Fryzjerowi nie daję. Chodzę zazwyczaj tam, gdzie obetną mnie tak, że podoba mi się, jest fajnie, ale 50 zł- 55, są miejsca, gdzie obcięłabym się za 30-35, może nie tak fajne, ale są, a ja wracam tam. Uważam, że to i tak spora suma, nie widzę potrzeby dawania napiwku, często mam przygotowane akurat tyle co trzeba, a jakbym miała 2 czy 5 zł więcej, to ok, mogłabym dać. No, ale to są dla mnie niemałe pieniądze, więc nie byłoby to częste.
Kelnerowi, to zależy. Zazwyczaj chodzę do restauracji z chłopakiem (zwykle to pizzeria, ale i tak powinni dobrze obsłużyć klientów), czasem tylko z koleżankami. Rzadko z chłopakiem trafię na porządną obsługę, zazwyczaj trzeba długo czekać, a np tych co weszli później obsługują jako pierwszych i podobne sytuacje. Wtedy raczej nie dajemy, bo często jest to splot: czekamy długo na kelnera, wreszcie przychodzi, dostajemy zamówienie, potem jak zjemy, to szybko zabierają sztućce, ale na rachunek czasem i czekanie po pół godziny, że czasem chłopak podszedł i upomniał się, a oni jakby z łaski... Wtedy szkoda nam dać na taką obsługę napiwku. Jeżeli obsługa jednak jest dobra, to staramy się dać, chociaż złotówkę czy 2 złote albo więcej (zależnie od rachunku, nie wyliczamy ile powinno być, bo niby są takie ramy, ale wiadomo, wydaje się, że nic takiego się nie straci, jeżeli wydało się w restauracji np 40-50 zł i da się 5 zł napiwku). Jeżeli obsługa jest dobra, ale nie mamy na napiwek, to nie dajemy, nie wstydzę się tego. Staramy się jednak w takich sytuacjach dawać, zwłaszcza np jak byliśmy na wyjeździe. Ciężko porównać tę obsługę do tych, które spotkaliśmy, wszystko było sprawnie. Daliśmy napiwek chętnie.
Taksówkarzom czasem dawałam napiwek, ale raczej przy takich "ludzkich" cenach, a nie np że jadę 20 km, a on kasuje mnie na 100 zł, bo zdarzyło mi się, a musiałam tak jechać, to już dobrze, ale napiwku nie dałam, tym bardziej, że na danie napiwku nie byłoby mnie już stać, tyle wtedy miałam.
Dostawcy pizzy też zazwyczaj coś dam i mówię, że reszty nie trzeba.
Jednak nie uważam to za mój obowiązek, czyli nie zawsze daję, jest to zależne właśnie od tego czy spodoba mi się obsługa i czy nie rujnuje to za bardzo mojego portfela. Rozumiem, że oni nie zarabiają zbyt dużo, ale to nie jest moja wina i nie zawsze mogę dać, a chciałabym skorzystać z usługi i mam do tego prawo. Dlatego cieszę się, że dawanie napiwków nie jest u nas wliczone. Gdyby pracodawcy podwyższyli płace, to by było dobrze, a nie dają niską stawkę, a resztę "zbierzcie z napiwków".