pozwolicie, że wtrące 5 groszy.....nie uważacie ,że wystarczyłoby żeby taki "zdradzacz" zwyczajnie tak po prostu miał na tyle odwagi i powiedział "nie chce zostawiać żony, mam ochotę na coś innego"....daje wybór danej osobie jakiś wybór...wchodzę albo nie wchodzę w taki układ i po sprawie a nie kłamać, nakręcać, rozkochiwać a później chować się jak ten tchórz bo bo brak mu decyzyjności? zwyczajny cykor...ot i tyle
E tam, część kobiet jest zdania, że i tak coś ugra, chociażby seksem (np. będzie robić lepiej loda od oziębłej żony:D). Był tutaj kiedyś wątek dziewczyny, która została kochanką starszego o 15 lat faceta z pracy. Koleś wyraźnie jej zapowiedział na wstępie, ze w grę wchodzi tylko i wyłącznie seks i że nie ma mowy o żadnych rozwodach itp. Dziewczynie na początku imponowały jego zachwyty w łóżku. Potem okazało się, że oprócz niej facet spotyka się na seks z dziewczynami z czatów itp. I zaczął się dramat: jak to, dlaczego, jak on śmiał, jaka to świnia z niego, żonę trza informować itp. A przecież facet karty na stół wyłożył i widziały gały co brały...
batszeba to akurat nie jest taki typ mezczyzny, ale ma 35 lat wiec moze duzo jeszcze przed nim ...
Pamiętaj, że znasz go tylko z pracy, a do tego pan ma niezłą fantazję. Tobie może się wydawać, że jest on oazą spokoju i pewności siebie, a w rzeczywistości może być małym rozkapryszonym chłopcem, który potrzebuje cycusia mamusi...
A to, że nawiązuje do jej osoby wynika z faktu, że akurat jej reakcje są mi znane. I mylisz się, że gardzę żonami. Chyba jest raczej odwrotnie.
Szarlotkanagorąco napisała Ci bardzo dobrze. Reakcje żony są Ci znane o tyle, o ile do Ciebie dzwoniła w sprawie męża. Nie wiesz, jakim człowiekiem jest na co dzień, bo zwyczajnie jej nie znasz - chyba, że masz podsłuchy albo za ich materac robisz. Bo w wersje opowiadane przez misia do końca raczej wierzyć nie można.
Pogarda w Twoich postach jest wyczuwalna - ja Ci już wcześniej napisałam, że strasznie rzucałaś się w innych wątkach o to, że żona śmiała do Ciebie zadzwonić a potem jeszcze misia przyjąć. A kim Ty przepraszam jesteś? Świętą krową, że do Ciebie nie wolno dzwonić i trzeba się z Tobą jak z jajkiem obchodzić? Kobieta miała Ci paść do stóp a potem sama złożyć pozew o rozwód z orzekaniem o własnej winie?
Diabli Cię biorą o to, że facet-pajac wybrał harpię bez honoru (czyli żonę) a nie Ciebie, pełną godności osobistej i ambicji. POnieważ nie potrafisz czy nie potrafiłaś powiedzieć mu dosadnie, za co go uważasz, wolisz powyżywać się trochę na tych durnych żonach, które łykają męskie wymówki i przytulają do łona wyrodnych mężów (rzecz jasna Ty żadnych męskich wymówek nie przyjmowałaś...)
I za to lubię Batszebę.
Kobieta z mózgiem ( gdzie przy emocjach, rozum bierze górę ).
Dziękuję za pochwałę. W moim przypadku górę wziął instynkt samozachowawczy - kiedy sobie pomyślałam, jak będę cierpieć udając, że żona A. nie istnieje i przyjmując jego ochłapy rzucane mi od czasu do czasu - uznałam, że lepiej wziąć nogi za pas. Oczywiście, mogłam zdecydować się na to, co tak ładnie Gary sugeruje wszystkim kochankom - miło spędzać czas ze świadomością, że on żony nie zostawi bo wcale mu nie jest z nią zle, ale na takie coś trzeba być masochistą, a ja do cierpiętnic się nie zaliczam. Czytając kolejne wątki kochanek czy zdradzanych żon tylko utwierdzam się w przekonaniu, jak słuszną decyzję podjęłam.
On ma żonę i z nią bedzie. Ale jeśli macie romans, to tego nie niszcz. To i tak będize romans, randkowanie, seks. Nic więcej. Podoba ci się to korzystaj. Masz wątpliwości, szkodzi ci -- przerwij.
Tutaj nie ma więcej filozofii. Jesteś Ty i twój kochanek. Coś was łączy, to wasz świat. Ale nie da się zagarnąć nic więcej niż teraz w tym świecie jest
Ale problem polega na tym, że to, co Ty tak ładnie Gary racjonalizujesz, w przypadku jakichś 80 % kobiet jest nie do pojęcia. Te 80% pań będzie dorabiać filozofię, będzie rozkminiać dzieciństwo faceta i zachowanie jego żony przy stole, będzie stawać na rzęsach w łóżku, będzie mieć myśli samobójcze, będzie wydzwaniać, stosować szantaże emocjonalne i niszczyć wszystko i wszystkich wokół siebie byleby się okazało, że ona jest lepsza i wyszło na jej.