netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

135 odpowiedzi12 587 wyświetleńzałożony przez Fevers, 04.04.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 136 ]

66 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-16 12:55:23)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
mayk222 napisał/a:

baks witaj.Chuć do czego do badyla czy do badylarza??????????????????????????????????????

Witaj
Nie probuje zaglebiac sie w te tajniki "alkowy" bardziej, bo to nie moja profesja.
Nie mniej jednak jak to mawial z Czarnolasu Jan "im starszy kot tym twardszy ogon". I tu tez jest ten literacki kot mocno dyskusyjnym tematem, bo zdarzaja sie przypadki wymiany na mlodsze kocie roczniki.
Skoki z kwiatka na kwiatek - nawet w krzaki - tudziez podniebne akrobacje zwane syndromem malpki sa zaiscie dla wielu postronnych obserwatorow bardzo zdumiewajace, gdy po tak profesjonalnym kursie pilotarzu pojawiaja sie "napisy koncowe" z harlequina. Wzloty jak widac sa bardzo emocjonujace ale upadek to juz chyba ostre pikowanie w dol jak japonskikego kamikadze z predkoscia swiatla. Rachunek za taki kurs na rzecz malzenstwa lub innej formy zwiazku moze byc bardzo wysoki. Tego do konca nie wiem, nie placilem... jeszcze big_smile
Nie wiem czy warto sie pochylac bardzej dla glebszego zrozumienia istoty sprawy chuci, nad tym "bujnym" pokrzywowo tematem, by potem miec cala gebe w bablach.
A nuz sie z tych roslinnosci ukaze dwururka przyczajonego gajowego. lol

67

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Nie Fevers, nie popadajmy w kolejną skrajność wink Kobiety, które przychodzą mi na myśl, a które odeszły od życiowego partnera nie zarabiają nie wiadomo ile; miewają swoje firmy, ale też pracują na etacie u kogoś. Myślę, że z mężem zaczęli się od siebie odsuwać (a nierzadko problemem jest tu zbytnie umiłowanie pracy przez męża) i tak więź zanikła, aż pozostało rozstanie. A że są zaradne, potrafią się same utrzymać, to odeszły: najczęściej z mężczyzną, który jest mniej majętny- skoro tego określenia mamy używać.

A dlaczego do mniej majętnego? A może dlatego, by być nadal niezależną i dominować w układzie? Nie zrzucajmy też całokształtu win na mężczyzn, bo to nie jest odpowiedni kierunek. Szczęśliwą relację buduje się we dwoje, ale śmiem twierdzić, że w dzisiejszych czasach, gdzie media tworzą wizerunek kobiet silnych, niezależnych, niemal She-man'ów, którym się wmawia, że mogą wszystko, jest totalnym odwróceniem biologicznych instynktów. Nie chodzi o to, by kobieta była kurą domową bez własnej realizacji, ale żeby był wyważony podział ról. A nie totalne odwrócenie. A dziś niestety jest totalne przebiegunowanie społecznych ról. Dlatego coraz więcej Szczuk mamy w kraju. A co następuje, kiedy te wszechpotężne kobiety uzyskują to, do czego tak ślepo za sznurkiem mediów dążą? Następuje uświadomienie sobie, że w tej całej pogoni za złotem na końcu tęczy przestały być kobietami z kobieca wrażliwością, a stały się czymś na wzór mężczyzny w ciele kobiety. Czy to normalne? Moim zdaniem nie.

68

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Równowaga jest wskazana zawsze i wszędzie. Widzisz, ja sądzę, że w latach hen hen za nami o wiele więcej kobiet zdecydowałoby się odchodzić od mężów (nie oceniam czy to dobre, czy złe) gdyby :
- zarabiały swoje pieniądze,
- miały gdzie odejść.
Po prostu kiedyś to facet porzucał kobietę, a teraz zdecydowanie więcej wniosków rozwodowych składają kobiety.

69

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Równowaga jest wskazana zawsze i wszędzie. Widzisz, ja sądzę, że w latach hen hen za nami o wiele więcej kobiet zdecydowałoby się odchodzić od mężów (nie oceniam czy to dobre, czy złe) gdyby :
- zarabiały swoje pieniądze,
- miały gdzie odejść.
Po prostu kiedyś to facet porzucał kobietę, a teraz zdecydowanie więcej wniosków rozwodowych składają kobiety.

Być może tak, ale dziś jest tendencja, że jak pojawi się pierwsza większa rysa, to cały związek wywala się do kosza. Kiedyś znano prawdziwą wartość takiej relacji i dokładano wszelkich wysiłków, by ją naprawić. Kiedyś Przysięga małżeńska miała wielką moc, szanowano ją i znano jej wartość. Dziś to taka umowa o dzieło. A najlepiej, by w ogóle zmieniono jej słowa na "I przysięgam, że nie opuszczę Cię aż do rozwodu". Bo cała reszta dziś jest psu na budę dla większości ludzi.

70

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Być może te 30-letnie kredyty na mieszkanie miały "spajać" małżeństwa, ale nawet to nie pomaga big_smile Chociaż... może rzadziej na rozwód decydują się ludzie, którzy nie mają wspólnych zobowiązań.

71

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Fevers to nie kurtuazja ale zaczynam Cię naprawdę postrzegać w Twoich celnych wypowiedziach i zawsze popartymi argumentami.

72 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-16 13:24:11)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Być może te 30-letnie kredyty na mieszkanie miały "spajać" małżeństwa, ale nawet to nie pomaga big_smile Chociaż... może rzadziej na rozwód decydują się ludzie, którzy nie mają wspólnych zobowiązań.

Te kredyty są gwoździem do trumny dla dzisiejszych małżeństw. Bo zamiast spajać, to wytwarzają w małżonkach poczucie "usidlenia" na x lat z partnerem. Moja przed tym uciekła. Bała się, że przez 20-30 lat będzie musiała być związana ze mną. A ona wolała polecieć do kogoś, kto już ma własną chatę. Krzyżyk jej na drogę. Tak, jak wejdzie w związek kolejny z niczym, tak z niego zostanie wykopana.

Dzięki Mayk smile Z wzajemnością smile

73

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Fevers napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Równowaga jest wskazana zawsze i wszędzie. Widzisz, ja sądzę, że w latach hen hen za nami o wiele więcej kobiet zdecydowałoby się odchodzić od mężów (nie oceniam czy to dobre, czy złe) gdyby :
- zarabiały swoje pieniądze,
- miały gdzie odejść.
Po prostu kiedyś to facet porzucał kobietę, a teraz zdecydowanie więcej wniosków rozwodowych składają kobiety.

Być może tak, ale dziś jest tendencja, że jak pojawi się pierwsza większa rysa, to cały związek wywala się do kosza. Kiedyś znano prawdziwą wartość takiej relacji i dokładano wszelkich wysiłków, by ją naprawić. Kiedyś Przysięga małżeńska miała wielką moc, szanowano ją i znano jej wartość. Dziś to taka umowa o dzieło. A najlepiej, by w ogóle zmieniono jej słowa na "I przysięgam, że nie opuszczę Cię aż do rozwodu". Bo cała reszta dziś jest psu na budę dla większości ludzi.

Kiedyś nie było tyle rozwodów bo to był wstyd... A dziś to "norma". Tak jak panna z dzieckiem...
I być może więcej jest dzisiaj tych "pokus" jak np.fagas z lepszym samochodem. Wiele kobiet ma myślenie ogólne ze znajdę męża takiego aby już wszystko miał i mogłabym się pochwalić nim przed koleżankami...

A poza tym kiedyś hen hen to ludzie się szanowali i co ważne ROZMAWIALI ZE SOBĄ a nie szukali innych uciech cielesnych czy materialnych u kogoś innego

74 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-16 13:28:44)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Fevers napisał/a:

Być może tak, ale dziś jest tendencja, że jak pojawi się pierwsza większa rysa, to cały związek wywala się do kosza. Kiedyś znano prawdziwą wartość takiej relacji i dokładano wszelkich wysiłków, by ją naprawić. Kiedyś Przysięga małżeńska miała wielką moc, szanowano ją i znano jej wartość. Dziś to taka umowa o dzieło. A najlepiej, by w ogóle zmieniono jej słowa na "I przysięgam, że nie opuszczę Cię aż do rozwodu". Bo cała reszta dziś jest psu na budę dla większości ludzi.

O to to!!!
Kiedys byla tendencja zaawansowana technologicznie do naprawy sprzetu z peweksu, baltony i etc. w odniesieniu tego okreslenia do instytucji malzenstwa. Teraz jest w modzie by nie powiedziec, ze na topie rzucanie tluczkiem, walkiem do ciasta, patelnia i innymi akcesoriami z rodziny AGD; przerysowania "gwozdziem" - patynowania budowanego na solidnych fundamentach zwiazku i w rezultacie wyrzucenia do kosza.
Chcialo by sie zapytac, ze w imie czego to sie czyni? Najprawdopodobniej "w imie zasad sqrw....u" jak to mawia Bogus Linda w Psach.

"Przeciez slubowalismy sobie milosc az po grob?" mowi jedno... ale w wyniku tego "remontu" zwiazku" co sie dzieje na co dzien w obecnych czasach "tak, ale nie sadzilem ze to tak szybko nastapi!" powiada druga polowka.

Malzenstwo teraz powstaje jak firmy - z dopiskiem sp. z o.o.
Nogi za pas i nie ma Nas. A moze nigdy nie bylo?

75

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Ile w swoim otoczeniu znacie par po rozwodzie lub długoletnich partnerów, po rozstaniu?

76

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

A siebie też liczyć? Bo to będzie już jako dwa tongue

77 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-16 13:36:08)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Kwiatuszek100 napisał/a:
Fevers napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Równowaga jest wskazana zawsze i wszędzie. Widzisz, ja sądzę, że w latach hen hen za nami o wiele więcej kobiet zdecydowałoby się odchodzić od mężów (nie oceniam czy to dobre, czy złe) gdyby :
- zarabiały swoje pieniądze,
- miały gdzie odejść.
Po prostu kiedyś to facet porzucał kobietę, a teraz zdecydowanie więcej wniosków rozwodowych składają kobiety.

Być może tak, ale dziś jest tendencja, że jak pojawi się pierwsza większa rysa, to cały związek wywala się do kosza. Kiedyś znano prawdziwą wartość takiej relacji i dokładano wszelkich wysiłków, by ją naprawić. Kiedyś Przysięga małżeńska miała wielką moc, szanowano ją i znano jej wartość. Dziś to taka umowa o dzieło. A najlepiej, by w ogóle zmieniono jej słowa na "I przysięgam, że nie opuszczę Cię aż do rozwodu". Bo cała reszta dziś jest psu na budę dla większości ludzi.

Kiedyś nie było tyle rozwodów bo to był wstyd... A dziś to "norma". Tak jak panna z dzieckiem...
I być może więcej jest dzisiaj tych "pokus" jak np.fagas z lepszym samochodem. Wiele kobiet ma myślenie ogólne ze znajdę męża takiego aby już wszystko miał i mogłabym się pochwalić nim przed koleżankami...

A poza tym kiedyś hen hen to ludzie się szanowali i co ważne ROZMAWIALI ZE SOBĄ a nie szukali innych uciech cielesnych czy materialnych u kogoś innego

Kiedyś, to przede wszystkim nie prano ludziom głów w mediach, że rozwód to nic takiego, że to norma. Kiedyś kobiety wiedziały, co znaczy być kobietą, a mężczyźni - mężczyzną. Teraz to kobiety starają się być męskie, a mężczyzn próbuje się spychać do ról kobiecych. Kobietom ubzdurało się w głowach poprzez te feministyczne wojenki, że im się należy to samo co mężczyznom. No dobra, to niech w takim razie same wnoszą lodówkę na drugie piętro. Coraz częściej to kobiety każą mężczyznom zostawać w domu i gotować obiad lub zajmować się dziećmi, bo one mają sprawy zawodowe do załatwiania. Ludzie! Czy to nie jest zrozumiałe, że jak się mężczyźnie odbierze jego naturalną role łowcy z maczugą, to się go w ten sposób pozbawia jego istoty? Zabija się go w ten sposób. Robi z niego kapcia, który traci swoją werwę, wigor, to, czym na początku zafascynował kobietę. Kobiety - to Wy same doprowadzacie mężczyzn do tego, że przestają być w Waszych oczach atrakcyjni...


Bags, nic dodać i nic ująć smile:)

78

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Ile w swoim otoczeniu znacie par po rozwodzie lub długoletnich partnerów, po rozstaniu?

Na 10 związków które tak naprawdę znałem od podszewki od lat szkoły średniej 8 rozpadło się z róznych przyczyn a dwa przetrwały  z takimi jazdami że po prostu głowa może rozboleć,materializm i zdrada dominowała niestety.

79

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Boże, ja już o tych lodówkach wnoszonych na któreś-tam piętro słuchać nie mogę.
A facet sam by wniósł? Wątpię.

Co znaczy "zepchnięcie do roli kobiecych"? To my odgrywamy w życiu jakieś role? Jeśli tak, które są lepsze?

80

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Fevers ale chyba nie ma tragedii jeśli kobieta spełnia swoje marzenie typu lubi swoją pracę i chce się w niej rozwijać? Nie twierdzę że poświęcając jednocześnie dom,męża,dzieci...

81

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Ile w swoim otoczeniu znacie par po rozwodzie lub długoletnich partnerów, po rozstaniu?

Nawet nie liczę. Dla mnie każdy związek, każde małżeństwo, które znam - jest potencjalnym zawodnikiem do wyautowania. Dlatego Ośmieliłbym się stwierdzić, że wszystkie, które znam są po rozstaniu, tylko niektóre jeszcze o tym nie wiedzą smile

82 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-16 13:44:12)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Boże, ja już o tych lodówkach wnoszonych na któreś-tam piętro słuchać nie mogę.
A facet sam by wniósł? Wątpię.

Co znaczy "zepchnięcie do roli kobiecych"? To my odgrywamy w życiu jakieś role? Jeśli tak, które są lepsze?

Wniosłem smile
Co to znaczy zepchnięcie do roli kobiecych? Catwoman, najprościej będzie, jak zapytasz swoją babcie i swojego dziadka ( albo nawet rodziców ) jak wyglądało życie w małżeństwie za ich czasów. Nadal twierdzę, że nie chodzi o to, by żyć w takim podziale ról jak w tamtych czasach, ale też nie w tak wynaturzonej mutacji jaką mamy obecnie. Zresztą, chcecie równouprawnienia, to walczcie o respektowanie tego równouprawnienia na WSZYSTKICH płaszczyznach, a nie na tych, na których Wam wygodnie być kobietą.

Kwiatuszek - "Fevers ale chyba nie ma tragedii jeśli kobieta spełnia swoje marzenie typu lubi swoją pracę i chce się w niej rozwijać? Nie twierdzę że poświęcając jednocześnie dom,męża,dzieci..." - to ja chyba nie rozumiem istoty małżeństwa. Albo spełnia się swoje marzenia, co przeważnie prowadzi do dysonansu, albo spełnia się WSPÓLNE marzenia, co spaja takie małżeństwo.

83

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

W moim BLISKIM otoczeniu rozpadły się dokładnie 2 małżeństwa. W dalszym nieco więcej. Natomiast znam wśród tych "rozpadniętych" 2 małżeństwa, które pobrały się gdy ci ludzie byli po 40-tce; a jednak się rozpadły.

84

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Ile w swoim otoczeniu znacie par po rozwodzie lub długoletnich partnerów, po rozstaniu?

Mowiac kolokwialnie na peczki i nawet nie koniecznie musze wliczac w ta statystyczna liczbe siebie.
Swego czasu zaczynalem od obslugi i wspolorganizacji wesel i majac potem stycznosc ze swatami lub "zakochanymi" mlodymi, to na jednej rece bym zliczyl ile z tych malzenstw przetrwalo.
Nie dzielac tez w tym wypadku wlosa na czworo ze wzgledow standardowego przypadku wiazania sie "bo dizecko w drodze i co ludzie powiedza?".
Sam fakt lawinowego wzrostu liczby rozwodow w porownaniu do liczby zawieranych zwiazkow mowi chyba sam za siebie. I nie trzeba raczej tej "statystyki" dopatrywac sie w swoim otoczeniu

85

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

No to ja widocznie inaczej rozumiem małżeństwo, bo dla mnie jest to spełnianie się również osobiście; wiadomo, że już nie spełnię fantazji o seksie z Czarnoskórym na przykład- no trudno, coś trzeba poświęcić w tym związku smile
Natomiast mój mąż zawsze powtarza, że chce bym spełniała swoje marzenia i bym się realizowała - i ja chce dla niego tego samego. Wraz z założeniem obrączki nie staliśmy się swoją własnością: po prostu razem prowadzimy gospodarstwo domowe.

Wiesz, nieraz pytałam mojej babci o małżeństwo i mimo, iż uważa, że była z dziadkiem szczęśliwa, gdy dziadek zmarł i myśleliśmy o jej "wyswataniu" powtarzała: Nigdy więcej!! - bo małżeństwo jej się kojarzyło (bo też tak wyglądało) z wieczną pracą; praniem, gotowaniem, prasowaniem, maglowaniem, staniem w kolejkach i domowym uwiązaniem.

86

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Fevers napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Boże, ja już o tych lodówkach wnoszonych na któreś-tam piętro słuchać nie mogę.
A facet sam by wniósł? Wątpię.

Co znaczy "zepchnięcie do roli kobiecych"? To my odgrywamy w życiu jakieś role? Jeśli tak, które są lepsze?

Wniosłem smile
Co to znaczy zepchnięcie do roli kobiecych? Catwoman, najprościej będzie, jak zapytasz swoją babcie i swojego dziadka ( albo nawet rodziców ) jak wyglądało życie w małżeństwie za ich czasów. Nadal twierdzę, że nie chodzi o to, by żyć w takim podziale ról jak w tamtych czasach, ale też nie w tak wynaturzonej mutacji jaką mamy obecnie. Zresztą, chcecie równouprawnienia, to walczcie o respektowanie tego równouprawnienia na WSZYSTKICH płaszczyznach, a nie na tych, na których Wam wygodnie być kobietą.

Kwiatuszek - "Fevers ale chyba nie ma tragedii jeśli kobieta spełnia swoje marzenie typu lubi swoją pracę i chce się w niej rozwijać? Nie twierdzę że poświęcając jednocześnie dom,męża,dzieci..." - to ja chyba nie rozumiem istoty małżeństwa. Albo spełnia się swoje marzenia, co przeważnie prowadzi do dysonansu, albo spełnia się WSPÓLNE marzenia, co spaja takie małżeństwo.

Chyba źle mnie odebrałeś. Nie mam na myśli jakiejś formy współzawodnictwa w małżeństwie bo które będzie robić karierę a które zajmować się domem... Mam na myśli to że jednocześnie nie można zniewolić kobiety w sposób że to tylko facet jest od zarabiania pieniędzy a kobieta od opieki nad dziećmi i żadne odstępstwo od normy jest niedopuszczalne. Jeżeli miałabym męża i poprosiłabym go czy może zostać z dzieckiem bo ja chcę wyjść a on by skwitował "przecież ty jesteś kobietą nie ja to twoja działka" to chyba bym oszalała smile
Małżeństwo spajać można również umożliwiając spełniać tej drugiej osobie marzenia. Nie można podcinać skrzydeł bo właśnie może wtedy zapala się ta czerwona lampka i pojawia się chęć ucieczki.
Zamotałam trochę smile

87 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-16 13:59:40)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

No to ja widocznie inaczej rozumiem małżeństwo, bo dla mnie jest to spełnianie się również osobiście; wiadomo, że już nie spełnię fantazji o seksie z Czarnoskórym na przykład- no trudno, coś trzeba poświęcić w tym związku smile
Natomiast mój mąż zawsze powtarza, że chce bym spełniała swoje marzenia i bym się realizowała - i ja chce dla niego tego samego. Wraz z założeniem obrączki nie staliśmy się swoją własnością: po prostu razem prowadzimy gospodarstwo domowe.

Wiesz, nieraz pytałam mojej babci o małżeństwo i mimo, iż uważa, że była z dziadkiem szczęśliwa, gdy dziadek zmarł i myśleliśmy o jej "wyswataniu" powtarzała: Nigdy więcej!! - bo małżeństwo jej się kojarzyło (bo też tak wyglądało) z wieczną pracą; praniem, gotowaniem, prasowaniem, maglowaniem, staniem w kolejkach i domowym uwiązaniem.

Dlatego napisałem wcześniej, że nie chodzi mi o trzymanie się sztywnych ram z przeszłości, bo było to mocno przesunięte w stronę domowego usidlenie kobiet. Chodziło mi o sposób poszanowania małżonków. Sposób poszanowania samego małżeństwa.

Dla mnie spełnienie personalne w małżeństwie jest jak najbardziej wskazane, ale NIGDY KOSZTEM WSPÓŁMAŁŻONKA. A to jest nagminne w dzisiejszych czasach. jedno musi rezygnować z własnej samorealizacji na rzecz drugiego. To powoduje napięcia po czasie, nagromadzenie frustracji itp. Zgodne i mądre małżeństwo umiejętnie to wyważy. Nie wiem, czy wzmianka z Twojej strony o seksie z Czarnoskórym to żart, czy też serio, ale jeśli uważasz takiego typu samorealizację za coś, z czego górnolotnie kobieta rezygnuje dla wyższego dobra zwanego kompromisem, to ja nie mam pytań...Mam naprawdę nadzieję, że to był z Twojej strony żart, bo będąc szczerym - zburzył on całkowicie w moich oczach wizerunek Twojej osoby, który budowany był od długiego czasu. Trzęsie mną, kiedy tego typu "ustępstwa" są w ogóle poruszane, bo to jak stawianie ultimatum na przykład żonie: "albo będę mógł raz w tygodniu chodzić na lewiznę, albo będę czuł się przez ciebie tłamszony i nie będę mógł realizować swoich marzeń". Nie, takich argumentów nie toleruję...


Kwiatuszek100 - tak, zgadzam się. To powinno tak funkcjonować. Ale tylko w takim schemacie, gdzie mimo zgadzania się, nie ma ukrytej frustracji. Musi być obustronna satysfakcja z wspólnie zaakceptowanych działań.

88

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Seksu z Czarnoskórym nie nazwałam samorealizacją, bo ta na czym innym się opiera, a fantazją smile
Ale tak, Fevers, czy tak nie jest? Wiążąc się z jedną osobą, rezygnujesz dobrowolnie z seksu z innymi- jest to poświęcenie.
Nie wspomniałam również w żadnym żalu, iż wyrzucam to mojemu mężowi, czy go szantażuję- bo sama się na małżeństwo zdecydowałam i wiedziałam, co ono za sobą niesie. Na pewno wiele udogodnień, plusów, ale i jakieś tam minusy, rezygnację z czegoś na rzecz czegoś innego.
Ale chyba każdy, w miarę moralny człowiek zdaje sobie z tego sprawę wink

89

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Fevers napisał/a:

Kwiatuszek100 - tak, zgadzam się. To powinno tak funkcjonować. Ale tylko w takim schemacie, gdzie mimo zgadzania się, nie ma ukrytej frustracji. Musi być obustronna satysfakcja z wspólnie zaakceptowanych działań.

Tak oczywiście bo podobno na tym małżeństwo czy w ogóle związek polega.
Albo robimy coś razem względem naszej przyszłości albo nie robimy nic bo wymuszanie pewnych zachowań jedno na drugim prowadzi jedynie do konfliktów i końcowy scenariusz znamy.
To się nazywa chyba dawanie sobie szczęścia smile

90

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Seksu z Czarnoskórym nie nazwałam samorealizacją, bo ta na czym innym się opiera, a fantazją smile
Ale tak, Fevers, czy tak nie jest? Wiążąc się z jedną osobą, rezygnujesz dobrowolnie z seksu z innymi- jest to poświęcenie.
Nie wspomniałam również w żadnym żalu, iż wyrzucam to mojemu mężowi, czy go szantażuję- bo sama się na małżeństwo zdecydowałam i wiedziałam, co ono za sobą niesie. Na pewno wiele udogodnień, plusów, ale i jakieś tam minusy, rezygnację z czegoś na rzecz czegoś innego.
Ale chyba każdy, w miarę moralny człowiek zdaje sobie z tego sprawę wink

Może to kwestia tylko nazewnictwa, ale dla mnie rezygnacja z seksu z innymi kobietami nie jest poświęceniem, a ochoczo złożonym na ołtarzu małżeńskim darem. Poświęcenie wskazywałoby na to, że rezygnuję z tego w pewnym stopniu z żalem. A tak nie było smile
Co do fantazji - niestety spotkałem się z tym, że fantazje są w dużym stopniu tą drzazgą w ciele, która cały czas kłuje, i gdy tylko pewne czynniki się zazębią, gdy stworzą się pewne warunki odpowiednie, to staje się ona powodem, który związek rozwala. Pojawiają się stwierdzenia "bo ja też mam marzenia, które chcę zrealizować, a nie tylko ty..." i tak dalej, i tak dalej...
Dla mnie w dojrzałym i świadomym wartości związku nie ma miejsca na tego typu fantazje, bo to oznacza, że czegoś nam brakuje w tych sferach. A to wyklucza istotę prawdziwie głębokiej relacji pomiędzy dwojgiem dojrzałych i oddanych sobie ludzi.

91

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Fevers demonizujesz smile Ale uproszczę jeszcze bardziej: Zakładając z kimś wspólne gospodarstwo zwane małżeństwem, opierające się również na miłości i lojalności, rezygnujesz ze swojego kawalerskiego mieszkania.....czyliiiiii.... jeszcze prościej: z życia, które wiodłeś, na rzecz nowego.

92

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Fevers demonizujesz smile Ale uproszczę jeszcze bardziej: Zakładając z kimś wspólne gospodarstwo zwane małżeństwem, opierające się również na miłości i lojalności, rezygnujesz ze swojego kawalerskiego mieszkania.....czyliiiiii.... jeszcze prościej: z życia, które wiodłeś, na rzecz nowego.

Wiesz, to są dwie zupełnie różne sfery życia - seksualna, a gospodarcza. Gospodarcza raczej nie wyrządzi krzywdy partnerowi/partnerce, podczas gdy ta zmysłowa/erotyczna/seksualna jest naprawdę grząskim gruntem, gdzie granica, po przekroczeniu której ranimy, jest naprawdę cienka.

93

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Jeżeli jestem w związku to fantazjuję właśnie o tej osobie smile

94 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-16 14:20:17)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Kwiatuszek100 napisał/a:

Jeżeli jestem w związku to fantazjuję właśnie o tej osobie smile

Otóż to smile
Za czasów wolnego strzelca byłem naprawdę rozbujanym towarzysko facetem. Ale muszę przyznać z dzisiejszej perspektywy, że przez to w dużym stopniu niedojrzałym. Wchodząc w związek z moją jeszcze żoną bardzo ustabilizowałem się emocjonalnie. I mimo, że trwał nasz związek tyle lat, to nigdy w mojej głowie nie było myślenia o innej kobiecie. Może to zabawne, może dziwne, ale tak było. Jedyne fantazje jakie miałem, dotyczyły właśnie osoby mojej małżonki smile I w miarę upływu czasu - to się nasilało, zamiast słabnąć.

95

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Bo właśnie wspólnie spędzone lata powinny spajać,zbliżać...a nie doprowadzać do ochłodzenia i znudzenia sobą nawzajem. Ważne aby nie wpaść w monotonię.
Ale jeśli ja w trakcie związku orientuję się że mój facet ogląda laski na necie to coś chyba brakuje...
I tu pojawia się ta granica o której wspomniałeś,którą łatwo już przekroczyć.

Fevers mądry i rozważny facet z Ciebie,mało takich.

96

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Co do odchodzących kobiet: przypomniały mi się jeszcze przypadki, gdy kobiety po prostu uznały, że była to ich pomyłka. Facet w czasie "zalotów" jak wiadomo pokazywał się od jak najlepszej strony, obiecywał nie wiadomo co, a po ślubie: bryndza codzienna. Odeszły, znalazły "tego właściwego".

97 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-04-16 14:38:53)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Co do odchodzących kobiet: przypomniały mi się jeszcze przypadki, gdy kobiety po prostu uznały, że była to ich pomyłka. Facet w czasie "zalotów" jak wiadomo pokazywał się od jak najlepszej strony, obiecywał nie wiadomo co, a po ślubie: bryndza codzienna. Odeszły, znalazły "tego właściwego".

Sztuka jest, by podczas zalotów nie grać roli, a być sobą. Fakt faktem, że te kobiety gdyby miały w sobie wyrobione odpowiednie mechanizmy, gdyby uważnie obserwowały, to zauważyłyby że coś jest nie do końca prawdziwe. ja też powinienem był to zauważyć, ale jak wspomniałem - do tego trzeba wyrobić w sobie umiejętność postrzegania i analizowania, które zdobywamy przeważnie przez sytuacje analogiczne do mojej smile Do tego dochodzi jeszcze fakt, że kobiety o których wspominasz - same nie chciały tego widzieć, bo były w fazie motyli w brzuchu. Tak więc wina jest tu niezaprzeczalnie obustronna. Najważniejsze, to mieć możliwość pomieszkać ze sobą na co dzień przez dłuższy okres ( kilka lat ) zanim weźmie się ślub, bo okresowe spotkania randkowe, na których każdy chce się pokazać od najlepszej strony, a warunki "polowe" i przetestowanie związku w życiu codziennym, w zderzeniu z prawdziwymi problemami które będą w małżeństwie, to dwie różne bajki.

Kwiatuszek - dziękuję za komplement smile

Mayk, tam gdzie kończą się argumenty, zaczyna się siła smile Ja jestem zwolennikiem siły argumentu, aniżeli argumentu siły smile Sądzę, że Twoje wypowiedzi mogły trafić w sendo problemu, czyli wykazać niedojrzałość owej Redaktorki, którą potwierdziła usuwając posty.

98

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

"Forum dyskusyjne to przeniesiona do struktury stron WWW forma grup dyskusyjnych, która służy do wymiany informacji i poglądów między osobami o podobnych zainteresowaniach przy użyciu przeglądarki internetowej."
To były Twoje poglądy,Twoje uwagi i spostrzeżenia więc jak najbardziej nie słusznie zostały usunięte.
Nie potrafiła uzasadnić swych przekonań więc zrobiła unik. Takie moje zdanie.

99

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

No niestety: gramy; zarówno kobiety dają się poznać od strony ....hm... czasem nie ich samych, tak i faceci: każda z płci wie, co zadziała na drugą i chyba niejednokrotnie podświadomie to przekazuje. Klamka zapada, związek zostaje sfinalizowany jako małżeński i po kuchmistrzyni, kapłance ogniska domowego (wg opcji) ani śladu. Po ambitnym facecie zabierającym na wczasy kilka razy w roku na wyspę X też ani śladu. Maski spadają i.......... ?

100

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Kwiatuszek100 napisał/a:

"Forum dyskusyjne to przeniesiona do struktury stron WWW forma grup dyskusyjnych, która służy do wymiany informacji i poglądów między osobami o podobnych zainteresowaniach przy użyciu przeglądarki internetowej."
To były Twoje poglądy,Twoje uwagi i spostrzeżenia więc jak najbardziej nie słusznie zostały usunięte.
Nie potrafiła uzasadnić swych przekonań więc zrobiła unik. Takie moje zdanie.

Ja gram uczciwie i na forum i ewentualnie na ringu,ktoś ma lepsze argumenty,przyjmę porazke.Ale nigdy takiej jak ktoś jest ukryty za monitorem i jego jedynym argumentem jest poczucie władzy,w sytuacji gdzie obnażone sa jego niedoskonałości lub w gre wchodzi śmieszna firmowa porazka.

101

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

mayk222 masz problem: zgłoś go Moderacji, zamiast robić off topic.

Najlepiej pozamiatać pod kontrolowany dywan.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

102

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

A to spiskowcy big_smile

103 Ostatnio edytowany przez Richellieu (2013-04-17 12:54:36)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Fevers powiem brutalnie, fajny z Ciebie gość ale na babach się nie znasz.

1. To że kobieta od Ciebie odeszła w sposób jaki to zrobiła wskazuje że miała Cię w dupie cały czas, od początku. To że kiedyś było cukierkowo wynika z tego że bawiła ją letnia woda, teraz jej nie bawi. Tłumaczenie że poszła do kasy jest dziecinne, kiedy kobieta kocha mężczyznę nie zglupieje a nawet jak zgłupieje to na krótko.

Twoja kobieta odeszła od Ciebie bo ją znudziłeś a kobiety które kochają nie nudzą się nawet z szachistą. To zresztą powód dla którego nie zauważyłeś w porę że jako kobieta twoja była jest totalną suką, byłeś tak zielony w te klocki że nie zauważyłaś że wasze wspólne życie to z jej strony zabawa w dom a zabawa wiecznie nie trwa.

2. Wiemy już że nie byłeś w jej życiu nikim ważnym, prawdopodobnie nawet w dniu ślubu miałeś w jej oczach co najwyżej 7/10 a potem twoja ocena spadała ale pociesz się, ten typ samicy kocha rzadko i nigdy nie idzie do miłości, poszła do lepszego modelu który jeśli się nie spisze też pójdzie w odstawkę (albo on odstawi ją) ale ten typ kobiety nie wraca więc na to że zapuka z płaczem nie licz.

3. Wiemy już że ani ty ani nowy gach nie jesteście dla niej niczym specjalnym i teraz męska propozycja, zejdź z wysokiego konia, przestań udawać że kobieta która puściła Cię bokiem to idiotka bo na razie to ona zrobiła z Ciebie durnia, głupi nie jesteś więc przestań zakładać tematy pt "odejście do Harlequina" i zacznij patrzeć na kobiety nie przez pryzmat tego jaki ty jesteś fajny, mądry i jak one mają z Tobą dobrze tylko przez pryzmat inwestycji, zainwestowałeś źle i Ci się nie zwróciło ale nawet kiedy małżeństwo wybuchło Ci w twarz nie przyznajesz się do tego że wybrałeś źle i widzisz w tym jakiś błąd swojej żony. Twoja była skorygowała twój światopogląd, podziękuj jej i zamiast zakładać takie tematy wreszcie się czegoś naucz, nie obwiniaj kobiety która miała Cię za nic a mimo to przyjąłeś ją pod swój dach licząc na niewiadomo co. Dam sobie uciąć głowę że dostawałeś od początku subtelne ale wyraźne znaki że nie jest różowo ale wolałeś je olać, jak kobieta Cię nie kocha od początku to taka przygoda musi się zdarzyć, i się zdarzyła.

104

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Richellieu napisał/a:

Fevers powiem brutalnie, fajny z Ciebie gość ale na babach się nie znasz.

1. To że kobieta od Ciebie odeszła w sposób jaki to zrobiła wskazuje że miała Cię w dupie cały czas, od początku. To że kiedyś było cukierkowo wynika z tego że bawiła ją letnia woda, teraz jej nie bawi. Tłumaczenie że poszła do kasy jest dziecinne, kiedy kobieta kocha mężczyznę nie zglupieje a nawet jak zgłupieje to na krótko.

Richellieu napisał/a:

Twoja kobieta odeszła od Ciebie bo ją znudziłeś a kobiety które kochają nie nudzą się nawet z szachistą. To zresztą powód dla którego nie zauważyłeś w porę że jako kobieta twoja była jest totalną suką, byłeś tak zielony w te klocki że nie zauważyłaś że wasze wspólne życie to z jej strony zabawa w dom a zabawa wiecznie nie trwa.

Nie mogę w pewnym stopniu nie przyznać Ci racji w tym, że nie widziałem sygnałów ostrzegawczych. Tylko zadaj sobie pytanie: czy gdy Ty jesteś zakochany na całego, to widzisz kobietę dokładnie taką, jaka jest? Czy może pewne symptomy mimo wszystko uciekają z pola widzenia? Pełna świadomość istoty partnerki od początku istnienia relacji moim zdaniem jest możliwa dopiero wtedy, kiedy dostanie się nauczkę. Tak zwaną "szkołę życia". Cała zabawa tkwi w tym, żeby uczyć się na popełnionych błędach, a moim zdaniem nadludzi wiedzących wszystko od początku nie ma i nie było i nie wierzę, że każdy rodzi się z predyspozycją przejrzenia partnera/partnerki na wylot. W tym wszystkim albo się mocno kocha ( co sprawia, że odrzucamy od siebie myśli, że ta kochana osoba może nas przewalić ), albo związek jest oparty na ostrożności, czyli niepełnym zaufaniu, co moim zdaniem raczej wyklucza pełną i głęboką relację.

Richellieu napisał/a:

2. Wiemy już że nie byłeś w jej życiu nikim ważnym, prawdopodobnie nawet w dniu ślubu miałeś w jej oczach co najwyżej 7/10 a potem twoja ocena spadała ale pociesz się, ten typ samicy kocha rzadko i nigdy nie idzie do miłości, poszła do lepszego modelu który jeśli się nie spisze też pójdzie w odstawkę (albo on odstawi ją) ale ten typ kobiety nie wraca więc na to że zapuka z płaczem nie licz.

Błąd. Byłem w jej życiu kimś ważnym, ale do pewnego momentu. Moim zdaniem naiwne i bardzo infantylne jest podchodzenie do tematu na zasadzie, jaką opisujesz. Mimo wszystkich syfów, jakie żona wytworzyła - nie jest robotem i ma swoją sferę uczuciową, którą też potrzebuje wypełnić. A to, że jest ona uwarunkowana od aspektu finansowego, to już inna para kaloszy. Owszem, poleciała do "lepszego modelu", ale z wytworzoną w głowie projekcją dozgonnego szczęścia w ramionach mężczyzny, który nie tylko zapewni jej życie na odpowiednim poziomie finansowym, ale także będzie ją kochał jak nikt dotąd, a ona odda mu całą siebie. Mój wniosek jest więc taki, że choć dajesz mi rady i sugerujesz, że nie znam się na kobietach, to uważam, że tak naprawdę sam masz niezbyt duże pojęcie o ich psychice. Twoje wnioski ( bez urazy ) są bardzo powierzchowne, schematyczne i wynikające z czysto zewnętrznej obserwacji, a nie ze znajomości psychiki i metodologii postępowania płci pięknej.

Richellieu napisał/a:

3. Wiemy już że ani ty ani nowy gach nie jesteście dla niej niczym specjalnym i teraz męska propozycja, zejdź z wysokiego konia, przestań udawać że kobieta która puściła Cię bokiem to idiotka bo na razie to ona zrobiła z Ciebie durnia, głupi nie jesteś więc przestań zakładać tematy pt "odejście do Harlequina" i zacznij patrzeć na kobiety nie przez pryzmat tego jaki ty jesteś fajny, mądry i jak one mają z Tobą dobrze tylko przez pryzmat inwestycji, zainwestowałeś źle i Ci się nie zwróciło ale nawet kiedy małżeństwo wybuchło Ci w twarz nie przyznajesz się do tego że wybrałeś źle i widzisz w tym jakiś błąd swojej żony. Twoja była skorygowała twój światopogląd, podziękuj jej i zamiast zakładać takie tematy wreszcie się czegoś naucz, nie obwiniaj kobiety która miała Cię za nic a mimo to przyjąłeś ją pod swój dach licząc na niewiadomo co. Dam sobie uciąć głowę że dostawałeś od początku subtelne ale wyraźne znaki że nie jest różowo ale wolałeś je olać, jak kobieta Cię nie kocha od początku to taka przygoda musi się zdarzyć, i się zdarzyła.

Jak wyżej - za każdym razem kiedy odchodziła do kolejnego, to w głowie miała wyobrażenie o tym, że tym razem dostanie nie tylko zaplecze finansowe, ale tez idealnego mężczyznę bez skazy, który w pełni zaangażuje się uczuciowo, który da jej wszystko, co w główce sobie uroiła. Także w sferze emocjonalno-uczuciowej. Tylko, że ten facet może być nie wiadomo jak kochający, ale kiedy kobieta ma w sobie destrukcyjne mechanizmy, daleko odbiegające od prawidłowych, to tak czy siak, wcześniej czy później ta relacja zostanie przerwana. Tylko nie wiadomo, z czyjej inicjatywy. Ze mnie durnia nie zrobiła, jak sugerujesz. Durnia zrobiła jedynie z siebie. To nie ja zbudowałem cały przewał na kłamstwie, matactwach i konfabulacji. To nie ja udowodniłem, że nie mam kręgosłupa moralnego i nie ja muszę się tłumaczyć przed wszystkimi w taki sposób, żeby mnie rozgrzeszono.
Nie potrafię także patrzeć na kobiety przez pryzmat inwestycji, jak to malowniczo ująłeś. Nigdy nie traktowałem kobiet przedmiotowo i nie mam zamiaru w taki sposób ich postrzegać, bo dla mnie to z góry wyklucza szczęśliwy związek. Nie wiem jakie jest twoje podejście w tym temacie, ale skoro taką radę mi dajesz, to zakładam, że to są Twoje mądrości życiowe. A jeśli tak jest, to ... naprawdę współczuję Tobie podejścia do zagadnienia relacji, związku i małżeństwa. Być może jestem w błędzie, ale analizując Twoją wypowiedź nasuwają mi się wnioski, że dla Ciebie kobieta to coś, co powinno Ci się zwrócić, w taki czy inny sposób. A ja Ci z kolei powiem tak: ten, kto oczekuje w związku czegoś w zamian, nigdy nie stworzy prawdziwie głębokiej relacji z partnerką. Ale jak już wspomniałem - to tylko mój wniosek.
Idąc dalej - znowu pokazujesz, że to nie ja nie znam się na kobietach. Moja żona nie miała mnie za nic i nie było tak, że nie kochała mnie od początku. Wspomniałem wcześniej, że nie jest robotem i ma swoje uczucia, które też potrzebuje ulokować. Znajomość tego faktu jest fundamentem zrozumienia poczynań kobiet. Wskaż mi choć JEDNĄ kobietę, której motywami działania nie są i nigdy nie były uczucia. Nie ma takich. Bo to wbrew naturze człowieka. Wbrew naturze kobiet, które tak naprawdę są psychicznie słabymi istotami w porównaniu z mężczyznami. Mężczyzna może czasem zewnętrznie wydawać się słaby, ale dlatego, że jest rozwalony na kilku płaszczyznach egzystencji. Na przykład ja - można byłoby mnie postrzegać, że moja żona odeszła ode mnie i jest dziś radosna, bo jest silniejsza psychicznie, a ja jestem słaby psychicznie, bo mam doła. No, powiem szczerze, że ktoś, kto by tak to opisał, dla mnie byłby płytkim w postrzeganiu i mało inteligentnym człowiekiem. A przede wszystkim kimś, kto absolutnie nie rozumie o co tak naprawdę w życiu chodzi. Moja żona sprawia wrażenie silnej, bo czerpie energię z harlequina. Ze swoich motyli w brzuchu. Tylko, że one się kiedyś skończą i nadejdzie zderzenie z rzeczywistością. Ja z kolei dziś jestem obciagniety z energii, co może sprawiać wrażenie słabej psychiki. Tylko, że istotny jest fakt, że odchodząc żona zostawiła mnie z naszymi wspólnymi długami, więc nie dość, że muszę uporać się z sytuacją gospodarczą, to także ze sferą uczuciowo-emocjonalną, która de facto została przez zonę zdruzgotana. W końcu do ostatniej chwili utrzymywała mnie w przeświadczeniu, że zestarzejemy się razem, że założymy lada chwila rodzinę itp. Jeśli nie rozumiesz prawdziwych implikacji tej sytuacji, to dalsze tłumaczenie z mojej strony i tak nic Ci nie da. Powtarzam Ci jeszcze raz: kobiety potrzebują poczucia bezpieczeństwa ze strony mężczyzny, a nie tylko iść przez życie patrząc na świat przez pięciozłotówki w oczach. Potrzebują czuć się kochane i same potrzebują kochać. Reasumując - dziękuję serdecznie za Twoją wypowiedź i poradę, ale nie skorzystam, bo dla mnie sam nie jesteś dobrze zaznajomiony z tym, za opisywanie czego się zabierasz. Pozdrawiam serdecznie.

105 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-17 13:31:52)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Drogi Richellieu...
Tyzes jakowe oleum pobieral niczym Wasc Zagloba, ze Cie owe oleum ponioslo?
Jako przybrany imiennik tytulowego bohatera z jednego z utworow grupy "Czerwony Tulipan" popelniles Kardynale Richellieu... kardynalny blad...
I w imieniu Feversa jak i swoim moge z cala stanowczoscia powiedziec, ze nadajesz sie na beben do perkusji dla w/w zespolu lub Rollingstonsow, bo nie znasz sie za grosz nie tyle na problemie przewodnim tego watku, co na temacie z nim powiazanym, ktory dotyczy autora i mnie, a jedyna sensowna wypowiedz z Twojego calego myslowego slowotoku to tylko lub az to jedno zdanie:

Twoja była skorygowała twój światopogląd, podziękuj jej.

uczynil juz to jesli bys czytal ze zrozumieniem a nie przelotem.
A owa dama, o ktorej mowisz skorygowala Nasz swiatopoglad, o ktorym My doskonale wiemy i poszerzylismy sobie we wlasnym zakresie horyzonty wedle tego zagadnienia, czego z pewnoscia nie moge tudziez nie mozemy powiedziec o Tobie po zapoznaniu sie z trescia Twojego wywodu jak nie porownujac wrozby z fusow po kawie Celmar.

Z wyrazami nalezytego szacunku Wasci Richellieu.

106

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
bags napisał/a:

Drogi Richellieu...
Tyzes jakowe oleum pobieral niczym Wasc Zagloba, ze Cie owe oleum ponioslo?
Jako przybrany imiennik tytulowego bohatera z jednego z utworow grupy "Czerwony Tulipan" popelniles Kardynale Richellieu... kardynalny blad...
I w imieniu Feversa jak i swoim moge z cala stanowczoscia powiedziec, ze nadajesz sie na beben do perkusji dla w/w zespolu lub Rollingstonsow, bo nie znasz sie za grosz nie tyle na problemie przewodnim tego watku, co na temacie z nim powiazanym, ktory dotyczy autora i mnie, a jedyna sensowna wypowiedz z Twojego calego myslowego slowotoku to tylko lub az to jedno zdanie:

Twoja była skorygowała twój światopogląd, podziękuj jej.

uczynil juz to jesli bys czytal ze zrozumieniem a nie przelotem.
A owa dama, o ktorej mowisz skorygowala Nasz swiatopoglad, o ktorym My doskonale wiemy i poszerzylismy sobie we wlasnym zakresie horyzonty wedle tego zagadnienia, czego z pewnoscia nie moge tudziez nie mozemy powiedziec o Tobie po zapoznaniu sie z trescia Twojego wywodu jak nie porownujac wrozby z fusow po kawie Celmar.

Z wyrazami nalezytego szacunku Wasci Richellieu.

Bags, jak zawsze rozwalasz mi podwozie celną ripostą i kolorowymi, niemal sensualnymi wypowiedziami smile

107

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Fevers napisał/a:

Bags, jak zawsze rozwalasz mi podwozie celną ripostą i kolorowymi, niemal sensualnymi wypowiedziami smile

Oj tam oj tam lol

A ten duchowny meteoryt, jak to nazywalismy przybyszow na innym watku sie naprodukowal i dostal wilczy bilet po bagatela 2 postach.

108

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
bags napisał/a:
Fevers napisał/a:

Bags, jak zawsze rozwalasz mi podwozie celną ripostą i kolorowymi, niemal sensualnymi wypowiedziami smile

Oj tam oj tam lol

A ten duchowny meteoryt, jak to nazywalismy przybyszow na innym watku sie naprodukowal i dostal wilczy bilet po bagatela 2 postach.

Był szybszy niż natychmiast smile

109 Ostatnio edytowany przez onslaught (2013-04-18 18:23:55)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Fevers napisał/a:

Był szybszy niż natychmiast smile

Był szybszy od... Pardon! W końcu czytają to forum Damy! wink

110

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
onslaught napisał/a:
Fevers napisał/a:

Był szybszy niż natychmiast smile

Był szybszy od... Pardon! W końcu czytają to forum Damy! wink

No wlasnie prosze "Pani", kultury troche, kultury big_smile

111

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
bags napisał/a:

No wlasnie prosze "Pani", kultury troche, kultury big_smile

Czuję się przywołany do porządku! wink

112

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
bags napisał/a:
Fevers napisał/a:

Bags, jak zawsze rozwalasz mi podwozie celną ripostą i kolorowymi, niemal sensualnymi wypowiedziami smile

Oj tam oj tam lol

A ten duchowny meteoryt, jak to nazywalismy przybyszow na innym watku sie naprodukowal i dostal wilczy bilet po bagatela 2 postach.

To moja sprawka przyznaję się... smile bez bicia.
W innym wątku napisał takiego posta że aż oczy z orbit wychodziły. Jeśli ktoś ma pisać po to aby kobiety tutaj wyzywać od głupich ci...to lepiej niech nie pisze wcale...
Mówiło się "skarżypyta na kopyta" smile ale są granice...

113

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Kwiatuszek100 napisał/a:
bags napisał/a:
Fevers napisał/a:

Bags, jak zawsze rozwalasz mi podwozie celną ripostą i kolorowymi, niemal sensualnymi wypowiedziami smile

Oj tam oj tam lol

A ten duchowny meteoryt, jak to nazywalismy przybyszow na innym watku sie naprodukowal i dostal wilczy bilet po bagatela 2 postach.

To moja sprawka przyznaję się... smile bez bicia.
W innym wątku napisał takiego posta że aż oczy z orbit wychodziły. Jeśli ktoś ma pisać po to aby kobiety tutaj wyzywać od głupich ci...to lepiej niech nie pisze wcale...
Mówiło się "skarżypyta na kopyta" smile ale są granice...

No to poszedl po bandzie, bo tu zrobil jazde w obronie kobiet. zagral na dwa fronty... 2 postami.

114

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Jak Dr.Jekyll i Mr.Hyde smile

115

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Szkoda sad Nie wiem co napisał tam takiego strasznego, ale tutejszy wpis Richellieu jest bardzo sensowny. Mam nadzieję, że do nas wróci w nowym wcieleniu (np. jako Mazarini)

116

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
wont napisał/a:

Szkoda sad Nie wiem co napisał tam takiego strasznego, ale tutejszy wpis Richellieu jest bardzo sensowny. Mam nadzieję, że do nas wróci w nowym wcieleniu (np. jako Mazarini)

Szkoda że w tamtym poście nie było żadnego sensu tylko wulgaryzm i płynące wielką falą chamstwo.
Gdybyś go czytał/a to byś zrozumiał/a...

117

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
wont napisał/a:

Szkoda sad Nie wiem co napisał tam takiego strasznego, ale tutejszy wpis Richellieu jest bardzo sensowny. Mam nadzieję, że do nas wróci w nowym wcieleniu (np. jako Mazarini)

Kolejny meteoryt pokroju Richelieu "znajacy lepiej" temat niz My sami...

118

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
bags napisał/a:
wont napisał/a:

Szkoda sad Nie wiem co napisał tam takiego strasznego, ale tutejszy wpis Richellieu jest bardzo sensowny. Mam nadzieję, że do nas wróci w nowym wcieleniu (np. jako Mazarini)

Kolejny meteoryt pokroju Richelieu "znajacy lepiej" temat niz My sami...

Skoro jest u Was samych tak pięknie, to dlaczego jest tak ujowo?

119

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
wont napisał/a:
bags napisał/a:
wont napisał/a:

Szkoda sad Nie wiem co napisał tam takiego strasznego, ale tutejszy wpis Richellieu jest bardzo sensowny. Mam nadzieję, że do nas wróci w nowym wcieleniu (np. jako Mazarini)

Kolejny meteoryt pokroju Richelieu "znajacy lepiej" temat niz My sami...

Skoro jest u Was samych tak pięknie, to dlaczego jest tak ujowo?

Nie chwal dnia przed zachodem...
My juz wiemy cos wiecej o zyciu w zwiazkach i rodzinach, czego jeszcze Tobie nie bylo dane poznac. I uwazaj, by nagle z dnia na dzien ta sielanka miodem i mlekiem plynaca w Twoim zyciu nie zamienila sie w armagedon do kwadratu. Bo o dziwo los bywa przewrotny i to co wysmiewasz u innych... ku wielkiemu zdumieniu wraca ze zdwojona sila.
"Obi tak to robi", ze bezdotykowo kazdemu wpier....., po prostu.

120

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
bags napisał/a:
wont napisał/a:
bags napisał/a:

Kolejny meteoryt pokroju Richelieu "znajacy lepiej" temat niz My sami...

Skoro jest u Was samych tak pięknie, to dlaczego jest tak ujowo?

Nie chwal dnia przed zachodem...
My juz wiemy cos wiecej o zyciu w zwiazkach i rodzinach, czego jeszcze Tobie nie bylo dane poznac. I uwazaj, by nagle z dnia na dzien ta sielanka miodem i mlekiem plynaca w Twoim zyciu nie zamienila sie w armagedon do kwadratu. Bo o dziwo los bywa przewrotny i to co wysmiewasz u innych... ku wielkiemu zdumieniu wraca ze zdwojona sila.
"Obi tak to robi", ze bezdotykowo kazdemu wpier....., po prostu.

Jak zwykle idealnie i trafnie to ująłeś big_smile
Polać mu!

121

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Bags, z kim ty dyskutujesz? Chyba nie ze mną, bo ja ani nie chwalę dnia przed zachodem ani nie wyśmiewam się z ciebie i Feversa. Po prostu dziwi mnie twoja bezrefleksyjność i przekonanie o nieomylności. To, że nie chcesz pochylić się choć troszeczkę nad tym co napisał Richellieu.

122 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-18 23:30:17)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
wont napisał/a:

Bags, z kim ty dyskutujesz? Chyba nie ze mną, bo ja ani nie chwalę dnia przed zachodem ani nie wyśmiewam się z ciebie i Feversa.

Nie dyskutuje a probuje Ci zwrocic uwage na szczegol, ktory poprzez wlasna nieomylnosc i przytakiwanie kardynalowi pominales.
Jest cos, o czym mowimy z Feversem a czego nie ma w Waszych wywodach i sugestiach. Ot co.

wont napisał/a:

Po prostu dziwi mnie twoja bezrefleksyjność i przekonanie o nieomylności. To, że nie chcesz pochylić się choć troszeczkę nad tym co napisał Richellieu.

Nieomylni sa tylko Ci co sa 2m pod ziemia. A skoro nie wiesz nic o mnie, mojej rzekomej nieomylnosci i bezrefleksyjnosci w dotychczasowym zyciu, to zamilcz. Bedzie to mile widziane z mojej strony.
A wypociny Richelieu do mojej czy Feversa osoby, maja sie jak rwacy potok do odmetow Missisipi... sa plytkie jak tafla lodu na kaluzy po przymrozku.
A i skoliozy kregoslupa nie mam zamiaru sie nabawic, pochylajac i czytajac tak pozbawione sensu i logiki moraly, ktore juz sprostowalismy wraz z Feversem.

I ponawiam co juz mowilem wczesniej: czytaj ze zrozumieniem a nie przelotem.

123

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

No i nastał koniec. Oficjalnie właśnie zasiliłem szeregi rozwodników. Puściły jej emocje pomiędzy przesłuchaniem a orzeczeniem wyroku i poleciały jej łzy. A po zakończonej sprawie myślała, że nie widziałem, ale kucnęła i tak się rozszlochała, że aż mi się jej żal zrobiło. Ale temat docisnęła do końca i dopięła swego. Cóż, czas na nowy rozdział w życiu...

124

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Nie ma co płakać, jak się tego chciało o podjęło się dorosłą decyzję, która ma przecież uszczęśliwić. Czy nie?

125 Ostatnio edytowany przez Fevers (2013-06-03 18:55:02)

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

Nie ma co płakać, jak się tego chciało o podjęło się dorosłą decyzję, która ma przecież uszczęśliwić. Czy nie?

O tak, tak, ale mam wrażenie, że ona już zaczyna powoli żałować decyzji. Na rozprawę odpicowałem się jak stróż na Boże Ciało, opaliłem się na Mazurach, odpimpowałem, więc nie zastała w sądzie tego, kogo chciała zastać. A chciała zastać cierpiętnika, który nadal jęczy po jej odejściu. I siłownia też swoje zrobiła smile

126

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

No i dobrze. Zaczynacie coś nowego, oby lepiej smile W każdym razie życzę Ci tego nowego, szczęśliwego rozdziału w życiu. smile

127

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Catwoman napisał/a:

No i dobrze. Zaczynacie coś nowego, oby lepiej smile W każdym razie życzę Ci tego nowego, szczęśliwego rozdziału w życiu. smile

Nie podziękuję, żeby nie zapeszyć, a nie dlatego, że jestem niegrzecznym gałganem smile

128

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.
Fevers napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Nie ma co płakać, jak się tego chciało o podjęło się dorosłą decyzję, która ma przecież uszczęśliwić. Czy nie?

O tak, tak, ale mam wrażenie, że ona już zaczyna powoli żałować decyzji. Na rozprawę odpicowałem się jak stróż na Boże Ciało, opaliłem się na Mazurach, odpimpowałem, więc nie zastała w sądzie tego, kogo chciała zastać. A chciała zastać cierpiętnika, który nadal jęczy po jej odejściu. I siłownia też swoje zrobiła smile

I tak trzymać smile szczerze powodzenia i wszystkiego dobrego smile

129

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Dzięki Raptorrr smile

130

Odp: W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Fevers: chyba powinienem napisac: gratuluje chlopie!
Jesli mozesz napisz cos wiecej o same rozprawie, bo mnie to niedlugo tez czeka.

Posty [ 66 do 130 z 136 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » W ramionach harlequina - spojrzenie ze strony uciekającej ze związku.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026