Bardzo możliwe. Chodzi mi bardziej o tę kobiecość, dotąd konstytuowaną przez męską obecność. Jak jej nie stracić? Zdradzając, zwracając oczy (i nie tylko...) ku innej kobiecie, odbiera coś tej drugiej. Istotną część pewności siebie, jaką jest poczucie bycia pożądaną. Wydaje mi się, że stąd się bierze rzucanie się po zdradzie w ramiona przypadkowych mężczyzn. Żeby to COŚ odzyskać. Zastanawiam się, jak to zrobić inaczej.
196 2014-09-27 22:08:17 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-27 22:09:08)
Podobne tematy
Enono,
Chcesz się właśnie teraz zabezpieczać przed "utratą kobiecości", przed przypadkowym zbliżeniem, czy opracować strategię wejścia w nową relację?
Doprawdy uważasz, że męskie pożądanie buduje kobiecą pewność siebie?
Chyba niestety trochę tak uważam...
znów z ukrycia - Enona, jestem pod wrażeniem, jak Twej osoby pozory pomyliły, i jakże miło się 'rozczarowałam'
Twoja kobiecość rozkwitnie bez pomocy męskiego pożądania - i to pożądanie niezwykłe wywoła. jestem tego pewna.
nie czekaj, inwestuj! tam, gdzie największe zyski.. aurora i Elle to wiedzą - z wszystkimi Wami napilabym sie wina!
Dzięki, a_noli, za optymizm. Miło to czytać. Niestety dziś chce mi się wyć jak zwierzę.
Enona, napisz proszę do mnie, zostałam porzucona parę dni temu po 15 latach związku, czuję dokładnie to sama co Ty, jennag@wp.pl
Jestem załamana i nie widzę sensu życia ...
Enona,
dzisiaj mi tez ..
Jennag, przepraszam, ale nie wydaje mi się, żebym w tej chwili była dobrym doradcą, pocieszycielem, wsparciem, rozweselaczem, czymkolwiek...
Mogę Cię natomiast zachęcić, żebyś opisała tu swoją historię. Mnie to bardzo pomogło: samo opisanie, dopisywanie i komentarze innych Forumowiczów, a przede wszystkim Forumowiczek.
Tego jeszcze nie grali. Choć wiem, że obchodzę go nie bardziej niż zeszłoroczny śnieg, złapałam dziś wieczór dziwną schizę, że ex będzie chciał zrobić mi coś złego. Ktoś z Was miewał takie uczucie? Nie wiem, z czego się bierze. Może stąd, że jutro ostatni dzień miesiąca, wieczorem ma zacząć zwozić swoje rzeczy osoba, która ze mną zamieszka, a on wciąż nie oddał mi kluczy i się nie odzywa. A ja jestem sparaliżowana.
Bo się nakręcasz ![]()
Nauczyłaś się, ze bez skrajnych emocji jest nudno, więc ciągle je zasilasz i karmisz.
Uff, dzięki. Tego kubełka wody mi było trzeba. Tylko jak to przerwać?
Całe dnie się emocjonuję samorodnymi uczuciami, a potem padam zmęczona na łóżko. Jak to określił mój przyjaciel: mam zapieprz w swojej głowie ![]()
Tylko jak to przerwać?
Nie dokarmiać ich ![]()
Pozwolić pobyć tyle czasu ile potrzeba, ale ani minuty dłużej. Wiesz kiedy jest "minuta dłużej"?
Kiedy zaczynasz dorabiać do pojedynczej emocji całą historyję.
A Ty musisz ich tworzyć aktualnie całe mnóstwo skoro w finale aż musisz się umościć na łóżku
:D
Nie mam pojęcia, kiedy jest "minuta dłużej"... A nawet "godzina dłużej"... Odkąd pamiętam, zawsze tak było. Jakieś rozdmuchane myślątko wciągało mnie w ciemny jar. Tracę nadzieję, że to się zmieni. Może właśnie ta sytuacja mi w tym pomoże? Albo wręcz przeciwnie. Who knows...
Who knows...
Samo się nic nie zmieni - to Ci gwarantuje 100% ![]()
Oddał mi klucze, zabrał ostatnie rzeczy. Trwało to trzy minuty. Zero emocji. Gdybym się nie odezwała, nie miałabym tych kluczy. Początkowo odpisał, że nie chce ich oddawać do czasu formalnego rozwiązania umowy (czyli jeszcze miesiąc). Zmiękł, gdy mu powiedziałam, że są mi potrzebne.
Zero zainteresowania, zero pytań. Musiałam mu zrobić wielką krzywdę.
Chciałabym chcieć, żeby to był ostatni kontakt.
213 2014-09-30 20:36:51 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-30 20:38:31)
Zadzwonił do mnie teraz, żeby podziękować za te lata i powiedzieć, że go nie skrzywdziłam i dodać "żegnaj". Mógł sobie darować. Wyć mi się chce.
Nareszcie.
Teraz już nie masz powodu by nie wierzyć faktom.
Wreszcie możesz przestać pić
Dopiero od tego momentu jest szansa, że to co piszemy zacznie do Ciebie docierać trochę pod innym kątem.
Ja myślę, że teraz będzie już tylko gorzej. Nie odpowiedziałam nic. Może powinnam była walczyć? Może inaczej. W ostatniej chwili wyjęłam z jednej z toreb z jego rzeczami wiersz, który chciałam mu dać, który mówi o dwóch słabych osobach. Chce mi się teraz zadzwonić do niego i wykrzyczeć, że nie mogę mu powiedzieć tego samego! Że cholernie mnie skrzywdził! Że go nienawidzę! Bo nie odpowiedziałam zupełnie nic. Powiedzcie: warto? pomoże? Powstrzymajcie! Pomóżcie!
Za co go chcesz przepraszać? Za brak miłości do Ciebie?
Ocknij się.. Przestań zachowywać się jak mała dziewczynka i wymuszać miłość i opiekę nad sobą. Zamęczyłaś tego człowieka tak jak zajedziesz za chwile ten wątek ![]()
217 2014-09-30 20:56:47 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-30 21:00:16)
Nie chcę go przepraszać, chcę mu wykrzyczeć nienawiść. Ja - w przeciwieństwie do niego - mam żal. Nie tylko do siebie. Złamał we mnie coś bardzo ważnego. Teraz czuję tylko żal i gorycz.
218 2014-09-30 21:01:03 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-30 21:02:21)
Tonący brzydko się chwyta ![]()
Co ci to niby ma dać? Wróci do Ciebie? Pokocha Cię?
Odpuść kobieto.. naprawdę, czas dojrzeć emocjonalnie. Ta sytuacja otwiera przed Tobą taką szansę, więc po co wywarzać otwarte drzwi?
I skończ z tym: "on mi zrobił" "on złamał".. NIC nie działo się bez twego przyzwolenia.
Ostatni rok wciąż ZMUSZAŁAŚ go do bycia z Tobą.. Dość już.
Jaką szansę? Na autodestrukcję chyba. Potrzebuję jego wsparcia. Czuję, że jeszcze się złamię, że jeszcze będę o nie prosić, że jeszcze będę liczyć. To się nigdy nie skończy. Nie mam w sobie nawet ziarenka siły, żeby zacząć.
Po co mi mówi teraz, że mi dziękuje (za udaną współpracę)?? Że wiele się ode mnie nauczył, poznał siebie i na wiele rzeczy spojrzał inaczej?? Żeby mi powiedzieć: bycie z Tobą świetnie mnie przygotowało do bycia z kimś lepszym??
Dopiero teraz wylewa się ze mnie morze łez. I taki straszny żal!!
Posłuchaj.. On od ponad roku przygotowywał Cię (jak umiał) do swojego odejścia. Jego błędem było to, że tym pseudo-wspieraniem zamiast Ci pomóc dawał nadzieje. Lepiej dla Ciebie byłoby gdyby zakończył to jednym chirurgicznym cięciem. A tak rozciągnął to na zbyt długi czas.
Ale to nie zmienia faktu, że nic Ci nie jest winień. Miłości nie da się wymusić. To żeby sobie poradzić spoczywa na Twoich barkach -tak zawsze było i będzie, druga osoba nie jest od tego by Cię "niańczyć" i zaklejać w Tobie emocjonalne braki.
Ktoś Ci musi to wreszcie powiedzieć.
Twojego zachowania nie da się wytrzymać i uważam, że facet dobrze zrobił, bo w tym stanie nie nadajesz się do żadnego związku.
Przed Tobą sporo pracy i czasu żeby się odnaleźć i poskładać od początku do kupy.
Płacz i wykrzycz emocje jeśli tego potrzebujesz- jasne.
Ale skończ z roszczeniowością. Nikt NIC nie jest Ci winień, nikt nie MUSI z Tobą być, ani nie MUSI Cię adorować i kochać tylko dlatego, ze nie umiesz być sama.
Musisz to wszystko przejść i na pewno Ci się uda. Ja to wiem, dlatego nie będę się nad Tobą roztkliwiać bardziej niż to konieczne, bo to by znaczyło że w Ciebie nie wierzę.
To nieprawda, że od roku przygotowywał się do odejścia! Jeszcze w czerwcu chciał wziąć ślub! Było nam dobrze. On mi pomagał w jednym, a ja jemu w drugim. Uważasz, po tym, co napisałam, że on jest bardziej gotowy do związku niż ja? Że ja jestem słabym ogniwem i do niczego się nie nadaję?
Twojego zachowania nie da się wytrzymać i uważam, że facet dobrze zrobił, bo w tym stanie nie nadajesz się do żadnego związku.
Ale ja się zachowywałam tak jak on: chłodno, rzeczowo. I dopiero to go skłoniło do takiego wyznania. Może właśnie mu schlebiało, że czuł się taki ważny i potrzebny?
Uważam, że oboje nie jesteście, co nie zmienia faktu, że Ty bardziej.. bo on sobie jak widzisz poradzi, a Ty wpadłaś w jakąś czarną dziurę.
Nie pasowaliście do siebie i sama mi przyznałaś rację. Boisz się być sama i to główny powód dla którego Ci tak odpala (sorry za szczerość) ![]()
Tupiesz tymi nóżkami, rzucasz się po podłodze..a i tak nie ominie Cie konfrontacja z prawda o tym związku i o Tobie.
Ja tu tylko jestem katalizatorem dla przyszłych zmian..
225 2014-09-30 21:30:33 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-30 21:44:44)
Enono,
Pamiętam taką scenę z filmu: on wsiada do samochdu i jedzie gdzieś daleko za miasto. Wysiada z auta i zaczyna krzyczeć... Jego krzyk oczywiście po chwili przechodzi w dojmujący szloch...
Nawet jeśli wykrzyczysz swój ból i zedrzesz gardło, za chwilę przyjdzie inna równie silna emocja i powali Cię psychicznie...
Bo jest właśnie tak, jak pisała Ci Elle. Amplituda drgań Twojego serca jest teraz bardzo zmienna. Gdybyś tylko zechciała uwierzyć, że jest ona również wygasająca...
A ponadto możesz spotkać się z taką reakcją, że będąc w szale i telefonując do Niego, usłyszysz po drugiej stronie tylko westchnienie lub ciszę, gdy raptownie się rozłączy. Albo przeciwnie, Jego spokojny, stonowany głos wyprowadzi Cię z równowagi.
Na tej drabinie Ty stoisz na górze, a On na dole. Twoje emocje nie są adekwatne do Jego emocji. Twój krzyk może wprawić Go w zakłopotanie, zdenerwowanie lub milczenie, ale nie jest w stanie podnieść temperatury Jego uczuć do Ciebie.
Ja nie mogłam krzyczeć, nie byłam w stanie. Nawet mówić nie mogłam, tak jak Ty kiedyś...
Mam w domu książkę, bardzo dla mnie ważną. W najgorszych chwilach, gdy nadchodził "atak" szybko biegłam po tę książkę i przytulałam ją do siebie z całych sił i czekałam, aż do momentu uspokojenia się. Tak się działo najpierw kilkanaście razy w ciągu doby, a potem kilka... Przedwczoraj przytuiłam tę książkę nie z tego powodu, że musiałam, ale dlatego, że chciałam to zrobić.
Może masz coś takiego w domu, co lubisz, z czym wiążą się dobre lub ważne dla Twego życia sprawy? Może spróbuj to przytulić. Trzymaj to obok łóżka...
Uważam, że oboje nie jesteście, co nie zmienia faktu, że Ty bardziej.. bo on sobie jak widzisz poradzi, a Ty wpadłaś w jakąś czarną dziurę.
On sobie radzi inaczej. Ja bym tak nie umiała. Kocham swoją czarną dziurę. Bardziej niż jego spadanie na cztery łapy.
Kocham swoją czarną dziurę.
Czarna dziura działa na podobieństwo odpływu w wannie... Rozciąga materię, skręca ją i zasysa...
Idź teraz do łazienki i pomyśl czy można kochać odpływ w wannie...
Jedyną rzeczą, jaką przytulałam była maskotka od niego. Jedyna, jaką mam. Uważałam, że to żałosne dawać dwudziestotrzylatce maskotkę i schowałam ją w łóżku. Mieszkałam wtedy z Rodzicami. I pewnej nocy wyjęłam ją z łóżka i przytuliłam. Czułam wtedy, że zaczynam z nim być. Nie mogę przytulać teraz Niebieskiego, bo to rozdziera mi serce. Przytulam papierosy. Od kilku nocy prawie nie śpię, ciągle palę, choć nigdy tego nie robiłam.
Nie wierzę, że ratunek jest we mnie. Chciałabym, żeby przyszedł z zewnątrz. Deus ex machina. Tak jak wtedy. Zaczynam nerwowo rozglądać się za innymi mężczyznami. Ale okazuje się, że to nie był prawdziwy ratunek, więc nie warto?
Mam problem z tym, że nie rozumiem komunikatów: "Już Cię nie kocham". "Kiedyś Cię kochałem". Dla mnie to wszystko znaczy: "Nigdy Cię nie kochałem".
Btw. Właśnie dzwonił, nie odebrałam. Nie martwcie się: nie zadzwonię i nie wykrzyczę, że go nienawidzę. Pogryzę poduszkę, ale nie zadzwonię. Będę piłować ten wątek, ale nie zadzwonię.
229 2014-09-30 21:45:53 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-30 21:46:10)
Elle88 napisał/a:Uważam, że oboje nie jesteście, co nie zmienia faktu, że Ty bardziej.. bo on sobie jak widzisz poradzi, a Ty wpadłaś w jakąś czarną dziurę.
On sobie radzi inaczej. Ja bym tak nie umiała. Kocham swoją czarną dziurę. Bardziej niż jego spadanie na cztery łapy.
Był etap wyparcia, teraz przeszłaś w samookłamywanie.
Zrozum, że on NICZEGO NIE UDAJE -po prostu nie ma w nim uczuć do Ciebie.
Tak jak napisała Ci Aurora - Ty startujesz z wysokiego "c", a on nie jest nawet na 1szym schodku ten drabiny, bo emocje się u niego wyzerowały.
W takim stanie człowiek nie może z siebie nic wykrzesać. Twoje telefony czy pełne jadu smsy niczego nie zmienia w tej 1 kwestii, o która tak naprawdę Ci chodzi.
Musisz dać tej ranie się trochę "zapaskudzić" zanim zacznie się goić. Bo póki co robisz wszystko by jej nie zauważać.
A ona ma boleć, krwawić trochę i ropieć.. po to żeby mógł stworzyć się strupek, który za jakiś czas odpadnie i zostanie malutka blizna, a może wcale
Od tego jak będziesz ja pielęgnować zależy etap końcowy.
Ale nie czekaj z tym za długo, bo im dłużej z otwartą raną biegasz, tym większe prawdopodobieństwo że zacznie gnić, a wiadomo co się lepiej goi ![]()
230 2014-09-30 21:51:55 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-30 21:53:44)
Bynajmniej nie chodziło mi o przytulanie czegoś, co wiązałoby się z Nim!
Nie chodzi mi o "Niebieskiego"...
Sprawiasz wrażenie zbyt inteligentnej dziewczyny, by wmawiać sobie, że zanim On zaistniał w Twoim życiu nie miałaś nic drogiego sobie. Ważnego. Pozytywnego. Budzącego dobre wspomnienia...
TO przytul. A "Niebieskiego" upierz z zapachu przeszłości i głęboko schowaj. Jemu też jest smutno i też musi przejść uczuciową kwarantannę...
Amplituda drgań Twojego serca jest teraz bardzo zmienna. Gdybyś tylko zechciała uwierzyć, że jest ona również wygasająca...
Czy chcesz przez to powiedzieć, że te obecne wychylenia poprzedzają ciszę? Jak bardzo bym chciała, żeby tak było. Ale żeby cisza była spokojem, nie - pustką. Uczuciem, którego najbardziej w życiu pożądam, a które wydaje mi się przez 99% czasu nieosiągalne jest spokój.
nie jest w stanie podnieść temperatury Jego uczuć do Ciebie.
A czy coś w ogóle jest w stanie to zrobić?
Nawet mówić nie mogłam, tak jak Ty kiedyś...
Tego też się boję. Muszę w pracy dużo mówić. A tak bardzo mi się nie chce. Najchętniej wzięłabym zwolnienie, nie wychodziła z łóżka i rozmawiała tylko z wizytatorami, którzy zechcieliby mówić ze mną o moim nieszczęściu. I przytulić.
Piszesz, Elle, że do siebie nie pasowaliśmy. Jeśli tak, jak to możliwe, że trwało to tyle lat? Powinnam była bronić!
Ty startujesz z wysokiego "c", a on nie jest nawet na 1szym schodku ten drabiny, bo emocje się u niego wyzerowały.
Wiem, powiedział mi tydzień temu, że jego wiara w nas jest teraz taka, jak moja na początku. To symbol niby-zera. Ale ja jednak z tym "kapitałem" weszłam w to.
Musisz dać tej ranie się trochę "zapaskudzić" zanim zacznie się goić. Bo póki co robisz wszystko by jej nie zauważać.
Co masz na myśli, mówiąc o "zapaskudzeniu"? Bo ja miałam chyba właśnie to na myśli, kiedy pisałam o czarnej dziurze. To jest taka zgoda na ropienie i krwawienie.
Piszesz, Elle, że do siebie nie pasowaliśmy. Jeśli tak, jak to możliwe, że trwało to tyle lat? Powinnam była bronić!
Kochana, bardzo dobrze wiesz, że im mniejsza świadomość tym większe prawdopodobieństwo wejścia w związek oparty na iluzji, na wyobrażeniu n/t drugiej osoby i wmawianie sobie, że braki, które w związku z tym odczuwamy są czymś "normalnym" i na tym polega bycie razem.
W ten sposób ludzie ciągną martwe dawno związki latami. Ba! Po jakimś czasie życia w takiej hipokryzji sami zaczynają wierzyć w sens ciągnięcia tej farsy i wytykają palcami z pogardą w swoim otoczeniu tych, którzy poszli po rozum do głowy i się rozstali. Wszystko po to żeby zracjonalizować sobie jakoś sens dla trwania w status quo i przy okazji przekonać swoja bezkompromisową postawą drugą połowę, która to męczy się przecież tak samo, a nóż wpadłaby na jakiś "genialny pomysł" i zechciała iść drogą znajomych ?;)
Ty jedna wiesz doskonale jak to wyglądało od środka i jak się czułaś przez większość czasu. Część z tego opowiedziałaś dobrowolnie na Forum, m.in. podczas rozmowy ze mną w innym wątku. Czy tamte słowa były nieprawdą?
zobacz jak relatywna stała się dla Ciebie prawda, kiedy poczułaś oddech samotności na plecach..
To nie jest kwestia relatywnej prawdy. Ja się po prostu zastanawiam, w czym była prawda: w jakichś pęknięciach, niezrozumieniach czy jednak w sześciu spędzonych wspólnie latach? Sama tego nie wiem.
A co do świadomości: ja ją miałam w dużej dawce na początku związku, tak myślę. Powiem tak: byłam świadoma tego, co mnie kręci, a tu kręcenia nie było w ogóle. Ale JAKOŚ TAK* rozkręcało się to dzięki jego determinacji, mojemu pragnieniu dziania się i sprzyjającej atmosferze. I z czasem pojawiła się bliskość. Mimo, że czasem brakowało kręcenia (nie chodzi tu tylko o seks, choć oczywiście też) i oczko zezowało w innym kierunku, nigdy przez myśl mi nie przeszło, żeby cokolwiek z tym robić. I - tak, może jestem materiałem na takiego świra, co woli bezkompromisowość podszytą okresowym wzajemnym umęczeniem niż odejście. Naprawdę. Może łatwo mi mówić, bo to ja jestem bardziej męcząca i to druga osoba bardziej cierpi. Nie wiem.
*Wiem, jak to brzmi. Tego mi najbardziej wstyd. Dotąd uważałam się za osobę nieco rozchwianą emocjonalnie, ale w miarę inteligentną i świadomą, a teraz przed samą sobą próbując dociec, jak to jest możliwe, że byłam w tym sześć lat, umiem odpowiedzieć tylko TAK JAKOŚ.
aurora borealis napisał/a:Amplituda drgań Twojego serca jest teraz bardzo zmienna. Gdybyś tylko zechciała uwierzyć, że jest ona również wygasająca...
Czy chcesz przez to powiedzieć, że te obecne wychylenia poprzedzają ciszę?
To jak z potencjometrem... W człowieku też jest jest taki "suwak", który zwiększa lub zmniejsza moc. Siła emocji działa na podobieństwo tego potencjometra.
A w ciszy to warto pobyć... Zawsze, ale zwłaszcza w takim stanie. Wtedy Twoje myśli mogą się uporządkować. Cisza nie zawsze oznacza spokój. Czasem jest bardzo dynamiczna. Odkrywa to, co było zagłuszane, tłumione i pozwala Ci to oglądać z różnych stron. Tyle, że wielu ludzi boi się ciszy, a szkoda...
aurora borealis napisał/a:Nawet mówić nie mogłam, tak jak Ty kiedyś...
Tego też się boję. Muszę w pracy dużo mówić. A tak bardzo mi się nie chce. Najchętniej wzięłabym zwolnienie, nie wychodziła z łóżka i rozmawiała tylko z wizytatorami, którzy zechcieliby mówić ze mną o moim nieszczęściu. I przytulić.
Pogotowie Przytulające już do Ciebie jedzie, Enono! ;-)
236 2014-09-30 22:27:45 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-30 22:28:11)
No i dobrze, na początek "tak jakoś" jest lepsze niż wmawianie sobie czegokolwiek, czego nie było ![]()
Bliskość to wynik 'oswojenia' - jest fragment w "Małym Księciu", który te kwestię pięknie tłumaczy, polecam ![]()
Ale całej reszty po drodze ..no zabrakło i ta relacja miała potencjał tylko na tyle i to wszystko.
Nie zawsze 'opłaca się' brnąć. Nie wszyscy z wszystkimi będą kompatybilni. Wielkie jaja ma ten, kto potrafi zrezygnować z czegoś wygodnego i stabilnego na rzecz niepewnej przyszłości, ale za to w poczuciu bycia w zgodzie ze sobą i nie oszukiwania tej drugiej osoby.
Fragment "Małego księcia" jest tu bardzo adekwatny. Nie tylko o oswojeniu mówi, ale i o tym, że jest się odpowiedzialnym za to, co się oswoiło. Jest się odpowiedzialnym za uczucie, jakie się budzi w drugiej osobie.
O wygodzie i harówie już kiedyś pisałyśmy w innym wątku. Ja się trzymam tego, że wielkie jaja ma ten, co trwa.
238 2014-09-30 22:39:18 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-30 22:39:55)
Fragment "Małego księcia" jest tu bardzo adekwatny. Nie tylko o oswojeniu mówi, ale i o tym, że jest się odpowiedzialnym za to, co się oswoiło. Jest się odpowiedzialnym za uczucie, jakie się budzi w drugiej osobie.
O wygodzie i harówie już kiedyś pisałyśmy w innym wątku. Ja się trzymam tego, że wielkie jaja ma ten, co trwa.
Nie Kochana.
Odpowiedzialność nie koliduje w żaden sposób z PRAWDĄ. Dopóki współistnieją - jest wszystko ok. Ale kiedy zaczynamy z prawdą iść na kompromis po to tylko by dotrzymać zobowiązania, bycie razem zaczyna przypominać transakcje.. W imię tak pojmowanej 'odpowiedzialności' chciałabyś w tym trwać?
Jeśli tak to tylko dlatego, że nie zdajesz sobie sprawy jak to zaniża wibracje obojga, co zresztą odzwierciedla się i tak w braku radości i chęci z przebywania razem i zatrzymywaniu kogoś wbrew jego woli..
Nieprawdą jest , że ZAWSZE warto zostać. Warto jedynie wtedy, gdy jest Miłość.
Gdy jej już nie ma to znaczy, że ( o ile BYŁA wcześniej) po drodze dokonano zbyt wielu zaniedbań i błędów by ja zatrzymać i wtedy odejście jest wbrew pozorom oznaką szacunku do partnera, podczas gdy pozostanie z nim z litości byłoby właśnie wygodą.
Tutaj już się z Elle rozjeżdżamy w poglądach. Kiedyś może nadarzy się sposobność, by móc o tym porozmawiać...
W każdym razie sypię Wam obu na skronie drobniutkie płatki białych róż. Ostatnich tej jesieni. Niech przyniosą Wam spokój i dobrą noc.
Dobrej nocy Kochana ![]()
Mam nadzieję, że niebawem napiszesz gdzie się rozmijamy i będzie okazja wymienić poglądy.
Myślicie, że po czymś takim mogę się spodziewać zakończenia kontaktu z jego strony?
Droga autorko. Przeraża mnie to, jak bardzo jesteś uzależniona od tego człowieka. Kobieta powinna mieć hobby, czas dla siebie a nie żyć ukochanym i tylko dla niego. Na jego miejscu uciekałabym gdzie pieprz rośnie, mimo uczucia, jakie kiedyś było. Bo ono było, ale się po prostu skończyło i musisz się z tym pogodzić.
Bądź namolna, zamęczaj go smsami czy telefonami, a odetnie się całkiem i nawet na ulicy nie powie ci cześć.
Droga samotnaX4
Po pierwsze, chyba masz problem z oddzieleniem tego, co piszę tutaj od tego, co robię. Może wynika to z niezrozumienia celu, w którym piszę to, co piszę? A celem jest wyzbycie się pewnych planów, pragnień i uczuć, by nie epatować nimi w realu.
Po drugie, w ogóle nie zamęczam go telefonami i SMSami, nie wiem, gdzie coś takiego wyczytałaś. Od dwóch tygodni w ogóle się nie kontaktuję.
Po trzecie, związek między tym, że - nawet desperacko - walczę o relację, która trwała sześć lat w imię wyznawanych przez siebie wartości a tym, że nie mam hobby wydaje mi się wzięty z kosmosu.
244 2014-10-01 10:16:46 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-10-01 10:17:08)
Nie daję rady. Dzisiejszy dzień jest upiorny. Nie jestem w stanie pracować Głowa boli jak przy anginie. Wszytko się kojarzy, wszystko przypomina. Nie chce odejść do przeszłości. Było tak dobrze. Gdyby nie moje doły. Tak wierzyłam, że idzie ku lepszemu. Czy coś mu odpowiedzieć, czy milczeć? Nie wiem. Ale czuję, że to nie ma żadnego znaczenia.
Nie chce odejść do przeszłości. Było tak dobrze. Gdyby nie moje doły.
Dziewczyno, ty jesteś przypadek beznadziejny..
Było "tak dobrze"???
w którym momencie?
Z twojego opisu w wątku Icemana i tych tutaj wynika zupełnie coś innego.
Masz obsesje i przydałby się specjalista, teraz już mówię poważnie..Do ciebie NIC nie dociera.
Elle88 piszesz logicznie, podpisuję się pod tym rękoma i nogami ale z drugiej strony myślę dokładnie tak samo jak Enona - nie sposób się poddać tak łatwo...
Wiem że trzeba mieć godność ale wina jest po obu stronach i uważam że skoro facet rzuca tego typu hasła to cały czas testuje i jednak potrzebuje kontaktu, mimo że cały czas idzie w zaparte ze chce rozwodu.
Ja zostałam porzucona po 15 latach i właśnie dowiedziałam się ze od dłuższego czasu myślał o rozstaniu, walczył z myślami. Mój ukochany, czuły facet z dnia na dzień stał się aroganckim chamem, pokazującym swoją wyższość. Ale co pewien czas znajdujący powody kontaktu. Przy ostatnim spotkaniu widziałam dokładnie to samo co Enona - ironiczność i obojętność. Po co więc te próby kontaktu?
Po co więc te próby kontaktu?
Żeby sobie poprawić samopoczucie.
I jeszcze raz samemu sobie udowodnić swoją zajebistość, że baba jest na skinienie - dalej jest już tylko pogarda. Może być okazywana mniej (obojętność) lub bardziej wprost -przez ironię i arogancję właśnie.
Masz wszystkie objawy współuzależnienia. Poczytaj o tym, jest mnóstwo wątków. Najlepiej zacznij o kultowego
wątku Icemana -trafia tu większość porzuconych. Teraz to takie vademecum postępowania i wszystkie etapy rozstania praktycznie (poszukaj, najdłuższy wątek na Forum).
Wiedza, którą teraz o nim dorzuciłaś jest kluczowa.
To kompletnie niedojrzały do trwałej relacji facet. Ma fobię (lęk) przed bliskością, stąd Twój niedosyt i poczucie powierzchowności emocji między wami.
Im więcej n/t poczytasz, tym lepiej zrozumiesz, że to nie mogło się udać. Przede wszystkim dlatego, że tacy ludzie najpierw obsesyjnie i w ekspresowym tempie dążą do maksymalnego "zbliżenia się" z partnerem - póki on nie jest jeszcze przekonany, to ich napędza (gonienie króliczka), po czym a następuje kolejny etap: odwrócenie ról i naprzmienna gonitwa (tango rozstań i powrotów, wątpliwości i cudownej "pewności"), aż do momentu gdy na horyzoncie takiego fobika pojawi się nowy obiekt.
Teksty, które podałaś to typowy sabotaż i prowokacje żebyś to Ty zakończyła związek.Masz dużo lektury przed sobą
ty jestes niemozliwa Elle88. Powinnas zostac tu etatowym psychoterapeuta:)
Jahera : Do psychologa mi raczej daleko, za mało we mnie dyplomacji
ale lubię kawę na ławę wykładać, a jeśli czasem to kogoś zaboli, to nie jest to nigdy celem nadrzędnym
Żeby sobie poprawić samopoczucie.
Myślę, że jest to wszystko bardziej skomplikowane.
Elle88 napisał/a:Żeby sobie poprawić samopoczucie.
Myślę, że jest to wszystko bardziej skomplikowane.
Chciałabyś ![]()
252 2014-10-01 22:38:41 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-10-01 22:39:09)
Nie, to niezależne od mojego chcenia. Ludziom w różnych momentach różnie (nie)zależy, a rewersem miłości jest nienawiść. Ludzie mierzą się ze współistnieniem pozytywnych uczuć i poczucia krzywdy, zranienia. Choćby z tych powodów fundują sobie dramaty. Czasem mam wrażenie, Elle88, że jesteś bardzo młodą, idealistycznie nastawioną do życia osobą. I to jest ok, ale nie każdy jest taki.
253 2014-10-01 22:42:57 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-10-01 22:43:37)
Gdybym była idealistycznie nastawiona to szukałabym wszędzie punktu zaczepienia do tego by tkwić w przeszłości, tak jak Ty to robisz m.in.
Idealizm polega na niedostrzeganiu faktów i zmian w okolicznościach i/lub tłumaczeniu sobie ich w taki sposób by 'rdzenny pogląd' na daną sprawę mógł pozostać stale ten sam -u Ciebie jest to obsesyjne trzymanie się przegranej sprawy i nadzieja, że rozstanie było wynikiem pogubienia, nie decyzji człowieka po drugiej stronie i tłumaczenie sobie tego na wszystkie możliwe sposoby.
Pomyliłaś trochę pojęcia ![]()
254 2014-10-01 23:01:30 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-10-01 23:02:08)
Idealizm polega na niedostrzeganiu faktów i zmian w okolicznościach i/lub tłumaczeniu sobie ich w taki sposób by 'rdzenny pogląd' na daną sprawę mógł pozostać stale ten sam
A to jakaś nowa, nieznana mi definicja.
Uściślając: miałam na myśli przywiązanie do pewnej wzniosłej idei, w Twoim wypadku miłości. Wzniosłej, bo niedopuszczającej w ogóle takiej możliwości, że rzeczywiste koleje miłości bywają różne, często odbiegające od górnych wyobrażeń. I nie piję tu w ogóle do swojej historii. W razie potrzeby służę przykładami. Ale to na dłuższą rozmowę.
255 2014-10-01 23:10:43 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-10-01 23:13:00)
Ale tu chodzi o to, że ja jestem 'orędownikiem' pracy nad uczuciem i nie poddawania się w wysiłkach by Miłość pielęgnować
Ale warunek jest jeden- musi być Miłość, a nie relacja oparta na rozsądku (bo "wychodził" mnie sobie) czy projekcji n/t partnera ("bo on się kiedyś zmieni, jak jeszcze 500 x razy my wykład zrobię") i strachu przed samotnością ("bo potrzebuje by ktoś mnie złapał jak będę upadać" )
Nie pisz proszę, że nie pijesz do swojej historii, bo na chwile obecną i jeszcze kilka najbliższych miesięcy wszystko będziesz pod ten mianownik sprowadzała.
Za wszelką cenę chcesz sama siebie przekonać, że da się ciągnąć związek z rozsądku i muszę przyznać, że prawie Ci się to udaje..gdyby nie fakty ![]()
Elle88 zastanawiam sie czy jestes w stalym udanym związku? Przepraszam ze pytam ale jestem ciekawa. Masz sporo racji w tym co piszesz ale dziwie sie ze nie dajesz procenta nadziei na jakiekolwiek scementowanie zwiazku. Ja podobnie jak Enona bylam upierdliwa i marudna, sadzac ze moge wejsc facetowi na glowe a i tak zawsze bedzie przy mnie. Nie usprawiedliwiam facetów ale nie zakladam tez ze w 100% osbudowa zwiazku nie jest mozliwa. Tym bardziej ze mam takie przyklady wsrod znajomych.
257 2014-10-02 00:15:06 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-10-02 00:16:00)
Odbudowa związku jest możliwa, kiedy DWIE strony tego chcą.
Nie rozumiem co w tym jest trudnego do zrozumienia poza tym, że ten przypadek nie dotyczy tego wątku.
Autorka szuka sposobu by wskrzesić uczucie na zgliszczach czegoś co dawno umarło, a było jedynie sztucznie podtrzymywane przez jej "upierdliwość" i upór (sorry, posłużyłam się Twoim określeniem
) Jak przeczytasz cały wątek to znajdziesz tam bezpośredni cytat z ex Autorki, który wyraźnie jej powiedział, że ""wracał z litości i by sobie czegoś nie zrobiła".
Czy coś takie wg Ciebie Jennag ma potencjał do "ratowania"?
Sprawa w tym wątku i wielu podobnych rozbija się o to, że jedna strona (albo obie) są od początku niedopasowana i jedna druga okresowo przekonuje, że jednak warto..po czym ktoś nie wytrzymuje, wtedy ta druga strona nagle stwierdza, że to była miłość, bo "lepiej się było męczyć we dwoje niż samemu".
Błagam Cię.. To z Miłością ma tyle wspólnego co ja z dyplomacją ![]()
Jak wielokrotnie podkreślam: nie sztuka jest utrzymać fikcyjny lub martwy od dawna związek.
Ja wyczuwając, że mój wchodzi w ten etap - zakończyłam go.
"Nie zawsze 'opłaca się' brnąć. Nie wszyscy z wszystkimi będą kompatybilni. Wielkie jaja ma ten, kto potrafi zrezygnować z czegoś wygodnego i stabilnego na rzecz niepewnej przyszłości, ale za to w poczuciu bycia w zgodzie ze sobą i nie oszukiwania tej drugiej osoby."
Elle88 ,jestem Twoją fanką, jedną z wielu, podczytuję Twoje odpowiedzi w różnych tematach.Przede wszystkim u Icemana :)Masz bardzo rozległą wiedzę i czytałam też dlaczego to robisz.Ludzi nie spotykamy przypadkiem. Pod tym co powyżej podpisuję się obiema rękami i całą klawiaturą. Ja tak właśnie zrobiłam, jestem dzięki temu całkiem inną osobą, przede wszystkim odzyskałam siebie i swoją świadomość i nie krzywdzę nikogo. I jestem szczęśliwa. Jeśli jest Miłość to zawsze warto walczyć, jeśli jej nie ma to walka z wiatrakami. I to wcale nie jest pójście na "łatwiznę", zapewniam.
259 2014-10-02 00:27:32 Ostatnio edytowany przez cichyfacet (2014-10-02 00:28:15)
Podczytuje wątek i akurat włączyłem piosenkę, która moim zdaniem tekstem oddaje to o czym toczy się dyskusja, więc na rozluźnienie tudzież na dobranoc! ![]()
http://www.youtube.com/watch?v=Ws2fE-fc1Ns
260 2014-10-02 00:46:15 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-10-02 01:33:10)
Kilka lat temu kupiłam książeczkę z ciekawymi sentencjami i pięknymi fotografiami przedstawiającymi rozmaite drzwi, furtki, wrota i bramy. Oto jej fragment:
? Chciała być dla niego domem, portem, przystanią, kątem przytulnym, stołem zastawionym? I była. Ale dziwiła się, że on - mając w tym domu dokładnie wszystko - otwierał czasem na oścież drzwi i patrzył przez nie z niezrozumiałą tęsknotą. Nie wiedziała, że będąc dla niego domem zamykała mu świat. Będąc ziemią, nie potrafiła być niebem? Nie można zamknąć drzwi tęsknocie za światem i niebem? ??
http://youtu.be/mXw-nPKlPLc