Witam. Nie wiem co robić, proszę pomóżcie mi. Rozstałam się po 5.5 roku związku. To nasz pierwszy tak poważny kryzys.
oboje nie jesteśmy bez winy. Mieszkaliśmy ze sobą, ale w listopadzie ja się od niego wyprowadziłam. On się starał, obiecywał zmiany, walczył o nas. A teraz po dwóch miesiącach jak wszystko zaczęło się już układać i mieliśmy do siebie wrócić, znowu ze sobą zamieszkać on powiedział mi, z dnia na dzień, że to koniec.
a ja bardzo źle zareagowałam na tę wiadomość, zachowałam się jak histeryczka, padło z moich ust wiele słów, których żałuję. Próbowałam umówić się z nim, porozmawiać, wyjaśnić, że wcale tak nie myślę, ale on tego nie chciał, więc pojechałam do niego, wszystko mu wyjaśniłam, przeprosiłam, obiecałam, że się zmienię, a on powiedział, że nie spodziewał się mnie, że chce wszystko spokojnie przemyśleć, że przyjedzie wieczorem i wtedy porozmawiamy. Nie przyjechał, czekałam 4 dni, nie wytrzymałam i znów do niego pojechałam. Powiedział, że potrzebuje więcej czasu, że nie podjął jeszcze żadnej decyzji, ale ja nalegałam, powiedziałam że bardzo go potrzebuje, tęsknię za nim, powiedział, że nie ma czasu ze mną rozmawiać. Zadzwoniłam wieczorem, prosiłam o spotkanie, powiedział, że ma inne plany i od tamtej pory się nie odezwał, a minął ponad tydzień. Proszę, pomóżcie, zrozumiałam, że nie umiem bez niego żyć. Bardzo za nim tęsknie. Wiem, że go skrzywdziłam, uraziłam moimi słowami, ale ja naprawdę zrozumiałam swój błąd i chcę go naprawić. Proszę, pomóżcie, podpowiedzcie co mogę zrobić, jak go odzyskać?
Pomóżcie mi proszę bo ja nie umiem przekreślić tylu lat, byliśmy zaręczeni, mieliśmy być ze sobą na zawsze, to moja pierwsza prawdziwa miłość. Co jeszcze mogę zrobić? Jak pokazać mu, że mi na nim zależy, że żałuję wypowiedzianych słów, że mi na nim ciągle zależy. Ja też zrozumiałam, że nie jestem bez winy, chcę się zmienić, zmienić dla niego. Chcę o nas walczyć, tylko nie wiem co mogę zrobić... Żeby go nie zniechęcić, tylko żeby on znowu chciał być ze mną... Pomóżcie, proszę
Jeśli on się nie waha w swojej decyzji, to nie widzę tego dobrze.
Jeśli on się jednak zastanawia, to wtedy hm... musisz się starać. Tak jak on zabiegał o Ciebie, tak Ty teraz o niego.
Inny sposób - nie chce Cię jako dziewczyny, to zostań przyjaciółką a potem możesz go uwieść na nowo, znów możecie robić "podchody" i poznawać się na nowo.
Ostatni sposób o którym czytałam na tym forum - czyli zmiana o 180%. Przestań się nim interesować, zadbaj o siebie, możesz z nim rozmawiać, ale udawaj, że już to przełknęłaś, że Ci nie zależy, że jest Ci dobrze, jesteć szczęśliwa i pewna siebie (a przy okazji bądź taka i zacznij się za kimś rozglądać - co Ci szkodzi).
Miałam kiedyś coś takiego. Miesiąc starań - on nadal nie wiedział czego chce.
To pocałowałam go i poweidziałam, że to nasz ostatni pocałunek i koniec, że już tak dalej nie mogę...
Następnego dnia się spotkaliśmy i powiedział, że jeśli nadal chcialabym byc z nim, to on o to prosi, bo on chce. No i dalismy sobie kolejna szanse.
Może u Ciebie też bedzie jakoś podobnie.... kto wie.
A może czas na zmiany - nie załamuj się, podobno za rogiem czeka na nas szczescie...
trzeba wierzyć, że co ma być to będzie - i że będzie dobrze.
Pytanie - dlaczego z dnia na dzień powiedział, że zrywa? CO było POWODEM skoro się układało?
Bo ja cały czas powtarzałam, że to jego wina, nie wierzyłam mu i on mi wreszcie powiedział, że ma tego dość, że ja jestem wiecznie najmądrzejsza a on już nie może tego wytrzymać. I jak byłam u niego to powiedziałam, że ja zrozumiałam swoje błędy, przeprosiłam go i powiedziałam, obiecałam, że się zmienię. Nie wiem co mogę jeszcze zrobić...
Ale jak ja mam się o niego starać? Jak dzwoniłam to nie odbierał, nie oddzwaniał, nie odpisywał... Wiem, że powiedziałam stanowczo za dużo, że go obraziłam, uraziłam jego męską dumę, ale naprawdę szczerze go za to przeprosiłam, nie wiem co jeszcze mogę zrobić... Czy powinnam walczyć?
Jak to było głównym problemem, a chcesz go naprawić, to mów mu o tym dalej, mów ze sie zmienisz, ze bedziesz sie starac... no i staraj sie, zeby uwierzył Ci.
Słuchaj, mam podobna sytuacje troche. Myśle, zeby kogos zostawić - ale on sie zaczal starac od niedawna. Tylko skad mam wiedziec, czy to nie jest chwilowe? Twoj ex tez tak moze myslec, ze sie zmienisz na miesiac, a potem znow bedzie to sama... musisz jakos pokazac, ze bedzie juz lepiej. Nie wiem jak... sama nie wiem, w co ja bym uwierzyla... ![]()
Po drugie, jest taki moment, gdy czara goryczy sie przeleje - wtedy nawet święty Walenty nie pomoże...
Można wytrzymać wiele rzeczy, ale nadchodzi taki moment, że już nie zniesie się ani minuty dłużej... wtedy nie ma rady...
Może nadal przepraszaj... zeby widzial jak bardzo zalujesz.
Może wyslij mu slodka kartke?
Upiecz ciasteczka w ksztalcie serduszek?
Napisz coś romantycznego smsem?
I przytul mocno jak sie zobaczycie.
ALE UWAGA:
rób te rzeczy w miarę często przez tydzień, góra 2 tygodnie jak to zniesiesz...
jak to nie przyniesie zadnych rezultatów, to nagle przestan, zakoncz tą szopkę.
Wtedy albo on zrobi krok i bedziecie razem albo bedzie koniec.
Wiesz, może to, że mu dalej nie ufałaś przebrało miarkę. Zwałszcza jak pisałaś - nawet jak już się układało.
On może nadal Cię kochać, ale być już zmęczony problemami i, niestety, może nie chcieć więcej próbować mimo wszystko.
Jeśli nie odpisuje, nie przychodzi na umówione spotkania - prawdopodobnie już nie przyjdzie. Błagania nie pomogą, zaczną mu jeszcze bardziej przeszkadzać - taki uczuciowy rollercoaster, przed zerwaniem, po zerwaniu, zero odetchnienia.
Musisz dać mu trochę wolności, przestrzeni, w której sam się odnajdzie - na Twoją/Waszą korzyść, lub tylko jego.
Może być tak, że odczuje pustkę, Twój brak i jednego dnia niespodziewanie się odezwie z nieśmiałym pytaniem, co u Ciebie, dając Ci znać tym samym, że miał wystarczająco czasu by zrozumieć pewne rzeczy. Może być też tak, że poczuje ulgę i będzie mu dobrze w rozłące i nie będzie chciał wracać do tego, co było.
Czasem po prostu trzeba "puścić wolno"...
Ja już nie mogłam wytrzymać i się wyprowadziłam i teraz tego żałuję, bo zrozumiałam, że bez niego moje życie nie ma sensu. Gdybym tylko mogła cofnąć czas... Wydaje mi się, że podjęłam tę decyzję zbyt szybko. Oboje popełniliśmy wiele błędów, wypowiedzieliśmy za dużo słów, ale ja te błędy potrafię mu wybaczyć, zapomnieć. Zrozumiałam teraz, że nie umiem bez niego żyć i naprawdę bardzo go kocham, tylko czy nie jest już za późno...
Tylko, że on odwołuje wszystkie spotkania w ostatniej chwili, nagle mu coś wypada. Od tygodnia i ja się nie odzywam, ale już nie mogę tego znieść, tak bardzo, coraz bardziej mi go brakuje.
Kochana -nie nachodz Jego , nie dzwon , nie pisz - tak Go nie zdabedziesz -a uzyskasz tylko efekt odwrotny -przykre -ale prawdziwe.
On wie -przeprosilas go i juz .
Teraz musisz poczekac -popracowac nad soba -uspokoic emocje
wroci -ale badz cierpliwa -przeciez taka jest milosc:)
Inaczej -czy Ty chcialbys wrocic do takiego rozemocjowanego chlopaka ?
placzacego , blagajacego ? w rozpaczy?
ktory na kolanach blaga wroc?
nie zapewne nie -bo czulabys nad nim wladze -taka prawda:)
zajmij sie soba i mysl pozytywnie -badz radosna i czekaj nie czekajac -wracaja tylko do usmiechnietych i pewnych siebie:)
Pamietaj STRACH SMIERDZI NA ODLEGLOSC -NI BOJ SIE -JAK ON CZUJE STRACH TO UCIEKA OD CIEBIE JAK NAJDALEJ
wspieram i rozumiemiem -wiem bo przechodzilam
zaufaj mi
bedzie dobrze
Witam. Nie wiem co robić, proszę pomóżcie mi. Rozstałam się po 5.5 roku związku. To nasz pierwszy tak poważny kryzys.
oboje nie jesteśmy bez winy. Mieszkaliśmy ze sobą, ale w listopadzie ja się od niego wyprowadziłam. On się starał, obiecywał zmiany, walczył o nas. A teraz po dwóch miesiącach jak wszystko zaczęło się już układać i mieliśmy do siebie wrócić, znowu ze sobą zamieszkać on powiedział mi, z dnia na dzień, że to koniec.
a ja bardzo źle zareagowałam na tę wiadomość, zachowałam się jak histeryczka, padło z moich ust wiele słów, których żałuję. Próbowałam umówić się z nim, porozmawiać, wyjaśnić, że wcale tak nie myślę, ale on tego nie chciał, więc pojechałam do niego, wszystko mu wyjaśniłam, przeprosiłam, obiecałam, że się zmienię, a on powiedział, że nie spodziewał się mnie, że chce wszystko spokojnie przemyśleć, że przyjedzie wieczorem i wtedy porozmawiamy. Nie przyjechał, czekałam 4 dni, nie wytrzymałam i znów do niego pojechałam. Powiedział, że potrzebuje więcej czasu, że nie podjął jeszcze żadnej decyzji, ale ja nalegałam, powiedziałam że bardzo go potrzebuje, tęsknię za nim, powiedział, że nie ma czasu ze mną rozmawiać. Zadzwoniłam wieczorem, prosiłam o spotkanie, powiedział, że ma inne plany i od tamtej pory się nie odezwał, a minął ponad tydzień. Proszę, pomóżcie, zrozumiałam, że nie umiem bez niego żyć. Bardzo za nim tęsknie. Wiem, że go skrzywdziłam, uraziłam moimi słowami, ale ja naprawdę zrozumiałam swój błąd i chcę go naprawić. Proszę, pomóżcie, podpowiedzcie co mogę zrobić, jak go odzyskać?
Naprawdę chcesz pomocy .?A powiedz..,chcesz całe swoje następne lata go błagać i przepraszać....,to rób tak dalej.Dziewczyno .kopnij go teraz .
Masz przed sobą życie,po co Ci takie nic ,niewart buta ci wycierać,.Nie będziesz z nim szczęśliwa ,uwierz mi.Mam 30-letni staż za sobą .
Taki właśnie.za wszystko przepraszam,bo tylko ja zła jestem.I dziś dojrzałam.nie ja jestem ta zła.Ja byłam zbyt dobra ,ale on tego nie umiał docenić.
Teraz ja ,nie chcę go znać,chociaż 30 lat się mu poświęcałam.I w końcu jestem szczęśliwa ,że zrozumiałam.
Jak on zawinił to ja dałam mu szansę, przyjęłam przeprosiny, pozwoliłam nam próbować, nie rozumiem dlaczego jego nie stać nawet na szczerą rozmowę ze mną... Wiem, że go zraniłam, uraziłam, ale każdy człowiek popełnia błędy, ja się do nich przyznałam, przeprosiłam... Gdyby to on się tak zachował to ja bym mu wybaczyła, przytuliłabym go, była przy nim, dała mu szansę... Może po prostu ja kocham bardziej i mi zależy bardziej...
Jak on zawinił to ja dałam mu szansę, przyjęłam przeprosiny, pozwoliłam nam próbować, nie rozumiem dlaczego jego nie stać nawet na szczerą rozmowę ze mną... Wiem, że go zraniłam, uraziłam, ale każdy człowiek popełnia błędy, ja się do nich przyznałam, przeprosiłam... Gdyby to on się tak zachował to ja bym mu wybaczyła, przytuliłabym go, była przy nim, dała mu szansę... Może po prostu ja kocham bardziej i mi zależy bardziej...
Jesteś kochana,hi hi hi hi .Boże jak bym siebie słyszała.Nie sprzedawaj siebie za wszelką cenę .Nie warto.
Do Jana123
Dlaczego pani tak go ocenia? Że nie jest nic wart? Po jednym zdaniu mojej wypowiedzi?
Tak, chcę pomocy, chcę do niego wrócić bo go KOCHAM, dlatego jeśli ktoś przechodził przez podobną sytuację i się udało to proszę podzielcie się swoją wiedzą, doświadczeniem.
To co opisalam wczesniej bylo moim doswiadczeniem.
Tylko, ze u mnie przychodzil na spotkania, gadalimsy na gg, dzownilismy.
Az w koncu sie znow zeszlismy bo tamtej sytuacji ktora opisalam.
Kochana -nie nachodz Jego , nie dzwon , nie pisz - tak Go nie zdabedziesz -a uzyskasz tylko efekt odwrotny -przykre -ale prawdziwe.
On wie -przeprosilas go i juz .
Teraz musisz poczekac -popracowac nad soba -uspokoic emocje
wroci -ale badz cierpliwa -przeciez taka jest milosc:)
Inaczej -czy Ty chcialbys wrocic do takiego rozemocjowanego chlopaka ?
placzacego , blagajacego ? w rozpaczy?ktory na kolanach blaga wroc?
nie zapewne nie -bo czulabys nad nim wladze -taka prawda:)
zajmij sie soba i mysl pozytywnie -badz radosna i czekaj nie czekajac -wracaja tylko do usmiechnietych i pewnych siebie:)
Pamietaj STRACH SMIERDZI NA ODLEGLOSC -NI BOJ SIE -JAK ON CZUJE STRACH TO UCIEKA OD CIEBIE JAK NAJDALEJ
wspieram i rozumiemiem -wiem bo przechodzilam
zaufaj mi
bedzie dobrze
Mówisz, że przechodziłaś. a powiedz jak to się u Ciebie skończyło?
i co Ty robiłaś?
Do Jana123
Dlaczego pani tak go ocenia? Że nie jest nic wart? Po jednym zdaniu mojej wypowiedzi?
Tak, chcę pomocy, chcę do niego wrócić bo go KOCHAM, dlatego jeśli ktoś przechodził przez podobną sytuację i się udało to proszę podzielcie się swoją wiedzą, doświadczeniem.
Ja nikogo nie oceniam.I tak zrobisz jak będziesz chciała.takie jest Twoje prawo.ale nie kosztem siebie i swojego ja.Nie warto się podkładać dla
miłości i niby spełnienia tracąc siebie .Ja tak zrobiłam 30-ci lat temu.teraz właśnie wstaję z uśpienia ,letargu lub snu.nie wiem sama.Dla tego
Ciebie przestrzegam..........,tyle
Daj mu czasu... Będzie to trudne,ale postaraj się nie pisać,nie dzwonić. On wie,że chcesz do niego wrócić,teraz poprostu musi wszystko przemyśleć,oboje popełnialiście błedy,nikt bez winy nie jest i dobrze bo człowiek uczy się na błedach,nie bój się tego,że jak oddalisz się na jakiś czas on zapomni,nie da się od tak zapomnieć o 5,5 latach swojego życia,moim zdaniem on Cię kocha i jestem przekonana,że jak wszystko sobie ułoży to wróci,tylko daj mu czas! Buziaki
Główka do góry
To co opisalam wczesniej bylo moim doswiadczeniem.
Tylko, ze u mnie przychodzil na spotkania, gadalimsy na gg, dzownilismy.
Az w koncu sie znow zeszlismy bo tamtej sytuacji ktora opisalam.
i dlatego ja chcę próbować, może i mi się uda. A jeśli nie to przynajmniej za kilka lat nie będę żałowała, że nie spróbowałam.
Ja się nie podkładam dla miłości, ja tylko wiem, że go zraniłam i próbuję to naprawić.
Daj Mu czas i sama też przemyśl wiele rzeczy...niecierpliwość to cecha wielu kobiet,działanie pod wpływem impulsu to zgubna droga.Nie narzucaj się.Naprawa i odbudowa związku,to praca dwóch stron-ciężka praca.Zdystansuj się trochę,chociaż to trudne.Warto walczyć o każdy związek,pod warunkiem,że druga strona jest równie zdeterminowana.Życzę Ci powodzenia!
Uwierz mi, pisanie nic nie da, przerabialam to na własnej skórze, o dziwo, kiedy nie odzywałam się dłuższy czas, powiedzmy około 20 dni i po tym czasie nie wytrzymałam, faktycznie, nie rzucił mi się w ramiona, ani nie chciał powrotów, ale była namiastka, namiastka tego, że zapytal czy widzi szansę dla nas, po tym co się stało, no i kiedy, ja już tak ochoczo zaczęłam go przyciskać do muru, znowu powstał lód. Dużo, dużo czasu, naprawdę bardzo dużo czasu. I sam się odezwie, im bardziej nie będziesz pisać, tym bliżej bedziesz do tego, że właśnie napisze ![]()
Widzisz, tylko że u mnie skończyło się to tak, że teraz po 2 latach od tamtego rozstania i powrotu znów nadszedł temat rozstania... ![]()
Nie wiem... może powinno się pozostawić sprawy czasem losowi?
I tak nigdy sie nie dowiem, czy gdybysmy wtedy zerwali na stale, to czy w ciagu tych 2 lat bylabym szczesliwsza i zbudowala inny lepszy zwiazek z nowym partenrem, czy nic by sie jakiegos szczegolnego nie wydarzylo. A takto bylismy szczesliwi z malymi przerwami, jak to czasem bywa. I bylo ok, dopoki nie zaczelam pragnac czegos innego i czegos wiecej - ustatkowania sie i idei przyszlosci, ktora z nim wyglada narazie nijako...
Ale to co piszecie z tym zostawienie w spokoju, to naprawde różnie działa. Trzeba rozpoznac z jakim typem faceta ma sie do czynienia.
Bo sa tacy co wtedy stwierdza:
"jednak nie zalezalo jej na mnie, skoro sie nie stara"
"nie bede jej sie narzucal, zeby nie cierpiala bardziej"
I co wtedy?
Obydwoje moga wtedy chciec, ale zadne nie zrobi juz kroku...
Uwierz mi, pisanie nic nie da, przerabialam to na własnej skórze, o dziwo, kiedy nie odzywałam się dłuższy czas, powiedzmy około 20 dni i po tym czasie nie wytrzymałam, faktycznie, nie rzucił mi się w ramiona, ani nie chciał powrotów, ale była namiastka, namiastka tego, że zapytal czy widzi szansę dla nas, po tym co się stało, no i kiedy, ja już tak ochoczo zaczęłam go przyciskać do muru, znowu powstał lód. Dużo, dużo czasu, naprawdę bardzo dużo czasu. I sam się odezwie, im bardziej nie będziesz pisać, tym bliżej bedziesz do tego, że właśnie napisze
Podpisuje się pod tym w 100%,faceci są zdobywcami,jeżeli będziesz go błagać o powrót osiągniesz odwrotny skutek,będzie miał Cię dość po jakimś czasie,jeżeli natomiast dasz mu czas i nie będziesz się do niego odzywać,zapali mu się czerwona lampka,że może już Ci nie zależy i sam się odezwie,spokojnie kochana jestem pewna,że wróci ![]()
jeeeeny ja też chcę żeby moja zbłąkana owieczka wróciła do zagrody ![]()
Widzisz, tylko że u mnie skończyło się to tak, że teraz po 2 latach od tamtego rozstania i powrotu znów nadszedł temat rozstania...
Nie wiem... może powinno się pozostawić sprawy czasem losowi?
I tak nigdy sie nie dowiem, czy gdybysmy wtedy zerwali na stale, to czy w ciagu tych 2 lat bylabym szczesliwsza i zbudowala inny lepszy zwiazek z nowym partenrem, czy nic by sie jakiegos szczegolnego nie wydarzylo. A takto bylismy szczesliwi z malymi przerwami, jak to czasem bywa. I bylo ok, dopoki nie zaczelam pragnac czegos innego i czegos wiecej - ustatkowania sie i idei przyszlosci, ktora z nim wyglada narazie nijako...
No właśnie,ja tak czekam 30 lat .I moja następna przyszłość wydaje się nijaka,To co ? czekać następne 10 .20 lat ? a kiedy przyjdzie czas na moje
szczęście,Ja też chcę być szczęśliwa,w końcu.
Widzisz, tylko że u mnie skończyło się to tak, że teraz po 2 latach od tamtego rozstania i powrotu znów nadszedł temat rozstania...
Nie wiem... może powinno się pozostawić sprawy czasem losowi?
I tak nigdy sie nie dowiem, czy gdybysmy wtedy zerwali na stale, to czy w ciagu tych 2 lat bylabym szczesliwsza i zbudowala inny lepszy zwiazek z nowym partenrem, czy nic by sie jakiegos szczegolnego nie wydarzylo. A takto bylismy szczesliwi z malymi przerwami, jak to czasem bywa. I bylo ok, dopoki nie zaczelam pragnac czegos innego i czegos wiecej - ustatkowania sie i idei przyszlosci, ktora z nim wyglada narazie nijako...
Moim zdaniem, jak się wraca do siebie, to następuje faza czystej kartki,czyli zaczynamy od nowa i przeszłość oddzielamy grubą kreską.
jeeeeny ja też chcę żeby moja zbłąkana owieczka wróciła do zagrody
Jeżeli oboje chcecie być razem to tak będzie! Czasami człowiek potrzebuje czasu,aby uświadomić sobie ile znaczy dla niego ta druga osoba... Pamiętaj o jednej podstawowej zasadzie "Jeżeli kogoś kochasz puść go wolno,jeżeli wróci jest Twój,jeżeli nie nigdy Twój nie był
Trzymam kciuki
aneta0101 napisał/a:Widzisz, tylko że u mnie skończyło się to tak, że teraz po 2 latach od tamtego rozstania i powrotu znów nadszedł temat rozstania...
Nie wiem... może powinno się pozostawić sprawy czasem losowi?
I tak nigdy sie nie dowiem, czy gdybysmy wtedy zerwali na stale, to czy w ciagu tych 2 lat bylabym szczesliwsza i zbudowala inny lepszy zwiazek z nowym partenrem, czy nic by sie jakiegos szczegolnego nie wydarzylo. A takto bylismy szczesliwi z malymi przerwami, jak to czasem bywa. I bylo ok, dopoki nie zaczelam pragnac czegos innego i czegos wiecej - ustatkowania sie i idei przyszlosci, ktora z nim wyglada narazie nijako...Moim zdaniem, jak się wraca do siebie, to następuje faza czystej kartki,czyli zaczynamy od nowa i przeszłość oddzielamy grubą kreską.
A więc uważasz ,że wszystko można wybaczyć i zapomnieć ?kilkadziesiąt lat wsadzić w skarpetę i udawać ,że jest ok ?
Jasne, że nie. Pewnych rzeczy nie da się wybaczyć. Ale jeśli serca biją tym samym rytmem i oboje doszli do wniosku i do wspólnych błędów, to wybaczenie jest czasem najlepszym lekarstwem, by iść na przód.
Ja po prostu zrozumiałam jak bardzo go kocham i jak wiele dla mnie znaczy. Bardzo dużo nas łączy, wiele razem przeszlismy. Wiem, że oboje zawiniliśmy, a nie tak jak myślałam do tej pory,że to tylko jego wina. Wina zawsze leży po środku, wiem to. Przez prawie 4 lata żyliśmy w związku na odległośc i przetrwaliśmy ten okres, chociaż były momenty zwątpienia. Mieszkaliśmy ze sobą ponad połtorej roku. Były chwile lepsze i gorsze, ale byliśmy szczęśliwi, było nam ze sobą dobrze, zawsze potrafiliśmy się dogadać, pogodzić. To nasz pierwszy kryzys, dlatego cały czas wierzę, że uda nam się razem z niego wyjść i znowu będziemy szczęśliwi, gdyby nie ta wiara i nadzieja nie wiem jak bym żyła. Jest mi naprawdę bardzo ciężko, każdego dnia, w każdej godzinie czekam na sms, telefon od niego, wyglądam przez okno w nadzieii że że go tam zobaczę. Wierzę, że wreszcie się opamięta, zatęskni, zrozumie, że nadal chcę z nim być. Pojechałam do niego dwa razy, wiele razy dzwoniłam, pisałam. Zostało mi teraz już tylko czekać.
Jeśli ktoś miał podobny problem jak ja i udało mu się odzyskać ukochaną osobę to proszę, napiszcie do mnie, powiedzcie w jaki sposób Wam się udało, może i mi się uda.
KOCHAM CIE CAŁYM SERCEM,
Wiem, że nie mogę Ci tego teraz powiedzieć, więc napisałam to chociaż tutaj.
Jeszcze jeden dzień będę wierzyć że kiedyś wreszcie wszystko zrozumiesz i wtedy będziesz kochał zawsze tylko mnie...
35 2013-02-04 02:37:01 Ostatnio edytowany przez m..zostawiona (2013-02-04 02:38:27)
k...
Ja po prostu zrozumiałam jak bardzo go kocham i jak wiele dla mnie znaczy. Bardzo dużo nas łączy, wiele razem przeszlismy. Wiem, że oboje zawiniliśmy, a nie tak jak myślałam do tej pory,że to tylko jego wina. Wina zawsze leży po środku, wiem to. Przez prawie 4 lata żyliśmy w związku na odległośc i przetrwaliśmy ten okres, chociaż były momenty zwątpienia. Mieszkaliśmy ze sobą ponad połtorej roku. Były chwile lepsze i gorsze, ale byliśmy szczęśliwi, było nam ze sobą dobrze, zawsze potrafiliśmy się dogadać, pogodzić. To nasz pierwszy kryzys, dlatego cały czas wierzę, że uda nam się razem z niego wyjść i znowu będziemy szczęśliwi, gdyby nie ta wiara i nadzieja nie wiem jak bym żyła. Jest mi naprawdę bardzo ciężko, każdego dnia, w każdej godzinie czekam na sms, telefon od niego, wyglądam przez okno w nadzieii że że go tam zobaczę. Wierzę, że wreszcie się opamięta, zatęskni, zrozumie, że nadal chcę z nim być. Pojechałam do niego dwa razy, wiele razy dzwoniłam, pisałam. Zostało mi teraz już tylko czekać.
Jeśli ktoś miał podobny problem jak ja i udało mu się odzyskać ukochaną osobę to proszę, napiszcie do mnie, powiedzcie w jaki sposób Wam się udało, może i mi się uda.
KOCHAM CIE CAŁYM SERCEM,
Wiem, że nie mogę Ci tego teraz powiedzieć, więc napisałam to chociaż tutaj.Jeszcze jeden dzień będę wierzyć że kiedyś wreszcie wszystko zrozumiesz i wtedy będziesz kochał zawsze tylko mnie...
U mnie sytuacja wyglądała podobnie,trochę przesadziłam i za wszelką cenę chciałam to naprwić błagałam,pisałam nachodziłam go on natomiast był nie ugięty,nie dawałam za wygraną,dalej starałam się to jakoś naprawić,w końcu po 3 tyg starań zerwałam całkowicie kontakt myślałam,że już nie wróci,było ciężko ale robiłam wszystko by tylko do niego nie napisać i coo ? Sam przyszedł stwierdził,że wszystko sobie poukładał,że nie potrafi beze mnie żyć i tym razem to on błagał bym wróciła
Jasne, że nie. Pewnych rzeczy nie da się wybaczyć. Ale jeśli serca biją tym samym rytmem i oboje doszli do wniosku i do wspólnych błędów, to wybaczenie jest czasem najlepszym lekarstwem, by iść na przód.
No i fajnie.Oboje chcą i wierzą,życzę szczęścia i złotych godów.
to on błagał bym wróciła
I wróciłaś?
Julcia21 napisał/a:to on błagał bym wróciła
I wróciłaś?
Nie odrazu,i to nie dlatego,że chciałam zrobić mu na złość tylko przez te 3 tyg gdy błagałam go by wrócił cholernie to wszystko przeżyłam,potem już przyzwyczaiłam się do tej sytuacji,i gdy staciłam jaką kolwiek nadzieje,że jeszcze możemy być razem on przyszedł do mnie,prosił dobre 3 tyg i w końcu uległam ![]()
I jak Wam się teraz układa?
Długo jesteście znów razem?
I jak Wam się teraz układa?
Długo jesteście znów razem?
5 msc,lepiej niż kiedykolwiek wcześniej,po powrocie wyjaśniliśmy sobie dużo rzeczy,nauczyliśmy się ze sobą rozmawiać.Ustaliliśmy jedną zasade,że jeżeli coś nam w sobie nie pasuje poprostu o tym rozmawiamy ![]()
czasem człowiek z dnia na dzien zdecyduje, że zycie w zwiazku to nie jest cos czego pragnie, albo jedna strona ma dosc klamstw, kłotni i bólu...
Jest mi źle, bardzo źle. Kolejny samotny dzień, kolejna samotna noc.
Tak bardzo mi go brakuje...
Nie chce mi sie bez niego żyć
Mam jeszcze jedno pytanie i bardzo zależy mi na odpowiedzi. Otóż współżyliśmy w dni płodne bez zabezpieczenia (jak jeszcze było wszystko w porządku między nami). Okres spóźnił mi się o tydzień i tylko jednego dnia był obfity, a później to tylko takie brązowe plamy. Robiłam test i wyszedł negatywny, ale jakoś dziwnie się czuje, boli mnie dół brzucha, mam niechęć do papierosów, mam zgagę i jest mi niedobrze. Czy mogę być w ciąży?
Mam jeszcze jedno pytanie i bardzo zależy mi na odpowiedzi. Otóż współżyliśmy w dni płodne bez zabezpieczenia (jak jeszcze było wszystko w porządku między nami). Okres spóźnił mi się o tydzień i tylko jednego dnia był obfity, a później to tylko takie brązowe plamy. Robiłam test i wyszedł negatywny, ale jakoś dziwnie się czuje, boli mnie dół brzucha, mam niechęć do papierosów, mam zgagę i jest mi niedobrze. Czy mogę być w ciąży?
Albo sobie wmawiasz.
Już ciążą chcesz ratować związek?
Zrób jeszcze jeden test, bądź lekarz.
Nie, nie chcę ciążą ratować związku, bo to nie ma sensu. To on tego chciał. To był tylko jeden raz bez zabezpieczenia, on tego chciał, a ja się głupia zgodziłam i teraz żałuję. Ciążą związku nie uratuje i ja to wiem.
Minęło tyle czasu... A ja wciąż kocham, czekam, tęsknie... Czy on wróci? Wciąż na to czekam ale powoli zaczynam w to wątpić. Tak bardzo mi go brakuje... Nie umiem bez niego żyć.
m... zostawiona, dziwny nick jak na kogoś kto sam zostawił. Tak przynajmniej napisałaś na początku swojego wątku. Twój facet walczył o Ciebie i może po prostu ta walka go wykończyła. Zrozumiał, że to będzie wyżebrana miłość. Ja jestem w podobnej sytuacji do niego, tylko że walczyłem troszkę, potem postanowiłem dać jej spokój. Od rozstania minęły już 3 miesiące a ja sam nie wiem co zrobić. Powiedzcie mi kobiety, czego wy oczekujecie. Gdy facet walczy, nadajecie mu łatkę natręta, kogoś kto się poniża, nie ma honoru. Gdy nie walczy, to znaczy że mu nie zależy. Ja wysyłam swojej eks od czasu do czasu jakieś sygnały (głównie przez smsa) że ciągle myślę, pamiętam, tęsknię. Ale staram się to robić tak, żeby nie poczuła się osaczona. Bardzo doskwiera mi sytuacja, że nie przeprowadziliśmy jakiejś rozmowy kończącej ten związek, ale mi na to nie pozwoliła.
Co powinieneś zrobić? Jeżeli naprawdę kochasz to nie poddawaj się. Spróbuj spotkać się z nią, porozmawiać, powiedzieć jej prosto w oczy, że nadal ją kochasz. Ja nie poddaje się od dwóch miesięcy, ciągle walcze. Nie wiem już co mogę zrobić żeby go przekonać... Trzeba coś stracić żeby docenić- ja doceniłam, boję się tylko, że jest już za późno...
Chyba wreszcie coś zaczyna się układać... Może jeszcze nam się uda, jeszcze jest dla nas szansa...
Nie ma szans... a ja nie umiem nadal bez niego żyć
wiesz? tak to jest jak dochodzisz do pewnych wniosków po fakcie. Uwierz, ja też wiele zrozumiałam w momencie gdy straciłam najważniejszą dla mnie osobę na świecie. Co najważniejsze on mi wciąż powtarzał, żebym pewnych rzeczy, słów nie robiła, nie słuchałam się go, byłam pewna, że robię dobrze, że tak właśnie ma być. Właśnie mija 4 miesiąc bez niego, dopiero teraz zdałam sobie sprawę ile bym rzeczy zmieniła w swoim zachowaniu, podejściu, jak bardzo otworzyłam oczy przez to, że właśnie z dnia na dzień mi podziękował. Też były bluzgi z mojej strony, wpadanie w szał, przepraszanie, a potem znowu to samo. Nikt czegoś takiego nie wytrzyma. Kocham go, ale nie zmuszę go do tego by ze mną był, nie zmuszę go, by znów mi zaufał.
Podobno można dać dwie szansy, ciekawe... ja pierwszą spaliłam, nie wiem jak z tym u Ciebie.
Jeśli widzisz światło w tunelu walcz, ale nie narzucaj się, rób to naturalnie i z głową, ja do tej pory walczę, choć czasami chyba sama sie łudzę, że będę znów tak szczęśliwa jak dawniej.
Ja żadnej szansy nie dostałam, bluzgi, wpadnięcie w szał- to zdarzyło mi się tylko raz i chyba o raz za dużo bo on nie potrafi zapomnieć słów, które wtedy padły z mojej strony... Powiedz mi co Twoim zdaniem znaczy walczyć z głową, jak mam mu udowodnić, że bardzo go kocham a moje zachowanie nigdy więcej się nie powtórzy? Ja już naprawdę nie wiem co robić. Przepraszałam i prosiłam już chyba z tysiąc razy, a on cały czas powtarza, że nie umie zapomnieć tego co usłyszał. Wiem, że on cały czas coś do mnie czuje, że jemu też nie jest łatwo, ale jak ja mam go przekonać, że się zmieniłam? Co mogę zrobić, żeby dał mi tę jedyną szansę?
Nie chce zle doradzic bo tutaj nie wszyscy dobrze doradzaja.Ja przeczekalbym jeszcze troche i zaatakowal go znowu.Moze naprawde musi troche odpoczac i w glowie wszystko poukladac.Tylko zbyt dlugo nie czekaj by cie ktoś nie uprzedził.pozdrawiam i zycze powodzenia
Ja również sie staram aby wszystko naprawić, jutro się zobaczymy nie wiem jak będzie, powiedział żebym zostawiła syna (prawie 3 lata) i poszła gdzieś na ten czas. Tak wiele bym chciała powiedzieć mu, wiem jednak że odbierze to jako kłamstwo, a ja nie wiem co mogę zrobić by w to uwierzył lub co powiedzić tyle razy już prosiłam, przepraszałam i obiecywałam nic to nie daje jedynie ciszę z jego strony.
Chcę zaproponować byśmy spędzili ten czas razem, nie wiem jak go do tego przekonać?
Liczę na szansę, której zawzięty i zły nie chce nam dać, nie na powrót w mych ramionach, ale o małe kroczki które moglibyśmy zrobić i aby za jakiś czas wrócił. Pragnę dziś jego powrotu, ale chce by to miało jakiś fundament, aby i on czuł się pewny mnie, a wiem że tylko p
poprzez swoje zachowanie (już nie egoistyczne) i rozłożone na czas mogę dać mu tą pewność.
Ale jak to pokazać, powiedzieć by go przekonać i on chciał.
ale nie chodzi mi o to aby mu coś wmawiać i na siłę wciskać, chcę normalnego domu gdzie jesteśmy wszyscy szczęśliwi, myślę tu o uczuciach jakie każdy ma i to się teraz dla mnie liczy.
Ja żadnej szansy nie dostałam, bluzgi, wpadnięcie w szał- to zdarzyło mi się tylko raz i chyba o raz za dużo bo on nie potrafi zapomnieć słów, które wtedy padły z mojej strony... Powiedz mi co Twoim zdaniem znaczy walczyć z głową, jak mam mu udowodnić, że bardzo go kocham a moje zachowanie nigdy więcej się nie powtórzy? Ja już naprawdę nie wiem co robić. Przepraszałam i prosiłam już chyba z tysiąc razy, a on cały czas powtarza, że nie umie zapomnieć tego co usłyszał. Wiem, że on cały czas coś do mnie czuje, że jemu też nie jest łatwo, ale jak ja mam go przekonać, że się zmieniłam? Co mogę zrobić, żeby dał mi tę jedyną szansę?
duzo sie mowi pod wplywem emocji. oczywiste ,ze tak do konca nie myslisz. powinien to zrozumiec.moze za bardzo nie rozumie kobiet.
to co ja mam myslec powiedz mi? kobieta mnie zostawila, przy rozstaniu wygarnela mi pare rzeczy.akurat wynajmowalismy zimne mieszkanie i ona strasznie sie wiercila w lozku sciagajac na siebie cala koldre do tego budzilo mnie to.wiec postanowilem wprowadzic system-2 koldry.myslalem o tym na jakis czas poki sie nie zrobi cieplej-uswiadomilem ja. do tego mam schorzenie -zespol ciesni nadgarsta-strasznie mi dlonie dretwieja wiec najlepszym sposobem jest abym spal na plecach,zeby dlonie byly ponizej ,aby krew doplywala.mozna to schorzenie leczyc operacyjnie lecz pozniej jest potrzebny 3 miesieczny odpoczynek na ktory nie moge sobie pozwolic bo rece mi sa potrzebne do pracy.nie moglem spac na boku ,aby otulic moja kobiete,ktora sie do mnie odwrcalala pupa.owszem ona mogla swobodnie sie do mnie przytulic jednak tego nie robila. wiec przy rozstaniu wygarnela mi ,ze spie jak kloda i ona nie chce miec faceta ,ktory sie do niej nie przytula.bylismy ze soba 4 miesiace(krotko ,ale zadecydowalismy sie razem zamieszkac) i wiedzac o tym nagle zaczelo to stanowic dla niej problem?zna ktos odpowiedz?czy to ma byc jeden z powodow rozstania.ona ma 28 lat ,a takie zarzuty przypisalbym rozkapryszonej nastolatce.
pamietaj ,ze jak ktos chce sie rozstac to kazdy powod jest dobry.moze to jego haczyk.skoro go przeprosilas i utwierdzilas ,ze tak nie uwazasz.
co mozesz zrobic?daj mu spokoj.calkowity, a czas pokaze.
Ja żadnej szansy nie dostałam, bluzgi, wpadnięcie w szał- to zdarzyło mi się tylko raz i chyba o raz za dużo bo on nie potrafi zapomnieć słów, które wtedy padły z mojej strony... Powiedz mi co Twoim zdaniem znaczy walczyć z głową, jak mam mu udowodnić, że bardzo go kocham a moje zachowanie nigdy więcej się nie powtórzy? Ja już naprawdę nie wiem co robić. Przepraszałam i prosiłam już chyba z tysiąc razy, a on cały czas powtarza, że nie umie zapomnieć tego co usłyszał. Wiem, że on cały czas coś do mnie czuje, że jemu też nie jest łatwo, ale jak ja mam go przekonać, że się zmieniłam? Co mogę zrobić, żeby dał mi tę jedyną szansę?
wiesz, ja nie mam żadnej szansy, on nie chciał dać mi drugiej szansy, tak było wcześniej, teraz u niego to jest takie wydaje mi się wahanie, że i chciałby ale też się boi. Ja mu sie nie dziwie, że się boi, tylko jedynie czas może pomóc tutaj. Daj mu czas, ja postanowiłam dać mojemu również dużo czasu, nie chcę żeby czuł się piętnowany przeze mnie, pamiętaj, miłość wymaga cierpliwości, na szybko nic nie zrobisz. Ja uczę się cierpliwości i zaczekam tyle ile będzie trzeba, a co najważniejsze, chcę udowodnić mu, że tamta zła baba z przeszłości to właśnie przeszłość. Teraz tak sobie myślę, że byłam idiotką absolutną, żeby osobie którą kocham robić takie świństwa i krzywdy. wstyd mi cholernie, teraz nie miałabym odwagi by mu ubliżyć albo powiedziec coś zlego, wrecz odwrotnie chciałabym za każde głupie słowo przytulić mocno do siebie i dać co najlepszego mam w sobie.
Spróbuj dać mu czas, a przy tym nie zatrać siebie.
Też myślę, że czas to jedyne wyjście. Będę czekać, niech spokojnie wszystko przemyśli. Nie będę dzwoniła ani pisała do niego, jak zatęskni to sam poszuka kontaktu, a jak się nie odezwie to i tak nie mam już nic do stracenia. Próbowałam dwa miesiące walczyć, dzwonić, prosić, przepraszać, udowadniać, że się zmienię,a nawet już zmieniłam. Nie przyniosło to żadnego rezultatu. Siłą go do miłości nie zmuszę, jak kocha to zrozumie, jak nie zrozumie to i tak ja tego nie zmienię choćbym na głowie stanęła.
Kochanie, tak bardzo brakuje mi Ciebie...
Kochanie, tak bardzo brakuje mi Ciebie...
znam to uczucie...
Kochanie, tak bardzo brakuje mi Ciebie...
też to znam, ale uwierz mi odpuść sobie.... jeśli naprawdę czuł do ciebie coś prawdziwego to wróci bez względu na to jaka jesteś. Miłości nie powinno się odpuszczać, bez względu na wszystko, ale cóż... nie wszyscy nie rozumieją prawdziwy jej sens. Niektórzy się z niej śmieja, drwią... to boli, szczególnie jak ktoś mocno kocha.
Ja już zdecydowałam się odpuścić i zacząć żyć swoim życiem, a jestem przekonana, że kiedyś zrozumie, że zmarnował szansę na dobry związek..
Wiem, że powinnam odpuścić, ale ja nie umiem... Tak bardzo chciałabym go przytulić, bo koszmarnie mi go brakuje. Strasznie tęsknię i nadal bardzo go kocham.
63 2013-04-06 22:18:53 Ostatnio edytowany przez MałaOliwka (2013-04-06 22:19:16)
autorko czy macie ze soba jaki kolwiek kontakt ?
Tak. Mamy za sobą kontakt, telefoniczny. Nawet dość często rozmawiamy ze sobą.
Wiec o czyms to swiadczy. Skoro nie chce z Toba byc to po co utrzymuje kontakt ? wydaje mi sie ze cos w tym jest. Moze za bardzo na niego naciskasz i dlatego to tak dlugo trwa. Moze powinnas sprobowac odciac sie od niego zerwac kontakt pokazac mu ze ,,niby,, odpuscilas. Moze takie zachowanie z Twojej strony da mu do myslenia ?