Dziekuje dziewczyny,zawsze w takich sytuacjach rozmawialam z mama a teraz...dobrze ze mam Was ;**
Lenka szczerze mowiac to wczoraj chodzilam jak nacpana-niewiele pamietam co mowila ta lekarka...zapadly slowa ze mamy spodziewac sie wszystkiego...ze wylew krwi nastapil w najgorszym miejscu odpowiedzialnym za mowe,logiczne myslenie... Jak mame zabierali-bo stalo sie to na szczescie w pracy-niepamietala jak sie nazywa,byla cala spralizowana... Jak dojechalam do szpitala to juz rozmawiala-pytala sie o dzieci,ochrzanila mnie ze becze... Poruszala sie...warga jej tylko opadala i oczy miala rozbiegane... Boze i juz becze a obiecalam sobie ze niebede plakac bo wszystko bedzie przeciez dobrze... Za miesiac ma 46 urodziny...Mloda jest wiec da rade..
Po 14 dopiero jedziemy do niej...doczekac sie niemoge,musze sobie znalezc jakies zajecie...
Zeby bylo w temacie Bartus mi cos umilkł-niechce gaworzyc...smieje sie ale ani niepisnie-a slini sie tak zawziecie ze szok,raczki i wszystko co uda mu sie zlapac pcha do buźki z takim impetem ze szok doslownie rzuca sie na wszytsko...Jak sie go wezmie na rece to rzuca sie na szyje,policzki,nos... Czyzby az tak swedzialy go dziaselka??
Kobra zazdroszcze sniegu...uwielbiam zime,snieg...
Ewelina oj jak ja Cie rozumiem... dasz rade bo ci innego zrobisz...3maj sie kochana
