Prawdziwa miłość nie polega jedynie na prawieniu sobie czułych słówek i lądowaniu w łóżku. To wzajemny szacunek, zaufanie i dbanie o partnera, by był z nami szczęśliwy, jeżeli tego nie ma, czy można mówić o pełni szczęścia? , natomiast jeżeli to występuje, można wówczas czynić cuda i bynajmniej nie będzie to żadnym poświęceniem, a odwdzięczoną przyjemnością i wspólnym szczęściem, ale niestety takich związków jest już coraz mniej.
Podobne tematy
E tam. Jak kobieta poczuje chemie i nie jest dziewicą to często wystarczy 1 randka.
E tam. Jak kobieta poczuje chemie i nie jest dziewicą to często wystarczy 1 randka.
Ależ oczywiście, nie można wykluczyć takiego scenariusza, tylko należy zastanowić się nad tym, czy po takim zdarzeniu warto myśleć nad szeroko sięgającymi, wspólnymi planami na przyszłość, czy traktować to jako niezobowiązujące zaliczenie. O ile żyjąc w kawalerskim/panieńskim związku może być fajnie, ale zakładając oficjalnie pełną rodzinę, gdzie wszystko ulega zmianą, może to okazać się już mniej sympatyczne, a w przypadku nie poradzenia sobie z nową rzeczywistością powielone, w konsekwencji czego może być powodem rozstania.
69 2014-05-04 14:42:18 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-05-04 14:52:32)
Ja mam zdecydowanie bardziej pragmatyczne podejscie do seksu niz romantyczne wiec czekanie Bóg wie ile na ten pierwszy raz mnie nie interesuje.
Uważam, że dopasowanie seksualne jest rownie ważne jak dopasowanie charakterem, zaufanie i pewność uczuć.
Niestety charakteru nie da sie sprawdzić w godzinę, temperament seksualny - owszem. Nie widzę więc sensu czekania pół roku, by być pewną, że to właśnie "ten" a potem doznać rozczarowania w łóżku i się przez kolejne pół roku zastanawiać czy odejść czy zaakceptować fakt, że o dobrym seksie będę mogła tylko poczytać.
Decydując się na szybki seks rozwiązuję twn problem w trakcie kilku tygodni i kiedy się okaże, że to jednak nie jest najlepszy seks w naszym życiu nie jest jeszcze za późno rozstać się bez wzajemnych żalów i pretensji.
A kiedy się okaże, że owszem, seks jest rewelacyjny to wtedy mogę pomyśleć czy warto myśleć o wspólnej przyszłości.
: P
A jeżeli "poczuję bluesa" na jednej z pierwszych randek, to tym lepiej - przynajmniej oszczędza się czas na podchody ????
Ja mam zdecydowanie bardziej pragmatyczne podejscie do seksu niz romantyczne wiec czekanie Bóg wie ile na ten pierwszy raz mnie nie interesuje.
Uważam, że dopasowanie seksualne jest rownie ważne jak dopasowanie charakterem, zaufanie i pewność uczuć.
Niestety charakteru nie da sie sprawdzić w godzinę, temperament seksualny - owszem. Nie widzę więc sensu czekania pół roku, by być pewną, że to właśnie "ten" a potem doznać rozczarowania w łóżku i się przez kolejne pół roku zastanawiać czy odejść czy zaakceptować fakt, że o dobrym seksie będę mogła tylko poczytać.
Decydując się na szybki seks rozwiązuję twn problem w trakcie kilku tygodni i kiedy się okaże, że to jednak nie jest najlepszy seks w naszym życiu nie jest jeszcze za późno rozstać się bez wzajemnych żalów i pretensji.A kiedy się okaże, że owszem, seks jest rewelacyjny to wtedy mogę pomyśleć czy warto myśleć o wspólnej przyszłości.
: P
A jeżeli "poczuję bluesa" na jednej z pierwszych randek, to tym lepiej - przynajmniej oszczędza się czas na podchody ????
Nikt nie pisze tu o czekaniu na seks do ślubu, a to co napisałaś miało by sens w przypadku trafienia na życiowego partnera za, powiedzmy określając to umownie trzecim, no ok piątym razem, ale w przypadku jednak niepowodzenia, czyż nie staje się to definicją łatwej kobiety?? Wymaganie od partnera cudów na kiju już od samego początku, również nie jako zmierza w złym kierunku, tego człowiek uczy się niemal całe życie i odkrywa coś nowego, a jeżeli do tego dochodzi wspólnie ze swym partnerem satysfakcja jest o wiele większa, ale to zależy oczywiście tylko od indywidualnych poglądów każdego człowieka. Jak myślisz, dlaczego ludzie dopuszczający się zdrad za kochanków wybierają osoby, które w tych sprawach są lepsze od swych partnerów, mało tego, również się z nimi dobrze dogadują, a mimo to przy konfrontacjach powracają do swych ślubnych mając niby te lepsze perspektywy przed sobą??
A czy facet, który prześpi się szybko z kobietą analogicznie nie staje się łatwym facetem? ![]()
Dlatego jestem przeciwko szafowaniu: "łatwa/łatwy", ludzie są różni, co nie znaczy gorsi- brzmi banalnie, ale moim zdaniem tutaj i w wielu innych aspektach to prawda. Jak pisałam, może być tak, że ktoś chce kogoś, kto poczeka dłużej trochę, ale nie trzeba wtedy osoby, która robi inaczej nazywać łatwą. To, że uprawiała z kimś seks szybko nie świadczy o niej tak, by przypinać łatkę i oceniać jako człowieka. Owszem, ja nie wymagałam podczas współżycia od razu cudów na kiju, więc u mnie to nie było na zasadzie "prześpię się z nim wcześnie, po 2 tygodniach, bo chcę sprawdzić go w łóżku", tylko dlatego, że tego chcieliśmy no i co więcej powiedzieć? Po 2 tygodniach tego chcieliśmy, ale gdyby nie wyszło nie czułabym się łatwa. A w seksie to wiedziałam, że nie będzie od razu idealnie, nawet jakby się miało wcześniej wielu partnerów. Ja miałam byłego, ale i tak z obecnym chłopakiem czułam się jak przy pierwszym razie, bo każdy człowiek jest inny, więc z nowym partnerem nie wiesz od razu czego się spodziewać. Nawet jeśli nie jestem konserwatywna bardzo w sprawie seksu, bo szybko poszłam do łóżka, to w sprawach bycia razem ogólnie już generalnie tak i też jestem zdania, by np lepiej naprawiać póki można, a nie np spotykać się z kimś innym, bo w związku już nie tak.
72 2014-05-04 23:36:55 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-05-04 23:40:29)
Iceni napisał/a:Ja mam zdecydowanie bardziej pragmatyczne podejscie do seksu niz romantyczne wiec czekanie Bóg wie ile na ten pierwszy raz mnie nie interesuje.
Uważam, że dopasowanie seksualne jest rownie ważne jak dopasowanie charakterem, zaufanie i pewność uczuć.
Niestety charakteru nie da sie sprawdzić w godzinę, temperament seksualny - owszem. Nie widzę więc sensu czekania pół roku, by być pewną, że to właśnie "ten" a potem doznać rozczarowania w łóżku i się przez kolejne pół roku zastanawiać czy odejść czy zaakceptować fakt, że o dobrym seksie będę mogła tylko poczytać.
Decydując się na szybki seks rozwiązuję twn problem w trakcie kilku tygodni i kiedy się okaże, że to jednak nie jest najlepszy seks w naszym życiu nie jest jeszcze za późno rozstać się bez wzajemnych żalów i pretensji.A kiedy się okaże, że owszem, seks jest rewelacyjny to wtedy mogę pomyśleć czy warto myśleć o wspólnej przyszłości.
: P
A jeżeli "poczuję bluesa" na jednej z pierwszych randek, to tym lepiej - przynajmniej oszczędza się czas na podchody ????
Nikt nie pisze tu o czekaniu na seks do ślubu, a to co napisałaś miało by sens w przypadku trafienia na życiowego partnera za, powiedzmy określając to umownie trzecim, no ok piątym razem, ale w przypadku jednak niepowodzenia, czyż nie staje się to definicją łatwej kobiety?? Wymaganie od partnera cudów na kiju już od samego początku, również nie jako zmierza w złym kierunku, tego człowiek uczy się niemal całe życie i odkrywa coś nowego, a jeżeli do tego dochodzi wspólnie ze swym partnerem satysfakcja jest o wiele większa, ale to zależy oczywiście tylko od indywidualnych poglądów każdego człowieka. Jak myślisz, dlaczego ludzie dopuszczający się zdrad za kochanków wybierają osoby, które w tych sprawach są lepsze od swych partnerów, mało tego, również się z nimi dobrze dogadują, a mimo to przy konfrontacjach powracają do swych ślubnych mając niby te lepsze perspektywy przed sobą??
Jeżeli facet definiuje mnie "łatwą" chociaż jakby nie było w tym łóżko był ze mną - to, za przeproszeniem, niech się w tyłek ugryzie i spada na drzewo - ja etykietkę zniosę - ludzie, którzy mnie znają wiedzą jakie mam poglądy, a reszta mnie nie obchodzi, a facet, który mnie definiuje chociaż sam robi to samo do szczęścia potrzebny mi nie jest ![]()
Poza tym nigdzie nie napisałam, że wymagam c u d ó w w łóżku, tylko że ważne jest dla mnie dopasowanie temperamentu seksualnego - facet może być i prawiczkiem do owej nocy - mnie interesuje podobny temperament i fantazja oraz pewna otwartość, a nie kłoda lub króliczek ![]()
Po trzecie tak się składa, że byłam kochanka, dla której facet odszedł od zony, wiec nie wiem dlaczego inni wracają. Mój nie wrócił - to ja go w końcu miałam dość (z pewnych względów).
No tak, dopasowanie seksualne też ważne. Wiadomo, jakby mój był np miłośnikiem ostrego sado maso np to raczej nic by z tego nie było ![]()
Jeżeli facet definiuje mnie "łatwą" chociaż jakby nie było w tym łóżko był ze mną - to, za przeproszeniem, niech się w tyłek ugryzie i spada na drzewo - ja etykietkę zniosę - ludzie, którzy mnie znają wiedzą jakie mam poglądy, a reszta mnie nie obchodzi, a facet, który mnie definiuje chociaż sam robi to samo do szczęścia potrzebny mi nie jest
Zabrzmiało to bardzo naiwnie, który facet powie kobiecie wprost, że jest łatwa?? co najwyżej przekaże to w męskim gronie, które wbrew pozorom rozsiewa ploty nie gorzej jak kobiety, wskazując na nią, załączając jeszcze instrukcję. Czy Ty myślisz, że faceta chcącego się zabawić, będzie interesować Twoja pózniejsza opinia, to on będzie górą, bo on wiedząc jaki jest Twój pogląd z góry nie będzie się angażował. I tak jest w wielu przypadkach, gdzie opinia idzie w świat, a pózniej kobiety się dziwią, że zostawił, ale dla czego, a info leci dalej i wątpię by duma jakiegokolwiek faceta z tego grona pozwoliła mu na pozostanie z taką kobietą, z którą było tylu znajomych, lub znajomych tych znajomych. To się tyczy młodych facetów, a ci starsi nie będą z różnych powodów tego rozgłaszać, ale oni bardzo szybko wyczuwają ten typ kobiet i też nie wiążą z nimi nadziei na wspólną starość. Owszem zdarzy się jakiś niewtajemniczony, lub ...... w którym należy pokładać nadzieję na prtnera.
Poza tym nigdzie nie napisałam, że wymagam c u d ó w w łóżku, tylko że ważne jest dla mnie dopasowanie temperamentu seksualnego - facet może być i prawiczkiem do owej nocy - mnie interesuje podobny temperament i fantazja oraz pewna otwartość, a nie kłoda lub króliczek
No faktycznie, po prawiczku to można się spodziewać niesamowitej fantazji, zastanawiam się tylko, czy będzie to ekspresowa fantazja przed, czy nieco dłuższa po.
Po trzecie tak się składa, że byłam kochanka, dla której facet odszedł od zony, wiec nie wiem dlaczego inni wracają. Mój nie wrócił - to ja go w końcu miałam dość (z pewnych względów).
I to wiele tłumaczy a już na pewno nie ma żadnego powodu do dumy. Wybacz, ale omijam szerokim łukiem osoby, którzy dopuściły się rozbicia rodziny.
"Ten typ kobiet", ale zabrzmiało
Poza tym już sorry, że na swoim przykładzie, ale np to, że miałam byłego, potem obecnego i z nim szybko poszłam do łóżka, to, że np straciłam dziewictwo z byłym też szybko- 15 lat, to nie oznacza o mnie nic złego- dla mnie. Iceni, pisała, że pójdzie szybko do łóżka np, ale czy to znaczy, że z każdym? Ja poszłam szybko, ale z tym z kim ktoś mnie łączyło i jak pisałam pomimo krótkiej relacji- 2 tygodnie to wiedzieliśmy, a wcześniej przez net też pisaliśmy. wiedzieliśmy, że chcemy być razem. A gwarancji nie ma nigdy. To, że kobieta pójdzie szybko do łóżka, to nie oznacza, że to jest ten "typ kobiety". Jak kobieta np raz nawet szybko pójdzie do łózka, to też tak uważasz? A jak jej wyjdzie z tym facetem? Tak też może być. A Ty już zakładasz chyba, że jak szybko idzie do łózka, to robi tak z każdym, na pewno pół miasta z nią spało. Bez przesady
No widzisz, Iceni, pewnie chodzi o to, czy ogólnie zgrywają się w łóżku. Wiadomo, u nas np też od początku nie było super, ale było widać, że doszlifuje się, trochę czasu i będzie
Jakby się okazało zaś, że np zupełnie inne libido i preferencje i może być gorzej. Jak pisałam ja miałam byłego, chłopak raz seks uprawiał, więc miałam większe doświadczenie, ale nie było to dla mnie problemem. A i jak sama widziałam można mieć małe doświadczenie lub wcale, a mieć fantazję, być otwartym, to jest najważniejsze dla mnie ![]()
Kochanek też nie popieram, ale co innego dla mnie (bez urazy dla nikogo) bycie kochanką, a co innego pójścia szybko z kimś do łózka, bo jesteśmy wolni/mamy ochotę itp. Pewności mieć nie możemy czy będziemy razem, ale w moim przypadku chcieliśmy, no i jesteśmy.
Iceni, pisała, że pójdzie szybko do łóżka np, ale czy to znaczy, że z każdym? .
Krótko, zwięzle, tematycznie - dostrzegasz?
A jeżeli "poczuję bluesa" na jednej z pierwszych randek, to tym lepiej - przynajmniej oszczędza się czas na podchody ????
A Twój przypadek Truskaweczko, jest zuuuuupełnie inny, więc spokojnie.
Tak rozumiem, że to co innego, bo po 2 tygodniach ja, niby nie na pierwszej randce czy tak, ale też szybko- jakoś na 5 czy 6 randce
A Iceni napisała na której z pierwszych randek, więc równie dobrze może być to też 5 czy 6 randka, to też jedne z pierwszych. A jeśli pierwsza, to jak oboje chcą, to też dla mnie nic takiego, a jakby niby ona miała być łatwa (ja tak nie uważam, ale ktoś inny np), to wtedy ten facet też i o tym też pisała Iceni. A wcześniej pisała, że nie będzie czekać 30 czy 50 randek, więc to też nie znaczy, że na pierwszej. Widzisz, najlepiej jak ona doprecyzuje, bo ja myślę, że mogła zostać źle zrozumiana. Tak bywa przecież.
A i oczywiście, że bywa różnie, dlatego ja nikogo nie oceniam, a jedynie wyrażam swoją opinię i wychodzę z założenia, że na jednych z pierwszych randek, czyli 1-2 (przy dobrych wiatrach i większej naiwności, to jest parę godzin), nie robią zaliczeń zakompleksieni intelektualiści chodzący w okularach ze szkłami jak dna od kufla, (których serdecznie pozdrawiam i przepraszam jeżeli poczuli się urażeni), bo oni siedzą zazwyczaj w domu, albo w bibliotece, zaiskrzyć tak szybko "bez podchodów" może w stosunku do pewnego siebie faceta z ikrą, z odpowiednim wyglądem, dobrą gadką, który wie o co chodzi w te klocki, a każdy taki facet, jak i zarówno babka znając swoją wartość nie będzie szukał kobiety/faceta do ślubu, wiedząc, że w praktyce może mieć prawie każdą/każdego, wiec zamiast się wiązać z jedną/jednym szaleje i korzysta z życia, nie rzadko jeszcze robiąc sobie przy tym zakład z kolegami, a na stałą partnerkę nie wybierze na pewno tej, z którą pójdzie mu tak szybko. Nie twierdzę, że jest to norma, ale zazwyczaj tak jest w przypadku ekspresowych zaliczeń, a pózniej ogromne zdziwienie, bo się nie odzywa, bo zostawił etc. Być może kogoś obrazi ten post, więc z góry przepraszam, ale ja zawsze lubię nazywać rzeczy po imieniu i wyrażać swe zdanie takim, jakie ono jest, a nie takie jakiego inni by sobie życzyli.
79 2014-05-07 04:40:29 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-07 04:41:40)
Wydaje mi się, że przede wszystkim zwolennicy związków zależnych, ze ślubem i dziećmi preferują seks w późniejszym etapie, a na początku sprawdzania "wartościowości" danego kandydata. Ci ktorzy są młodzi, niezależni i lubią wolne związki z osobnym życiem myśle spokojnie korzystają z jego uroków. Ale też nie powinni sie przejmowac, jeśli właśnie zdecydują się na coś. Fajnie być odpowiedzialnym za siebie, ale też za kogoś i znać konsekwencje czynów, na które sie decydują obie strony. Przede wszystkim tego, że drugi człowiek NIC NIE MUSI. Jeśli wykładamy się na tacy to nie jest wina drugiej osoby, że skorzysta. To tak jak wypominanie tego, że dało się prezent. Dajesz prezent, to nie oczekuj rewanżu. Po prostu dajesz bo Tobie sprawi to przyjemność i drugiej osobie też.
Wydaje mi się, że przede wszystkim zwolennicy związków zależnych, ze ślubem i dziećmi preferują seks w późniejszym etapie, a na początku sprawdzania "wartościowości" danego kandydata. .
Moim zdaniem bardzo trafne spostrzeżenie, które poza związkiem zależnym dotyczy również zwykłego trwałego związku, który jest brany poważnie pod uwagę.
No tak, to już byłoby pisane, ja ogólnie wiem, że są faceci, którzy po seksie przestają się odzywać, więc bez względu czy byłby to szybki seks czy po dłuższym czasie wtedy, to i tak olałabym to myślę szybko, bo jego strata, że tak powiem
A czy zwolennicy ślubów czy też nie robią tak czy tak, to naprawdę różnie, owszem, piszę dużo po swoim przykładzie, a sama szybko do łóżka, a ślub jak najbardziej chcemy, ja zawsze chciałam poważnego związku i ślubu
Dla mnie szybki seks, potem stały związek nawet, a potem np ślub się nie wyklucza po prostu
Chcieliśmy i super
A jak ktoś jest z ikrą czy takie tam, ładny, to tak, może teoretycznie korzystać, ale nie musi. Ja może nie jestem zbyt ładna, ale gdybym była, to i tak wątpię, bym chciała tak na siłę korzystać. Raczej też, jak szybki seks by był, to tak jak teraz z kimś, z kim chcę być i on też, a raczej potem byłabym tak jak teraz w związku, bo taka jestem, taki charakter, tego potrzebuję. No więc to zależy też od potrzeb, jest wiele ładnych ludzi, jak widziałam, którzy nie korzystali koniecznie, tylko preferowali związki, byli w długoletnich, mieli powodzenie, ale woleli być w związku.
Należało by się zastanowić, czy poznając kogokolwiek, zaliczając z nim ekspresowo łóżko, nastawiając się przy tym na stały związek, z osobą o której kompletnie nic nie wiemy, nie jest to czasem przejawem totalnej naiwności i staje się loterią?? Piszesz, że "olała" byś takiego, który po seksie by się nie odezwał, a czy zdajesz sobie sprawę, że dla takiej osoby, który szuka jedynie zaliczenia, już przed tym faktem jesteś przez nią "olana" i to co myślisz, zrobisz ma głęboko w nosie ? Nie wiem, czy jest jakikolwiek sens, poza oczywiście własną przyjemnością, która nie powinna jednak rodzić planów na przyszłość, kusić los, który bardzo często przy takim postrzeganiu świata przyciąga partnera na jedną noc, o którym wiemy tylko tyle, co on chce byśmy wiedzieli, czyli NIC, wystawiając przy tym odpowiednią opinię, która jedynie zmniejsza szanse na poznanie odpowiedniego partnera tą metodą. Starsze osoby tego pokroju są nieco bardziej rafinowane i wychodzą z założenia, że dobrze jest utrzymywać łatwą znajomość i nie kończą po pierwszym razie, trzymając jednak emocje i uczucia na wodzy, bo dobrze jest mieć kogoś, z kim się nie mieszka, kto nie chodzi po domu i nie marudzi, narzeka, a z kim "bez podchodów" idzie się do łóżka, ale w momencie kiedy naiwny partner zaczyna naciskać w kierunku zalegalizowania związku, założenia rodziny, wówczas nie mogąc jednocześnie odwieść od tych zamiarów, szuka się powodów, lub ostentacyjnie odchodzi, ku wielkiemu zaskoczeniu. Bywa i tak, ze wiele "szybkich" par wspólnie myśli o założeniu pełnej rodziny, nie przypuszczając tego, jak zmienia się życie po ślubie, kiedy pojawią się dzieci, a wtedy to już same życie weryfikuje na co należało zwracać baczniejszą uwagę, a bardzo często wcześniejsze poglądy popychają w kierunku zdrady, w przypadku nie poradzenia sobie z nową rzeczywistością. Każdy jest jednak kowalem swojego losu, więc konsekwencje swojego wyboru poniesie sam, więc tym bardziej nie ma sensu kogokolwiek krytykować, czy oceniać, ale do wyrażenia opinii ma się jak najbardziej prawo.
A czy zwolennicy ślubów czy też nie robią tak czy tak, to naprawdę różnie, owszem, piszę dużo po swoim przykładzie, a sama szybko do łóżka, a ślub jak najbardziej chcemy, ja zawsze chciałam poważnego związku i ślubu
Dla mnie szybki seks, potem stały związek nawet, a potem np ślub się nie wyklucza po prostu
.
Pewnie, że się nie wyklucza, ale znalezienie życiowego partnera przy użyciu szybkiego seksu jest tak prawdopodobne jak wygranie na loterii. Niektórym się zdarza, zdarzyło się Tobie, zdarzyło się i mnie.
Ale ja np. nigdy nie wykluczałam możliwości stałego związku ani związku będącego luźniejsza relacją czy jednorazowych przygód. To, że akurat u mnie jedno przerodziło się w drugie to szczęśliwy zbieg okoliczności, absolutnie się ma taki obrót spraw nie nastawiałam. Jednak są kobiety, dziewczyny, które myślą, że d...ą świat zwojują i dla nich jest to jedyny sposób zainteresowania sobą partnera, a potem jest lament, że jest skrzywdzona bo zły facet się nie odzywa.
Hej,
Czy Waszym zdaniem istnieje jakaś granica/jakiś limit wg której powinno się np. iść do łóżka z mężczyzną/kobietą? Czy jest to po 3 randce a może po 30?
Jaki macie do tego stosunek? Czy jest to stricte przestrzegane przez Was? Mam na myśli osoby już dojrzałe po 30.
Różnie ludzie się na to zapatrują, dlatego pytam z czystej ciekawości jak to jest u Was.
Ja z moim teraźniejszym mężczyzną pierwszy raz uprawiałam seks, po ponad roku znajomości, z byłym partnerem poszło nam szybciej, jakoś po 4-5msc, ale sam mi po wszystkim powiedział, że gdybym poszła z nim do łózka po miesiącu znajomości, miałby mnie za łatwą, ale to zależy od nastawienia mężczyzny jak i kobiety. Osobiście uważam, że jeżeli kobieta pierwszy raz spotyka się z mężczyzną i już się ze sobą prześpią, jest dla mnie przegięciem. ![]()
truskaweczka19 napisał/a:A czy zwolennicy ślubów czy też nie robią tak czy tak, to naprawdę różnie, owszem, piszę dużo po swoim przykładzie, a sama szybko do łóżka, a ślub jak najbardziej chcemy, ja zawsze chciałam poważnego związku i ślubu
Dla mnie szybki seks, potem stały związek nawet, a potem np ślub się nie wyklucza po prostu
.
Pewnie, że się nie wyklucza, ale znalezienie życiowego partnera przy użyciu szybkiego seksu jest tak prawdopodobne jak wygranie na loterii. Niektórym się zdarza, zdarzyło się Tobie, zdarzyło się i mnie.
Ale ja np. nigdy nie wykluczałam możliwości stałego związku ani związku będącego luźniejsza relacją czy jednorazowych przygód. To, że akurat u mnie jedno przerodziło się w drugie to szczęśliwy zbieg okoliczności, absolutnie się ma taki obrót spraw nie nastawiałam. Jednak są kobiety, dziewczyny, które myślą, że d...ą świat zwojują i dla nich jest to jedyny sposób zainteresowania sobą partnera, a potem jest lament, że jest skrzywdzona bo zły facet się nie odzywa.
No wiem. Ja akurat nie mam za sobą przygód dla przygód, bo owszem, tutaj szybki seks, ale wiedzieliśmy, że chcemy być ze sobą, więc tutaj nie był tylko seks, by było fajnie, ale już coś więcej mimo że po 2 tygodniach- oczywiście jak seks dla samego seksu u kogoś to nie potępiam. Jednak też wiedziałam, że tym nie zwojuje, więc nie przyszłoby mi na myśl, żeby obrażać się, jakby coś nie wyszło wtedy, nie chciałam go zatrzymać d...ą, tylko oboje tego chcieliśmy i tyle ![]()
Dzenaro, naiwność czy nie, ale widzisz, a co powiedzieć o ludziach idąc tym tokiem myślenia, którzy żenili się po 2 miesiącach np bycia razem? To większy krok, a wydaje się szaleństwem, a jednak są takie udane pary, wiele też takich za czasów moich rodziców i dobrze się mają. Jest to ryzyko, świadomie je podjęłam. Oboje tego chcieliśmy, było bardzo przyjemnie i mimo że po 2 tygodniach to czule, z nastawieniem na drugą osobę, bo jak pisałam zależało nam na sobie, potoczyło się ekspresowo, tak jak poznajesz kogoś i już szybko wiesz, że to ktoś dla Ciebie. Wydaje się szaleństwem, ale czasem okazuje się, że to prawda i wtedy ten krótki czas tego nie zmienia, można wiedzieć to szybko. A przed tym trochę pisaliśmy i wiadomo też to nie to samo, ale wszystko było tak jak powinno, do tej pory jest
Czekałabym dłużej na seks z nim- też by było ok, bo zależy nam na sobie i nie uciekłby, ale jak był szybko też jest dobrze, nie zmieniłoby to naszych uczuć uważam.
Dla mnie jedynym sensownym powodem odwlekania współżycia jest nastawienie którejś ze stron (najlepiej obu), że seks jest wyłącznie dopełnieniem uczucia. Wszelkie inne zasady, w rodzaju "żeby mnie nie uznał za łatwą" lub "przeleci i zostawi" uważam za bezsensowne. Jeszcze bardziej idiotyczne jest dla mnie nazywanie 2-tygodniowej znajomości związkiem po to, żeby móc "legalnie" uprawiać seks.
Miałam wielu partnerów seksualnych. W związkach byłam tylko dwóch. Mam wchodzić w związek, żeby uprawiać seks? To tak jakby kupować krowę, żeby napić się mleka...
Seks zawsze traktowałam jako źródło przyjemności, nigdy nie zdarzyło mi się próbować w ten sposób "przekonywać" faceta do związku czy wykorzystywać w jakimkolwiek innym celu. Nigdy też nie zauważyłam, żeby jakikolwiek facet tracił zainteresowanie moją osobą po tym, jak wyszliśmy z łóżka...
Mogę się natomiast pokusić o stwierdzenie, że szybki seks pozwala na bardziej obiektywne ocenianie partnera. Kiedy przestaje się rozmyślać o tym czy on mnie dotknie czy nie (
) - łatwiej jakoś dostrzec, że dany facet do niczego więcej, poza seksem, się nie nadaje ![]()
Dla mnie jedynym sensownym powodem odwlekania współżycia jest nastawienie którejś ze stron (najlepiej obu), że seks jest wyłącznie dopełnieniem uczucia. Wszelkie inne zasady, w rodzaju "żeby mnie nie uznał za łatwą" lub "przeleci i zostawi" uważam za bezsensowne. Jeszcze bardziej idiotyczne jest dla mnie nazywanie 2-tygodniowej znajomości związkiem po to, żeby móc "legalnie" uprawiać seks.
Miałam wielu partnerów seksualnych. W związkach byłam tylko dwóch. Mam wchodzić w związek, żeby uprawiać seks? To tak jakby kupować krowę, żeby napić się mleka...
Seks zawsze traktowałam jako źródło przyjemności, nigdy nie zdarzyło mi się próbować w ten sposób "przekonywać" faceta do związku czy wykorzystywać w jakimkolwiek innym celu. Nigdy też nie zauważyłam, żeby jakikolwiek facet tracił zainteresowanie moją osobą po tym, jak wyszliśmy z łóżka...
Mogę się natomiast pokusić o stwierdzenie, że szybki seks pozwala na bardziej obiektywne ocenianie partnera. Kiedy przestaje się rozmyślać o tym czy on mnie dotknie czy nie () - łatwiej jakoś dostrzec, że dany facet do niczego więcej, poza seksem, się nie nadaje
My nie nazwaliśmy się związkiem po 2 tygodniach, by legalnie uprawiać seks
Piszę, że byliśmy razem, wszystko tak zmierzało, ale oczywiście z drugiej strony to tak krótko, że można związkiem nie nazwać. Tak czy tak, bardzo nam już na sobie zależało, a seks był przyjemny, zbliżył nas do siebie jeszcze bardziej, a więź duchową obok tego też rozwijaliśmy, wspólne rozmowy, wypady itp ![]()
To normalne, że ktoś może uprawiać seks dla seksu bez związku, po prostu było miło i iść dalej. Ja mam inaczej, więc jak seks, to raczej potem zwiążek jak z byłym i obecnym. Prz czym nie przekłada się to na dłuższe czekanie. Jakbym miała dla seksu samego, to po prostu bym nie mogła, tzn tak, bo tylko facet mi się podoba, a potem się rozchodzimy, to nie, jakoś tak mam, a Ty masz inaczej, to też ok
Facet mi się i podobał, i chciałam z nim być, a ja widocznie mam tak, że szybko wiem czy chce być czy nie. Jasne, mogliśmy zmienić zdanie, ale podjęliśmy to ryzyko, a w razie czego seks to dla nas żadne 'zło', więc spoko ![]()
Dzenaro, naiwność czy nie, ale widzisz, a co powiedzieć o ludziach idąc tym tokiem myślenia, którzy żenili się po 2 miesiącach np bycia razem? To większy krok, a wydaje się szaleństwem, a jednak są takie udane pary, wiele też takich za czasów moich rodziców i dobrze się mają. Jest to ryzyko, świadomie je podjęłam. Oboje tego chcieliśmy, było bardzo przyjemnie i mimo że po 2 tygodniach to czule, z nastawieniem na drugą osobę, bo jak pisałam zależało nam na sobie, potoczyło się ekspresowo, tak jak poznajesz kogoś i już szybko wiesz, że to ktoś dla Ciebie. Wydaje się szaleństwem, ale czasem okazuje się, że to prawda i wtedy ten krótki czas tego nie zmienia, można wiedzieć to szybko. A przed tym trochę pisaliśmy i wiadomo też to nie to samo, ale wszystko było tak jak powinno, do tej pory jest
Czekałabym dłużej na seks z nim- też by było ok, bo zależy nam na sobie i nie uciekłby, ale jak był szybko też jest dobrze, nie zmieniłoby to naszych uczuć uważam.
Ludzie, którzy szybko decydują się na małżeństwo również moim zdaniem podejmują pochopną decyzję, która może z perspektywy czasu również dwojako się zakończyć, jednak decydując się na zawarcie związku jest to nieco inna sytuacja i wiąże już ze sobą konsekwencje, a nie zwykłe papa. Lepszym przykładem były by małżeństwa, które były już planowane w dniu urodzenia przyszłych małżonków, w których jednak nie było mowy o rozwodzie, ale to już inne story. Nie bardzo rozumiem dlaczego tak usilnie powołujesz się na swój przypadek, na dobitek pisząc o świadomie podjętym ryzyku. Czy od 15-letniego dziecka, którym niewątpliwie byłaś rozpoczynając współżycie można by oczekiwać dojrzałej decyzji, czy raczej możemy powiedzieć tu o sporym szczęściu, które niewątpliwie cię dosięgło. Ile znasz przypadków równych sobie, a ile tych, które zakończyły się niechcianą ciążą przekreślając start jeszcze przed wkroczeniem w dorosłe życie?
Dla mnie jedynym sensownym powodem odwlekania współżycia jest nastawienie którejś ze stron (najlepiej obu), że seks jest wyłącznie dopełnieniem uczucia. Wszelkie inne zasady, w rodzaju "żeby mnie nie uznał za łatwą" lub "przeleci i zostawi" uważam za bezsensowne. Jeszcze bardziej idiotyczne jest dla mnie nazywanie 2-tygodniowej znajomości związkiem po to, żeby móc "legalnie" uprawiać seks.
Miałam wielu partnerów seksualnych. W związkach byłam tylko dwóch. Mam wchodzić w związek, żeby uprawiać seks? To tak jakby kupować krowę, żeby napić się mleka...
Seks zawsze traktowałam jako źródło przyjemności, nigdy nie zdarzyło mi się próbować w ten sposób "przekonywać" faceta do związku czy wykorzystywać w jakimkolwiek innym celu. Nigdy też nie zauważyłam, żeby jakikolwiek facet tracił zainteresowanie moją osobą po tym, jak wyszliśmy z łóżka...
Mogę się natomiast pokusić o stwierdzenie, że szybki seks pozwala na bardziej obiektywne ocenianie partnera. Kiedy przestaje się rozmyślać o tym czy on mnie dotknie czy nie () - łatwiej jakoś dostrzec, że dany facet do niczego więcej, poza seksem, się nie nadaje
Kluczowym wydaje się rozgraniczenie dwóch przeciwstawnych pojęć, seksu dla samej przyjemności jego odczuwania, a seksu w związku, który traktuje się od samego początku poważnie z perspektywami na przyszłość. Ośmielę się wątpić, aby ktoś myśląc poważnie i odpowiedzialnie decydując się na założenie stałego związku, tak niekiedy bardzo oczekiwanego z ogólną ukształtowaną jego wizją, rozpoczynał go właśnie od seksu. Dla większości ludzi, a już tym bardziej facetów średnią przyjemnością jest bowiem świadomie wiązać się z kimś, z kim spało już pół miasta. Poza dopasowaniem się dwojga partnerów w tej materii jest jeszcze coś takiego, jak wartość emocjonalna każdego człowieka, która nie idzie w parze z chęcią uprawiania seksu z każdym tym, na którego przyjdzie nam ochota, bo różnimy się od innych gatunków i powinniśmy umieć nad tym zapanować i dążyć do łączenia się w pary, a nie rozsiewać hormonów na prawo i lewo. Szalenie ryzykownym jest również zakładanie rodziny z kimś takim, kto nie odczuwa żadnych moralnych granic i bez większego problemu i zażenowania przychodzi mu współżycie z obcymi ludzmi, a którzy równie dobrze, bez problemu mogą powielać to i po ślubie, bo jakże często rezygnujemy z czegoś co lubimy na rzecz związku. Do tego można by jeszcze rozwijać myśl w kierunku chorób wenerycznych, na które jesteśmy narażeni zdecydowanie bardziej wiążąc się z tak wyzwolonym i nowoczesnym partnerem. Rzeczą normalna jest, że każdy postrzega zupełnie inaczej swe życiowe priorytety, zatem było by niemal idealnie, aby wpadali na siebie ludzie z podobnymi przekonaniami, a nie rujnowali zasad innych, tych, którzy je jeszcze posiadają.
Dzenaro, a mi się wydaje, że chodzi o konkretnego człowieka, nie o jakieś pojęcia.
Jedna dziewczyna prowadzi bujne życie erotyczne bo nie wyobraża sobie życia bez ciągłej zmiany partnerów. Inna może robić to samo, bo uważa, że dopóki jest singielką, ma prawo robić w tej materii co chce.
Zastanawiam się czy osoby z upodobaniem do etykietkowania nigdy nie spotkały na swej drodze żadnego żywego człowieka?
Przecież każdy człowiek to zbiór unikalnych wartości, poglądów, zachowań i cech, które wpływają na jego całościowe podejście do życia. Jak można "na starcie" powiedzieć, że ktoś, kto miał np. 20 partnerów seksualnych - w związku będzie prowadził równie luźny styl życia? Przecież o tym decyduje system wartości danej osoby, nie ilość partnerów...
Na własnym przykładzie: w moim systemie naczelnych przekonań znajdzie się to, że człowiek może robić wszystko, dopóki nie czyni tym nikomu innemu krzywdy. Dla mnie jest to moralne i etyczne. Ale mam też w mózgu zapis, że jeśli się już z kimś wiążę to jestem całkowicie wierna tej osobie. Więc jeśli ktoś uzna, że mnie nie chce, bo nie umiałby być z kimś dla kogo seks nie jest wyłącznie wynikiem miłości - ok, jego prawo. Ale jeśli ktoś stwierdzi, że ja na pewno będę go zdradzała w związku, bo miałam wielu partnerów seksualnych - no to niech sobie szuka kobiety z umiłowaniem do równie schematycznego myślenia, bo ze mną się na pewno nie dogada.
Mam całe mnóstwo życiowych zasad i wartości, które są dla mnie świętością. Powstrzymywanie się od seksu do nich nie należy. Nie jest to dla mnie objawem moralności ani "szanowania się". Jest dla mnie jedynie świadectwem braku umiejętności krytycznego myślenia. W procesie wychowania wielu z nas wpaja się, że seks jest czymś wstydliwym, zakazanym, niewłaściwym. Nadaje się mu jakąś nadmiernie wysoką rangę. Można to myślenie ciągnąć i przekazywać następnym pokoleniom, można też je zrewidować. Dla trwałości związku większe znaczenie ma chociażby umiejętność rozmowy o problemach niż to kto z kim w przeszłości chodził do łóżka, oraz jak szybko do tego łóżka poszedł z aktualnym partnerem.
Kurde! Vinga!!!! Hehehehe... wybacz to "kurde", ale w końcu ktoś na tym forum stawia sprawę tak jak powinna ona brzmieć:
Miałam wielu partnerów seksualnych. W związkach byłam tylko dwóch. Mam wchodzić w związek, żeby uprawiać seks? To tak jakby kupować krowę, żeby napić się mleka...
Seks zawsze traktowałam jako źródło przyjemności, nigdy nie zdarzyło mi się próbować w ten sposób "przekonywać" faceta do związku czy wykorzystywać w jakimkolwiek innym celu. Nigdy też nie zauważyłam, żeby jakikolwiek facet tracił zainteresowanie moją osobą po tym, jak wyszliśmy z łóżka...
Mogę się natomiast pokusić o stwierdzenie, że szybki seks pozwala na bardziej obiektywne ocenianie partnera. Kiedy przestaje się rozmyślać o tym czy on mnie dotknie czy nie () - łatwiej jakoś dostrzec, że dany facet do niczego więcej, poza seksem, się nie nadaje
...
Jedna dziewczyna prowadzi bujne życie erotyczne bo nie wyobraża sobie życia bez ciągłej zmiany partnerów. Inna może robić to samo, bo uważa, że dopóki jest singielką, ma prawo robić w tej materii co chce.
...
Na własnym przykładzie: w moim systemie naczelnych przekonań znajdzie się to, że człowiek może robić wszystko, dopóki nie czyni tym nikomu innemu krzywdy. Dla mnie jest to moralne i etyczne. ... Ale jeśli ktoś stwierdzi, że ja na pewno będę go zdradzała w związku, bo miałam wielu partnerów seksualnych - no to niech sobie szuka kobiety z umiłowaniem do równie schematycznego myślenia, bo ze mną się na pewno nie dogada. ...
Mam całe mnóstwo życiowych zasad i wartości, które są dla mnie świętością. Powstrzymywanie się od seksu do nich nie należy. Nie jest to dla mnie objawem moralności ani "szanowania się". Jest dla mnie jedynie świadectwem braku umiejętności krytycznego myślenia. W procesie wychowania wielu z nas wpaja się, że seks jest czymś wstydliwym, zakazanym, niewłaściwym. Nadaje się mu jakąś nadmiernie wysoką rangę. Można to myślenie ciągnąć i przekazywać następnym pokoleniom, można też je zrewidować. Dla trwałości związku większe znaczenie ma chociażby umiejętność rozmowy o problemach niż to kto z kim w przeszłości chodził do łóżka, oraz jak szybko do tego łóżka poszedł z aktualnym partnerem.
Jesteś genialna. Tak powinien zaczynać się podręcznik do Przystosowanie do Życia w Rodzinie. Sekst to bliskość fizyczna dwóch osób, to właśnie przyjemność, cudowne chwile tych dwóch osób. Po co nam więcej filozofii? Również idealnie zauważyłaś, że szybki sens od razu zmienia punkt widzenia na relację z drugą osobą... Jak to pisał Neil Strauss: "Nie chciałem wykorzystać jej seksualnie. Wiedziałem, że, niezaleznie od rozwoju wydarzeń, będę chciał się z nią znowu zobaczyć. Chciałem tylko mieć już z głowy seks, żebyśmy mogli się zacząć normalnie zachowywać. Ona nie musiałaby niczego mi odmawiać. Ja nie musiałbym m czego się od niej domagać. Nie znosiłem podejścia, że seks jest prc/cn? tem kobiety dla mężczyzny. To coś, czym ludzie powinni się ze sobq dzielić."
vinnga słusznie prawi.
Nigdy nie rozumiałam podejścia, że jak ktoś miał X partnerów seksualnych to będzie miał/a większe skłonności do zdrady będąc w stałym związku. Osobiście bardziej bałabym się partnera, który innych doświadczeń nie posiada albo ma ich bardzo niewiele. Człowiek z bagażem doświadczeń rozpoczynający świadomie stały związek wie z czego rezygnuję i robi to świadomie. A gorzej jak takiemu dotąd "świętemu" zaszczepi się w głowie myśl, że z życia nie skorzystał i może gdzieś tam czeka na niego niezwykła przygoda czy doświadczenie.
92 2014-05-08 11:47:11 Ostatnio edytowany przez Dzenaro (2014-05-08 11:58:02)
Dzenaro, a mi się wydaje, że chodzi o konkretnego człowieka, nie o jakieś pojęcia.
Jedna dziewczyna prowadzi bujne życie erotyczne bo nie wyobraża sobie życia bez ciągłej zmiany partnerów. Inna może robić to samo, bo uważa, że dopóki jest singielką, ma prawo robić w tej materii co chce.
W takim razie jak można nazwać taka kobietę, czyż nie jest ona potocznie nazywana łatwą?, posunę się dalej i powiem, że jest to typ człowieka, który nie dorósł emocjonalnie jeszcze do stałego związku, a gdy to nastąpi będzie mu dobrze jedynie z podobną jej osobą, a cały urok jest w tym, aby nabierać doświadczenia, uczyć się siebie z wybraną osoba, z którą chce się iść w przyszłości przez życie, a nie tej, której być może rano będziemy musieli powiedzieć żegnaj. Bywa również i tak, że takie osoby wybierają świadomie partnerów wręcz odwrotnie podchodzących do życia, tej kwestii jednak nie rozwinę, bo może zrobić się nie przyjemnie.
Zastanawiam się czy osoby z upodobaniem do etykietkowania nigdy nie spotkały na swej drodze żadnego żywego człowieka?
Przecież każdy człowiek to zbiór unikalnych wartości, poglądów, zachowań i cech, które wpływają na jego całościowe podejście do życia. Jak można "na starcie" powiedzieć, że ktoś, kto miał np. 20 partnerów seksualnych - w związku będzie prowadził równie luźny styl życia? Przecież o tym decyduje system wartości danej osoby, nie ilość partnerów...
A wyobraz sobie, że te osoby, które jak to ładnie nazwałaś etykietują swe upodobania, spotkały nie jednego żywego człowieka w swym życiu, a wręcz odwrotnie bardzo często narzekały na ich nadmiar, ale mając swe zasady trzymał się od nich z daleka i obchodził szerokim łukiem, nie z powodu wstydu, nieśmiałości, a z powodu pogardy. O jakim systemie wartości piszesz?, co to za wartość, która skłania do skakania od łóżka do łóżka, bynajmniej z mojego punktu widzenia właśnie jest jej brak. Natomiast w przypadku, kiedy są sytuacje, które stwarzają pokusy, mając te wartości nie ulegamy danej sytuacji.
Na własnym przykładzie: w moim systemie naczelnych przekonań znajdzie się to, że człowiek może robić wszystko, dopóki nie czyni tym nikomu innemu krzywdy. Dla mnie jest to moralne i etyczne. Ale mam też w mózgu zapis, że jeśli się już z kimś wiążę to jestem całkowicie wierna tej osobie. Więc jeśli ktoś uzna, że mnie nie chce, bo nie umiałby być z kimś dla kogo seks nie jest wyłącznie wynikiem miłości - ok, jego prawo. Ale jeśli ktoś stwierdzi, że ja na pewno będę go zdradzała w związku, bo miałam wielu partnerów seksualnych - no to niech sobie szuka kobiety z umiłowaniem do równie schematycznego myślenia, bo ze mną się na pewno nie dogada.
Po pierwsze, nikt nie napisał, że luzny tryb życia wiąże się automatycznie z pózniejszym powieleniem w związku, ale nie można tego wykluczyć, a to już zmienia nieco sens. Po drugie dobrze by było na podparcie swej opinii podać jakiś przykład własny, ale tu w zamian niego fakty mówią zupełnie co innego, hmm ![]()
Mam całe mnóstwo życiowych zasad i wartości, które są dla mnie świętością. Powstrzymywanie się od seksu do nich nie należy. Nie jest to dla mnie objawem moralności ani "szanowania się". Jest dla mnie jedynie świadectwem braku umiejętności krytycznego myślenia. W procesie wychowania wielu z nas wpaja się, że seks jest czymś wstydliwym, zakazanym, niewłaściwym. Nadaje się mu jakąś nadmiernie wysoką rangę. Można to myślenie ciągnąć i przekazywać następnym pokoleniom, można też je zrewidować. Dla trwałości związku większe znaczenie ma chociażby umiejętność rozmowy o problemach niż to kto z kim w przeszłości chodził do łóżka, oraz jak szybko do tego łóżka poszedł z aktualnym partnerem.
Nie odniosłem wrażenia, aby dla ludzi wychowanych wedle starych zasad seks był wstydliwy, niewłaściwy, czy wręcz zakazany. Wstydem było niewłaściwe prowadzenie się (miało również swoje określenie, w stosunku do pań "mewki" do panów "niebieskie ptaki"), wstydliwy był w stosunku do obcych partnerów, a zakazany dla dzieci! W dzisiejszych czasach robi się wszystko, by było na odwrót, by właśnie te wartości były zapomniane, a zarazem skrzętnie przeinaczone i dostosowane do dzisiejszych standardów, ale cóż to za życie, kiedy dochodzi do tego, że dzieci wkraczają w świat dorosłych, a sami oni wyzbywają się zasad, wartości na rzecz jedynie własnych uciech, to taki kapitalizm w łóżku, w którym powinno się również zadbać o partnera, a nie jedynie czerpać garściami by nam było dobrze. Mając możliwość życia w czasach, kiedy nakładają się dwa typy wychowania stanowczo twierdzę, że to co się dziej obecnie, to istna paranoja, która do niczego dobrego nie zmierza.
vinnga słusznie prawi.
Nigdy nie rozumiałam podejścia, że jak ktoś miał X partnerów seksualnych to będzie miał/a większe skłonności do zdrady będąc w stałym związku. Osobiście bardziej bałabym się partnera, który innych doświadczeń nie posiada albo ma ich bardzo niewiele. Człowiek z bagażem doświadczeń rozpoczynający świadomie stały związek wie z czego rezygnuję i robi to świadomie. A gorzej jak takiemu dotąd "świętemu" zaszczepi się w głowie myśl, że z życia nie skorzystał i może gdzieś tam czeka na niego niezwykła przygoda czy doświadczenie.
Kompletnie się z tym nie zgadzam, jakież to typowe i prozaiczne wytłumaczenie. Jeżeli ktokolwiek był faktycznie w porządku przed ślubem, a nie jedynie stwarzał takie pozory, co jest w dzisiejszych czasach niemal standardem, to i będzie po ślubie. Nie jest żadną sztuką skakać z kwiatka na kwiatek, to może zrobić każdy, no może nie zaliczajmy do tego grona desperatów, nie każdego jednak stać na to, co jeszcze do niedawna było stawiane za wzór, (a żyło się pod tym względem o wiele lepiej jak dziś), a tak sukcesywnie jest niszczone przez obecne czasy!
Jesteś genialna. Tak powinien zaczynać się podręcznik do Przystosowanie do Życia w Rodzinie.
Nie pozostaje zatem, jak jedynie przypiąć order i okrzyknąć Vinnge niekwestionowanym, forumowym wzorem do naśladowania, z mojej strony pozostaje jedynie cieszyć się, ze dorastałem w zupełnie innych czasach.
Iceni napisał/a:Jeżeli facet definiuje mnie "łatwą" chociaż jakby nie było w tym łóżko był ze mną - to, za przeproszeniem, niech się w tyłek ugryzie i spada na drzewo - ja etykietkę zniosę - ludzie, którzy mnie znają wiedzą jakie mam poglądy, a reszta mnie nie obchodzi, a facet, który mnie definiuje chociaż sam robi to samo do szczęścia potrzebny mi nie jest
Zabrzmiało to bardzo naiwnie, który facet powie kobiecie wprost, że jest łatwa?? co najwyżej przekaże to w męskim gronie, które wbrew pozorom rozsiewa ploty nie gorzej jak kobiety, wskazując na nią, załączając jeszcze instrukcję. Czy Ty myślisz, że faceta chcącego się zabawić, będzie interesować Twoja pózniejsza opinia, to on będzie górą, bo on wiedząc jaki jest Twój pogląd z góry nie będzie się angażował. I tak jest w wielu przypadkach, gdzie opinia idzie w świat, a pózniej kobiety się dziwią, że zostawił, ale dla czego, a info leci dalej i wątpię by duma jakiegokolwiek faceta z tego grona pozwoliła mu na pozostanie z taką kobietą, z którą było tylu znajomych, lub znajomych tych znajomych. To się tyczy młodych facetów, a ci starsi nie będą z różnych powodów tego rozgłaszać, ale oni bardzo szybko wyczuwają ten typ kobiet i też nie wiążą z nimi nadziei na wspólną starość. Owszem zdarzy się jakiś niewtajemniczony, lub ...... w którym należy pokładać nadzieję na prtnera.
Iceni napisał/a:Poza tym nigdzie nie napisałam, że wymagam c u d ó w w łóżku, tylko że ważne jest dla mnie dopasowanie temperamentu seksualnego - facet może być i prawiczkiem do owej nocy - mnie interesuje podobny temperament i fantazja oraz pewna otwartość, a nie kłoda lub króliczek
No faktycznie, po prawiczku to można się spodziewać niesamowitej fantazji, zastanawiam się tylko, czy będzie to ekspresowa fantazja przed, czy nieco dłuższa po.
Iceni napisał/a:Po trzecie tak się składa, że byłam kochanka, dla której facet odszedł od zony, wiec nie wiem dlaczego inni wracają. Mój nie wrócił - to ja go w końcu miałam dość (z pewnych względów).
I to wiele tłumaczy a już na pewno nie ma żadnego powodu do dumy. Wybacz, ale omijam szerokim łukiem osoby, którzy dopuściły się rozbicia rodziny.
OMG! Wszystko co napisałeś jest tak schematyczne, że aż mi się nie chce do tego odnosić - a u mnie to naprawdę rzadkość...
Kompletnie się z tym nie zgadzam, jakież to typowe i prozaiczne wytłumaczenie. Jeżeli ktokolwiek był faktycznie w porządku przed ślubem, a nie jedynie stwarzał takie pozory, co jest w dzisiejszych czasach niemal standardem, to i będzie po ślubie. Nie jest żadną sztuką skakać z kwiatka na kwiatek, to może zrobić każdy, no może nie zaliczajmy do tego grona desperatów, nie każdego jednak stać na to, co jeszcze do niedawna było stawiane za wzór, (a żyło się pod tym względem o wiele lepiej jak dziś), a tak sukcesywnie jest niszczone przez obecne czasy!
Czym jest bycie "w porządku" przed ślubem?
OMG! Wszystko co napisałeś jest tak schematyczne, że aż mi się nie chce do tego odnosić - a u mnie to naprawdę zadkość...
Jakoś wcale mnie to nie dziwi ![]()
Czym jest bycie "w porządku" przed ślubem?
To jakiś żart?, ale zakładając że nie, poprzez bycie w porządku przed ślubem, w czasie jego trwania, po nim, czyli w każdym momenci swego życia powinno się być, przynajmniej starać się być w porządku i zawsze ukazywać siebie takim, jakim się jest naprawdę, czyli nie oszukiwać, nie ukrywać swoich wad, mówić to co się myśli, nie być fałszywym, nie dbać tylko i wyłącznie o swoje dobro kosztem drugiej osoby itp. itd
96 2014-05-08 13:21:38 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-05-08 13:26:15)
Iceni napisał/a:OMG! Wszystko co napisałeś jest tak schematyczne, że aż mi się nie chce do tego odnosić - a u mnie to naprawdę zadkość...
Jakoś wcale mnie to nie dziwi
No oczywiscie, ze cie nie dziwi - przeciez masz juz wyrobiona opinie o mnie jako o 'łatwej"
I do glowy ci nie przyjdzie, ze zasady rozne od twoich zasad maja rowne prawa bytu ![]()
Na szczęście nawet wśród 40-latkow jest sporo facwtów mających mniej skostniałe zasady ![]()
agnik napisał/a:Czym jest bycie "w porządku" przed ślubem?
To jakiś żart?, ale zakładając że nie, poprzez bycie w porządku przed ślubem, w czasie jego trwania, po nim, czyli w każdym momenci swego życia powinno się być, przynajmniej starać się być w porządku i zawsze ukazywać siebie takim, jakim się jest naprawdę, czyli nie oszukiwać, nie ukrywać swoich wad, mówić to co się myśli, nie być fałszywym, nie dbać tylko i wyłącznie o swoje dobro kosztem drugiej osoby itp. itd
Nie to nie żart, w kontekście reszty Twojej wypowiedzi szybciej myślałabym, że odnosi się to do "czystości" przed ślubem niż tego na czym powinien opierać się każdy normalny związek.
Dzenaro napisał/a:Iceni napisał/a:OMG! Wszystko co napisałeś jest tak schematyczne, że aż mi się nie chce do tego odnosić - a u mnie to naprawdę zadkość...
Jakoś wcale mnie to nie dziwi
No oczywiscie, ze cie nie dziwi - przeciez masz juz wyrobiona opinie o mnie jako o 'łatwej"
![]()
I do glowy ci nie przyjdzie, ze zasady rozne od twoich zasad maja rowne prawa bytu
Na szczęście nawet wśród 40-latkow jest sporo facwtów mających mniej skostniałe zasady
Oczywiście, że mam wyrobiony światopogląd, w którym świadomie i konsekwentnie tkwię. Poza jednak określeniem, iż jest "skostniały" nie wiele można mu zarzucić w odróżnieniu od tego, będącego w obecnym trendzie, co wcale nie oznacza, że nie daję mu prawa bytu, więc proszę nie wkładać w me usta słów, których nie wypowiedziałem, a które jak sądzę są potrzebne do podtrzymania wątłej argumentacji. Polecam również wypowiadać się bez zbędnych emocji, kładąc większy nacisk na zrozumienie słów rozmówcy, który podkreślił jasno i dobitnie, że nie ocenia tu nikogo.
Nie to nie żart, w kontekście reszty Twojej wypowiedzi szybciej myślałabym, że odnosi się to do "czystości" przed ślubem niż tego na czym powinien opierać się każdy normalny związek.
Zapewne gdybyś śledziła wszystkie moje wypowiedzi, Twój tok myślenia skierował by się w zupełnie innym kierunku, który jak najbardziej jest za współżyciem przed ślubem, ale na pewno nie z każdym z którym się ma ochotę.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jako człowiek z reguły zapobiegliwy dostrzegam, że ta dyskusja niebawem doprowadzi do nieprzyjemnych konkluzji, a nie jest sztuką posunąć się za daleko, a wycofać w porę. Zadam więc na koniec pytanie, na które było by szalenie przyjemnie uzyskać odpowiedz bez zbędnych, wzniosłych wywodów, ograniczoną jedynie do niezbędnego minimum. Tylko proszę mi nie pisać, że treść pytania nie ma odniesienia do obecnego i realnego życia, bo to będzie totalnym absurdem! A i zachęcam każdego, do indywidualnej konkluzji tyczącego się meritum tematu.
Czy jest coś złego w tym, że dwoje ludzi dąży do stałego związku, budując go od podstaw, nabierając wspólnie doświadczenia, opierając go na przyjazni, miłości, szacunku, zaufaniu, prawdzie i seksie (kolejność nie przypadkowa), obnażając przy tym swoje zarówno wady, jak i zalety, by partner mógł dokonać trafnego wyboru na podstawie rzeczywistych wartości partnera, kierując się przede wszystkim wspólnym dobrem, nie z powodów grzecznościowych, czy też kierując się panującymi trendami, lub odnoszenia korzyści. Potrafiących wspólnie przezwyciężać życiowe przeciwności i być nie tylko wówczas, jak jest dobrze, ale i w tych ciężkich chwilach, które ich, lub każdego z osobna dotykają, kierując się konsekwencją dojrzałego wyboru, nie szukając pocieszeń, rad i wzorców w otoczeniu, czy po prostu nie odchodząc z byle powodu, z którym dorosły człowiek powinien sobie bez problemu poradzić, tam, gdzie będzie mu lepiej i wygodniej? Dzięki postawieniu większego nacisku na związek pod katem więzi emocjonalnej i wszystkim z tym związanym możemy to wszystko osiągnąć i zapobiec tak rosnącej obecnie fali rozwodów, które niszczą jedną z najważniejszych wartości jaką jest pełna rodzina, ale czy możemy temu zapobiec stawiając seks i własne przyjemności na pierwszym miejscu, który jest ważny, ale nie najważniejszy! Więc czy jest to takie złe i nie do przyjęcia, czy też zrealizowania w dzisiejszych czasach ?????????????????????????????????????
Ja bardzo dziękuję za dalszą dyskusje, nie widząc dalszego sensu jej prowadzenia, jednak będę śledził temat, aby być na bieżąco z obecnymi trendami i wizją współczesnej kobiety ![]()
99 2014-05-08 17:11:53 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-08 17:19:32)
Hm chyba prawda jest taka, że jak sie nie chce z kimś "seksić" to sie w związek nie wejdzie. Jak w zwiazku przestaje sie chcieć "seksić" to sie związek konczy. Koniec uczuc tudzież "nigdy ich nie było". Dlatego jak sie chce, to jedni korzystają od razu, inni sprawdzają partnera i tyle. Jedni widzą w tym sens, drudzy nie.
Dzenaro, decydując się na współżycie, owszem, miałam 15 lat, ale to z byłym chłopakiem wtedy, z obecnym jak pisałam po 2 tygodniach widywania się seks, a wtedy miałam z nim 17 lat. W tym kontekście pisałam, że teoretycznie idąc tokiem myślenia to pochopna decyzja, jest ryzyko, tak szybko seks, ale zdecydowałam się na to
Było ryzyko, że się nie uda, ale wiesz, nie przejmowałabym się tym, nie myślałabym o sobie źle, więc spokojnie takie ryzyko przyjęłam. Dla Ciebie to duże ryzyko, dla mnie ryzyko, ale w cudzysłowie, takie po prostu, którym niespecjalnie się przejmowałam i nie widzę w tym nic złego- piszę tutaj o sobie tylko oczywiście. Małżeństwo inna sprawa? Chyba nie do końca Cię zrozumiałam, ale ja sama myślę, że małżeństwo, to jednak większe, bo potem rozwody, papiery itp w razie czego. A jednak rozumiem, że mogło się udać i nie ma reguły, tak że owszem, ja np szybkiego ślubu już bym wziąć nie umiała, ale nie widzę nic złego w tym jak inni ludzie tak robią
Dla każdego co innego może okazać się lepsze. Do szybkiego seksu jeszcze, to ja ogólnie też pisałam, żeby decydowali się ludzie na niego wtedy, gdy tego chcą, żeby wiadome, zabezpieczyli się- oczywistość i ja też się zabezpieczam zawsze, jak miałam 15 lat i ten pierwszy raz z byłym to oczywiście też
No i żeby nie robili tego pod żadną presją, czyli szybki seks jest ok, ale jak oboje tego chcą, bo wiadome, jakby była presja i dlatego, to nie jest ok. Nikt nie powinien się zmuszać. No i jasne, jeśli np chłopak, by powiedział dziewczynie, że nie ma co na coś więcej liczyć, to żeby o tym pamiętała i żeby nie wyobrażała sobie, że może wtedy on magicznie po seksie zmieni zdanie. Dlatego, jeśli ktoś liczył tylko na przygodę bez związku, to zawsze mówiłam papa. Mój chłopak też chciał związku, pasowaliśmy do siebie, szybko seks uprawialiśmy, oboje chcieliśmy no i fajnie
Już wtedy, przy tym seksie po prostu wiedzieliśmy, że będziemy razem i tak jest
Czasem tak się czuje i wie, od razu mówiliśmy sobie, że oczekujemy związku, kawa na ławę. W ogóle, gdyby ludzie mówili jasno o swoich oczekiwaniach byłoby prościej. Kto chce tylko seksu nich mówi, kto chce seksu, ale też związku niech też powie wprost, najlepiej ![]()
No chyba, że ludzie chcą tylko seksu lub nawet za wiele o tym nie rozmawiają, jest seks, a potem się okazuje któregoś razu, że to jednak coś więcej. To też może być dla nich fajne. Jednak wiadomo, nie ma co np sypiać z kimś, kto mówi, że tylko seks, a my liczymy, że może więcej. Jeśli czujemy, że zostaniemy wtedy zranieni to nie ma sensu.
agnik, to prawda, ale nie ma też co pisać, że jak ktoś ma mało doświadczeń, to na pewno zdradzi, bo to też generalizacja, tyle że w drugą stronęi. Mój facet jak pisałam miał ten jeden seks w życiu, dawno, ale ufam mu
A on też nie porównywał się do mnie, że ja 2 lata współżyłam z byłym, bo porównywanie jest bez sensu. Dlatego czy małe czy duże doświadczenie czy nawet brak doświadczenia- prawiczek/dziewica, to nie oznacza, że zdradzi, bo różnie bywa i to ma mniej do rzeczy, bardziej to co czuje do drugiej osoby, jego zasady, poglądy- chyba zgadzasz się ze mną agnik? ![]()
[b]Dzenaro[/b[, odpowiadając na Twoje pytanie: nie, moim zdaniem to nie jest nic złego. Jednak inne postawy nie są też dla mnie niczym złym, a powtórzę: szybki seks nie oznacza też, że seks jest najważniejszy. Można i tak wtedy zbudować więź emocjonalną i wiedzieć co jest dla nas najważniejsze. Owszem, obecnie mówi się więcej o satysfakcji seksualnej, więcej jak mniemam, bo mam 22 lata i nie wiem jak było wcześniej, zanim się urodziłam, tzn nie wiem tego dokładnie, bo po prostu wtedy nie było mnie na świecie. Seks i dla mnie nie jest najważniejszy. Dobrze jednak, że mówi się więcej o satysfakcji seksualnej, że nie robi się z tego tematu tabu. A to ile ktoś czeka na seks to jest sprawa indywidualna i podejrzewam, że w Twoich "czasach" też tak było i sądzę, że i wtedy były osoby szybko idące do łóżka i niekoniecznie ich związki pewnie potem się rozpadły. Przecież to zależy od wielu innych czynników niż od tego czy seks był wcześnie między nimi czy trochę później. A Ty jednak stawiając na to, że seks później i dyskredytując ten co był wcześniej uzależniasz jakby właśnie związek od tego, a to jest tylko jeden czynnik.
W zyciu mądry facet nie powie, że "to tylko seks i nie licz na wiecej", bo do tego seksu nie dojdzie. Chyba, że kobieta PIERWSZA taką zasade wykreuje, lub nie będą o tym rozmawiać tylko sie zabiorą do rzeczy.
102 2014-05-08 18:38:52 Ostatnio edytowany przez piroman1981 (2014-05-08 18:40:46)
Czy Waszym zdaniem istnieje jakaś granica/jakiś limit wg której powinno się np. iść do łóżka z mężczyzną/kobietą? Czy jest to po 3 randce a może po 30?
Granicę tylko ustala na co się nastawiasz - jak na znajomość dla zabawy to nie ma limitu, można nawet na 1 spotkaniu (ale też pewnego rodzaju chemia w komunikacji musi być) Ciężko to przeliczyć na ilość randek czy godzin spędzonych ze sobą bo to wszystko zależy od tego o czym i z kim gadasz, czasem na jedną osobę 3 godziny to za dużo żeby wytrzymać, nie mówiąc już o wylądowaniu we dwójkę
a czasem trafiasz na kogoś tak zarąbistego że po 8 godzinach masz ochotę z ta osobą jeszcze gadać seks odkładając na kiedy indziej. Właściwie to już po kilkunastu minutach gadki góra godzinie wiesz z kim masz do czynienia i wyraźnie widzisz na skali - na serio -> tymczasowo gdzie mniej więcej ta osoba się znajduje.
PS i wogóle za kretyńskie uważam podejście "łatwa" babka/łatwy facet. A może taka babka albo facet nie widzi nic ciekawego u rozmówcy i nie chce go na dłużej tylko się z nim zabawić trochę? Hormony robią swoje a bajeczki "chce się zakochać do końca życia"... he he ktoś kto tak myśli gada jak nierozdziewiczona 14 latka co dopiero przestała czytać bajki o księciu i miłości po grób - śmiać mi się z tego chce. Get real people.
Jaki macie do tego stosunek? Czy jest to stricte przestrzegane przez Was? Mam na myśli osoby już dojrzałe po 30.
Zasad dla zasad nie uznaję, wszystko zależy od czlowieka z którym masz do czynienia i od komfortu psychicznego. Zasada jest jedna - do czegokolwiek potrzeba odpowiedniej atmosfery z daną osobą, dobrej komunikacji i chemii fizycznej, nie "na mechanicznego" więc z każdą "chętną" to nie wyjdzie - ja nie kręcę pornola.
Zasada nr. 2 - bierzesz kogoś na serio to najpierw się zakochaj z wzajemnością i dotrzyj z nią trochę bo jak polecicie w fizyczność za wcześnie to im szybciej wylądowaliście na sobie tym łatwiej się wam będzie potem rozstać - po fizycznym zblizeniu pojawia się już na stałe uczucie zaborczości o 2 osobę i stawiania granic jasno bo ta osoba staje się kimś na kogo masz w swoim mniemaniu wyłaczność. A na bardzo wczesnych etapach gdzie jeszcze mam pełne nastawienie ze jesteśmy singlami i przede wszystkim świetnie się bawimy mając postawę że nic nas nie będzie poza tym ograniczać - to może to być za mocno odrzucające i łatwo kogoś takiego kopnąć w dupsko (a można bardzo dużo stracić). Lepiej poczekać z zabawami aż nie poznasz lepiej.
W zyciu mądry facet nie powie, że "to tylko seks i nie licz na wiecej", bo do tego seksu nie dojdzie. Chyba, że kobieta PIERWSZA taką zasade wykreuje, lub nie będą o tym rozmawiać tylko sie zabiorą do rzeczy.
Czemu niby nie powie?
104 2014-05-08 19:18:40 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-08 19:25:53)
Bo kobieta sie poczuje jak przedmiot? Wiekszosc musi byc upewniona, ze nikt sie nie dowie, że nie bedzie musiała miec wyrzutow sumienia, ze jest łatwa, ze 5 minut po zapoznaniu. Takie kreowanie sztucznego "bezpieczenstwa". Chyba zadna nie chce sie poczuc jak szmata (szczegolnie gdy bedzie tak potraktowana przez tego z ktorym to zrobi).
Tak, wielu też tak robi, chodzi mi tylko to, że są też faceci, którzy tutaj mówią wprost, a niektóre kobiety myślą, że może coś się zmieni, tutaj nie przyjmują do wiadomości tego co on powiedział. A np on mówi, że nie chce się angażować, że nie chce być teraz w związku, często faktycznie faceci są konkretni, więc lepiej przyjmować to konkretnie i nie liczyć, że mu się to odmieni.
106 2014-05-09 11:50:30 Ostatnio edytowany przez piroman1981 (2014-05-09 12:09:30)
Tak, wielu też tak robi, chodzi mi tylko to, że są też faceci, którzy tutaj mówią wprost, a niektóre kobiety myślą, że może coś się zmieni, tutaj nie przyjmują do wiadomości tego co on powiedział. A np on mówi, że nie chce się angażować, że nie chce być teraz w związku, często faktycznie faceci są konkretni, więc lepiej przyjmować to konkretnie i nie liczyć, że mu się to odmieni.
Zgadza się w kontekście osób (nie tylko facetów) które wiedzą czego chcą a czego nie chcą, chociaż ja zawsze miałem wrażenie że emocjonalnie nastawione na życie babki same zdają sobie sprawę z tego że nie wiedzą co im w pewnym momencie odwali i niczego z góry nigdy nie założą. Szczerze to nie słyszałem z ust kobiety nigdy deklaracji że "to tylko seks nie licz na więcej" - bo ona zawsze w mniejszym lub większym stopniu będzie liczyła na więcej nie dając Ci znać albo w pewnym momencie zacznie się wycofywać jak zobaczy że coś jej nie gra.
Jak zaczynasz znajomość dla zabawy to na dobrą sprawę bardzo słabo znasz tą osobę i nie wiesz tak naprawdę jak się to potoczy dalej - kobieta naturalnie zdaje sobie z tego sprawę a waląc takie teksty rozwalasz wszystko co może się potem wydarzyć.
Inna sprawa że he he podejście tego typu jest dla wielu z nich obce bo to typowo "męskie" podejście gdzie odcina się seks od uczuć, nawet dla babek szybko wkręcających się w fizyczność. Raz miałem taką znajomość, wiedziałem trochę o jej przeszłości, a to co mnie rozwaliło wtedy to że ona nie zdawała sobie sprawy że są "kobiety do związania" się i są "kobiety do bzykania". Weszliśmy wtedy w dłuższą rozmowę a to nie była głupia i niedoświadczona osoba, po rozmowach z innymi jeszcze potem zrozumiałem że takie podejście dla kobiet jest rzeczą z natury po prostu obcą, chyba że któryś facet im to w pełni uświadomi. One z natury zawsze liczą na coś więcej. Nawet te "wyzwolone bzykaczki" (w ich mniemaniu) jak się je potraktuje zbyt przedmiotowo to się nieźle potem potrafią mścić i ciskać. Facet będąc na ich miejscu by pomyślał "a huk tam, przynajmniej sobie bzyknąłem kilka razy więcej"
Dżenaro, mamy po prostu kompletnie inny system wartości. Twój opiera się na tym co ludzie mają między nogami - mój na tym, co mają w duszy. Dodatkowo - osoby ze zbliżonym systemem do mojego nie obrażają wyznawców Twojej filozofii - odwrotnie jest to nagminne.
W takim razie jak można nazwać taka kobietę,
A po co ją w ogóle nazywać? Każdy musi mieć jakąś etykietkę?
czyż nie jest ona potocznie nazywana łatwą?
Jest. Głównie przez tych, którzy lubią czuć się lepsi umniejszając cudzą wartość. Bo tak naprawdę takie nazywanie świadczy o bardzo wąziutkich horyzontach nazywającego. Łatwa bo po krótkiej znajomości może zdecydować się na seks? To stawia ów seks jako coś nadrzędnego. A co, jeśli dana kobieta szybko idzie do łóżka, ale bardzo trudno zdobyć jej uczucia? Nadal jest łatwa? Więc jak się do tego ma wyższość uczuć nad fizycznością, skoro seks gra kluczową rolę dla określenia człowieka? ![]()
posunę się dalej i powiem, że jest to typ człowieka, który nie dorósł emocjonalnie jeszcze do stałego związku, a gdy to nastąpi będzie mu dobrze jedynie z podobną jej osobą,
Trzask - następna szufladka otwarta
Zwykle jednak jest to typ człowieka, który W DANYM MOMENCIE nie chce stałego związku. Związek to odpowiedzialność, zaangażowanie. Nie każdy ma obowiązek na każdym etapie życia czuć się gotowym na takie zobowiązania. Co w żaden sposób nie wyklucza, że po jakimś czasie będzie gotowy.
ale mając swe zasady trzymał się od nich z daleka i obchodził szerokim łukiem, nie z powodu wstydu, nieśmiałości, a z powodu pogardy
Ja Tobą nie gardzę. Masz inny system wartości - Twoja sprawa. To, że nie znaleźlibyśmy wspólnego języka i nie zostalibyśmy przyjaciółmi - trudno. Nie muszę przyjaźnić się z każdym człowiekiem tego świata. Ale każdego (no, prawie) traktuję jak pełnowartościowego, godnego szacunku. Ale nie, Vinnga nie ma żadnych wartości, bo potrafi iść do łóżka na pierwszej randce. Dzenaro jest baaardzo wartościowym człowiekiem, na innych patrzy z góry, obraża ich - no ale takie jego prawo - wszak on nie sypia z przypadkowymi partnerkami ![]()
O jakim systemie wartości piszesz?, co to za wartość, która skłania do skakania od łóżka do łóżka, bynajmniej z mojego punktu widzenia właśnie jest jej brak.
O takim systemie, o który zahaczyłam wyżej. Opartym np. na szacunku do innych ludzi. Uważasz, ze on jest gorszy od systemu wartości opartego na zasadach zarządzania własnym tyłkiem?
Po pierwsze, nikt nie napisał, że luzny tryb życia wiąże się automatycznie z pózniejszym powieleniem w związku, ale nie można tego wykluczyć, a to już zmienia nieco sens. Po drugie dobrze by było na podparcie swej opinii podać jakiś przykład własny, ale tu w zamian niego fakty mówią zupełnie co innego, hmm
Toż podałam przykład WŁASNY (
), sam go zacytowałeś nad tymi słowami
Znam jeszcze kilka "własnych" przykładów z mojego otoczenia. A Ty możesz podać źródło Twoich FAKTÓW?
Cnotliwy tryb życia pozwala przypuszczać, że w związku dana osoba będzie równie cnotliwa. Ale nie można wykluczyć, że nie będzie
Czyli dokładnie to samo prawdopodobieństwo ![]()
Polecam również wypowiadać się bez zbędnych emocji, kładąc większy nacisk na zrozumienie słów rozmówcy, który podkreślił jasno i dobitnie, że nie ocenia tu nikogo.
Taaaaa.... A np. to o pogardzie mu się przypadkiem wymsknęło. Albo znaczy coś innego niż innym się wydaje, że znaczy.
w każdym momenci swego życia powinno się być, przynajmniej starać się być w porządku i zawsze ukazywać siebie takim, jakim się jest naprawdę, czyli nie oszukiwać, nie ukrywać swoich wad, mówić to co się myśli, nie być fałszywym, nie dbać tylko i wyłącznie o swoje dobro kosztem drugiej osoby itp. itd
No popatrz, to mój opis. I systemu moich wartości. Ale pewnie to wszystko traci znaczenie w obliczu tego, że mam na koncie niezobowiązujący seks...
No musiałam ![]()
A co, jeśli dana kobieta szybko idzie do łóżka, ale bardzo trudno zdobyć jej uczucia?
W głowach pierwszych takich dwudziestu "stereotypowców" pojawiłaby się odpowiedź "A po cholerę zdobywać jej uczucia?!"
Tak jakby teraz każdy facet miał zaliczać a każda kobieta być zaliczaną.
Tylko że fakt faktem- to działa bipolarnie.