Ale ja nie twierdzę, że lepiej jest być samemu lub lepiej jest być z kimś. Twierdzę jedynie, że zdecydowanie lepszym punktem wyjścia dla budowania związku jest spełniona, szczęśliwa kobieta niż kobieta łaknąca bliskości i przywiązująca się jak bezbronne zwierzątko, która z czasem zamienia się w klasyczny bluszcz, bo innego wyjścia nie ma.
To, że bluszcz potrafi cierpieć i wylewać łzy w samotności nie przeczy temu, że emocjonalnie ma skłonność do klinczowania i bluszczowania właśnie ![]()
A dobry stosunek samemu ze sobą daje ten komfort, że gdy ktoś nas "porzuca", a raczej -wybiera dla siebie inne możliwości na dany moment- powoduje, że nie wali nam się świat w posadach i nie chodzimy latami z podkrążonymi oczami od płaczu za tym "co mogłoby być".
I to nie jest tez tak, że "uczuć nie da się wyłączyć". Jesteśmy w 100% odpowiedzialni za swoje uczucia, a przede wszystkim KOGO nimi obdarzamy. Ale wiedzą to tylko osoby, które rozumieją jak działa podświadomość i że można nie iść przez życie i związki z pozycji autopilota.
Pozostali cierpią.