Karla a wózek miałaś nowy czy to po Emilce? Jak nowy to reklamuj, 2 lata masz na to. A jak wózek był po Emilii to trudno, szkoda, że tak się stało, ale może uda się zespawać, a jak nie to spacerówka jest jak najbardziej ok. Poza tym ja zauważyłam, że mojemu Synkowi nie do końca odpowiada gondola....jak śpi to jest ok, ale jak nie to muszę mu często podnosić oparcie, bo jest bardzo ciekawy świata.
Co do sytuacji z męzem bardzo dobrze postąpiłaś!!
Należy Ci się wolny wieczór, taki tylko dla Ciebie. Podziwiam Cię, że tak dobrze dajesz sobie radę przy dwójce dzieci. Mąż powinien to bardziej doceniać i sam proponować Ci wyjścia, np. do kosmetyczki, z koleżankami, bo każda z nas tego potrzebuje.
Dziewczyny.....chyba teraz kolej na mnie...potrzebuję się wyżalić. Mój Synek podobnie jak Synek Mirelli ma problem z zasypaniem. Początkowo myślałam, że to przez te upały, ale dzisiaj znów było to samo. Obudził się o 6, dałam Mu mleko i się zaczęło.... Chciał spać, bo tarł oczka, przykrywał się pieluchą i nagle zaczął płakać. Nosiłam Go na rękach, bujałam, przytuliłam do siebie na łóżku, ale nic nie pomagało, walczyłam z Nim tak do 8. Jak zasnął to spał do 11. Wieczorem po kąpieli, wypił mleko z łyżeczką kaszki i znów się zaczęło....położyłam Go na łóżku jak zawsze, dałam smoczek i pieluszkę, poleżał chwilkę, zaczął sie kręcić marudzić to Go wzięłam do siebie, przytuliłam i tak po jakiś czasie przysnął. Za 5 min się obudził, zaczął popłakiwać to Go wzięłam na ręcę, bujałam itd i była powtórka tego co rano. Wydzierał się w niebo głosy. Poniosły mnie nerwy....zdarzyło mi się na niego podnieść głos, płakał wtedy jeszcze bardziej.....jest mi cholernie z tym źle, bo to przecież nie Jego wina, ze nie może zasnąć..... to przez to, że ja juz nie mam siły. Przerosło mnie już to wszystko. Jak był mąż to we 2 się zajmowaliśmy Synkiem, nawet w takiej sytuacji samo ponoszenie Go przez pół godziny dużo mi dawało. Teraz jest strasznie. Nie daję rady "ogarnąć" wszystkiego. Nawet zwykłe obowiązki domowe to czasami dla mnie za dużo, są dni, że nie mam jak odkurzyć, bo jak Ksawerek tylko słyszy odkurzacz to płacze w niebo głosy, są dni, że nie mam jak obiadu zrobić, ale tym się nie przejmuje, bo przecież to tylko o mnie chodzi, więc nawet w biegu kanapkę moge zjeść...., ale same zakupy... żeby chociaż tylko wyjść po chleb, muszę znosić wózek, brać Synka, bo przecież w domu Go nie zostawię i później to samo. Owszem mam na miejscu Rodziców, pomagają mi jak mogą, bo praktycznie codziennie są u mnie albo ja u nich, nawet to jak z półgodziny pobawią się z Ksawerkiem to dużo, bo mogę spokojnie wypić kawę czy zjeść. Większy problem jest z teściami.... przed wyjazdem obiecali mężowi, że będę mogłą na nich liczyć, zawsze pomogą....a jak przyszło co do czego to się okazało jakie to gnidy. Od czasu wyjazdu męża byli może z 3 razy na maks pół godziny...oczywiście do wzięcia Ksawerka na ręce żadne się nie garnie, nie mogę skorzystać z tego, że są i w tym czasie chociażby prania zrobić, bo potem pieprzą mężowi, że jak przychodzą to jak się czymś innym zajmuje a nie nimi. W połowie czerwca popsuł im się samochód, wiedzą, że jestem sama z dzieckiem....to jeszcze mieli czelność powiedzieć żebym oddała im samochód męża, bo im jest potrzebny ( a mają 3!!!). Nie oddałam i wiecie jaka teraz jest obraza majestatu!! Wiedzą, że po części wróciłam do swoich obowiązków w pracy, pracuje mniej i w domu, ale jednak na to też potrzeba czasu. Nie mam od nich żadnej pomocy, ale na 100% będzie tak, że mąż po powrocie i tak nie będzie widział nic złego w ich zachowaniu, jak zwyjle zamydlą mu oczy, że mieli pełno obowiązków, że może ja nie chciałam ich pomocy albo, że nie dałam im samochodu i oni postanowili się odwdzięczyć... tak czy inaczej ja będę winna, jak zwykle. Mam serdecznie dość już tego wszystkiego. Z pomocą moich Rodziców problem mam mój mąż, bo jak można być tak niesamodzielnym i prosić rodziców o pomoc, mogę sobie poszukać jakiejś pani co będzie pomagała mi nosić wózek, poprasuje co trzeba, odkurzy.... Chore!!! Nie potrafi zrozumieć, że czasami potrzebuje Mamy żeby tylko posiedziała z małym w pokoju obok, a ja spokojnie odkurzę alby żeby wzięła Go na spacer. Nie wiem czy ja sobie nie radzę, że może nie potrafię być matką i panią domu jednocześnie...., boli mnie, że dałam się ponieść nerwom i unieść na Synka..... Dzisiaj wieczorem jak kładłam Go spać, jak tak marudził, On płakał i ja razem z nim... z tej bezsilności