netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto walczyć?

592 odpowiedzi87 776 wyświetleńzałożony przez Enona, 10.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 456 do 520 z 593 ]

456

Odp: czy warto walczyć?

Ale ja nie twierdzę, że lepiej jest być samemu lub lepiej jest być z kimś. Twierdzę jedynie, że zdecydowanie lepszym punktem wyjścia dla budowania związku jest spełniona, szczęśliwa kobieta niż kobieta łaknąca bliskości i przywiązująca się jak bezbronne zwierzątko, która z czasem zamienia się w klasyczny bluszcz, bo innego wyjścia nie ma.
To, że bluszcz potrafi cierpieć i wylewać łzy w samotności nie przeczy temu, że emocjonalnie ma skłonność do klinczowania i bluszczowania właśnie wink

A dobry stosunek samemu ze sobą daje ten komfort, że gdy ktoś nas "porzuca", a raczej -wybiera dla siebie inne możliwości na dany moment- powoduje, że nie wali nam się świat w posadach i nie chodzimy latami z podkrążonymi oczami od płaczu za tym "co mogłoby być".

I to nie jest tez tak, że "uczuć nie da się wyłączyć". Jesteśmy w 100% odpowiedzialni za swoje uczucia, a przede wszystkim KOGO nimi obdarzamy. Ale wiedzą to tylko osoby, które rozumieją jak działa podświadomość i że można nie iść przez życie i związki z pozycji autopilota.

Pozostali cierpią.

457

Odp: czy warto walczyć?

Ok, ale jak obdarzysz kogoś uczuciem, zaangażujesz na ślepo i na maksa z niewiedzy i naiwności, gdy jeszcze nie wiesz, jak to wszystko działa, to nie ma opcji wyłączenia uczuć później, nawet jak już te wiedzę zdobędziesz.

458 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-02-16 22:02:50)

Odp: czy warto walczyć?
cb napisał/a:

Ok, ale jak obdarzysz kogoś uczuciem, zaangażujesz na ślepo i na maksa z niewiedzy i naiwności, gdy jeszcze nie wiesz, jak to wszystko działa, to nie ma opcji wyłączenia uczuć później, nawet jak już te wiedzę zdobędziesz.

JEST smile
Trzeba tylko zrozumieć mechanizm na bazie którego to 'uczucie', a raczej uzależnienie w tym przyp. powstało.

Uczucie jest 'czyste', nie uzależnia i nie degraduje nas.
To, co powoduje skłonność do popadania w uzależnienie to braki w NAS, które łatamy druga osobą.
Nigdy uczucie samo w sobie, które z racji, że jest bezwarunkowe, nie klinczuje nas do kogoś, pomimo, że ktoś chce odejść.

459

Odp: czy warto walczyć?

Zrozumienie uzależnienia nie wystarczy, bo samo uczucie pozostaje. Zresztą z tym się zgadzasz?

Piszesz, że jest bezwarunkowe. Więc gdy uzależnienie minie, uczucie nadal może pozostać. I co wtedy? Szczęśliwa, świadomie wybrana samotność, aby nikogo nie ranić, aż do wygaśnięcia uczucia?

460

Odp: czy warto walczyć?

Jeśli uczucie było 'czyste', co oznacza wolne od uzależnienia emocjonalnego jakie było udziałem Enony, to po rozstaniu ono pozostaje, bo Dusze dalej mogą się ze sobą porozumiewać, tyle, że cele takich osób już są inne- nie wibrują na tej samej częstotliwości, a więc czas się rozstać.
Bezwarunkowość to pozwolenie komuś by szedł swoją droga bez wzbudzania poczucia winy, czy klinczowania się, uwieszania emocjonalnego -co jest w zasadzie równoznaczne i jest objawem silnego uzależnienia, a nie uczuć. One być może mogłyby rozkwitnąć w wyższej formie, ale blokowało je uzależnienie. Dlatego po rozstaniu przy głębokich uzależnieniach pozostaje wyrwa i ból- złudzenie ego.

Uczucie nie musi wygasać, choć zwykle tak się dzieje, a raczej - przekształca się ono w inną formę miłości. I nie jest nią żal, rozpacz, ani nienawiść wink

461

Odp: czy warto walczyć?

To pięknie brzmi. Doświadczyłaś takiego uczucia? Teorię znam. Ale praktyków jakoś mało wokół siebie widzę.

462

Odp: czy warto walczyć?

Doświadczam.

463

Odp: czy warto walczyć?

Enono,

Sądzisz, że obecne uczuciowe przywiązanie do Cyrano jest rozwiązaniem problemu Twojego singielstwa?
W jaki sposób chcesz otworzyć się na nowe doświadczenia i dać szansę innemu mężczyźnie, jeśli boisz się ogłosić światu, że jesteś wolna?
Który mężczyzna zechce zabiegać o Ciebie, jeśli Ty sama czynisz się niewolnicą kogoś, kto nawet nie inicjuje kontaktu?

464 Ostatnio edytowany przez Enona (2015-02-18 01:04:15)

Odp: czy warto walczyć?

Ja jeszcze w singielstwo dobrze nie weszłam, a co dopiero mówić o wychodzeniu. Nie jestem na nic otwarta, bez dwóch zdań. On kontakt inicjować się podobno boi, bo ja go wtedy odpycham. Rozmawialiśmy. Może faktycznie coś w tym jest, że siedzę głową we wspomnieniach i analizach, ale jak przychodzi do kontaktu, zwłaszcza z jego inicjatywy, to cała jestem bólem. Wiem, to nielogiczne i trudno to zrozumieć w kontekście tego, co tu piszę. Może to właśnie jest jakiś znak.

465

Odp: czy warto walczyć?

Jedno jest pewne - z takim podejściem emanujesz tak dołująco wampiryczną energią, że nie trudno się dziwić, że odpychasz nie tylko eksa ale i wszystkich potencjalnych następców i osoby poboczne, przyglądające się temu z boku.

Masz nastawienie takiej bezradnej płaczki i mimozy, którego osobiście nie cenię i nie rozczulam się zbytnio nad tego rodzaju egocentryzmem. Bo jak by nie spojrzeć głębiej - użalanie się nad swoim tyłkiem 24/24 dobę przez wiele m-cy już o egotyzm zakrawa.

466

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Ja jeszcze w singielstwo dobrze nie weszłam, a co dopiero mówić o wychodzeniu. Nie jestem na nic otwarta, bez dwóch zdań. On kontakt inicjować się podobno boi, bo ja go wtedy odpycham. Rozmawialiśmy. Może faktycznie coś w tym jest, że siedzę głową we wspomnieniach i analizach, ale jak przychodzi do kontaktu, zwłaszcza z jego inicjatywy, to cała jestem bólem. Wiem, to nielogiczne i trudno to zrozumieć w kontekście tego, co tu piszę. Może to właśnie jest jakiś znak.

Enono Najpiękniejsza!

Ależ ja właśnie o to pytam: czy uważasz, że będąc nadal myślami przy nim chronisz się przed byciem singielką? Od dość dawna już nie jesteście razem. Kim więc jesteś przez ten czas od końca ubiegłego roku? Twoi bliscy i przyjaciele wiedzą, co się stało? Czy może ukrywasz to przed światem?

Cyrano boi się inicjować kontakt...
Odpychasz go...

Jasne, bo nie chcesz być dla niego wymienną końcówką mopa, jednym z portów, do których wpływa, Dulcyneą, którą najbardziej kocha, gdy jest daleko...

Ale ciągle wierzysz, jak większość kobiet, że Twoja power of love będzie jak lodołamacz i skruszy go Twoja miłość, Twe oczekiwanie, Twoja wierność lub widok Ciebie w takiej "porozstaniowej nędzy"...

"Oj, naiwna, naiwna, naiwna,
Jak dziecko we mgle,
Jak goliat na pchle,
Mól w otchłani wód,
Który liczy wciąż na cud.

Oj, naiwna, naiwna, naiwna,
Dziecko w kwiecie sił.
Choć w intencjach
To w zasadzie pozytywna."

467

Odp: czy warto walczyć?

Bliscy wiedzą. Ale jest coś dziwnego na rzeczy. Nie wiem, na ile to jego manipulacja, a na ile moja decyzja/inercja, że się do końca wolna nie czuję. I nie w tym rzecz, że gdybym się czuła, to rzuciłabym się w wir poszukiwań. Chodzi mi o wewnętrzne poczucie wolności, w której "uroki" exa na nas nie działają. Uroki w rodzaju: "nie mogę spać", "rozmowa jest jeszcze otwarta", "och, nie masz racji, aż się zdenerwowałem" (charakter rozmowy jak te w czasów związku). Nie dopuściłam do jakichś głębszych ingerencji, ale wewnętrzna twierdza wciąż oblężona.

468

Odp: czy warto walczyć?

Powiem tak. Kiedy miesiąc temu powiedział, że chce zakończyć starania. Powiedziałam pas. Potem było jeszcze to nieszczęsne spotkanie z mojej inicjatywy z celem pojednawczo-wybaczająco- prostującym. Teraz okazuje się, że on zobaczył w nim nadzieję.

Wnioski mam dwa:
- w wybaczeniu nijak to nie pomogło,
- dowiedziałam się, że ja też na niego oddziałuję (wiem, jestem głupia, bo może podświadomie chciałam to sprawdzić; nie wiem po co: żeby mu udowodnić, że nie jest z kamienia?).

On nie ma obranego kierunku, chce zobaczyć, co będzie. Nie chce sam zerwać kontaktu, jest gotów uszanować moje zerwanie. Nie wypowiedziałam go wprost, ale mógł tak to odebrać.

469 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-02-18 02:08:57)

Odp: czy warto walczyć?

Enona, a powiedz mi taką rzecz.. Ty jesteś atrakcyjną kobietą? W sensie- czy za taka się uważasz?

Bo zachowujesz się jak typowa szara mysza - bez (widocznych) walorów, zaniedbana, takie najgorsze wydanie kocopołuchy, która nie wierzy, że ma szanse na innego chłopa, że ktokolwiek poza tym 1, któremu się zębiskami kiedyś wbiła w nogawkę i nie puszcza, się nie zainteresuje.

Taki sztandarowy przykład moich koleżanek, które związują się z pierwszym facetem jak leci, a w kuluarach mi narzekają, że nie taki, że źle je traktuje, albo nawet jeśli traktuje całkiem dobrze, to ogólnie jest nieciekawy pod innymi względami.
Z drugiej strony, widząc jak reagują, a raczej - nie reagują - na nie faceci, pozwalam sobie tego nie komentować, jednak rozumiem skąd taki mechanizm wynika.
Czy u Ciebie jest podobnie?

Innymi słowy, czy potrafisz zrozumieć, że w tej chwili emanujesz energią kobiety, której nikt nie chce, która nie ma wyboru i taki jest podprogowy przekaz dla Twojego byłego?

Uważasz, że do takiej kobiety chce się wracać?

470 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-18 02:14:41)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

On nie ma obranego kierunku, chce zobaczyć, co będzie.

Niech sobie kupi busolę. Jakby co, mogę mu jedną dać. Kiedyś się zrzeszałam, bo mi się mundurki żeglarskie podobały i oprócz wspomnień mam jeszcze parę gadżetów z tamtych lat...

A co Ty masz niby w tym czasie robić zanim on "zobaczy"?  Pikować żeniszki? Uczyć się dialektu cisańskiego? Zapisać na kurs masażu potylicy czy paralotniarstwa? A może skamienieć jak żona Lota na czas podejmowania przez niego decyzji?

Enona napisał/a:

Nie chce sam zerwać kontaktu, jest gotów uszanować moje zerwanie.

Co za dżentelmeńska postawa! Co za klasa! Co za maniery! Ech ci dzisiejsi genderowi chłopcy... To chyba przez to, że byli karmieni bananową Milupą...

Zaproponuj mu przyjaźń w takim razie, ale pod jednym warunkiem... Że to on ją będzie podtrzymywał i pielęgnował...
I sprawdź jak, bardzo zależy mu na kontakcie z Tobą. W kalendarzu zaznaczaj każdą z jego inicjatyw oraz jej cel...

Mogę już typować wyniki???

471

Odp: czy warto walczyć?

Nie chce sam zerwać kontaktu, jest gotów uszanować moje zerwanie.

TAK! To jest znakomite big_smile

Taki tekst który rzuca się jak jak patrzysz na taką "sierotę życiową", która nie umie się pozbierać i wiesz, że musisz być mega ostrożny żeby samobójstwem się nie skończyło, bo po co wyrzuty sumienia w razie czego? I wtedy rzucasz jej takim pseudo-pełnym-wyrozumiałości sucharem, a ona (jak w kawale o dyplomacji) zachwycona i Tobą -Twoimi manierami i sobą, że tak bardzo się o nią troszczysz. big_smile

Co on Ci ma kobito jeszcze powiedzieć, żebyś zrozumiała, że on się boi , żebyś ty sobie czegoś nie zrobiła -troska jak o niepełnosprawne dziecko- nie kobietę..?

472

Odp: czy warto walczyć?

Wybacz, zdjęcia i wymiarów nie zamieszczę. Nie jestem Monicą Belluci, ale szarą myszą też nie. Wyglądam młodo, by nie rzec - dziecinnie. Lubię kobiece ciuszki. Budzę zainteresowanie i sympatię mężczyzn, ale zwykle odkrywam je po czasie. Pewność siebie nie jest pierwszym darem, po który ustawiłam się do Pana Boga. Nietrudno zgadnąć, że w ostatnim czasie w ogóle przygasła: do świata z dużym zagęszczeniem facetów nie zaglądam, a gdy jakiś się uśmiecha - przechodzę na drugą stronę.

Co do lęku przed moim samobójstwem  - pudło. Gdy był blisko, a ze mną działo się źle, nie przeszkadzało mu to się oddalać. Teraz sam zainicjował kontakt. Mam wrażenie, że brak stanowczości w deklaracji odejścia widać u niego właśnie wtedy, gdy widzi mnie ładną i mającą się dobrze. A ja nie robię tego, żeby go przyciągnąć. Ja bym właśnie w przeżyciu płaczu, także brzydkiego i zasmarkanego, spotkać się chciała.

473

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

Nie chce sam zerwać kontaktu, jest gotów uszanować moje zerwanie.

TAK! To jest znakomite big_smile

Taki tekst który rzuca się jak jak patrzysz na taką "sierotę życiową", która nie umie się pozbierać i wiesz, że musisz być mega ostrożny żeby samobójstwem się nie skończyło, bo po co wyrzuty sumienia w razie czego? I wtedy rzucasz jej takim pseudo-pełnym-wyrozumiałości sucharem, a ona (jak w kawale o dyplomacji) zachwycona i Tobą -Twoimi manierami i sobą, że tak bardzo się o nią troszczysz. big_smile

Co on Ci ma kobito jeszcze powiedzieć, żebyś zrozumiała, że on się boi , żebyś ty sobie czegoś nie zrobiła -troska jak o niepełnosprawne dziecko- nie kobietę..?

Elle,

Powala mnie Twój rozmach kojarzenia faktów... Nie wpadłabym na to, że Cyrano chce ochronić Enonę przed zrobieniem sobie qq. To by było bardzo "kawalerskie". On mi wygląda z opisu na strasznego grzdyla i strachobździla, co sam najchętniej teraz by się do mysiej nory wcisnął i tam przeczekał, aż Enonie ślozy z ócz przestaną kapać, żeby uniknąć tego mało estetycznego obrazu chlipiącej z jego powodu niewiasty. On ją moim zdaniem bierze "na przeczekanie", aż jej się odechce kontaktów. Zlisił się i tyle...

Ale dziękuję Ci Elle, że poszerzyłaś mój "światopogląd"...

Bardzo rzadko mi się to zdarza, ale czasem chciałabym być mężczyzną... Porwałabym wtedy taką zaflukaną Enonę w ramiona, wytarła jej gluty w kołnierzyk, zabrała hen daleko od Cyrano i dała świeżych daktyli na osłodzenie żywota.

Jak ja nie lubię jak się takie babki marnują... Normalnie we mnie coś piszczy!

474

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

sam najchętniej teraz by się do mysiej nory wcisnął i tam przeczekał, aż Enonie ślozy z ócz przestaną kapać, żeby uniknąć tego mało estetycznego obrazu chlipiącej z jego powodu niewiasty. On ją moim zdaniem bierze "na przeczekanie", aż jej się odechce kontaktów. Zlisił się i tyle...

Ale po co? Co mu moje łzy przeszkadzają? Ja się z nimi do niego nie zgłaszam. Fakt, wczoraj spotkaliśmy się przypadkiem i nie byłam w stanie ich opanować. Wstąpił w niego empatyczny głaskacz. Moje odechcenie kontaktów zwolni go z warty? A może w tej dziurze chce przeczekać, aż chlipacza stanę się odrodzonym feniksem i wtedy jego z tej nory wyciągnę?

475 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-18 03:41:18)

Odp: czy warto walczyć?

Miła Moja,

Zdradzając Cię - dokonał zabójstwa miłości. Zszargał Waszą wieloletnią relację. Był Twoim pierwszym prawdziwym mężczyzną... zawiódł Cię. To trudno dźwignąć biednemu pogubionemu żuczkowi...

Enona napisał/a:

A może w tej dziurze chce przeczekać, aż chlipacza stanę się odrodzonym feniksem i wtedy jego z tej nory wyciągnę?

A co Ty Walentyna Terieszkowa jesteś? Lodzia traktorzystka? Mocarna taka? Ty? Jego wyciągać?
Na Jowisza! Enono co też Ty opowiadzasz?

O tej porze to ja już tylko wierszem umiem przemawiać. Wsłuchaj się proszę w słowa tej piosenki. Może one do Ciebie dotrą: http://youtu.be/pnSbAnvL8xI Zwłaszcza druga część...

Dobrej nocy!

476

Odp: czy warto walczyć?

Enono,
byłam tu już kiedyś, odnajdowałam siebie w Tobie, chłonęłam dobre rady, którymi byłaś szczodrze darzona przez Elle i aurorę, czasem denerwowałam się na Ciebie, że z uporem maniaka ich nie słyszysz, że jesteś taka bezradna..

i wiesz co, jestem tu z powrotem - mnie się wydawało, że zrozumiałam, że odkryłam sedno i pra-przyczynę, więc jestem bezpieczna. Smutne to, Ty popełniłaś ten sam błąd, przed którym nie chciałaś się obronić dobrą radą, w tej samej relacji.. ja popełniłam taki sam, w kolejnej, krótkiej, intensywnej, i takiej przewidywalnej, od początku do końca.

I czytam wszystko, od początku, samego, czytam o Twoich repetach, mimo bycia prymuską, o braku, braku kontroli, poczuciu porażki, odkrytej wielkiej miłości po-niewczasie, skłonności do zmiany i wybaczenia, lęku co będzie za zakrętem.
jakbym miała ciepło i czułość aurory, pewnie również bym Cię przytuliła, tylko czy umiesz przytulenie odebrać?
umiesz przestać analizować? potrafisz przestać doszukiwać się winy w sobie?

masz kogoś bliskiego obok siebie cały czas?

Enono,
czego się tak bardzo boisz?

477

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

A co Ty Walentyna Terieszkowa jesteś? Lodzia traktorzystka? Mocarna taka? Ty? Jego wyciągać?
Na Jowisza! Enono co też Ty opowiadzasz?

W co najbardziej wątpisz? W moją siłę? W czystość intencji? W to, że mężczyzna może tego potrzebować? W czystość jego intencji?

To pytanie serio. I ważne dla mnie. Jeśli masz chęć, podziel się, proszę, ze mną swoimi przypuszczeniami.

a noli, witaj znów. Nie płaczmy nad sobą. Taka jest nasza droga. Mamy prawo iść, przystawać, gubić się. Słuchać rad albo puszczać je mimo uszu. Mamy prawo je wybierać, często są przecież różne. Każdy człowiek widzi pewien wycinek, ma w oku określony pryzmat. Może gdyby zebrać to w całość, powstałby piękny gobelin. Tymczasem musimy zadowolić się fragmentami. Dla mnie to fragmentarium tutaj, trochę na kształt spotkań na wioskowej ławeczce, jest pięknym i ważnym doświadczeniem. [Enona Coelho - the end].

Jeśli masz ochotę podzielić się tym, jak w kolejnej relacji powieliłaś ten sam błąd, zapraszam na swoją ławeczkę przed moim wiejskim domkiem.

Przypisek do coelhowego fragmentu: dodałabym jeszcze, że nie mamy prawa krzywdzić. To bardzo ważne. Krzywdy wyrządzone przez siebie najtrudniej wybaczyć. Bo trzeba być dla siebie surowym sędzią. Zawsze uważałam, że bycie dobrym jest ważniejsze niż bycie szczęśliwym. Nie przypuszczałam jednak, że czasem tak trudno stwierdzić, co będzie dobrem, a co krzywdą.

478 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-18 23:52:54)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

W co najbardziej wątpisz? W moją siłę? W czystość intencji? W to, że mężczyzna może tego potrzebować? W czystość jego intencji?

To pytanie serio. I ważne dla mnie. Jeśli masz chęć, podziel się, proszę, ze mną swoimi przypuszczeniami.

Enono,

Nie chodziło mi o wątpliwości. Nie rozumiem jedynie Twojego pragnienia "wyciągania" mężczyzny, który Cię oszukiwał, zdradził, a teraz deklaruje, że nie chce mieć z Tobą kontaktu, a przynajmniej nie na takich warunkach, jak dawniej. Mam wrażenie, że powinno być zupełnie na odwrót.

Nie wiem jak można mieć po czymś takim nadzieje i złudzenia, a nawet więcej... jak można nie czuć się upokorzonym na takie dictum. Ale to Twoje życie Enono, Twoje rozstrzygnięcia i tak, jak napisałaś nie musisz się sugerować niczyimi wpisami.

Bardzo Cię polubiłam i chciałam podzielić się z Tobą własnymi przemyśleniami, bo wkrótce upłynie rok, od czasu, gdy zalogowałam się na tym Forum będąc pół roku po rozstaniu. Widząc już teraz wszystko z zupełnie innej perspektywy, żywiąc sympatię ku Tobie pragnęłam przekazać Ci kilka myśli.

Mam przeczucie, że jesteś mądrą i piękną dziewczyną. Aby móc się rozwijać i doświadczać życia w pełni niezależnie od okoliczności, trzeba być człowiekiem wolnym. Pomyśl, czy jesteś osobą wolną i czy człowiek, z którym związałaś swoje życie o tę Twoją i o swoją wolność dba, jak o największy skarb?

Witaj A_noli!
Miło Cię spotkać na nowo.
Ciebie też serdecznie pozdrawiam i kładę rękę na Twym ślicznym czole, aby móc poczuć Twe myśli i ugłaskać te najchmurniejsze.

"czego się tak bardzo boisz?
"Nie ma się czego bać,
to tylko Księżyc idzie srebrne chusty prać"...

Dużo dobrego, Sikorki!
Powodzenia!

479

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

Nie rozumiem jedynie Twojego pragnienia "wyciągania" mężczyzny, który Cię oszukiwał, zdradził, a teraz deklaruje, że nie chce mieć z Tobą kontaktu, a przynajmniej nie na takich warunkach, jak dawniej. Mam wrażenie, że powinno być zupełnie na odwrót.

Nie wiem z czego to wynika. Może z poczucia winy? Weź pod uwagę to, co pisałam na samym początku i za co zostałam tu zrugana. Źle go traktowałam i cały czas mam to z tyłu głowy i może to narzuca mi tę mi teraz tę postawę uległości.

Wiesz, co mnie zastanawia? Że nawet moi bliscy chyba tak uważają. To, co się wydarzyło, niby ich porusza, ale jakby wciąż mają nadzieję. Uważają, że nie umiałam docenić tego, co miałam. Czasem mnie nawet trochę boli, że to, co zrobił, jakby nie do końca się w ich oczach do niego przykleja i nie wpływa na to, jak go widzą.

aurora borealis napisał/a:

czy jesteś osobą wolną i czy człowiek, z którym związałaś swoje życie o tę Twoją i o swoją wolność dba, jak o największy skarb?

To jest ważne pytanie. I czy ja sama o swoją wolność umiałam i umiem dbać.

480 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-25 01:38:22)

Odp: czy warto walczyć?

Ty, źle go traktowałaś, a on z tego powodu Cię zdradził?

To ciekawe, bo rzadko zdradzeni przyznają się do swoich "grzeszków" zanim doszło do rozpadu związku.

Czyli mam rozumieć, że jesteście "kwita"? 50% na 50% wkładu w zburzenie tej relacji?

Enono,

Zwróć uwagę, proszę, że ani Twoje poczucie winy, ani analizowanie z detalami wszystkich newralgicznych punktów Waszego bycia razem, ani Jego wyprowadzka, ani forma kontaktu po rozstaniu, ani ocena tego związku przez Twoich Bliskich, nie wpłynęły na wzrost Jego zainteresowania Tobą, nie poprawiły Twojego samopoczucia. Od końca sierpnia 2014 do dziś 25 lutego 2015 minęło pół roku... Ty jednak dalej kręcisz się, jak chomiczek w kołowrotku i masz nadzieję, że niebawem dotrzesz w ten sposób do... Genewy.

Na Twoje pytanie w tytule wątku: czy warto walczyć? odpowiem po sokratejsku: z kim w tej chwili walczysz? na czyim terytorium? o co walczysz? czym walczysz? gdzie jest Twój arsenał? jaką masz strategię? Od pół roku ubezpieczasz flanki, trwając w gotowości bojowej...

Nikt Ci nie zabroni walczyć, tyle, że ta walka, póki co, odbywa się chyba tylko w Twojej wyobraźni...

481

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

Ty, źle go traktowałaś, a on z tego powodu Cię zdradził?

To ciekawe, bo rzadko zdradzeni przyznają się do swoich "grzeszków" zanim doszło do rozpadu związku.

Czyli mam rozumieć, że jesteście "kwita"? 50% na 50% wkładu w zburzenie tej relacji?

Jasne, że nie 50/50. Co do przyznawania się do "grzeszków", coś w tym jest. Może czasem konieczny jest wstrząs, żeby je w pełni zobaczyć?


aurora borealis napisał/a:

Na Twoje pytanie w tytule wątku: czy warto walczyć? odpowiem po sokratejsku: z kim w tej chwili walczysz? na czyim terytorium? o co walczysz? czym walczysz? gdzie jest Twój arsenał? jaką masz strategię? Od pół roku ubezpieczasz flanki, trwając w gotowości bojowej...

Nikt Ci nie zabroni walczyć, tyle, że ta walka, póki co, odbywa się chyba tylko w Twojej wyobraźni...

Masz rację, auroro, tytuł wątku nie jest już aktualny, nie jest adekwatny do obecnej sytuacji. Nie zakładam nowego, bo nie chcę mnożyć bytów, a przecież i tak jedno z drugiego wynika. Stawiałam pytanie: "Czy warto walczyć?", kiedy on zdradził i odszedł, a było to tak niespodziewane i nakładające się czasowo z dotychczasowym życiem, że nie mieściło się w głowie. Pytałam, czy warto, podejmując i tak walkę (tak, jak ją wtedy rozumiałam). Potem sytuacja się zmieniła, on tamtą znajomość zakończył, stwierdził, że moja walka do niego dotarła. Ale we mnie też już coś się zmieniło i jakoś nie widziałam i widzę tego wcale jak zwycięstwa w tej mojej walce. Teraz sytuacja jest jeszcze nieco inna, jakby się ustaliła w pewien sposób: zawieszenia we mgle. W pewnym sensie może nadal zadaję tytułowe pytanie. Zgadzam się, że aktywność powinna być po jego stronie. Z drugiej strony to ja powiedziałam w tamtym momencie zwrotnym, że potrzebuję czasu. Nienarzucanie się można rozumieć jako uszanowanie tego i niepowielanie starych błędów.

482 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-02-28 22:58:44)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Teraz sytuacja jest jeszcze nieco inna, jakby się ustaliła w pewien sposób: zawieszenia we mgle.

Enono,

A co spodziewasz się ujrzeć, gdy mgła już opadnie? Bo ufam, że nie mieszkasz w Londynie...

Czasem łatwiej mi wypowiedzieć się muzyką niż słowami. Zwłaszcza, że jest ona dla mnie szczególna... Dedykuję ją Tobie razem z serdeczną myślą:
https://m.youtube.com/watch?v=-5Yh0ol_eQY#

483

Odp: czy warto walczyć?

Przestałam się czegokolwiek spodziewać. Uspokoiłam się. Przyglądam się swoim uczuciom, które sobie przepływają. Czegoś pragnę. Ale nie spodziewam się tego. Wydaje mi się, że gdy mgła opadnie i zobaczę jasno, że tego nie otrzymam, pójdę dalej bogatsza o to rozpoznanie. Zaprawiona może głębszym smutkiem, że tak długo na to liczyłam, że starałam się to dostrzec tam, gdzie tego nie było. Że siebie i jego mamiłam. A gdybym - cudem chyba - miała to zobaczyć, na pewno rozpoznam i będę się starała to ponieść.

484

Odp: czy warto walczyć?

Zejdę teraz z poziomu abstrakcji na fakty. Spędziliśmy trochę czasu razem. Był we mnie spokój i doznanie poczucia oddzielenia. Gdyby mogło do niego dojść wcześniej, byłoby pięknie. Poczułam komfort bycia obok i spokojnej pracy, zajmowania się swoimi sprawami bez ciągłej potrzeby kontaktu, symbiozy. Ale to się stało dopiero teraz i świadomość przyczyny była cały czas obecna gdzieś pod spodem w postaci jakiegoś dojmującego uczucia smutku i pustki. Ze mnie opadła potrzeba rozliczania, wyrzucania win. Został smutek. Im było pogodniej i normalniej, tym smutniej. Może faktycznie lubię się dosmucać i umęczać? Fakt faktem, że odczuwaliśmy to inaczej. Ten czarny rewers nie daje mi spokoju. On się starał, był miły, zorganizował dzień. Bez takiego nadskakiwania, jakie było dla niego charakterystyczne, a jednocześnie dla mnie drażniące. Teraz zastanawiałam się: czy to dlatego, że nastał czas spokoju i większego wyważanie, czy dlatego, że już nie jestem dla niego tym samym, czym byłam.

Dowiedziałam się też tego, co przeczuwałam: że inne jest tempo zmian w nas i inne "etapy", na których się znajdujemy. Ja wciąż wychodzę, on - podobno - wyszedł, oddzielił się, a to co robi, robi z wyboru, a nie pod wpływem emocjonalnego ciśnienia. Nie chce brać na siebie czyichś stanów, jest gotów wejść w nowe. Próbę ze mną traktowałby już jako nowe.

485

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Przestałam się czegokolwiek spodziewać. Uspokoiłam się. Przyglądam się swoim uczuciom, które sobie przepływają. Czegoś pragnę. Ale nie spodziewam się tego. Wydaje mi się, że gdy mgła opadnie i zobaczę jasno, że tego nie otrzymam, pójdę dalej bogatsza o to rozpoznanie. Zaprawiona może głębszym smutkiem, że tak długo na to liczyłam, że starałam się to dostrzec tam, gdzie tego nie było. Że siebie i jego mamiłam. A gdybym - cudem chyba - miała to zobaczyć, na pewno rozpoznam i będę się starała to ponieść.

Pozostaje mi tylko, życzyć Ci powodzenia, Enono. Szybkiego tempa opadania mgły. Jasności spojrzenia. I radości.

486

Odp: czy warto walczyć?

Dziękuję, Auroro. Radość pojawia się ostatnio coraz częściej. A może lepiej powiedzieć "pogoda".

487

Odp: czy warto walczyć?

Ludzie, czy te mgły kiedyś opadną? Powiedzcie? Trwa wciąż to samo. Smutek, zmęczenie.

488 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2015-04-10 23:24:52)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Ludzie, czy te mgły kiedyś opadną? Powiedzcie? Trwa wciąż to samo. Smutek, zmęczenie.

Enono,

Czy pamiętasz co to jest trójpolówka? ;-)

Daj odpocząć tej części w Tobie, która doznała zranienia, którą wyjałowiła nieszczęśliwa miłość i bolesne rozstanie. Pozwól  wykorzenić się smutkowi, iluzji powrotu do wspólnej przeszłości, niespełnionym marzeniom o byciu razem z kimś, kto postanowił odejść, posmakować rozkoszy w innych ramionach niż Twoje...

Cały czas próbujesz użyźniać ugór, czymś, co mu nie służy. Z tego kawałka pola Twojego serca zebrałaś już plon -  kilka wspólnie przeżytych młodzieńczych lat.
Ziarno miłości schowaj do spichlerza pięknych wspomnień.
Plewy- niech zamiecie wiatr zapomnienia i wypłuczą resztki łez...

Niech ziemię Twojego serca wypełni cisza... https://youtu.be/m0AKJMGxwpE

489

Odp: czy warto walczyć?

Próbowałam. Udawało się przez kilka tygodnie, a potem się zaczynało: "przypadkowe" spotkania, przychodzenie. I wracało: moje lęki, kołowrotek zbliżeń i oddaleń, dominacji i zdominowania.

490

Odp: czy warto walczyć?

Witaj.
Niestety takie już jest to nasze życie, żeby być w związku muszą chcieć tego dwie osoby, sama jestem tego przykładem - rozstałam się wczoraj z facetem po prawie 5 latach, w pewnym momencie się zorientowałam, że przestałam kochać, wiem że jak bym z nim była on stawałby się tak samo nieszczęśliwy jak ja; czego w ogóle nie chciałam, życzę mu szczęścia.. Boli Cię to i mam tego świadomość, ale może właśnie też dostałaś szanse na szczęście, nowe i prawdziwe, bez fałszu i z obowiązku. Postąpił jak świnia i to jest niepodważalne, chciał odejść okej, ale jednak mógł Ci oszczędzić zwierzania się w temacie "innej", bo samo odejście już boli wystarczająco bardzo. Niby z nas istoty rozumne, ale rozstawać to my się nie umiemy, zawsze pada za dużo słów, a większość jest zazwyczaj nie potrzebna. Bardzo Ci współczuję, teraz potrzebujesz czasu na przetrawienie tego i powrót do siebie, wewnętrzne uspokojenie. Zobaczysz, że jak minie trochę czasu, zależy od Ciebie czy więcej czy mniej, a zaczniesz się na nowo cieszyć życiem. Życzę powodzenia, uporu i siły, żeby w tym wytrwać.

491

Odp: czy warto walczyć?

Ale tu chodzi o to, że on mi utrudnia uspokojenie się. Kiedy chcę się odciąć, wzbudza poczucie winy, nachodzi mnie, narzuca się, płacze. Mówi, że chce powrotu, ale nie liczy się z tym, co jest ważne dla mnie: spokój, konsekwencja, a nie zrywy wielkich uczuć.

492

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

Masz wszystkie objawy współuzależnienia. Poczytaj o tym, jest mnóstwo wątków. Najlepiej zacznij o kultowego wink wątku Icemana -trafia tu większość porzuconych. Teraz to takie vademecum postępowania i wszystkie etapy rozstania praktycznie (poszukaj, najdłuższy wątek na Forum).

Wiedza, którą teraz o nim dorzuciłaś jest kluczowa.
To kompletnie niedojrzały do trwałej relacji facet. Ma fobię (lęk) przed bliskością, stąd Twój niedosyt i poczucie powierzchowności emocji między wami.
Im więcej n/t poczytasz, tym lepiej zrozumiesz, że to nie mogło się udać. Przede wszystkim dlatego, że tacy ludzie najpierw obsesyjnie i w ekspresowym tempie dążą do maksymalnego "zbliżenia się" z partnerem - póki on nie jest jeszcze przekonany, to ich napędza (gonienie króliczka), po czym a następuje kolejny etap: odwrócenie ról i naprzmienna gonitwa (tango rozstań i powrotów, wątpliwości i cudownej "pewności"), aż do momentu gdy na horyzoncie takiego fobika pojawi się nowy obiekt.
Teksty, które podałaś to typowy sabotaż i prowokacje żebyś to Ty zakończyła związek.

Masz dużo lektury przed sobą wink

Przeczytałam prawie cały wątek. Czuję się jakbym czytała o sobie. To co tuta napisałaś Elle88 to zachowanie mojego ex. Całą moją historię opisałam kilka dnia temu "Czuję się jak sinusoida". Bo ten etap największej żałoby mam już za sobą, czasem jest lepiej , a czasem gorzej...dlatego taka sinusoida.

Enona ja przechodziłam przez to co Ty, z tą różnicą , że mój ex do końca ukrywał fakt , że chodzi o inną. W piątek planował ze mną ślub, dziecko i budowę nowego domu, w sobotę spotkał się z nią w realu( mieli wcześniej kontakt przez internet) , w poniedziałek już był inny , przeszkadzałam mu , w czwartek się ze mną rozstał, a w niedzielę był już z nią. To się działo pod koniec września 2014, od tego czasu oni widywali się tylko w weekendy, dzisiaj wprowadzają się do mieszkania, które on kupił kilka minut drogi od naszego wspólnego domu gdzie ja nadal mieszkam.Szok dla mnie okropny , bo 6 lat razem spędziliśmy jak "małżeństwo". Też usłyszałam, że go nie pociągam , nie jestem autorytetem itd. Dużo czytałam na temat tego jak sobie pomóc , analizowałam ... Znalazłam książkę , w której opisywany jest mężczyzna narcystyczny... Mój ex wykazywał 99% cech i zachowań wskazujących, że należy do tego narcystycznego gatunku. Mój ex to mężczyzna, który nie rozróżnia motyli w brzuchu od prawdziwej , dojrzałej , spokojnej miłości... Ciągle musi być WOW , a życie nie jest ciągle różowe , są trudniejsze chwile , które trzeba przetrwać... Na tym polega dojrzałość. Dlatego Enona rozumiem wszystkie Twoje zachowania , bo sama przez to przechodziłam. Też miałam na początku wątpliwości, też czasem byłam uszczypliwa, miałam swoje humory, ale kto ich nie ma.
Myślę, że to jest taki typ mężczyzny , który jak zaczyna się dziać spokojnie , to szuka adrenaliny gdzie indziej , nie potrafi rozmawiać o swoich potrzebach , woli gonić innego króliczka...

493 Ostatnio edytowany przez Enona (2015-04-11 08:59:45)

Odp: czy warto walczyć?

BlinkBlink, bardzo mi przykro. Ale interesuje mnie jedna rzecz: skąd wiesz, że on kupuje mieszkanie blisko Ciebie? Czy to oznacza, że macie wciąż kontakt? Mnie wykańcza to, że minęło pół roku, a nadal jesteśmy w tym samym punkcie. Mam koszmary i lęki, fantazjuję też w snach o ucieczce, wyjeździe gdzieś daleko. On utrudnia, ale z drugiej strony: jest człowiekiem, miota się, nie mogę przecież zaprogramować jego reakcji. Obwiniam się więc o to, że moje są złe.

494

Odp: czy warto walczyć?

Enona przeczytaj mój pierwszy wpis na głównej stronie " Czuję się jak sinusoida" . Napisałam go teraz 08.04.2015. Łatwiej będzie nam rozmawiać. Lepiej mnie zrozumiesz. Nie rozmawiam z moim ex, ale mamy przecież wspólnych znajomych. Pracujemy razem, on w lipcu ubiegłego roku bardzo chciał , żebym rzuciła starą pracę ( która mnie bardzo stresowała) i żebym spróbowała tam gdzie on. On ma swoją działalność, ja pracuję w innej firmie , ale jesteśmy w jednym budynku. W pracy traktuję go jak powietrze. Tak mi łatwiej. On wyprowadzając się płakał i mówił, że nie chce żebyśmy zerwali kontakt. Ja wtedy się zgodziłam , bo nie byłam świadoma, że jest gdzieś tam jakaś ONA... Jak się dowiedziałam , wpadłam w szał...

495

Odp: czy warto walczyć?

BlinkBlink, czytałam Twój wątek. Współczuję Ci. My tak naprawdę nie mamy wspólnych znajomych, takich, którzy byliby dla nas tak samo ważni. Kontakt jest samorodny, a ja nie wiem, do czego prowadzi i jakie ma zaplecze. Obawiam się, czy nie takie, że on nadal ma kontakt z nią, jak w wątku Madowy. Nie mieszkamy razem, tylko mamy rwany kontakt, więc jak mam zaufać?

496

Odp: czy warto walczyć?

Właśnie Kochana..
Ja też z mężem widuję się co dwa, trzy weekendy.. Mieszkając z nim już dawno wyczułabym co jest na rzeczy. Nie musiałby tracić energii na odgrywanie szopek.
Więc wcale Ci się nie dziwię, że masz wątpliwości. I najgorsze, ze nie ma recepty na przejrzenie czyiś intencji.

497

Odp: czy warto walczyć?

Nie daję rady. Znów się poniżyłam. Kontakt. Po co? On twierdzi, że się stara. Albo starał. Wyrzuty. Mam wrażenie, że wciąż nie czuje skruchy. Nie wiem, czemu mi na niej tak zależy. Żeby uratować sobie myśl o tych kilku latach? Żeby nie myśleć, że żyłam z kimś bez serca? Albo, że byłam aż tak zła, żeby sobie na to zasłużyć? Po chwili kolejny SMS z cyklu nie kontaktujmy się więcej, bo zwariujemy. Były już histeryczne akcje powrotne, było odrzucenie. Które nazwał ciągłym staraniem. Czy teraz będzie trwale? Przekonywać, że nie zwariujemy? Ufać i trwać? Wzywać posiłki, gdyby znów nachodził?

498

Odp: czy warto walczyć?

Kobieto daj sobie z tym facetem spokój.
Po co sobie komplikować życie.
On CIę po prostu zdradził.
6 lat związku to nie pół roku zauroczenia.
Facet jest nie odpowiedzialny.
Nie wiem skąd jesteś, ale czasem z niektórymi bym się spotkał i pogadał w cztery oczy.

499

Odp: czy warto walczyć?

No właśnie, nie pół roku. On też to wie. Ale zupełnie inaczej widzieliśmy staranie. Jest o tym dyskusja w różnych wątkach: on chciał kredytu zaufania, ja - aktu skruchy. On pytał - jakiego? Nie wiem, to się czuje. Ja nie czułam, ale dlaczego teraz płaczę? Za czym?

500

Odp: czy warto walczyć?

Wiesz, facet cię zdradził. Jak by cię kochał to tego by nie zrobił.
Jeżeli mu coś nie pasuje to rozmawia, jeśli nie da się poprawić to wtedy podejmuje się decyzję rozstania ewentualnego.
Nie wiem, po co ciągniesz tą znajomość.
To jak podobnie do mojej byłej, ona twierdzi że nie wyszła za mąż a jej matka mówiła że tak i cała jej rodzina.
Jak jej napisałem, aby mi to udowodniła, podała adres abyśmy się zobaczyli , to nie chce tego zrobić. Wiec z automatu jest mężatką.
Śle mi życzenia a ja jej , że nie chcę żadnych życzeń, już relacji, bo szkoda mojego czasu.
Postąpiła okrutnie, więc na co ona może liczyć. Zero wyjaśnień z jej strony.
Ty powinnaś postąpić w ten sposób: zamknąć ten rozdział związku, którego już nie ma.
Trzeba mieć swoją godność, oczywiście, że człowiek walczy, ale jeśli nic z tego nie wychodzi, to po co to ciągnąć, aby się dręczyć.

501

Odp: czy warto walczyć?

Ja nie wiem, może między nami wreszcie tak będzie, że ten kontakt zaniknie. Do tej pory - mimo że minęło już ponad pół roku - nie został on urwany na dłużej niż miesiąc. Teraz - zniechęcony jest moim oporem w zamiataniu pod dywan - więc może spasuje. Trzy tygodnie temu chciał, żebyśmy znów mieszkali razem. I chciał... dzieci. Jakiś czas wcześniej chciał już końca. Teraz chce znów. Może będzie to trwalsze pragnienie. Póki co, on nie potrafi spojrzeć na to, co robi, z dystansem większym niż miesiąc. Dziś stwierdził, że może lepiej by było, gdyby odszedł, nie znajdując wcześniej kobiety.

502

Odp: czy warto walczyć?

Całą noc i cały dzień przepłakałam. Świadomość zadanego mi bólu zerowa w porywach do poziomu "jeden", którym - jak dotąd - zawsze udało mu się mnie zmylić. Tzn. pokazać jakiś rodzaj skrucho-cierpienia zwykle w takim momencie, w którym ja się nieco oddalałam. Nie muszę dodawać, że efekt ów znikał równie szybko, jak się pojawił. Nie pisałam o tym szczegółowo, ale niecały miesiąc temu przestałam się z nim kontaktować, co wywołało wzmożoną akcję telefoniczno-smsową od prośby do groźby. Doszło do tego, że po tygodniu znalazł mnie w pewnym miejscu. Udałam, że go nie znam, ale dosiadł się do mnie. Po nieudanej próbie kontaktu, przyszedł do domu raz, drugi, jak desperat, jak się okazało - pod wpływem. Najpierw mówił z sensem, potem znów były błagania. Został na weekend. Ubzdurał sobie, że o kogoś jest zazdrosny. Potem zdziwienie moim brakiem entuzjazmu dla tej akcji, brak kontaktu a po wczorajszym telefonie z mojej strony - informacja, że on już nie chce, że przez tych kilka miesięcy się starał.

503

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Całą noc i cały dzień przepłakałam. Świadomość zadanego mi bólu zerowa w porywach do poziomu "jeden", którym - jak dotąd - zawsze udało mu się mnie zmylić. Tzn. pokazać jakiś rodzaj skrucho-cierpienia zwykle w takim momencie, w którym ja się nieco oddalałam. Nie muszę dodawać, że efekt ów znikał równie szybko, jak się pojawił. Nie pisałam o tym szczegółowo, ale niecały miesiąc temu przestałam się z nim kontaktować, co wywołało wzmożoną akcję telefoniczno-smsową od prośby do groźby. Doszło do tego, że po tygodniu znalazł mnie w pewnym miejscu. Udałam, że go nie znam, ale dosiadł się do mnie. Po nieudanej próbie kontaktu, przyszedł do domu raz, drugi, jak desperat, jak się okazało - pod wpływem. Najpierw mówił z sensem, potem znów były błagania. Został na weekend. Ubzdurał sobie, że o kogoś jest zazdrosny. Potem zdziwienie moim brakiem entuzjazmu dla tej akcji, brak kontaktu a po wczorajszym telefonie z mojej strony - informacja, że on już nie chce, że przez tych kilka miesięcy się starał.

On żongluje Twoimi uczuciami, próbuje Cię sprowokować. Sam nie wie czego chce. Moim zdaniem ma problem sam z sobą, taki pies ogrodnika ... Nie będę Ci tu dawać żadnych rad, bo sama sobie nie radzę ostatnio.

504

Odp: czy warto walczyć?

Szkoda, że tu nie ma Ellki, szybko postawiłaby Cię do pionu.

Kochana w tym momencie nie jestem w stanie napisać nic co podniesie Cię na duchu. Sama czuję się kiepsko.
Ale widzę tu jedyne możliwe rozwiązanie tej sytuacji. Całkowity brak kontaktu. Nic innego Cię nie uratuje.
Otrząś się wreszcie. Ile już przepłakałaś? W czym to pomogło? Jest lepiej? Sama sobie odpowiedz.

505

Odp: czy warto walczyć?

Nie jest lepiej, ale kiedy on się pojawia z rozpaczą w oku, to ja się za każdym razem nabieram! Bo tego inaczej niż nabraniem nie da się chyba wytłumaczyć, skoro po chwili je pączki i uśmiecha się filuternie. A ja sobie o swojej odpowiedzialności za niego roję w głowie. Bez wzajemności niestety. I za każdym razem, takim jak teraz, czyli że jemu się odechciało, obiecuję sobie, że gdyby, a nuż, jednak nie, to tym razem poślę go w diabły, choćby nie wiem co! I że nie pozwolę, żeby on mi śmiał jakieś wyrzuty o innych facetów robić, co do których sobie coś umyślił. On mi, rozumiecie?! A wiecie, dlaczego mnie to tak wpienia? Bo od tych kilku dobrych miesięcy na nikogo innego nie mogę spojrzeć. Ironia, nie? I nie mówię o tym z dumą wcale. Boję się, że tak zostanie. A im bardziej on się przypomina, tym bardziej się to staje realne, bo czuję się źródłem nadziei zobowiązanym do wierności.

506

Odp: czy warto walczyć?

A Elle bardzo brak, to fakt. Nie przypuszczałam, że można się do czyichś wpisów na forum tak przywiązać.

507

Odp: czy warto walczyć?

Powiedz co zamierzasz? Na Niego tu sobie możesz ponarzekać... Pewnie. Tylko co to narzekanie da?
Zamierzasz coś zrobić ze swoim życiem? Wziąć je w własne ręce? Czy już tak się wczułaś w to rozpaczanie, że nie widzisz się w innej roli?
Nie męczy Cię już ten rozpiź.iel?
Trochę więcej odwagi i determinacji. Pewnie, że nie spojrzysz na innego skoro gościu ciągle jest na piedestale.
Szkoda życia. Doceń je ciut bardziej, bo na własne życzenie możesz je sobie spieprzyć.

508

Odp: czy warto walczyć?

Zakomunikował mi wprost, że nie chce kontaktu, więc mam jakąś rękojmię. Tego się będę trzymać, choć ciągle mam ambicję napisania mejla, ale to chyba nie ma sensu.

509

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

nie chce kontaktu  ...  mam ambicję napisania mejla, ale to chyba nie ma sensu.

Powiedz Enono gdzie podział się Twój szacunek do siebie samej? Nie widzisz, że to na pewno nie ma sensu?

Ile razy on ma Cię jeszcze przeczołgać po dnie żebyś zrozumiała? Ile jeszcze chcesz wylać łez?

Eh... jestem za słaba żeby móc Ci pomoc. Wzywam SOS.

510

Odp: czy warto walczyć?

Trwam, ale mam się bardzo źle. Niestety z czasem jest coraz gorzej. Nie mogę spać, towarzyszy mi ciągły lęk. Macie jakieś pomysły, jak sobie z tym radzić? Jakie może być źródło? Już mi się kończą pomysły. I siły.

511

Odp: czy warto walczyć?

Źródło - życie oparami iluzji.
Recepta - zerwać się ze smyczy emocjonalnej = zerwać kontakt.

Proszę i START, jedziesz! smile

512

Odp: czy warto walczyć?

Kontakt zerwany od ostatniego wpisu. Ale uczucie ogromnego napięcia tylko się wzmaga.

513 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-05-05 10:32:39)

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

Źródło - życie oparami iluzji.
Recepta - zerwać się ze smyczy emocjonalnej = zerwać kontakt.

Proszę i START, jedziesz! smile

Hmmm...niektórym wystarczy START i faktycznie jadą, jeśli nie pomylą miejsca, które powinni zająć big_smile

Enona,
Tu chodzi o coś więcej niż zerwanie kontaktu.
Nie liczy się tylko to, co robisz lub nie robisz, ale także to, jakie zdanie masz na swój temat i to, kim jesteś w swoim mniemaniu: pasażerem czy kierowcą.
A z tego, co obserwuję czujesz się jak pasażer, który zdobył się na wysiłek i wsiadł do auta na miejsce pasażera i czeka aż nieznany kierowca dowiezie Ciebie do miejsca, gdzie tryska źródło miłości i radości.
Sęk w tym, że kierowca nie pojawi się a to Ty, Enono musisz przesiąść się z miejsce dla pasażera na fotel kierowcy i zwolnić hamulec, aby ruszyć do przodu smile

514

Odp: czy warto walczyć?

Masz rację, Przyszłość. Jestem bierna w dużych sprawach. W codziennych, radziłam sobie i radzę. Teraz zaczynam się obawiać, że sobie nie poradzę z tą dużą sprawą, jaką jest odnlezienie ramy, spinającej całe życie. I wtedy wszystko posypie się na kawałki, małe, duże, bez znaczenia. Że się poddam, jak panibaronowej Psychiczny. Myślę, że to będzie jakiś gest, że już nie wierzę, już nie mam sił.

Dużo, po tym, co się stało zrozumiałam. Staram się nie mieć poczucia winy. Gdzieś wyczytałam, że lepiej, niż się obwiniać zrobić coś dobrego dla tego, kogo się skrzywdziło. Byłabym gotowa to zrobić, wybaczyć mu i się zmienić. Ale wobec takiej jego postawy nie mogłam. W byciu kierowcą najtrudniejsze jest to, że nie wiesz, jak pojadą inni. Musisz im zaufać.

515

Odp: czy warto walczyć?

Ale on nie chce Twoje wybaczenia, ma je w nosie.
Ty wpadłaś w jakąś totalna obsesję. To jest poważna sprawa, myślałaś o jakiejś pomocy terapeutycznej?

Doraźna pomoc forum to za mało dla Ciebie.
Zwłaszcza, że Ty niewiele z tego co piszemy korzystasz, wpadasz tylko żeby się onanizować tym swoim smutkiem i beznadzieją.

Masz syndrom sztokholmski, poczytaj o tym.

Zwróć się o pomoc gdzie na zewnątrz, serio mówię - wyczuwam początki "zjazdu" i to takiego konkretnego, paranoja już jest.. hmm

516

Odp: czy warto walczyć?

Enona! Czytam Twe posty i nie mogę wyjśc z podziwu dla naiwnosci jaką się wykazujesz.W/g mnie, to Ty szukasz z nim kontaktu, podświadomie się łudzisz, że wszystko się ułozy i będziecie żyli długo i szczęśliwie. Zadaj sobie pytania i szczerze na nie  odpowiedz, czy dalej chcesz byc z tym "czymś" ( bo trudno go nazwac mężczyzną)? Czy stac Cię na odcięcie pępowiny ( zachowujesz się jak ślepa mamuska)? Jak na razie, to oboje wykazujecie się niedojrzałością.Nie zaczyna się nowego rozdziału, jesli nie zamknie się poprzedniego.
Enona, tu żadne nasze rady nie pomogą, chocby najmądrzejsze.To Ty musisz zdecydowac !

517

Odp: czy warto walczyć?

Cierpię od ponad miesiąca. Jedynie miesiąca, bo z tego co czytam, szybko nie da się zresetować tych emocji, z którymi się zmagam...
Jestem z mężem od 11 lat.
Mąż zdradził mnie jednorazowo z kobietą, z którą współpracuje. Znali się od 2 miesięcy. Po pewnym czasie wyrażał się o niej w samych achach i ochach, aż zaczął ja nazywać swoją przyjaciółką, bratnią duszą itp. Mimo to nawet w najgorszych snach nie pomyslalabym, że posunięcie się tak daleko!
Stało się to kiedy wyjechalam na kilka dni z dziecmi. U nas w domu. Podobno zupełnie nie mieli intencji, aby doszło między nimi do seksu. Flirtowali, trochę alkoholu i stało się...
Mój mąż nadal z nią współpracuje i niestety nie będzie inaczej przez najbliższe miesiące.
Wybaczylam mu. Kocham go bardzo i on mnie również. Zapewnia, że ani przez moment nie przestał mnie kochać, że to był czysty prypadkowy seks. Zapewnia, że nigdy mnie nie zostawi, że jest i będzie ze mną i dziećmi.
Zblizylusmy się bardziej do siebie. Dzięki temu co się stało przewartosciowalam sobie całe moje życie, spojrzałam na nasze małżeństwo, na siebie jako żonę, kobietę z zupełnie innej perspektywy. Zaczęłam się starać bardziej, bo przyznaje, że nie było różowo przed zdradą. Notoryczny brak czasu dla siebie, brak przytulania, za mało seksu... Ogólnie wiało nuda, choć nie było tragicznie.
Teraz jest lepiej i czuję, że na nowo zaczęliśmy siebie na wzajem odkrywać.
Jednak jest jeszcze coś, co podsyca mój ból. co nie pozwala do końca cieszyć się moim nowym szczesciem. Maż jak wspomniałam nadal z nią współpracuje i ciągle fascynuje się jej osobą, nadal się przyjaźnią, tęskni za rozmowami z nią... Ale nie ma między nimi fizycznosci. Jedynie przyjaźń. Poznałam tę osobę, rozmawiałyśmy w cztery oczy dość długo i widzę, że nie jest to typowa kochanka-suka. To normalna ciepła kobieta (niestety młodsza ode mnie o 14lat...), mówi, że bardzo żałuje, że doszło między nimi do seksu, że jest ostatnia osoba, która miała w zamiarze rozbijanie rodziny. Nie raz płakała i biła się z myślami.
Nie wiem, co robić. Jestem tak bardzo zadrosna o tę bliską relację między nimi, że nie potrafię normalnie funkcjonować. Boli... Miotaja mną pytania typu "Co ona ma czego ja nie mam? Czy powinnam postawić sprawę jasno i zażądać, by zaprzestali współpracy? Co ona do niego czuje?..."
Wiem, że mąż nie jest w stanie zrezygnować z przyjaźni z nią nawet kosztem mojego cierpienia. Chociaż kocha mnie bardzo, kocha dzieci, dba o nas, mam z nim dobry kontakt, super seks. Więc o co chodzi????
Pogodzić się z tym faktem, że ona jest i będzie? Ufać w to, co oboje mówią, że co było nie wróci (chodzi o fizyczne zbliżenie)?
Chcę po prostu być szczęśliwa i Chcę się pozbyć tego strasznego uczucia zazdrości o to, że ona jest dla niego ważna równie jak ja. Jak to zrobić? Co zrobić?

518

Odp: czy warto walczyć?
Ditta Jedyna napisał/a:

Wiem, że mąż nie jest w stanie zrezygnować z przyjaźni z nią nawet kosztem mojego cierpienia.

Noo, to na 100% cię kocha, tylko bardziej siebie i to, co obie relacje mu dają smile. Współczuję. Wiesz, że nie jest tak, jak być powinno. Nie oszukuj się. Mąż się przyczaił tylko i uśpił twoją czujność. Intuicja jednak dobrze ci podpowiada.

Postaraj się też założyć swój własny wątek, to ludzi ci bardziej tam pomogą.

519

Odp: czy warto walczyć?

Hej, dziewczyny. Nie rozumiecie mnie. To nie jest tak, że szukam kontaktu. Faktycznie czasem jestem oczadziała przeszłością. Oboje chyba byliśmy, podejmując te swoje próby. Źródłem tego strasznego cierpienia jest mix tego, co się stało (ze szczególnym naciskiem na wszystkie okoliczności, które dziś mi się lawinowo przypominają) połączony z brakiem skruchy. Jak w obliczu tego wszystkiego widzieć tych sześć lat? Żyłam jakąś iluzją człowieka? To było oszustwo? Co takiego się z nim stało? Nie mogę tego zrozumieć, przeboleć, wybaczyć. Wciąż mam nadzieję, nie - że to się okaże nieprawdą, ale że on to w pełni zrozumie i przyjmie.

520 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-05-06 19:26:05)

Odp: czy warto walczyć?

No brak skruchy jest "normalny" w przypadku gdy ktoś za szybko zostaje przyjęty z powrotem (i nie chodzi o czas, a warunki jakie musiał spełnić lub nie) + wypalenie uczuciowe, które następuje jeszcze PRZED zdradą.

Może być co najwyżej dyskomfort, bo on w swoim mniemaniu już Cię przeprosił na swój sposób -wrócił. A że na chwilę.. to inna bajka wink

No nie wymagaj od faceta o rozumku i poziomie emocjonalnym pantofela by zachowywał się jak dorosły Mężczyzna.

Posty [ 456 do 520 z 593 ]

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026