netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto walczyć?

592 odpowiedzi87 773 wyświetleniazałożony przez Enona, 10.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 593 ]

66

Odp: czy warto walczyć?

On ma 35 lat, nie ja. Co do chorób - u nas wszystko zawsze sterylnie. Aż za bardzo. Trudno mi tak po prostu uznać ją za dziwkę. Pogadali, błyskotliwa rozmowa, nie powiem, dała mu to, czego ja nie dawałam. Ot. A że tak szybko wszedł w związek ze mną, który uznał za jałowy, teraz tym bardziej wróżę szybkie oświadczyny i oszałamiający sukces.

67

Odp: czy warto walczyć?

Po prostu mu się znudziłaś. A czy jej się oświadczy i się z nią ożeni to co za różnica, skoro ten facet to zero, chciałabyś takiego męża bo ja nie? Żonę porzucił po miesiącu małżeństwa, teraz Ciebie porzucił, więc tą nową też porzuci jak mu się znudzi, szczególnie że powiedział że "chciałby spać z innymi kobietami". Ty powinnaś współczuć tej dziewczynie a nie jej zazdrościć i się bać, że się z nią ożeni. Ten facet to naprawdę jakaś masakra, nie chciałabym takiego kolegi, a co dopiero męża. Powinnaś się cieszyć, że się go wreszcie pozbyłaś, a nie jeszcze za nim płaczesz.
Z tego co piszesz to widać, że jesteś bardzo inteligentną osobą, oczytaną, masz duży zasób słownictwa, widać że jesteś inteligentna. I dziwi mnie, że dajesz się tak traktować takiej męskiej szmacie. Uważam że jesteś zbyt emocjonalna i za bardzo wszystko analizujesz niepotrzebnie. Ja po takim tekście jakby mi facet powiedział, że go już nie pociągam i że on chce spać z innymi kobietami, to bym od razu zakończyła znajomość i nawet za takim nie płakała. A jakby się z inną przespał to już w ogóle dziękuję, dowidzenia. Nie chcę mieć z kimś takim nic do czynienia. Spakować jego ubrania w walizki, wystawić za drzwi, zmienić zamki. A Ty po tym wszystkim jeszcze latałaś z nim po psychologach i uprawiałaś seks. Nie jestem w stanie tego zrozumieć, przecież nie jesteś głupia, więc czemu się tak zeszmacasz?

68 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-13 15:32:01)

Odp: czy warto walczyć?

Dzięki za nazywanie rzeczy po imieniu. Dlaczego, dobre pytanie. Ludzkie intencje nie są takie jednoznaczne. Kiedy się poznaliśmy, byłam bardzo stanowcza. Wielokrotnie mówiłam mu, że nawet jeśli ze sobą będziemy, to się źle skończy. Ale on słał kwiaty, przyjeżdżał nad ranem, nie dawał się spławić. Wiem: potwierdzam, że nie byłam wcale twarda. Fakt: miałam 23 lata i żadnych doświadczeń damsko-męskich poza wielką nieszczęśliwą miłością, której wspomnienie ciągnęło się za mną. Ta atencja mnie powaliła. I to, że on od razu był gotów dać mi wszystko. Kiedy po trzech miesiącach powiedziałam, że nie mogę z nim być, stwierdził, że właśnie miał mi zaproponować ślub. Po kolejnych trzech były oświadczyny z pierścionkiem. Bałam się tej jego desperacji. Jestem osobą racjonalną, a nawet pesymistycznie nastawioną do życia. Śmierdziało mi to, więc nie przyjmowałam oświadczyn, ale z jakichś względów byłam z nim, chciałam wierzyć, a może w nieskończoność sprawdzałam. Ślub nie był mi tak potrzebny, jak bycie razem, poczucie bliskości. Teraz widzę, jak bardzo ważne to było dla mnie. Może stąd ta walka, która nazwałaś zeszmaceniem? Pewnie też z niskiego poczucia wartości, które mówi: patrz, to on Cię wyniósł pod niebiosa, zobaczył w Tobie kobietę, chciał wszystko dać, a teraz strąca Cię w przepaść i jesteś nikim jeszcze bardziej niż kiedyś. Może też uważam, że to co się stało, jest jakąś karą za moje zło, którą gotowa byłam przyjąć, wierząc, że teraz wszystko się zmieni.

69

Odp: czy warto walczyć?

No i widzisz, wystarczy pogrzebać odrobinę w sobie - i masz odpowiedź smile
On zdesperowany, Ty zdesperowana.
Na desperacji niczego sensownego zbudować się nie da.

On "gonił króliczka", potem króliczek przestał uciekać i okazał się -'taki zwyczajny', do tego problemy .. a to przytłoczyło piotrusia.

Teraz Ty szukasz na siłę 2go dna w swoich rzekomych zaniechaniach czy zwlekaniu.
Strach się bać co by było, gdybyś po 3 m-cach za niego wyszła big_smile'

Oboje szukaliście w tym "Związku" zapomnienia: Ty po nieszczęśliwej miłości i oderwania od depresji, on -zapewne to samo, tylko o tym nie myślał.
Te błyskawiczne akcje i wielkie zrywy na początku relacji są tak do bólu ograne i tylko trzeba być świadomym żeby zobaczyć w nich panikę i ucieczkę od własnych emocji. To "rzucanie się" na oślep w cudze ramiona, wielkie wyznania..wszystko żeby zapomnieć o tym co było, a czego się nie chciało przepracowywać.
Niepozamykane stare sprawy.. tak to się kończy.

skoro miałam 23 lata jak się poznaliście, to teraz masz 29, coś koło tego.
A zachowujesz się jakbyś miała co najmniej 60.

Nic nie straciłaś. NIC.
To była 6-letnia iluzja, w którą uparłaś się wierzyć.

70

Odp: czy warto walczyć?

A, i jeszcze co mnie do tego pcha: po zdradzie powiedział, że wizja związku z nią przeraziła go, że przy mnie był taki, jaki chciał być. I że czuje się przy mnie bezpiecznie, bo umiem analizować i porządkować wydarzenia. Dlatego chciałabym, żeby mi zaufał.

71

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

A, i jeszcze co mnie do tego pcha: po zdradzie powiedział, że wizja związku z nią przeraziła go, że przy mnie był taki, jaki chciał być. I że czuje się przy mnie bezpiecznie, bo umiem analizować i porządkować wydarzenia. Dlatego chciałabym, żeby mi zaufał.

Traktował cię jak bezpieczną przystań, do której zawsze może wrócić.
To, że "porządkujesz zdarzenia" oznacza, że na wszystko znajdziesz usprawiedliwienie, w tym - zdrady. ale że owinął ci tą prawdę w złoty papierek to łyknęłaś jak pelikan i cała wdzięczna smile

Ach..ta desperacja. Koleżanka wyżej bardziej dosadnie to ujęła, ale i tak nic nie dochodzi.

72

Odp: czy warto walczyć?

Dzięki Elle88. Króliczek zwyczajny i całkiem oswojony, ale ślubu i rodziny wciąż niechcący. Czyli podwójna mogiła. Przechodzenie. Ale dwa zdesperowane, może nieco lepiej dobrane pyłki przy odpowiedniej dozie pokory mogą się zejść szczęśliwie. Tak pewnie z nimi będzie. A ja zostanę ze swoimi analizami, sześćdziesięciolatka przed trzydziestką, bo dobrze policzyłaś.

73

Odp: czy warto walczyć?

Kobieto, naprawdę szczytem ambicji na ta chwilę jest dla Ciebie wyrwać faceta, który Cię olał i seksi się z inna kobieta, z jej "szponów"?
Co sobie tym udowodnisz?
Że "wybrał" Ciebie?

Będziesz w swoich oczach lepsza, bo może tamta miała kurzajkę na stopie, a Ty lepiej o nie dbałaś więc płynnie przeszedł z innego łóżka z powrotem do twojego?

Zachowujesz się jak jakaś niewolnica swojego pana.
Może powinnaś klęczeć przed ich łożem i w czasie kiedy to robi obmywać mu stopy wodą z płatkami róż?


Naprawdę wierzysz, że zachowując się tak jak teraz (jak totalna desperatka) bez honoru, bez klasy..że jestes w stanie go w ten sposób przekonać? TYMI środkami?

Pobudka!

74

Odp: czy warto walczyć?

Ech, wierzę, że w rozmowach z nim aż tak źle to nie wygląda. Ja tu i w rozmowach z bliskimi odsłaniam miękkie podbrzusze przed wejściem na ring.

75

Odp: czy warto walczyć?

Słowa są nieważne, liczy się energia i postawa jaka od Ciebie bije.
A jaka to już i my i on ci powiedzieliśmy.


Facet otwarcie mówi, że sypiał z Tobą i wracał z litości, żebyś sobie czegoś nie zrobiła, a Tobie nadal wydaje się, że jeszcze "karty rozdajesz" i on widzi Cię jako atrakcyjna babkę, tylko musisz wypowiedzieć cudowne zaklęcie..

Jesteś chyba najbardziej zdesperowana kobietą z wszystkich wątków.
Gratulejszynz wink

76

Odp: czy warto walczyć?

Ej, przeca wiem, że nie rozdaję kart.

77

Odp: czy warto walczyć?

no.
Więc on jeżeli wróci to z braku laku, innej opcji nie ma.
A to i tak na chwilę.

Satysfakcjonuję Cię taki układ?

78

Odp: czy warto walczyć?

Poza tym nie będę udawać postawy innej niż ta, którą faktycznie aktualnie mam. Nie umiem tego robić. Jestem teraz na takim etapie i trudno: trochę spokojniejsza, gotowa do rozstania, zraniona a jednocześnie stęskniona. Nie umiem emanować inną energią. A nie o kłamstwo tu chodzi przecież.

79

Odp: czy warto walczyć?

Taki nie. Inny. Nie z braku laku, ale z wyboru.

80

Odp: czy warto walczyć?

Nie chodzi o to by coś udawać, tylko być przytomnym i świadomym tego, co się w Tobie dzieje.
To wystarczy.

A Ty z jednej strony coś zaczynasz jarzyć, a po chwili chcesz całować ziemie po której ex stąpa.
Dojdź najpierw do ładu ze sobą, a potem myśl co robić.
Nie odwrotnie.

81

Odp: czy warto walczyć?

A wiesz, czego się boję? Że to zajęcie się wyłącznie sobą, przepracowanie tego dla siebie sprawi, że to ja zrewiduję pogląd na ten związek i zatrzasnę drzwi. Boję się puścić futrynę.

82

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

A wiesz, czego się boję? Że to zajęcie się wyłącznie sobą, przepracowanie tego dla siebie sprawi, że to ja zrewiduję pogląd na ten związek i zatrzasnę drzwi. Boję się puścić futrynę.

Haha. Świetne smile
Powoli zaczynasz rozumieć, że ten związek miał prawo istnieć tylko dopóki jesteś nieświadoma - dopóki "śpisz" i musisz udawać głupszą i mniej wymagającą niż jesteś.

Ale uwaga 'mniej wymagająca' w znaczeniu: pogodzona ze związkiem, który nie spełnia Twoich oczekiwań.
A teraz kiedy to się rozpieprzyło wreszcie, przeraziłaś się, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu.
Gdzie tu miłość? wink

83

Odp: czy warto walczyć?

Miłość ma wiele twarzy. Trudną ją przyszpilić jak motyla. Banał.

84

Odp: czy warto walczyć?

Ciekawa jestem Was, którzy tu piszecie. Dlaczego to robicie? Czy to część Waszej drogi? Czy Wam to coś daje? Z czym przyszliście?

85 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-13 17:20:27)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Miłość ma wiele twarzy. Trudną ją przyszpilić jak motyla. Banał.

Chore wzorce miłości mają wiele twarzy, sama Miłość jest prosta i nieskomplikowana.
A te 'pomyłki' po drodze są po to by zrozumieć czym Miłość NIE JEST.
Ale niektórzy 'wiszą u futryny' latami ze strachu, że nic lepszego ich nie spotka, wtedy lubią sobie tłumaczyć, że "miłość to cierpienie, niepewność i ból". Kto im zabroni w to wierzyć? wink

Ciekawa jestem Was, którzy tu piszecie. Dlaczego to robicie?

Pewnie z tego samego powodu co większość ludzi, którzy mają za sobą jakieś trudne doświadczenia (niezależnie od dziedziny), przeszli coś, zrozumieli, podnieśli świadomość.
Wtedy naturalną potrzebą jest dzielić się tym co sam wiesz, co masz.

To jest jedna z twarzy miłości: mam w nadmiarze, więc się mogę podzielić.
Nie mogłabym i nie miałabym czym, gdybym była w depresji i sama desperacko jej poszukiwała. "Z pustego i Salomon nie naleje".
Mam nadzieję, że rozumiesz analogię. wink

86

Odp: czy warto walczyć?

Wściekła na siebie jestem. Coś ze mną nie tak. Jakoś większość ludzi żyje normalnie, szczęśliwie bez "podnoszenia świadomości". Pewne sprawy wyczuwają intuicyjnie i nie ładują się w kanał na lata. Nie cierpią potem z powodu hańby. Bo dla mnie to hańba, po której najlepiej byłoby uciec tysiące kilometrów stąd.

Jaki jego obraz wyłania się z tej całości?

87

Odp: czy warto walczyć?

Żadna tam "hańba", nie szalej wink

Spałaś, byłaś pijana (on zresztą też) - bywa.

Inne pary tak funkcjonują, bo mają 'zdrowe wzorce', wystarczy, że nie maja wadliwych, wtedy nie ciągnie ich do ludzi z problemami i nie muszą niczego przerabiać.
"Karma is a bitch" , znasz to? wink

88

Odp: czy warto walczyć?

Czemu to tak boli? Jak sobie z tym poradzić?

89

Odp: czy warto walczyć?

Musi boleć, bo to "ciało bolesne emocjonalne".

Przestanie dopiero jak w ten ból wejdziesz, zamiast kombinować jak tu go uniknąć (m.in. przez chęć powrotu) i rozpoznasz prawdziwą przyczynę.
Czytaj temat, który poleciłam, tam masz podane na tacy z przykładami co i jak.

Twój przykład tylko niuansami różni się od przykładów chłopaków i dziewczyn z wątku. Nie szukaj w nim wyjątkowości na siłę.
Do roboty! wink

90 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-13 21:19:01)

Odp: czy warto walczyć?

Tak, tak, przytulam się do bólu, staram się go zaakceptować. Prawdziwa przyczyna? Nie chciałam wejść w związek, ale weszłam. Przestałam ufać sobie, zaufałam komuś, kto bardzo chciał być ze mną. Naprawdę chciał. Byłam z nim, ale nie do końca. Czemu mi to nie wystarczyło? Nie mogłam ani się rozgościć, ani wyjść.

Mój aktualny opis pod nickiem, "Powoli się zadomawiam" jest tu najbardziej adekwatny.

91

Odp: czy warto walczyć?

Prawdziwa przyczyna? Nie chciałam wejść w związek, ale weszłam.(...) Przestałam ufać sobie, zaufałam komuś (...)

To skutek nie przyczyna.
Szukaj dalej wink

92

Odp: czy warto walczyć?

Pytasz o przyczynę rozpadu czy tego, że nie chciałam wejść?

93

Odp: czy warto walczyć?

O nic nie pytam.
Wskazuję Ci tylko kierunek wink

Za dużo byś chciała na raz, przy zbyt małym wkładzie.
Nie przeskoczysz bólu, cierpienia, zagubienia -wszyscy to przechodziliśmy i Ty też przez to przejdziesz.
Narazie idziesz trochę na łatwiznę, niby pytasz, niby szukasz..a nie chce Ci się poświęcić czasu żeby zagłębić się w historie innych, które wiele by Ci uświadomiły i pomogły, gdybyś tylko przestała uparcia wierzyć, że Twoja jest inna.
Szukasz gotowej odpowiedzi.. a to nie tędy, nie na skróty.

94

Odp: czy warto walczyć?

Zagłębiam się. Siedzę tu prawie cały dzień, bo nic innego i tak nie jestem w stanie robić. Widzę podobieństwa w sposobie przeżywania oraz w niektórych mechanizmach, ale staram się rozkminić specyfikę swojej sytuacji.

95

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

On zdesperowany, Ty zdesperowana. (...) Teraz Ty szukasz na siłę 2go dna w swoich rzekomych zaniechaniach czy zwlekaniu.
Strach się bać co by było, gdybyś po 3 m-cach za niego wyszła big_smile'

Może nie po trzech miesiącach, ale w którymś momencie tych sześciu lat. Może gdybym w trakcie przepracowała swoje problemy i powody lęku, weszlibyśmy w to na całość i byli dziś szczęśliwym małżeństwem. Wiem, że to takie gdybanie, ale nie daje mi spokoju, czy mogło tak być. I faktycznie stawiam teraz pytanie o zaniechania i zwlekanie. Dlaczego były, co mną powodowało?

96 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-14 16:42:15)

Odp: czy warto walczyć?

Raporcik

Pogoda piękna (w sam raz na weekend w górach), a ja od trzech dni w domu. Po raz pierwszy się z niego ruszyłam za sprawą całkowitego braku jedzenia. I co? I trudno. Trudno nawet chodzić po ulicach bez tej świadomości, że gdzieś jest i czeka, myśli, łączy się niewidzialną nitką. To uczucie towarzyszy mi od kilku tygodni. Przybiera nawet formę lęku, że odtąd coś mi zagraża. Że zaraz mnie ktoś napadnie. A druga sprawa to to, że straszę ludzi, że to widać, że jestem w środku cierpienia. I że nikt już mojej twarzy nie kocha. To w pracy szczególnie trudne, zwłaszcza, że z ludźmi wciąż mam kontakt i całą sobą pracuję. Jak taką sobą pracować? Szybko wróciłam do swojej nory, lizać rany i wyrzygać je tu.

O czym myślałam? O tym, jak bardzo musiałam skrzywdzić jego ego, żeby na coś takiego zasłużyć.

O czym myślę? Że nie chcę go zobaczyć, gdy przyjdzie robić to cholerne pranie. A raczej - nie chcę być zobaczona. Nie, nie jestem zapłakana. Wyglądam raczej zwyczajnie. Choć wydaje mi się, że moja twarz jest jakby zdeformowana i przykurzona. Ale nie chcę. Spakowałam jego brudną bieliznę do torby i zamierzam mu ją wręczyć, gdyby przyjechał.

Tak, macie rację: dumam też nad tym, czy nie ma nic a nic wyrzutów. Tak, obchodzi mnie to. Bijcie, nadstawiam trzeci policzek. I ciemię.

Weekend się kończy, a ja nawet nie zajrzałam do pracowych zobowiązań, których mnóstwo. Biorę się do tego, biorę się do tego. Biorę się. Trzymajcie kciuki!

97

Odp: czy warto walczyć?

Nie uraziłaś jego ego. Tak myśli każdy porzucony, a szczególnie ci zdradzeni - niezły paradoks, co? smile

On jest teraz z nią i ona zaprząta jego myśli, o wyrzutach sumienia zapomnij.

Powiem Ci co pomaga: Postaw się w wyobraźni w jego sytuacji.  Mężczyzna Ci ostatnie miesiące (lub lata) obrzydł i jedyne o czym myślisz to jak ten związek zakończyć. Ale on łazi za Tobą i błaga, prosi..Odczuwasz litość i coraz większą niechęć, momentami obrzydzenie, przestałaś go szanować. Skutkiem tego każdy nowy mężczyzna wydaje się atrakcyjniejszy. Ale w końcu kogoś poznałaś, kto Ci się podoba i o ile wcześniej przeciągałaś w czasie definitywne rozstanie z ex, reagowałaś na jego płacze i pretensje, o tyle teraz już nie widzisz powodu.
Idziesz w ten romans na całość, cieszysz się chwilą bez ciągłych nieporozumień, kłótni i zgrzytów, bez zapłakanego wiecznie eksa, który nie potrafi w żaden sposób Cię zainteresować poza braniem na litość.
I co, tęskniłabyś?

98

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

Nie uraziłaś jego ego. Tak myśli każdy porzucony, a szczególnie ci zdradzeni - niezły paradoks, co? smile

Uraziłam, daje mi to do zrozumienia. Nazwał to nawet kastrowaniem. Mało słuchałam, dokopywałam, krytykowałam, byłam złośliwa. Kiedy miał trudną sytuację w pracy, doprawiałam. Szczególnie w ostatnim czasie. I jeszcze to on był wiecznie rzecznikiem tego związku. Faktycznie: nie ma za czym tęsknić.

Co do drugiej części wypowiedzi, ok. Nie wiem, jak bym reagowała przy takiej eskalacji żałości, ale raczej nie w ten sposób. Szczególnie gdybym była przyczyną takiego stanu, a tak było z moimi ostatnimi histeriami: były - owszem, może dziwną - reakcją na zdradę i jego chwiejność.

Jak zareagowałam: najpierw zapytałam, czy było fajnie, potem czuwałam w nocy, żeby sobie czegoś nie zrobił. Gdy zasnął, nie spałam. Następnego dnia przez całe przedpołudnie śpiewałam z zamkniętymi oczami piosenki. Potem się odcięłam. Potem przytuliłam zamiast uderzyć. Potem próbowaliśmy. Po kilku dniach chciał wyjechać do rodziców, nic nie powiedziałam. Zamarłam. Wziął na ręce, zaniósł do łóżka i tulił całą noc. Potem gadaliśmy cały dzień. Zadzwonił do swojej mamy, że próbujemy. Potem był zgrzyt, nocne spacery i wieść, że mnie nie kocha. Czy to aż tak dziwne, że płakałam, krzyczałam "Ratunku!" i mówiłam rzeczy od rzeczy? Czy raczej to, że powiedział, że za bardzo mnie kocha, żeby mi na to pozwolić i zdarł ze mnie ubranie. A potem zadzwonił do mojej mamy, żeby powiedzieć, że to po to, żeby mnie uspokoić.

99

Odp: czy warto walczyć?

Telenowela brazylijska.

100

Odp: czy warto walczyć?

Wiem smile

101 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-14 21:01:09)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

To się przeplata: zrozumienie i ogłupienie.

Enona,
A życie woli jednak krzywą Gaussa (pewnie nie bez przyczyny zwaną także rozkładem normalnym) i odrzuca wartości skrajne, jako niereprezentatywne.

Jeśli uda Ci się przyjąć do wiadomości, wszystko to, co w tej chwili się z Tobą dzieje w sferze psychicznej, emocjonalnej, somatycznej, duchowej jest związane z niestabilnością, ze zmiennością odczuć, to będzie zaczątek Nowej Ciebie. W Twoim życiu miało miejsce bardzo bolesne doświadczenie. Reagujesz na nie zgodnie z Twoją konstrukcją psycho-fizyczną. Na pewne rzeczy z tym związane nie masz wpływu - przynajmniej w tej chwili. Jednak świadomość, że jesteś zupełnie rozbita, a to co czujesz także ulega przemianie powinny Ci towarzyszyć. Gdy człowiek zaczyna chorować na anginę, to w pierwszych dniach ma trudność nawet z przełykaniem śliny, trochę tak, jakby nawet samego siebie nie tolerował, a tym samym odrzucał... Jest chodzącym bólem i nawet szampan z truskawkami mu nie pomogą. Szczęście, że angina nie trwa wiecznie... ;-)


Elle, Norwegio ;-)

Dziś, po kilku miesiącach czytam Twe posty zupełnie inaczej, bo jestem zdolna pojąć więcej niż wówczas. Człowiek po rozstaniu doświadcza zaburzeń także w sferze poznawczej: nie umie/ nie chce/ nie potrafi/ nie jest zdolny przyjąć nowych treści, ze szczególnym uwzględnieniem wiedzy o samym sobie.

102

Odp: czy warto walczyć?

Aurora: Co by się nie zmieniło, to zawsze byłaś jedną z niewielu osób, które potrafią na to co pisałam patrzeć z dystansem i nie atakować mnie za moją "rozbrajającą" (a momentami przechodzącą w brutalną wink) szczerość. Za to Cię zawsze podziwiałam i cenię big_smile

Mam nadzieję, że stabilizujesz się emocjonalnie w kierunku neutralności do tego co było. smile

103 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-15 14:47:07)

Odp: czy warto walczyć?

Raporcik 2.

Wróciłam z pracy. Celem było być w niej odrobinę mniej wystrachaną i maskowatą. Cel osiągnięty powiedzmy 5/10. Czuję się spokojniejsza. Mniej lęku. Chyba planowanie go eliminuje. Ale łapię się na jakichś przebłyskach nadziei. Iluzjach tego, że moja aktualna myśl dziwnym kanałem łączy się z jego. Wczoraj oglądałam zdjęcia. Dziś czytałam wiadomości. Nie przyszedł wczoraj prać. Dziś też nie dał jeszcze znaku. Wiem, że to się musi stać i skonfrontować mnie z moimi myślami. To mnie niepokoi.

104

Odp: czy warto walczyć?

Story

Dostałam SMS, że za pół godziny albo o 19.00 przyjdzie zrobić pranie. Odpisałam, żeby prał gdzie indziej. Odp.: "Chyba żartujesz". W rozmowie telefonicznej usłyszałam, że blokuję mu dostęp do mieszkania i kto właściwie w tym mieszkaniu zostaje. Powiedziałam, że ja. I że nie chodzi o blokowanie dostępu, ale nie wyobrażam sobie, żeby uprał tu (i zostawił mnie do rozwieszenia) gacie z wyjazdu z tą babą. Że wierzę, że to rozumie. I że ma znajomych z pralkami oraz tyle kasy, że stać go na pralnię. Zresztą ja właśnie robię pranie, a półgodzinne wyprzedzenie to trochę mało. I że dziwię mu się, że widzi tylko względy ekonomiczne. Kompletnie nie widział moich racji i emocji. Zero empatii. Na koniec powiedział, że w tej sytuacji musi sięgnąć po inne środki, czyli... zadzwonić do moich rodziców. Poprosiłam o wsparcie siostrę, która dała mu sygnał trzeciej strony, że to on jest w błędzie.

105 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-15 23:01:09)

Odp: czy warto walczyć?

Enona,

Ta asymetria w postrzeganiu rzeczywistości, głęboki brak zrozumienia dla uczuć drugiego, przecież tak bliskiego człowieka i nieumiejętność porozumienia w istotnych sprawach odsłania jeszcze jakąś inną przestrzeń - już nie relacji, ale niby własnego lecz mniej znanego "ja" gwałtownie doszukującego się spełnienia i ukojenia, które nie nadchodzi. Ta tęsknota ukazuje prawdę o nas. O tym kim my jesteśmy, czego tak naprawdę pragniemy, czego nam brakuje.

Dziś, po wielu miesiącach wylanych łez, stopniowo pojmuję sens tego etapu rozstania. Zawsze z uwagą czytam, gdy Elle pisze o tym nowym "ja" obnażonym przed samym sobą. Ono zawstydzało mnie swą nagością. Właśnie Elle chirurgicznym cięciem odziera z iluzji, przepędza fantasmagorie, wydobywa na światło, to, co chce się przed sobą ukryć za kurtyną łez, za mgłą gwałtownego osamotnienia...  I choć w wielu kwestiach nie utożsamiam się z poglądami Elle, bardzo poważnie traktuję Jej słowa o uświadomieniu sobie kim w sytuacji rozstania człowiek się staje, jakie pobudki nim kierują, jakie ma plany w stosunku do siebie na ten czas po zerwaniu relacji, w jakim miejscu polaryzuje swe nadwątlone siły, swą energię... Jednym słowem, jeśli spróbować przenieść krystaliczną logikę Jej słów na rzeczywistość, można powiedzieć, że słowa Elle mogą pomóc pojawić się Prawdzie.

Inną kwestią jest też dla mnie to, że pod pozorną chropowatością i drapieżną błyskotliwością Jej słów, odkryłam skondensowany w jednym drobnym kobiecym ciele intelekt i przepiękną Istotę. Przyglądam się Jej bez znużenia, jak dziełom w El Prado...

Z tego, co piszesz Enona wnioskuję, że  jesteś Osobą bardzo inteligentną, a także uzdolnioną  emocjonalnie. Przebudzenie kiedyś nadejdzie, jeśli zechcesz nastawić swój "budzik"...


Elle,

Maluj tym pędzelkiem kobaltowych słów. Pamiętaj jednak o sobie i o odnawialnych źródłach, bardzo proszę ;-)

106

Odp: czy warto walczyć?

Raporcik 3

Myślałam, że jego wyprowadzka będzie tylko formalnością. Tymczasem techniczne ustalenia przepisania umowy i jego poszukiwania mieszkania mnie dziś kompletnie rozbiły. Poprosiłam o rozmowę nietechniczną. Jesteśmy umówieni na weekend. Ale właściwie nie wiem, czy wiem, po co.

107

Odp: czy warto walczyć?

Nie jest mi obce uczucie bycia "niekompletną" po rozstaniu. Spędziłam wiele lat w samotności, aby nagle zostać obdarowana miłością, a może tylko czymś na kształt miłości, skoro to nie przetrwało i zgasło jak knotek T-lighta utopione w gorączce emocji i pytań: czy jeszcze zdołam kogokolwiek pokochać, czy może należę do tej kategorii ludzi, którym nie dane jest żyć w parze, czy mam tak trudny charakter, czy jestem aż tak powichrowana mentalnie, że ta kategoria szczęścia we dwoje nie jest mi pisana?

Wyłaziły więc razem z tymi pytaniami wszystkie moje lęki, wszystkie niedociągnięcia, mniej lub bardziej paskudne wady, uchybienia, paranoje oraz iluzje jakimi karmiłam się z upodobaniem. Mnie mój Ukochany nie zdradził, nie zrobił mi świństwa, nie oszukał, nie dokuczył, nie nawymyślał... Przeciwnie, zasypywał komplementami niemal do ostatniego dnia... I ja go nie zdradziłam z innym mężczyzną. To ja sama zdradziłam siebie... Tak bardzo chciałam kochać, tak bardzo wmówiłam sobie, że on jest lekiem na moją samotność, tak bardzo był "on, z nim, przez niego, dla niego, o niego", że zachłysnęłam się tą relacją, zdradziłam moje "ja" i przestałam szukać tego, czego pragnęło moje serce, przez długi czas mamione iluzjami, erzacem miłości...  A on nie umiał w tej uczuciowej galopadzie za mną nadążyć...

Czasami wydaje mi się, że stale biegnę... Widać maraton jeszcze się nie skończył, ale... mam przeczucie, że sławetna "ściana" w okolicach trzydziestego kilometra jest poza mną.

Enona, piszę to dlatego, że gdzieś tam w środku, rozumiem co czujesz. Ja zmarnowałam bardzo dużo czasu w ostatnim roku, bardzo nisko upadł mój duch, bardzo się pokaleczyłam depresją, izolacją od świata, teatralnymi scenami mojego skrzywdzonego ego, które odgrywałam przed sobą, gdy już moi bliscy womitowali tym naszym rozstaniem...  Tak bardzo bym chciała, abyś nie szła tą samą drogą. Ona prowadzi donikąd...

Bądź dzielna w ten weekend! Odwagi!

108

Odp: czy warto walczyć?

Dzięki, aurora borealis. Jest bardzo źle. Ja zainicjowałam spotkanie, a teraz się zastanawiam, czy się z niego nie wycofać. Mam wrażenie, że lecę jak ćma do ognia, że się samotorturuję. W dodatku cały czas mam wrażenie niedomknięcia, choć właściwie wszystko zostało już dopowiedziane. Moje życie wygląda teraz tak strasznie, że podejmę każdy trud, żeby zawrócić je na inne tory. Z drugiej strony mam wrażenie, że podejmując go, oddalam się właśnie od celu.

Poważnie rozmawiać, pytać, przekonywać? - tylko go zniechęcę.
Liczyć się z kolejnym ciosem, wystawiać się na niego, żeby się OSTATECZNIE przekonam, że już mnie nie chce? - tylko się poranię a za kilka dni nadzieja i tak powróci.
Zapytać konkretnie, jakie ma plany i co się z nim dzieje? - boję się tego, co usłyszę.
Podzielić się swoimi wyrzutami sumienia związanymi ze związkiem? - po co się wystawiać?
Kulturalnie podsumować związek? - przecież nie chcę go kończyć.
Odwołać spotkanie i budować ciszę aż do kolejnej skuchy? - nie chcę go tracić z oczu.
Spotkać się i spędzić razem trochę czasu? - tego najbardziej chcę, ale dlaczego?

109 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-18 12:48:11)

Odp: czy warto walczyć?

Kulturalnie podsumować związek? - przecież nie chcę go kończyć.

Powiedz, jesteś teraz na jakichś lekach??
Przecież tego związku już dawno nie ma !

Ty chyba jesteś w jakimś letargu.. Tak jak rodzice, którzy nie umieją pogodzić się ze śmiercią dziecka i po 10 latach nadal jego pokoik jest w stanie nienaruszonym, a nikt z członków rodziny nie porusza tego tematu - takie tabu.
Jesteś na niezłej drodze do psychozy.
to się robi przerażające..

110

Odp: czy warto walczyć?

Może faktycznie powinnam była napisać NIE CHCIAŁAM kończyć. Albo - nie chciałabym podsumowywać, bo chciałabym powrotu.

Faktycznie obserwuję w sobie coś w rodzaju nieprzyjmowania do wiadomości. Nie minęło jednak 10 lat, a sygnały były mocno sprzeczne. Ale faktycznie - boję się zawieszenia w takim stanie.

111 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-18 14:20:34)

Odp: czy warto walczyć?

Uwierz mi, że nie napisałam tego bez powodu.
Ludzie potrafią w tym pierwszym stadium 'wyparcia' trwać latami !!!!

Poczytaj wątki facetów na Forum: "Nie chce się z nikim "teraz" (jasne wink) wiązać. No, chyba że była się odezwie..to wtedy POMYŚLE (jasne wink)".

Nie ma opcji żeby z tego stanu wyjść przy pomocy czasu - on sam niczego nie załatwi.
Musisz się sama wybić z tego myślenia, w którym się zapętliłaś.

Piszesz o czymś czego nie ma, tak jakby to się wydarzyło kilka dni temu i wystarczy rozmowa żeby to "nieporozumienie" wyjaśnić.
A prawda jest taka, że ten związek nie istnieje w JEGO głowie od ponad roku, a tylko lawirował, bo nie pozwalałaś mu spokojnie odejść, aż wreszcie mu się to udało i uciekł jak pies zerwany ze smyczy obowiązków i zniewolenia przez wyrzuty sumienia, na których mu nieustannie grałaś.

A sygnały nie były "sprzeczne", tylko Ty go przymuszałaś do naprawiania i brałaś na litość, histerie i łzy, a on nie miał dość jaj by odejść zanim kogoś nie poznał (też nie wiedział jak to załatwić). On nie chciał tego związku od dawna (rok albo więcej z tego co piszesz), a Ty zachowywałaś się jak dziecko, jak totalna desperatka, on czuł się winny więc nie raz ulegał, a Ty to wykorzystywałaś jako chory argument, żeby go dalej zmuszać.
Tak jakby podpisał z Tobą jakiś cyrograf, że do śmierci ma Cię niańczyć, skoro kiedyś się z Tobą związał. Nieważne, ze od tamtego czasu wiele się zmieniło, Ty jak mała dziewczynka tupiesz nóżkami i rzucasz się po podłodze- MUSI być tak jak sobie wymyśliłaś inaczej nie będziesz jadła i piła.

No weźże.. wink
29 lat, heloooou :>


Aurora : Kochana, bardzo słuszna uwaga a propos odnawialnych źródeł smile Ale już znalazłam sposób jak dzielić się z Wami tym co myślę, co wiem, bez poczucia "wyprucia" z energii, jak bywało wcześniej.
Ten sposób to: nie wsiąkać w historie wink Czytam je, wzruszam się, czasem wkurzam, uronię łzę wink ale to wszystko ma przestrzeń żeby chwile we mnie pobyć, a następnie swobodnie przepłynąć dalej - jak chmurka po niebie tongue
Ps. Uczę się metafor od Ciebie, ale w tym -przyznaję się otwarcie- zawsze będziesz wiodła dla mnie prym big_smile

112

Odp: czy warto walczyć?

Nie mam pojęcia, jak się wybić. Mimo terapii, mimo licznych rozmów z przyjaciółmi, mimo Waszej tu pomocy.

Co do tego, że w jego głowie związek nie istniał od roku, to nie do końca tak. W ostatnim roku wydarzyło się sporo dobrego i sporo złego, ale po pewnym kryzysie w Wielkanoc było naprawdę dobrze. Nie kłóciliśmy się, czułam się spokojna. Wszystko było w miarę stabilne. I oboje tak to podsumowywaliśmy. Jeszcze w czerwcu namawiał mnie na ślub i dziecko. Mówił, że jest mu ze mną dobrze.

Sama zdrada, która jest kwestią ostatnich tygodni, spowodowała niejednoznaczną decyzję. Pisałam tu o przerażeniu, przeprosinach, deklaracjach, że chce być ze mną. Podkreślaniu tego, co w związku ze mną ceni- że był taki, jaki chciałby być, że czuje się przy mnie bezpiecznie, że lubi moje analizowanie.

Co do cyrografu, pisałam wcześniej, jakie mam do tego podejście. Trwanie w połączeniu ze staraniem o lepszość jest dla mnie wartością.

Wierzę, że wyparcie może trwać latami. Ja na razie nie przyjmuję do wiadomości, że to koniec. Nie wiem, czy to początek odklejenia od rzeczywistości, czy po prostu trzymam się jakiejś szansy, która jest.

Moja wielka, prawie platoniczna miłość sprzed tego związku skończyła się tak, że przestałam mówić. Po prostu przez jakiś czas nie byłam w stanie nic powiedzieć. A nie byłam z tamtym mężczyzną w żadnym związku. Dlatego boję się, co będzie dalej. Jakieś odklejenie, zamknięcie jest dla mnie realnym zagrożeniem. Czytając Wasze wpisy widzę też, że wcale nie tak o to trudno. Mimo okresów, kiedy czuję, że mam nad sobą kontrolę, długie są takie, kiedy czuję, że kompletnie jej nie mam.

Dlatego zastanawiam się, czy powinnam w tym stanie się z nim spotykać. Chciałabym, ale nie wiem, czy nie jest to chciejstwo i ciekawość, co zobaczę teraz w jego oczach. Co tydzień tak sprawdzać? Nie było jeszcze okresu dłuższego niż tydzień bez kontaktu. Kieruje mną niechęć odcięcia. Mojego. I jego, od bodźca mnie.

Chęć rozmowy wynika też z ciągłego niedowierzania, że to się właśnie tak urwało. To tak bardzo nie w jego stylu. Teraz jednak myślę nad tym, żeby powiedzieć mu to przez telefon - że uważam, że potrzebna jest tu szczera rozmowa, bo wciąż nie mogę poukładać tego, co się stało, ale jeśli w nim nic się nie zmieniło i miałby się zmuszać, to nie powinniśmy się widzieć.

113

Odp: czy warto walczyć?

Idź na to spotkanie.
Ja już wszystko powiedziałam, Ty masz na wszystko odpowiedź i kontrargument, a to w słowie, to w spojrzeniu, itp.

Może jeszcze nie zderzyłaś się ze ścianą, widocznie to nie ten moment.

114 Ostatnio edytowany przez a_noli (2014-09-18 19:00:03)

Odp: czy warto walczyć?

Elle,

a ja wciąż i uparcie szukam odpowiedzi na pytanie "jak" (trochę podłączając sie pod autorkę wątku)?

Na poziomie racjonalnym wszystko jest jasne - a jak to przełożyć na emocje? Czy to jest kwestia wmawiania sobie, co dzień, od początku, do znudzenia aż uwierzymy?
Czy praca z podświadomością, jakkolwiek magicznie to brzmi (dla inżyniera)?
Czy w ogóle można komuś odpowiedzieć na pytanie co i jak inaczej ma zrobić, żeby przestał kręcić się w kółko?

Czy odpowiedzi "jak" po prostu nie ma?

w ogóle naszła mnie taka refleksja, że skoro nie umiem znaleźć sposobu - to jakoś wyjątkowo oporną jednostką jestem smile

115 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-18 19:19:29)

Odp: czy warto walczyć?

Jakby nie było sposobów to bym z Wami zawodziła big_smile

Na poziomie racjonalnym wszystko jest jasne - a jak to przełożyć na emocje?

Chodzi o coś zupełnie przeciwnego. To emocje (ich potężna dawka, do tego w skrajnych odcieniach) są odpowiedzialne za chaos i cały 'kołowrot' w głowie. Więc paradoksalnie chodzi o to by ich sobie nie dokładać.
Wystarczy wiedzieć co je wywołuje.

Ano nasze MYŚLI - czyli ciągła interpretacja tego co było i analizy na wszystkie możliwe sposoby.
Żeby ten proces odwrócić trzeba zacząć:

a) nauczyć się kwestionować prawdziwość swoich myśli
b) pozwolić im swobodnie przepływać bez nadawania im 'dodatkowego' znaczenia
c) nauczyć się nie biec jak opętaniec za każdą myślą/emocją i utożsamiać się z nią

Brak identyfikacji z aktualnym stanem psychicznym - tu jest klucz.

Kto tego nie ćwiczy, całe życie biega spocony jak chomik w akwarium na swojej zabawce wink

116

Odp: czy warto walczyć?

Elle - ale jak to ćwiczyć?

117 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-18 19:44:46)

Odp: czy warto walczyć?

'Ćwiczyć' w znaczeniu włączać świadomość. Czyli zamiast zatracać się w myślach i emocjach -obserwować je i akceptować, potem odprowadzać "wzrokiem" wink niech sobie przepływają.
Z czasem będzie to naturalne smile

Nie jesteśmy ani swoimi emocjami, ani myślami.
Tylko często o tym zapominamy.

118

Odp: czy warto walczyć?

Łatwo mówić, ale to nie jest takie proste hmm

119

Odp: czy warto walczyć?

Dziecinnie proste, tylko trzeba otworzyć się na inny wymiar postrzegania rzeczywistości wink

120

Odp: czy warto walczyć?

Inny wymiar, tak ale to trzeba potrafić, większość ludzi zna jeden wymiar.

121

Odp: czy warto walczyć?

Duchowość zaczyna się od 3.0 wink

Nie zmuszam nikogo do niczego -czasem bywam katalizatorem, a czasem nikt nic z mojej pisaniny nie rozumie. Tak czy tak - wszystko w porządku smile

122

Odp: czy warto walczyć?

"...Nie jesteśmy ani swoimi emocjami, ani myślami."
czym zatem jesteśmy? tylko czynami? nie wiem
Obyś nie była inhibitorem, dla niektórych

123

Odp: czy warto walczyć?

Jesteśmy świadomością.

Ale wiem, że dla Ciebie ten temat to abstrakcja wink

124

Odp: czy warto walczyć?

Łał. Chwilę człenia nie ma, a tu taka dyskusja! I taki poziom abstrakcji! Dobry wieczór! Naprawdę dobry. Żeby była jasność: ja realu też trochę robię, żeby podważyć swoje myśli i uczucia. Zresztą przez ostatnich sześć lat szło mi to całkiem nieźle hmm I żeby zapełnić sobie czas okazjami do przelewania swojej miłości na świat. Szkoda, że potrzeb seksualno-rodzinnych nie oszukasz.

125

Odp: czy warto walczyć?

A co do spotkania mam coraz większe wątpliwości. Nawet, gdybym się miała rakiem wycofać. Rozumiem, Elle88, że Ty być nawet palcem jednej nogi nie poszła?

126

Odp: czy warto walczyć?

Kochanie, ja kiedyś tez nie przyjmowałam słowa 'nie' za odpowiedź. Dlatego wiem co Tobą kieruje smile

Musisz przejść to w swoim tempie, narazie i tak nic do Ciebie nie dociera. Dlatego czy pójdziesz na to spotkanie czy nie to nie ma znaczenia. No, może o tyle, że jak nie pójdziesz to i tak będziesz o tym myśleć i obmyślać scenariusze, a tak -jak pójdziesz to przynajmniej doświadczysz jakiegoś realnego wink

127

Odp: czy warto walczyć?

No nie wiem, od dwóch dni (aż! wink) wydaje mi się, że to spotkanie to pomysł z d... Tylko bliskie mi jest stanowisko forumowicza tenniedobry, że jest tylko jedna miłość. Nie ma kolejnych,

128

Odp: czy warto walczyć?

że jest tylko jedna miłość. Nie ma kolejnych,

Każdy współuzależniony ci to powie. Tylko oni z reguły koło Miłości nie stali wink

O tym pierwszym platonicznym też tak myślałaś, czy ta paranoja włączyła ci się dopiero od miesiąca?

129 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-19 21:46:01)

Odp: czy warto walczyć?

Tak straszne poczucie winy dziś wieczór.

W weekend będzie pakował rzeczy. Przez dużą część czasu nie ma mnie w domu, ale muszę też popracować przy kompie. Zniknięcie na siłę to chyba ucieczka, ale boję się, że nie zdzierżę i będę się wyzłośliwiać, nawymyślam mu od najgorszych. Albo że się rozkleję, albo odkleję (jakiś stupor).

130

Odp: czy warto walczyć?

oj gupia ty big_smile

Posty [ 66 do 130 z 593 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 … 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026