Mile widziani, ale przyznasz hera, że i tak te walentynki były dla nas wystarczająco traumatyczne. Wchodzisz w temat, który ma jakoś pomoc to przetrwać, a czytam o tym, co ktoś dostał od kochającej osoby. To chyba nie wymaga zmysłu detektywistycznego Sherlocka Holmesa zeby zorientować się, że chyba nie o takie wynurzenia chodziło komuś, kto zakłada walntynkowy temat w dziale "zdrada, rozstanie, rozwód". Ja mam doła maksymalnego od walentynek. Jak sobie wyobrażę, jak mogła je spędzać z nowym facetem. Wrrrr
Podobne tematy
Mile widziani, ale przyznasz hera, że i tak te walentynki były dla nas wystarczająco traumatyczne. Wchodzisz w temat, który ma jakoś pomoc to przetrwać, a czytam o tym, co ktoś dostał od kochającej osoby. To chyba nie wymaga zmysłu detektywistycznego Sherlocka Holmesa zeby zorientować się, że chyba nie o takie wynurzenia chodziło komuś, kto zakłada walntynkowy temat w dziale "zdrada, rozstanie, rozwód". Ja mam doła maksymalnego od walentynek. Jak sobie wyobrażę, jak mogła je spędzać z nowym facetem. Wrrrr
Martinello...mam to samo , nie mogę tej mysli znieść ,On z inna... aha sprawił mi prezent po walentynkowy napisal dzisiaj ze reszte rzeczy wysłał...czyli juz mnie usunal na zawsze ze swojego zycia...Damy rade przezyjemy to..musimy...
martinello napisał/a:Mile widziani, ale przyznasz hera, że i tak te walentynki były dla nas wystarczająco traumatyczne. Wchodzisz w temat, który ma jakoś pomoc to przetrwać, a czytam o tym, co ktoś dostał od kochającej osoby. To chyba nie wymaga zmysłu detektywistycznego Sherlocka Holmesa zeby zorientować się, że chyba nie o takie wynurzenia chodziło komuś, kto zakłada walntynkowy temat w dziale "zdrada, rozstanie, rozwód". Ja mam doła maksymalnego od walentynek. Jak sobie wyobrażę, jak mogła je spędzać z nowym facetem. Wrrrr
Martinello...mam to samo , nie mogę tej mysli znieść ,On z inna... aha sprawił mi prezent po walentynkowy napisal dzisiaj ze reszte rzeczy wysłał...czyli juz mnie usunal na zawsze ze swojego zycia...Damy rade przezyjemy to..musimy...
pewnie że dacie rade, zresztą ja też muszę dać...co z tego że walentynki jak pozostała reszta dni w roku, w końcu trzeba się pozbierać do kupy i żyć najmocniej jak się potrafi, nie myśleć że on/ona z kimś innym - lepiej pomyśleć (przykre) że umarł...ja tak zrobiłam, że nie będzie mi dane zobaczenie go, rozmowa...i udało się....pomimo że teraz jakieś tam spotkania są to nie przywiązuje wagi by nie cierpieć znów....uczę się cały czas żyć dla siebie samej:)