Anhedonia napisał/a:(...)Nie dziwię się żyworódko, że żadnej pociechy nie widzisz w cudzych doświadczeniach. Bo niby jaka to pociecha, że wokół "drapieżny" XIX wieczny kapitalizm ludziom charaktery paczy?
Dziewczyny.
Refleksja na dziś - to nie jakieś nieokreślone "PAŃSTWO", ZUS-y-śrusy czy SŁUŻBA ZDROWIA krew nam psują a LUDZIE tam pracujący! LUDZIE pierdzielą swe obowiązki i stąd WSZYSTKIM tak miło...
Gdyby tak wszyscy RZETELNIE wykonywali swoja robotę!
Ech... - utopia.
Lepiej bym tego nie ujęła!
Coraz częściej spotykam się z fuszerką, z lekceważeniem obowiązków pracowniczych, bo nierzetelnym ich wykonywaniem, olewanie petenta na zasadzie spławienia go grzeczną informacją, że: to nie tu, tylko tam trzeba załatwić, a potem stamtąd odsyłają właśnie 'tu' - jednym słowem spychologia i totalne lenistwo. Aby zbyć i.....następny z kolejki proszę......do spławienia.
Miałam takie zdarzenie w drugim półroczu 2013 roku (wrzesień), gdy otrzymałam skierowanie do specjalisty. Owszem dosyć szybko się dodzwoniłam, ale uzyskałam informację, że w tym roku już limit został wyczerpany, a na następny jeszcze nie ma zapisów. Grzecznie pytam, czy ktoś może zrezygnował, bo ja gdy nie mogę iść w terminie, to dzwonię i odwołuję wizytę. Wtedy robi się wolne miejsce dla innego pacjenta. Pani kategorycznie stwierdziła, że nie. Niewiele myśląc, szybko się zebrałam i pojechałam do tej placówki, a blisko nie miałam.
Postanowiłam osobiście zadziałać.
W rejestracji przyjmowały trzy pracownice, ja dostałam się do tej w środkowym okienku.
Też otrzymałam informację jak wyżej, ale proszę s t a n o w c z o, aby sprawdziła w komputerze, bo może ktoś zrezygnował.
I co na to powiecie??????? Był wolny termin na koniec października!!!
Komentować już chyba nie muszę.
Opiszę, co jeszcze wczoraj mnie zbulwersowało. Stanęłam w sklepie przy stoisku z wędliną, robiąc ich przegląd. Pani ekspedientka w tym czasie przesuwała w gablocie wędliny, biorąc je w gołe ręce, bez woreczka. Widziała, że patrzę, ale chyba nawet do głowy jej nie przyszło, że zwrócę jej uwagę.
A zwróciłam! Pani bez słowa założyła woreczek na rękę.
Ja wnioskuję, że to jest codzienność w tym punkcie i chyba rzadko spotyka się z taką jak moja reakcją.
Bo ludzie nie reagują, wiele razy to widzę. Tak samo jest z podawaniem chleba gołymi rękami.
Jeżeli na oczach klientów tak pracownicy robią, to co mówić o zapleczu, o zasadach higieny.
Tylko, że: "czego oczy nie widzą, to sercu nie jest żal".
No to się wyjątrzyłam. 
Idę zaparzyć sobie popołudniową kawkę, co rzadko mi się zdarza, ale dzisiaj mus, bo jedziemy zapełnić lodówkę.
Dziewczęta, głodomorki mają do nas przyjechać, znaczy się wnuczątka - na tydzień.
