netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Dziwny związek...

927 odpowiedzi91 631 wyświetleńzałożony przez robert247, 11.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 456 do 520 z 928 ]

456

Odp: Dziwny związek...
tsukuru napisał/a:

Robert, ona Cię kocha.., przecież nie sama "macicą" myśli.. Uspokójcie się proszę, wyjdźcie z tego impasu, ten kryzys w brew pozorom może Was wzmocnić. Odetchnij trochę gdzieś. Rozejść się jest tak łatwo...

To prawda, zamknij swoje ego i spróbuj chociaż troszkę ją zrozumieć, a może to przyniesie pozytywne efekty.

457 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-11 15:11:31)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

aurora....może autor miał na myśli ,,że pożądaniem damsko-meskim kierują chormony,, ,a bez pożądanie ciężko o miłość...to tutaj jeszcze ma to jakiś tam sens..:)

Robercie,
Wolałabym nie penetrować tak głęboko myśli Autora postu. Bez lubrykantów mogłoby to być dla niego bardzo bolesne, gdyż Autor ma bardzo wąską specjalizację i cechuje się stosunkowo (podkreślam - stosunkowo) płytkim rozumowaniem...

458

Odp: Dziwny związek...

.ot taka typówka jak to człowiek zakochany przezywa bez odwzajemnionego uczucia. Ona tymczasem robi to wszystko z usmiechem na twarzy od rana do wieczora,jej rozkład dnia nie zmienił sie...bo nie cierpi. I w sumie dobrze bo musi ktos to ogarniać. Ja teraz rozumiem czemu ona mówiła ,,nie rozmawiajmy o tym,, Bała sie ze to wyjdzie na jaw...mówiła,, Słuchaj nie ma problemu,gdzie ty widzisz problemy,przesadzasz,jest super..jest super wiec o co ci chodzi..

Dokładnie. Tak się mówi, gdy nie chcesz tracić wygodnego kąta i stabilizacji, nie chcesz "przewracać życia do góry nogami" i wolisz się "dla dobra ojczyzny" wink przemęczyć z kimś, kto nie wywołuje większych lub żadnych emocji, niż przeżywać jeszcze raz wielkie cierpienie, które z wielka love kojarzysz (vide jej ex partner).

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że ty sobie wmawiałeś przez te 10 lat, że uczucie w 2 osobie można wyrobić poprzez ..cierpliwość dla jego braku. To prawie jak litość.
Jeszcze uprawianie seksu (bo przecież nie "kochanie się") bez pożądania... W imię czego ty to wszystko znosisz? Bo nie kupuje tekstu o dzieciach.. Tu chodzi o nią i wycie nocami do kobiety, która ciebie odrzuca w każdym możliwym aspekcie.
Widocznie twoja podświadomość czuje się w tym układzie jak w domu.
Gdybyś kiedykolwiek chciał to zmienić naprawdę - byłbyś gotowy na odejście. Widocznie ta gra dostarcza ci emocji, o które ci chodzi i coraz mocniej uzależnia od tej kobiety.

I nie pisz o "walce", "przegrywaniu" i "nie poddawaniu się", bo póki co od 10 lat non-stop odnosisz w tej kwestii porażki, tylko nie chcesz przyjąć prawdy do wiadomości i wydaje ci się, że piłka ciągle w grze i walczysz.. Ale ta walka polega głównie na tym, żeby utrzymać chociaż status quo i okruchy z pańskiego stołu, jej serca i głowy - jako mężczyzna -nigdy nie będziesz miał, ma je ex i faceci jemu z charakteru i osobowości podobni.

Obudź się w końcu, żyjesz z kobieta, która traktuje cię jak brata.

459 Ostatnio edytowany przez tsukuru (2015-01-11 15:11:44)

Odp: Dziwny związek...

Poza tym może spróbuj odejść na jakiś czas od tego forum. Zobacz ile ludzi zostało w to wmieszanych, ile opinii, diagnoz, na postawie tego co tylko piszesz. Nikt nawet Ciebie nie zna, jej też, nikt nie wie dokładnie jak jest.. Tego się nie da przemielić na forum. To forum kompletnie Ci/Wam teraz nie służy, wprowadza tylko zamęt, odciąga Ciebie od usłyszenia prawdy, skupienia.

460

Odp: Dziwny związek...

To forum kompletnie Ci/Wam teraz nie służy, wprowadza tylko zamęt, odciąga Ciebie od usłyszenia prawdy, skupienia.

On prawdę zna - nie czuje się kochany. Nie jest kochany...

Na Forum przyszedł to z siebie wyrzucić, co nie oznacza, że on nie wie, jak jest. Wszystko wie i widzi, tylko nie potrafi przyjąć prawdy, bo musiałby podjąć odpowiednie działania, więc woli z nami popisać - to daje mu złudzenie, że "robi coś" dla siebie.

461 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-11 16:59:39)

Odp: Dziwny związek...
chcesiezyc napisał/a:

(...)

O ja p********* !

462

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

/.../
On prawdę zna - nie czuje się kochany. Nie jest kochany/.../

Tyle że z dziewczyną koniecznie coś powinno się ruszyć, będzie przecież wychowywać dzieci i uczyć je wyrażania emocji. To wbrew pozorom jest najważniejsze.

463 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 17:17:22)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Elle88 napisał/a:

/.../
On prawdę zna - nie czuje się kochany. Nie jest kochany/.../

Tyle że z dziewczyną koniecznie coś powinno się ruszyć, będzie przecież wychowywać dzieci i uczyć je wyrażania emocji. To wbrew pozorom jest najważniejsze.

Wiesz, cały pic polega na tym, że my nie wiemy jak ona emocje wyrażała przy facecie, którego pożądała (ex) czy, z którym mogłaby tamte emocje odtworzyć.
Weź pod uwagę, że gdy dograją się intencje i wzorce, ten sam człowiek potrafi być wulkanem emocji i pożądania przy 'odpowiedniej' dla siebie osobie.

To nie jest tak, że ona w ogóle nie potrafi okazywać emocji..Potrafi, tylko nie ma ich do roberta. Do dzieci zapewne je ma, ale to inny rodzaj uczucia.

Więc my chcemy ja 'leczyć' być może z czegoś, co samo by się wyprostowało przy facecie, do którego czułaby miętę. Po prostu chciało by jej się żyć, ulepszać się i pielęgnować ten związek. Pomijam kwestie wzorców już, czy one jej służą  w dalszej perspektywie- my tego nie wiemy, w jakim kierunku ona chce się rozwijać, natomiast na pewno nie służy ani jej ani robertowi związek, w którym zamiast damsko-męskiej relacji jest coś na kształt transakcji, gdzie jedna strona jest w nim z wygody i rozsądku.

464 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-11 17:32:35)

Odp: Dziwny związek...

No przeciez napisałem ze nie umiem zmienic tej sytuacjii,nie umiem odejsc...brak mi sił i odwagi.
Dzis moja kobieta powiedziała ze dla niej najwazniejsze jest moje szczescie dlatego pozwala mi odejsc ,powiedziała ze jesli męczę sie u jej boku to mogę odejsc...i oczywiscie dodała ze ona tego nie chce i ze ma miłosc,czułosc pożądanie i jestem jej jedynym wybranym facetem....ale jesli chce mogę odejsc.

Ja jej odpowiedziałem na to ze nie odejde sam z poczuciem winy i ze sytuacja sie tak pokręciła że ja po prostu boję sie ją stracić...ale ona mnie starcic sie nie boi....stąd brak starań. Na to ona odpowiedziała ze alez oczywiscie ze boi sie mnie stracic....alenie bedzie mnie zatrzymywac.

A moze...ktos z tego tematu ,tego forum....osoby najbardziej wkrecone w mój temat....może ktoś z was mógłby z nią pogadac? chocby na jakims komunikatorze...Obca zdynsansowana osoba,moze wtedy by do niej dotarło to co istotne.Chce zeby zrozumiała ze to nie miłość z jej strony...a ona głeboko w to wierzy ze mnie kocha i pożąda.
Brzytwy sie chwytam.

Elle ja wiem ze jesli bym odszedł jak piszesz to wiem ze ona sie bedzie zalewać łzami i wpadnie prawdopodobnie w doła...juz dzis mi napisała ze nie moze juz zniesc tej hustawki odejscie/powrót. Ja tego nie umiem zrobic,bo wiem jak ją skrzywdze.(o dzieciach to juz nie wspominam nawet)
pozdrawiam

465 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 17:37:01)

Odp: Dziwny związek...

Masakra robert.
Po tym co napisałeś widzę, że to Tobie bardziej potrzebna jest pomoc.

Kto ma z nią pogadać? Może jeszcze rodziców i dziadków do tego włącz..obce osoby, SERIO ??:/


Widzisz, od początku było wiadomo, że ona cię zatrzymywać nie będzie, bo to normalne jak się nic specjalnego nie czuje, przecież nie zamieni się nagle w Meryl Streep i nie odegra sceny pękającego z żalu serca na wieść, że ukochany odchodzi.. Odpowiedziała ci zgodnie z prawdą, że widzi jak się męczysz (z brakiem jej uczucia - w domyśle)ale nic na to nie umie poradzić, a że lubi cię zapewne jako człowieka, to nie sprawia jej satysfakcji patrzeć na twoje męki.. nie ma wyjścia na dobrą sprawę.

Prawdy ci nigdy nie powie, bo to nie w jej stylu i bałaby się zapewne, że coś sobie zrobisz, natomiast nie miej złudzeń co to oznacza.

Odejdź z godnością.. Chociaż RAZ nie zachowuj się jak desperat. Z czasem zaczniesz wstawać z kolan, ale przestań już żebrać o miłość, to tak nie działa..

Elle ja wiem ze jesli bym odszedł jak piszesz to wiem ze ona sie bedzie zalewać łzami i wpadnie prawdopodobnie w doła..

Ona nie wpadnie w żadnego doła, przestań szukać kolejnych pretekstów dla siebie by zostać i o nią "walczyć".

Ona NAWET NIE ZAUWAŻY, że "was" nie ma. Będzie jej z początku trochę dziwnie, bo więcej miejsca w domu, ale nic poza tym..Chłopie, przestań się oszukiwać, ja już nie mam słów.


a ona głeboko w to wierzy ze mnie kocha i pożąda

A w krasnoludki tez wierzy?

466 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-11 17:40:26)

Odp: Dziwny związek...

Elle własnie mi o to chodzi zeby ona mi to powiedziała w oczy,, Nie kocham cie,nie czuje tego w sobie,nie pożądam,, np. do eks miałam pożądanie miłość do ciebie tego nie ma....

I juz po problemie,odchodzę natychmiast w 1 minute mnie nie ma...ale odchodze w poczuciu ze nikt tu nie jest winny i ze ja nic tu nie moge juz zrobic,a tak to mam dylemat...bo to co ona mówi to znówu jest dylemat czy kocha czyniekocha czy tak gada czy cokolwiek....

A teraz jest tak ze ona mi mówi zebym nie odchodził,płacze...a jednoczesnie za chwile pozwalam ci odejsc skoro jestes nieszczesliwy.....tak czy siak jestem obarczony winą...to jkaiś koszmar.

Dlaczego ona nie potarfi mi powiedziec,,nie kocham cie,,

Kiedys miałem dziewczyne....tez były sygnały braku uczucia itd. w koncu ona przyjechała i powiedziała ,,Nie kocham cie juz,, Nie pożądam...powiedziała i spokój.Jestem wolny.
Chyba należy mi sie prawda...?

467 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 17:42:29)

Odp: Dziwny związek...

To nie ONA cie obarcza winą, to TY się nią obarczasz.
Potrzebujesz czuć się winny, bo nie chcesz odejść, a wiadomo, że niełatwo jest odejść gdy czuje się, że ma się niespłacony 'dług'. Ty go nie masz, on jest tylko w twojej zamroczonej wieloletnim odrzuceniem głowie.

Ona ci tego nie powie, bo nie przejdzie jej to przez gardło, ty o tym doskonale wiesz.
Oszukujesz sam siebie, dlatego tak podle się czujesz, bo nie jesteś uczciwy ze SOBĄ.

Nic ci się nie "należy" smile
Zdradzonym tez wydaje się, że "należy im się" prawda, ale zdradzający tak nie uważają i co? Zgodnie z twoim tokiem rozumowania, trzeba by przy nich trwać do usrania, dopoki na łożu smierci zdecydują się przyznać? smile dobre..

468 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-11 17:46:30)

Odp: Dziwny związek...

Nie jestem uczciwy ze sobą? Czyli co ze jaj nie kocham? Bo juz nie rozumiem..

jak to nie przejdzie jej przez gardło? Przeciez to byłoby zakonczenie całej tej sytuacjii,odczepiłbym sie..a ona byłaby zgodna z własnymi uczuciami...wiec co jest grane?

469

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Obca zdynsansowana osoba

Terapeuta?

470

Odp: Dziwny związek...
weronka44 napisał/a:
robert247 napisał/a:

Obca zdynsansowana osoba

Terapeuta?

Nie,chodziło mi bardziej o kogos kto by jej to przedstawił te sytuacje z bocznego toru,bo moze ja jestem nieobiektywny jak z nia rozmawiam,jestem zbyt emocjonalnie zaangazowany.

471

Odp: Dziwny związek...

Że twoja jednostronna miłość nie jest w stanie posklejać tego związku tak, byś poczuł się kiedyś kochany.
Oszukujesz sam siebie że jest jakiś magiczny sposób, którego nie dostrzegasz albo robisz za mało by 'zasłużyć' na jej miłość.

Zrobiłeś z siebie podnóżek w każdym tego słowa znaczeniu. Im bardziej się przed nią emocjonalnie odsłaniasz, tym bardziej w niej litość (i brak pożądania) utrwalasz, chociaż i tak już jest katastrofa.

472 Ostatnio edytowany przez robert247 (2015-01-11 17:56:27)

Odp: Dziwny związek...

Elle w takim razie napisz mi co twoim zdaniem moja dziewczyna powinna zrobic,jak sie zachować jak reagować żeby to pkazało ze kocha naprawde? Gdzie tkwi u niej ten dowód miłosci dla mnie,co to jest?

Innymi słowy gdyby kochała jak by sie wtedy zachowywała,w tej sytuacjii która jest teraz?

473 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 17:58:07)

Odp: Dziwny związek...

Japierdole...

I co, wytresujesz ja albo zmusisz do tego by okazywała ci coś czego nie czuje?
ty naprawdę masz coś z głową

Innymi słowy gdyby kochała jak by sie wtedy zachowywała,w tej sytuacjii która jest teraz?

robert, sorry, ale nie udawaj idioty, który po 10 latach "walki" o to czego nie ma, udaje, że nie wie, o co mu chodziło..

474

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

No przeciez napisałem ze nie umiem zmienic tej sytuacjii,nie umiem odejsc...brak mi sił i odwagi.
Dzis moja kobieta powiedziała ze dla niej najwazniejsze jest moje szczescie dlatego pozwala mi odejsc ,powiedziała ze jesli męczę sie u jej boku to mogę odejsc...i oczywiscie dodała ze ona tego nie chce i ze ma miłosc,czułosc pożądanie i jestem jej jedynym wybranym facetem....ale jesli chce mogę odejsc.

Ja jej odpowiedziałem na to ze nie odejde sam z poczuciem winy i ze sytuacja sie tak pokręciła że ja po prostu boję sie ją stracić...ale ona mnie starcic sie nie boi....stąd brak starań. Na to ona odpowiedziała ze alez oczywiscie ze boi sie mnie stracic....alenie bedzie mnie zatrzymywac.

A moze...ktos z tego tematu ,tego forum....osoby najbardziej wkrecone w mój temat....może ktoś z was mógłby z nią pogadac? chocby na jakims komunikatorze...Obca zdynsansowana osoba,moze wtedy by do niej dotarło to co istotne.Chce zeby zrozumiała ze to nie miłość z jej strony...a ona głeboko w to wierzy ze mnie kocha i pożąda.
Brzytwy sie chwytam.

Elle ja wiem ze jesli bym odszedł jak piszesz to wiem ze ona sie bedzie zalewać łzami i wpadnie prawdopodobnie w doła...juz dzis mi napisała ze nie moze juz zniesc tej hustawki odejscie/powrót. Ja tego nie umiem zrobic,bo wiem jak ją skrzywdze.(o dzieciach to juz nie wspominam nawet)
pozdrawiam

No ale kłopot w tym, że sprawa nie jest "ewidentna w odczuciu społecznym". Jak rozumiem Elle88 uważa, że związek należy "killować" bezwzględnie po to aby każde mogło znaleźć kogoś przy kim może rozkwitać emocjonalnie w uczuciowej kompatybilności.

Ja uważam inaczej - uważam że Twoja żona może - drogą pracy terapeutycznej uzyskać zdolność do spontanicznego dawania uczuć ludziom wartym więcej niż jej "były". I wtedy trzeba zobaczyć co będzie. Słabo natomiast wierzę w "terapeutyczną" wartość nowego związku w jaki wejdzie. Uważam że to nie rozwiąże jej problemów. Ona postanowiła żyć WBREW sobie  z komś kto nie pobudza jej emocjonalnie po to aby stworzyć stabilne warunki do wychowywania dzieci. Ale żeby być szczęśliwym w tej sytuacji i umieć dać szczęście trzeba się PRZEKONSTRUOWAĆ. Bo inaczej wciąż będzie dostawałą skórczu ci*** na myśl o tym że kiedyś było jej fajniej.

Teraz usiłuje cię pewnie kochać "na logikę", bo jesteś więcej wart niż tamten jako ojciec, ale na poziomie spontanicznym to nie wychodzi, bo wiadomo, że tak się nie da.
Efekt jest taki, że czujesz się niekochany. No bo tego się nie odbiera "na logikę".

Niestety w odróżnieniu od ELLE88 nie wierzę, że jej problemy nie wpłyną na dzieci - tylko dlatego, że je kocha "naprawdę". Opisane problemy bezwzględnie wymagają pomocy - jeśli to co napisałeś to prawda. Dotyczą one relacji z wszystkimi ludźmi. Nie ma sensu "mścić" się na niej zostawiając ją samą sobie bez jakiejkolwiek sensownej pomocy psychologicznej.

Sądzę, że dla porządku warto abyś szczegółowo pogadał z małżonką o tym co pisałeś o tym, że CZUJESZ SIĘ NIE KOCHANY - było tam sporo przykładów - przemyśl to szczegółowo, dodaj więcej takich codziennych i sytuacyjnych przejawów. Twoja żona(czy dziewczyna) zasługuje na to aby zrozumieć czego nie potrafi ci dać. Jeśli nie da się z nią o tym rozmawiać pogadajcie przy okazji następnego spotkania z psychologiem - nawet tą którą teraz macie.

Może będzie to dla niej okazja do zrozumienia, że musi "COS ZE SOBĄ ZROBIC", i zrozumienia że NIE WOLNO zmuszać się i udawać przed innymi uczucia - to wyjątkowo niehigieniczne.

Zakładałem po prostu, że wytrzymasz bycie niekochanym, poczekasz do końca terapii i zobaczycie co będzie. Ale masz też prawo się zwinąć.

475

Odp: Dziwny związek...

EXTRA_ Ja się zgadzam ze wszystkim co napisałeś, uwierz, że widzimy to tak samo.
Ja po prostu przestałam wierzyć w szansę na powodzenie tego całego przedsięwzięcia z terapeutą, kiedy przekonaliśmy się po jej zachowaniu, że ona na takie zmiany NIE MA CHĘCI i nie jest gotowa i nie wiadomo kiedy będzie lub czy będzie w ogóle.


A to o próbach pokochania roberta na logikę to tez 100% prawdy. Ale tak się nie da, trzeba zmienić w głowie wszystko, zamienić stare wzorce na nowe -zdrowsze, itd, itd. kupa pracy, LATA pracy.

Tylko co w tym czasie ma robić robert? Przytulać się do ściany, nie wiem?

Przecież taka sytuacja wyniszcza człowieka od środka.

476 Ostatnio edytowany przez adam79 (2015-01-11 18:18:36)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

EXTRA_ Ja się zgadzam ze wszystkim co napisałeś, uwierz, że widzimy to tak samo.
Ja po prostu przestałam wierzyć w szansę na powodzenie tego całego przedsięwzięcia z terapeutą, kiedy przekonaliśmy się po jej zachowaniu, że ona na takie zmiany NIE MA CHĘCI i nie jest gotowa i nie wiadomo kiedy będzie lub czy będzie w ogóle.


A to o próbach pokochania roberta na logikę to tez 100% prawdy. Ale tak się nie da, trzeba zmienić w głowie wszystko, zamienić stare wzorce na nowe -zdrowsze, itd, itd. kupa pracy, LATA pracy.

Tylko co w tym czasie ma robić robert? Przytulać się do ściany, nie wiem?

Przecież taka sytuacja wyniszcza człowieka od środka.

Elle88, szacunek. Po przeczytaniu tego watku zrozumiałem błedy w mojej ostatniej relacji.

477

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

EXTRA_ Ja się zgadzam ze wszystkim co napisałeś, uwierz, że widzimy to tak samo.
Ja po prostu przestałam wierzyć w szansę na powodzenie tego całego przedsięwzięcia z terapeutą, kiedy przekonaliśmy się po jej zachowaniu, że ona na takie zmiany NIE MA CHĘCI i nie jest gotowa i nie wiadomo kiedy będzie lub czy będzie w ogóle.


A to o próbach pokochania roberta na logikę to tez 100% prawdy. Ale tak się nie da, trzeba zmienić w głowie wszystko, zamienić stare wzorce na nowe -zdrowsze, itd, itd. kupa pracy, LATA pracy.

Tylko co w tym czasie ma robić robert? Przytulać się do ściany, nie wiem?

Przecież taka sytuacja wyniszcza człowieka od środka.

Gdzieś tam wcześniej pisałaś o swoim podobieństwie do "przedmiotowej osoby" oraz o tym że byłaś w stanie dokonać potrzebnych zmian.

Sądzę, że bez problemu znajdę też wątek, w którym pisałaś, że można pokochać osobę "niezgodną" z deterministycznym planem nakazującym wiązać się z osobami z którymi się cierpi. I że jest to powiązane z tą pracą nad sobą.

Jeśli tak, może warto abyś uwierzyła w to w pełni - nawet bez terapii można coś takiego zrobić.

Możliwe więc, że mogłabyś żonie Robreta napisać właśnie to czego potrzebuje - ale tego nie robisz. Dlaczego?

Jednym z istotnych pozytywnych skutków tego wątku może być danie - za posrednictwem Roberta - impulsu jego "żonie" do podjęcia jakieś pracy. Właściwie tak sformułowałem sobie główny cel pisania tutaj :-)

Reszta jest mniej istotna.

478 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-11 18:37:28)

Odp: Dziwny związek...
robert247 napisał/a:

Innymi słowy gdyby kochała jak by sie wtedy zachowywała,w tej sytuacjii która jest teraz?

Takiej sytuacji by pewnie nie było...

Skoro rozmawialiście wczoraj sześć godzin, skoro tak trudno Wam w tym momencie i nie potraficie zharmonizować dźwięków Waszych uczuć, skoro Twoje emocje sięgają zenitu, to może napisz do niej, a nie mów, póki co. Napisz o tym, co sprawia lub sprawiało, że czujesz się odrzucony jako mężczyzna, jako partner, a akceptowany jako ojciec, głowa rodziny. Ma to być jednak list miłosny, a nie katalog przewin, które popełniła. Napisz jej za czym tęsknisz, co w niej cenisz, co lubisz, gdy robi, kiedy się czujesz przy niej prawdziwym i kochanym mężczyzną. Opowiedz jej o tym, o czym piszesz nam, tylko w innej formie. Niczego nie proponuj, nie strasz, nie odgrażaj się, że odejdziesz.

A swoją drogą, jeśli jedno jej słowo, jedna prośba, byś odszedł, będą dla Ciebie rozkazem, a jednocześnie odpuszczeniem win, to ja już nic nie rozumiem... To trochę jak przypadek pewnego znanego Rzymianina z Pontu, który nie chciał sobie ubrudzić rąk...

479 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 18:44:45)

Odp: Dziwny związek...

Gdzieś tam wcześniej pisałaś o swoim podobieństwie do "przedmiotowej osoby" oraz o tym że byłaś w stanie dokonać potrzebnych zmian.

U mnie było inaczej o tyle, że oboje cierpieliśmy na podobny syndrom, z tymże mój okazał się łatwiejszy do leczenia, ale TYLKO dlatego, że ja taką kategorię mu w swojej głowie nadałam- jako ULECZALNY.
Ale tamtej relacji nie było szans uratować, robiłam to już dla siebie - tu też tkwi sedno. Dla siebie- wtedy motywacja pochodzi z najgłębszych warstw i jest praktycznie niezależna od okoliczności zew.

Partner mój - na tamten czas uznał- podobnie jak w analogicznym przyp. roberta, że to tylko ja i we mnie jest problem i nadal tak uważa. Dlatego ja znam dobrze to podejście i wiem jakie są "szanse" na zmianę. Zerowe.

Jeśli tak, może warto abyś uwierzyła w to w pełni - nawet bez terapii można coś takiego zrobić.

Ja w sens terapii nie wierzę..dopóki nie jest poparta motywacja wewnętrzną. Każda zmiana we mnie jest owocem mojej pracy i nikogo innego. No, za wyjątkiem osób, które spotykałam na swojej drodze i od których chciało mi się czegoś o sobie nauczyć i być na nie otwartą. Więc jeśli ktoś nie ma w sobie potrzeby zmian, wglądu w siebie to nie pomoże najlepszy terapeuta.

Jednym z istotnych pozytywnych skutków tego wątku może być danie - za posrednictwem Roberta - impulsu jego "żonie" do podjęcia jakieś pracy.

I tu się zasadniczo różnimy w podejściu dopiero.
Ja uważam, że impuls już poszedł, nie jeden..

Teraz czas odsunąć się i dać jej 'przetrawić' to co usłyszała przez te wszystkie lata i pozwolić podjąć decyzję, a następnie działania. Póki on jest do niej przyklejony, ona nie widzi potrzeby niczego zmieniać i nie ma się co temu dziwić - od gadania jeszcze nikt nigdy się nie zmienił.


On od wielu lat wysyła jej sprzeczne sygnały: nie jestem z Tobą szczęśliwy, bo to..to i to... ale działaniem pokazuje, że to nie ma dla niego aż takiego znaczenia, że poświęci dla niej swoje samopoczucie, satysfakcję ze związku i ogólnie pokazuje jej, że czuje, że ma względem niej o wiele niższa wartość seksualną, że ona jest atrakcyjniejsza.
Ona to DOSKONALE wyczuwa, dlatego nie potrafi go pożądać. Potem przez lata to wrażenie w niej tylko utrwalał i dalej to robi..

480 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-11 18:50:33)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

/.../
I tu się zasadniczo różnimy w podejściu dopiero.
Ja uważam, że impuls już poszedł, nie jeden..

Teraz czas odsunąć się i dać jej 'przetrawić' to co usłyszała przez te wszystkie lata i pozwolić podjąć decyzję, a następnie działania. Póki on jest do niej przyklejony, ona nie widzi potrzeby niczego zmieniać i nie ma się co temu dziwić - od gadania jeszcze nikt nigdy się nie zmienił.

To zimny pragmatyzm z mojej strony :-) Lepszym impulsem jest IMHO odklejanie się niż odklejenie. Po odklejeniu poszuka albo następnego Roberta albo następnego byłego. A sądząc z jakości pisania o uczuciach sama w sobie nic nie uruchomi i się zapętli na całe życie.

481

Odp: Dziwny związek...

A sądząc z jakości pisania o uczuciach sama w sobie nic nie uruchomi i się zapętli na całe życie.

Ok, ona się zapętli.. Ona ma problemy. Wszystko zrozumiałe, tylko gdzie tu jest miejsce na bycie jej partnerem? Ja tu widzę tylko miejsca dla partnera-terapeuty (partnera- brata) a nie mężczyznę.

Czyli sugerujesz, że autor powinien do końca życia prowadzić ją za rączkę, a nocami w ramach "zapłaty" móc ją poobracać jak bezwolną kukłę, której jest w zasadzie już wszystko jedno?

Brzmi jak jakiś koszmar.

482 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-11 19:02:23)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

A sądząc z jakości pisania o uczuciach sama w sobie nic nie uruchomi i się zapętli na całe życie.

Ok, ona się zapętli.. Ona ma problemy. Wszystko zrozumiałe, tylko gdzie tu jest miejsce na bycie jej partnerem? Ja tu widzę tylko miejsca dla partnera-terapeuty (partnera- brata) a nie mężczyznę.

Czyli sugerujesz, że autor powinien do końca życia prowadzić ją za rączkę, a nocami w ramach "zapłaty" móc ją poobracać jak bezwolną kukłę, której jest w zasadzie już wszystko jedno?

Brzmi jak jakiś koszmar.

Nie przesadzajmy. Chodzi mi jedynie o to aby zaskoczyła w terapii. Potem niech się dzieje co chce. Dla dzieci bardzo niekorzystne jest - w sensie rozwoju emocjonalnego coś co w książkach nazywają "podwójnym związaniem". To niezła "schiza" gdzie dziecko jest kochane werbalnie a na kanale emocjonalnym nie.
EDIT: A zapomniałem, jakby trafiła na kogoś dobrego to może tak koło dwu lat by wystarczyło? Oczywiście ciężko powiedzieć na 100%, ale raczej szybciej niż metodą "samouctwa" ;-)

483

Odp: Dziwny związek...

Czyli innymi słowy polecasz by robert pilnował teraz jeszcze dodatkowo czy ona chodzi na terapię i analizował co tam się działo i z nią to przegadywał big_smile nie no, przepis na związek idealny

484

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Czyli innymi słowy polecasz by robert pilnował teraz jeszcze dodatkowo czy ona chodzi na terapię i analizował co tam się działo i z nią to przegadywał big_smile nie no, przepis na związek idealny

Raczej, żeby stworzyć sytuację, w której wystartuje z terapią i się w niej trochę "umocni".  Co Robert zrobi potem "jego brocha".

(Nawiasem - już to kilka milionów postów temu gdzieś napisałem? O co chodzi?)

485

Odp: Dziwny związek...

żeby stworzyć sytuację

Co tzn. stworzyć sytuację?
Czy ta kobieta kiedyś sobie palcem do pupy trafi bez "Stwarzania jej sytuacji"?

Nie uważasz, że podstawianie jej gotowych wniosków i rozwiązań przez te wszystkie lata ja tylko psuje i obniża motywację?
Jeszcze nigdy nie spotkałam się z sytuacją, by pchanie kogoś na siłę, w dodatku w kierunku, w którym nie chce iść, przyniosło oczekiwane rezultaty.

Ale skoro chcesz w robercie dalej utwierdzać przekonanie, że bycie mężczyzną/ojcem polega na tym by być Tatusiem i Terapeutą w jednej osobie dla swojej żonki- księżniczki, to ja do tego ręki nie przykładam.

486 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-11 19:37:09)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

żeby stworzyć sytuację

Co tzn. stworzyć sytuację?
Czy ta kobieta kiedyś sobie palcem do pupy trafi bez "Stwarzania jej sytuacji"?

Nie uważasz, że podstawianie jej gotowych wniosków i rozwiązań przez te wszystkie lata ja tylko psuje i obniża motywację?
Jeszcze nigdy nie spotkałam się z sytuacją, by pchanie kogoś na siłę, w dodatku w kierunku, w którym nie chce iść, przyniosło oczekiwane rezultaty.

Gdzie tam :-) Sądzę że już ta sytuacja niepewności jest prawdopodobnie znaczącą motywacją aby coś ze sobą zrobić. Co więcej, można nawet spodziewać się jej eskalacji. Wcześniej było za wcześnie. Gdy Robert zniknie imho będzie za późno.

Elle88 napisał/a:

Ale skoro chcesz w robercie dalej utwierdzać przekonanie, że bycie mężczyzną/ojcem polega na tym by być Tatusiem i Terapeutą w jednej osobie dla swojej żonki- księżniczki, to ja do tego ręki nie przykładam.

Ja to widzę w kontekście "choroby", którą wiążąc się z kimś akceptujemy u partnera. Zauważ, że nie wszyscy partnerzy np. schizofrenicznych żon zostawiają je tylko dlatego, że są chore. Zwłaszcza jeśli zaakceptowali osobę już chorą jako swojego partnera. W tym sensie uważam, że istotną rolą Roberta może być pomoc w podjęciu pracy terapeutycznej przez żonę. Tego wymaga choćby odpowiedzialność za wychowanie własnych dzieci. Gdyby nie było dzieciaków można by było odpuścić od razu.

A potem? A niech się dzieje wola nieba. :-)
EDIT: Oczywiście spodziewałem się też, że efekt terapeutyczny może byc korzystny dla Roberta - ale również oczywiście - nie mam tu pewności.

487

Odp: Dziwny związek...

EXTRA_terrestrial,
Super, że tu trafiłeś smile
Żeby jeszcze Robert zrozumiał

488

Odp: Dziwny związek...

Uważam, że 10 lat życia z tym betonem emocjonalnym to wystarczający wkład i 'pokuta' roberta.
A to co robisz, ciągle przypominając mu o dzieciach, jest na swój sposób okrutne, bo pogłębiasz w nim poczucie winy, którego on i tak ma w nadmiarze, powodując, że tkwi w pułapce zobowiązań, a prawdziwe życie i miłość odłożył gdzieś na 'wieczne nigdy'.

Jest w takich poradach coś okropnego.. Jakiś pokot męczeńskiego podejścia do bycia z drugim człowiekiem, jakby trzeba było sobie na miłość zapracować, a gdy ta iluzja okazuje się bujdą, trzeba "spłacać dług" do końca życia, że popełniło się kiedyś błąd i wybrało partnera pod wpływem chorych i nieuświadomionych  wzorców.

Ja się wypisuję z tego męczeństwa, ale co kto lubi smile

489

Odp: Dziwny związek...

Witam smile

Na poczatek wroce do pierwszego postu.

Chyba wiekszosci juz umknelo, ze autor majac juz 3 dzieci i "panne" ( tak tak Robercie, tak piszesz o swojej kobiecie i matce trojki swoich dzieci, staz 10letni wink  ) zerwal z nia przed dwoma laty, sam tak to okreslil w koncu z dziewczyna sie zrywa. To zerwanie trwalo pol roku a on nadal z nia mieszkal!

Zacytuje
"2 lata temu był taki okres że zerwałem z nią ...ale mieszkaliśmy razem...i zacząłem jej ostentacyjnie pokazywać że niedługo na jej miejsce wskoczy inna kobieta,doszło do tego ze pytałem jej czy dobrze wyglądam, bo sie umówiłem z dziewczyną,a ona na to ze naprawde fajnie wyglądam ...oczywiscie ja poszedłem na te randkę by wzbudzić zazdrość ale to nic kompletnie nie dało...pół roku nie byliśmy razem a ona nie prosiła mnie nigdy o rozmowe,,o powrót...a jednoczesnie żeby było jeszcze smieszniej ona oznajmiła ze sama nigdy ode mnie nie odejdzie,jesli ja chcę to ok ale ona nigdy."


Juz po tym poscie mozna wywnioskowac, ze jestes Robercie niepowazny, nieodpowiedzialny, chwiejny emocjonalnie, niedojrzaly, do tego MANIPULAT.
Tutaj na forum tez Ci swietnie idzie wink

Ja od pierwszych stron widze ze masz zadatki na zachowania psychopaty.

Kiedys trafilam na takiego typa ale i na biernego tez tak dla rownowagi.

Chciales zrobic przerwe, proponowales kilka miesiecy bez kontaktu.
A co z dziecmi?!
Ich nie ma one nie istnieja.
Ona chciala dzieci, laskawie sie zgodziles.
Nie wstyd Ci pisac takie rzeczy, w jakim swietle stawiasz samego siebie?
Spojrz na to z tej strony.
Gwaltem Cie wziela?
Moze powinna wtedy bys byl chociaz na chwilowym haju emocjonalnym.


Chcesz sobie rekreacyjnie popukac w czasie przerwy?
Odbic sobie te pierwsze dwa tygodnie, kiedy sam uznales ze juz jestescie ze soba.
Dalej siedzi Ci to jak zadra?

Pieniadze macie wspolne czy kazdy swoje?
Pisales cos w ramach przykladu o SKLADANIU sie na skok spadochronowy.


Myslales dlaczego ona z Toba jest?
Moze dlatego ze dajesz jej to co miala w domu?


Analizujesz jej dziecinstwo rodzine a co z Twoja?
Twoje kontakty z matka, ojcem.

Moze masz duzy deficyt uczuc i uwagi z czasu dziecinstwa, a teraz chcesz to nadorobic i wypelnic luke?

Chcesz ja caly czas ustawiac, karcisz dla jej dobra no ale potem jest wszystko dobrze.
Zupelnie jak u Ciebie w domu.

Piszesz ze ja wyzywales ale tylko jak Cie sprowokowala wystarczajaco.
Jak to wyglada?

Jestes przemocowcem.

Nie ja tu powinnismy analizowac.
Dzieczyny pisza ona ona ona, a co my o niej wiemy Drogie Panie? I Panowie wink

Tylko to co nam Robert napisze a jego obraz juz mamy i to swietny, wiec dlaczego tak latwo i tak krytycznej ocenie jest poddawana jego zona?


Ja Twoje uczucia Robercie swietnie rozumiem ale Twoja zachowania juz dawno przekroczyly granice.

Co do jej biernosci, to w czesci przypadkow po prostu pewnie nie chce doprowadzic do eskalacji sytuacji. Ignoruje Twoje zaczepki i ostentacyjne zachowania ( sciaganie rzeczy w kinie, sapanie, wracanie kilkadziesiat metrow przed nia, chlopie co Ty robisz wink ), bo wie jak to sie skonczy! Wie ze doprowadzi to do klotni. Ty prowokujesz bo chcesz sie wyladowac i to na niej! Ona Cie ignoruje wiec to rodzi Twoja frustracje, bo nie umozesz sobie ulzyc.
Ale w sumie to co robi to jest najsensowniejsza opcja, bo co robic z kims takim?
Siedziec i tlumaczyc jak dziecku, wyjasniac wszystko anazlizowac?

Dla mnie to wyglada tak, ze napisales tutaj bo chciales rozwiazania jak ja zmienic na swoja modle.
Dlaczego nie zmienisz siebie?


Dla Twojej zony mam rade, moze przeczyta.
Niech idzie do psychologa SAMA i sama ma przejsc terapie, bez Ciebie!
Skupic sie na sobie.

To tez jest po czesci rada dla Ciebie, bo ona po dobrze przeprowadzonej terapii sie zmieni wink

490

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Uważam, że 10 lat życia z tym betonem emocjonalnym to wystarczający wkład i 'pokuta' roberta.
A to co robisz, ciągle przypominając mu o dzieciach, jest na swój sposób okrutne, bo pogłębiasz w nim poczucie winy, którego on i tak ma w nadmiarze, powodując, że tkwi w pułapce zobowiązań, a prawdziwe życie i miłość odłożył gdzieś na 'wieczne nigdy'.

Bardziej piszę "na faktach" starając się zobaczyć cały kontekst. Te dzieciaki nie znikną. Wątpię też, aby w wyniku "pseudorozwodu" otrzymał możliwość większego niż "żona" kontaktu z nimi - co jakoś łagodziłoby skutki pozostawania w "podwójnym związaniu".

Elle88 napisał/a:

Jest w takich poradach coś okropnego.. Jakiś pokot męczeńskiego podejścia do bycia z drugim człowiekiem, jakby trzeba było sobie na miłość zapracować, a gdy ta iluzja okazuje się bujdą, trzeba "spłacać dług" do końca życia, że popełniło się kiedyś błąd i wybrało partnera pod wpływem chorych i nieuświadomionych  wzorców.

Bo jak pisałem, dobro można rozumieć też tak, że nie jest czymś tylko czego się doświadcza, ale także czymś co się tworzy - także w warunkach przeciwności. Ale -  po prawdzie byłbym już prawie "uspokojony" gdyby tylko udało się dziewczynie zrozumieć że musi się leczyć. W końcu Robert nie musi celować w całożyciową rolę Hioba.

Elle88 napisał/a:

Ja się wypisuję z tego męczeństwa, ale co kto lubi smile

IMHO trzeba poczekać do "bilansu końcowego" aby się dowiedzieć, co jest lepsze :-)

491

Odp: Dziwny związek...

Ja tylko wiem jedno - to jest reanimacja trupa. A psychoterapia w tym zakresie ani nie pomoże, ani nie zaszkodzi. Oby okazała się pomocna przy definiowaniu 'siebie' na nowo.

Niech ten wątek będzie przestrogą dla tych, którzy decydują się brnąc w związki z rozsądku, na zasadzie opozycji do cech "utraconych miłości". Pomijając fakt, że często gęsto tamte 'miłości' były oparte o toksyczne przesłanki, to bez pracy nad sobą nie da się płynnie przeskoczyć w związek z kimś, kto nie podnieca i nie wywołuje żadnych emocji i się w nim zakochać, bo ma wszystko, co powinno być w tzw. "zdrowym związku".
Żeby go pokochać trzeba najpierw pokochać siebie po zmianach i przede wszystkim CHCIEĆ tych zmian, nic na siłę.

492

Odp: Dziwny związek...

Psychoterapia bylaby dobra dla kazdego z nich ale osobno.

Ciekawi mnie czy jest jakas trzecia na horyzoncie.

493

Odp: Dziwny związek...

Ja pierdolę, ludzie, czy Wy macie jakąś odpowiedzialność za swoje słowa, wypowiedzi. Jak taka gawiedź rozszalała, która chce zlinczować człowieka, bo robert napisał. Jakieś pseudo diagnozy, filozoficzne wywody, popisy. Czy wy tych ludzi znacie? Roberta i "betonową świnię" - jego partnerkę. Widział ktoś dzień po dniu 9 lat ich pożycia? Człowiek nawet jak coś pisze, to i tak jutro może to widzieć inaczej. To są tylko słowa!

Robert, opamiętaj się z tym forum. Ludzie tu wylali jad, jakieś swoje traumy i próbują Ci powiedzieć jak jest. Opamiętaj się człowieku. Jesteś w takim stanie wmanipulowania, że nawet już sobie wkręciłeś, że pożądanie=najwspanialsze życie i wyznacznik wszystkiego. Opamiętaj się człowieku! Tu chodzi o Twoją rodzinę, dzieci, a Ty mądrość czerpiesz z jakiegoś forum? Nie masz swojego zdania, rozwydrzone krzyki z ulicy są dal Ciebie ważniejsze niż Ty ona i dzieci. Idz po rozum. Opamiętaj się.

494 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-11 21:29:11)

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:
chcesiezyc napisał/a:

bo miłością damsko męską kierują tylko hormony

Teraz już rozumiem, dlaczego na wizytę u endokrynologa trzeba czekać pół roku w tej kolejce po "miłość".

Twe słowa z " hymnu pochwalnego" na cześć pracy gruczołów dokrewnych i ich roli w życiu człowieka, mogłyby być umieszczone na szyldach wszystkich gabinetów endokrynologicznych świata...

Jednak Twój pean, mimo moich kłopotów z miłością, nie wzbudził we mnie potrzeby natychmiastowej konsultacji z tego typu specjalistą, ale raczej doprowadził do migotania przedsionków z powodu nasycenia    słowami "samiec jakościowy" (sic!), "samica", "kopulacja"...

Sądzę, że masz całkowitą rację w tym, iż w przypadku oparcia swego życia na determinizmie biologicznym, jednostki które kopulują powinny przed nawiązaniem jakiejkolwiek relacji z innym samcem lub samicą, zbadać przynajmniej poziom TSH, aby nie doprowadzić do wyniszczającej "kopulacji braterskiej" (jak to zostało określone w Twoim poście.

Musisz jednak wiedzieć, że ten glob zamieszkują nie tylko osobniki kopulujące, ale też istoty o znacznie bardziej wysublimowanych strukturach czuciowych, u których akt kopulacji w wyniku zaawansowanego rozwoju psychicznego ewoluował w kochanie się...

Jakkolwiek Twój dzisiejszy post zdumiał mnie niepomiernie i mam nadzieję, że uda mi się jakoś wyjść z tego stuporu katatonicznego jeszcze przed zjedzeniem podwieczorku.

Ludzie!!! Pomocy!!!

To sposób patrzenia psychologów ewolucyjnych. Oni tak "mają". Nawiasem - pomijając koncentrację "Chcesiężyć"  na hormonach(bo niekoniecznie o nie chodzi), pomijając też koncentrację na "męskości" czy "atrakcyjności"(bo cholera wie jak je definiować), wreszcie zostawiając na boku przeświadczenie o uniwersalności- dla wszystkich kobiet atrakcyjności danego "samca" - (gdy wiadomo że ten sam może być atrakcyjny dla jednych a nieatrakcyjny dla innych) takie podejście sprawdza się na dużych grupach. Zawodzi w przypadku jednostek bo np.: nie pozwala na pełne wyjaśnianie zachowania jakiś dziwnych "indywiduów" próbujących w miarę świadomego kierowania swoim życiem.

Niemniej psycholodzy ewolucyjni myślą ciekawie :-) Przykładowo, nie dalej jak kilka dni temu czytałem artykuł gdzie uzyskane wyniki wskazują na to, że częstotliwość orgazmów u kobiet jest większa w związkach, w których mężczyzna wykazuje mniejszą asymetrię pomiędzy symetrycznymi częściami ciała - co zdaniem autorów sugeruje, że kobiety dokonują wizualnej oceny "genetycznej poprawności" partnera i są skłonne chętniej "dopuszczać" do siebie materiał genetyczny samca "bardziej wartościowego". Interpretacja opiera się na założeniu, że orgazm sprzyja zapłodnieniu.
Wyniki były statystycznie istotne :-)

Moja gwałtowna reakcja na treści "Chcesiężyć" wynika raczej z faktu niewielkiej przydatności tego podejścia dla Autora wątku, jak i faktu niewielkiego przygotowania Autora do rozmowy z tej perspektywy. No i ciężko byłoby mu zasymulować posiadanie "właściwych genów", zwłaszcza, że nie wiadomo, które są właściwe. :-)

Nawiasem - zupełnie nieźle mają się jako źródło atrakcyjności zasoby partnera. Częstotliwość zdrad maleje wraz ze wzrostem tych zasobów u mężczyzny - choć należałoby oczekiwać, że "samica" [;-)] wybierze opcję wiązania się z bogatszym a zdradzania z atrakcyjnym. Tyle, że najpewniej istnieje też korelacja "genetycznej poprawności" (czymkolwiek by nie była) i łatwości gromadzenia dużych zasobów pociągających partnerkę...

495 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-11 22:14:23)

Odp: Dziwny związek...

Zasłyszane niedawno: "Inteligencja, to umiejętność przewidywania konsekwencji teraźniejszości"...

Liczy się nie tylko to, co wydarza się dziś. Skutki decyzji, którą podejmujemy teraz, możemy w pełni zobaczyć dopiero w przyszłości. Decyzja podjęta przez Roberta i Jego Żonę będzie dotyczyć życia 5 osób. Nie jest to ważne, które z nich zawoła "game over", będzie to istotna jakościowo zmiana ich życia, bez względu na to, co my, czytający ten wątek na ten temat sądzimy.

Dziwne jest to, że teraz, gdy doszło do tak oczekiwanej wizyty u psychoterapeuty, być może u progu jakichś zmian, to wydarzenie nie jest jaskółeczką nadziei, ale znowu pogrążeniem się w mulistej substancji małżeńskiego konfliktu z widmem omnipotentnego exia w tle... Cholera jasna!

496 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-01-11 22:19:00)

Odp: Dziwny związek...
EXTRA_terrestrial napisał/a:

Nawiasem - zupełnie nieźle mają się jako źródło atrakcyjności zasoby partnera. Częstotliwość zdrad maleje wraz ze wzrostem tych zasobów u mężczyzny - choć należałoby oczekiwać, że "samica" [;-)] wybierze opcję wiązania się z bogatszym a zdradzania z atrakcyjnym. Tyle, że najpewniej istnieje też korelacja "genetycznej poprawności" (czymkolwiek by nie była) i łatwości gromadzenia dużych zasobów pociągających partnerkę...

Z analizy powyżej zamieszczonych danych wychodzi mi, że nie jestem "samicą" i w najbardziej odległym punkcie kiszki stolcowej mam źródła atrakcyjności statystycznych badanych...

Pobiegłam do lustra, by sprawdzić obecność pierwszo-, drugo- i trzeciorzędowych cech płciowych ;-)))

Zasnę dziś spokojnie, choć bez pogrążonego we śnie atrakcyjnego "samca jakościowego" u mego boku. Hmmm, cóż w zastępstwie przytulę się do "Myśli" Pascala. Ciekawe co on powiedziałby na paradygmaty Chcesiezyc i jego "hormonalną teorię wszechrzeczy"? :-)

497 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 22:33:44)

Odp: Dziwny związek...

Nie jest to ważne, które z nich zawoła "game over", będzie to istotna jakościowo zmiana ich życia,

Słuszna uwaga. Tylko oby to , z czyich ust padnie: 'game over' nie było JEDYNYM prawdziwym powodem, dla którego tych dwoje trwa przy sobie, a na ta chwilę ja tak to widzę, biorąc pod uwagę wszystko co do tej pory napisano w tym wątku. Nikt nie chce wziąć za zakończenie tej tragifarsy odpowiedzialności. Paradoks polega na tym, że tak czy tak są w każdej sekundzie odpowiedzialni za to co się działo i dzieje, a paraliżuje ich lęk o następny krok wink

Dziwne jest to, że teraz, gdy doszło do tak oczekiwanej wizyty u psychoterapeuty, być może u progu jakichś zmian, to wydarzenie nie jest jaskółeczką nadziei, ale znowu pogrążeniem się w mulistej substancji małżeńskiego konfliktu

Terapia jako pretekst do konfliktu dobry jak każdy inny , dla kogoś, kto rekami i nogami wzbrania się przed zmianami. Gdybym ja nie chciała zmian albo przystać na jakąś propozycje partnera zapewne również - zanim zdałabym sobie sprawę, że działam 'z automatu' (podświadomość) - robiłabym wszystko by doprowadzić do konfliktu, który jak wiadomo jest doskonałym odwlekaczem dla podejmowania decyzji smile

498 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-11 23:01:03)

Odp: Dziwny związek...
aurora borealis napisał/a:

/.../Zasnę dziś spokojnie, choć bez pogrążonego we śnie atrakcyjnego "samca jakościowego" u mego boku. Hmmm, cóż w zastępstwie przytulę się do "Myśli" Pascala./.../

Psycholodzy ewolucyjni wyjaśnili nawet obecność "Myśli" Pascala zamiast owłosionego i umięśnionego samca jakościowego u Twego boku. ;-)))

Zerknij na prawą stronę wykresu:

Odds of ever had intercourse:
Obrazek dodany przez użytkowniczkę
Badanie dotyczy osób młodych, wiek>15 lat.
Na osi poziomej Iloraz Inteligencji ;-)

499

Odp: Dziwny związek...

Elle,
Przecież nikt z nas tutaj tak naprawdę nie zna faktów - wszyscy interpretujemy.
Ty również. Możesz mieć rację, ale nie musisz tak samo jak inne wypowiadające się tu osoby. Zaskakujący jest Twój upór i obstawanie przy wersji z niekończącą się podświadomą manipulacją. Przecież nie wiesz, co może spowodować przebudzenie świadomości partnerki Roberta. Może to jest właśnie TEN następny krok.
A jak to było w Twoim przypadku, co spowodowało przebudzenie?

500 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 23:34:44)

Odp: Dziwny związek...

A jak to było w Twoim przypadku, co spowodowało przebudzenie?

Zakończenie tamtej relacji.
Ale tam paradoksalnie nie ja byłam 'winna'.
Z drugiej strony nic się nie zmieniło - ale kiedy tkwiliśmy razem, nie zmieniało się tym bardziej.

Uratowałam SIEBIE.

501

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

A jak to było w Twoim przypadku, co spowodowało przebudzenie?

Zakończenie tamtej relacji.
Ale tam paradoksalnie nie ja byłam 'winna'.
Z drugiej strony nic się nie zmieniło - ale kiedy tkwiliśmy razem, nie zmieniało się tym bardziej.

Uratowałam SIEBIE.

Ale co dokładnie? Jaki impuls?
U mnie to był rodzaj szoku. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co robić, bo wszystko straciło sens.

502 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 23:45:14)

Odp: Dziwny związek...

Jaki impuls?
Poczucie niczym niezmąconej pewności, że jestem wykorzystywana jako "panienka do towarzystwa", dla jego wygody i podbijania ego, które gdy zostało wypowiedziane głośno, spotkało się z taką samą niemą reakcją jak u roberta.
I skwitowaniem, że jak chcę to możemy się rozejść, bo on nie chce żebym cierpiała przez niego. Coś w tym stylu..

Czyli niemal identycznie.
Tylko ja nie padłam na kolana by żebrać o uczucia.

503 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-11 23:49:05)

Odp: Dziwny związek...

Czyli co? Obudziłaś się pewnego pięknego poranka z "niczym niezmąconym poczuciem pewności..."?
Czy poskładałaś puzzle ale to chwilę trwało?

504 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-11 23:52:05)

Odp: Dziwny związek...

"Chwilę" to trwało, oczywiście. Ale nie 10 lat..

A puzzle składałam jeszcze jakiś czas PO, by dowiedzieć się rzeczy, od których włos się jeży na głowie do dziś.
I z tej perspektywy mówię, że gdybym nie czekała na "większą pewność", tylko słuchała od początku intuicji, wyszłabym z tego mniej poturbowana.
Dlatego jestem takim orędownikiem wsłuchiwania się w Intuicję zamiast racjonalizowania na miliony sposobów sytuacji, gdzie nic nie jest jak powinno.

505

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

"Chwilę" to trwało, oczywiście. Ale nie 10 lat..

Ale ja nie o Robercie, tylko jego partnerce.
Jej przez te 10 lat wszystko grało, a teraz jest szansa, że ktoś "niezaangażowany" przyjrzy się faktom, może wzbudzi niepokój, dorzuci puzzle.

506

Odp: Dziwny związek...

Jej przez te 10 lat wszystko grało

Serio, wierzysz w to?
Ja też niemal do ostatniej chwili słyszałam, że wszystko jest dobrze i wymyślam problemy. smile

507

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Jej przez te 10 lat wszystko grało

Serio, wierzysz w to?
Ja też niemal do ostatniej chwili słyszałam, że wszystko jest dobrze i wymyślam problemy. smile

Ja wierzę, że ona jest nieświadoma swoich szkodliwych przekonań, ograniczonych schematów, własnych możliwości.
I zakładam, że ten koleś, o którym Ty piszesz też dalej nie jest.

508 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-12 00:00:16)

Odp: Dziwny związek...

I zakładam, że ten koleś, o którym Ty piszesz też dalej nie jest.

Oczywiście, że nie jest smile Pisałam o tym.
Ale reagował na moje próby uświadamiania go jak partnerka roberta - identyko. Stąd schemat jest mi znany jak własna kieszeń.
Zawsze to JA byłam winna, ze mną było coś nie tak, to ja potrzebowałam psychologa itp.

Pytanie brzmi inaczej: Dlaczego uwierzyłam, że mam misję nawracania kogoś, kto tego nawracania nie chce? I wtedy wyleczyłam się z "misjonarstwa" w bliskich relacjach. A jest to wyjątkowo paskudny i przebiegły wzorzec.

509 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-12 00:04:59)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

I zakładam, że ten koleś, o którym Ty piszesz też dalej nie jest.

Oczywiście, że nie jest smile Pisałam o tym.
Ale reagował na moje próby uświadamiania go jak partnerka roberta - identyko. Stąd schemat jest mi znany jak własna kieszeń.
Zawsze to JA byłam winna, ze mną było coś nie tak, to ja potrzebowałam psychologa itp.

Pytanie brzmi inaczej: Dlaczego uwierzyłam, że mam misję nawracania kogoś, kto tego nawracania nie chce? I wtedy wyleczyłam się z "misjonarstwa" w bliskich relacjach. A jest to wyjątkowo paskudny i przebiegły wzorzec.

Jasne Elle,
Ty mogłaś się odwrócić na pięcie i pomachać na pożegnanie a w przypadku Roberta pozostawia on dzieci pod opieką kogoś, kto NIEŚWIADOMIE może przekazywać nieprawdidłowe wzorce. Może więc warto pokusić się o włączenie terapeuty w misjonarstwo. Zanim pomacha na pożegnanie.

510 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-12 00:09:30)

Odp: Dziwny związek...

Kochana, ja jestem z rodziny, gdzie rodzice żyli jak pies z kotem. 20 lat udawania - oficjalnie "dla dobra dzieci" - mnie i 2 rodzeństwa, a tak naprawdę dla wygody mojego Ojca, który nie wyobrażał sobie podziału majątku. Cierpiały obie kobiety: moja Matka i ..kochanka.
Tu nie ma kochanki, ale chłód emocjonalny i brak uczuć taki sam. Ojciec też sypiał z matką dla świętego spokoju niemal do końca..Nawet 'dziecko sobie zrobili' żeby ta "sielanka" mogła potrwać kolejne lata.

Dla nas to było piekło. Najpierw tylko w myślach błagaliśmy gdzieś w przestrzeń żeby oni się w końcu rozeszli, a potem już wprost, kiedy kłótnie stały się codziennością.
Ojciec nigdy nie kochał matki- zachowania typowe jak dziewczyny roberta. Pozory, wymówki, bierna agresja.. wieczne obwinianie, itd.

Czy jesteśmy wdzięczni Ojcu za to, że sie dla nas tak "poświęcał"? Zgadnij..

511 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-12 00:20:02)

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Kochana, ja jestem z rodziny, gdzie rodzice żyli jak pies z kotem. 20 lat udawania - oficjalnie "dla dobra dzieci" - mnie i 2 rodzeństwa, a tak naprawdę dla wygody mojego Ojca, który nie wyobrażał sobie podziału majątku. Cierpiały obie kobiety: moja Matka i ..kochanka.
Tu nie ma kochanki, ale chłód emocjonalny i brak uczuć taki sam. Ojciec też sypiał z matką dla świętego spokoju niemal do końca..Nawet 'dziecko sobie zrobili' żeby ta "sielanka" mogła potrwać kolejne lata.

Dla nas to było piekło. Najpierw tylko w myślach błagaliśmy gdzieś w przestrzeń żeby oni się w końcu rozeszli, a potem już wprost, kiedy kłótnie stały się codziennością.
Ojciec nigdy nie kochał matki- zachowania typowe jak dziewczyny roberta. Pozory, wymówki, bierna agresja.. wieczne obwinianie, itd.

Czy jesteśmy wdzięczni Ojcu za to, że sie dla nas tak "poświęcał"? Zgadnij..

OK Elle,
Ja nie wiem jak to jest dorastać w takiej rodzinie, w jakiej Ty dorastałaś, bo w moim rodzinnym domu było chyba całkiem przyzwoicie, ale np. dopiero w ostatnim roku okazało się, w jakim toksyku wychowywany był mój mąż (coś tam wcześniej wiedziałam, ale to pikuś przy calokształcie). Ale byłam świadkiem jak mojemu mężowi oczy otwierały się szeroko podczas terapii, gdy po kolei odkrywane były kolejne karty czy dorzucane puzzle. Dlatego wierzę, że przy dobrym prowadzeniu terapii przez dobrego terapeutę przebudzenie partnerki Roberta jest możliwe. Nawet przy braku początkowej motywacji.

A wracając do Ciebie.
Chciałabyś po rozstaniu rodziców zostać z tatusiem?

512

Odp: Dziwny związek...

Chciałabyś po rozstaniu rodziców zostać z tatusiem?

Zostałam..Matka nie chciała mieć z nami nic wspólnego. Odrzuciła nas i zostawiła. Od wielu lat nie mamy z nią kontaktu.

513

Odp: Dziwny związek...
Elle88 napisał/a:

Chciałabyś po rozstaniu rodziców zostać z tatusiem?

Zostałam..Matka nie chciała mieć z nami nic wspólnego. Odrzuciła nas i zostawiła. Od wielu lat nie mamy z nią kontaktu.

To mnie zatkało sad

Ale to chyba wiesz najlepiej, jak chłód emocjonalny rodzica wpływa na dziecko?

514

Odp: Dziwny związek...
Przyszłość napisał/a:

Ja wierzę, że ona jest nieświadoma swoich szkodliwych przekonań, ograniczonych schematów, własnych możliwości.
I zakładam, że ten koleś, o którym Ty piszesz też dalej nie jest.

Wg mnie to zdanie dobrze podsumowuje autora tego watku.


A co do przekazywanych wzorcow.
Ojciec takze przekazuje wzorce, jakie przekazuje Robert?

Dzieci widza co on robi.

515 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-01-12 00:35:34)

Odp: Dziwny związek...

Wiem jak wpływa, ale wiem też, że nic na siłę. Wiele lat zajęło mi by zrozumieć, że nie trzeba wypruwać sobie flaków by zasłużyć na uczucie i jak taka pogoń potrafi człowieka psychicznie wyniszczyć.

Dlatego namawiam ludzi w takich sytuacjach by wstali z kolan.

A w sprawie dzieci to - jeśli partnerka roberta jest faktycznie dobra matką to będzie starała się nią być i po ew. rozstaniu, natomiast wzrastanie w rodzinie gdzie rodzice między sobą się nie kochają i obserwacja wiecznego cierpienia Matki/Ojca jest potwornym bólem i tylko przyzwyczaja do bezsilności i smutku.
Potrafi wryć się w podświadomość dziecka i stanowi 'wzorzec' pod przyszłe relacje damsko-męskie.
Ja byłam tego doskonałym przykładem wink

516 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-12 00:43:03)

Odp: Dziwny związek...

A jasne. Jeśli jest dobrą matką. Zresztą, co to wogóle znaczy być dobrą matką?
Wychowanie to nie tylko dbanie aby dzieci były nakarmione i ubrane, odrabianie lekcji itd. To także angażowanie się w ich codzienne życie i problemy, bezwarunkowa miłosć i wsparcie.
Ja nie jestem pewna jak to działa u partnerki Roberta, ale jak ma deficyty z dzieciństwa, to może je powielać.

517

Odp: Dziwny związek...
Katharsis69 napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Ja wierzę, że ona jest nieświadoma swoich szkodliwych przekonań, ograniczonych schematów, własnych możliwości.
I zakładam, że ten koleś, o którym Ty piszesz też dalej nie jest.

Wg mnie to zdanie dobrze podsumowuje autora tego watku.


A co do przekazywanych wzorcow.
Ojciec takze przekazuje wzorce, jakie przekazuje Robert?

Dzieci widza co on robi.

A to też jest zapewne temat na osobny wątek.

Przeszła mi przez głowę odjechana myśl, że po wykryciu pierwszej ciąży para powinna w ramach NFZ dostawać skierowanie na diagnostykę i ewentualną terapię jako warunek wypłaty becikowego...

518

Odp: Dziwny związek...

EXTRA_terrestrial bylo by to calkowicie nie oplacalne, nie ma na to pieniedzy w budzecie wink




Przyszłość napisał/a:

A jasne. Jeśli jest dobrą matką. Zresztą, co to wogóle znaczy być dobrą matką?
Wychowanie to nie tylko dbanie aby dzieci były nakarmione i ubrane, odrabianie lekcji itd. To także angażowanie się w ich codzienne życie i problemy, bezwarunkowa miłosć i wsparcie.
Ja nie jestem pewna jak to działa u partnerki Roberta, ale jak ma deficyty z dzieciństwa, to może je powielać.

Dlaczego caly czas zajmujesz sie jego dziewczyna?
A on to wszystko robi?

519 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2015-01-12 00:58:44)

Odp: Dziwny związek...

Ekstra, wcześniej - już w szkole na lekcjach "przygotowanie do życia w rodzinie" czy coś takiego powinno się uświadamiać/diagnozować ich rodziny/wysyłać na terapię - młodzież bo  ich rodziców za późno. Może przerwałoby to choć w małym procencie powielanie błędnych wzorców...

Do prowadzenia auta trzeba przejść szkolenie, do wychowywania dziecka...

520

Odp: Dziwny związek...
Katharsis69 napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

A jasne. Jeśli jest dobrą matką. Zresztą, co to wogóle znaczy być dobrą matką?
Wychowanie to nie tylko dbanie aby dzieci były nakarmione i ubrane, odrabianie lekcji itd. To także angażowanie się w ich codzienne życie i problemy, bezwarunkowa miłosć i wsparcie.
Ja nie jestem pewna jak to działa u partnerki Roberta, ale jak ma deficyty z dzieciństwa, to może je powielać.

Dlaczego caly czas zajmujesz sie jego dziewczyna?
A on to wszystko robi?

Wg mnie Robert podjął już wewnętrzną decyzję o wyjściu ze związku.
Jeszcze walczy z sobą, wizją siebie, ale to tylko podrygi.
Związek to gra zespołowa a tutaj każde gra pod siebie.
Tu już nie o związek chodzi.

Posty [ 456 do 520 z 928 ]

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 15 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dziwny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026