Mi chodzi wyłącznie o rzeczywistą (przyczynową) odpowiedzialność kochanki wobec żony faceta. Nie jest ona, moim zdaniem, równoważna odpowiedzialności męża. Niezależnie od tego, co napisała Campik.
Ok.
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdrada i co dalej???
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Mi chodzi wyłącznie o rzeczywistą (przyczynową) odpowiedzialność kochanki wobec żony faceta. Nie jest ona, moim zdaniem, równoważna odpowiedzialności męża. Niezależnie od tego, co napisała Campik.
Ok.
Podobne tematy
...Ale tak czynią osoby, które mają jako taki kręgosłup moralny...
Niestety większość młodych laseczek nie ma......
Natomiast z wiekiem wapna przybywa, a punkt widzenia przemieszcza się w kierunku skostniałego moralizatorstwa.
...
ja uwazam, że głupota jest jednak lepsza niż egoizm
głupota wynika z niewiedzy - mozna się dowiedzieć i zmienić postępowanie...
Nie, głupota nie wynika z niewiedzy.
Głupota jest brakiem umiejętności zdobywania i wykorzystania wiedzy, co skutkuje niezmiennym trwaniem w błędzie.
....problem nirwanka poloega na tym, że jakkolwiek tłumaczyć, to się wytłumaczyć nie da, dlaczego uważam np. że decyzje i zachowania ciupciaki, o przeprasza campika (skąd takie niedorzeczne skojarzenie???...) są złe
bo ja o miodzie a ty o lodzie
....
W przeciwieństwie do nirvanki, Ty niczego nie tłumaczysz.
Po prostu żądasz uznania własnych poglądów za słuszne.
Jak dla mnie, one nie są słuszne.
...ja mówię o zasadach zycia społęcznego, normach obyczajowych, zwyczajowych baaa- nawet prawnych (bo rozwód z orzeczeniem się w końcu dostaje z winy zdradzającego w takiej sytuacji...)
Nie - mówisz o WŁASNYCH normach i zasadach.
Chcesz przy tym przyjęte zasady narzucać.
To nie jest dobry pomysł.
Argumentuj swoje stanowisko bez odwoływania się do norm przyjętych a priori.
z prawem??
nie z prawem nirvanka, to za małoprawo nie reguluje norm społęcznych, obyczajowych i etycznych
Oczywiście. Powyższe regulujesz Ty - zależnie od aktualnego punktu siedzenia.
Z punktu widzenia logiki, Nirvanka wytrąca wam nawet argument o działaniu szkodliwym:
->
niszczyć szczęście tej drugiej- litości, ona wcale nie jest szczęśliwa bo ma męża który ja zdradza...
Istotnie. Trudno mówić o szczęściu w sytuacji posiadania faceta o skłonnościach bocznoskoczka. Nie tędy droga, by możliwość zdrady utrudniać, nie tedy, by sprawować kontrolę i inwigilację. To nie jest szczęście i efektywny skutek można uznać za pozytywny - w sensie pozbycia się wiarołomnego patnera. Wówczas jeszcze ma sie szansę na prawdziwe szczęście. Trwając w związku z dupkiem, ta szansa jest raczej nikła.
Jest na forum jedna dziewczyna, która onegdaj pyszczyła podobnie. Zawirowania życiowe wrzuciły ją w rolę przeciwną. Teraz juz głupot nie gada. Żadna z was, mimo moralizatorskiego trąbienia, nie moze miec pewności, że nie spokta ją to samo. W efekcie te wszystkie umoralniające gadki o zasadach, to czysta filozofia Kalego.
Nie ma obowiązku dbać o interes obcej kobiety.
W jakich czasach żyjemy jeśli zwykłe odprawienie z kwitkiem żonatego faceta jest "dbaniem o interes żony"???????
Wydaje mi się, że jest jednak pewna różnica między "dbaniem o czyjś interes", a zwykłym "nie rozwalaniem go"? Bo jeśli nie ma, to tak jakby powiedzieć, że dbam o interes wszystkich ludzi, których nie okradam... Co za bzdury. A potem się zastanawiamy skąd taka degeneracja moralna.
Jeżeli to ona by zaczęła flirt to miałabym żal, ale tylko żal. Całą winą obarczałabym faceta, bo facet jeżeli ma żone, partnerkę, nie ma prawa dotknąć obcej kobiety nawet jeżeli tańczyłaby nago na stole przed nim. Facet który kocha nigdy nie zdradzi, chociażby laska mu do łóżka wchodziła. A jak ma nas gdzieś to zdradzi, nawet z brzydką, grubą i ubraną w worek po kartoflach.
Wina lezy po stronie zdradzającego, ewentualnie (nie we wszystkich sytuacjach) po stronie partnerki/ partnera osoby która zdradza. Kochanka/ kochanek to x, nie ważne, czy to sąsiadka, obca kobieta, współpracownica itp. Ta osoba jest nieważna, ona jest tylko przedmiotem. Tak naprawdę nie ma żadnej siły sprawczej, bo tak jak wyżej napisałam, facet, który chce zdradzić zdradzi bez zachęty potencjalnej kochanki, a facet, który kocha, nie zdradzi choćby potencjalna kochanka wiła się przed nim wielce kusząco.
Swiete slowa! jak sie jest w zwiazku i sie kocha ta 2 osobe to sie nie szuka wrazen! choc by co
Nv44. Niezależnie od tego jak wielkim anarchista jestes to zycie społeczne regulują normy prawne etyczne społeczne religijne i rak dalej i tak
Dalej. Przytocze.
Przekaz reguł społecznych młodemu pokoleniu dotyczy: (a) wartości, czyli godnych, społecznie akceptowanych celów postępowania (np. wagi edukacji, suk- cesu, samorealizacji, kariery zawodowej, osiągnięć sportowych, służby społecznej itp.), (b) norm społecznych, czyli godnych, społecznie akceptowanych sposobów, środków osiągania celów wskazanych przez wartości (np. zdyscyplinowanej i kon- sekwentnej nauki, rzetelnej pracy, upartego treningu, inicjatywy i przedsiębiorczo- ści, udziału w aktywności prospołecznej itp.), (c) wzorów osobowych, czyli wiązek wartości i norm wskazujących pożądane sposoby realizowania ról społecznych (np. roli ojca, policjanta, urzędnika, polityka, sportowca, księdza itp.). Zarówno warto- ści, normy społeczne jak i wzory osobowe grupują się w swoiste zbiory wyróżnia- jące się treścią i poziomem społecznej ważności, od prawa stanowionego, poprzez moralność (czy obyczaj) regulującą istotne relacje międzyludzkie, aż po zwyczaje, czyli drobiazgowe regulacje codziennych zachowań (na przykład sposobu wyraża- nia się, ubierania, jedzenia, higieny osobistej, savoir-vivre?u). Treść wartości, norm i wzorów osobowych może być określona albo pozytywnie, przez wskazanie, czego wymagają, jak zgodnie z nimi powinniśmy się zachowywać, albo negatywnie po- przez wskazanie, czego zabraniają, jak postępować nie powinniśmy.
Dlatego cokolwiek sądzisz o moich poglądach i normach które uznaje. Nie są one tylko moje. Są wynikiem wychowania socjalizacji i prezentuje zestaw norm społecznie akceptowanych. to wynik życia w takim społeczeństwie a nie innym i norm które w tym a nie innym społeczeństwie obowiązują.
Fakt ze nazwiesz mnie stara wapniaczka o sZtywnym kregoslupie nie oznacza ze bycie kochanka jest czymś akceptowanym poprawnym właściwym i mądrym.
To autorka wątku i nirwanka prezentują filozofię kalego nie ja.
A co do kwestii zmadrzenia w wyniku doświadczeń ze dopóki nie znajdę sie po drugiej stronie- to znaczy nie zostanę kochanka--- to jeśli kiedykolwiek nią zostanę to zakładam przynajmniej ze nie bede sobie tworzyć do tego filozofii w
Formie zlotka na gowienku.
Mam chociaz nadzieje ze bede umiała przyjąć na siebie fakt ze wlasnie dałam dupy. Nie tylko w sensie dosłownym ale tez etycznym.
A nie bede wymyślać pokretnej filozofii ze musiałam nie miałam
Wyboru. Inni są winni temu a nie ja.
nie prezentuję filozofii kalego. Gdyby tak było to bym nie pisała o tym, że nie miałabym pretensji do kochanki. Polityka Kalego polega na tym, jakbyś droga End-aluzjo nie wiedziała, że jak ja bym była kochanka to bym broniła wszystkich kochanek, natomiast jakby partner mnie zdradził to bym psioczyła na wszystkie kochanki świata.
Wcześniej ktoś zadał pytanie, czy zakumplowałabym się z ową kochanką. Jakby okazała się fajną dziewczyną to czemu nie, ale ja z reguły nie przyjaźnie się z dziewczynami, bo 90% to zawistne zołzy, które oczy chcą wdrapać jak coś idzie nie po ich myśli. Wolę zdecydowanie przyjaźń damsko męską (gdzie nie ma żadnych podtekstów erotycznych, bo inaczej to już nie jest przyjaźń, poza oczywiście przyjaźnią w związku). Nie spotykałabym się z nia na kawkę, ale podziękowałabym, że potwierdziła moje przypuszczenia (bo nie jestem idiotką i wiem, kiedy coś się święci, zatem na pewno bym już miała wcześniej jakieś podejrzenia wobec partnera). Zapewne byśmy sobie porozmawiały o tym, czego ona oczekuje od mojego męża, jak chce żeby wyglądały ich relacje. Jeżeli powie, że chce z nim być i tworzyć związek, to jej nawet podpowiem co najbardziej lubi na obiad i jakie gazety czyta, bo dla mnie ten facet i tak jest stracony, przychodzi, wręczam mu jego rzeczy i zatrzaskuję drzwi z uprzednio zmienionymi zamkami.
Jest na forum jedna dziewczyna, która onegdaj pyszczyła podobnie. Zawirowania życiowe wrzuciły ją w rolę przeciwną. Teraz juz głupot nie gada. Żadna z was, mimo moralizatorskiego trąbienia, nie moze miec pewności, że nie spokta ją to samo. W efekcie te wszystkie umoralniające gadki o zasadach, to czysta filozofia Kalego.
N4VW jak zwykle dużo i kwieciście napisał, tylko że sensu w tym mało, co więcej w powyższym akapicie dowodzi, jak niedokładnie posty czyta, chociażby moje ![]()
Raz jeszcze: ja mam prawo moralizatorsko trąbić i gadać o zasadach, bo mnie już spotkało. Piszę na podstawie praktyki, a nie teorii.
I facet był przystojny, bardzo zainteresowany i nie ukrywam, że darzyłam go uczuciem - ba, zachwycona nim byłam. Tylko że kręcił i kłamał odnośnie swojego stanu, a po przyciśnięciu wyznał, że jest żonaty i tejże żony pozbywać się nie zamierza. Dodam, że do tej pory z żoną radośnie jeździ na wakacje, a żona wypisuje mu na FB jak to go kocha i jakim wspaniałym mężem on jest. I pewnie jest, pominąwszy kręcenie na boku. Ot, taka kupa w złotym papierku...
Żałowałam, płakałam - przecież seks fajny mogłam mieć, może po jakimś czasie wygryzłabym żonę, kto wie? Jestem od niej dziesięć lat młodsza, kto wie, może może... A może skończyłabym jak te panienki wypisujące tutaj na forum - że ona zakochana, a on od żony nie odchodzi...
Tylko że dla mnie facet, który za plecami żony lata za inną, udaje że jest wolny, udaje uczucie do mnie mając w dupie, jak ja będę się czuć w sytuacji kochanki jest niewiarygodny, nieuczciwy i kocha samego siebie, mnie i swoją żonę ma w czterech literach.
Dlatego własnym przykładzie wiem, że nawet będąc zakochaną można dać kopa żonatemu i nie babrać się w bagnie (które wciąga). I na podstawie obserwowanych sytuacji w życiu realnym/forumowym nadal uważam, że baby ładujące się w to w większości są bezdennie głupie.
A moralność Kalego - Nirvanka i kilka innych są dla mnie jej najlepszym przykładem.
Nirwanka. Filozofia kalego to cos innego. Sprawdź sobie.
Moze ci nv44 wytłumaczy:)
basztela przeczytaj co to jest moralność kalego i co napisałam na ten temat post wyżej.
basztela przeczytaj co to jest moralność kalego i co napisałam na ten temat post wyżej.
Przeczytaj sobie znajdującą się dwa posty wyżej odpowiedz Endaluzji. I podobnie jak ona jestem pewna, że NV44 Ci wytłumaczy ![]()
no chyba,że by do mnie przyszedł i powiedział co mu lezy na wątrobie, ja bym mu powiedziała "sorry, ale rzeczywiście chyba nie powinniśmy być razem" i wtedy się rozstajemy i nikt nikogo nie zdradza. Ale jężeli ja mimo tego, ze nie chce seksu, cały czas bym go krzywdziła w tym związku, to dlaczego on ma się nie zemścić? należałoby mi się.
A jeśli zamiast zdrady postanowi cie w tej sytuacji uderzyć to tez bedzie usprawiedliwiony? Przeciez ci sie nalezalo.
Rozumiem ze dajesz mu prawo użyć w odwecie wszelkich nieakceptowalnych zachowań?
Bo zdrada nie jest akceptowalna. W żadnej sytuacji.
Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy (...) to jest zły uczynek (...). Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy.
jak ktoś mi zabierze męża to jest suką, jak ja zabiorę męża to jestem w porządku
a ja mówię
jak kochanka odbije męża to wina męża, jak ja odbiję komuś męża to wina męża.
nie mówię że jak ja jestem kochanka to wszystkie kochanki sa ok, jak mąż ma kochankę to wszystkie kochanki to suki.
Nirvanka87 napisał/a:no chyba,że by do mnie przyszedł i powiedział co mu lezy na wątrobie, ja bym mu powiedziała "sorry, ale rzeczywiście chyba nie powinniśmy być razem" i wtedy się rozstajemy i nikt nikogo nie zdradza. Ale jężeli ja mimo tego, ze nie chce seksu, cały czas bym go krzywdziła w tym związku, to dlaczego on ma się nie zemścić? należałoby mi się.
A jeśli zamiast zdrady postanowi cie w tej sytuacji uderzyć to tez bedzie usprawiedliwiony? Przeciez ci sie nalezalo.
Rozumiem ze dajesz mu prawo użyć w odwecie wszelkich nieakceptowalnych zachowań?
Bo zdrada nie jest akceptowalna. W żadnej sytuacji.
adekwatna kara, jezeli nie chce seksu, on może mnie zdradzić, jeżeli mnie uderzył mam prawo mu oddać. Nie że ja nie chce seksu,a on mnie uderzył w ramach kary. Ludzie ogarnijcie się i myślcie logicznie. adekwatna kara, a nie jakakolwiek.
nirwanka - nie zgadzam się na pojęcie kary w związkach, tam gdzie jest miłośc nie ma kary
może być konsekwencja
ale nikt nie ma prawa 'wymioerzać" drugiemu człowiekowi kar - czy obiektywnych, adekwatnych, czy niedostosowanych..
nie kupiłes kwiatka?/ ukarze cię, nie zrobię obiadu''
to nie działa
takie związki prędzej czy póxniej się rozpadną
to nie na strachu przed karą buduje się zdrowe relacje - ale na szczerości, zaufaniu i miłości
jesli kocham- nigdy nie będe chciała cię unieszczęsliwić, nie będe chciała uczynić ci krzywdy, nie będe chciałą cię zranić
oczekiuje tego samego, bo tym jest miłośc
to nie jest 'wychowanie (" (zle rozumiane" i wygrywanie tego, kto ma większy zasób kar...
a ja dalej to ciągne. Nie czuje nic do niego, on do mnie też nie. Poprostu dobrze nam razem w łóżku i dobrze nam sie rozmawia
DO KOCHANKI
Minęło tak dużo czasu, że dopiero teraz mogę napisać spokojnie do Ciebie. Bo pomyślałam sobie, że ja się bardzo dużo nauczyłam dzięki ? naszemu wspólnemu- doświadczeniu. Mam nadzieję, że Ty też. Mam nadzieję, że teraz masz zasady i się ich trzymasz. Czego ci szczerze życzę. I innym kobietom - takim jak ja.
Oczywiście to nie jest tak, że Ciebie obwiniam sytuacją, która się wydarzyła. Tak nie jest. Ale zawsze miałam dobre zdanie o mądrych kobietach, które są solidarne i wartościowe. I nie chciałabym tego zdania zmienić. Więc wolę zakładać, że raz popełniamy bledy i ty tez go popełniłaś i więcej tego nie zrobisz. Że jesteś mądrzejsza i teraz wyżej się cenisz. Że mogę dalej ufać, że kobiety myślą inaczej. Że myślą, uczą się i szanują.
Chciałam do Ciebie napisać. Żebyś wiedziała, że wiem, że na pewno nie zasługujesz na całą złość, żal i złe opinie, które myślałam na twój temat. Że pewnie w tym wszystkim tez jesteś ofiarą- samotności, ufności, naiwności. (chociaż możliwe, że dla ciebie to tylko była zabawa nic nie znacząca, a to by zmieniało postać rzeczy). Chciałam napisać, że ja Ciebie nie obwiniam, ale Ty siebie pewnie tak, bo pewnie ciężko spojrzeć na siebie z zadowoleniem i satysfakcją, gdy ma się poczucie, że się wdało w takie relacje z facetem, którego zona spodziewa się dziecka, a potem to dziecko traci. Wyobrażasz sobie, czym dla mnie było to, że po żałobie po stracie dziecka dowiedziałam się, że jedyny człowiek, któremu ufałam i który ze mną w tym trwał rozmienił się na drobne?
Nikomu nie życzę tego co przeszłam, tego o co walczyłam i walczę do dzisiaj. O prawo do własnej godności i pozytywnej samooceny, uczenie się od nowa zaufania i nadziei.
Pewnie tez się czegoś nauczyłaś ? np. że niezależnie od tego, jak bardzo wierzysz w miłość, zaufanie i bycie razem ? facet, z którym teraz jesteś może na jakimś służbowym wyjeździe poflirtować z koleżanką i niewiadomo kiedy okaże się, że nie byłaś w jego życiu tak ważna, żeby nie zabawić się na boku i nie emocjonować ememesami koleżanki w jedwabnej zielonej koszulce.
Że nie warto być tą trzecią, bo potem zadzwoni i powie ? popełniłem błąd kocham żonę ? niezależnie od tego, dlaczego ty w tym układzie tkwiłaś i jakie nadzieje, marzenia i uczucia miałaś.
Chciałam napisać do Ciebie. Żeby powiedzieć, że w swoich myślach ?rozliczyłam? się z Tobą. Nie żyłaś przez te lata tylko swoim życiem- byłaś tez częścią mojego, bo takie decyzje podjęłaś i tak a nie inaczej postępowałaś. Codziennie rano budziłam się z myślą : ?Zdradził mnie??
Czy ty chciałabyś tego dla siebie?
Więc chcę powiedzieć, że wyrzucam Cię z mojego życia. Mój mąż zrobił to dużo wcześniej, a ja potrzebowałam znacznie więcej czasu, żeby Cię skreślić. Żeby wyrzucić z mojego życia i nie przywiązywać wagi do twojego. Żeby przestać Ci źle życzyć. Moje ulubione życzenie brzmiało: nie życzę Ci, żeby spotkało Cię to co mnie? bo ja przez kilkanaście lat czułam się bezgranicznie kochana i ufałam, a to wielka wartość. Życzę Ci, żebyś zawsze była tą trzecią ? na krótki czas ? z hasłem na końcu ? popełniłem błąd?
A teraz sobie myślę, co mnie obchodzisz ty i twoje Zycie? Twoje szczęście lub nieszczęście nie zmieni tego co ja myślę i co czuję. Twoje decyzje, które popełniasz teraz, nie wpłyną na moje poczucie szczęścia lub nieszczęścia i wszystkie demony, z którymi musiałam się zmierzyć. Twoje uczucia i moje uczucia to dwa odrębne światy. Dzisiaj nie jesteś mi już do niczego potrzebna. Nawet do tego, żebym brała Cię pod uwagę oceniając zachowanie mojego męża. Usprawiedliwiana go? Już dawno wyszłam z myślenia, że gdyby nie ty?. Teraz wiem, że zdradził, bo chciał. Podjął taką decyzję ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Uwierz, że nie chciałabyś być na moim miejscu. Ale wtedy dla ciebie nie istniałam?
I chciałam, tylko jeden raz, do Ciebie napisać. Żeby zachować odrobinę nadziei i ufności w ten świat i naszą ludzką mądrość ?że może moje doświadczenia pozwolą Ci zrozumieć, że każda nasza decyzja i każde postępowanie mogą ranić innych. Czy to, że mnie nie znasz, powoduje, że zasłużyłam na to, aby zupełnie nie liczyć się z moim cierpieniem i uczuciami? Dlatego chciałam napisać Ci chociaż tyle. Bo gdybyś jednak nie wiedziała, że również twoje działanie spowodowało wielki ból, cierpienie, żal, samotność i udrękę, to dobrze, żebyś o tym wiedziała.
Żebyś mogła tę wiedzę wykorzystać- nie dla mnie, bo ja już na niej nie skorzystam. Ale dla Ciebie, bo ty jeszcze możesz to zmienić. I postarać się żyć tak, żeby mieć poczucie, że własnymi działaniami nikogo świadomie nie ranisz, bo jedyne, czego możemy być pewni to tego JAK my żyjemy.. a nie inni wokół nas.
Nie oczekuję odpowiedzi na tego maila. Ale czuję ulgę, że do Ciebie napisałam. Bo w ten sposób zamykam pewną sprawę. I w ten sposób nie jestem dla ciebie nic nie znaczącą, anonimową, byle jaką, głupią kobietą, która Ciebie nic nie obchodzi.
W ten sposób wiesz, co czuję i czułam i mam nadzieję, że wykorzystasz tę wiedze dla siebie.
Już nie dla mnie.
Ja z konsekwencjami zdrady będę musiała żyć.
Ale ty masz jeszcze wybór ? w swoich własnym decyzjach.
a ja dalej to ciągne. Nie czuje nic do niego, on do mnie też nie. Poprostu dobrze nam razem w łóżku i dobrze nam sie rozmawia
stałaś się częścią zycia nieznanej ci kobiety
weszłaś w relacje związku, relacje między małzonkami, relacje między tatą a synem, tatą a córką... cokolwiek się wydarzy, jakkolwiek czujesz się niewinna, w porządku i spokojna.. każdego dnia rozwalasz czyjśc świat.. świat oparty o kłamstwo -bo zakłądam, że zona tego faceta nie wie, że żyje z fajfusem
zdrada uruchamia taki zasób żalu, bólu, cierpienia i samotności - którego nie potrafisz sobie wyobrazić
ta cała zła energia idzie tez do ciebie, każdą waszą wspólną chwilą budujesz swoją włąsną karmę..
może za kilka lat dowiesz się, że twój partner cię zdradza?/ może facet, którego kiedys poznasz odejdzie, gdy dowie się, że spałaś z zonatym? może twoja mam się dowie i popłacze - córeczko, nie tak cię chowałam?? może zona twojego kochasia pójdzie do waszej pracy, zrobi karczemną awanturę.. i z dośświadczenia wiemy, że w takiej sytuacji z roboty wylatuje ten z kochasi, który jest na niższym stanowisku, może ... może się zdarzyć wiele
ty się tylko bzykasz
a gdzies w świecie włąsnie rozgrywa się tragedia
nie, nie jesteś jej winna
jestes jej częscią, na własne zyczenie
nigdy nie zapomnę kochanki mojego męża
zawsze, szczerze, otwarcie będę miała nadzieję, że pozostanie już samotna do końca życia, nie wierząca w miłość (bo przecież wie, że faceci zdradzają bez oporów....), że zawsze będzie miała szansę tylko na niezobowiązujące bzykanko, że nigdy nie pozna takiego uczucia i zaufania jakie miałam ja, że nigdy nikt nie potraktuje jej powaznie, jako kandydatki na partnerkę na całe zycie, że romans z zonatym będzie tak za nią szedł i szedł - samo to, że ZGODZIŁA się na taki ukłąd, że odpowiada jest funkcjonowanie w kłamstwie...
postaję w wierze, że będzie zyła włąsnie tak, jak wybrała.. na stanowisku kochanki, bzykanki zabawki - z facetami.. którzy przepieprzyli swoje życie....
pozostaje w zaufaniu, że nasze wybory mają wpływ na nasze zycie...
pozostaję w wierze, że śświat odda nam to - co my mu dajemy
czego i tobie życzę
w ten halloveenowy wieczór pełen klątw.. które się spełniają...;))
uuuuuuu!!! (cukierek albo psikus...)
moniaCo napisał/a:...Ale tak czynią osoby, które mają jako taki kręgosłup moralny...
Niestety większość młodych laseczek nie ma......Natomiast z wiekiem wapna przybywa, a punkt widzenia przemieszcza się w kierunku skostniałego moralizatorstwa.
Tutaj przesadziłeś. I to bardzo.
Czym objawia się to skostniałe moralizatorstwo?
Zresztą nie zapominaj o przeciwstawnym biegunie moralizatorstwa - zbytnim folgowaniem sobie i innym w pewnych "zachciankach".
Ja osobiście myślę, że Campik zdradziła siebie (nikogo innego) - taka właśnie jest jej wina (jeśli w ogóle nazywać to winą).
Gdy żona tamtego faceta dowie się, że była zdradzana, to w pewien sposób Campik przyczyni się do bólu innej kobiety. W zdecydowanej większości winny jest tamten facet - to nie podlega dyskusji.
A jak żona tamtego faceta się nie dowie? To się raczej nie przyczyni, ale może/na pewno Campik zniszczy samą siebie. Smutne to.
Zgadzam się, że w związku nie ma kar. Ale jeżeli mój partner zrobi mi krzywdę to automatycznie wiem, że to już nie jest związek i należy się rozstać, ale zanim zerwę w ramach zasady oko za oko ząb za ząb należy mu się kara.
Kto madrzejszy, kto, kto?!
Baszteba i End_aluzja wyczerpaly temat dla mnie. Uwazam podobnie.
Niestety zycie na ziemi nie jest rajem. Nie widzicie jak ludzi ogarnia egoizm?
Wszystko sobie mozna wytlumaczyc na 1001 sposobow.
Kwestia w co sie wierzy, w ktore wartosci itp.
Nirwanka alez z Ciebie zawistna istota. Brrrr...
Tak, tak czasami trzeba dac "po ryju", wiem o tym.
Dobrze pisze Endaluzja...tylko zdradzone kobiety znają to uczucie, to upokorzenie, tę utratę zaufania...wiarę w człowieka...
I to, ze winny jest mąż, że poszedł na lewiznę jest oczywiste. Ale trudno, żeby pałać miłością do tej, która wiedząc, że żonkoś jest czyiś żonkosiem w doopie to miała myśląc....nie to nie ja zdradzam, to nie moja sprawa przecież. Ja się dobrze bawię, ja się być może zakochałam....
O miłość trzeba walczyć prawda? Po trupach, za wszelką cenę...nawet ze zdradzoną zoną, z dziećmi, którym rozpada się rodzina.
Ale tego co niektórzy nie potrafią zrozumieć, zarzucając skostnienie, zwapnienie....świat schodzi na psy...i Twoje poglądy szanowny Panie N4VV są tego dowodem.
Uzyć, zaszaleć jakby nie było jutra.....prawda??
A kochance mojego eksa...hmm...obecnej partnerce, bo w końcu awansowała z kochanki na ciut wyższe stanowisko...również życzę, aby nigdy nie zaznała spokoju, pewności, ufności w człowieka, który przecież nie maił problemów, żeby zdradzić, porzucić rodzinę...
Nigdy nie bedzie pewna tego faceta....bo w końcu raz już to zrobił...drugi będzie juz łatwiejszy.
Ja bym się na jej miejscu tak intensywnie o dziecko z nim nie starała...bo, być może dołączy do grona samotnie wychowujących matek...
Dobrze pisze Endaluzja...tylko zdradzone kobiety znają to uczucie, to upokorzenie, tę utratę zaufania...wiarę w człowieka...
I to, ze winny jest mąż, że poszedł na lewiznę jest oczywiste. Ale trudno, żeby pałać miłością do tej, która wiedząc, że żonkoś jest czyiś żonkosiem w doopie to miała myśląc....nie to nie ja zdradzam, to nie moja sprawa przecież. Ja się dobrze bawię, ja się być może zakochałam....
O miłość trzeba walczyć prawda? Po trupach, za wszelką cenę...nawet ze zdradzoną zoną, z dziećmi, którym rozpada się rodzina.Ale tego co niektórzy nie potrafią zrozumieć, zarzucając skostnienie, zwapnienie....świat schodzi na psy...i Twoje poglądy szanowny Panie N4VV są tego dowodem.
Uzyć, zaszaleć jakby nie było jutra.....prawda??
Masz proważny problem z nadinterpretacją rzeczywistości. Nie potrafisz rozpoznać do czego się odniosłem, a do czego nie. Twoja to sprawa i jeśli winy tego świata koniecznie chcesz mi przypisać, mi jest wsio rawno. Uważam jednak, że świat byłby lepszym, gdyby ludzie więcej myśleli i zajmowali się kontrolą własnego postepowania, nie cudzego. O moim postępowaniu nie wiesz w istocie nic, a już wiesz wszystko. Można jedynie współczuć...
Nie wiem jak w zyciu postępujesz, ale sądząc po Twoich wywodach, mozna się jedynie domyślić.
I nie ma potrzeby mi niczego współczuć, bo moje podejście do świata i ludzkich relacji jest w porządku.
I to Twój problem, ze dla Ciebie jest skostniale i zwapniale.
Mimo.wszystko takie zwapniale normy moralne przekaże swojemu dziecku.
Na pewno nie powoem....uzywaj zycia, bez względu na konsekwekcje, bo to Tobie ma byc dobrze.
Zdrada to ogromny ból pustka i niewyobrażalnie cierpienie to śmierć miłości i opłakuje się ją w żałobie .
List do Kochanki super tylko czy ukoił ból? . Ja próbowałam sobie pomóc książką którą polecam Katarzyny Miller Kup kochance Męża Kwiaty
dość specyficzne podejście do tematu = również dla kochanki
Bo tak naprawdę kochanki są żałosne ...żyjąc w takiej obłudzie ? Kochanka mojego męża napisała mu sms dziwie ci się masz tak piękną i mądrą żonę a szukałeś przygód ????? a co sobie myślała że jestem owrzodzona i on zemną nie sypia ...
?
Strony Poprzednia 1 2
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdrada i co dalej???
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026