netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

163 odpowiedzi16 838 wyświetleńzałożony przez naroos, 08.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 164 ]

66

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
naroos napisał/a:

rozdziera mnie dzisiaj...
Nie moge na niczym się skoncentrować. Wszystko wyrywa się do działania, choć z drugiej strony wiem, że to wszystko za wczesnie... Jezu, czemu to wszystko tak bardzo boli...

Naroos, musisz się wziąć w garść! Postaraj się naprostować. Rozmawiaj, bo to przynosi ulgę, ale postaw sobie w środku warunki. Bądź też cierpliwy, bo ewidentnie Ci tego teraz brakuje. Daj trochę życiu pokierować Wami. Daj czas sobie i jej. Cierpliwość i wyrozumiałość dla niej.

67

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
camellya napisał/a:
naroos napisał/a:

rozdziera mnie dzisiaj...
Nie moge na niczym się skoncentrować. Wszystko wyrywa się do działania, choć z drugiej strony wiem, że to wszystko za wczesnie... Jezu, czemu to wszystko tak bardzo boli...

Naroos, musisz się wziąć w garść! Postaraj się naprostować. Rozmawiaj, bo to przynosi ulgę, ale postaw sobie w środku warunki. Bądź też cierpliwy, bo ewidentnie Ci tego teraz brakuje. Daj trochę życiu pokierować Wami. Daj czas sobie i jej. Cierpliwość i wyrozumiałość dla niej.

Przegaduje, przegaduje... bez tego bym chyba zwariowal. A fakt, cierpliwosc nie jest moja mocna strona. Tamty razem dzieki cieprliwosci jednak sie udalo, moze to tez jest metoda na teraz...

68

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Ja jestem teraz o niebo bardziej cierpliwa (cały świat mi mówi, że to najlepsza metoda i o dziwo sama z siebie to wiem), ale jednocześnie przechodzę fazę złości, gniewu, pamiętam tylko co złe.

69

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Ja raczej jestem niecierpliwy, w gorącej wodzie kąpany... Boję się że tym moge coś spieprzyć ale z drugiej strony trudno mi jest czekać, zwłaszcza że sam nie wiem na co...
Ponadto w zależności od nastroju raz jest gniew i złość, raz ból, żal i gorycz, a pamietam najczęsciej te dobre momenty

70

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
naroos napisał/a:

z drugiej strony trudno mi jest czekać, zwłaszcza że sam nie wiem na co...

Im szybciej postawisz sobie w sobie warunki ''do bycia'' razem, tym szybciej wykrystalizuje Ci się cel na który będziesz czekał. Inaczej będziesz zdany na łaskę Jej działania, w ogóle Ciebie nie będzie i nigdy nie będziesz wiedział na czym stoisz. Nie wiem czy jesteś w stanie to teraz złapać. Może jesteś jeszcze przed tym momentem, gdzie mówi się: STOP.

71

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
camellya napisał/a:
naroos napisał/a:

z drugiej strony trudno mi jest czekać, zwłaszcza że sam nie wiem na co...

Im szybciej postawisz sobie w sobie warunki ''do bycia'' razem, tym szybciej wykrystalizuje Ci się cel na który będziesz czekał. Inaczej będziesz zdany na łaskę Jej działania, w ogóle Ciebie nie będzie i nigdy nie będziesz wiedział na czym stoisz. Nie wiem czy jesteś w stanie to teraz złapać. Może jesteś jeszcze przed tym momentem, gdzie mówi się: STOP.

Może się niejasno wyraziłem, chodzi mi o to, ze nie wiem co po tym ewentualnym czasie przyniesie los. Oczywiście że liczę na to, że to się właśnie wykrystalizuje i będziemy mieć z soba kontakt w celu mam nadzieję, pozniejszego naprawienia wspólnych błędów i spróbowania raz jeszcze. Głęboko wierze, że jest jeszcze na to szansa. Tylko niewiem co myśli i czuje druga strona...
A co to za moment STOP? Powiesz coś więcej

72

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
naroos napisał/a:

Może się niejasno wyraziłem, chodzi mi o to, ze nie wiem co po tym ewentualnym czasie przyniesie los. Oczywiście że liczę na to, że to się właśnie wykrystalizuje i będziemy mieć z soba kontakt w celu mam nadzieję, pozniejszego naprawienia wspólnych błędów i spróbowania raz jeszcze. Głęboko wierze, że jest jeszcze na to szansa. Tylko niewiem co myśli i czuje druga strona...
A co to za moment STOP? Powiesz coś więcej

No takie stop, że budzisz się któregoś dnia i mówisz STOP, nie będę się smucił, płakał, myślał, analizował, był zdany na Jej łaskę. Jak wróci, to na tych warunkach, które ja chcę. Jak nie to nie ma opcji (bo nie wyobrażasz sobie wrócić do tego w formie, której to było) i idziesz dalej. Zaczynasz mieć taką siłę, że możesz biec, skakać, ale jest to kosztem tego, że pojawia się gniew, złość.

Myślę, że jest to forma wyparcia, powiedzenia stop czemuś, co nie wiesz dokąd zmierza (a robisz to dlatego, bo nie jesteś w stanie znieść tej niepewności, Twój mózg domaga się planu, celu). Wtedy też myślisz tylko o tych złych rzeczach, kompletnie przestajesz patrzeć z miłością, a widzisz swoje poniżenia, upodlenia, ochłapy, na które się godziłeś.

Ale.., to jestem ja smile. Ty przeżywasz to inaczej. Mamy inne historie.

Ja boję się jutrzejszego spotkania. Najchętniej bym uciekła, odwołała je, nie mam ochoty go widzieć i nie mam mu nic do powiedzenia (przynajmniej tak chcę myśleć, zapewne ze strachu, bo nie wiem co mnie czeka i On może popsuć mój plan po ''STOP'').

73 Ostatnio edytowany przez camellya (2013-10-10 17:05:14)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
naroos napisał/a:

Tylko niewiem co myśli i czuje druga strona...

Też nie wiem, ale kompletnie nie mam ochoty teraz o tym rozmawiać i się tego dowiedzieć. Kiedy porozamwiać? Nie wiem. I to jest takie śmieszne smile. Kiedy ja chciałam rozmawiać i ustalać, on uciekał i się złościł. A teraz ja rozumiem jak to jest. Po prostu masz drażliwy temat i go odsuwasz. Zdajesz się na czas. Nic nie chcesz z tym robić. Czujesz, że potrzebujesz czasu, ile? Nie wiem.

Jakie to śmieszne.

74

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
camellya napisał/a:
naroos napisał/a:

Może się niejasno wyraziłem, chodzi mi o to, ze nie wiem co po tym ewentualnym czasie przyniesie los. Oczywiście że liczę na to, że to się właśnie wykrystalizuje i będziemy mieć z soba kontakt w celu mam nadzieję, pozniejszego naprawienia wspólnych błędów i spróbowania raz jeszcze. Głęboko wierze, że jest jeszcze na to szansa. Tylko niewiem co myśli i czuje druga strona...
A co to za moment STOP? Powiesz coś więcej

No takie stop, że budzisz się któregoś dnia i mówisz STOP, nie będę się smucił, płakał, myślał, analizował, był zdany na Jej łaskę. Jak wróci, to na tych warunkach, które ja chcę. Jak nie to nie ma opcji (bo nie wyobrażasz sobie wrócić do tego w formie, której to było) i idziesz dalej. Zaczynasz mieć taką siłę, że możesz biec, skakać, ale jest to kosztem tego, że pojawia się gniew, złość.

Myślę, że jest to forma wyparcia, powiedzenia stop czemuś, co nie wiesz dokąd zmierza (a robisz to dlatego, bo nie jesteś w stanie znieść tej niepewności, Twój mózg domaga się planu, celu). Wtedy też myślisz tylko o tych złych rzeczach, kompletnie przestajesz patrzeć z miłością, a widzisz swoje poniżenia, upodlenia, ochłapy, na które się godziłeś.

Ale.., to jestem ja smile. Ty przeżywasz to inaczej. Mamy inne historie.

Ja boję się jutrzejszego spotkania. Najchętniej bym uciekła, odwołała je, nie mam ochoty go widzieć i nie mam mu nic do powiedzenia (przynajmniej tak chcę myśleć, zapewne ze strachu, bo nie wiem co mnie czeka i On może popsuć mój plan po ''STOP'').

hm... dzieki za wyjaśnienie. Tamtym razem, chyab dotarłem do punktu STOP, moją wiarę we wszystko co we mnie umocniła pewna kobieta (nic nas nie łączyło, po prostu się mną zajęła, wyciągając za uszy z gówna)

Strach nie jest dobrym doradcą. Skoro idziesz na spotkanie, znaczy się czegoś się spodziewasz, a jeżeli nawet tak nie myślisz, to Twoja stroan emocjonalna bierze gore i podświadomie czegoś oczekuje, czyż nie mam racji? smile
Schowaj sobie jutro punkt STOP do kieszenie, zostaw za drzwiami miejsca w którym będziesz swój plan. Otwórz się na to co usłyszysz, słuchaj i odczuwaj. Śmiało, jasno i otwarcie.
Życzę powodzenia! I jeśli coś jeszcze myślisz dobrego na ten temat ( a jak napisałem, skoro się spotykasz to myślisz i czujesz:) dopuść to do głosu. I daj SOBIE szanse smile

75

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
naroos napisał/a:

Schowaj sobie jutro punkt STOP do kieszenie, zostaw za drzwiami miejsca w którym będziesz swój plan. Otwórz się na to co usłyszysz, słuchaj i odczuwaj. Śmiało, jasno i otwarcie.
Życzę powodzenia! I jeśli coś jeszcze myślisz dobrego na ten temat ( a jak napisałem, skoro się spotykasz to myślisz i czujesz:) dopuść to do głosu. I daj SOBIE szanse smile

Phi, jasne. Nie sądzę, żeby on się zmienił w swym podejściu. Jakbym wróciła do etapu sprzed STOP, to by mnie znów zmanipulował, przekabacił, a ja zostałabym z ręką w nocniku i dalej nie wiedziała dokąd to zmierza.

Chyba, że klęknie jutro przede mną na kolana. Ale to tylko w filmach smile. Musi upłynąć dużo wody w tej rzece....

76

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
camellya napisał/a:
naroos napisał/a:

Schowaj sobie jutro punkt STOP do kieszenie, zostaw za drzwiami miejsca w którym będziesz swój plan. Otwórz się na to co usłyszysz, słuchaj i odczuwaj. Śmiało, jasno i otwarcie.
Życzę powodzenia! I jeśli coś jeszcze myślisz dobrego na ten temat ( a jak napisałem, skoro się spotykasz to myślisz i czujesz:) dopuść to do głosu. I daj SOBIE szanse smile

Phi, jasne. Nie sądzę, żeby on się zmienił w swym podejściu. Jakbym wróciła do etapu sprzed STOP, to by mnie znów zmanipulował, przekabacił, a ja zostałabym z ręką w nocniku i dalej nie wiedziała dokąd to zmierza.

Chyba, że klęknie jutro przede mną na kolana. Ale to tylko w filmach smile. Musi upłynąć dużo wody w tej rzece....

Nikt niestety sie nie zmienia, czlowiek sie nie zmieni I koniec. Zmienic sie moze optyka na pewne sprawy, zrozumienie drugiej osoby I mysli. Nie zmieniajac tryby myslenia, nie zmienimy niczego. Mysli wplywaja na to jak sie czujemy, to jak sie czujemy wplywa na to jak sie zachowujemy. Ja tez jesli z pomoca boska uda mi sie z nia zaczac spotykac, tez sie nie zmienie I J tez... Mozemy zmienic nasze myslenie na cala sytuacje, zmienic poglad na to co dzis I teraz, co moze (na co mocno licze) miec wplyw na tzw jutro.
Gdyby u mnie wystarczylo ze klekne zrobilbym to nawet teraz, z reszta zdarzylo mi sie to dwa razy, z czego raz przy oswiadczynach. Nie chodzi tu o jakis sposob ponizania, bo w calej sytuacji trzeba zachowac twarz, godnosc I czlowieczenstwo. Tylko czasem te kolana to wyraz oddania, tak po prostu. I teraz doszedlem do pytania, czy ja mam jescze swoja godnosc? ... Taka retoryka

77

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Camellya - daj znac jak poszlo

78

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

witaj czytam twojego posta od początku ,bo jestem tu nowa i nie chciałam zrobić gafy .To wszystko co opisujesz przypomina walke z wiatrakami dawałeś w waszym związku dużo siebie czy też sprawiałeś takie wrażenie? miłość to nie wszystko jeśli straciliście dziecko a wcześniej z jej wypowiedzi wywnioskowałes,że ona ich nie chce a stała się tragedia to może ona się poniekąt o nią obwinia i dlatego ucieka od Ciebie? co do teściowej powinno sie je odseparować od społeczeństwa wyrządzają więcęj szkód niż jast z nich pożytku.

79 Ostatnio edytowany przez naroos (2013-10-11 23:26:54)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
magda1983 napisał/a:

witaj czytam twojego posta od początku ,bo jestem tu nowa i nie chciałam zrobić gafy .To wszystko co opisujesz przypomina walke z wiatrakami dawałeś w waszym związku dużo siebie czy też sprawiałeś takie wrażenie? miłość to nie wszystko jeśli straciliście dziecko a wcześniej z jej wypowiedzi wywnioskowałes,że ona ich nie chce a stała się tragedia to może ona się poniekąt o nią obwinia i dlatego ucieka od Ciebie? co do teściowej powinno sie je odseparować od społeczeństwa wyrządzają więcęj szkód niż jast z nich pożytku.

Wiem, ze to moze zabrzmi nieskromnie ale tak, dawalem w swoim zwiazku duzo siebie I od siebie. Jescze raz nieskromnie, ale niejedna moglaby jej zazdroscic ( Tak przynajmniej mowily osoby trzecie) I to nie chodzi o jakies prezenty, tylko dbalosc o dom, ja I nasz zwiazek.
Nasza coreczka to chciane dziecko przez J I mnie, niestety los zadecydowal inaczej. Trudno... Moze sie obwinia. Jak mniej wiecej po pol roku od zabiegu (zgodnie ze wskazaniem lekarskim) zaczalem cos mowic o ponownej probie to powiedziala mi ze trudno sie jej zdecydowac, jako jeden z powodow podala ze miedzy nami jest roznie...
Tak by to mozna bylo ujac, ze uciekla... Nagle ni w piec ni w dziewiec zdecydowala ze to koniec. Jakos tak trudno mi w to uwierzyc, bo nic o tym nie swiadczylo.
Na razie mam w glowie rollercoaster, nie wiem co z soba zrobic I (wiem, moze to dziwne) ale pragne zeby wrocila, bo kocham te Zolze.
Gdyby sie to jednak udalo, to wzialem sobie do serca rady dziewczyn. Tym niemniej na ta chwile, nie mam z soba zadnego kontaktu, a ja boje sie zadzwonic, bo to moze byc za wczesnie na wszelkie proby kontaktu. Marze sobie ze kiedys zapuka do moich drzwi, czasem patrze przez okno, czy jej samochod przypadkiem nie podjezdza.
Boli mnie to wszystko, czesto pojawiaja sie lzy I calego mnie ogarnie smutek I zal...

"Mamusia" to w ogole temat na osobna nute... Brak mi slow by ta kobieta opisac...

80

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Paskudne sa te dni, nie moge sie odnalezc, mam wrazenie ze powoli witam sie z depresja. Brak checi na nic. Gdyby nie praca, pewnie nie wstalbym z lozka. Mysli caly czas oscyluja wokol J. Tesknie, marze I miotam sie z wlasnymi demonami... Pomocy!

81

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Cześć. Jak u mnie? Piątkowe, zaplanowane spotkanie okazało się.. biznesowe. Tak jak się umawialiśmy. Trwało dokładnie godzinę, z ukradkową wymianą spojrzeń, przedłużeń, błaganiem w umyśle o słowa, dotyk, bliskość.  Pożegnaliśmy się podając sobie dłoń. Niewiarygodne.

A dalej. Panika i myśli: nie wierzę, nie wierzę, że ten związek się kończy. I to w taki sposób. To jest kłamstwo. On musiał taki być, bo przecież to ja teraz zerwałam.

Jakieś dwie godziny później wiedziałam, że muszę zadzwonić. Że nie ma sensu już się bawić w konwenanse, gierki, dumę i walkę o swoje. Że to kompletnie nie ma sensu. Że przecież chodzi o nas. O naszą miłość.

Ulżyło mu. Przyjął mnie ciepło przez telefon, czekał na niego.

To było w piątek. Od piątku do dziś spędziliśmy razem czas. Idziemy dalej. Odwiózł mnie dziś do mojego mieszkania, bo musiałam iść do pracy. Za jakiś czas przyjedzie po mnie. Będziemy chyba razem do środy, później wyjeżdża biznesowo.

Oboje chcemy być razem, nie chcemy wracać do tego złego czasu, który był. Nie ma wielkich deklaracji, zbędnych słów, chyba każdy po prostu chce być, cieszyć się sobą, nie popełniać tych samych błędów, pokazywać, że się zmienił. Chyba czas na bycie przyjaciółmi, dobre dbanie o siebie, szczere rozmowy.

Nie wiem. Piszę to dziś. Nie wiem co będzie w przyszłym tygodniu. Nie wiem kiedy znów razem zamieszkamy. Pewnie będą jakieś burze. zobaczymy czy przetrwamy.

Naros. Pisz tu, tu są ludzie z Tobą. Wiem jak cierpisz. Demony są okropne. Niszczą kiedy się nie rozmawia, jest się samemu. Czy nie ma żadnego łącznika pomiędzy Wami teraz? Kompletny brak kontaktu (chociażby jakiś mail w sprawie rachunków, listów) byłby potrzebny.

82

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
camellya napisał/a:

Cześć. Jak u mnie? Piątkowe, zaplanowane spotkanie okazało się.. biznesowe. Tak jak się umawialiśmy. Trwało dokładnie godzinę, z ukradkową wymianą spojrzeń, przedłużeń, błaganiem w umyśle o słowa, dotyk, bliskość.  Pożegnaliśmy się podając sobie dłoń. Niewiarygodne.

A dalej. Panika i myśli: nie wierzę, nie wierzę, że ten związek się kończy. I to w taki sposób. To jest kłamstwo. On musiał taki być, bo przecież to ja teraz zerwałam.

Jakieś dwie godziny później wiedziałam, że muszę zadzwonić. Że nie ma sensu już się bawić w konwenanse, gierki, dumę i walkę o swoje. Że to kompletnie nie ma sensu. Że przecież chodzi o nas. O naszą miłość.

Ulżyło mu. Przyjął mnie ciepło przez telefon, czekał na niego.

To było w piątek. Od piątku do dziś spędziliśmy razem czas. Idziemy dalej. Odwiózł mnie dziś do mojego mieszkania, bo musiałam iść do pracy. Za jakiś czas przyjedzie po mnie. Będziemy chyba razem do środy, później wyjeżdża biznesowo.

Oboje chcemy być razem, nie chcemy wracać do tego złego czasu, który był. Nie ma wielkich deklaracji, zbędnych słów, chyba każdy po prostu chce być, cieszyć się sobą, nie popełniać tych samych błędów, pokazywać, że się zmienił. Chyba czas na bycie przyjaciółmi, dobre dbanie o siebie, szczere rozmowy.

Nie wiem. Piszę to dziś. Nie wiem co będzie w przyszłym tygodniu. Nie wiem kiedy znów razem zamieszkamy. Pewnie będą jakieś burze. zobaczymy czy przetrwamy.

Naros. Pisz tu, tu są ludzie z Tobą. Wiem jak cierpisz. Demony są okropne. Niszczą kiedy się nie rozmawia, jest się samemu. Czy nie ma żadnego łącznika pomiędzy Wami teraz? Kompletny brak kontaktu (chociażby jakiś mail w sprawie rachunków, listów) byłby potrzebny.

Cudownie! Niezmiernie milo mi to czytac, sam sie pocieszam I mega Wam zazdroszcze. Wczoraj minal miesiac od wyprowadzki J, poza krotka wymiana zdan sprzed tygodnia, o ktorym pisalem, nie mamy kontaktu, co mi najbardziej doskwiera... Jak dlugo byliscie przyjaciolmi? Pytam bo ja nie wiem, czy to juz jest czas na jakis kontakt z mojej strony, nie wiem czy nie za wczesnie. J sie nie odzywa I jak znam jej upor to pewnie nawet gdyby skrecalo to tego nie zrobi. Ludze sie jednak (choc moze to jednak nie ludzenie) ze wyciagnie do mnie reke... Boze, jak trudno mi to wszystko zniesc. Jednak jak widze zdarzaja sie poytywne przypadki czego I sobie zycze.
Pod wplywem Twojego posta mysle zadzwonic I zapytac, co slychac, jak sie czuje itp... Choc boje sie strasznie odtracenia.

83

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Wczoraj nie uleglem emocjom, powstrzymalem sie... Dzis przyszla korespondencja dla J, napisalem jej wiadomosc ze jest dla niej list, odpisla ze jakos sie dogramy... Obawiam sie tego co dalej...

84

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Cudownie! Niezmiernie milo mi to czytac, sam sie pocieszam I mega Wam zazdroszcze. Wczoraj minal miesiac od wyprowadzki J, poza krotka wymiana zdan sprzed tygodnia, o ktorym pisalem, nie mamy kontaktu, co mi najbardziej doskwiera... Jak dlugo byliscie przyjaciolmi? Pytam bo ja nie wiem, czy to juz jest czas na jakis kontakt z mojej strony, nie wiem czy nie za wczesnie. J sie nie odzywa I jak znam jej upor to pewnie nawet gdyby skrecalo to tego nie zrobi. Ludze sie jednak (choc moze to jednak nie ludzenie) ze wyciagnie do mnie reke... Boze, jak trudno mi to wszystko zniesc. Jednak jak widze zdarzaja sie poytywne przypadki czego I sobie zycze.
Pod wplywem Twojego posta mysle zadzwonic I zapytac, co slychac, jak sie czuje itp... Choc boje sie strasznie odtracenia.

Poznaliśmy się w pracy, coś od razu elektryzowało, byliśmy świetnym teamem przy projektach, później zaczęliśmy się spotykać. Czy byliśmy przyjaciółmi? W pracy tak, ale później nam w związku nie wyszło. A dziś myślę, że to podstawa.

Uuuuu, mój facet naprawdę się dla mnie zmienia. Robi inaczej niż do tej pory, na odwrót, tak jak wie, żebym była szczęśliwa. Piękne to jest, widzieć ten akt woli: chcę się zmienić dla niej.

A ten upór i duma. Widzisz, u mnie też w ten piątek mijał miesiąc od separacji. Ale po spotkaniu wiedziałam, że te gierki nie mają żadnego sensu. Że muszę schować swoje kulturowe obrazy (niech mnie przeprosi, niech pierwszy wyciągnie rękę, jeśli kocha to wróci, kobieta nie może biegać za facetem etc.) i zawalczyć o tego mężczyznę. Tylko... my mieliśmy chociażby minimalny kontakt (przez pracę, choć się nie musieliśmy widywać), przez który sączyło się nasze uczucie, czuć było puls.

Też się bałam tego odtrącenia. W przypadku J. trochę jednak nie wiemy. Wasza sytuacja jest inna. Jenak, lekko badałabym teren. Pomyśl jak.

85

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
naroos napisał/a:

Wczoraj nie uleglem emocjom, powstrzymalem sie... Dzis przyszla korespondencja dla J, napisalem jej wiadomosc ze jest dla niej list, odpisla ze jakos sie dogramy... Obawiam sie tego co dalej...

A jak się dogracie? Może właśnie coś lekko, niezobowiązująco zaproponować. Mam na myśli spotkanie.

86

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Na razie zostawile temat, nie chce naciskac. Z przykroscia raczje stwierdzic musze ze ona nie jest z tych co to odrzuca konwenanse.
Chcialbym zmienic co nieco, dla niej ale zachowujac siebie. Trace juz nadzieje...

87

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

No to na razie nic się nie zmieni. Przykro mi, że tak okropnie cierpisz. Przetrwasz to jednak jakoś, bo musisz. Jak się kiedyś spotkacie, to będziesz wiedział jak jest.

Na co tracisz nadzieję? Na to, że nie będziecie razem? Poczekaj jeszcze chwilę, to dopiero miesiąc. Nie wiesz co ona myśli, nie wiesz co planuje. Czas to pokaże. A działasz dla siebie pomimo to? Bo wiesz, bądz też dobry dla siebie, zadbaj o siebie, pomimo wszystko.

88

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Naroos ,widzę,ze nie lepiej.Wypala Cie to hmm

89

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Dziewczyny, prawda jest taka ze pozamykalem sie w sobie. Gdyby nie moja praca, gdzie powinienem byc conajmniej optymista, bylo by fatalnie. Z faceta z podniesionym czolem, energia I poczuciem humoru stalem sie strzepem, niszczy mnie to z kazdym dniem coraz bardziej.
Pracuje, spie I troche jem, niewiele.
Staram sie dbac o siebie, przychodzi to z trudem. J w takich momentach dziala aktywnie, tak bylo 2 lata temu, choc wiem ze tamto rozstanie ja bolalo, mowila mi o tym. Ja jestem z tych wrazliwych I mocno przezywam takie chwile. Co jest teraz w jej glowie, nie mam najmniejszego pojecia... Trace nadzieja na to, ze znow bedziemy razem...

90

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Hm... wczoraj dokonałem "bardzo odważnego" kroku. Po ostatniej wiadomości o korespondencji, czytając sobie książkę wieczorem, pokusiłem się o napisanie krótkiej wiadomości "Dobranoc J" ... szczerze mówiąc myślałem, że mnie zignoruje, w ciągu kilku sekund przyszła wiadomość o jakze wysublimowanej treśc "Dobranoc" Jaki człowiek jest dziwny, taka drobna rzecz a cieszy. Nie popadam w jakiś hura-optymizm. Tak sobie myślę, żeby co jakiś czas wysłać jakiegoś takie zaczepniaka i doprowadzić do spotkania. Tęsknie za nią, kazdy element w domu mi ją przypomina, nie wiem czy i jaki to wszystko będzie mieć efekt, niemniej chcę wierzyć w powodzenie, że za jakiś czas zaczniemy się spotykać, wychodzić wspólnie itp.
Niczego bardziej nie pragnę

91

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

A nie mówiłam, jak utrzymywanie ''lekkiego'' kontaktu jest ważne wink.

92

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Hm... Trudno mowic o jednym slowie, jako wielce wygorowanym zanku. Prawda, chcialbym utrzymac ten taki utrzymywacz kontaktu. Chce wierzyc ze to ma jeszcze szanse I sens. I chce wierzyc ze to sie uda poskladac...

93

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

W dalszym ciagu sytuacja bez zmian. Coraz trudniej przezywac mi chwile w samotnosci. Niedziela, hm dzien ktore zazwyczjaj leniwie spedzalismy razem. Dzis trudno bylo mi podniesc sie z lozka, bo wlasciwie nie bardzo wiedzialem po co. Sa takie momenty kiedy jest w miare ok. Ale czesto, zwlaszcza w domu, wracaja mysle, wspomnienia I pragnienia. Cholera jak sobie z tym wszystkim poradzic?

94

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Boze ile bym dala zeby moj facet czul to co TY..zeby rano w niedziele niechcialo mu sie wstac bo mnie nie ma,bo nie ma po co,bo teskni,bo bylam...jestem na Twoim miejscu i to mi sie niechce wstac bo po co bo nie ma celu dla kogo....

95 Ostatnio edytowany przez naroos (2013-10-20 10:29:49)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Boli to wszystko, co wiecej nie jest lepiej... Zazwyczaj jest tak ze ta opuszczona strona cierpi, przezywa. Nie wiem jak jest w przypadku J, choc gdzies w sercu mam nadziej ze gdzies tam jest, mysli I czuje... Moze nawet teskni. Oddalbym wiele za to zeby sie odezwala...

Chcialbym wrescie upuscic lzy szczescia zamiast lez bolu I zalu

96

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Najgorsze co moze byc to zyc w zawieszeniu,czy moze jeszcze bedziemy razem czy moze juz nie...,bo to niszczy,cialo i dusze...ja tez bym wszystko dala by byc ta jedyna,ta najwazniejsza,ta na pierwszym miejscu,ale tak nie jest...moja dusza płacze...ból rozrywa serce...
TY masz nadzieje...zawsze mi sie wydawało ze to niemozliwe zeby byc z kims ies czasu i nic nie czuc,i nagle jestes obojetna...dla mnie to niemozliwe,tego sie nie da wymazac,sa wspomnienia,jest przeszlosc zapisana jak na kartce papieru...a moze nieccemy w to wierzyc...lepiej karmic sie złudzeniami...

97

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Tak Iwosia, mam nadzieje, z drugiej zas strony nie wiem czy to nie jest mydlenie sobie oczu.. Wiesz, juz raz to przerabialismy I wrocilismy do siebie, wiec to doswiadczenie pozwala mi owa nadzieje miec, nie wiem jednak czy sie nie ludze. Coz poradzic jak serce wariuje.
Napisala mi odchodzac ze czuje strate, ze bedzie jej mnie brakowac ale tak bedzie lepiej dla nas obojga...
Nie mam pojecia co o tym wszystkim myslec, staram sie isc do przodu ale trudno mi wykonac kazdy krok, kazdy dzien zamiast byc latwiejszy jescze bardziej daj w kosc.

98

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Naroos powiedz mi tak okiem faceta,bo ja wczoraj od jednego odeszlam bo mnie zaniedbywal,bo nie staral sie ,nic niechcial,zawsze mu bylo ok.czy mi bylo zle czy nie to jemu bylo dobrze.a jak cos chcialam to ciagle mowil wymyslam,wymyslam i wymyslam,przeciez jest dobrze to niewniem czemu tobie zle,nie moglam liczyc na niego a ja dawalam z siebie wszystko,cala siebie,zawsze sie poklocilismy ale wracalalismy,wczoraj sie przelało,mam dosc,powiedzialam odchodze,bo ilez mozna byc nikim dla kogos i zawsze na koncu,najpierw zapytalam czy odejsc,to powiedzial ze rob co chcesz,...wiec zmienilam numer i koniec odeszlam..powiedz mi czy jesli bedzie mu zalezalo to znajdzie sposob?on ma 36 lat,dorosly facet a jakby niedojrzaly..tak meskim okiem powiedz jak to jest?

99

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
Iwosia napisał/a:

Naroos powiedz mi tak okiem faceta,bo ja wczoraj od jednego odeszlam bo mnie zaniedbywal,bo nie staral sie ,nic niechcial,zawsze mu bylo ok.czy mi bylo zle czy nie to jemu bylo dobrze.a jak cos chcialam to ciagle mowil wymyslam,wymyslam i wymyslam,przeciez jest dobrze to niewniem czemu tobie zle,nie moglam liczyc na niego a ja dawalam z siebie wszystko,cala siebie,zawsze sie poklocilismy ale wracalalismy,wczoraj sie przelało,mam dosc,powiedzialam odchodze,bo ilez mozna byc nikim dla kogos i zawsze na koncu,najpierw zapytalam czy odejsc,to powiedzial ze rob co chcesz,...wiec zmienilam numer i koniec odeszlam..powiedz mi czy jesli bedzie mu zalezalo to znajdzie sposob?on ma 36 lat,dorosly facet a jakby niedojrzaly..tak meskim okiem powiedz jak to jest?

Typowa baba, najpierw odeszłaś od faceta bo Ci się znudził a teraz pytasz czy JEMU będzie zależalo jak TY go zostawiłaś? Skocz na główkę.

100

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

wez sie zastanow co piszesz,kocham go ale ilez mozna...a nie takie bzdury,chyba jestes taki sam typ...masakra.

101

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Nie wiem czy udziele wlasciwej odpowiedzi. Czasem jest tak, ze facet jak zostaje zostawiony, to moze miec czas na przemyslenie tego co sie dziali I stalo. Jesli podejdzie skrupulatnie to cos z tego byc moze. Pod jednym warunkiem - musi chciec. Jesli nie ma ochoty na to zeby z Toba byc, to raczej niewiele to da, chyba ze wroci dla wygody I komfortu.
W zasadzie nie ma tu znaczenia czy to facet czy kobieta. Ja mam za soba tak dziwna sytuacje ze to ja czuje sie jak "zostawiona kobieta" bo ktos sie mna znudzil. Mialem tez podobne odczucia ze jej na mnie nie zalezy. Jakis czas temu twierdzila ze mnie kocha, jak jest teraz niemam pojecia. Wlasciwie sam ( I oto mam wyrzuty sumienia) wywolalem ta rozmowe bo wlasnie czulem sie odciety od zainteresowania uczuc. Przy czym pol godziny wczesniej wieszalismy nasze zdjecia na scianie. Ona stwierdzila ze nie jest w stanie dac mi tego co oczekuje I dla dobra Jej I mojego powinnismy sie rozstac. Tez sam nie moge tego zrozumiec. Zalezy mi na niej. Dzis po krotkiej wymianie wiadomosci na suchy temat napisalem ze za nia tesknie... Zamilkla... I wez tu badz madry.

102 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-10-20 19:01:02)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

no wlasnie musi chciec...a czy chce to niewiem napewno jest smiertelnie obrazony.korci mnie by napisac smsa ale co i jak skoro odeszlam,mialam nadzieje ze jak odejde to wkoncu sie obudzi co stracil i sie postara,ale nic juz niewiem....masakra strasznie boli,ciezko mi i zle...czy czas dziala na moja korzysc czy niekorzysc?
przez ostatni czas czulam sie w tym zwiazku jestes to dobrze ale jak cie nie bedzie to tez ok....to straszne...

103 Ostatnio edytowany przez GDP (2013-10-20 19:24:56)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
Iwosia napisał/a:

wez sie zastanow co piszesz,kocham go ale ilez mozna...a nie takie bzdury,chyba jestes taki sam typ...masakra.

Jak go kochasz to go nie zostawiasz, zostawienie partnera to ostateczność a nie demonstracja. Pytanie "czy jemu będzie zależało jak go zostawiłam" pokazuje w dodatku że emocjonalnie oscylujesz gdzieś na poziomie gimnazjalistki.

Skąd ten gość ma wiedzieć co się roi w tej twojej niedojrzałej głowie? On nie wie że zostawiłaś go żeby się starał bo to ruch rodem z podstawówki, on wie tylko tyle że go zostawiłaś.

104

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
Iwosia napisał/a:

no wlasnie musi chciec...a czy chce to niewiem napewno jest smiertelnie obrazony.

Ja mu się nie dziwie, z tego co piszesz widać że zostawiłaś faceta bo nie robił tego co chciałaś a to potwornie niedojrzałe zagranie które potrafi dokumentnie rozjebać związek jeśli mężczyzna ma poczucie własnej wartości, co gorsza gość mógł się zorientować że jego laska jest idiotką a wtedy może zwyczajnie nie chcieć powrotów do kobiety z zepsutą głową.

Iwosia napisał/a:

korci mnie by napisac smsa ale co i jak skoro odeszlam,mialam nadzieje ze jak odejde to wkoncu sie obudzi co stracil i sie postara,ale nic juz niewiem....masakra strasznie boli,ciezko mi i zle...czy czas dziala na moja korzysc czy niekorzysc?

I właśnie dlatego jesteś totalną gimbazą, nie dość że zareagowałaś na wyrost i powoli, okrężną drogą dochodzisz do tego że zachowałaś się jak totalna idiotka to teraz próbujesz szukać drogi porozumienia SMS-ami? Dzwonisz do faceta, przepraszasz i prosisz o spotkanie i na spotkaniu sobie wszystko wyjaśniacie.

105 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-10-20 19:32:58)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Jezu...z kad tyle jadu...to on sie zachowuje ja z podstawowki i wyobraz sobie to on zawsze pisal smsy to ja dzwonilam bo tak wole ale on wolal napisac i miec z glowy,po co slucac wyrzutow przez rozmowe...
i wcale nie codzi o to zeby robil co chcialam bo nigdy nie robil...chcialam byc zauwazana,zeby troche wiecej sie mna zajmowal,mieszkamy 10km od siebie a on nigdy czasu nie ma,bo mu sie niechce bo zmeczony,ja nawet zmeczona bym byla to w srodku nocy bym do niego pojechala...
zmienilam numer ale powinnam miec chyba dume i nie odezwac sie ale czy wytrzymam,
a kocham go ale jesli rozmowy, kłotnie  nie pomogly to musialam odejsc,pytalam chcesz byc sam,chcesz bym odeszla?powiedzial rob co chcesz czyli mu zwisa...
A moze mu delikatnie napisac czy jest ci teraz dobrze?czy nie..czy dzis dac spokoj.....ech..

106

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
Iwosia napisał/a:

Jezu...z kad tyle jadu...

Nie ma żadnego jadu, po prostu nazywam rzeczy po imieniu.

Iwosia napisał/a:

A moze mu delikatnie napisac czy jest ci teraz dobrze?czy nie..czy dzis dac spokoj.....ech..

Dobra gimnazjalistko, dostaniesz instrukcję obsługi. Dzwonisz do faceta jak trochę ochłonie, ustawiasz się z nim na spotkanie, nie robisz żadnych upośledzonych jazd typu esemeski, statusy na facebooku tylko siadasz z facetem na kawie, mówisz jasno co Ci nie leży i na podstawie tego jak ta rozmowa pójdzie podejmujesz decyzje co dalej.

Proste?

107

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

@GDP widzę, że prawdopodobnie zostałeś zajebiscie skrzywdzony. Proste pytanie czy to co napisałeś powyżej ułatwiło Tobie podjęcie decyzji o zakończeniu Twojego związku?

108 Ostatnio edytowany przez Iwosia (2013-10-20 19:42:06)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

On nie bedzie chcial spotkania ani rozmowy,bo go znam...ja bym tak chciala uwierz mi...ale on jest dziwny,i chyba to jest powód ze ma mnie w dupie...
A co bys TY zrobil na miejscu mojego faceta?moze lepiej niewiedziec...

109 Ostatnio edytowany przez GDP (2013-10-20 19:43:38)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
Iwosia napisał/a:

On nie bedzie chcial spotkania ani rozmowy,bo go znam...ja bym tak chciala uwierz mi...ale on jest dziwny,i chyba to jest powód ze ma mnie w dupie...

No to dałaś dupy i masz problem, trzeba było nie zrywać.

hell napisał/a:

@GDP widzę, że prawdopodobnie zostałeś zajebiscie skrzywdzony. Proste pytanie czy to co napisałeś powyżej ułatwiło Tobie podjęcie decyzji o zakończeniu Twojego związku?

Miałem w życiu 5 kobiet, cztery zostawiłem, piąta jest moją żoną. Mamy wspólną firmę, dwójkę fajnych dzieci i po 8 latach małżeństwa dalej świetny seks więc nie, nie jadę na tym wózku co ty big_smile

110

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

jak sie kłocilismy to potrzebowal tydzien az ochłonie ksiąze,,...tak mnie karał za kłotnie,ze tydzien nie przyjezdzal...

111 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-10-20 20:04:52)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Post poniżej poziomu forum

112

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

chyba TY

113 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-10-20 20:08:37)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Post poniżej poziomu forum

114

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Troche mi wstyd za te ostatnie posty.
Traktuje to forum powaznie I prosze o normalne sformulowania.

115

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Ale wrcajac do tematu. Czasem sie tak zdarza ze dajemy komus pstryczka w nos. Choc innymi slowy niz moj przedmowca nie uwazam takich dzialan za dorosle.
Wlasciwie sam sobie troche przecze bo, wychodze z zalozenia ze jesli to Ty podejals ta decyzje to inicjatywa po Twojej stronie. Pod warunkiem, ze I Ty chcesz I On chce.
Dlaczego mowie ze przecze. Bo u mnie J odeszla I w zasadzie nie widze zadnych znakow zeby chciala wrocic, a to ja mam silne parcie do zabiegania o odbudowanie tego zwiazku na nowo. I bardzo mocno pragne zeby wrocila do mnie. W tej chwili czuje sie jakbym sam sobie odpowiadal. Uwazam ze jak jest choc odrobina uczucia to zawsze mozna sie dogadac. Sam tez licze na to, ze u J tli sie jescze iskierka w sercu I moze wykona jakis ruch w moja strone. Choc ja tez nie zamierzam pozostawac bierny, I znow za jakis czas sprobowac raz jescze.

116

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
naroos napisał/a:

Ale wrcajac do tematu. Czasem sie tak zdarza ze dajemy komus pstryczka w nos. Choc innymi slowy niz moj przedmowca nie uwazam takich dzialan za dorosle.
Wlasciwie sam sobie troche przecze bo, wychodze z zalozenia ze jesli to Ty podejals ta decyzje to inicjatywa po Twojej stronie. Pod warunkiem, ze I Ty chcesz I On chce.
Dlaczego mowie ze przecze. Bo u mnie J odeszla I w zasadzie nie widze zadnych znakow zeby chciala wrocic, a to ja mam silne parcie do zabiegania o odbudowanie tego zwiazku na nowo. I bardzo mocno pragne zeby wrocila do mnie. W tej chwili czuje sie jakbym sam sobie odpowiadal. Uwazam ze jak jest choc odrobina uczucia to zawsze mozna sie dogadac. Sam tez licze na to, ze u J tli sie jescze iskierka w sercu I moze wykona jakis ruch w moja strone. Choc ja tez nie zamierzam pozostawac bierny, I znow za jakis czas sprobowac raz jescze.

Zależy Ci bardzo. Tylko nie wiem,czy to wystarczy,Warto jednak spróbować.

117

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Rossanka, to prawda, zyje troche nadzieja... Na ile mi jej wystarczy nie mam pojecia. Nie potrafie jescze wyjsc z zalozenia 'jesli czegos chcesz to pusc to' wtedy to wraca... Ponad rok temu, sprawdzilo sie, jak zaproponowal J ponowne wspolne zamieszkania. Teraz, nie wiem co przyniesie dzien. Najtrudniej mi przyjac zaistnialy stan rzeczy I pogodzic sie z faktem, nadal jeszcze calym soba wierze ze to sie poskleja.

118

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Być może znajdziesz się w kręgu osób, które kochały i chciały, ale ta druga strona nie była już zainteresowana.

Cóż mogę powiedzieć na pocieszenie. Mój ukochany pokazuje, że chce i że mu zależy (my też jesteśmy po takiej separacji). Czuję się jak z innym człowiekiem. Robi dokładnie odwrotnie, niż przedtem, myśli co może mnie uszczęśliwić, dać mi poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Wszystko jakby się obróciło, uspokoiło. A więc obserwuję, staram się dla niego i zobaczymy jak to wszystko się ułoży. Na razie nie rozmawiamy o wspólnym, ponownym zamieszkaniu. I przestałam też grać w stereotypy: np., że to on teraz musi mnie poprosić o powrót do  wspólnego mieszkania, bo to on chciał separacji. Nie. Jak będę chciała to zapytam, zaproponuję. Szkoda mi czasu na te gry.

119 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-10-21 14:44:30)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

naroos - uważam, że żyjąc nadzieją, robisz sobie krzywdę. Nie każe Ci się radować, skakać ze szczęścia, bo Ukochana osoba Cię zostawiła, ale uważam, że powinieneś teraz NIE CZEKAĆ ( bo może się nie doczekać - duże prawdopodobieństwo), a zając się własnym życiem. To Twoje życie, wykorzystaj je jak najlepiej. Kiedy zaczniesz żyć - być może i Ona to dostrzeże, ale Ty wtedy nie wiem czy na pewno będziesz chciał zmienić życie smile. Jesteś od Niej uzależniony emocjonalnie - wiem co czujesz, byłam również uzależniona od Męża. Wyleczyłam się z tej chorej miłości ( jestem z Mężem po Jego zdradzie). Dziś nawet gdyby chciał odejść - jestem na to emocjonalnie przygotowana.

120

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
camellya napisał/a:

Być może znajdziesz się w kręgu osób, które kochały i chciały, ale ta druga strona nie była już zainteresowana.

Cóż mogę powiedzieć na pocieszenie. Mój ukochany pokazuje, że chce i że mu zależy (my też jesteśmy po takiej separacji). Czuję się jak z innym człowiekiem. Robi dokładnie odwrotnie, niż przedtem, myśli co może mnie uszczęśliwić, dać mi poczucie spełnienia i bezpieczeństwa. Wszystko jakby się obróciło, uspokoiło. A więc obserwuję, staram się dla niego i zobaczymy jak to wszystko się ułoży. Na razie nie rozmawiamy o wspólnym, ponownym zamieszkaniu. I przestałam też grać w stereotypy: np., że to on teraz musi mnie poprosić o powrót do  wspólnego mieszkania, bo to on chciał separacji. Nie. Jak będę chciała to zapytam, zaproponuję. Szkoda mi czasu na te gry.

Być może... choć bardzo się tego obawiam. Czytałem Twoje poprzednie posty, jak i tego powyżej i cóż.. mogę jedynie pozazdrościć. W myśl starego powiedzenia "w tym cały jest ambaras..."
Ważną rzeczą, którą piszesz jest to że oboje się staracie. To jest sukces. U mnie za poprzednim rozstaniem to ja zabiegałem, z mojej strony wychodziły propozycje spotkań, kolacji, sylwester za granicą, kino itd.. Potem jednak J też przejęła inicjatywę. Jednak pare miesięcy temu tej inicjatywy mi zabrakło. Muszę przyznać że trochę zacząłem się nawet z nią nudzić... Co oczywiście w delikatny sposób starałem się zaznaczać. Wszystko podyktowane było pisaniu pracy dyplomowej, która trwała i trwała... W tej chwili, próbuje kolejny raz podnieść czoło do góry, jest mega trudno. Są dni kiedy wybijam ją sobie z głowy a są takie kiedy nie chcę mi się podnieść z łóżka... Jak już pisałem, wczoraj wymieniliśmy kilka suchych wiadomosci i po moim "tesknie za Tobą" zamilkła... Dziwne jest to wszystko, cała ta sytuacja dla mnie jest nie zrozumiała, tu wakacje, wspólne zakupy, te zdjęcia na ścianę po to żeby zaraz wszystko przekreślić. Liczę w sercu na to, że sie opamięta, że zrozumie, że zatęskni i że (co chyab najważniejsze) jeszcze mnie kocha. Nie chcę też być nachalny i zdesperowany, chciałbym żeby to ona się odezwała... Ale to chyba znowu życzeniowe myślenie... ech, do dupy z tym wszystkim

121

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
smallangel napisał/a:

naroos - uważam, że żyjąc nadzieją, robisz sobie krzywdę. Nie każe Ci się radować, skakać ze szczęścia, bo Ukochana osoba Cię zostawiła, ale uważam, że powinieneś teraz NIE CZEKAĆ ( bo może się nie doczekać - duże prawdopodobieństwo), a zając się własnym życiem. To Twoje życie, wykorzystaj je jak najlepiej. Kiedy zaczniesz żyć - być może i Ona to dostrzeże, ale Ty wtedy nie wiem czy na pewno będziesz chciał zmienić życie smile. Jesteś od Niej uzależniony emocjonalnie - wiem co czujesz, byłam również uzależniona od Męża. Wyleczyłam się z tej chorej miłości ( jestem z Mężem po Jego zdradzie). Dziś nawet gdyby chciał odejść - jestem na to emocjonalnie przygotowana.

Masz racje, lepiej nie czekac bo sie moge nie doczekac, lub cos po prostu cos przegapic. Czuje sie podle, choc dzis jakos lekko zobojetnialy. Chce zajac sie soba ale niezbyt mam na to pomysl. Tak, zgadza sie prawdopodobnie jestem od niej uzalezniony, byla dla mnie wszystkim I nagle przekreslila to wszystko.
Do to pierwszej czesci wypowiedzi
Co do drugiej to lekko mnie zaskoczylas. Jestes z Mezem po zdradzie, ale jestes przygotowana emocjonalnie na odejscie??? To na czym powiedz opiera sie Twoje malzenstwo?

122

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
smallangel napisał/a:

naroos - uważam, że żyjąc nadzieją, robisz sobie krzywdę. Nie każe Ci się radować, skakać ze szczęścia, bo Ukochana osoba Cię zostawiła, ale uważam, że powinieneś teraz NIE CZEKAĆ ( bo może się nie doczekać - duże prawdopodobieństwo), a zając się własnym życiem. To Twoje życie, wykorzystaj je jak najlepiej. Kiedy zaczniesz żyć - być może i Ona to dostrzeże, ale Ty wtedy nie wiem czy na pewno będziesz chciał zmienić życie smile. Jesteś od Niej uzależniony emocjonalnie - wiem co czujesz, byłam również uzależniona od Męża. Wyleczyłam się z tej chorej miłości ( jestem z Mężem po Jego zdradzie). Dziś nawet gdyby chciał odejść - jestem na to emocjonalnie przygotowana.

Hm. Twoja rada smallangel jest jak najbardziej słuszna, tylko do realizacji w życiu, przy takim obrocie spraw, bardzo trudna. Jedno co wiadomo, to zmuszać się do dbania o siebie. Inaczej nie wyjdzie. Naroos i tak będzie cierpiał w swoim tempie, dbał o siebie w swoim tempie i marzył lub odrzucał marzenia też w swoim tempie.

Okropne są te przypadki, kiedy się tak kocha (to zależy od predyspozycji, emocjonalności danego człowieka, czasami się to przeradza w silne uzależnienie) i nagle ktoś odchodzi, odchodzi osoba ukochana. Wydaje mi się, że życie i tak już gdzieś napisało Waszą historię i teraz trzeba czekać i patrzeć co się wydarzy. Zawalczyć jednak trzeba (oczywiście sam wiesz, kiedy i jak, bo czujesz co jest grane pomiędzy Wami), aby nigdy sobie później nie zarzucić, że nie zrobiło się wszystkiego co było w naszej mocy, aby uratować ten związek.

smallangel napisał/a:

Dziś nawet gdyby chciał odejść - jestem na to emocjonalnie przygotowana.

Tzn. że jesteś na etapie wielkiej miłości (miłość nie żąda, pozwala odejść, niczego nie oczekuje) albo jakoś się oziębiłaś, zamknęłaś w sobie i zbudowałaś mur. Jak jest?

123 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-10-22 13:52:08)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
naroos napisał/a:

Co do drugiej to lekko mnie zaskoczylas. Jestes z Mezem po zdradzie, ale jestes przygotowana emocjonalnie na odejscie??? To na czym powiedz opiera sie Twoje malzenstwo?

Na miłości - nie chorej miłości ( bo taka była moja wcześniejsza miłość). Gdybym nie kochała Męża, po zdradzie nie bylibyśmy ze sobą. Nie mamy dzieci, rozejście po Jego zdradzie byłoby bardzo proste, jedynie podział majątku i róbta co chceta smile.

camellya napisał/a:

Tzn. że jesteś na etapie wielkiej miłości (miłość nie żąda, pozwala odejść, niczego nie oczekuje) albo jakoś się oziębiłaś, zamknęłaś w sobie i zbudowałaś mur. Jak jest?

Bardziej wielkiej miłości. Nie oziębiłam się - oziębienie było, złość, wściekłość, nienawiść przeplatane z miłością ( i wiele wiele jeszcze innych emocji) - na początku drogi zaraz po zdradzie. Nie było lekko tych, których zdradzono i dali szansę wiedzą o czym pisze. Dopiero po zdradzie zobaczyłam jak bardzo jestem emocjonalnie uzależniona od Męża. Jak nie wyobrażam sobie życia bez Niego, jak moja wartość jest uzależniona od Jego osoby, kochałam Go tak bardzo, że nawet gdy krzywdził wybaczę wszystko byle tylko był blisko. Dziś jestem z Mężem związana emocjonalnie, ale nie uzależniona. To kolosalna różnica. Czas w którym dałam Nam szanse, wykorzystałam bardzo dobrze zrobiłam wszystko by stać się silniejszą (nie uzależnioną) osobą. Tak by nie bać się odejść i nie bać się zostać sama gdyby zdrada miała się znów powtórzyć. Kocham Męża bardzo - pomimo iż nie jest już moim powietrzem, bez którego nie mogę oddychać. Zdrada skutecznie otwiera oczy (może nie wszystkim) - mi otworzyła smile. Poniekąd (wiem, że to absurd), ale dzięki zdradzie - ja wyzdrowiałam inaczej dalej bym była Kimś kim wcale nie chciałabym być. Będąc uzależnioną - pozwalałam na to by mnie nie szanowano. Dziś na to nie pozwolę. Nigdy więcej!

124

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Troche w tym inspiracji przyznam. W zasadzie ja czuje troche uzaleznienie... Byc moze dlatego ze nie potrafie sobie wbic do glowy 'to koniec' jescze mysle, jescze mam nadziej, jescze czekam... Trudno oceniac czy to dobre czy zle. Mowi sie ze prawdziwa milosc pozwala odejsc. To moze czas na inne spojrzenie, przewartosciowanie... Tak czy inaczej jest mi zle I rzeczywiscie cierpie. Nie wiem jak dlugo ten stan potrwa, chyba dotad dokad bede chcial zeby trwal. W kazdym razie trudno jest sie nagle pozbyc kogos z glowy, serca, duszy. Znam siebie, jestem miekki I wrazliwy I takie sytuacje zawsze mni ranily. Nie jestem z drewna, czuje. Ostatkiem sil trzymam sie mysli ze ona wroci. Choc, byc moze to wlasnie ta mysl ciagnie mnie w dol. Przypomina mi sie sytuacja sprzed roku kiedy to postawa, jesli czegos chcesz-to pusc to! - osiagnalem to czego chcialem. Moze to jest sposob, jednka na razie trudno mi sie go nauczyc, trudno go przywola9. Wtedy bylem w dobrej kondycji, moglem sobie na to pozwolic. Teraz jestem slaby, roztrzesiony, zlamany, zly a to wszystko po stokroc nie sprzyja pozytywnemu nastawieniu I mysleniu typu, 'jest dobrze, bedzie dobrze lub bedzie lepiej' wiem ze trzeba zyc, ale jakos mi to nie wychodzi...

125

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

naroos - na jakieś decyzje jest jeszcze za wcześnie ( u Ciebie). Na razie musisz dać sobie czas. Chciałam tylko przekazać, byś kurczowo się nadziei nie trzymał. Teraz nie dasz rady, dasz radę za jakiś czas. Pamiętaj, że życie jest zbyt cenne by wegetować.

Powodzenia smile

126 Ostatnio edytowany przez naroos (2013-10-22 16:51:38)

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Ech smallangel, niczego bardziej nie pragnę jak jej comebacku! Zaczyna mi się przypominać tekst z Dantego 'Porzuccie wszelką nadzieję'... Zdaję sobie z tego sprawę że owo kurczowe trzymanie się nadzieji tylko mnie wyniszczy

Jeżdzę co parę dni na cmentarz gdzie leży nasza córeczka i proszę ją o pomoc i wsparcie, jak i o to, żeby to wróciło do normy.

127

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Drogie Panie, dajcie jakieś 'lekarstwo'!
Nie mam z nia zadnego kontaktu, po ostatniej wiadomosci w niedziele zamilkla i pewnie sie juz nigdy nie odezwie. Chce zacząć jakoś normalnie zyć. Na razie pracuję, śpię i trochę jem. Po pracy siedzę w czterech ścianch, dużo czytam, oglądam tv... Próbuję zając czymś myśli i cholera jest mi bardzo trudno. Popadam w jakieś stany lękowe, depresyjne. Pracuję coprawda z terapeutą ale bólu i żalu nikt ze mnie nie zdejmie. Chcę godzić się faktem, żyć normalnie.
Wolałbym nie kierować się nadzieję, która jak wiemy umiera ostatnia, ale cały czas myśl wraca, oczekiwanie, jeśli nie dziś to może jutro. Boję się sam o siebie, że to nigdy ze mnie nie wyjdzie, a ja nigdy nie wyjdę na prostą. Bardzo chcę żeby wróciła, ale chcę też się pozbierać. Może spotka mnie niespoadzianka, może przyjemne zaskoczenie... a może nie... trudno to ocenić, niemniej jednak chcę być silniejszy, bo w tej chwili jest ze mną bardzo źle, krucho. Co chwilę o niej myślę i nie potrafię się tego pozbyć. Pomocy!

128

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Czyli jednak koniec?
Hmm...
Czasem lepiej niż cos robić jest nic nie robić.

Wypelnij czyms czas.Czytaj,wychodz,oglądaj głupie filmy i daj sobie czas.

Myśli i tak będą. Recepty niestety nie ma.Trzeba to przeżyć.I dać się ranie zagoić.

129

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
smallangel napisał/a:

naroos - na jakieś decyzje jest jeszcze za wcześnie ( u Ciebie). Na razie musisz dać sobie czas. Chciałam tylko przekazać, byś kurczowo się nadziei nie trzymał. Teraz nie dasz rady, dasz radę za jakiś czas. Pamiętaj, że życie jest zbyt cenne by wegetować.

Powodzenia smile

ja faktycznie wegetuję... nie mam na siebie pomysłu.
Jutro odwiedzam moich przyjaciól za granicą, zawsze kiedy do nich leciałem nie mogłęm się doczekac, dziś nawet to mnie nie cieszy. Gdyby nie to że bilet opłacony, pewnie zostałbym w domu, na kanapie

130

Odp: Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...
rossanka napisał/a:

Czyli jednak koniec?
Hmm...
Czasem lepiej niż cos robić jest nic nie robić.

Wypelnij czyms czas.Czytaj,wychodz,oglądaj głupie filmy i daj sobie czas.

Myśli i tak będą. Recepty niestety nie ma.Trzeba to przeżyć.I dać się ranie zagoić.

nie wiem czy koniec, ale trzeba się z tym godzić, a przynajmniej przestać się oszukiwac i czekac na cud. Jak się tak stanie, że wróci będzie cudownie jeśli nie...
Nie chcę być natretnym, namolnym... chciałbym jakiegoś ruchu, znaku z jej strony. Nie dzwonię do niej, nie wiem czy odbierze, ale tez nie mam odwagi... Poza tym, wolę żeby (gdyby miało do tego dojść) spotkała się ze mną, w mojej dobrej kondycji i nie w fazie rozpadu

Ja mam wrażenie że ja pielegnuje w sobie ten ból, chcę się z tym pogodzić a z drugiej strony nie chcę, bo myślę, że do czegoś to zmierza... Boże, jakie to trudne, jak mi jest ciężko

Posty [ 66 do 130 z 164 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Drugi raz... Starać się, walczyć, odpuścić??? Nadal kocham...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026