Nowotwór Bliskiej Mi Osoby... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 73 z 73 ]

66

Odp: Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...

Codziennie szukam wiadomości od Ciebie.Odezwij się proszę.Pozdrawiam.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...

Długo nie zaglądałam jedyny powód to to że chciałam spędzić każdą wolną chwilę z D. Teraz D. już mnie nie potrzebuje za to ja potrzebuję Was.

D. odszedł 28 czerwca.

Minął miesiąc myślałam że będę w stanie opisać wszystko ale po tych kilku zdaniach stwierdzam że nie mogę za bardzo boli postaram się wrócić za kilka dni może powoli dojdę do siebie.

68 Ostatnio edytowany przez Dooora (2013-07-31 17:53:31)

Odp: Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...
Myszata*_* napisał/a:

Długo nie zaglądałam jedyny powód to to że chciałam spędzić każdą wolną chwilę z D. Teraz D. już mnie nie potrzebuje za to ja potrzebuję Was.

D. odszedł 28 czerwca.

Minął miesiąc myślałam że będę w stanie opisać wszystko ale po tych kilku zdaniach stwierdzam że nie mogę za bardzo boli postaram się wrócić za kilka dni może powoli dojdę do siebie.

Tak bardzo bardzo mi przykro. Popłakałam się ja to przeczytałam.
Żadne słowa nie będą w stanie Cię pocieszyć po stracie ukochanej osoby. Ale wiedz,ze jestem z Tobą całym sercem.
Mi Tata umarł 4 miesiące temu, mineło już 4 miesiące a dalej czuje niesamowity ból w środku i tęsknotę ogromną ,rozdzierającą od środka tęsknotę.Tak mi Go brakuje.
Trzymaj się Kochana

69

Odp: Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...

Nie mogłam się zmusić żeby napisać i żeby się w końcu porządnie wygadać potrzebowałam impulsu sama nie wiedziałam jakiego aż do tej pory? nie pisałam o tym ale jestem DDA i ten impuls to właśnie kolejna awantura urządzona przez człowieka, który uważa się za mojego ojca a tak naprawdę jest gorszy niż potwór. Kolejna awantura o nic jak zwykle, ale koniec ja się go już nie boję D. nauczył mnie dawać sobie radę i wytrzymywać jego spojrzenie więc dam sobie z nim radę bo zawsze obiecywałam to D.

Impuls zadziałał więc piszę.

Skończyłam na panikowaniu bo nie wiedziałam co dzieje się z D. byłam wręcz przerażona aż w końcu w środę  dzień przed walentynkami napisał że jest w domu i żebym przyjechała do niego w piątek i żebym się nie wystraszyła. Z jednej strony cała w skowronkach bo w końcu mam od niego jakąś wiadomość  z drugiej przerażona co może mi powiedzieć i w ogóle co się dzieje że prosi żebym się nie przestraszyła. W końcu nadszedł ten dzień, pojechałam, dwie godziny i w końcu dotarłam. Wchodząc miałam duszę na ramieniu zaraz po zamknięciu za sobą drzwi usłyszałam z pokoju jego głos ?Zanim wejdziesz obiecaj, że nie będziesz płakała? obiecałam i weszłam do niego. Leżał na łóżku pod kołdrą był taki blady, zmęczony, wychudzony. Podbiegłam do niego i od razu się do niego przytuliłam mimo obietnicy łzy same zaczęły kapać on tylko pogłaskał mnie po policzku i powiedział ?Przecież obiecałaś? chciałam się jeszcze bardziej rozpłakać ale pomyślałam, że przecież właśnie obiecałam że nie będę płakała i mimo woli udało mi się nie rozpłakać bardziej. Przez dwie godziny nic nie robiliśmy, nie mówiliśmy tylko leżałam przy D. i tulił mnie do sobie. W końcu jednak zaczęliśmy rozmawiać tak bardzo tęskniłam za jego głosem co chwila musiałam powstrzymywać łzy. Opowiedział jak było  w szpitalu i że wrócił po tygodniu ale następnego dnia znów musiał wrócić bo wcale nie przeszło tak jak powinno, mówił o tym że tęsknił, że przeprasza za to że się nie odzywał, że będzie przyjeżdżała do niego pani doktor z hospicjum raz w tygodniu, mówił a ja słuchałam w pewnym momencie przestał i zapytałam w końcu co mówili lekarze jakie badania robili i w ogóle. ?Tomograf pokazał że mam guza o tu wielkości pięści? nie wiedziałam co zrobić widziałam że jest zmęczony więc po prostu powiedziałam żeby się zdrzemnął troszeczkę i przytuliłam się do niego a w głowie miałam jedną wielką masakrę - wykryli kolejny przerzut w śródpiersiu na płucu i to wielkości pięści.
W końcu musiałam wracać D. nie chciał na razie żebym zostawała na noc. Wiedziałam że jest zmęczony i że potrzebuje miejsca na łóżku ale wiecie jak on to tłumaczył powiedział że się z nim nie wyśpię że ja muszę o siebie dbać i że nie chce mnie co chwila budzić w nocy. Więc wróciłam do domu, ale jak tylko wyszłam od razu zaczęłam płakać i całą drogę powrotną przepłakałam ale później przez długi czas nie uroniłam ani jednej łzy.
Dni mijały D. czuł się coraz lepiej i odzyskiwał siły zaczął wstawać z łóżka, nawet przytył, a ja starałam się każdą wolną chwilę spędzać z nim i przy nim. Często siedział w garażu i majsterkował przy starym motorze nic ciężkiego bo motor rozłożony na części które trzeba było oczyścić. Towarzyszyłam mu przy tym to znaczy siedziałam i patrzyłam i mówiłam co jakiś czas żeby odpoczął kiedy widziałam że jest zmęczony i w sumie rozmawialiśmy o naszych planach żeby w końcu się oficjalnie przy naszych rodzinach zaręczyć, o ślubie, dzieciach. Czasem nawet wybieraliśmy imiona leżąc już w łóżku i tuląc się do siebie. Sprzeczaliśmy się też, że D. nie chce żeby chłopiec miał na imię Kacper w końcu doszliśmy do porozumienia że chłopiec byłby Janem lub Mikołajem a dziewczynka Mariką. Śmialiśmy się ze wszystkiego i często.
Wydawało się że wszystko jest na dobrej drodze że może w końcu nastąpi jakiś cud ale to było tylko chwilowe znów zaczęło się pogarszać ale za parę dni się polepszało i tak co chwila aż w końcu dwa tygodnie przed śmiercią spuchły mu nogi, prawie w ogóle nie spał, mało jadł, nie mógł leżeć za długo aż w końcu spał tylko na siedząco, męczył się tak bardzo a my z jego mamą starałyśmy się żeby było mu jak najlepiej, jedynie do łazienki chodził sam wspierając się o ścianę lub o mnie. Byłam przy nim cały czas ale nie było mnie kiedy umierał?
W niedzielę wieczorem pojechałam do domu bo miałam pomagać przy remoncie w pokoju, który dzieliłam z siostrą miałam wrócić do D. w piątek. We wtorek pisał że bardzo tęskni i że już się nie może doczekać  aż mnie znowu zobaczy ??moją słodką Myszkę?? tak o mnie wtedy napisał, tak mówił o mnie zawsze. Cały dzień pisaliśmy w środę napisałam ale nie odpisywał stwierdziłam że pewnie gorzej się czuję a jak tak to nic dziwnego że nie odpisuje bo wtedy zawsze tak robi. W nocy z środy na czwartek dostałam od niego pustą wiadomość odpisałam ?Kocham Cię? w czwartego po południu dostałam dwie takie same puste wiadomości i znów napisałam ?Kocham Cię? nie dzwoniłam bo tyle razy mówił, że nie lubi rozmawiać przez telefon, że męczy go to i drażni?
W Piątek chwilę przed dzwonkiem budzika zadzwoniła mama D. odebrałam cała w skowronkach w końcu miałam go zobaczyć przywitałam się i spytałam co tam słychać sekundę później już nie byłam skowronkiem ?Słuchaj D. nie żyje? umarł? nic więcej nie pamiętam, nie zemdlałam zrobiło mi się po prostu słabo resztę powiedziała mi mama i siostra. Podobno krzyknęłam ?mamo? a następnie zaczęłam płakać i dostałam jakiejś histerii siostra starała się mnie uspokoić a mama rozmawiała z mamą D. potem jak się uspokoiłam podobno napisałam do swojej jedynej przyjaciółki, która jak nigdy pojawiła się w parę sekund. Nie pamiętam następnych dwóch czy trzech tygodni. Nie pamiętam pogrzebu wiem jedno nie spełniłam obietnicy nie było mnie przy nim do końca.
Nadal do mnie nie dociera, że D. nie ma ciągle się łapę na tym, że myślę albo mówię ?D. mówi, D. robi, D. jest, D. chce? itp. Ciągle są dni kiedy ubieram się bo mam zamiar jechać do D. ale nagle zatrzymuję się bo jego nie ma i nie mam gdzie jechać.
Nie wychodzę z domu prawie w ogóle (jedynie jak zmusi mnie do tego przyjaciółka M. a to i tak bardziej dla tego że muszę niż chcę), przybieram maskę tak bo mimo, że rozmawiam z mamą z siostrą i z M. i wyrzucam z siebie wszystko cały ten ból i no po prostu wszystko to nadal jest mi źle. Płaczę kiedy nikt nie widzi, a kiedy widzą uśmiecham się mimo że boli. Minęły już prawie trzy miesiące a ja nadal jestem jak lalka z porcelany którą ktoś zrzucił na podłogę i roztrzaskała się na tysiąc kawałków.

Może i za długi ten post ale potrzebowałam tego nadal potrzebuję bo nie daję sobie rady.

Tak bardzo tęsknię?

70

Odp: Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...

Hey. Przykro mi z powodu tego, co się stało. Przeżyłam śmierć kogoś bliskiego w marcu, za chwilę minie właśnie pół roku. Ja ochłonęłam, ale to dlatego, że byłam zajęta pomocą osobie, która tej pomocy akurat potrzebowała. W rezultacie tak mnie wykiwała, że będę za to bekać jeszcze długo, o ile nie do końca życia, więc teraz też moje myśli są zajęte czymś innym, co nie znaczy, że nie myślę o tej osobie, która zmarła, myślę co chwilę... Jednak warto się czymś zająć, czymś, co wymaga całkowitej uwagi,  a nie tylko częściowej, bo wtedy nie ochłoniesz.

  U mnie sytuacja była podobna, ta osoba pokonała jednego raka, przez 5 lat był spokój, no ale po 5 latach, gdy szła na teoretycznie dość prosty zabieg, okazało się, że jednak nie jest ok. Wykryto guza mózgu, nieoperacyjnego. Po diagnozie były bardzo trudne dni, osoba była w bardzo ciężkim stanie, byłam się już pożegnać, bo pielęgniarka mówiła, że może nie dożyć rana. Jednak dożyła - tego i wielu następnych. Nie wyzdrowiała na tyle, żeby być całkiem sprawna, jeśli chodziła, to tylko do łazienki i z powrotem, oczywiście z asystą, ale jednak chodziła, mimo tego, że nie dawali jej już szans. Powiedziała, że jeszcze będzie chodzić i chodziła. W domu było dużo lepiej niż w szpitalu, polepszyło się, funkcjonowała dość dobrze. No ale później znowu przyszły gorsze dni, była słabsza, nie potrafiła ustać, a co dopiero chodzić. W końcu mózg został całkiem zainfekowany i nie dało się porozumieć, krzyczała tylko nasze imiona, a w pewnym momencie wypowiedziała słowa, których nie zapomnę do końca życia... "Ratunku, wezwijcie pomocy, ja umieram!" i to były jedne z ostatnich świadomych słów. A my nie mogliśmy zrobić już nic, NIC. Niemoc była straszna... Jednak udało się sprowadzić księdza, przy którym znowu na chwilę 'oprzytomniała', pomodliła się, myślę, że świadomie, no i następnego dnia wieczorem odeszła... Chwila przerwy, bo się rozkleiłam kompletnie...


....................


  Piszesz, że minęły już 3 miesiące. To nie jest dużo. Poza tym, każdy ma swój czas, który pozwoli mu ochłonąć, czasami jest to miesiąc, czasami 10 lat... Daj czasowi czas. Pewnie wydaje Ci się to niemożliwe, wydajesz się sobie niezdolna do zrobienia czegokolwiek, ale warto chociaż spróbować się czymś zająć, przestać myśleć choć na kilka minut, czy godzin dziennie, skupienie się na czymś, co wymaga koncentracji pomaga. Trzymaj się i postaram się do Ciebie zaglądać.

71

Odp: Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...

Nie potrafię napisać nic, co wydawałoby mi się właściwe w tym momencie...
przeczytałam Twój wątek...
Pisz, są tacy co czytają i choć Cię nie znają wspierają cię wirtualnie...

72

Odp: Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...

Powoli staram się pogodzić ze stratą D. jednak ciągle o nim myślę, różne sytuacje przypominają mi o nim. Kiedy widzę jakąś parę cieszę się, że na świecie są ludzie, którzy są szczęśliwi ale z drugiej strony nie mogę na nich patrzeć bo serce rozdziera mi się na kawałki ciągle czuję ból. Staram się przezwyciężyć rozpacz, która mnie ogarnia czasem nawet się udaje ale na chwilę zaraz powraca załamanie. Chcę wychodzić z domu ale nie mogę się do tego zmusić, wychodzę i zaraz chcę wracać zamknąć się w pokoju i nie mieć kontaktu z nikim z drugiej strony czuję potrzebę tego kontaktu. Czasem wydaje mi się, że zaczynam wariować, mam takie dni kiedy chciałabym wrzeszczeć ale nie mogę wydobyć z siebie nawet cichego pisku.

Ciągle szukam pracy i ciągle nic. D. ciągle powtarzał żebym się tym nie zrażała, żebym się nie poddawała przecież mam marzenia muszę je spełnić? obiecałam mu że nigdy się nie poddam ale jest to ciężkie kiedy 20 raz z rzędu słyszy się odmowę. Już sama nie wiem co mam robić. Najchętniej spakowałabym się i wyjechała uciekła stąd zaczęła gdzieś gdzie bez problemu będę mogła spełnić obietnice które złożyłam D. ale nawet tego nie mogę zrobić bo nie mam nawet grosza na start?
Chciałabym powoli stanąć na nogi i dopuścić do siebie myśl, że jego już nie ma, przestać tak bardzo tęsknić i być znów sobą taką jaką D. mnie poznał.

Mam często wrażenie, że histeryzuję, że się nad sobą użalam i robię z siebie kogoś kim nie jestem, jakąś porypaną osobę, która z byle powodu wpada w panikę i nie umie sobie poradzić. Nie chcę tego, nie chcę taka być jednak ciągle mam takie wrażenie, że właśnie taka się robię?

Zaczynam robić się chaotyczna...

Posty [ 66 do 73 z 73 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nowotwór Bliskiej Mi Osoby...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024