Richellieu napisał/a:Fevers powiem brutalnie, fajny z Ciebie gość ale na babach się nie znasz.
1. To że kobieta od Ciebie odeszła w sposób jaki to zrobiła wskazuje że miała Cię w dupie cały czas, od początku. To że kiedyś było cukierkowo wynika z tego że bawiła ją letnia woda, teraz jej nie bawi. Tłumaczenie że poszła do kasy jest dziecinne, kiedy kobieta kocha mężczyznę nie zglupieje a nawet jak zgłupieje to na krótko.
Richellieu napisał/a:Twoja kobieta odeszła od Ciebie bo ją znudziłeś a kobiety które kochają nie nudzą się nawet z szachistą. To zresztą powód dla którego nie zauważyłeś w porę że jako kobieta twoja była jest totalną suką, byłeś tak zielony w te klocki że nie zauważyłaś że wasze wspólne życie to z jej strony zabawa w dom a zabawa wiecznie nie trwa.
Nie mogę w pewnym stopniu nie przyznać Ci racji w tym, że nie widziałem sygnałów ostrzegawczych. Tylko zadaj sobie pytanie: czy gdy Ty jesteś zakochany na całego, to widzisz kobietę dokładnie taką, jaka jest? Czy może pewne symptomy mimo wszystko uciekają z pola widzenia? Pełna świadomość istoty partnerki od początku istnienia relacji moim zdaniem jest możliwa dopiero wtedy, kiedy dostanie się nauczkę. Tak zwaną "szkołę życia". Cała zabawa tkwi w tym, żeby uczyć się na popełnionych błędach, a moim zdaniem nadludzi wiedzących wszystko od początku nie ma i nie było i nie wierzę, że każdy rodzi się z predyspozycją przejrzenia partnera/partnerki na wylot. W tym wszystkim albo się mocno kocha ( co sprawia, że odrzucamy od siebie myśli, że ta kochana osoba może nas przewalić ), albo związek jest oparty na ostrożności, czyli niepełnym zaufaniu, co moim zdaniem raczej wyklucza pełną i głęboką relację.
Richellieu napisał/a:2. Wiemy już że nie byłeś w jej życiu nikim ważnym, prawdopodobnie nawet w dniu ślubu miałeś w jej oczach co najwyżej 7/10 a potem twoja ocena spadała ale pociesz się, ten typ samicy kocha rzadko i nigdy nie idzie do miłości, poszła do lepszego modelu który jeśli się nie spisze też pójdzie w odstawkę (albo on odstawi ją) ale ten typ kobiety nie wraca więc na to że zapuka z płaczem nie licz.
Błąd. Byłem w jej życiu kimś ważnym, ale do pewnego momentu. Moim zdaniem naiwne i bardzo infantylne jest podchodzenie do tematu na zasadzie, jaką opisujesz. Mimo wszystkich syfów, jakie żona wytworzyła - nie jest robotem i ma swoją sferę uczuciową, którą też potrzebuje wypełnić. A to, że jest ona uwarunkowana od aspektu finansowego, to już inna para kaloszy. Owszem, poleciała do "lepszego modelu", ale z wytworzoną w głowie projekcją dozgonnego szczęścia w ramionach mężczyzny, który nie tylko zapewni jej życie na odpowiednim poziomie finansowym, ale także będzie ją kochał jak nikt dotąd, a ona odda mu całą siebie. Mój wniosek jest więc taki, że choć dajesz mi rady i sugerujesz, że nie znam się na kobietach, to uważam, że tak naprawdę sam masz niezbyt duże pojęcie o ich psychice. Twoje wnioski ( bez urazy ) są bardzo powierzchowne, schematyczne i wynikające z czysto zewnętrznej obserwacji, a nie ze znajomości psychiki i metodologii postępowania płci pięknej.
Richellieu napisał/a:3. Wiemy już że ani ty ani nowy gach nie jesteście dla niej niczym specjalnym i teraz męska propozycja, zejdź z wysokiego konia, przestań udawać że kobieta która puściła Cię bokiem to idiotka bo na razie to ona zrobiła z Ciebie durnia, głupi nie jesteś więc przestań zakładać tematy pt "odejście do Harlequina" i zacznij patrzeć na kobiety nie przez pryzmat tego jaki ty jesteś fajny, mądry i jak one mają z Tobą dobrze tylko przez pryzmat inwestycji, zainwestowałeś źle i Ci się nie zwróciło ale nawet kiedy małżeństwo wybuchło Ci w twarz nie przyznajesz się do tego że wybrałeś źle i widzisz w tym jakiś błąd swojej żony. Twoja była skorygowała twój światopogląd, podziękuj jej i zamiast zakładać takie tematy wreszcie się czegoś naucz, nie obwiniaj kobiety która miała Cię za nic a mimo to przyjąłeś ją pod swój dach licząc na niewiadomo co. Dam sobie uciąć głowę że dostawałeś od początku subtelne ale wyraźne znaki że nie jest różowo ale wolałeś je olać, jak kobieta Cię nie kocha od początku to taka przygoda musi się zdarzyć, i się zdarzyła.
Jak wyżej - za każdym razem kiedy odchodziła do kolejnego, to w głowie miała wyobrażenie o tym, że tym razem dostanie nie tylko zaplecze finansowe, ale tez idealnego mężczyznę bez skazy, który w pełni zaangażuje się uczuciowo, który da jej wszystko, co w główce sobie uroiła. Także w sferze emocjonalno-uczuciowej. Tylko, że ten facet może być nie wiadomo jak kochający, ale kiedy kobieta ma w sobie destrukcyjne mechanizmy, daleko odbiegające od prawidłowych, to tak czy siak, wcześniej czy później ta relacja zostanie przerwana. Tylko nie wiadomo, z czyjej inicjatywy. Ze mnie durnia nie zrobiła, jak sugerujesz. Durnia zrobiła jedynie z siebie. To nie ja zbudowałem cały przewał na kłamstwie, matactwach i konfabulacji. To nie ja udowodniłem, że nie mam kręgosłupa moralnego i nie ja muszę się tłumaczyć przed wszystkimi w taki sposób, żeby mnie rozgrzeszono.
Nie potrafię także patrzeć na kobiety przez pryzmat inwestycji, jak to malowniczo ująłeś. Nigdy nie traktowałem kobiet przedmiotowo i nie mam zamiaru w taki sposób ich postrzegać, bo dla mnie to z góry wyklucza szczęśliwy związek. Nie wiem jakie jest twoje podejście w tym temacie, ale skoro taką radę mi dajesz, to zakładam, że to są Twoje mądrości życiowe. A jeśli tak jest, to ... naprawdę współczuję Tobie podejścia do zagadnienia relacji, związku i małżeństwa. Być może jestem w błędzie, ale analizując Twoją wypowiedź nasuwają mi się wnioski, że dla Ciebie kobieta to coś, co powinno Ci się zwrócić, w taki czy inny sposób. A ja Ci z kolei powiem tak: ten, kto oczekuje w związku czegoś w zamian, nigdy nie stworzy prawdziwie głębokiej relacji z partnerką. Ale jak już wspomniałem - to tylko mój wniosek.
Idąc dalej - znowu pokazujesz, że to nie ja nie znam się na kobietach. Moja żona nie miała mnie za nic i nie było tak, że nie kochała mnie od początku. Wspomniałem wcześniej, że nie jest robotem i ma swoje uczucia, które też potrzebuje ulokować. Znajomość tego faktu jest fundamentem zrozumienia poczynań kobiet. Wskaż mi choć JEDNĄ kobietę, której motywami działania nie są i nigdy nie były uczucia. Nie ma takich. Bo to wbrew naturze człowieka. Wbrew naturze kobiet, które tak naprawdę są psychicznie słabymi istotami w porównaniu z mężczyznami. Mężczyzna może czasem zewnętrznie wydawać się słaby, ale dlatego, że jest rozwalony na kilku płaszczyznach egzystencji. Na przykład ja - można byłoby mnie postrzegać, że moja żona odeszła ode mnie i jest dziś radosna, bo jest silniejsza psychicznie, a ja jestem słaby psychicznie, bo mam doła. No, powiem szczerze, że ktoś, kto by tak to opisał, dla mnie byłby płytkim w postrzeganiu i mało inteligentnym człowiekiem. A przede wszystkim kimś, kto absolutnie nie rozumie o co tak naprawdę w życiu chodzi. Moja żona sprawia wrażenie silnej, bo czerpie energię z harlequina. Ze swoich motyli w brzuchu. Tylko, że one się kiedyś skończą i nadejdzie zderzenie z rzeczywistością. Ja z kolei dziś jestem obciagniety z energii, co może sprawiać wrażenie słabej psychiki. Tylko, że istotny jest fakt, że odchodząc żona zostawiła mnie z naszymi wspólnymi długami, więc nie dość, że muszę uporać się z sytuacją gospodarczą, to także ze sferą uczuciowo-emocjonalną, która de facto została przez zonę zdruzgotana. W końcu do ostatniej chwili utrzymywała mnie w przeświadczeniu, że zestarzejemy się razem, że założymy lada chwila rodzinę itp. Jeśli nie rozumiesz prawdziwych implikacji tej sytuacji, to dalsze tłumaczenie z mojej strony i tak nic Ci nie da. Powtarzam Ci jeszcze raz: kobiety potrzebują poczucia bezpieczeństwa ze strony mężczyzny, a nie tylko iść przez życie patrząc na świat przez pięciozłotówki w oczach. Potrzebują czuć się kochane i same potrzebują kochać. Reasumując - dziękuję serdecznie za Twoją wypowiedź i poradę, ale nie skorzystam, bo dla mnie sam nie jesteś dobrze zaznajomiony z tym, za opisywanie czego się zabierasz. Pozdrawiam serdecznie.