A ja całe życie walczę z tym, co mi wpojono... a z tym co sama na ten temat myślę.
W moim rodzinnym domu zawsze był obiadek dwudaniowy. Mama, mimo że zawsze pracowała, wywiązywała się i z domowych obowiązków - zakupy, obiad, pranie, sprzątanie)
Tato po pracy miał na ogół luz (no czasem obrał ziemniaki, coś tam pomógł). Więc mama po pracy zakupy i do garów, tato - drzemka, i filmy (czas wideo). Taki mam obrazek w pamięci.
Pamiętam też złość, frustrację i zmęczenie mamy.
Mimo to sama po ślubie mimo że pracę znalazłam w bardzo oddalonym miejscu i sporo czasu zajmowały mi dojazdy (autobusami, z przesiadkami) pędziłam po zakupy, by w domu na męża czekał obiadek.
Inaczej czułam się winna.
Co gorsze, zdawałam sobie sprawę, że to głupie.
Tak naprawdę uważam, że owszem, jeśli kobieta siedzi w domu, może wziąć odpowiedzialność za prowadzenie domu (oczywiście bez przesady, nie znaczy to, że mąż ma się niczego nie tykać).
Jednak jeśli oboje pracują. No, kurde, czas skończyć z tymi kompletnie niepasującymi do współczesnych realiów przyzwyczajeniami. Niby czemu ja mam po pracy mieć drugi etat w domu, podczas gdy partner się będzie relaksował przed telewizorem, na siłowni czy z kolegami. Oboje pracujemy, oboje odpowiadamy za dom. Nie chodzi o podział: dziś ja, jutro ty.
Różny też jest jednak czas pracy i różne zmęczenie po (to akurat trudne do sprawdzenia).
Jednak mówienie, że gotowanie, sprzątanie, pranie to tylko mój obowiązek, podczas gdy pracuję i zarabiam też na dom, to dla mnie coś obraźliwego. I jeszcze panowie reprezentujący taki sposób myślenia argumentują zwykle: ty śrub nie wkręcasz, nie reperujesz, jak coś się zepsuje. No... ba... Jeśli w domu trwa remont, ok. Przyjmuję argumentację, ale w pozostałych dniach... są to czynności ilościowo niedające się absolutnie porównywać.
W sumie to nadal gotuję (teraz zresztą mam nieco inną sytuację) i zamierzam to robić, zakupy też wolę robić sama... jednak obrazy, że czegoś nie zrobiłam lub nie zrobiłam na czas po prostu bym nie zniosła.
Czasem jednak fajnie jak by partner coś upichcił... Może nawet częściej niż czasem. Na pewno wtedy, gdy późno wracam z pracy, zamiast czekać na mnie wygłodniały lub kiedy wracam zbyt zmęczona.
W sprzątaniu powinien brać czynny udział, chyba że zarobi na gosposię.
Tyle 