Catwoman napisał/a:Artemida, masz sporo racji w tym co piszesz, ale uważam, że zupełnie skreślasz narzeczonego Autorki.
Czy on NIE MIAŁ PRAWA zostać urażony? Odrzucony? To i tak moim zdaniem cud, że chce jeszcze z nią gadać, że daje jeszcze jakieś szanse temu związkowi, nie zamknął drzwi.
Pomyśl jak TY bys się czułą, gdyby miesiąc przed ślubem, Twój narzeczony, ukochany, wybrany spieprzył, bo NIE WIE. Jak czuje się w takiej sytaucji człowiek? Skoro ktoś mi robi cos takiego, to znaczy że nie chce ze mną być i koniec. A nie jeszcze mu rozkładać czerwony dywan!!! Plisss!!!
Co byś pomyślała o takim partnerze? Czy byłby w 100% wiarygodny, godny zaufania??
zanim doradzisz Autorce coś takiego jak rozstanie....pomyśl....
Catwoman, bardzo Cię szanuję. Wypowiadasz swoją prawdę jasno. Masz dużą zdolność do empatii. Nie zgadzam się jednak z odwracaniem sytuacji. Układy między mężczyzną a Kobietą nie są symetryczne, nigdy nie były symetryczne i NIE POWINNY TAKIE BYĆ. Jeśli on otwiera mi drzwi, to ja mam mu otworzyć następne? Jeśli on nosi mnie na rękach, to na drugi dzień ja mam go ponosić?
To ON ma być MĘŻCZYZNĄ! Tym męskim, silnym. Opoką. Ja sobie mogę mieć nastroje, a on musi zachować spokój. Ma być kapitanem i załogą naszej łodzi (ja tylko sternikiem:). Ma mnie nosić, gdy będę słaba - bo będę, to akurat jest PEWNE. Będę w ciąży, będę karmić, będę mieć wahania nastrojów (PMS), wahania poziomu progesteronu będą ogromne (np. nagle 100x więcej niż zwykle)! Będą dzieci, jeszcze słabsze ode mnie. On MUSI być stabilny emocjonalnie, kochający, roztropny. MUSI mieć dystans do siebie. MUSI być oddany.
Dlaczego tyle Kobiet uparcie nie chce zobaczyć RZECZYWISTOŚCI? Jesteśmy słabsze fizycznie i potrzebujemy pomocy. Mężczyźni DLA NAS wybudowali miasta, stworzyli cywilizację. Aby ochraniać NAS I DZIECI pracują ciężko, służą w wojsku, pracują w kopalniach i hutach, narażają się CODZIENNIE, na trudy i niewygody. Żebyśmy MY mogły sobie siedzieć w cieple i zaciszu, cieszyć się radością macierzyństwa, tworzyć piękno, być bezpieczne. Mężczyźni są cudowni - silni, szlachetni - jeśli im na to pozwolić, JEŚLI TEGO OD NICH OCZEKUJEMY. To MY wychowujemy synów. Po co im wmawiać, że Kobieta chce pracować równo z mężczyzną w trudnych i niebezpiecznych warunkach? Że jest taka sama, że potrzebuje równouprawnienia i chce dźwigać ciężary takie jak oni? Toż to piramidalna bzdura! NIE CHCĘ KONKUROWAĆ Z MOIM MĘŻCZYZNĄ ANI ŻADNYM INNYM. Chcę być kochana i dla swojego Kochanego być motywacją, źródłem jego siły. Niech ON walczy ze światem, ja opatrzę jego rany gry przyjdzie zdrożony. Niech on będzie ze mną DLA MNIE, nie dla usług, które mu oddam. Bo oddam - całą siebie. Ale za coś - on też musi oddać. Całego siebie.
Kobiety teraz bardzo często rezygnują z wszelkich wymagań. Taki polski i rosyjski zwyczaj. Zaraz po wojnie mężczyzn było mało, wielożeństwa nie mamy, więc brały co popadło i nie wymagały. Teraz się mści takie podejście. Na zachodzie i w Japonii Kobieta pracuje dopóki nie ma dzieci. Potem zajmuje się doniosłym zadaniem - wychowaniem swoich (I JEGO) dzieci. Do pracy wraca, gdy już odchowała potomstwo i chce wyjść między ludzi. Jak facet ma mentalność parobka, jest głupi, nieskuteczny w działaniu, niezaradny - ma nikłe szanse na partnerkę (choć ostatnio to się niestety zmienia na niekorzyść, przez socjal, który pozwala żyć i replikować geny kretynów, chamów, nieudaczników). W Polsce wciąż jest zgoda na to, żeby facet był łamagą ostatnią, Kobieta dzielnie staje u jego boku i pracuje ciężej od niego. A potem jest strasznie zdziwiona, że podczas gdy ona się starała i starzała, on znalazł sobie nową - piękną, młodą i sprytną, która przejmie go razem z kasą, a potem kopnie w tyłek, kasę sobie zostawiając.
Pierwsza Kobieta mogłaby być jedyną, gdyby od początku właściwie ustawiła relacje.
Mężczyzna, który ma u swojego boku szczęśliwą, kwitnącą, zadbaną Kobietę, jest dumny i szczęśliwy. Wciąż jej pragnie i chce ją uszczęśliwiać. Ten, KTÓRY OD ŻONY WYMAGAŁ PRACY PONAD SIŁY, którego żona była dzielna i pomagała mu, ma u swojego boku zmęczoną, szarą myszkę. Potem mówi: wyrosłem z niej. A prawda jest taka, że nie zwracał na nią uwagi, traktował jak kolegę, partnera w biznesie, nie okazywał miłości, aż jej kobiecość umarła. Wtedy zupełnie przestał jej pożądać. Gdy się rozstają ona ma poczucie że przegrała życie.
Oczywiście, że mogło go zaboleć. Każdego by zabolało. Ale gdyby coś do niego dotarło, przyznałby że nie był do końca fair. Nie powinien był lekceważyć sygnałów, które ONA wysyłała. Nie powinien był ignorować JEJ słów. Powinien być przy niej, gdy działo się źle i nie dopuścić do takiego spiętrzenia emocji. Po prostu - gdyby myślał, był roztropny, i UCZCIWY, wiedziałby że nie jest w porządku obwinianie JEJ. Gdyby był dojrzały emocjonalnie, nie zacząłby histeryzować i się wściekać. Poszedłby za nią, porozmawiał spokojnie, a gdyby jednak doszło do odwołania ślubu, powiedziałby że to wspólna decyzja (jeśli mu tak bardzo zależało na opinii innych, co samo w sobie raczej nie o dojrzałości świadczy).
A w ogóle to skąd wiesz, czy nie chciał z NIĄ ślubu, żeby spłacała JEGO mieszkanie? Sam nie może sobie poradzić, musiał szybko kogoś wziąć - może o to najbardziej się wściekł?
Jeśli on nie dorósł i NIE CHCE dorosnąć, źle to rokuje.
Jeśli nie widzi ŻADNEJ winy w sobie, jak wyżej.
Jeśli przespał się z nią, nie wiedząca czy chce z nią być.... Nawet nie chcę mówić jak to wygląda z boku.
Słowem - taki z niego mąż jak z koziej... Bo zbyt dziecinny, niestety.
W ogóle nie brałabym pod uwagę takiego kandydata. Ale ja już swoje przeżyłam, też nie zawsze dobrze wybierałam. Tylko strasznie mi szkoda, żeby marnowała się mądra, dobra Kobieta. Nic nie mogę zrobić, żeby Ją ochronić. NIC. Mogę tylko powiedzieć: zatrzymaj się, pomyśl, pokochaj siebie najpierw, potem wybieraj tego, z kim chcesz dzielić życie. Posłucha? Wątpię. Pewnie musi sama, jak ja, oberwać od życia. Kiedyś wspomni i powie: kurczę, ta Artemida wrednie gadała ale z sensem. Żadna dla mnie satysfakcja. Chciałabym przestrzec TERAZ.
lagrimasdeamor, nie pisałam o Twoim narzeczonym. Zaprotestowałam przeciw uogólnieniu woja.
Dunkis, nie wkładaj mi w usta tego, czego nie powiedziałam. To czysta erystyka - najpierw wmawiać, że coś powiedziałam, potem z tym poglądem walczyć i dyskredytować mnie.