenie, a sama komunikacja (która oczywiście trzeba naprawiac) nie jest czynnikiem przewazajacym, dającym ostateczna ocene jakości tego związku? A przecież, w domysle, jest jakas celowość pisania tutaj, czyz nie? Czy nie po to żeby cos wartościowego ocalic? (dla mnie jest to związek autora). Wyobraz teraz sobie kogos takiego, kogo caly czas tutaj "niańczysz" i czy chcialabys z takim "wulkanem" zyc? Owo określenie "wulkan" może mieć zarówno pozytywne jak i negatywne skutki. To zależy jak autor pokieruj swoimi cechami charakteru. Na razie robi to zle i przez to niszczy swój związek. Widzisz, gdyby autor spotkal kogos bardziej dopasowanego, taki sam wulkan to by taki związek rozpadl się z hukiem. Jakies takie niedopasowanie wulkanu do pola nie przesadza o trwalosci związku. Przesadza o tym możliwość zrozumienia, pochylenia się nad innoscia drugiego człowieka. tutaj autor ma takie pokłady refleksji i analitycznej oceny, ale rozum przeslaniaja mu emocje, jest nastawiony na szybkie rozwiązania wg. jego oceny. Takie emocje to slepa uliczka, która nie prowadzi do szczęścia obojga osob, które stanowią w związku. I wie to autor, jednak nie umie nad tym panować. Dla niego nie licza się nawet rady tutaj tylko to co ona sam "wyczyta", postanowi. Zycie z kims takim jest bardzo ciężkie. A co do zony. To wydaje mi się ze robi wszystko jest matka, zona, kochanka, przyjaciolka. Trzeba wziasc pod uwagę ze się nie zmieni (sa to kwestie charakterologiczne), autor musiałby wiec ukarać ja za te roznice i na to tez szukal tutaj zgody społecznej. Jednak kiedy bierze się pod uwagę inne wartości, możliwość zmiany siebie, wszystko wygląda inaczej.

554

Odp: Dziwny związek...
maniek_z_maniek napisał/a:

Elle, czemu jesteś taka uparta w tej sprawie. Zabrnelas w slepa uliczke i nie chcesz się wycofać, przyznać do bledu. Sprawy Roberta nie ma już co omawiać.

Ja też tak niestety uważam, bo pomimo tego, że z treści wpisów Roberta wynika, że autor jest niezrównoważonym przemocowcem, sam na własne życzenie rozwala rodzinę, Ty nadal usilnie próbujesz go bronić, podżegnujesz Roberta do rozstania i w ten oto sposób rozgrzeszasz autora z całej odpowiedzialności, którą de facto sam powinien ponieść za swoje katastroficzne czyny. Twój przykład z rodziny nie pasuje do opisu partnerki autora, bardzo silnie się z nim utożsamiłaś i próbujesz nanieść na tę historię. Uważam, że akurat w tym wątku, robisz ogromną krzywdę swoimi wpisami, które wprowadzają w błąd, oddalają autora od zobaczenia prawdy.

555 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-01-15 12:25:40)

Odp: Dziwny związek...

Autor nie jest idealny, popełnia błędy, ale jednak jest otwarty na dialog i jest w stanie przyznać, że w czymś się myli i zmodyfikować swoje zachowanie, co stanowi niezłą podstawę do budowania związku. Tyle że otwartość jednej strony nie wystarczy. Tak naprawdę jego partnerka nie zostawia mu wyboru: zaakceptuj jaka jestem, bo ja się zmieniać nie będę, ty się zmień, wtedy będziemy razem.

Elle, nawet jesli pierwszy raz się pójdzie z musu, to może jednak coś dotrze.

556

Odp: Dziwny związek...
Czarna Kotka napisał/a:

Autor nie jest idealny, popełnia błędy, ale jednak jest otwarty na dialog i jest w stanie przyznać, że w czymś się myli i zmodyfikować swoje zachowanie, co stanowi niezłą podstawę do budowania związku. Tyle że otwartość jednej strony nie wystarczy. Tak naprawdę jego partnerka nie zostawia mu wyboru: zaakceptuj jaka jestem, bo ja się zmieniać nie będę, ty się zmień, wtedy będziemy razem.

Elle, nawet jesli pierwszy raz się pójdzie z musu, to może jednak coś dotrze.

Autor przede wszystkim nie jest konsekwentny w swoich postanowieniach. Zmienia je jak rękawiczki. Zachowuje się jak dziewczyna, która mówi "chciałabym, a boję się". On nigdzie nie zabrnie. Rozwali ten związek dokładnie, zresztą jest na najlepszej ku temu drodze. Ja bym sobie już go odpuścił, ale widzę że tutaj wielu dyskutantów próbuje go naprawiać jak jego już dawno tutaj nie ma, on jest w innym świecie.

557

Odp: Dziwny związek...

a ja się nie dziwię zachowaniu Roberta,

z pustego to i Salomon nie naleje (mam na mysli partnerkę).


pytanie tylko czy robert moze zyc bez miłosci.

558 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-15 15:11:26)

Odp: Dziwny związek...

Teraz jedynie na obopólnym szacunku można cos dalej budowac, na zrozumieniu inności i uszanowaniu tego.

Ale ta 'inność' ich nie zbliża. To nie ma NIC wspólnego z podejściem pt. "pięknie się różnimy, ale kochamy i jest nam ze sobą dobrze". Oni są jak olej i woda, te substancje się nie łączą, jakbyś nie próbował nimi potrząsać i wymieszać - zawsze utworzą 2 osobne warstwy.
Związek z rozsądku może, ale nie musi ewoluować w związek uczuciowy.

Miałby na to szansę, gdyby dziewczyna roberta chociaż w ułamku miała postawę jak:

Autor nie jest idealny, popełnia błędy, ale jednak jest otwarty na dialog i jest w stanie przyznać, że w czymś się myli i zmodyfikować swoje zachowanie, co stanowi niezłą podstawę do budowania związku.

A on po drugiej stronie ma:

Tyle że otwartość jednej strony nie wystarczy. Tak naprawdę jego partnerka nie zostawia mu wyboru: zaakceptuj jaka jestem, bo ja się zmieniać nie będę, ty się zmień, wtedy będziemy razem.

(oślice , sorry)

On nigdzie nie zabrnie. Rozwali ten związek dokładnie, zresztą jest na najlepszej ku temu drodze.

smile Tu nie ma co rozwalać, to farsa nie związek. Nie ma porozumienia/komunikacji, namiętności, szacunku, czułości.. Jest za to Zimna Betty, która pewnego dnia postanowiła "Dosyć mam czekania aż mój ukochany (ex) się zmieni, wezmę pierwszego lepszego kandydata, który będzie chciał ze mną założyć rodzinę, pierdolnę sobie 3 dzieci  i wreszcie poczuję, że 'kogoś' mam'."  A chłop jakoś sobie musi poradzić..


ZROZUMCIE co poniektórzy: To nie ma znaczenia co wy poradzicie, jakie wymyślne terapie na drugim końcu świata u specjalistów najwyższej klasy. Jego partnerka NIE NADAJE SIĘ do związku, gdzie relacja polega na interakcji. Ona jest w związku ze względów społeczno-obyczajowych, ale bladego pojęcia nie ma, że relacja między dwojgiem ludzi to coś więcej niż transakcja, ale to i tak jeszcze nic.


To jest clue:

z pustego to i Salomon nie naleje (mam na mysli partnerkę).


pytanie tylko czy robert moze zyc bez miłosci.

559 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-15 20:04:05)

Odp: Dziwny związek...

Nie wiem, czy osiągnąłbym ten stopień pewności wniosków gdybym ich znał i widział. IMHO bezpieczniej aby poszukali możliwości wsparcia, tak aby do wniosków tych czy innych doszli sami - zwłąszcza, że Robert wykazuje się dość silną zależnością od słowa pisanego, ujawniając przy tym znaczną huśtawkę nastrojów.

560 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-15 20:09:03)

Odp: Dziwny związek...

EXTRA_ Tu nie chodzi o przyglądanie się sprawie pod mikroskopem, bo to ma sens, kiedy jest 'baza' - komunikacja i uczucia, które BYŁY, ale w trakcie gdzieś się ludzie pogubili.
A tu - z niewielkimi przerwami na stany euforii (płodzenie dzieci) wg roberta zawsze było tak samo.

Robert bardzo chciałby czuć się kochany, ona zapewne też tyle że...nie potrafią sobie tego dać.
Nie w tej konfiguracji.
SORRY, tak się zdarza i nie ma co na chama twierdzić, że niekompatybilne osobowości są w stanie osiągnąć taki stopień porozumienia (i bliskości) jak ludzie, którzy po prostu do siebie pasują: emocjonalnie, mentalnie, duchowo.

Uparliście się, że da się sikorkę przerobić na orła bielika, tylko ją trzeba posłać do psychoterapeuty. Ja tego tak nie widzę, ale generalnie nie mam nic przeciwko - mają chęci, kasę i nic ciekawszego do roboty- niech chodzą.

Gdyby tylko autora nie rozsadzało to poczucie osamotnienia 'w związku' to wszystko ok.
A facet próbuje 'przeskoczyć samego siebie' i niczego nie potrzebować już, bo dostaje za to łajankę od co poniektórych, że mało wyrozumiały z niego gość..
No sorry, 10 lat to mała wyrozumiałość? To ja już nie wiem jaka byłaby duża.

Szkoda mi gościa i tyle, bo jestem zdania, że człowiek znacznie mniej męczy się kiedy jest sobie sam, niż z kimś kto powinien być teoretycznie bliski, a ta "bliskość" polega na rozmowach o pogodzie i co na obiad i mijaniu się w korytarzu.

561

Odp: Dziwny związek...
tsukuru napisał/a:
maniek_z_maniek napisał/a:

Elle, czemu jesteś taka uparta w tej sprawie. Zabrnelas w slepa uliczke i nie chcesz się wycofać, przyznać do bledu. Sprawy Roberta nie ma już co omawiać.

Ja też tak niestety uważam, bo pomimo tego, że z treści wpisów Roberta wynika, że autor jest niezrównoważonym przemocowcem, sam na własne życzenie rozwala rodzinę, Ty nadal usilnie próbujesz go bronić, podżegnujesz Roberta do rozstania i w ten oto sposób rozgrzeszasz autora z całej odpowiedzialności, którą de facto sam powinien ponieść za swoje katastroficzne czyny. Twój przykład z rodziny nie pasuje do opisu partnerki autora, bardzo silnie się z nim utożsamiłaś i próbujesz nanieść na tę historię. Uważam, że akurat w tym wątku, robisz ogromną krzywdę swoimi wpisami, które wprowadzają w błąd, oddalają autora od zobaczenia prawdy.

"Dorzucę się" do opinii

Elle jesteś niegłupią i naprawdę mądrą osobą. Niestety krytykując żonę Autora, krytykujesz nie nią, tylko swojego byłego EX. Dziwnym, jest to, że tylko lekko ustąpiłaś z tym, że Robert zachowuje się jak wahadełko. Natomiast żal, że nie zauważyłaś, to że jest z niego niezły manipulant (być może nieświadomy - jak toksyk) i bez tego czubka eskalacji emocji on nie potrafi bytować.

562

Odp: Dziwny związek...
Rockfor napisał/a:

Natomiast żal, że nie zauważyłaś, to że jest z niego niezły manipulant (być może nieświadomy - jak toksyk) i bez tego czubka eskalacji emocji on nie potrafi bytować.

bo robert jest typem faceta emocjonalnego i niedowartościowanego
emocjonalego - jak kobieta - umie manipulowac - tu są zgrzyty bo to podobienstwa sie nie przyciągają (do zycia tak, do milosci nie)
niedowartościowany - tu nie wiadomo jakie mial zycie, ale na pewno przez brak milosci z jej strony

563

Odp: Dziwny związek...

Ale ja nie twierdzę, że robert nie ma 'swojego za uszami' - JEST manipulantem (oboje są) i ma cechy Bordera i dda, tylko to nie zmienia faktu, że między nimi nie ma empatii, a więc nie ma bliskości.

Twierdze tylko, że gdyby nie wzorce, które przyciągnęły i zatrzymały ich przy sobie- jako 'zdrowe' jednostki nigdy nie zwróciliby na siebie uwagi.

Ale nie, nie widzę w partnerce roberta swojego ex, bo wtedy musiałby leczyć się psychiatrycznie wink

564

Odp: Dziwny związek...

Elle a ja uważam, że musi udać się do psychiatry (nie widzę w tym nic złego). Od początku widziałem, że wielu rzeczy jest winny. Przepraszam napiszę chamsko ale on zachowywał się przy swojej kobiecie, nawet w tych szczątkowych relacjach które on sam zdał, jak facet, który ma "okres" - dla mnie nie ma nic gorszego ... .

Do tego jego samodzielne opnie i diagnozy psychologiczne ... . SORRY

565

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

"Robert bardzo chciałby czuć się kochany, ona zapewne też tyle że...nie potrafią sobie tego dać. Nie w tej konfiguracji.")

Właśnie nie mam pewności, czy czasem sobie tego jednak nie dają, a przeszkadza im w tym ich psychopatologia. Dlatego wolałbym żeby nie załatwiali tego przez głuchy telefon na "netkobiety.pl"

566

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Ale ja nie twierdzę, że robert nie ma 'swojego za uszami' - JEST manipulantem (oboje są) i ma cechy Bordera i dda, tylko to nie zmienia faktu, że między nimi nie ma empatii, a więc nie ma bliskości.

Twierdze tylko, że gdyby nie wzorce, które przyciągnęły i zatrzymały ich przy sobie- jako 'zdrowe' jednostki nigdy nie zwróciliby na siebie uwagi.

Ale nie, nie widzę w partnerce roberta swojego ex, bo wtedy musiałby leczyć się psychiatrycznie wink

Myślę, że jak większość nas z początku dałaś się zmanipulować pisarstwu Roberta. Myślę, że nikt z nas nie powinien mówić o partnerce Roberta, że to wyrachowana, zimna kobieta, pozostająca w związku z nim ze względu na społeczne konwenanse - to jest grube nadużycie, szczególnie, że jej nie znamy, nie mieszkamy z nią, nie wiemy jak historia wygląda z jej perspektywy. Znamy tylko opowiadania Roberta, który sam już dawno się zdyskredytował i raczej nikt nie bierze go na poważnie.

Myślę, że każdy z nich kocha się na swój sposób, ale w przypadku Roberta to jest zajeżdżanie drugiej osoby, ze względu na niedosyt miłości i uczuć z dzieciństwa (nikt ''dojrzały emocjonalnie" nie żebrze tak o uwagę, uczucia, nie potrzebuje aprobaty i zainteresowania tak skrajnie, wyniszczająco), a z drugiej strony partnerka Roberta ma blokady, schowała się do środka, zeskorupiała, być może ma problemy w ogóle z okazywaniem uczuć.

Nie próbujmy też (co widać znacznie na tym forum) szkicować "teoretycznie" idealnych związków. Ludzie są trudni, skomplikowani, skonfliktowani sami ze sobą. Nie ma idealnych par i to co się pisze na forum, jest zawsze subiektywne w pewien sposób, jest tylko słowem. Rzeczy dzieją się w domu, emocje zmieniają się często, to co było dziś prawdą, jutro dla nas jest już inne smile.

567

Odp: Dziwny związek...
Rockfor napisał/a:

Elle a ja uważam, że musi udać się do psychiatry (nie widzę w tym nic złego).

Ja też tak uważam.

568 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-15 21:06:22)

Odp: Dziwny związek...

Macie prawo do swoich opinii przecież smile Ja nadal nie uważam by ktoś, kto czuje się kochany odczuwał potrzebę bezustannej analizy sytuacji w związku. Robi się to, gdy nie ma czego odczuwać i człowiek szuka przyczyny, czemu czuje się tak obco z drugą osobą, skoro wszyscy inni twierdzą, że powinno mu być wspaniale.
A skoro nie jest, to albo z nim coś nie tak, albo ma czelność mieć wymagania, którymi przytłacza Lodowiec zwany partnerką wink


Powiem wam jedno - ja wykonałam kawał roboty nad sobą i większość z nas, na tym Forum.
MOŻNA.

Tu - jedna kwestia to to, że oni oboje mają problemy, których źródło jest lata wstecz, ale druga - równie istotna, to to o czym trąbie też w innych wątkach: bycie dla kogoś DRUGIM wyborem , który nie ma dla nas takiej wartości jak pierwszy i z tego tytułu nie czujemy potrzeby zabiegania, starania się i zmiany czegoś, z prostego powodu - nie ma lęku przed utratą.

569 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-15 21:14:47)

Odp: Dziwny związek...
tsukuru napisał/a:

/.../
Myślę, że każdy z nich kocha się na swój sposób, ale w przypadku Roberta to jest zajeżdżanie drugiej osoby, ze względu na niedosyt miłości i uczuć z dzieciństwa (nikt ''dojrzały emocjonalnie" nie żebrze tak o uwagę, uczucia, nie potrzebuje aprobaty i zainteresowania tak skrajnie, wyniszczająco), a z drugiej strony partnerka Roberta ma blokady, schowała się do środka, zeskorupiała, być może ma problemy w ogóle z okazywaniem uczuć./.../.

W efekcie wcale nie jest powiedziane, co będzie jeśli uda jej się odblokować, a jemu zrozumieć, że można "ssać" trochę mniej uczuć od partnera żeby żyć - bo są alternatywne źródła poczucia szczęścia - u ludzi "całe szczęście w ich życiu" nie pochodzi przecież od partnera. To są zmiany realnie możliwe do osiągnięcia drogą pracy nad sobą.

I BTW. niekoniecznie po zrobieniu takiej pracy nad sobą będą chcieli z sobą zostać. Tyle, że teraz żadne z nich chyba nie wie o co chodzi.

570

Odp: Dziwny związek...

I BTW. niekoniecznie po zrobieniu takiej pracy nad sobą będą chcieli z sobą zostać. Tyle, że teraz żadne z nich chyba nie wie o co chodzi.

Myślisz, że kobieta roberta tego nie przeczuwa? smile
Po co miałaby fundować sobie w życiu taką rewolucję, jak ona po to to wszystko ciągnie na wyparciu i zaprzeczeniu, żeby utrzymać status quo.

Ona może nie wiedzieć precyzyjnie skąd u niej taki a nie inny schemat zachowań, ale jej to PASUJE i finał smile
To robert ma z tym problem, nie ona.

571

Odp: Dziwny związek...

Jak dla mnie Robert to damska część układu rozrodczego, delikatnie ujmując smile. Potrzebuje tych wszystkich teatralnych emocji wielkości bomby atomowej, żeby móc żyć i funkcjonować w związku. Na nieszczęście chyba spotkał kobietę która jest normalną, niezbyt prostą i niezbyt skomplikowaną osobą... Po pierwsze, dobry lekarz psycholog, chociaż ja bym polecała psychiatrę. Nie toleruję, po prostu nie cierpię takich mężczyzn... a może raczej chłopców. Zero odpowiedzialności za swoje czyny. Z tego co przeczytałam wcześniej, zrywałeś z nią wielokrotnie, odstawiałeś na półkę jak rzecz i dziwisz się, że utrzymywała dystans emocjonalny? Z taką bombą z licznikiem też bym niezbyt to traktowała na serio, o ile bym się w ogóle nie przestała przejmować tymi wszystkimi wymysłami...
Chyba masz za dużo czasu na myślenie, bo tak się skupiasz na sobie i swoich emocjach, że 90% twoich problemów jest, uwaga, wymyślona.

Najbardziej zdziwił mnie post gdzieś z początku, długi temat, więc się gubię; twoja partnerka po pracy haruje w domu jak wół, dzieci, sprzątanie, obiadek i cała reszta, do tego nigdy nie narzeka. SAM przyznałeś, że jej nie pomagasz, ALE NIE ROZUMIESZ, dlaczego nie ma ochoty na zajmowanie się tobą, a po pracy na wyjazd na wycieczkę raz na jakiś czas ma już siłę. Gdy powiedziała, że to taki "reset" i przyjemność (co nawet, o dziwo, potraktowałeś za dobry argument), stwierdziłeś, że przecież zajmowanie się tobą to TEŻ PRZYJEMNOŚĆ. Zaczęły się spekulacje, że ona cię już nie kocha i to dlatego...
Odpowiem ci dlaczego... Bo jej zatruwasz życie, tak, to dobre sformułowanie, zatruwasz jej życie najnormalniej w świecie i zabierasz radość z życia.

Ja nie umiałabym żyć z takim człowiekiem. Egocentrykiem, narcyzem, dzieckiem z tym wielkim ego i przeświadczeniem o własnej racji. Wszystkie te wielkie emocje które przeżywasz... A nie umiałbyś być tak o po prostu szczęśliwy?

Wielkie wyrazy współczucia dla kobiety która ma z tobą dzieci, toleruje cię i znosi na co dzień.
Na jej miejscu po tylu latach znoszenia twoich wybryków pewnie też bym przyjęła pozycje, rób co chcesz, i nie traktowała twoich słów ani trochę na serio, bo i tak jutro zmienisz zdanie.

Dziecko...

572

Odp: Dziwny związek...

Na jej miejscu po tylu latach znoszenia twoich wybryków pewnie też bym przyjęła pozycje, rób co chcesz, i nie traktowała twoich słów ani trochę na serio, bo i tak jutro zmienisz zdanie.

Hahah, a to akurat prawda. Nie zdziwiłabym się jak jutro przeczytamy tutaj, że robert odwołuje wszystkie poprzednie swoje "diagnozy" i wpisy, włącznie z tym odwołującym big_smile
Ten wątek to już taka nasza brazylijska telenowela, ale też ciekawe studium przypadku faceta w typie Don Kichota wink

573 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-15 21:53:43)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

[/.../
Po co miałaby fundować sobie w życiu taką rewolucję, jak ona po to to wszystko ciągnie na wyparciu i zaprzeczeniu, żeby utrzymać status quo.
/.../.

To też kosztuje :-) Tyle, że sygnały, że jest coś nie tak dochodzą z zewnątrz. Sytuacja zagrożenia status quo jest sytuacją motywującą - jak u alkoholika, który (mimo wyparcia) podejmuje terapię tylko wtedy kiedy musi :-). Podobnie ona potrzebuje stałego "bata". IMHO póki co - ma. Dalsze oszukiwanie będzie dawało jej coraz mniej i coraz bardziej będzie zagrażało status quo. Jak dla mnie jest OK, na tyle na ile może. Nie uda się? Przecież wtedy się rozejdą, tak jak tego... "pragniesz" ;-P

Poza tym, całkiem możliwe, że jednak "coś tam czuje" tyle że nie wie jak tego używać aby się "samopodtrzymywało" bo Roberto "ssie i ssie".

574 Ostatnio edytowany przez malinowysorbecik (2015-01-15 21:52:53)

Odp: Dziwny związek...

Dokładnie, to taki Don Kichot, a nawet ich 10 w jednym człowieku. Przede wszystkim wydaje mi się, że ten człowiek potrzebuje pomocy, wystarczy spojrzeć na jego drugi temat; odsyłam.
Nie dość że chciał gościa zaszlachtować to w dalszej części opowieści znowu przeżywał jakieś wielkie emocje, wprost niestworzone. Niestety to wszystko, to tylko wymysły w jego głowie...
Takie obroty o 180 stopni są niebezpieczne dla innych.

575

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
tsukuru napisał/a:

/.../
Myślę, że każdy z nich kocha się na swój sposób, ale w przypadku Roberta to jest zajeżdżanie drugiej osoby, ze względu na niedosyt miłości i uczuć z dzieciństwa (nikt ''dojrzały emocjonalnie" nie żebrze tak o uwagę, uczucia, nie potrzebuje aprobaty i zainteresowania tak skrajnie, wyniszczająco), a z drugiej strony partnerka Roberta ma blokady, schowała się do środka, zeskorupiała, być może ma problemy w ogóle z okazywaniem uczuć./.../.

W efekcie wcale nie jest powiedziane, co będzie jeśli uda jej się odblokować, a jemu zrozumieć, że można "ssać" trochę mniej uczuć od partnera żeby żyć - bo są alternatywne źródła poczucia szczęścia - u ludzi "całe szczęście w ich życiu" nie pochodzi przecież od partnera. To są zmiany realnie możliwe do osiągnięcia drogą pracy nad sobą.

I BTW. niekoniecznie po zrobieniu takiej pracy nad sobą będą chcieli z sobą zostać. Tyle, że teraz żadne z nich chyba nie wie o co chodzi.

Dokładnie.

Gdzieś czytałam, że związek składa się z 3 aspektów: ja, ty, związek jako sam w sobie. W tym przypadku  ich związek sam z siebie nie może już unieść takiej konstelacji, rozsadza się odśrodkowo. Czy oni sami będą potrafili stworzyć nową formę? Kibicuję, bo dlaczego nie.

576

Odp: Dziwny związek...

To robcio ma drugi wątek yikes

A to przepraszam, nie przygotowałam się do zajęć big_smile

Może ktoś streści któregoś razu, bo 'znając' go trochę zwroty akcji są co drugi wpis, a sam wątek może mieć ze 100 stron.


Robert, jak tam?
Rozmawiasz, tłumaczysz coś? Czy już po wykładach i fajrant? Mówże jak jest, bo coś podejrzanie spokojnie..

577

Odp: Dziwny związek...

Może już dawno zabił partnerkę i siebie, bo wyszła wyrzucić śmieci i się popatrzyła na prawo, więc pewnie tam stał jej kochanek albo coś innego, równie bzdurnego.

578

Odp: Dziwny związek...

Właśnie bezustanne analizy pseudo psychologiczne przez Roberta związku powodują też jego wahadełka. Skoro Robert w pół dnia, na podstawie samych artykułów z internetu, jest wstanie postawić mu wygodną diagnozę partnerki, to też o nim wiele świadczy. Elle Ty czytasz specjalistyczną literaturę, pracujesz nad sobą, ET (domyślam się) że ma duże do czynienie w tym temacie zawodowo. Ale żadne z Was nie zrobiłoby opinii na podstawie ulotki, bo tak też można.

Elle Ty swoimi opiniami "nakarmiłaś" Roberta do jego kolejnych wypowiedzeń i uważam, że dobrze stało się tak bo dzięki temu poznaliśmy jego, na ile był szczery. Do dzisiaj nie dowiedzieliśmy się, co było dwa lata temu jak zostawił żonę w separacji - a to był kulminacyjny punkt. Sorry, ja nie wierzę kłamcom.

Ich sprawą powinien zajmować się specjalista, a Robert po męsku o to powinien zadbać zaczynając od siebie. Tak jak powiedział ET.

579

Odp: Dziwny związek...

Ostatni raz powtarzam: Piszę to co czuję na podstawie tego, co zostało napisane, a że z czasem było w tym mnóstwo sprzeczności, to nie czuję się na sile stawiać jakiejś "diagnozy", zresztą opinia to nie diagnoza jeszcze. wink

Można wiele pisać o niezrównoważeniu roberta i problemach jego partnerki, ale mnie chodzi od początku tylko o jedno: niedopasowanie osobowościowe. TOTALNE. Reszta jest wynikiem tego.

Niech oboje korzystają z psychoterapii i pracują nad sobą - jak najbardziej.
Ja nie pragnę ich rozstania, jak napisał EXTRA wink, bo to mnie ni ziębi ni grzeje w sensie wpływu na moje prywatne życie. Jeśli czegoś pragnę w tym wątku, to żeby niektórzy przestali wierzyć, że można stworzyć szczęśliwy związek absolutnie z każdym, byle mieć pod ręką dobrego specjalistę..

580 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-15 22:33:56)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

To robcio ma drugi wątek yikes

/.../.

No tak jakby.

W jednym miejscu opisywał jak wyzywał Serba na pojedynek na noże:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2260606#p2260606
/od początku wątku, bo nie umiem go podlinkować/


W innym jak leczył się sam z tego co nazwał "nerwicą lękową":
http://www.netkobiety.pl/t78860.html

:-)

A BTW: Czy ja dobrze rozumiem MALINOWYSORBECIKU, że ty tak szybko kumasz jeszcze przed maturą?

581

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Na jej miejscu po tylu latach znoszenia twoich wybryków pewnie też bym przyjęła pozycje, rób co chcesz, i nie traktowała twoich słów ani trochę na serio, bo i tak jutro zmienisz zdanie.

Hahah, a to akurat prawda. Nie zdziwiłabym się jak jutro przeczytamy tutaj, że robert odwołuje wszystkie poprzednie swoje "diagnozy" i wpisy, włącznie z tym odwołującym big_smile
Ten wątek to już taka nasza brazylijska telenowela, ale też ciekawe studium przypadku faceta w typie Don Kichota wink

Oj nie chciałbym trzymać w ręku bomby pracy domowej, taki granat mi przypomina Robert.

582

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Elle88 napisał/a:

To robcio ma drugi wątek yikes

/.../.

No tak jakby.

W jednym miejscu opisywał jak wyzywał Serba na pojedynek na noże:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=2260606#p2260606
/od początku wątku, bo nie umiem go podlinkować/


W innym jak leczył się sam z tego co nazwał "nerwicą lękową":
http://www.netkobiety.pl/t78860.html

:-)

A BTW: Czy ja dobrze rozumiem MALINOWYSORBECIKU, że ty tak szybko kumasz jeszcze przed maturą?

Tutaj też nie wykazał się równowagą: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=63915&p=4

583 Ostatnio edytowany przez spanowany (2015-01-15 22:42:13)

Odp: Dziwny związek...

elle niestety ma racje. W tym związku nie ma już bliskości. To takie banalne.
Teraz to tylko umowa cywilno-prawna
Rozwalacie to na czynniki pierwsze , ale wraz z teorią hologramu to nie ma sensu.
Tak po prostu już jest, tego nic nie zmieni. albo się będą kochać , albo to będzie kontrakt.
Bolesne, ale taka jest prawda . Dlatego ją ciągle negujemy, bo nasz umysł nie lubi bólu .
A z cierpienia rodzą się nowe doznania. Droga do szczęścia.
Zaakceptujmy tego typu rozwiązania jak daje sobie Robert, bo to jego życie.
Sugerujmy wg naszego postrzegania, czemu nie, ale czy na 100% jest ono właściwe?
Otwierajmy furtki myślenia , ale w każdą stronę , robert i partnerka jeśli rzeczywiście tu kiedykolwiek była mają prawo żyć jak chcą.
Czepiacie się, że nie jest konsekwentny ...a wy zawsze wyznaczaliście sobie cel i nigdy nie zeszliście ze swojej ścieżki?-Gratuluje.
Ja błądzę każdego dnia. Ale to jest piękne, że jeszcze się budzę i znowu mogę je popełniać, lub już nie wink
Elle pięknie opisuje miłość, choć patosu i konrada W. w tym nie uświadczysz. to jest to o czym marzy każdy z nas. O zespoleniu -ale to nie możliwe , bliżej nam do interakcji wody z olejem , (bo to że olej płynie na wierzchu jest także interakcją) Można nauczyć się tak żyć. Oczekiwania to bzdura. Oczekiwania to życie w JA. W tym nie ma wszechświata.

specjalista , wtf. co to jest specjalista?
Ty jesteś i nikt nie jest w stanie pomóc tobie jak ty sam.
Lecz, po
uno naucz się mieć ufność w siebie.
due tylko w sobie
tre weryfikuj inne rady , ale zawsze wracaj do primo

584

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Elle88 napisał/a:

To robcio ma drugi wątek yikes

/.../.

No tak jakby.


A BTW: Czy ja dobrze rozumiem MALINOWYSORBECIKU, że ty tak szybko kumasz jeszcze przed maturą?

Co masz przez to na myśli?

585

Odp: Dziwny związek...
malinowysorbecik napisał/a:
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Elle88 napisał/a:

To robcio ma drugi wątek yikes
/.../.

/.../
A BTW: Czy ja dobrze rozumiem MALINOWYSORBECIKU, że ty tak szybko kumasz jeszcze przed maturą?

Co masz przez to na myśli?

To co piszę, imho nieźle kojarzysz fakty i chciałem dla ciekawości wiedzieć czy nie mylę się co do wieku.

Posty [ 521 do 585 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9 10 11 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026