Moja żona oczernia mnie za plecami - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Moja żona oczernia mnie za plecami

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 111 do 147 z 147 ]

111 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-05-11 20:46:04)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Ależ przeczytał wątek i pytam, chcę się utwierdzic. Dlaczego jesteś taka opryskliwa?
Natan w lutym pisał, że nie pracujesz i śpisz do południa. Czyli masz już pracę? On kłamał? O to mi chodzi.

Masz całą listę zarzutów wobec męża. Jego też na tą okolicznosc odpytam.

Terapię powinno prowadzic dwóch psychoterapeutów. Na ilu spotkaniach byliście? Zapewne chodzi ci o plan działania. Nie wiem czy ci pomogę, ale przeczytaj.http://forum.gazeta.pl/forum/w,898,150745176,150745176,terapeuci_i_superwizja.html
Link nie poszedł, ale na forum "życie rodzinne" piszą o superwizji w psychoterapii. Coraz trudniej o profesjonalizm w terapii.

Zobacz podobne tematy :

112

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Zyworodko, gdzie ja napisalam, ze Tazona nie moze korzystac z forum? Zarzucasz mi problem z oczami, a chyba Twoje tez nie sa w porzadku. Chcialabym wyrazic podziw, ze tak skrupulatnie obliczylas czas, jaki poswiecam forum, ale jakos nie potrafie. Zreszta z Twoich obliczen nic konkretnego nie wynika. W ciagu 2 lat moge nie osiagnac takiego wyniku, jak Ty. A coraz rzadziej zagladam, wiec jest to wielce prawdopodobne... Niewazne.
Tazona- pisalas, ze jedyne, co napisalam, to to, ze oboje macie cos za uszami. A co Ci doradzic, skoro Ty zadnych rad nie dopuszczasz? Chaber Ci dobrze radzila, byscie wyluzowali i co? Nie, bo nie. Nie, bo ma byc na Twoim/meza i koniec. Nie pisalam, ze jestescie mlodzi. Pisalam, ze wydaje mi sie, ze Wasze malzenstwo jest mlode i chyba mialam racje. Gdy tak probuje sobie wyobrazac Wasz zwiazek to w pierwszej kolejnosci do glowy przychodzi mi niedojrzalosc. Wasza niedojrzalosc do zwiazku. Nie uzgodniliscie, kto czym sie zajmuje? Nie potraficie zrobic nic sami z siebie, bez zadnej laski, dla wspolmalzonka. O wszystko toczycie wojny, niedlugo bedziecie sie licytowac, kto wiecej krokow zrobil danego dnia i komu bardziej nalezy sie za to odpoczynek na kanapie. Taki mam obraz Waszego malzenstwa. Rowniez po przeczytaniu Twoich postow. A wystarczyloby nieraz odpuscic. Kiedys prosilam meza, by naostrzyl noze. A ze jakos sie zabieral do tego dwa tygodnie (na szlifierce ostrzy zazwyczaj, wiec szybko by mu to poszlo) wzielam te noze i naostrzylam oselka. Tak samo bylo z lozeczkiem, w ktorym zepsula sie szuflada. Sama naprawilam i jakos nie mialam o to zalu do meza. Widzialam tez, ze zyskuje w jego oczach to, ze potrafie sobie poradzic sama, ze nie czekam jak hrabianka, az wroci z pracy i naprawi. Rozumiesz? Ja tez jestem mloda mezatka (chociaz z mezem jestesmy od 7 lat razem), ale juz pojelam, ze czasem trzeba odpuscic i nie przejmowac sie pierdolami. Niektore rzeczy mozna zrobic samemu. Moj maz tez o tym wie. Wiec nie kicam wkolo niego, ale tez i nie staram sie robic awantur o byle glupote. I Tobie tez radze (chociaz zaraz napiszesz, ze moje rady masz gdzies). Gdybym miala robic awanture z powodu nie takiego zakupu, jaki chcialam to klocilibysmy sie baaaardzo czesto, bo moj maz nigdy z zakupow nie wywiaze sie w 100%, ale to taka jego przypadlosc i urok. A Ty jestes bardzo emocjonalna osoba. Na krytyke reagujesz opryskliwoscia. Az sie zastanawiam, czy Twoj maz faktycznie to wszystko podkolorowal. Przynajmniej jesli chodzi o klotnie "o byle co".
Chaber, dobrze radzisz z terapia, ale tego musza chciec oboje malzonkowie. A czuje, ze jakos im nie po drodze w tej kwestii.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

113

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

No wiec faktycznie Wasze malzenstwo stapa po kruchym lodzie. Zle mnie zrozumialas- nie chodzi o wyluzowanie na wszystkich plaszczyznach, ale o takie czesciowe odpuszczenie. Pisalas, ze probowalas cos z tym zobic- nie podzialalo. Teraz terapia i efekt raczej mierny. Teraz, gdy czytam Twoje posty to moge bardziej obiektywnie spojrzec na sytuacje. I jezeli Cie urazilam to przepraszam. Wyniklo to z tego, ze jezeli ktos pisze na forum to wychodze z zalozenia, ze pisze prawde. Moze dlatego, ze sama nie mam potrzeby koloryzowania i pisze, jak jest? Wiem, ze uzywam mocnych i dosadnych slow na forum. Ale mam tez taka jedna ceche, ktora uwazam za swoja wielka zalete: potrafie sie przyznac do bledu, potrafie pokornie wysluchac i przyjac krytyke. I nie rozumiem osob, ktorzy sie obrazaja, gdy uslysza/przeczytaja dosadne slowa. Wiec mysle, ze powinniscie sobie wiele z mezem wyjasnic, ale mam rowniez nieodparte wrazenie, ze Ty juz nie chcesz ratowac tego malzenstwa, ze juz polozylas na nim kreske. Coz, w niektorych przypadkach jest to najlepsze rozwiazanie. Szkoda, ze Twoj maz sie "zmyl". Nie odnosi sie do Tego, co napisalas. Przestraszyl sie?

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

114

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
tażona napisał/a:

Szczerze? Nie wiem, może zapomniał o tym wątku, może go ukradkiem czyta. Tak naprawdę to niewiadomo. Nie mam obecnie z Nim kontaktu, szczególnie od kłótni po terapii. To małżeństwo było od początku bardzo trudne, mają na to wpływ i nasze trudne charaktery i może nasz wiek i różnice w podejściu do niektórych spraw. Przez to faktycznie stapaliśmy po kruchym lodzie i ciężko było nam odpuścić. Wpadliśmy chyba w wir zbytnich oczekiwań i wymagań od siebie nawzajem i jednoczesnie tych oczekiwań nie spełnialiśmy - tak z perspektywy czasu piszę. Teraz udaje mi się dużo więcej rozumieć, ale wyjaśnienia z mężem juz nic nie dadzą. Nie na tym etapie. Zbyt sie zacietrzewił, zamknął w swoim myśleniu i nie potrafi trzeźwo ocenić sytuacji. To widać przeciez nawet tu na forum. Nie postawiłam kreski nad tym związkiem. Mój mąz o tym wie, mówiłam to wiele razy i tu mogę, że jeśli bym nic już do Niego nie czuła i by mi na Nim nie zalezało to poprostu bym odeszła, załatwiła formalności i byśmy sie rozeszli. Ale na obecną chwile nie jestem w stanie nic zrobić. Poprostu chwilo odpuszczam, bo i tak nie dotrę do męża. Myślę dodatkowo, że potrzebna nam jest tez indywidualna terapia, każdemu z nas osobna. Ale to sie zobaczy. I wydaje mi się, że lepiej chyba dla męża żeby tez i tu chwilowo nie pisał - mogłoby to spowodować nawrót negatywnych emocji i dalsze w nich trwanie. A ja liczę na to, że się własnie z czasem z nich uwolni. Po Jego ostatnim poscie widać, że Mu sie czara przelała. Niestety teraz sam musi dojść do trzeźwości oceny sytuacji.
Przeprosiny przyjęte. Ja na początku nie zamierzałam właściwie reagować i się odzywać, ale idąc dalej w kolejne posty i widząc co mąż pisze i po nim wy, to juz było za wiele. Na męża sie wściekłam, że aż do tego sie posunął, na forumowiczow, że tak bezkrytycznie przyjęli to za pewnik - jeszcze mogę to zrozumieć, ale można - nawet w takim odpowiadaniu - nie używać inwektywów i tak daleko idących domysłów - szczególnie kiedy sam autor wątku tego nie robił (chociaż milczenie to potwierdzenie, tak samo jak nie zaprzeczenie, ale to już swoją drogą, znam swojego męża więc nie dziwi mnie to). No to chyba tyle. Aha, mąż sie napewno nie przestraszył, On nie z takich - i zapewniam, że jakby pamiętał/chciał to by sie włączył i odpisywał.

No coz... Pozostaje mi zyczyc Wam tylko powodzenia oraz duzo cierpliwosci, wyrozumialosci, sily i checi na drodze do ratowania malzenstwa. Jak widzisz, ta niedobra Ewika przejawia tez cechy calkiem ludzkie i pozytywne. W sumie to Twoj maz przedstawil sie jako mezczyzna bardzo pokrzywdzony i nieszczesliwy. A Ty przedstawilas jego inna twarz. Twarz mezczyzny twardego i bezkompromisowego. Ciezka walka Was czeka, walka o zwiazek oczywiscie. Mysle, ze nie powinniscie poprzestac na tzm jednym spotkaniu z terapeuta. Nikt nie powiedzial, ze bedzie latwo.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

115

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Początkowo każdy jest zacietrzewiony i trwa uparcie "w swoim". Jeśli żadne z was nie zechce współpracowac, nie zechce poprawy - żadna terapia nie przyniesie skutków. Psychoterapeuci nie są cudotwórcami. O ile do niej dojdzie, przygotujcie się na rok, może dwa.

Jesteście dziwnym małżeństwem. Jakby w ogóle nie zakochanym w sobie. Wszystko kręci się wokół obowiązków domowych, plus te litanie wymagań.
Jeszcze pamiętam "nasze" początki, czyli te 26 lat temu. Towarzyszył nam jednak bałagan, ale i radosc. Po co ścielic łóżko, skoro bywa często wykorzystywane. Graty nie pozmywane, no bo mogły poczekac, cieszyliśmy się sobą. Przez całe małżeństwo nigdy nie usłyszałam bzdetów o zdradach, sama takich podejrzeń nie wysuwałam, choc mąż delegacyjny, a ja obecnie pracuje w męskim gronie. Przymykaliśmy i przymykamy oko na nasze wady. Kryzys nas też nie ominął, prawie każde małżeństwo coś takiego przeżywa. Tylko problemy bywają inne.


Tutaj też się zgodzę z Ewiką: obraz męża wyrysowany tym razem przez żonę, nabrał innych barw.

116 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-08-30 20:29:40)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Wybaczcie, że po takim czasie milczenia, ale ...uważam, iz winien to jestem osobom tu piszącym.
Nie pisałem widząc "zaistnienie" ...tzw. "małżonki". Cóż, wiedziałem, że moje dopisywanie niczego dobrego nie wniesie a tylko zainicjuje przepychankę/pyskówkę. Wolałem zamilknąć.
Ufam, że zyskam jednak zrozumienie.
Do rzeczy.
Co do moich "długów" smile
Cóż, jeśli fakt posiadania zaległości finansowych rzędu pary tysięcy (przy dwutysięcznej pensji przy stałym zatrudnieniu) to coś nie do przejścia - ok... Pomijam fakt, że "małżonka" wioedziała, ze miałem ...tyły.
Co do "bałaganiarstwa". Cóż, skarpetek ani majtek ani nic innego ze swojej garderoby nie pozostawiałem ...gdzie bądź. Bałaganiarstwo to moja niechęć do składania ubrań w kostkę i na półkę za każdym razem. A dlaczego? Ano dlatego, ze choćby z racji kilkukrotnego w ciągu dnia wychodzenia z psiakiem (a w domu bedąc przebieram się za każdym razem w domowe ciuchy) nie widziałem sensu składać ubrań do szafy - wolałem je pozostawiać złożone na pralce w łazience... Bałaganiarstwo? No może i tak...
"Woniejących", brudnych skarpetek w pokoju, brudnych majtek na żyrandolu tudziesz przpoconych koszulek nie rozkładałem gdzie bądź smile
Ech...
Więc sobie darujcie to zagadnienie...
Jak ma się sprawa ...na dzisiaj?
Ano następująco... Z drugiego "seansu" terapii małżeńskiej zrezygnowaliśmy oboje niezależnie. Ja - bo zbyt dużo kosztowało mnie to emocji i finansów (dwie stówki, które ja płaciłem ze swojej kieszeni). ona - bo "nie chciała słuchać kolejnych żali pod swoim adresem".
Cóż... Tydzień, dwa później - przytłoczony emocjami - pojechałem do niej, do jej rodzinnego domu porozmawiać, skłonić żonę do ratowania małżeństwa, do walki o nie, ale walki "ramię w ramię", by wróciła do mnie, do nas, bysmy razem poszli jednak dalej na terapię, abysmy starali sie coś zmienić, aby to ...małżeństwo miało szansę PRZETRWAĆ. I pojechałem porozmawiać, ot, tylko tyle...
Próbowałem ja nakłonić do powrotu, do walki w imię małżeństwa, w imię czegoś - CHYBA NAJWAŻNIEJSZEGO - istotnego... Tym bardziej, że juz nie ufałem, ze jest ze mną fair, że nie spotyka sie z tym swoim "przyjacielem", tym bardziej nie ufałem wiedząc, że nawet matka nic złego w tym przeciez nie widziała! Co usłyszałem? Że gościu (ten "przyjaciel"), który mając lat trzydzieściparę, żadnego dłuższego związku, wciąż to nowe laski (ja w jego wieku miałem na karku już kilkunastoletni udany wówczas zwiazek) ma większe pojęcie o zasadach związku niz ja... I to powiedziane z wyraźnym szyderstwem prosto w moja twarz. Od własnej żony... A potem argumenty za jej pozostaniem u rodziców: może robic co chce, rozmawiać (przez neta), spotykać się z kim chce i nikt juz jej (czyli ja - jej MĄŻ) nie ogranicza. A na koniec słowa jej: jak ci nie pasują moje zasady to odejdź! Na te słowa z jej strony wstałem i wyszedłem już BEZ ŻADNEGO SŁOWA. To była "nasza" ostatnia rozmowa i ostatnie spotkanie...
Potem jakieś "e-mailowe" próby wyprostowania własnych słów, ale nic więcej co kosztowałoby trochę czasu i zachodu... NIC. A potem - wówczas jeszcze "szukałem" jej śladów w necie - jej pojawienie się na jednym z portali randkowych... Noż, Kur...a.
Ciekawostka: jej "doskonały przyjaciel" (mając kolejna dziewczynę) tam też jest bywalcem smile
Tak postępuje, kurwa mać,  ŻONA? Nawet w czasie separacji?
A ja nadal jak zakonnik smile Co na to osoby mające coś do mnie tutaj?
Wybaczcie...
Aktualnie już nie chcąc sie denerwować (moje serce płata mi dość ryzykownego figla) i z tego względu odpuściłem sobie na stałe śledzenie poczynań "żony" i konsultuję się aktualnie z prawnikiem w sprawie rozwodu. Z tzw. "małżonką" nie mam kontaktu juz od dwóch miesięcy (od ostanich emaili, których z jej zstrony już nie czytałem, a trzy mijają od czasu naszej ostatniej "rozmowy" w cztery oczy) i jakoś stała mi się obojetna... Aż sam jestem tym zaskoczony, że tak szybko to umarło...
Ciekaw jestem wpisów osób, które dały sie zwieść "małżonce" i przyznawały jej ...trochę racji. Co teraz napiszecie? smile
Mimo wszystko pozdrawiam serdecznie!
Jakim według Was jestem gnojem?

117

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Hm...
Przeczytałam cały wątek i... nijak nie mogę znaleźć postów (oprócz jednego zacytowanego) żony autora - może zniknęły podczas awarii systemu. Szkoda.

Moje refleksje na podstawie tych informacji, które są?
Nie wierzę, że autor wątku był ślepy, głupi i ożenił się z potworem.
Nie wierzę, że żona autora nagle po ślubie zmieniła o 180 stopni swe oblicze.
Nie wierzę, że autora aureola uciska, a jego żona chadza z diabłem pod rękę.
Nie wierzę w czarno-białe obrazy jakiegokolwiek związku.

Zacytuję pierwsze zdania posta rozpoczynającego cały wątek (tak, wiem, dawno to było):

natan.75 napisał/a:

(...)Czy to normalne i uzasadnione, że moja małżonka w sposób wyjątkowo tendencyjny obgaduje mnie w rozmowach ze swoją matką? Wciąż się żali, krytykuje, wyciąga same negatywy (...)

Normalne/nienormalne. To nie ta kategoria. Nie dziwi mnie to, że żona, gdy w związku źle się dzieje, leci do bliskiej osoby, by odgadać się, wyrzucić negatywne emocje przeszkadzające w życiu i nabrać dystansu do sprawy. Nie dziwi mnie to, że bliską osobą jest jej matka. Panie mają ze sobą dobry kontakt, żona autora ufa swej mamie, to i z nią kontaktuje się, gdy potrzebuje odpluć się. Podobnie robi mąż, autor wątku. Odpluwa się, odgaduje, wyrzuca negatywne emocje. Robi to tu, na forum.
Jaka w tym między nimi różnica? Żadna. Co ich łączy? Każdego z nich coś w związku uwiera, każdemu przeszkadzają zachowania drugiej osoby, oboje nie potrafią się dogadać. Nie dogadują się, bo albo nigdy tego nie umieli/nigdy się tego nie nauczyli, albo (co mniej prawdopodobne, ale możliwe) zapomnieli tej sztuki.

Kiedy ktoś zapomina sztuki porozumiewania się? Czasem wtedy, gdy emocje zalewają rozum, a ten przestaje (na szczęście tylko na jakiś czas) funkcjonować. Co dzieje się w takiej sytuacji? Nie słyszy się tego, co mówi druga osoba. Cały czas przed oczami przesuwa się napis "On/ona jest winny/a. Ty jesteś skrzywdzony/a." I z pozycji osoby skrzywdzonej usiłuje rozmawiać.

Czytając posty odniosłam wrażenie, że autor doskonale ukrywał swe uczucia przed żoną. Zbierał i upychał żal, smutek, rozgoryczenie, rozczarowanie, it.p.. Zbierał, zbierał, zbierał. Im więcej ukrywał, tym bardziej był politycznie poprawny, tym bardziej 'starał się', tym bardziej manifestował, tym tworzył większy dystans. On taki poprawny, taki cudny, ona taka 'be'. Czytając posty autora widzę, wbrew jego słowom, sporo pogardy do żony. Tak, wiem. Często jest ona przykrywką dla innych uczuć.

Tymczasem żona też nie wytrzymywała atmosfery i usiłowała dogadać się z mężem. Nie. Nie pomyliłam się. Przecież te docinki to, oprócz chęci wyładowania trudnych uczuć (żalu, smutku, rozgoryczenia, rozczarowana it.p.), próba wszczęcia awantury. Awantura, wbrew pozorom, pozwala na oczyszczenie atmosfery. Cóż działo się między małżonkami? Ona - cała w emocjach, zaczepiająca, szukająca kontaktu. On - lodowato spokojny, wyprostowany - z kijem od szczotki zamiast kręgosłupa, pouczający, moralizujący. Przypomnijcie sobie swoje emocje, swoje zachowanie, gdy byliście/byłyście pełni/e emocji, a druga strona flegmatycznie odpowiadała "uspokój się".


Czytając posty autora przypomniała mi się bajka "Żuraw i czapla".

Może jednak oboje przypomną sobie to, co ich połączyło?
Może wreszcie większą uwagę przyłożą do tego, co ich łączy zamiast do tego, co ich dzieli? Może pomyślą, czy chcą być i żyć z tą drugą osobą mimo? Może nauczą się dogadywać? Może zobaczą rzeczywistość?

Może autor wyjdzie z roli wiecznie pokrzywdzonego? Może uświadomi sobie, że rola żony różni się od roli matki a rola męża od roli ojca? Może swe deficyty rozwiąże podczas własnej terapii, nie zaś od żony oczekiwać będzie wyrozumiałości? Może nauczy się mówić wprost o sobie i swych uczuciach?
Może żona nauczy się mówić wprost o sobie i swych uczuciach?

Oby.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

118

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

O Natan się pojawił! Całkowicie zgadzam się z Wielokropkiem. Chłopie, czy ty musisz kropić wiecznie skrzywdzonego? Po przeczytaniu wersji obu stron, jestem bardziej zorientowana. Tobie Natan ciągle źle i mało, ile będziesz pracował nad tym udoskonalaniem żony? A ten niby przyjaciel żony, znów jakaś projekcja?

Z zakonnikiem świetna myśl, idealne miejsce dla ciebie, bo do życia małżeńskiego to ty się nie nadajesz. Żadna nie sprosta, powtarzam ŻADNA.

119

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
chaber05 napisał/a:

O Natan się pojawił! Całkowicie zgadzam się z Wielokropkiem. Chłopie, czy ty musisz kropić wiecznie skrzywdzonego? Po przeczytaniu wersji obu stron, jestem bardziej zorientowana. Tobie Natan ciągle źle i mało, ile będziesz pracował nad tym udoskonalaniem żony? A ten niby przyjaciel żony, znów jakaś projekcja?

Z zakonnikiem świetna myśl, idealne miejsce dla ciebie, bo do życia małżeńskiego to ty się nie nadajesz. Żadna nie sprosta, powtarzam ŻADNA.

Przykro mi, ale jeśli chciałaś jeszcze dokopać psychicznie "leżącemu" to spóźniłaś się parę miesięcy. Już dawno ochłonąłem po tamtych emocjach.
Nie mam pojęcia czemu zawdzięczam aż taką napastliwość?
W zasadzie wątek już przestał być aktualnym, ale skoro są wpisy (i to o takim wydźwięku) odpiszę...
Mnie ciągle źle i mało? Nie rozumiem. Albo nie czytałaś całości, albo zaślepiona jakąś złością tendencyjnie oceniasz.
O ile pamiętam, to nie mnie ciągle było "źle i mało", a bardziej żonie, czego sama nie omieszkiwała co dnia prawie manifestować: czy wiecznym niezadowoleniem ze wszystkiego, czepliwością, wysoce rozwiniętym "krytkanctwem", złością, niekontrolowanymi wybuchami agresji słownej z zupełnie błahych powodów (jakich powodów? Wystarczy poczytać) czy wreszcie tekstami, dla których w związkach nie powinno być nigdy miejsca.
Nawiązując tu do słów Wielokropka czuję się upoważniony do odpowiedzi: chyba jest jednak jakaś subtelna różnica między obmawianiem/oczernianiem - jeśli już tak na to patrzeć - współmałżonka (dziękuję Olinko za poprawienie tematu - tamten faktycznie niefortunny) przed bliskimi i znajomymi, z którymi ten współmałżonek ma styczność, a anonimowo anonimowej osoby przed anonimowymi obcymi osobami? Według mnie jest różnica. Może jestem bardzo ograniczony intelektualnie, ale nie dostrzegam w nieustannym niszczeniu psychicznym i podkopywaniu poczucia wartości ...prób "dogadania się" ze strony małżonki. Jak dla mnie to nazbyt wyrafinowane próby. Nie wiem jak rozumieć też słowa Wielokropka "...rola żony różni się od roli matki"? Właśnie świadom tej różnicy i chcąc mieć żonę za partnerkę a nie "matkę", którą chyba chciała być "matkując mi" (poprawiając, krytykując, kwestionując, wymuszając itp) nie potrafiłem akceptować takich relacji.
"Może autor wyjdzie z roli wiecznie pokrzywdzonego? Może uświadomi sobie, że rola żony różni się od roli matki...Może żona nauczy się mówić wprost o sobie i swych uczuciach"
Już uporałem się z tamtymi emocjami. Myślę też, że oboje, ale każde z nas z osobna nauczyło się mówić. Ja w swoim świecie, żona w swoim. I tak już zostanie.
Wracam do słów Chaber. Nie pracowałem nad "udoskonalaniem żony" (a tym bardziej nie pracuję nad tym), jeśli już to usilnie próbowałem uprzytomnić jej, że w związku powinno być miejsce w pierwszej kolejności jako podstawie: na ciepło, serdeczność i szacunek. Z mojej strony to było - mam prawo tak twierdzić? Bez względu na opinię wiem jaki byłem wobec małżonki i co zaznawałem od niej.
Z czasem zaczęło się robić nieprzyjemnie i ogłupiały tym, co spotykałem - tu zacząłem pisać. Owszem, w emocjach. Już nie mam tamtych "pokrzywdzonego" odczuć. Uporałem się z tym wszystkim i nabrałem dystansu. To chyba normalne, że ludzie pisząc tu piszą często w stanie zagubienia, dołu psychicznego - a wydźwięk takiego pisania jest właśnie często taki. To coś złego? O owym "przyjacielu" wystarczająco już chyba napisałem by teraz wracać do tego tematu. Dla kogoś potrafiącego analizować i wiązać fakty to, co opisałem jest chyba klarowne. I nie nazwie tego "projekcją". Mam prawo tak myśleć? Być może pojawili się jacyś nowi "przyjaciele" z portali randkowych - to normalne według Ciebie postępowanie żony kogoś takiego jak ja, prawda? W swej naiwności uważałem, że póki jestem związany z żoną - świństwem byłoby szukanie wrażeń. Stąd porównanie się do zakonnika.
Z tym zakonnikiem to chyba lekko Cię poniosło. Z całym szacunkiem, ale nie masz żadnych podstaw czegoś takiego mi insynuować. Pisząc tamte słowa coś innego (szkoda, że na to nie zwróciłaś uwagi) starałem się uwypuklić. Zachowanie i postępowanie małżonki po rozstaniu. Rozumiem, że to normalne i nie rodzące żadnych wątpliwości posunięcia nijak nie uderzające we mnie i w sens ewentualnego dalszego związku? Widać faktycznie coś ze mną jest nie tak. Wybacz, ale ostatnie słowa dotyczące mojego "nadawania się" pozostawię jednak już bez komentarza. Chyba pomyliłaś wątki.
Nie widzę sensu sztucznie podtrzymywać życia tego nieaktualnego wątku, więc już kończę pisanie...
Pozdrawiam serdecznie.

120

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Zajrzałam do Twego wątku, Natanie, tylko dlatego, że WCZORAJ poprosiłeś mnie o wyrażenie swej opinii. By spełnić Twą prośbę kilkukrotnie przeczytałam cały wątek i sporo czasu przeznaczyłam na sformułowanie swych myśli. Napisałam swój post na podstawie informacji (a raczej Twej opinii o problemach małżeńskich) przedstawionych przez Ciebie w tym wątku.
Gdybym wiedziała, że zależy Ci na przeczytaniu określonego tekstu, napisałabym go, nie nazywając go jednak swymi refleksjami. Strzępić języka po próżnicy nie lubię, zajęć mam też wystarczająco dużo.

Wiem też, że moja opinia jest moim zdaniem na temat. Nikt z nim nie musi się zgadzać. I zgody nie oczekiwałam. Oczekiwałam (nie jest to adekwatne słowo, innego jednak nie mogę znaleźć) jednak chwili refleksji.



Natanie, ponieważ decyzję podjąłeś, nie zajrzę już do Twego wątku. Tylko, skoro decyzję podjąłeś, po co prosiłeś mnie o opinię? To pytanie retoryczne.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

121

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Nadal masz żal do żony, ale i do innych kobiet tez byś miał. Przemyśl to, co napiszę: z niczym się nie uporałeś, nie umiesz przyjąć krytyki. Sam niby szukasz ciepła, a wieje od ciebie arktycznym chłodem. Ubierasz swoje emocje w ogromną ilość słów. Tworzysz iluzję delikatnego, kruchego, wrażliwego mężczyzny, na którego nałożono wymagania nie do spełnienia.

Czytałam odpowiedzi żony. Fakt, trochę ją pocisnęłam, ale brzmiała klarownie. Ty zbudowałeś w głowie obraz żony idealnej i tego się trzymasz. Nie pomyliłeś wątków i faktycznie jest z tobą coś nie tak. Jeśli 75 w nicku jest rokiem urodzenia - wyjaśniam: z wiekiem nasze upodobania i gusty są już tak wyklarowane i sztywne, że trudno jest ustąpić, dopasować, pójść na kompromis. Ty chyba jesteś tego najlepszym dowodem.

122

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Smutne to wszystko. Dwoje ludzi o różnych charakterach próbujących się na swój sposób dogadać. Nic nam nie wiadomo dlaczego naprawdę żona nie czuła się szczęśliwa w tym związku, choć mąż bardzo się starał. Piszecie, że zachowywała się jak księżniczka. Z wątku wynika, że autor starał się być bardzo opiekuńczy, a żona i tak wytykała mu błędy i skarżyła się  na charakter męża. Ciekawe, co naprawdę nie podobało jej się w tym charakterze, bo na pewno nie to, co krytykowała czyli jakieś drobne rzeczy, jak kupienie nieodpowiedniego  chleba. Wielokropek napisała, ze mogło być odwrotnie. To mąż przyczynił się do rozpadu związku. Dlaczego oboje nie umieli określić, czego od siebie nawzajem oczekują?

123

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Cześć natan , wiem że wątek już nie aktualny ale może zerkniesz kiedyś.
Nikt tutaj Cię nie zrozumie bo nikt nie przeżył tego co Ty , ale ja wiem o co Ci chodzi bo Twoje małżeństwo to wypisz wymaluj moje. Dosłownie wszystkie zachowania Twojej żony pokrywają się z moją byłą małżonką - ja wytrzymałem 4 lata. Podam Ci parę przykładów żebyś mógł porównać:
Czy mogłabyś posprzątać w łazience po sobie , chciałbym się wykąpać ale poprostu nie da się tam wejść (włosy,podpaski,mokre ręczniki na podłodze,porozwalane buty) - odpowiedź - sam jesteś brudas ja nie będę sprzątać , nie jestem Twoją sprzątaczką.
Zrobisz coś na obiad - ja już się nagotowałam - nie jestem Twoją kucharką itp
Żona - muszę kupić buty bo nie mam w czym chodzić, znalazłam takie fajne za 750 zł. Ja- ok fajnie ale mamy spore rachunki do zapłacanie i narazie nie dam rady kupić w tej cenie może coś tańszego? - Żona - ty sknero zawsze na mnie oszczędzasz. Potem leciała do rodziców i znajomych i opowiadała jaka ona jest przepracowana obowiązkami domowymi a ja tyran siedze przy tv i sknerze kasiore. A ja głupi zasuwałem gotowałem, sprzątałem , remontowałem , naprawiałem.
Remontowałem sam - wszystkiego się uczyłem i potrafię sam dużo zrobić, wszyscy mnie chwalili oprócz żony - zawsze wszystko było żle , za tanio , za wolno , nie tak jak ona chciała mimo że wcześniej jasno mówiła co chce - oczywiście ona zawsze stała z boku i nie pomogła oprócz ewentualnego wyśmiania za coś co Ci akurat nie wyszło.Dla niej miałem dwie lewe ręce , za mało zarabiałem, generalnie wszystko co ze mną jest zwiażane jest i było do dupy, wakacje itp. Miała wszystko o nic nie musiała się martwić wszystko było na mojej głowie.Mimo iż zrobiliśmy sporo i sporym kosztem żona zawsze na pytanie znajomych jak idzie remont odpowiadała że nic się nie dzieje i spoglądała wymownie na mnie.
W każdej pracy miała wrogów, jak wracała to jak mówiła była wykończona psychicznie przez tych debili i oczywiście musiała odreagować kłótniami ze mną. Nie ważne czy kłótnia zaczeła się o to że rąk nie wytarłem, czy nie chciałem jechać po coś do sklepu, powód zawsze się znalazł. Tak jak pisałeś , krzyki, ironia, uśmieszki,wzrokiem chciała zabić, nie podoba się to se zmień, mój były był taki i taki a Ty jesteś nikim. Póżniej płacz , zastawianie mi dzwi jak chciałem wyjść ale oczywiście później obgadywała mnie równo robiąc z siebie ofiarę.
Tak naprawdę byłem w sytuacji bez wyjścia, zostałem tak zmanipulowany że poczułem się jak okropna osoba i beznadziejny partner. Postanowiłem więcej uwagi poświęcić o jak biednej mojej żonie. Wyjazdy, samochód żeby autobusami nie jeździła bo tam ją molestowali, obiadki sratki,ogródki kwiatuszki - i co i nic , moja królewna poczuła się tak pewnie że już nic nie robiła a mnie traktowała jeszcze gorzej. "Karała" mnie brakiem sexu , osobne święta, odcieła od swojej rodziny i znajomych gdzie byłem uważany chyba już za samego diabła. Nie miałem na nic ochoty, zaniedbałem pracę , kasy coraz mniej, o własnych hobby już nie wspominam.
Także ja Cię rozumiem i ja wiem że z takimi osobami nie da się normalnie rozmawiać,wytłumaczyć. Ona zawsze będzie miała rację i zawsze z siebie zrobi ofiarę a z Ciebie potwora, i nowo poznane osoby przekona do swoich racji. Napewno z nami jako facetami też jest coś nie tak , zamiast od razu stanowczo powiedzić "nie" to brneliśmy w to gówno i pragneliśmy dalej "opiekować" się naszymi księżniczkami.
Nie wiem co u Ciebie teraz ale napewno Twoja była nie da Ci spokoju, ona wróci po jakimś czasie żeby zobaczyć czy nadal ma Cie w garści. Stanie się to jak jej nie wypali z nowym albo on po jakimś czasie zorientuje się co jest grane.
Moja po rozstaniu generalnie zachowywała się jakby nic się nie stało - miła przez telefon , kochanie,skarbie - jest tylko małe ale - zawsze coś odemnie chciała. Zerwij kontakt dla własnego zdrowia.

Pozdr

124

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Pawle, tak bardzo pławisz się w swoich pretensjach, że chyba całego wątku nie czytałeś. Prześledź dokładnie, a sam zobaczysz do czego w końcu Natan się przyznaje, co napisała jego żona. Wyobrażał sobie, że ona ma sprzątać zawsze i tylko ona, wszak wziął ją pod swój dach. Jako żona ma się dokładać do budżetu, a chwilowy brak pracy z jej strony był powodem wpadnięcia prawie w histerię.

Ciekawe co by napisała żona Pawła. Możliwe, że znów przecieralibyśmy oczy ze zdumienia.

125

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Chaber czy mogłabys cos więcej napisać o wypowiedziach zony? Widzę ze jesteś w temacie a tamte posty sa pokasowane.

126 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-11-22 22:36:44)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
chaber05 napisał/a:

Pawle, tak bardzo pławisz się w swoich pretensjach, że chyba całego wątku nie czytałeś. Prześledź dokładnie, a sam zobaczysz do czego w końcu Natan się przyznaje, co napisała jego żona. Wyobrażał sobie, że ona ma sprzątać zawsze i tylko ona, wszak wziął ją pod swój dach. Jako żona ma się dokładać do budżetu, a chwilowy brak pracy z jej strony był powodem wpadnięcia prawie w histerię.

Chaber, to chyba jakiś żart z Twojej strony. Piszesz tak by napsuć komuś krwi?
Z całym szacunkiem, ale posiadasz zaskakującą umiejętność specyficznej interpretacji jednoznacznych faktów.
Sama nie prześledziłaś chyba dokładnie wątku, a bijesz tu pianę i zarzucasz rzeczy wyssane ze swojego palca. Co sam przyznaję? Do czego się przyznaję?"ona ma sprzątać zawsze i tylko ona"
Ja sobie wyobrażałem, że żona jest tylko do sprzątania? Potrafisz taką bezczelnością poirytować. Gdzie to pisze? Pisałem, że nie oczekiwałem, że ma być sprzątającą. Na czego [wulgaryzm] podstawie tak twierdzisz?
"Jako żona ma się dokładać do budżetu"
Tu już Twoje "wariacje na temat" przechodzą ludzkie pojęcie. Nie! Nigdy nie robiłem żadnych uwag na ten temat i nie oczekiwałem czegoś, co mi tu teraz [wulgaryzm] zarzucasz. Na czego podstawie tak twierdzisz?
"chwilowy brak pracy z jej strony"
Jeśli już to nie chwilowy, bo przez cały krótki okres małżeństwa małżonka nie pracowała. Więc to Twoje "chwilowy" jest wyjątkowo tendencyjną prowokacją! A pracę i owszem, podjęła w ostatnim miesiącu "bycia razem", ale potem odeszła, więc "kasy" - jeśli już - nawet z tego nie zobaczyłem (a w jakiś sposób jeśli już o tym mowa inwestowałem w jej pracę czy ją dowożąc codziennie, czy finansując dojazdy). Jednak nigdy nie był to dla mnie problem, bo zawsze uważałem, że jak się jest "razem" to wszystko zostaje "nasze", nawet wydatki. Piszesz o jakiejś histerii jakbym to ja w nią z tego powodu wpadał. To już przegięcie. Nie mam pojęcia skąd w Tobie tyle opacznego czytania rzeczy jednoznacznie brzmiących?
Czytając Twoje Chaber, wypowiedzi widzę trochę niespójności w wygłaszanych tezach.
Mnie poprzednio zarzuciłaś jakąś "projekcję" na temat przyjaciela małżonki, a sama co piszesz w jednym z wątków?

chaber05 napisał/a:

Sama jestem długoletnią mężatką i jakoś wiem, co może sprawić mężowi przykrość (...) może korzystać z mojego telefonu, a ja z jego i również uważa, iż przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Żeby w małżeństwie dobrze się działo, trzeba mieć jakieś zasady, kręgosłup moralny i zawsze ich przestrzegać.

A przyjaciel przewijał się cały czas.
Czy małżonka wpadła w czarną rozpacz gdy miała do mnie przyjechać mieszkać (miesiąc po ślubie) i nie mogła się spotkać z przyjacielem? Tak czy nie? [wulgaryzm]
Czy kontaktowała się z nim i kasowała ślady tych konwersacji? Tak czy nie?
Czy tuz po odejściu z małżeństwa od razu poleciała sama do niego, do jego mieszkania? Tak czy nie?
Czy podczas mojej z nią ostatniej rozmowy (końcówka maja), w której starałem się ją nakłonić do powrotu i ratowania małżeństwa, szydziła ze mnie porównując tego przyjaciela jako "lepszego" ode mnie? Tak czy nie?
Wiec zastanów się zanim coś napiszesz.
Jakoś dziwnym trafem omijasz zagadnienia, które nie pasowałyby do Twojej teorii wedle której całe zło było z mojej strony. Czytałaś o poczynaniach małżonki po odejściu? O jej pojawieniu się na portalach randkowych? Tak czy nie? I co? To nie było warte wzmianki, bo rzucałoby niefajne światło na małżonkę?
A sama coś innego gdzie indziej głosisz:

chaber05 napisał/a:

Mój mąż również pracuje poza domem (..) Mąż zjeżdża na dłużej (..) Zawsze zaliczamy wówczas lekką ścinę. Zazdrości u nas nie ma, a od portali społecznościowych trzymamy się z daleka.
(..) będąc żoną, zaczęła żyć jak ktoś stanu wolnego. (..) Żona twoje poświęcenie i pracę uznała za coś, co się jej należy jak psu buda - smutne i mało chwalebne.

Wolałbym, abyś najpierw DOKŁADNIE przeczytała cały wątek, zastanowiła się nad niektórymi tu sprawami, spróbowała się wczuć w niektóre sytuacje i dopiero wtedy napisała coś, co miałoby pokrycie w rzeczywistości.
Szkoda też, że ni słowem nie ustosunkowałaś się do często rzucanych w moją stronę tekstów typu: na męża się nie nadajesz, mężów można mieć wielu, wszystko jest przez ciebie, to twoja wina, nic w życiu nie osiągnąłeś itp. Czym zasłużyłem na takie coś? Czym? Może tylko tym, że byłem pod ręką jako worek do odreagowania agresji i złości o wszystko? Nawet kiedyś zapytałem dlaczego tak się do mnie odzywa, dlaczego swoją złość (wywołaną przez innych) wyładowuje pod byle pretekstem na mnie - odpowiedziała, że jestem przecież jej mężem. Czyli jak? Może na te tematy zaczniesz fantazjować?
Do Pawła:
Podobne relacje, ale są duże różnice. W przeciwieństwie do Twojej, moja była bardzo dbającą o porządek. Awantury i zostawione (do następnego mojego przebrania się) ciuchy w łazience a nie złożone w szafie; krytyka mojego rozwieszania prania na suszarce. Potrafiła nawet takimi rzeczami zatruć relacje. Wracając tu jeszcze do pisania chaber - nie uważam się za fleję i brudasa. Jednak pracując i mając jakieś dodatkowe zajęcia nie miałem tyle czasu na ekstra sprzątanie co ona siedząca w domu. Mimo wstawania dzień w dzień w okolicach południa potrafiła utrzymywać porządek w domu. Mieszkanie nie miało 300 metrów kwadratowych, więc nie stanowiło to nie lada wyzwania. Ja sam też w miarę możliwości i sił ją w tym uzupełniałem (korzystając, że jeszcze spała potrafiłem wysprzątać całą łazienkę i umyć okna w kuchni. Bo jeszcze nie zepsuła swoimi pretensjami mi humoru. Jak wstała już miała kwasy). Moja żona była aż nazbyt oszczędną (np. awantura o to, że kupiłem trzy a nie dwie makrele) i to odbierało jakąkolwiek chęć na spontaniczność, bo każdy jej przejaw wiązał się z awanturami (o kupioną czekoladę chociażby). Jakiekolwiek gdzieś wyjście razem wiązało się z godzinnymi przygotowaniami i nie było do pomyślenia spontanicznie wyjść np. na jakiś wypad czy wspólny spacer z psem. Już nie wspomnę, że zawsze miała jakieś "ale" do mojego wyglądu czy ubrania, czym odbierała jakąkolwiek już chęć. Zachowania, krytyka, wieczne niezadowolenie i brak doceniania czegokolwiek był na porządku dziennym, jak u Ciebie. I tak samo moje samopoczucie było podobne do Twojego. Współczuję takiego doświadczenia.
Szczerze mówiąc, to mam już dość tego tematu i odgrzebywania tego, o czym chciałbym już zapomnieć. Najlepiej byłoby ten wątek już zamknąć.

127

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Witam chaber

Wiem że mój post wygląda jak oskarżenie, piszę tylko o wadach byłej, oczywiście przed ślubem wydawała mi się wręcz idealną partnerką. Wszystko zaczeło się po zamieszkaniu razem.
Ja wiem co by moja była żona o mnie napisała, że jestem prostak,cham,brudas,za mało zarabiam,za często choruje,nic nie umiem zrobić,nie wspieram ją w trudnych chwilach,sknera,moja rodzina to złodzieje,znajomi to prostaki,nie nadaje się na ojca (za mało zarabiam,nie wytrzymałbym jej humorów w ciąży),itp itd mógłbym wymieniać aż baza danych by się wywaliła. Kiedy nasi znajomi powiedzieli mi co ona o mnie wygaduje poprostu nie dowierzałem. Niestety próba konfrontacji tych zarzutów z moją byłą okazała się porażką , wszyscy kłamią, ona mnie kocha (komu wierzysz mnie czy im?) , zerwanie kontaktów ze znajomymi. Moja rodzina kłamie - zerwanie kontaktów z moją rodziną.Wszyscy którzy mieli jakieś odmiennie zdanie od mojej żony zostali odsunięci. Na nic zdały się moje próby pogodzenia - wszyscy byli fałszywi i zakłamani. Każde jej niepowodzenie (praca,brak hobby,choroba,kłótnia z matką itp) jest moją winą bo ... i tutaj wymienia swoje argumenty wyssane z palca.
Ja rozumiem nikt nie jest ideałem, każdy na swoje wady ale żyć z takim człowiekiem poprostu się nie da(zn da się jeśli zrezygnujesz z siebie). Myślę że nie nazwałabyś swojego partnera popierdol.. debilem i zrobiła mu godzinną awanturę za to że z blatu spadła pokrywka od garnka (nawet gdybyś była zła na niego o coś). Takich przykładów jest dużo. Po ataku furii ona Cie przeprasza, błaga żebyś nie odchodził, płacze,zatrzymuje Cie siłą,w końcu czujesz się winny i zostajesz. Po paru godzinach z uśmiechem pyta się slodko - kochanie jedziemy gdzieś w weekend? - co z tego  że jeszcze parę godzin temu byłem największym złem - nic się nie stało. I tak w kółko wszystko się powtarza po paru dniach albo nawet w następny.
Normalna reakcja osoby to próba konfrontacji tych zarzutów,zrozumienia (pisanie na forach),obrona, w końcu jak ktoś Cię zwymyśla to się obrażasz. Ale z taką osobą rozmawiasz jak z dzieckiem, ona tupie nogą bo ona chce zabawkę, a spróbuj zabrać zabawkę - to się wtedy działo.

pozdr

128 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2014-11-21 15:35:27)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Agalala napisał/a:

Chaber czy mogłabys cos więcej napisać o wypowiedziach zony? Widzę ze jesteś w temacie a tamte posty sa pokasowane.

Teraz rozumiem dlaczego Natan zaatakował z taką siłą. Posty jego żony gdzieś wywiało (są marne pozostałości, które zacytowała Ewika i Żyworódka), nie ma za bardzo do czego się odnieść. Faktem jest też, że to ja ją nieźle pocisnęłam. Naprawdę kobietę "wyspowiadałam" i na podstawie tego wyciągnęłam takie, a nie inne wnioski.

Dlaczego Natanie chcesz zamknięcia wątku? Jeśli chcesz zapomnieć, to ok. Rozumiem, że małżeńskie przepychanki na forum nie są niczym miłym, ale nie tylko ta historia ujrzała wersję drugiej strony i jakże odmiennie opisywano te same sytuacje. Natan, możesz mnie cytowac ile wlezie, łazić za mną po wszystkich wątkach, chcąc na czymś dorwać, lecz nic ci to nie da - jedynie utwierdzi czytających, iż zapiekły z ciebie zawodnik. Czyżby Ewika ( ta, która najbardziej cię popierała, a następnie została skrytykowana przez Żyworódkę za wiarę we wszystko) wycofując się ze swoich wniosków (po przeczytaniu wersji żony Natana), znów się pomyliła?

Pawle jak widzisz sam Natan sprostował: jego żona była tą sprzątającą. Nie wiadomo kto pierwszy rzucił kamieniem, wiemy że ruszyła lawina pretensji. Niestety odpowiedzi jego żony wcięło, bo z jej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej i naprawdę wiarygodniej.

129 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-11-22 22:37:20)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
chaber05 napisał/a:

Dlaczego Natanie chcesz zamknięcia wątku? Jeśli chcesz zapomnieć, to ok. Rozumiem, że małżeńskie przepychanki na forum nie są niczym miłym, ale nie tylko ta historia ujrzała wersję drugiej strony i jakże odmiennie opisywano te same sytuacje. Natan, możesz mnie cytowac ile wlezie, łazić za mną po wszystkich wątkach, chcąc na czymś dorwać, lecz nic ci to nie da - jedynie utwierdzi czytających, iż zapiekły z ciebie zawodnik. Czyżby Ewika ( ta, która najbardziej cię popierała, a następnie została skrytykowana przez Żyworódkę za wiarę we wszystko) wycofując się ze swoich wniosków (po przeczytaniu wersji żony Natana), znów się pomyliła?

Pawle jak widzisz sam Natan sprostował: jego żona była tą sprzątającą. Nie wiadomo kto pierwszy rzucił kamieniem, wiemy że ruszyła lawina pretensji. Niestety odpowiedzi jego żony wcięło, bo z jej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej i naprawdę wiarygodniej.

Żona była tą sprzątającą. Noż [wulgaryzm].... A co w tym dziwnego? Skoro ja pracowałem na nas, miałem dodatkowe zajęcia czasami (pracę nie hobby) z racji jakichś umiejętności, czyli sporo czasu byłem poza domem - a ona nie pracowała, to takie dziwne, że tym też się zajmowała? O co tu chodzi? To jak przedstawiasz świadczy, że chcesz pokazać jak wielce była przeze mnie ciemiężona i wykorzystywana? To śmieszne. Sam też wielokroć sprzątałem i co w tym dziwnego? I nigdy, przenigdy nie wyrzucałem, że "nie jestem sprzątaczką"! Czasem za nią, bo ona jechała do swego rodzinnego domu po południu i zostawiała rozwalone łózko, kubki i talerze ze śniadania. Już nie wspomnę, że nawet wtedy wiedząc, że miniemy się i ona pojedzie przed moim powrotem (np. jechała na parę dni) z pracy - nie chciało jej się nigdy wstać rano, by chwile jeszcze "pobyć" ze mną. Czy to istotne, że sprzątałem też po niej i NIE ROBIŁEM Z TEGO AFERY? Bo traktowałem to jako coś normalnego, o czym nie potrzebowałem mówić czy wypominać. No wybacz chaber, ale ponosi Cię tu już.
Chyba to normalne, że jak jedno [wulgaryzm]... w pracy to drugie - siedząc w domu - zajmuje się tym domem?
Ok. Tak się powołujesz na wynurzenia żony, które gdzieś się zatraciły. Poszukam w wolnej chwili w archiwum swojej poczty subskrybcji wątku i tam powinny być te wpisy. Wkleję je tu z premedytacją, bo to Twoje "naprawdę wiarygodne" działa na mnie drażniąco.
Szkoda, że nie odniosłaś się do innych zagadnień, o których chwile temu pisałem. Rozumiem, że są niewygodne do Twojego obrazu relacji w moim małżeństwie.
Patrząc na wypowiedzi myślę, że wypadałoby aby ktoś, kto tu zajmuje głos miał za sobą doświadczenie toksycznego związku i to z pozycji tej niszczonej strony. Chaber, byłaś, jesteś w czymś takim? Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie swój własny związek, w którym małżonek nie jest gościem raz na jakiś czas, ale codziennym domownikiem wszczynającym kłótnie i awantury o pierdoły? Który wszystko co robisz krytykuje i zamiast normalnie z Toba rozmawiać nie dopuszcza do głosu i posuwa się do krzyków, szyderczego tonu i histerii? Miałaś coś takiego kiedyś? Jak nie to chociaż spróbuj sobie to wyobrazić. Paweł wie o czym piszę i jego też kwestionujesz.
I jeszcze jedno: dlaczego nikt tutaj nie wypowiedział się na temat postępowania po rozstaniu? Dlaczego Ty, chaber nie zająknęłaś się ani słowem na temat zachowań małżonki po rozstaniu? Może gdybyś to przeanalizowała doszłabyś do druzgocących wniosków na temat "wartości" tego małżeństwa dla niej i dla mnie. Ja tu szukałem pomocy w zrozumieniu czegoś, z czym mimo przeżytych lat nie miałem do czynienia. Ona? Od razu przyjaciel, a potem już jak wolna panienka bez śladu autorefleksji. Choćby z tego powodu wolałbym, zebyś była mniej napastliwa i bardziej obiektywna. Skup się też i na tym, bo to obnaża postawę.
Sprawdziłem pocztę i nie mam tego, moja subskrybcja nie zawierała treści nowych wpisów. Wobec tego mam prośbę do osób tu piszących i może mających w swojej poczcie w powiadomieniach treść wypowiedzi "tazona". Jeżeli tak to prosiłbym o skopiowanie tego i wklejenie tutaj jako uzupełnienie wątku.
Jak się babrać to na całego.

130 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-11-22 00:14:05)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Myślę, że tu są po prostu przedstawione 2 zupełnie inne wersje małżeństwa.Chociaż po przeczytaniu postów Twojej żony, uważam, że OBOJE zawiniliscie. Aczkolwiek biorąc pod uwagę zachowanie Twojej partnerki w czasie trwania małżeństwa, jak i po oraz to, że Ty jednak bardziej walczyłes o związek stawia Twą partnerkę w nieco gorszym świetle. Chyba jednak nie jest iistotne, kto zawinił bardziej? Małżeństwo i tak nie przetrwało.
Chaber, dość trudny ten wątek. Jedna sprawa, dwa punkty widzenia. Chwilami glupialam, nie wiedząc, kto ma rację

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

131 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2014-11-22 01:42:47)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Wątek odżył......
Natan, posty twojej żony z pewnością zostały usunięte na jej prośbę.
Innej opcji nie widzę.

Może odpowiedz mi na takie pytanie: dlaczego nie włączyłeś się do rozmowy, gdy twoja żona opisywała wasze małżeńskie relacje?
Przecież miałeś subskrypcję na ten wątek, zatem musiałeś na bieżąco go śledzić.
Wówczas zamilkłeś, a była sposobność, abyście właśnie tutaj na forum porozmawiali ze sobą, skoro w realu kiepsko z waszą komunikacją.
Żona miała odwagę włączyć się do rozmowy w założonym przez ciebie wątku i was dotyczący, a ty się zwinąłeś.
Takie zachowanie, nie stawia cię w dobrym świetle i w moich oczach działa na twoją niekorzyść, że to ty potrafisz tylko poza jej plecami......a nie ona ciebie.

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

132 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-11-22 02:52:01)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
żyworódka napisał/a:

Wątek odżył......
Natan, posty twojej żony z pewnością zostały usunięte na jej prośbę.
Innej opcji nie widzę.

Może odpowiedz mi na takie pytanie: dlaczego nie włączyłeś się do rozmowy, gdy twoja żona opisywała wasze małżeńskie relacje?
Przecież miałeś subskrypcję na ten wątek, zatem musiałeś na bieżąco go śledzić.
Wówczas zamilkłeś, a była sposobność, abyście właśnie tutaj na forum porozmawiali ze sobą, skoro w realu kiepsko z waszą komunikacją.
Żona miała odwagę włączyć się do rozmowy w założonym przez ciebie wątku i was dotyczący, a ty się zwinąłeś.
Takie zachowanie, nie stawia cię w dobrym świetle i w moich oczach działa na twoją niekorzyść, że to ty potrafisz tylko poza jej plecami......a nie ona ciebie.

Odżył niestety i nerwy też.
Posty zniknęły nie na jej prośbę (sama mi zarzucała potem, że maczałem w tym palce) a ze względu na jakąś awarie serwerów.
Dlaczego nie brałem udziału? Z prostych przyczyn: emocje, wówczas byłem rozdarty, zdołowany i ostatnią rzeczą na jaką miałem ochotę była przepychanką słowna. Nie wiem, czy zwróciłas uwagę, ale ktoś to tu zrobił, że małżonka udzielając odpowiedzi i dyskutując wykazywała sporą napastliwość. A to dość charakterystyczna cecha.
post nr 95

Ewika99 napisał/a:

...Moze i gowno wiem o Waszym malzenstwie, moze i jestem smieszna, jak insynuowalas...

a 104 poście sama zauwazyłas wybuchowość. Natomiast w 105 nawet Chaber:

chaber05 napisał/a:

...Dlaczego jesteś taka opryskliwa?...

I ze względu na taki sposób dyskusji juz mi aż za dobrze znany odpuściłem sobie. Myślę, że to rozumiesz.
Co do tego, że "za plecami": pisałem tu wcześniej na ten temat. Dla mnie to róznica pisać anonimowo do anonimowych osób i w jakiś sposób stawiać w złym świetle (o ile, bo przytaczałem konkretne fakty) a robić to samo przed osobami, z którymi potem ta osoba ma bezpośrednią styczność i wyczuwa jakis dystans. Jeśli to zadziałało na moją niekorzyść, to unikanie dyskusji to trudno. Już miałem dość takich dyskusji i takich napastliwości. I dobrze wiem, że moje wkroczenie do własnego wątku spowodowałoby jeszcze więcej zamętu i błota. Niekoniecznie z mojej strony.

133

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Natan, ja naprawdę potrafię pocisnąć i spokojnie patrzę na reakcję. Rozpaliłam twoją żonę do czerwoności, ale tak naprawdę wyszła z tego obronna ręką. Człowiek wkurzony często odkrywa swoją prawdziwą naturę, swoje prawdziwe "ja".

Natan, nawet nie mając do dyspozycji postów żony - widzę:
- pieczołowicie hodujesz każdą urazę
- potrafisz tak obrazowo opisywać każde uchybienie żony, że dreszcz po plecach przechodzi
- nie umiesz przyjąć krytyki, natychmiast rzucasz się, jesteś urażony
- jeśli twoja żona jest napastliwa, to ty mściwy ( po co śledziłeś moje posty na forum, usiłowałeś coś na mnie znaleźć?)
- nie odpuścisz dopóki nie udowodnisz, że zostałeś strasznie skrzywdzony ( wyolbrzymiasz swoją krzywdę)

Możesz się z powyższym nie zgodzić, to są tylko moja wnioski. Plus fakt, że gdy pojawiła się żona, nie chciałeś merytorycznie dyskutować, a zasłoniłeś emocjami. Miałeś obiekcje, iż "wkroczenie do własnego wątku spowodowałoby jeszcze więcej zamętu i błota" - a teraz już ich nie masz, a wkroczenie nie wywołało zamętu i cuchnącego bajora? Ile jeszcze będą tobą rządzić emocje i urazy? Co daje umiejętność wyhodowania sekwoi z nasiona groszku cukrowego? Bo tak to wg mnie wygląda. Pławisz się w swoim bólu i krzywdzie. Natomiast nieobecni znów nie mogą się bronić.

134

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Chłopie, daj sobie spokój i ciesz się z nowego życia. Na stare postaw grubą kreskę i módl się w podzięce, że zmarnowałeś tylko rok z okładem.

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

135 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-11-22 12:26:50)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Chciałabym przeczytać posty żony Natana, bo z tych urywków, które zostały wyłania się obraz wielce obrażonego majestatu, bez żadnych konkretów.
Natan konkretów wypisał aż nadto.
Teraz wyobraźcie sobie, jakby to było, gdyby wszystkie posty Natana napisała kobieta, a opisywaną przez nią osobą byłby jej facet.
"Toksyczny psychofag, zostaw go dziewczyno, wiej, nie pozwalaj sobie na takie traktowanie". Prawda?
Rady jak najbardziej słuszne,tylko jakoś tak "naturalnie" słuszniejsze kiedy ofiarą jest kobieta, a agresorem facet. Bo facet nie ma prawa być ofiarą, ani czuć się skrzywdzony, facet ma nie marudzić i sobie radzić.

I tak, potrafię zrozumieć uczucia osoby, która ciągle jest oskarżana o jakieś nieprawdopodobne rzeczy, ośmieszana i oczerniana. To rodzi ogromne poczucie niesprawiedliwości, dlatego szuka się potwierdzenia na zewnątrz, a to może być odbierane i oceniane jako "wyolbrzymianie" i "pławienie się w pretensjach". Tacy oceniający sami nie wytrzymaliby pewnie trzech dni w opisywanej atmosferze. I w sumie, mieliby rację (nie wytrzymując i uciekając). Błąd trwania w takiej relacji polega na nadziei, a właściwie na palącej potrzebie, że osoba krzywdząca ma szanse zobaczyć że źle robi, że krzywdzi i że jak to zobaczy, to się zmieni. Marne szanse. Sprawiedliwości nie będzie. Trzeba to przerobić w sobie i iść dalej. Jedni potrzebują na to mniej czasu, inni więcej.

136 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-11-22 12:26:41)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Popieram w całej rozciągłości Snake'a. Najkrótsza, ale najbardziej rozsądna rada w tym wątku. Po co rozgrzebywać coś, czego nie da się już uratować. Bez sensu są tu Twoje, Natanie, słowne przepychanki z Chaber, bo żadne z Was nie odpuści i będzie udowadniało swoje racje. Żyj Natanie i daj żyć innym (czyt. Twojej byłej żonie...).

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

137 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-11-22 23:29:32)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
chaber05 napisał/a:

potrafię pocisnąć i spokojnie patrzę na reakcję. Rozpaliłam twoją żonę do czerwoności, ale tak naprawdę wyszła z tego obronna ręką. Człowiek wkurzony często odkrywa swoją prawdziwą naturę, swoje prawdziwe "ja".
Natan, nawet nie mając do dyspozycji postów żony - widzę:
- pieczołowicie hodujesz każdą urazę
- potrafisz tak obrazowo opisywać każde uchybienie żony, że dreszcz po plecach przechodzi
- nie umiesz przyjąć krytyki, natychmiast rzucasz się, jesteś urażony
- jeśli twoja żona jest napastliwa, to ty mściwy ( po co śledziłeś moje posty na forum, usiłowałeś coś na mnie znaleźć?)
- nie odpuścisz dopóki nie udowodnisz, że zostałeś strasznie skrzywdzony ( wyolbrzymiasz swoją krzywdę)

Możesz się z powyższym nie zgodzić, to są tylko moja wnioski. Plus fakt, że gdy pojawiła się żona, nie chciałeś merytorycznie dyskutować, a zasłoniłeś emocjami. Miałeś obiekcje, iż "wkroczenie do własnego wątku spowodowałoby jeszcze więcej zamętu i błota" - a teraz już ich nie masz, a wkroczenie nie wywołało zamętu i cuchnącego bajora? Ile jeszcze będą tobą rządzić emocje i urazy? Co daje umiejętność wyhodowania sekwoi z nasiona groszku cukrowego? Bo tak to wg mnie wygląda. Pławisz się w swoim bólu i krzywdzie. Natomiast nieobecni znów nie mogą się bronić.

W porządku. Tylko zdajesz sobie sprawę, że taka zabawa  emocjami, prowokowanie i obserwowanie reakcji bardziej odpowiednie jest trollom a nie komuś, po kim spodziewałoby się jakichś pozytywnych intencji? Wyjaśniłaś i jest już ok.
Tym bardziej widzę, że dobrą była moja decyzja o milczeniu, bo wiele osób tutaj, z Tobą włącznie miałoby z tego większy ubaw. Przepraszam, że zepsułem dobrą zabawę. Co do ?merytorycznej dyskusji? z żoną - po wielokrotnych wcześniejszych próbach takich rozmów już dobrze wiedziałem jak będzie.
"Rozpaliłam twoją żonę do czerwoności, ale tak naprawdę wyszła z tego obronna ręką". Jakoś nie zakwestionowała moich "rewelacji" i nie odpowiedziała przecząco na stawiane pytania odnośnie własnego trybu życia, spania, braku pracy czy swoich wobec mnie zachowań.
Oczekiwałem czegoś wyższego od osób tu piszących. I nie, nie klepania po plecach ale jakiejś trzeźwej oceny. Skoro uważasz, że to co pisałaś było takie właśnie (hodowanie urazy, pomówienia) - przyjmuję do wiadomości, ale - pozwolisz - nie zgadzam się.
Jeśli chodzi o to "błoto", pomówienia to chyba z czymś takim mamy do czynienia wtedy, gdy rzuca się hasła bez większego zagłębiania się w problem, dając możliwość swobodnej interpretacji i rozwijania domysłów. Czy z mojej strony tak to wyglądało? Starałem się dokładnie opisywać sytuacje, dawałem konkretne przykłady i cytowałem dosłownie wypowiedzi. Przykłady tak nierealnie brzmiące i porażające - stąd chyba wrażenie, że ubarwiam. Czy to dawało pole do domysłów? Czy były to suche fakty? Czy dało się opisywane sytuacje, cytowane słowa jakoś inaczej interpretować? Ze strony małżonki pojawiały się dość swobodnie rzucane hasła budzące wyobraźnię. Przykładowo: takie porozrzucane choćby brudne skarpetki smile A nigdy czegoś takiego nie było. To właśnie nazywam tym "błotem". Z mojej strony były suche fakty. Potrafię "obrazowo" opisywać? Widać opisywałem tak jak było w rzeczywistości, bez ubarwiania. Każdemu to nie mieściłoby się chyba w pale. Krytykę, ale zasadną przyjmuję. Krytykę obliczoną na prowokowanie, pokrętne interpretowanie przedstawianych jednoznacznych faktów z pomijaniem tych niewygodnych odbieram tak jak tutaj. I chyba każdego by coś takiego ...[wulgaryzm] smile
Nie hoduję urazy, ale nie udaję, gdy ktoś na mnie pluje, "że deszcz pada". Z niektórymi sprawami nie da się przejść do porządku dziennego. Nie potrafiąc traktować jako "czegoś normalnego w małżeństwie" tego, co spotykało mnie ze strony małżonki - zacząłem tutaj pisać. I chyba większość tu piszących i zakładających swoje wątki tym jest powodowanych, prawda? A gdybym był mściwy jak mi to zarzucasz - potrafiłbym się odgrywać i uprzykrzać życie małżonce po jej zachowaniach i nieciekawych wyskokach. A ja starałem się być do końca wyrozumiały.
Nie śledzę Twoich wypowiedzi, ale świeżo po Twoim zarzuceniu mi ?projekcji? (na temat ?przyjaciela?) trafiłem na wypowiedź, w której zobaczyłem jakąś niespójność, relatywność. Dlatego pozwoliłem sobie na tamte cytaty.
Nie zależy mi i nie zależało na udowadnianiu własnej krzywdy. To głupie. Pisząc tu starałem się to wszystko z siebie wyrzucić, by móc to poukładać na nowo i się z tym pogodzić. Zwłaszcza, że to wszystko było tak niezrozumiałe. I fakt, sam miewałem dreszcze gdy czytałem własne słowa smile Czy wyolbrzymiałem? Skoro moje opisy były aż tak przytłaczające swoim ciężarem to tylko dowodzi, że mój związek normalny nie był.
Jestem na etapie, że traktuję to już jako ciekawe życiowe doświadczenie, bez ponownego przeżywania.
I tak, Snake, cieszę się, że to trwało tak krótko. Gdybym w tym tkwił dłużej - musiałbym chyba leczyć się u psychiatry...

Czarna Kotka napisał/a:

...Teraz wyobraźcie sobie, jakby to było, gdyby wszystkie posty Natana napisała kobieta, a opisywaną przez nią osobą byłby jej facet. "Toksyczny psychofag, zostaw go dziewczyno, wiej, nie pozwalaj sobie na takie traktowanie". Prawda?
Rady jak najbardziej słuszne,tylko jakoś tak "naturalnie" słuszniejsze kiedy ofiarą jest kobieta, a agresorem facet...
I tak, potrafię zrozumieć uczucia osoby, która ciągle jest oskarżana o jakieś nieprawdopodobne rzeczy, ośmieszana i oczerniana. To rodzi ogromne poczucie niesprawiedliwości, dlatego szuka się potwierdzenia na zewnątrz, a to może być odbierane i oceniane jako "wyolbrzymianie" i "pławienie się w pretensjach"...

Też tak w pewnym momencie pomyślałem: jak byłoby odwrotnie - jakie byłyby tu wpisy? I chyba dlatego byłem tak odbierany jako "skarżący się", bo pisałem.

Ewika99 napisał/a:

Popieram w całej rozciągłości Snake'a. Najkrótsza, ale najbardziej rozsądna rada w tym wątku. Po co rozgrzebywać coś, czego nie da się już uratować. Bez sensu są tu Twoje, Natanie, słowne przepychanki z Chaber, bo żadne z Was nie odpuści i będzie udowadniało swoje racje. Żyj Natanie i daj żyć innym (czyt. Twojej byłej żonie...).

Wiem, że to bez sensu smile Ja już odpuszczam. A małżonce odpuściłem już ponad pół roku temu. Nie zrobiła nic ze swej strony. Od tamtego czasu nie mamy żadnego kontaktu i jest dobrze.


Zabawna sytuacja: świadomie w miejscu słów nieodpowiednich, a proszących sie o użycie wpisuję formułkę: (wulgaryzm), czym chyba nie naruszam regulaminu. Jednak wzbudza czujność moderacji, która to samo słowo zamienia na kolor niebieski. Tak jakbym wcześniej rzeczywiscie jak jakiś cham i prostak ostatni rzucał przekleństwami smile

138 Ostatnio edytowany przez Snake (2014-11-22 13:15:42)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Jeśli nie wziąłeś rozwodu, to nie jest dobrze. Może ci syfu narobić np. kochanej mamusi kupi meble na raty, a za chwilę się okaże, że te raty ty będziesz musiał spłacać. Także do każdego domowego sprzętu, który teraz kupisz (bo stare zabrała) będzie miała prawo. Rozwód i dopiero wtedy masz spokój.

Kacie, kacie widzę uśmiech na twej twarzy, proszę powiedz, że mogę odjechać, Jechać wiele mil, mil, mil. O tak, masz wspaniałą siostrę, rozgrzała moją krew, doprowadziła ją do stanu wrzenia aby uratować cię od szubienicy, szubienicy, szubienicy, tak. Twój brat przywiózł mi srebro, twoja siostra ogrzała mą duszę, ale ja śmieję się teraz i ciągnę mocno
I widzę cię dyndającego na szubienicy.

139 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2014-11-22 15:13:03)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Czarna Kotka napisał/a:

Chciałabym przeczytać posty żony Natana, bo z tych urywków, które zostały wyłania się obraz wielce obrażonego majestatu, bez żadnych konkretów.
Natan konkretów wypisał aż nadto.
Teraz wyobraźcie sobie, jakby to było, gdyby wszystkie posty Natana napisała kobieta, a opisywaną przez nią osobą byłby jej facet.
"Toksyczny psychofag, zostaw go dziewczyno, wiej, nie pozwalaj sobie na takie traktowanie". Prawda?
Rady jak najbardziej słuszne,tylko jakoś tak "naturalnie" słuszniejsze kiedy ofiarą jest kobieta, a agresorem facet. Bo facet nie ma prawa być ofiarą, ani czuć się skrzywdzony, facet ma nie marudzić i sobie radzić.

I tak, potrafię zrozumieć uczucia osoby, która ciągle jest oskarżana o jakieś nieprawdopodobne rzeczy, ośmieszana i oczerniana. To rodzi ogromne poczucie niesprawiedliwości, dlatego szuka się potwierdzenia na zewnątrz, a to może być odbierane i oceniane jako "wyolbrzymianie" i "pławienie się w pretensjach". Tacy oceniający sami nie wytrzymaliby pewnie trzech dni w opisywanej atmosferze. I w sumie, mieliby rację (nie wytrzymując i uciekając). Błąd trwania w takiej relacji polega na nadziei, a właściwie na palącej potrzebie, że osoba krzywdząca ma szanse zobaczyć że źle robi, że krzywdzi i że jak to zobaczy, to się zmieni. Marne szanse. Sprawiedliwości nie będzie. Trzeba to przerobić w sobie i iść dalej. Jedni potrzebują na to mniej czasu, inni więcej.

Widzisz KAŻDY się wypowiada mając na względzie SWOJE WŁASNE DOŚWIADCZENIA. Dlatego są różne opinie na dany temat. Dla mnie czy Pan, czy Pani nie ma najmniejszej różnicy.

Natan.75 sądzę, że bardzo dobrze postąpiłeś odchodząc od żony. Nic dobrego by z tego nie wynikło. Jednak dotknęło mnie to, że Sam miałeś pretensje do żony o "gadanie" za plecami, a Sam na FORUM PUBLICZNYM nieźle Sobie poużywałeś. Chciałeś otrzymać od forum KONKRETNE wsparcie, a jak jego nie otrzymałeś (zaplanowałeś coś, a to nie wyszło) to zaczęło się dziać. Sam oznajmiłeś, że po ponownym przeczytaniu postów byłeś zdziwiony co napisałeś. Radzę (na serio nie po złości) wyciągnąć wnioski na przyszłość i popracować nad swoimi reakcjami na niekorzystne dla Ciebie sytuacje.
Tak czy owak życzę powodzenia i znalezienia lepszej partnerki w przyszłości wink.

140 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2014-11-22 22:58:28)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:

(...)Ze strony małżonki pojawiały się dość swobodnie rzucane hasła budzące wyobraźnię. Przykładowo: takie porozrzucane choćby brudne skarpetki smile A nigdy czegoś takiego nie było.(...)

Ależ Natan, o porozrzucanych brudnych skarpetkach to ja pisałam, a żona zaprzeczyła, że tego nie robisz.( czyt. post nr 104)
Akurat tą jej wypowiedź doskonale pamiętam.
Widzę, że w swym zacietrzewieniu zlewają ci się w jedną całość, wypowiedzi adwersarzy z wypowiedziami żony.
O czekoladzie też ja pisałam, jako o moim zdarzeniu w małżeństwie, w kontekście twojej wypowiedzi, o kupnie przez ciebie tego chleba, który był spalony, czy też za bardzo spieczony.

Zaś twoje insynuacje, że zepsułeś adwersarzom wypowiadającym się w twoim wątku "dobrą zabawę", bo nie podjąłeś dyskusji z żoną tu na forum, są wręcz obrażające. Wszystkie wypowiedzi są pełne zaangażowanie,......choć nie zawsze po twojej myśli, ale z tym należałoby się liczyć. A ty piszesz, cytuję: "Oczekiwałem czegoś wyższego od osób tu piszących."

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

141

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Żyworódko, moje słowa o zepsuciu dobrej zabawy oraz o oczekiwaniach czegoś wyższego były skierowane pod adresem chaber, gdyż sama w jakimś sensie wyżej przyznała, że z premedytacją prowokowała w tym wątku by obserwować reakcje... Rzeczywiście zabrzmiało to ogólnie - za to bardzo przepraszam i Ciebie i pozostałe tutaj osoby.
A co do mojego zacietrzewienia. No fakt, dałem się wspomnianej użytkowniczce sprowokować i to chyba stąd takie słowa i już zbędne przykłady. Analizując dawne wypowiedzi znalazłem słowa "między wierszami" - że tak już napiszę - rzekomo dowodzące mojego totalnego bałaganiarstwa. A przykład ze skarpetkami jest dość obrazowy (i chyba często spotykany w życiu z bałaganiarzem). Z czekoladą - jak widzę - nie tylko Ty miałas wątpliwą przyjemność. Ja także, dlatego o niej wspomniałem. Była taka sytuacja, konkretnie z "czekoladą studencką".

142 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2014-11-24 20:40:29)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Natan, z mojej strony przeprosiny przyjęte. smile
Piszesz o czekoladzie studenckiej, bardzo ją lubię, ale w Polsce chyba nie idzie jej kupić, bo ja przywoziłam ją z Czech.

Zatem jak widzisz, podobne sytuacje zdarzają się w każdym małżeństwie.
Gorzej, jak jest ich nawarstwienie, bo żale się nakładają, o czym już zresztą pisałam wcześniej.

Jeszcze raz przeczytałam sobie twój wątek tj. te wpisy, które pozostały i coś rzuciło mi się w oczy.
Jeśli dobrze obliczyłam, to masz około 45 lat, a żona 35 lat (dziesięć lat od ciebie młodsza).
Podałeś, że 28 lat masz za sobą bezkolizyjnej jazdy i do tego dodałam 17 lat, bo taki jest wiek, w którym można otrzymać prawo jazdy.
Tak mi wyszło z rachunków.
Zatem oboje nie jesteście już pierwszej młodości.
Z tym, że ty masz za sobą długoletni związek, a żona jak piszesz raczej nie.

Może tu tkwi problem, w waszym niedopasowaniu się charakterami, przyzwyczajeniami.
Może zachowania kobiety, z którą byłeś wcześniej związany, bardzo odbiegały od zachowań twojej żony i nie potrafiłeś się przestawić.
Dla żony byłeś jej pierwszym, poważnym kandydatem na związek, który zaowocował małżeństwem.
Różnica wieku 10 lat między małżonkami, też jest dosyć spora.
Z wiekiem pewne zachowania wchodzą w rutynę, a raczej tak jest, że to strona starsza bardziej narzuca swoją wolę osobie młodszej.

Cóż,..... tak sobie analizuję, bo zastanawiające dla mnie jest to, że przed ślubem byliście parą kilka lat, a skoro się zdecydowaliście zalegalizować związek, to uczyniliście to świadomie, nie w porywie pierwszych uniesień.
I zaraz po ślubie, wasze małżeństwo zaczęło się rozpadać.
A przed ślubem mieszkaliście już razem, bo nie doczytałam.....

"Ludzi poznajemy w momencie, kiedy sytuacja jest dla nich trudna, wtedy pokazują prawdziwą twarz" - przeczytane na forum

143

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Nektarynka53 napisał/a:

Widzisz KAŻDY się wypowiada mając na względzie SWOJE WŁASNE DOŚWIADCZENIA. Dlatego są różne opinie na dany temat. Dla mnie czy Pan, czy Pani nie ma najmniejszej różnicy.
Natan.75 sądzę, że bardzo dobrze postąpiłeś odchodząc od żony. Nic dobrego by z tego nie wynikło. Jednak dotknęło mnie to, że Sam miałeś pretensje do żony o "gadanie" za plecami, a Sam na FORUM PUBLICZNYM nieźle Sobie poużywałeś. Chciałeś otrzymać od forum KONKRETNE wsparcie, a jak jego nie otrzymałeś (zaplanowałeś coś, a to nie wyszło) to zaczęło się dziać. Sam oznajmiłeś, że po ponownym przeczytaniu postów byłeś zdziwiony co napisałeś. Radzę (na serio nie po złości) wyciągnąć wnioski na przyszłość i popracować nad swoimi reakcjami na niekorzystne dla Ciebie sytuacje.
Tak czy owak życzę powodzenia i znalezienia lepszej partnerki w przyszłości wink.

Znów musze tu napisać, bo ciągle jestem wzywany do tablicy.
Nektarynko, owszem, każdy ma jakieś doświadczenia, ale nie zawsze takie same, bądź analogiczne do tych, na jakich temat udziela odpowiedzi. I stąd często dość dziwne interpretacje i słowa (czasem burzace krew), bo wielu rzeczy i sytuacji NIE DA SIĘ - ot tak - WYOBRAZIĆ. To tak, jakby ktoś czytając wątek o bólu i dylematach osoby zdradzonej radził kopnięcie w tyłek zdradzacza, jednocześnie nie bedąc takim przeżyciem dotknięty. I jeszcze słowa (często tu pisane) "ja na twoim miejscu...". A zazwyczaj jak ktoś tak pisze, to znalazłszy się w takim momencie WŁASNEGO życia dziwi się swoim reakcjom i nagle zupełnie inaczej patrzy na problem. I wypowiedzi osób, które z przemocą psychiczną, czy toksycznym związkiem nie miały do czynienia są tylko konfabulowaniem, teoretyzowaniem na temat. Ale nie umniejsza to ich wkładu, broń boże. Jednak dobrze byłoby aby sobie chociaż próbowały wyobrazić i wczuć się w rolę. Tylko tyle.
Piszesz, że sobie poużywałem na FORUM PUBLICZNYM. Z całym szacunkiem, ale publicznym byłoby - w pełni tego słowa znaczeniu - wtedy, gdyby każda tu osoba była znana z twarzy, imienia, danych... Wtedy to jest publiczne, bo można rozpoznać w realu. To już bardziej "publicznym" jest chyba portal randkowy, bo tam zazwyczaj umieszcza się własną podobiznę, podaje wymiary czy zdradza jakieś preferencje. To Forum publiczne jest z tego względu, że każdy tu może założyć konto, zalogować się, każdy może załozyć swój własny wątek i ustosunkować się do wypowiedzi innych. Nie ma barier wyznaniowych, ze wzgledu na płeć czy status materialny. I tylko tyle jest tego "publicznego". Reszta jest całkowitą ANONIMOWOŚCIĄ, bo każdy ma swój nick, awatar i ukryte dane e-mailowe. I dlatego tu tyle ludzkich wynurzeń, osobistych historii i obnarzeń swojego "ja".
Biorąc powyższe pod uwagę: nie widzisz żadnej różnicy między opowiadaniem w samych "antysuperlatywach" o partnerze osobom bliskim, znajomym, z którymi ten "zły i mierny" partner ma co dnia prawie do czynienia (i potem czuje, że jest "coś nie tak") a opowiadaniem jako osoba ANONIMOWA o osobie ANONIMOWEJ na tym Forum? Ja różnicę widzę i to sporą. Ale to ja.
Sugerujesz, że coś sobie zaplanowałem? Jeśli już to fakt: wygadanie się, wyrzucenie tego z siebie. A podawanie konkretnych przykładów nie służyło "użalaniu sie nad sobą" a jedynie udowadnianiu, że moje wątpliwości i rozkminy nie pochodzą z mojej bujnej wyobraźni. I owszem, byłem zdziwiony swoim pisaniem, bo teraz - patrząc chłodnym okiem - już nie miałbym takich jak wtedy dylematów. Tylko, że jak w czymś się siedzi - trudno nabrać dystansu do właściwej oceny.
O moje reakcja na sytuacje "niekorzystne" nie musisz sie martwić. Jestem spokojnym facetem i trudno mnie wyprowadzić z równowagi. Dowodem tego choćby moje małżeństwo - w przeciwnym razie w pilnym trybie i w sposób dość radykalny nastąpiłby koniec znacznie wcześniej.
A rozwijając jeszcze to moje "poużywanie sobie" i "obsmarowywanie" - jakoś każdy zakładany tu wątek dotyczy kogoś trzeciego, nieświadomego, że jest tematem dyskusji. Czyli wszyscy tu kogoś obsmarowywują, prawda? Bo można przecież założyć, że autorzy ubarwiają i fantazjują przedstawiając swoje bolączki. Dla mnie to jest na tyle anonimowe, że znamion oczerniania nie ma. Ale to znowu tylko moje zdanie.

żyworódka napisał/a:

...ty masz za sobą długoletni związek, a żona jak piszesz raczej nie.
Może tu tkwi problem, w waszym niedopasowaniu się charakterami, przyzwyczajeniami.
Może zachowania kobiety, z którą byłeś wcześniej związany, bardzo odbiegały od zachowań twojej żony i nie potrafiłeś się przestawić.
Dla żony byłeś jej pierwszym, poważnym kandydatem na związek, który zaowocował małżeństwem.
Różnica wieku 10 lat między małżonkami, też jest dosyć spora.
Z wiekiem pewne zachowania wchodzą w rutynę, a raczej tak jest, że to strona starsza bardziej narzuca swoją wolę osobie młodszej.

Dlaczego od razu zakładasz, że starsza osoba i bardziej doświadczona narzuca swój schemat? Może w świecie tak bywa, ale u mnie nie. Zdziwię Cię, nie narzucałem niczego, wręcz to mnie narzucano schemat zaobserwowany w domu rodzinnym małżonki. Tak zaobserwowałem. Pisałem już tu o tym. Mnie nie odpowiadał związek mijających się, mieszkających "obok siebie" osób. Wielokrotnie pytałem, dlaczego nie dopuszcza innej formy wspólnego życia, wspólnych wyjść, wypadów, spacerów, normalnych rozmów na każdy temat. Dlaczego nie dopuszcza jako czegoś koniecznego w związku (myliłbym się?) zwykłej serdeczności, ciepła. Banały, wiem. A w odpowiedzi słyszałem za każdym razem, że to są infantylne oczekiwania i dorośli ludzie takich dziecinnych rzeczy nie potrzebują w związku. Wiem już, że nie pasowaliśmy. Ja potrzebowałem związku, w którym dobrze się czuję, z radością wracam i wypoczywam - znajduję wytchnienie. Doszło do tego, że zacząłem lepiej sie czuć w pracy, a na myśl o powrocie do domu czułem poddenerwowanie. Tak być nie powinno, prawda? I żeby nie było, że w domu ja tylko: gazeta, piwko, kanapa i telewizor - bo za chwilę ktoś mi coś takiego zarzuci. Tak samo jak nie narzucałem (a tylko dziwiłem się) jakichś własnych wypracowanych zasad związku, tak samo nie narzucałem innych rzeczy: jak konieczność jej sprzątania (już mi to tu zarzucono), gotowania i innych... Nie oczekiwałem i nie wymagałem. Sam potrafiłem o to zadbać w miarę czasu i możliwości. Fakt, szybko okazało się, że nie mam o niczym pojęcia (bo nawet prania nie umiałem rozwiesić należycie) - ale to już tu pisałem. Jeśli już ktoś komuś tu coś narzucał - to chyba mnie: inny sposób ubierania się, jedzenia, spania, jezu... I tak, teraz sam się temu swojemu pisaniu dziwię. A, że często stawałem okoniem - bo nie potrzebowałem "matki" - były spięcia i awantury. Stawałem okoniem - ktoś mi zarzuci, że wydzierałem ryja - a ja tylko nie zgadzałem się, dyskutowałem, przekonywałem, że jest mi tak lepiej i wygodniej itp. Chociaż i tak zazwyczaj ustępowałem. A może powinienem właśnie się wydrzeć, prawda? Ale daleko mi do chamstwa... A szkoda.
Rozwijając myśl o "narzucaniu" - wybacz mi, że tak się przyczepiłem do tego - muszę wspomnieć o narzucaniu nawet własnych poglądów, a za coś takiego uważam kwestionowanie mojego zdania i doprowadzanie zwykłej rozmowy do awantury (temat bez znaczenia, bo nawet rozmowa o obejrzanym filmie i wyrażenie swoich odczuć skutkowała wybuchem złości, szydzeniem czy tekstami typu: "głupio myślisz"), bo miałem inny pogląd na zagadnienie. Doszło już do tego, że w obawie przed kolejną kłótnią wolałem nie zdradzać się ze swoimi wrażeniami. I tak, dziwię się teraz.
Mogę sypać przykładami (chociaż już mi się nie chce), by nie być znów posądzonym o bezpodstawne obsmarowywanie.
Z tą różnicą wieku i wiekiem jako takim - trafiłaś mniej wiecej.
Kilka lat się znaliśmy, owszem, ale mieszkanie razem było sporadyczne (typu wspólne weekendy czy jakieś wspólne wyjazdy). Fakt, zauważałem różne, czasem nieciekawe zagrania, ale wyrozumiale to traktowałem i brałem poprawki na emocje, zdenerwowanie itp. Dopiero po ślubie, jakiś miesiąc zaczęła ze mną mieszkać. Od czego się to zaczęło - pisałem. Od rozpaczy za "przyjacielem". Z perspektywy czasu uważam, że dorosłe życie "z kimś" ją najnormalniej przerosło, bo nie miała z tym wcześniej do czynienia.
Fakt, masz rację pisząc, że był brak dopasowania charakterami. Ja spokojny, opanowany, ona nerwowa i wybuchowa. Ale - na usprawiedliwienie własnej głupoty i naiwności - przy mnie była spokojniejszą osobą, łagodniejszą. Ba! Sama wielokrotnie wspominała, że dopiero przy mnie (w porównaniu do wcześniejszych partnerów) czuje się dobrze i ją "wyciszam". Długo to jak już widzimy nie trwało.
Widać nie robiłem tego jednak nazbyt dobrze smile

Posty [ 111 do 147 z 147 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Moja żona oczernia mnie za plecami

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018