Dołączam sie do życzeń imieninowych, duzo powodów do uśmiechu, zapału do zycia, pozytywnego myślenia, zadowolenia z siebie i dzieci. No i duuuuzo milosci, zdrowia i pieniędzy
. Pozdrawiam cieplutko ![]()
Boxerka napisał/a:Kurwienie Kurw**em, ale czegos podobnego jeszcze nie słyszałam. Jak bardzo wypranym z moralności człowiekiem trzeba być, żeby rozbijac rodzinę? I to WŁASNEJ PRZYJACIÓŁCE??? Szok.
Pocieszające jest to, że karma wraca i prędzej czy późnej ta flądra zapłaci za to co zrobiła. Jak nie w tym wcieleniu,to w następnym.
Z kolei Twój mąż to wyjątkowy przygłup. Naprawde. Żeby przucic 3 kochające kobiety dla jednej kurwy spod latarni to naprawdę trzeba być prostakiem z wackiem zamiast mózgu.Wspóczuje, że wszystkie trzy musicie cierpieć przez tego palanta.
On tez za to odpowie w swoim czasie. Wyrzadzil swoja glupota bardzo dużo krzywdy.
Moja rada - kochana, nie wracaj do niego, nawet jak za jakiś czas ontego będzie chciał. Już nigdy nie będzie jak kiedyś. Uswiadom to sobie. Zbyt wiele się wydarzyło. a Jeśli puścisz mu to plazem, on na początku będzie wdzięczny, będzie się starał... a ptem będziesz miała pieklo. Będziesz zyc z facetem który nie będzie miał do Ciebie szacunku - wlasnie dlatego, ze pozwolilas mu na COŚ TAKIEGO. Jego powrot oznaczałby, ze brak w Tobie poczucia własnej wartości i jakiejkolwiek dumy. A jeśli sama pokazesz ze siebie nie szanujesz, to tym bardziej nie zaznasz szacunku od niego.
I nawet jeśli będziesz chciała zrobić to dla dziewczynek... jeśli będzie ok to też tylko na początku. One nie są głupie, wiedzą co się stało. I tym bardziej gdy zacznie się miedzy walić one to przeżyją jako kolejną traumę, żyjąc w strachu, że tatuś znowu zajdzie sobie "koleżankę".
Jak ciężko Ci jest nie potrafię sobie nawet wyobrazić. Gdy wczoraj przecztałam ten temat, nie mogłam zasnąć. Popłakałam się na myśl, że takie tragedie ludzie przeżywają, że to mogłoby spotkać też mnie...
Ale wierzę że jest wyjście.
Moim zdaniem najlepszą rzeczą jaką możesz zrobić to przeczekać. Nie zapominaj co Wam zrobił, dlatego nie pozwól, żeby któregoś dnia wrócił i udawał, że nic się nie stało, bo sprowadzisz na Waszą rodzinę patologię jakich mało.Bądź dobrej myśli. Znam o wiele starsze kobiety, które po rozstaniu też myślały, że są za stare by żyć "od nowa". Ale nie są - i żyją. Są szczęśliwe, mają nowych partnerów i uśmiech od ucha do ucha.
Na to oczywiście potrzeba dużo czasu, ale tak będzie, wierz mi!Pokażesz dziewczynkom jak wygląda zdrowy związek, jak mężczyzna powinien kochać kobiete. One też muszą wyrastać na odpowiednich wzorcach. Inaczej nigdy nie zaufają swoim partnerom, bo będą pamiętały co przytrafiło się ich mamie.
Trzymaj się.
... i to przyjaciółce??? he he , dobre, to właśnie dla tego uważam, że jedyna normalna przyjaźń może być między facetami, bo przyjaciółki, potrafią (jak w załączeniu) być prawdziwymi NIEPRZYJACIÓŁKAMI.
.
Co Ty pitolisz człowieku o męskiej przyjaźni??? Masz na myśli tą, gdy spotykają się dwaj najlepsi kumple, znający się od piaskownicy i jeden przyprowadza żonę - mnie - a drugi zaczyna do tej żony się przystawiać za plecami męża? To jest ta męska przyjaźń?! Żałosne...
Dla mnie, nie ma podziału na przyjaźń "męską" lub "damską" - jest tylko podział na przyjaciół prawdziwych i fałszywych. Niezależne od płci.
Faktycznie w tym wypadku określenie tej szmaty "przyjaciółką" jest mocno nie na miejscu, ale odniosłam się do tego, jak sama autorka tematu ją nazwała.
Wydaje mi się że nie ma złotego środka na wszystko. Ale seks daje szanse na to, by sobie jakoś poradzić z tą przykrą prawdą
Oj z tym to ostrożnie... masz na myśli seks dla autorki, na "ukojenie łez" ? Ja radziłabym poczekać... poczekać, aż przestaniesz za nim tęsknić. Najlepsi na takie rany są przyjaciele i rodzina. Albo nawet jak nie przyjaciel... to zwykła "papla" za przeproszeniem, która posłucha, trochę pojęczy jak Cię rozumie... TO POMAGA.
Jak przestaniesz kochać, tęsknić to seks bedzie super, na pewno dowartościuje, że wciąż komus sie podobasz. Ale teraz... poczujesz tylko, że zdradzasz, że przekreślasz szanse na powrót męża - których de facto nie ma - i samej sobie wbijesz nóż w plecy.
Przynajmniej tyle mogę powiedzieć z autopsji, niestety.
dziękuje
Asia38 napisał/a:Dzisiaj mam imieniny. Czyli smutny piątkowy wieczór przede mną. Aha Mąż wysłał mi smsa nie spodziewalam się cyt:" Wszystkiego Najlepszego z okazji imienin:)". co sądzic o takim smsie.Miałam ochote odpisac cos ponizej pasa, ale napisalam tylko dziękuje.
W takich wypadkach nawet "dziekuje" powinno byc ponad nasze sily... Mialbym w glebokim powazaniu eski od swojej slubnej w takiej relacji jak Twoja tudziez moja. Wyjatek to i owszem delegacja czy wypad za ocean. A tak??? partner "na telefon"? niech sie buja na falach eteru sieci komorkowej.
Kazdego roku o tej samej porze, kazdy Ci zyczy co tylko moze
Ja korzystajac z tej sposobnosci, zycze Ci mega sil - w tym Twoim problemie
Doskonalego drowia i duzo radosci.
Radosci z okruchow codziennosci, realizacji marzen w przyszlosci
Zadowolenia z partnera /nie czytaj meza/, przyjaciol mnostwo
By w Twoim zyciu nie bylo zbyt pusto.
Niech Ci rodzina na glowe nie wchodzi
Ale z kultura i pelna gracja na kazdym kroku
I w kazdej kwestii przyznaje Ci racje.
By Tobie nie brakowalo tego co Nam brakuje...
Bo i tak bedziemy szczesliwi, chocbysmy sobie to szczescie qwa narysowacPozdrawiam
Staram się myślec pozytywnie, ale dzis tez mija 5 tygodni jak odszedl, i ta myśl jest bardziej przygnebiająca....
Dołączam sie do życzeń imieninowych, duzo powodów do uśmiechu, zapału do zycia, pozytywnego myślenia, zadowolenia z siebie i dzieci. No i duuuuzo milosci, zdrowia i pieniędzy
. Pozdrawiam cieplutko
Staram się myślec pozytywnie, ale dzis tez mija 5 tygodni jak odszedl, i ta myśl jest bardziej przygnebiająca....
Eternity napisał/a:Dołączam sie do życzeń imieninowych, duzo powodów do uśmiechu, zapału do zycia, pozytywnego myślenia, zadowolenia z siebie i dzieci. No i duuuuzo milosci, zdrowia i pieniędzy
. Pozdrawiam cieplutko
To tez warto świętować. Od pięciu tygodni żyjesz bez podłego kurwiarza pod dachem
. Hurra!!!
dokładnie tak czuje, ze to by była zdrada a sama bym się lepiej nie poczuła.
Dunkis napisał/a:Wydaje mi się że nie ma złotego środka na wszystko. Ale seks daje szanse na to, by sobie jakoś poradzić z tą przykrą prawdą
Oj z tym to ostrożnie... masz na myśli seks dla autorki, na "ukojenie łez" ? Ja radziłabym poczekać... poczekać, aż przestaniesz za nim tęsknić. Najlepsi na takie rany są przyjaciele i rodzina. Albo nawet jak nie przyjaciel... to zwykła "papla" za przeproszeniem, która posłucha, trochę pojęczy jak Cię rozumie... TO POMAGA.
Jak przestaniesz kochać, tęsknić to seks bedzie super, na pewno dowartościuje, że wciąż komus sie podobasz. Ale teraz... poczujesz tylko, że zdradzasz, że przekreślasz szanse na powrót męża - których de facto nie ma - i samej sobie wbijesz nóż w plecy.
Przynajmniej tyle mogę powiedzieć z autopsji, niestety.
Dzisiaj byl piknik rodzinny w przedszkolu... dzien mamy taty i dziecka w jednym. tat przyjechał usziadl obok mnie. Młoda występowała. Byłam wzruszona jak spiewaal o rodzinie i o tym jak kocha mame i tate. A mi łzy płynęły ze wzruszenia lub z zalu sama nie wiem. Potem tat zawiózł nas do odmu bo podalo. Miała zabrać dziewczynki do babci ale młoda goraczkowała dzień wczesniej wiec zostaal pobył z nia w domu, zapytałam czy zje z nami obiad? Powiedzial ze tak. Zrobiłam obiad usiedliśmy jak kiedyś....każdy na swoim miejscu dziewczynki sie smiały jakbym cofneła sie w czasie. Moja rodzina byla w komplecie, nie macie pojecia jak się czulam.....modliłam sie by się nie rozpłakac... potem jeszcze pograł w gre z Martusią, i pojechali ze starszą do teściow. Mam nadzieje że sobie przypomniał co to obiad rodzinny, jak to jest być razem z nami. Jak poszli i drzwi się zamknęly to mnie popuscioło i sie rozryczałam. Sory ze takie rzeczy pisze ale komu mam to opowiedziec jak nie Wam. ...
dokładnie tak czuje, ze to by była zdrada a sama bym się lepiej nie poczuła.
Boxerka napisał/a:Dunkis napisał/a:Wydaje mi się że nie ma złotego środka na wszystko. Ale seks daje szanse na to, by sobie jakoś poradzić z tą przykrą prawdą
Oj z tym to ostrożnie... masz na myśli seks dla autorki, na "ukojenie łez" ? Ja radziłabym poczekać... poczekać, aż przestaniesz za nim tęsknić. Najlepsi na takie rany są przyjaciele i rodzina. Albo nawet jak nie przyjaciel... to zwykła "papla" za przeproszeniem, która posłucha, trochę pojęczy jak Cię rozumie... TO POMAGA.
Jak przestaniesz kochać, tęsknić to seks bedzie super, na pewno dowartościuje, że wciąż komus sie podobasz. Ale teraz... poczujesz tylko, że zdradzasz, że przekreślasz szanse na powrót męża - których de facto nie ma - i samej sobie wbijesz nóż w plecy.
Przynajmniej tyle mogę powiedzieć z autopsji, niestety.
Są inni, którzy lepiej się po tym czuja.
Asia38 napisał/a:dokładnie tak czuje, ze to by była zdrada a sama bym się lepiej nie poczuła.
Boxerka napisał/a:Oj z tym to ostrożnie... masz na myśli seks dla autorki, na "ukojenie łez" ? Ja radziłabym poczekać... poczekać, aż przestaniesz za nim tęsknić. Najlepsi na takie rany są przyjaciele i rodzina. Albo nawet jak nie przyjaciel... to zwykła "papla" za przeproszeniem, która posłucha, trochę pojęczy jak Cię rozumie... TO POMAGA.
Jak przestaniesz kochać, tęsknić to seks bedzie super, na pewno dowartościuje, że wciąż komus sie podobasz. Ale teraz... poczujesz tylko, że zdradzasz, że przekreślasz szanse na powrót męża - których de facto nie ma - i samej sobie wbijesz nóż w plecy.
Przynajmniej tyle mogę powiedzieć z autopsji, niestety.
Są inni, którzy lepiej się po tym czuja.
No to chyba Ci inni nie sa zaangazowani emocjonalnie, tylko ich "jaja cisną i muszą się ze spermy wypstrykać", za przeproszeniem...
A autorka jest zanagażowana emocjonalnie, bo niestety wciąż kocha tego dupka, a raczej kocha wspomnienie swojej rodziny i stablności, którą jej odebrał. I dlatego to byłby strzał w kolano... o czym na szczęście sama wie ![]()
Dunkis napisał/a:Asia38 napisał/a:dokładnie tak czuje, ze to by była zdrada a sama bym się lepiej nie poczuła.
Są inni, którzy lepiej się po tym czuja.
No to chyba Ci inni nie sa zaangazowani emocjonalnie, tylko ich "jaja cisną i muszą się ze spermy wypstrykać", za przeproszeniem...
A autorka jest zanagażowana emocjonalnie, bo niestety wciąż kocha tego dupka, a raczej kocha wspomnienie swojej rodziny i stablności, którą jej odebrał. I dlatego to byłby strzał w kolano... o czym na szczęście sama wie
takie rzeczy nazywaja się potrzebami fizjologicznymi ![]()
Boxerka napisał/a:Dunkis napisał/a:Są inni, którzy lepiej się po tym czuja.
No to chyba Ci inni nie sa zaangazowani emocjonalnie, tylko ich "jaja cisną i muszą się ze spermy wypstrykać", za przeproszeniem...
A autorka jest zanagażowana emocjonalnie, bo niestety wciąż kocha tego dupka, a raczej kocha wspomnienie swojej rodziny i stablności, którą jej odebrał. I dlatego to byłby strzał w kolano... o czym na szczęście sama wie
takie rzeczy nazywaja się potrzebami fizjologicznymi
Ta? no co Ty...?
Zastanawia mnie czy Twoje podejście do tematu to typowo męskie podejście czy po prostu Twoje osobiste? Bo jest straszne. I albo nie rozumiesz, że oprócz potzreb fizjologicznych są też ogromne potrzeby i blokady psychologiczne, albo po prostu masz potzrebę wejśc na forum i podrwić z ludzi.
Ja potzrebę seksu mam ogromną, naprawdę. Ale i blokadę na psychicę przed tym by to robić z kimś kto nie jest moim mężem, w sytuacji gdy się rozstajemy. Bo gdy się z tym uporam, pewnie poznam kogos z kim bede chciała byc i sie kochac. Ale TERAZ / to po prostu zły pomysł.
I czytając wypowiedzi autorki tematu, widze, że jest tak samo przywiązana do męża jak ja do swojego.
A że w tym wątku rozpatrujemy problem autorki, a nie ogólny " Bzykać się czy nie" , dlatego stwierdzam - to ZŁY pomysł.
Amen.
Dunkis poczytuję Twoje posty (nie tylko na tym wątku) i widzę, że jesteś mocno sfrustrowanym człowiekiem. Często Twoje posty są chamskie. Czy na tym forum o to chodzi, żeby kogoś w nieszczęściu dobijać, wręcz znęcać się nad nim. Ja uważam, że nie.
Parę postów wcześniej wypisywałeś się, że 14 lat małżeństwa to ani dużo, ani mało. Jednak skwitowałeś to stwierdzeniem, że nie byli udanym małżeństwem.
To w takim razie powiedz mi definicję dobrego małżeństwa i ile lat mają być razem, żeby można było ich określić, że są dobrym małżeństwem.
Żeby Ci pomóc dodam, iż ja na to forum też nie trafiłem jak wiele osób przez przypadek. W moim małżeństwie również nie działo się dobrze. A jestem po ślubie 36 lat i przed ślubem byliśmy razem 7 lat. Tak więc myślę, że według Twojej definicji to 43 lata wspólnie spędzone też były nie udane.
Tak na marginesie powiem Ci, że ja walczę o swój związek i to dzięki forum. Tutaj otrzymałem olbrzymie wsparcie i bardzo to doceniam.
Twoje posty niestety nie wnoszą nic dobrego. Zamiast pomóc kopiesz leżącego. To, że Ciebie spotkało coś trudnego i niedobrego nie upoważnia Ciebie do takiego postępowania.
Aha i jeszcze jedno. Zauważyłem, że często na kobietę mówisz baba, jednak nigdy na faceta nie powiedziałeś chłop, ciekawe dlaczego.
Przemyśl swoje postępowanie i życzę Ci aby Twoje posty były przemyślane i nie były obraźliwe.
Dunkis napisał/a:Boxerka napisał/a:No to chyba Ci inni nie sa zaangazowani emocjonalnie, tylko ich "jaja cisną i muszą się ze spermy wypstrykać", za przeproszeniem...
A autorka jest zanagażowana emocjonalnie, bo niestety wciąż kocha tego dupka, a raczej kocha wspomnienie swojej rodziny i stablności, którą jej odebrał. I dlatego to byłby strzał w kolano... o czym na szczęście sama wie
takie rzeczy nazywaja się potrzebami fizjologicznymi
Ta? no co Ty...?
Zastanawia mnie czy Twoje podejście do tematu to typowo męskie podejście czy po prostu Twoje osobiste? Bo jest straszne. I albo nie rozumiesz, że oprócz potzreb fizjologicznych są też ogromne potrzeby i blokady psychologiczne, albo po prostu masz potzrebę wejśc na forum i podrwić z ludzi.Ja potzrebę seksu mam ogromną, naprawdę. Ale i blokadę na psychicę przed tym by to robić z kimś kto nie jest moim mężem, w sytuacji gdy się rozstajemy. Bo gdy się z tym uporam, pewnie poznam kogos z kim bede chciała byc i sie kochac. Ale TERAZ / to po prostu zły pomysł.
I czytając wypowiedzi autorki tematu, widze, że jest tak samo przywiązana do męża jak ja do swojego.A że w tym wątku rozpatrujemy problem autorki, a nie ogólny " Bzykać się czy nie" , dlatego stwierdzam - to ZŁY pomysł.
Amen.
amen kończy sprawę, ale mimo wszystko zastanawiasz się nad moim podejściem, zatem napiszę tak, to co dla jednych jest straszne, dla innych jest normalne, a przez to nie jest aż tak straszne, jak piszesz. Potrzeba poczucia bezpieczeństwa w przypadku ludzi będzie zapewnie stała w pierwszej kolejności przed seksem - ale to jak słusznie ujełaś to wyłącznie blokada - nic więcej - wewnętrzny opór
amen kończy sprawę, ale mimo wszystko zastanawiasz się nad moim podejściem, zatem napiszę tak, to co dla jednych jest straszne, dla innych jest normalne, a przez to nie jest aż tak straszne, jak piszesz. Potrzeba poczucia bezpieczeństwa w przypadku ludzi będzie zapewnie stała w pierwszej kolejności przed seksem - ale to jak słusznie ujełaś to wyłącznie blokada - nic więcej - wewnętrzny opór
"Amen" było zakończeniem tematu, bo uważam, że nie ma sensu tego dalej rozwijać. Albo nie rozumiesz, albo masz inne podejście od mojego. I nie, nie zastanawia mnie skomplikowana geneza takiego podejścia do sprawy. W każdym bądź razie obyśmy się nigdy nie spotkali dłużej niż kilka minut... nie potrzebuję znajomości z takimi ludźmi. Bez obrazy ;]
Seks na otarcie łez jest genialny, z WŁASNYM PARTNEREM. Nie przypadkowym zadupasem który spermy musi upuścić i gada że "ładna jestem" ani nie z ex partnerem, który ma mnie za desperatkę.
Potrzeba poczucia bezpieczeństwa w przypadku ludzi będzie zapewnie stała w pierwszej kolejności przed seksem - ale to jak słusznie ujełaś to wyłącznie blokada - nic więcej - wewnętrzny opór
Ta blokada to wewnętrzne PRIORYTETY. Każdy ma swoje wartości... ktoś kto na pierwszym miejscu stawia uczucie, dopiero potem seks sam stawia sobie tą blokadę. i to nie jest słabośc, jak zdaje się uważasz, a bardzo duża zaleta. Panowanie nad popędem i hormonami. Sztuka wyższa, nie każdy jest na tyle rozwinięty duchowo by po nią sięgnąć... ;]
Boxerka
wiem co masz na myśli i w pełni się z Tobą zgadzam. Ja może tylko powiem, że dla mnie seks był w pewnym sensie rozładowaniem napięcia. Wiem, ze to dziwne i nie chodzę już do łóżka z jm ani z nikim innym. Może Dunkisowi o to chodziło?
Witam,
jestem tutaj nowa i ten temat od razu przykuł moją uwagę. Jednym tchem przeczytałam wszystkie posty i w końcu też coś postanowiłam napisać. Ale zanim się rozpiszę widzę ,że autorka wątku Asia38 od kilku dni się nie odzywa. Czy coś się stało? Zmieniło? Wydarzyło? Daj znać,a jak znajdę troszkę więcej czasu to naskrobię coś bardziej konkretnego.
Pozdrawiam!
83 2013-05-29 12:50:45 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2013-05-29 12:51:43)
pisząc
Zastanawia mnie czy Twoje podejście do tematu to typowo męskie podejście czy po prostu Twoje osobiste?
(...)
Amen.
Twoje amen zrozumiałem jako zakończenie tematu w sensie że nie masz nic więcej do dodania, ale jak byk stoi wcześniej pytanie skierowane do mnie - zatem nie dziw się że odpowiadam. Jeśli było to pytanie retoryczne wystarczyło to zaznaczyć. Może to kwestia Twojego wieku, ale przyzma że dość wulgarny stosunek masz do seksu - dla mnie wręcz odpychający. Jednak może właśnie dla tego, nie doświadczyłaś tego jak czuje się zdesperowana kobieta poszukujaca seksu. Spotkałem kilka takich i w dodatku, takich, które właśnie swoje pożądanie gasiły ze swoimi dawnymi ex, choć niekoniecznie tymi ostatnimi, bo w ten sposób właśnie wg. nich nie musiały się posuwać do szukania zupełnie nieznanych i przypadkowych partnerów, pewna nawet księdzu nie przepuściła - ot życie. Ale absolutnie nie wymierzam tego w Ciebie i niczego nie sugeruję, piszę tylko jak bywa. Dla Ciebie są ważne Twoje priorytety i Twoje wartości. Twoje powstrzymują Cie przed ... tym co napisałaś, moje powstrzymują mnie przezd używaniem takich wulgaryzmów jakimi Ty swobodnie żonglujesz. Stokrotka mnie rozszyfrowała, ale ... dzieli Was pewna drobna różnica.
Dunkis poczytuję Twoje posty (nie tylko na tym wątku) i widzę, że jesteś mocno sfrustrowanym człowiekiem. Często Twoje posty są chamskie. Czy na tym forum o to chodzi, żeby kogoś w nieszczęściu dobijać, wręcz znęcać się nad nim. Ja uważam, że nie.
Parę postów wcześniej wypisywałeś się, że 14 lat małżeństwa to ani dużo, ani mało. Jednak skwitowałeś to stwierdzeniem, że nie byli udanym małżeństwem.
To w takim razie powiedz mi definicję dobrego małżeństwa i ile lat mają być razem, żeby można było ich określić, że są dobrym małżeństwem.
Żeby Ci pomóc dodam, iż ja na to forum też nie trafiłem jak wiele osób przez przypadek. W moim małżeństwie również nie działo się dobrze. A jestem po ślubie 36 lat i przed ślubem byliśmy razem 7 lat. Tak więc myślę, że według Twojej definicji to 43 lata wspólnie spędzone też były nie udane.
Tak na marginesie powiem Ci, że ja walczę o swój związek i to dzięki forum. Tutaj otrzymałem olbrzymie wsparcie i bardzo to doceniam.
Twoje posty niestety nie wnoszą nic dobrego. Zamiast pomóc kopiesz leżącego. To, że Ciebie spotkało coś trudnego i niedobrego nie upoważnia Ciebie do takiego postępowania.
Aha i jeszcze jedno. Zauważyłem, że często na kobietę mówisz baba, jednak nigdy na faceta nie powiedziałeś chłop, ciekawe dlaczego.
Przemyśl swoje postępowanie i życzę Ci aby Twoje posty były przemyślane i nie były obraźliwe.
Jeśli Twą cnotą jest pocieszani, to niech moją pozostanie mowielie ludziom że nie są doskonali. Nie jestem sfrustrowany, a posty mogą się wydać hmmm ... chamskie ale tylko dla tych, którzy czytają słowa, a nie to co jest między wierszami. jeśli przegne, to umiem przeprosić, a skoro śledzisz co pisełem, również i to powinieneś wiedzieć. Najwyraźniej mam szczęści że nie Ty jesteś moderatorem, bo cenzura siałaby się gęsto.
Co do małżęństwa- skoro już pytasz - napisałem, że to ani dużo ani, mało - bo dla mnie udane małżeństwo to takie które zostanie takim nazwane w chwili gdy zapytasz o to. Wytłumaczę to na przykładzie - dla mnie małżeństwo trawjące 2 lata jest szczęśliwym - jeśli takim sią samo nazwie, 35 leteni - też, o ile padnie podobna odpowiedź - ale jeśli małżeństwo mające staż 2, 5, 14, 30 letnie w chwili gdy się rozpada - nazywa się że było szczęśliwe - to dla mnie kpina, bo nie było szczęśliwe, skoro się rozpada, co najwyżej jakąś jego część, ale rozpad małżeństwa nie jest procesem jedno dwudniowym, to proces trwający nieraz lata, oddalanie się ludzi od siebie. Chyba, że ktoś, wyłacznie dla uproszczenia sprawy, albo żeby lepiej sie poczuć wmawia sobie że ma zasobą udane małżeństwo które stoi na rozdrożu - to bardzo proszę, może go nawzyać nawet najlepszym na świewcie. W moim mniemaniu rozpad związu zaprzecza definicji, że było ono szczęśliwe, podobnie jak to, że walczy się o nie by przetrwało. Robi się to bo pamięta się dobre czasy, i chce się je przywrócić, bo się tęskni za tym. Ale sam wiesz, albo się dowiesz, że to nie jest możliwe, a zatem czy to będzie to szczęście, to prawdziwe które się miało, wystarczające by w całej rozciągłości nazwać je szczęśliwym? Lexpar przyjrzyj sie swoim wnikliwym wzrokiem moim postom, ja też walczę. Ale broniłem się rękoma i nogami, by ta walka nie przeniosła się na forum, możliwe że tym się różnimy. A ja osobiście wolałbym, by ktoś wlal mi oleju do głowy, niż głaskal po ręce i powtarzał, że wszystko będzie dobrze.
sytuacja bez zmin:(, juz nie płacze....
No po takim czasie to dobrze, że przeszedł Ci smutek i żal. Ale w którymś kierunku to idzie? Coś ustalacie? Rozmawiacie?Czy tkwicie w nicości...?
Hej. Asiu... Znalazłam ten wątek, bo teraz znalazłam się w dokładnie takiej samej sytuacji jak Twoja. czytając Twoją historię miałam wrażenie jakbym czytała swoją. Nawet reakcje moich corek są takie jak Twoich. JEstem BArdzo ciekawa, jak zakończyła się Twoja historia, na jakim etapie jesteś teraz. Jeśli zaglądasz tu czasem, daj znać,
Pozdrawiam
O Boże jak ja cię rozumiem. Wiem jak jest ci ciężko. Dostałaś dwoma nożami w plecy i to od najbliższych ci osób tak jak ja.
Gdy oglądam się za siebie, nie wiem czy teraz miałbym siłę walczyć tak jak trzy lata temu. Twoja sytuacja różni się tym że twój mąż zamieszkał jawnie z kochanką, natomiast mój próbował nadal ukrywać się i kopulował w parku jak kundel. Nie wiem co gorsze. Mój mąż udawał że skończył a nadal to trwało.
Asiu nie chcę żebyś mnie źle zrozumiała. Rodzina jest ważna, ale ty jesteś najważniejsza. Bądź egoistką, zacznij myśleć o sobie. Jeżeli twój mąż nie docenia cię jako kobiety, olej go tego kwiatu jest pół światu. Na siłę go nie zatrzymasz. Pozwól niech widuje wasze córki ale na twoich zasadach i bez lachona. Dziewczynki na pewno tęsknią za nim.
Jestem pewna że ty też tęsknisz. Kiedy ja dowiedziałam się o romansie mojego męża bolało mnie tak bardzo że odczuwałam ból fizyczny. Batalia, którą stoczyłam prawie kosztowała mnie życie.
Czy warto? To się okaże z czasem.
Asiu czytam twój wątek i moja historia jest bardzo podobna. Mój partner odszedł do naszej koleżanki i zarazem sąsiadki. Zamieszkali obok. Mnie zostawił w niezręcznej sytuacji bo u teściów i z dwójką małych dzieci (1,5 i 3 latka). Ja musiałam się wyprowadzić bo sytuacja mnie zmusiła, patrzenie na ich szczęście, brak jego kontaktów z dziećmi i akceptacja nowej partnerki przez jego rodziców, okropne. Dzisiaj dwa lata po wyprowadzce ona jest jego żoną Ślub odbył się po koniec ubiegłego roku i prawdopodobnie będą mieli dziecko. Nie mogę się z tym do dziś pogodzić. Teraz po kilku latach zaczął przychodzić do dzieci, wcześniej przez 10 miesięcy nie miał z nimi żadnego kontaktu, wcześnie tylko raz na miesiąc. Jaka jest to nie sprawiedliwość kiedy ja i dzieci potrzebowaliśmy największego wsparcia, pomocy to on zwiał i moim kosztem układał sobie nowe życie, kiedy dzieci podrosły i już nie srają w pieluch to odgrywa dobrego tatulka. I jeszcze druga sprawa, jak można tak bezmyślnie szastać plemnikami. Jednym dzieciom rozwalił rodzinę, ciekawe czy chociaż jego następne dziecko wychowa się w normalnej rodzinie, czy też zwieje.