Cześć. Jak u mnie? Piątkowe, zaplanowane spotkanie okazało się.. biznesowe. Tak jak się umawialiśmy. Trwało dokładnie godzinę, z ukradkową wymianą spojrzeń, przedłużeń, błaganiem w umyśle o słowa, dotyk, bliskość. Pożegnaliśmy się podając sobie dłoń. Niewiarygodne.
A dalej. Panika i myśli: nie wierzę, nie wierzę, że ten związek się kończy. I to w taki sposób. To jest kłamstwo. On musiał taki być, bo przecież to ja teraz zerwałam.
Jakieś dwie godziny później wiedziałam, że muszę zadzwonić. Że nie ma sensu już się bawić w konwenanse, gierki, dumę i walkę o swoje. Że to kompletnie nie ma sensu. Że przecież chodzi o nas. O naszą miłość.
Ulżyło mu. Przyjął mnie ciepło przez telefon, czekał na niego.
To było w piątek. Od piątku do dziś spędziliśmy razem czas. Idziemy dalej. Odwiózł mnie dziś do mojego mieszkania, bo musiałam iść do pracy. Za jakiś czas przyjedzie po mnie. Będziemy chyba razem do środy, później wyjeżdża biznesowo.
Oboje chcemy być razem, nie chcemy wracać do tego złego czasu, który był. Nie ma wielkich deklaracji, zbędnych słów, chyba każdy po prostu chce być, cieszyć się sobą, nie popełniać tych samych błędów, pokazywać, że się zmienił. Chyba czas na bycie przyjaciółmi, dobre dbanie o siebie, szczere rozmowy.
Nie wiem. Piszę to dziś. Nie wiem co będzie w przyszłym tygodniu. Nie wiem kiedy znów razem zamieszkamy. Pewnie będą jakieś burze. zobaczymy czy przetrwamy.
Naros. Pisz tu, tu są ludzie z Tobą. Wiem jak cierpisz. Demony są okropne. Niszczą kiedy się nie rozmawia, jest się samemu. Czy nie ma żadnego łącznika pomiędzy Wami teraz? Kompletny brak kontaktu (chociażby jakiś mail w sprawie rachunków, listów) byłby potrzebny.