netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

blad mojego zycia

205 odpowiedzi20 601 wyświetleńzałożony przez lagrimasdeamor, 28.08.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 206 ]

131

Odp: blad mojego zycia
woj napisał/a:

i zgodzę się z tym co było powiedziane, dla większości mężczyzn bliskość fizyczna ma również znaczenie emocjonalne, łatwo się zakochać w dziewczynie z którą się kochasz, albo obudzić te uczucia jeżeli one już tam są

Dziewczyny! Czy Wy w to wierzycie? Gdyby tak było, po seksie facetowi by zależało bardziej, a wcale tak nie jest. Najpierw emocje, najpierw zakochanie, dopiero seks. Symulują zakochanie, żeby dostać seks i jakoś nie zakochują się wtedy.

Facetom jest wygodnie wciskać nam takie bzdety, żebyśmy się  zgadzały na seks bez zobowiązań, dla zabawy. Wtedy stajemy się zabawkami.

Największą motywacją dla samca jest seks. Gdy samiec dojrzeje, stanie się mężczyzną, największa motywacją może stać się  Żona, Rodzina. Ale niektórzy nie dojrzewają, zatrzymują się na etapie zaliczania wszystkiego co się rusza.  Najgorszym co może spotkać chłopaczka jest głupia kobieta, która go nauczy, że można mieć wszystko za nic. Nigdy i nigdzie tak nie ma.

132

Odp: blad mojego zycia
Catwoman napisał/a:

Artemida, masz sporo racji w tym co piszesz, ale uważam, że zupełnie skreślasz narzeczonego Autorki.
Czy on NIE MIAŁ PRAWA zostać urażony? Odrzucony? To i tak moim zdaniem cud, że chce jeszcze z nią gadać, że daje jeszcze jakieś szanse temu związkowi, nie zamknął drzwi.
Pomyśl jak TY bys się czułą, gdyby miesiąc przed ślubem, Twój narzeczony, ukochany, wybrany spieprzył, bo NIE WIE. Jak czuje się w takiej sytaucji człowiek? Skoro ktoś mi robi cos takiego, to znaczy że nie chce ze mną być i koniec. A nie jeszcze mu rozkładać czerwony dywan!!! Plisss!!!

Co byś pomyślała o takim partnerze? Czy byłby w 100% wiarygodny, godny zaufania??
zanim doradzisz  Autorce coś takiego jak rozstanie....pomyśl....

Uważam, że jest szansa by się zejść, ale uważam też ze to dobry czas by sobie przemyśleć wszystko, dojrzeć, zastanowić się nad sobą.

Zgodze sie z Toba Catwoman, to prawda, cud ze on chce ze mna w ogole jeszcze gadac, ze w ogole rozwaza taka opcje ze moze kiedys mi zaufa i moze kiedys sie zejdziemy.

133 Ostatnio edytowany przez woj (2012-09-04 13:49:54)

Odp: blad mojego zycia
Artemida napisał/a:

Dziewczyny! Czy Wy w to wierzycie? Gdyby tak było, po seksie facetowi by zależało bardziej, a wcale tak nie jest. Najpierw emocje, najpierw zakochanie, dopiero seks. Symulują zakochanie, żeby dostać seks i jakoś nie zakochują się wtedy.

Facetom jest wygodnie wciskać nam takie bzdety, żebyśmy się  zgadzały na seks bez zobowiązań, dla zabawy. Wtedy stajemy się zabawkami.

Największą motywacją dla samca jest seks. Gdy samiec dojrzeje, stanie się mężczyzną, największa motywacją może stać się  Żona, Rodzina. Ale niektórzy nie dojrzewają, zatrzymują się na etapie zaliczania wszystkiego co się rusza.  Najgorszym co może spotkać chłopaczka jest głupia kobieta, która go nauczy, że można mieć wszystko za nic. Nigdy i nigdzie tak nie ma.

Nie dla każdego największą motywacją jest seks, jednak jest to bardzo ważna część więzi między dorosłymi ludźmi. Myślę że zazwyczaj ważniejsza dla mężczyzn(nie wiem czy z powodu wychowania czy fizjologii). Z mojej perspektywy udane życie seksualne zwiększa szansę że będę zadowolony/zostanę z kobietą. Seks wzmacnia wieź w związkach, przynajmniej moich. Powiem Ci że dla mnie 100x bardziej atrakcyjna jest kobieta świadoma swojej seksualności, niż taka porządna dająca z przymusu "jak już wypada". I raczej wolałbym budować związek z tą pierwszą. Ale cóż nie będę ukrywał że jestem tylko niewyrośniętym samcem tuż przed 30tka.

134

Odp: blad mojego zycia
Artemida napisał/a:
woj napisał/a:

i zgodzę się z tym co było powiedziane, dla większości mężczyzn bliskość fizyczna ma również znaczenie emocjonalne, łatwo się zakochać w dziewczynie z którą się kochasz, albo obudzić te uczucia jeżeli one już tam są

Dziewczyny! Czy Wy w to wierzycie? Gdyby tak było, po seksie facetowi by zależało bardziej, a wcale tak nie jest. Najpierw emocje, najpierw zakochanie, dopiero seks. Symulują zakochanie, żeby dostać seks i jakoś nie zakochują się wtedy.

Facetom jest wygodnie wciskać nam takie bzdety, żebyśmy się  zgadzały na seks bez zobowiązań, dla zabawy. Wtedy stajemy się zabawkami.

Największą motywacją dla samca jest seks. Gdy samiec dojrzeje, stanie się mężczyzną, największa motywacją może stać się  Żona, Rodzina. Ale niektórzy nie dojrzewają, zatrzymują się na etapie zaliczania wszystkiego co się rusza.  Najgorszym co może spotkać chłopaczka jest głupia kobieta, która go nauczy, że można mieć wszystko za nic. Nigdy i nigdzie tak nie ma.

Artemido uwierz ze moj mezczyzna nie podchodzi do seksu w taki sposob. Nie kazdy facet traktuje seks przedmiotowo. Jemu zalezy, ale czuje sie zraniony i oszukany.

135

Odp: blad mojego zycia
woj napisał/a:

Ale cóż nie będę ukrywał że jestem tylko niewyrośniętym samcem tuż przed 30tka.

dobrze że chociaż tego nie ukrywasz..

136

Odp: blad mojego zycia
Artemida napisał/a:
lagrimasdeamor napisał/a:

nie ma miedzy nami dialogu, on nie pozwala mi sie wypowiedziec.

czuje sie odrzucony, to zrozumiale,ale nie daje mi szansy na to zeby wytlumaczyc co tak naprawde sie stalo, dlaczego do tego doszlo i co sie na to zlozylo.

patrzy na ta sprawe jednostronnie -on zostal skrzywdzony i on cierpi.

a gdy mowie ze ja tez cierpie to on mowi: "masz co chcialas".

wcale tego nie chcialam. chcialam chwili oddechu, zeby sie uspokoic, chwili zastanowienia. a teraz to wszystko zaczyna sie zamieniac w obled, czasami czuje ze juz trace zmysly, odbilo sie to bardzo na moim zdrowiu bo od kilku dni tak mnie boli zoladek ze nie potrafie przez pol godziny rano wstac z lozka.

Jego to w ogole nie rusza. zamknal sie na mnie i wydaje mi sie ze zaczyna sobie troche ze mna pogrywac i mscic sie na mnie.

znalazl sobie nowa wspollokatorke do mieszkania-kolezanke z pracy...nie wiem kim jest ta dziewczyna ani jakie ma wobec niej plany. twierdzi ze to po to, aby splacac kredyt bo nie ma pieniedzy zeby splacac sam (wczesniej placilismy razem). Ale to nie mogl wziac jakiegos kolegi? To wyglada troche jak chec odegrania sie na mnie. Z drugiej strony mowi, ze czuje obrzydzenie do kobiet i nie chce sie z nikim wiazac. Ale to sa wszystko lakoniczne wypowiedzi. Nie wiem co mu siedzi w glowie i nie umiem tego z niego wyciagnac.

Jesteś bardzo napięta. Stąd ból brzucha. On pokazuje swoją niedojrzałość. Proszę, zacznij kochać SIEBIE. Zatroszcz się o SIEBIE. On najwyraźniej nie zamierza się o Ciebie starać, troszczyć, a wszystko w Tobie się gotuje nie dlatego, że nie ma go przy Tobie. Brzuch Cię boli bo odbierasz SOBIE dobre myśli, uczucia, żeby dać JEMU, a ON nie daje TOBIE nic i wprost mówi, że nie zamierza. Nie stać Cię, żeby dawać przez całe życie. Czy zastanawiałaś się, jak wyglądałoby dalej wspólne życie?

Facet jest strasznie dziecinny. Większość Kobiet przed ślubem miewa wątpliwości, niektóre mają lęki, odchyły itd.To świadczy o bardzo poważnym podejściu do sprawy i wrażliwości. On Ciebie zniszczy, jeśli mu pozwolisz. Ignoruje Twoje potrzeby, widzi wyłącznie siebie. Swoją  zranioną dumę. Gdyby kochał Ciebie, na hasło: "wracam" rozłożyłby czerwony dywan i zamówił orkiestrę.

Nie byłaś nigdy w dobrym związku. Dlatego ten wydaje Ci się cudowny, gdy go już nie ma i gdy nie pamiętasz, że wcale nie było kolorowo. Przestań przypominać sobie same dobre rzeczy. Przypomnij sobie parę złych, otrzeźwiejesz. No chyba, że dopiero gdy boli czujesz że żyjesz...

Dunkisie, czy naprawdę uważasz, że dla mężczyzny atrakcyjna jest kobieta, która za nim biega, wyraźnie okazuje że jej bardzo zależy, bardziej niż jemu? Życie pokazuje, że taką kobietę mężczyzna lekceważy. Traktuje jak pogotowie seksualne,  ewentualnie przystań do wypadów na bardziej interesujące laski. W najlepszym razie jeśli łaskawie zgodzi się z nią być dłużej, to tylko do czasu, gdy znajdzie atrakcyjniejszą, w której się zakocha i która NIE BĘDZIE ZA NIM BIEGAĆ, tylko go  sobie owinie wokół palca.

Gdy się jest niedojrzałym chłopaczkiem, który potrzebuje, żeby mu Kobieta matkowała, żeby się nim opiekowała, nie chciała niczego dla siebie i wciąż świadczyła, chciałoby się żeby takie kobiety istniały. Rozumiem, że chcesz rozsiewać swoje memy wszędzie, może Kobieta w kryzysie, gdy szaleją emocje, wyłączy rozum i posłucha, uwierzy że tak powinno być, Z PRZEKONANIEM opowie koleżankom i będziesz miał większą szansę trafić Na taką, która matkowanie swojemu mężczyźnie uzna za właściwe.

Ale lepiej tego nie rób, bo gdy dojrzejesz i nie będziesz chciał mateczki, tylko Kobiety, która zna swoją wartość, będzie o taką trudno - większość utknie w nieszczęśliwych związkach z Piotrusiami Panami i nie rozwinie się do tego stopnia, żeby dojrzały mężczyzna mógł się zachwycić.

Rozumiesz co mówię?

Nie uważam by biegająca za mężczyzną kobieta była dla niego atrakcyjna. Kobieta powinna wyrazić zainteresowanie, przypiąć do spodni ogonek i uciekać, pozwalając się gonić i w zasadzie taki schemat znajdziesz w wielu moich wypowiedziach jak i przytaczanej przez mnie filozofii tego zjawiska, bo uważam, że nic tak nie powoduje lenistwa u mężczyzny - i destrukcji związku, jak włażenie mu w łapy, tyle, że jest małe ale. Wzminkowane spojrzenie nie dotyczy poruszanej w tutaj sytuacji, przynajmniej ja to widzę. Mało tego, autorka potwierdza, że ona wie iz jej mężczyzna ją kocha. Jedyne czego im trzeba, to umożliwienie im ponownego zejścia ze sobą. Gdyby im sie nie układało, albo gdyby się zastanawiali nad tym jak utrzymywać relacje by było lepiej - gonitwa za ogonkiem byłaby na pierwszym miejscu. Czy nie sądzisz, że metoda, łap mnie bo Ci uciekam, kiedy to ONA rozpieprzyła związek jest najlepsza? Zastanów się czy ktoś, czy mężczyzna, który upolował swoją zwierzynę, zaopiekował się nią a następnie, ta zwierzyna za jego zainteresowanie odpłaciła mu w taki sposób, że nie dośc że mu uciekła, to poharowała go przy okzazji, świadomi, jak sam mówił - spowodowała, że świat mu się zawalił i zastanaia się nad sensem polowania (czytaj związkiem, relacjiami z kobietą, zaufaniem - rodziną itd, co wymieniała autorka) to czy taki mężczyzna będzie chciał gonić za ta kobietą??? Tym bardziej, gdy ludzie mu zyczlliw wbijają mu do głowy żeby sobie dał spokój --- a on - co najgorsze - straciwszy zaufanie - pogoni za zdobyczą tak niepewną, której nie wierzy, która równie dobrze mówiąc dokładnie to co wcześniej - że kocha, może mu wywinąc podobny numer? Ona może tak nie myśli, ale on ? Zastanow sie czy taka zwierzyna jest nadal równie atrakcyjna. Bądź rysiem, wilkiem etc. dzikim i głodnym (czytałas białego kła Jacka londona?) i złap zwierzynę która niespodziewanie okaże się mieć kolce jak jeż, albo inne niedostępne zwierzę... czy nie zastanowisz się następnym razem nad polowaniem? Mądre zwierze - nauczone doświadczeniem, nie tylko nie tknie go ponownie, ale grubo zastanowi się nad polowaniem, nad podobmym mu. Nie nazywałbym tego niedojrzałością, a rozsądkiem - z jego strony. Właściwie dziwię Ci się, że snujesz aluzje w stosunku do faceta, któremu złamała kobieta serce TAK ZŁAMAŁA - że może być niedojrzałym. Gdyby tu jakaś kobieta tak napisała, że jest w sytuacji odwrotnej, to też byś pewnie napisała że jest niedojrzały - bo baba będie baby broniła. Jaka tu niedojrzałośc jest ???? Myslisz, że zwkłe przepraszam w takiej sytuacji wystarcza. Inaczej zapytam, gdybyś Ty komuś zauwała połozyła w nim nadzieję, a ten ktoś by wystrychnął Cię na dudka - w zyciowej sprawie, potem powiedzial sory - sowje wahanie by mu ponownie zawierzyć nazwałabyś niedojrzałością? A może inaczej.
Autorka chce naprawić swój błąd - czując że ma podstwy - uważasz, że powinna stać z boku i czekać, aż on królewicz zacznie za nią biegać? Na głowę upadłaś? Kto tu mówi o piotrusiu panu? Facet dostal kopniaka tak, że cała okolica z oburzeniem patrzy na tą , która tego kopniaka wymirzyła - a jak sama autorka przyznała, to jej niedojrzałość się ujawniła - jej nieumiejętność znalezienia się w sytuacji, umiejętnej jej oceny, jej historia zyciowa...Powiem tak, gdyby mojego przyjaciela laska tak urzadziła - powiedziałbym , żeby darował sobie pannę. Ale będąc bezstronny, widząc, że tam tli się miłość, podpowiadam autorce co zrobić by miała szansę.
Ta gadka o niedojrzałości faceta - tylko dla tego, że nie ukałada się on tak jak jakaś laska by sobie życzyła, to czysty feminizm i brak umiejętności wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny. Bo wychodzi na to, że jeżeli nie uda sie czegoś kobiecie osiągnąć - to nie jej niedostatek wiedzy, umiejętności doświadczenia zostanie poddany w wątpliwośc, tylko właśnie mężczyzny.

Rozumiesz co mówię?

137

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:
Artemida napisał/a:
woj napisał/a:

i zgodzę się z tym co było powiedziane, dla większości mężczyzn bliskość fizyczna ma również znaczenie emocjonalne, łatwo się zakochać w dziewczynie z którą się kochasz, albo obudzić te uczucia jeżeli one już tam są

Dziewczyny! Czy Wy w to wierzycie? Gdyby tak było, po seksie facetowi by zależało bardziej, a wcale tak nie jest. Najpierw emocje, najpierw zakochanie, dopiero seks. Symulują zakochanie, żeby dostać seks i jakoś nie zakochują się wtedy.

Facetom jest wygodnie wciskać nam takie bzdety, żebyśmy się  zgadzały na seks bez zobowiązań, dla zabawy. Wtedy stajemy się zabawkami.

Największą motywacją dla samca jest seks. Gdy samiec dojrzeje, stanie się mężczyzną, największa motywacją może stać się  Żona, Rodzina. Ale niektórzy nie dojrzewają, zatrzymują się na etapie zaliczania wszystkiego co się rusza.  Najgorszym co może spotkać chłopaczka jest głupia kobieta, która go nauczy, że można mieć wszystko za nic. Nigdy i nigdzie tak nie ma.

Artemido uwierz ze moj mezczyzna nie podchodzi do seksu w taki sposob. Nie kazdy facet traktuje seks przedmiotowo. Jemu zalezy, ale czuje sie zraniony i oszukany.

Moja droga wpadłas w łapy kobiet, które chcą Ci wmówmić rzeczy, których nie ma, trzymaj się swego i swych uczuć. To nie ich dotkną konsekwencje tego w jaki sposób powalczysz o swój związek. Sama dobrze wiesz, na czym mu zależało, gdy od niego odchodziłaś. Założę się, że tak jak laski Ci tu wmawiają, iż jedyne czego on żałował i żałuje to Twojego ciała i seksu. Gdyby mu tylko na tym zależało, a znów udało by mu się spocząć między Twoimi udami - to juz byście byli ze sobą, a tu przecież o znacznie więcej chodzi.

138

Odp: blad mojego zycia
Catwoman napisał/a:
woj napisał/a:

Ale cóż nie będę ukrywał że jestem tylko niewyrośniętym samcem tuż przed 30tka.

dobrze że chociaż tego nie ukrywasz..

woj nie przejmuj się, to czepianie się słów... 0 (czytaj zero) merytoryki

139

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:
Artemida napisał/a:
woj napisał/a:

i zgodzę się z tym co było powiedziane, dla większości mężczyzn bliskość fizyczna ma również znaczenie emocjonalne, łatwo się zakochać w dziewczynie z którą się kochasz, albo obudzić te uczucia jeżeli one już tam są

Dziewczyny! Czy Wy w to wierzycie? Gdyby tak było, po seksie facetowi by zależało bardziej, a wcale tak nie jest. Najpierw emocje, najpierw zakochanie, dopiero seks. Symulują zakochanie, żeby dostać seks i jakoś nie zakochują się wtedy.

Facetom jest wygodnie wciskać nam takie bzdety, żebyśmy się  zgadzały na seks bez zobowiązań, dla zabawy. Wtedy stajemy się zabawkami.

Największą motywacją dla samca jest seks. Gdy samiec dojrzeje, stanie się mężczyzną, największa motywacją może stać się  Żona, Rodzina. Ale niektórzy nie dojrzewają, zatrzymują się na etapie zaliczania wszystkiego co się rusza.  Najgorszym co może spotkać chłopaczka jest głupia kobieta, która go nauczy, że można mieć wszystko za nic. Nigdy i nigdzie tak nie ma.

Artemido uwierz ze moj mezczyzna nie podchodzi do seksu w taki sposob. Nie kazdy facet traktuje seks przedmiotowo. Jemu zalezy, ale czuje sie zraniony i oszukany.

a i jescze jedno - idąc tym torpem, okaże się, że niektóre tu osoby znają lepiej Twojego mężczyznę, od Ciebie .. bo ciekawe skąd im przyszło na myśl, że Wasz związek opierał się nie na partnerstwie tylko wyzysku w postaci - mozna mieć wszystko za nic... obleśnie wyssana z palca teoria.

140 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-09-04 14:47:03)

Odp: blad mojego zycia
Catwoman napisał/a:

Artemida, masz sporo racji w tym co piszesz, ale uważam, że zupełnie skreślasz narzeczonego Autorki.
Czy on NIE MIAŁ PRAWA zostać urażony? Odrzucony? To i tak moim zdaniem cud, że chce jeszcze z nią gadać, że daje jeszcze jakieś szanse temu związkowi, nie zamknął drzwi.

Pomyśl jak TY bys się czułą, gdyby miesiąc przed ślubem, Twój narzeczony, ukochany, wybrany spieprzył, bo NIE WIE. Jak czuje się w takiej sytaucji człowiek? Skoro ktoś mi robi cos takiego, to znaczy że nie chce ze mną być i koniec. A nie jeszcze mu rozkładać czerwony dywan!!! Plisss!!!

Co byś pomyślała o takim partnerze? Czy byłby w 100% wiarygodny, godny zaufania??
zanim doradzisz  Autorce coś takiego jak rozstanie....pomyśl....

Catwoman, bardzo Cię szanuję. Wypowiadasz swoją prawdę jasno. Masz dużą zdolność do empatii. Nie zgadzam się jednak z odwracaniem  sytuacji. Układy  między mężczyzną  a Kobietą nie są symetryczne, nigdy nie były symetryczne i  NIE POWINNY TAKIE BYĆ. Jeśli on otwiera mi drzwi, to ja mam mu otworzyć następne? Jeśli on nosi mnie na rękach, to na drugi dzień ja mam go ponosić?

To ON ma być MĘŻCZYZNĄ! Tym męskim, silnym. Opoką. Ja sobie mogę mieć nastroje, a on musi zachować spokój. Ma być kapitanem i załogą naszej łodzi (ja tylko sternikiem:). Ma mnie nosić, gdy będę słaba - bo będę, to akurat jest PEWNE. Będę w ciąży, będę karmić, będę mieć wahania nastrojów (PMS), wahania poziomu progesteronu będą ogromne (np. nagle 100x więcej niż zwykle)! Będą dzieci, jeszcze słabsze ode mnie. On MUSI być stabilny emocjonalnie, kochający,  roztropny. MUSI mieć dystans do siebie. MUSI być oddany.

Dlaczego tyle Kobiet uparcie nie chce zobaczyć RZECZYWISTOŚCI? Jesteśmy słabsze fizycznie i potrzebujemy pomocy. Mężczyźni DLA NAS wybudowali miasta, stworzyli cywilizację. Aby ochraniać NAS I DZIECI pracują ciężko, służą w wojsku, pracują w kopalniach i hutach, narażają się  CODZIENNIE, na trudy i niewygody. Żebyśmy MY mogły sobie siedzieć w cieple i zaciszu, cieszyć się radością macierzyństwa, tworzyć piękno, być bezpieczne. Mężczyźni są cudowni - silni, szlachetni - jeśli im na to pozwolić, JEŚLI TEGO OD NICH OCZEKUJEMY. To MY wychowujemy synów. Po co im wmawiać, że Kobieta chce pracować równo z mężczyzną w trudnych i niebezpiecznych warunkach? Że jest taka sama, że potrzebuje równouprawnienia i chce dźwigać ciężary takie jak oni? Toż to piramidalna bzdura! NIE CHCĘ KONKUROWAĆ Z MOIM MĘŻCZYZNĄ ANI ŻADNYM INNYM. Chcę być kochana i dla swojego Kochanego być motywacją, źródłem jego siły. Niech ON walczy ze światem, ja opatrzę jego rany gry przyjdzie zdrożony. Niech on będzie ze mną DLA MNIE, nie dla usług, które mu oddam. Bo oddam - całą siebie. Ale za coś - on też musi oddać. Całego siebie.

Kobiety teraz bardzo często rezygnują z wszelkich wymagań. Taki polski i rosyjski zwyczaj. Zaraz po wojnie mężczyzn było mało, wielożeństwa nie mamy, więc brały co popadło i nie wymagały. Teraz się mści takie podejście. Na zachodzie i w Japonii Kobieta pracuje dopóki nie ma dzieci. Potem zajmuje się doniosłym zadaniem - wychowaniem swoich (I JEGO) dzieci. Do pracy wraca, gdy już odchowała potomstwo i chce wyjść między ludzi. Jak facet ma mentalność parobka, jest głupi, nieskuteczny w działaniu, niezaradny - ma nikłe szanse na partnerkę (choć ostatnio to się niestety zmienia na niekorzyść, przez socjal, który pozwala żyć i replikować geny kretynów, chamów, nieudaczników). W Polsce wciąż jest zgoda na to, żeby facet był łamagą ostatnią, Kobieta dzielnie staje u jego boku i pracuje ciężej od niego. A potem jest strasznie zdziwiona, że podczas gdy ona się starała i starzała, on znalazł sobie nową - piękną, młodą i sprytną, która przejmie go razem z kasą, a potem kopnie w tyłek, kasę  sobie zostawiając.

Pierwsza Kobieta mogłaby być jedyną, gdyby od początku właściwie ustawiła  relacje.

Mężczyzna, który ma u swojego boku szczęśliwą, kwitnącą, zadbaną Kobietę, jest dumny i szczęśliwy. Wciąż jej pragnie i chce ją uszczęśliwiać. Ten, KTÓRY OD ŻONY WYMAGAŁ PRACY PONAD SIŁY, którego żona była dzielna i pomagała mu, ma u swojego boku zmęczoną, szarą myszkę. Potem mówi: wyrosłem z niej. A prawda jest taka, że nie zwracał na nią uwagi, traktował jak kolegę, partnera w biznesie, nie okazywał miłości, aż jej kobiecość umarła. Wtedy zupełnie przestał jej pożądać. Gdy się rozstają ona ma poczucie że przegrała życie.

Oczywiście, że mogło go zaboleć. Każdego by zabolało. Ale gdyby coś do niego dotarło, przyznałby że nie był do końca fair. Nie powinien był lekceważyć sygnałów, które ONA wysyłała. Nie powinien był ignorować JEJ słów. Powinien być przy niej, gdy działo się  źle i nie dopuścić do takiego spiętrzenia emocji. Po prostu - gdyby myślał, był roztropny, i UCZCIWY, wiedziałby że nie jest w porządku obwinianie JEJ. Gdyby był dojrzały emocjonalnie, nie zacząłby histeryzować i się wściekać. Poszedłby za nią, porozmawiał spokojnie, a gdyby jednak doszło  do  odwołania ślubu, powiedziałby że to wspólna decyzja (jeśli mu tak bardzo zależało na opinii innych, co samo w sobie raczej nie o dojrzałości świadczy).

A w ogóle  to skąd wiesz, czy nie chciał z NIĄ ślubu, żeby spłacała JEGO mieszkanie? Sam nie może sobie poradzić, musiał szybko kogoś wziąć  - może o to najbardziej się wściekł?

Jeśli on nie dorósł i NIE CHCE dorosnąć, źle to rokuje.
Jeśli nie widzi ŻADNEJ winy w sobie, jak wyżej.
Jeśli przespał się z nią, nie wiedząca  czy chce z nią być....  Nawet nie chcę mówić jak to wygląda z boku.

Słowem - taki z niego mąż jak z koziej... Bo zbyt dziecinny, niestety.

W ogóle nie brałabym pod uwagę takiego kandydata. Ale ja już swoje przeżyłam, też nie zawsze dobrze wybierałam. Tylko strasznie mi szkoda, żeby marnowała się mądra, dobra Kobieta. Nic nie mogę zrobić, żeby Ją ochronić. NIC. Mogę tylko powiedzieć: zatrzymaj się, pomyśl, pokochaj siebie najpierw, potem wybieraj tego, z kim chcesz dzielić życie. Posłucha? Wątpię. Pewnie musi sama, jak ja, oberwać od życia. Kiedyś wspomni i powie: kurczę, ta Artemida wrednie gadała ale z sensem. Żadna dla mnie satysfakcja. Chciałabym przestrzec TERAZ.

lagrimasdeamor, nie pisałam o Twoim narzeczonym. Zaprotestowałam przeciw uogólnieniu woja.

Dunkis, nie wkładaj mi w usta tego, czego nie powiedziałam. To czysta erystyka - najpierw wmawiać, że coś powiedziałam, potem z tym poglądem walczyć  i dyskredytować mnie.

141

Odp: blad mojego zycia

Oj Artemido, dalas czadu z tym splacaniem mieszkania....;) nie masz racji moja droga, w tej calej sytuacji nie ma nawet grama jego winy, ja wszystko spieprzylam niestety i ponosze tego bolesne konsekwencje. On mnie kochal, szanowal i dbal o mnie, a ja sie odsunelam i zamknelam w sobie, nie potrafilam sie otworzyc i powiedziec co jest nie tak. Nie wiem dlaczego tak sie dzialo ale wiem na pewno ze chce zmienic zupelnie swoje zycie i stac sie lepsza partnerka.

142

Odp: blad mojego zycia

Artemida to o czym piszesz to stereotypy nijak mające się do rzeczywistości. Mało która kobieta -z własnego wyboru chciałaby dziś siedzieć w domu i podlewać kwiatki.
Zgadzam się, że fizycznie jesteśmy inaczej zbudowane niż faceci, faceci sa bardziej wytrzymali fizycznie-choć to nie zawsze, wiele razy zawstydziłam faceta podnosząc większe ciężary, których on się nawet nie podjął.
Osobiście umarłabym z nieszcżsliwości, żyjąc tak, jak opisujesz; po prostu mam inny charakter, a mój mąż nie chciałby mieć w domu kobiety, która po prostu ładnie pachnie, za to oczekuje (i ja też) partnerstwa w związku, gdzie każdy ma równe szanse i jest tak samo ważny.
Tak że ..... nie dla każdego taki model jest smile

143

Odp: blad mojego zycia
Artemida napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Artemida, masz sporo racji w tym co piszesz, ale uważam, że zupełnie skreślasz narzeczonego Autorki.
Czy on NIE MIAŁ PRAWA zostać urażony? Odrzucony? To i tak moim zdaniem cud, że chce jeszcze z nią gadać, że daje jeszcze jakieś szanse temu związkowi, nie zamknął drzwi.

Pomyśl jak TY bys się czułą, gdyby miesiąc przed ślubem, Twój narzeczony, ukochany, wybrany spieprzył, bo NIE WIE. Jak czuje się w takiej sytaucji człowiek? Skoro ktoś mi robi cos takiego, to znaczy że nie chce ze mną być i koniec. A nie jeszcze mu rozkładać czerwony dywan!!! Plisss!!!

Co byś pomyślała o takim partnerze? Czy byłby w 100% wiarygodny, godny zaufania??
zanim doradzisz  Autorce coś takiego jak rozstanie....pomyśl....

Catwoman, bardzo Cię szanuję. Wypowiadasz swoją prawdę jasno. Masz dużą zdolność do empatii. Nie zgadzam się jednak z odwracaniem  sytuacji. Układy  między mężczyzną  a Kobietą nie są symetryczne, nigdy nie były symetryczne i  NIE POWINNY TAKIE BYĆ. Jeśli on otwiera mi drzwi, to ja mam mu otworzyć następne? Jeśli on nosi mnie na rękach, to na drugi dzień ja mam go ponosić?

To ON ma być MĘŻCZYZNĄ! Tym męskim, silnym. Opoką. Ja sobie mogę mieć nastroje, a on musi zachować spokój. Ma być kapitanem i załogą naszej łodzi (ja tylko sternikiem:). Ma mnie nosić, gdy będę słaba - bo będę, to akurat jest PEWNE. Będę w ciąży, będę karmić, będę mieć wahania nastrojów (PMS), wahania poziomu progesteronu będą ogromne (np. nagle 100x więcej niż zwykle)! Będą dzieci, jeszcze słabsze ode mnie. On MUSI być stabilny emocjonalnie, kochający,  roztropny. MUSI mieć dystans do siebie. MUSI być oddany.

Dlaczego tyle Kobiet uparcie nie chce zobaczyć RZECZYWISTOŚCI? Jesteśmy słabsze fizycznie i potrzebujemy pomocy. Mężczyźni DLA NAS wybudowali miasta, stworzyli cywilizację. Aby ochraniać NAS I DZIECI pracują ciężko, służą w wojsku, narażają się  CODZIENNIE, na trudy i niewygody. Żebyśmy MY mogły sobie siedzieć w cieple i zaciszu, cieszyć się radością macierzyństwa, tworzyć piękno, być bezpieczne. Mężczyźni są cudowni - silni, szlachetni - jeśli im na to pozwolić, JEŚLI TEGO OD NICH OCZEKUJEMY. To MY wychowujemy synów. Po co im wmawiać, że Kobieta chce pracować równo z mężczyzną w trudnych i niebezpiecznych warunkach? Że jest taka sama, że potrzebuje równouprawnienia i chce dźwigać ciężary takie jak oni? Toż to piramidalna bzdura! NIE CHCĘ KONKUROWAĆ Z MOIM MĘŻCZYZNĄ ANI ŻADNYM INNYM. Chcę być kochana i dla swojego Kochanego być motywacją, źródłem jego siły. Niech ON walczy ze światem, ja opatrzę jego rany gry przyjdzie zdrożony. Niech on będzie ze mną DLA MNIE, nie dla usług, które mu oddam. Bo oddam - całą siebie. Ale za coś - on też musi oddać. Całego siebie.

Kobiety teraz bardzo często rezygnują z wszelkich wymagań. Taki polski i rosyjski zwyczaj. Zaraz po wojnie mężczyzn było mało, wielożeństwa nie mamy, więc brały co popadło i nie wymagały. Teraz się mści takie podejście. Na zachodzie i w Japonii Kobieta pracuje dopóki nie ma dzieci. Potem zajmuje się doniosłym zadaniem - wychowaniem swoich (I JEGO) dzieci. Do pracy wraca, gdy już odchowała potomstwo i chce wyjść między ludzi. Jak facet ma mentalność parobka, jest głupi, nieskuteczny w działaniu, niezaradny - ma nikłe szanse na partnerkę (choć ostatnio to się niestety zmienia na niekorzyść, przez socjal, który pozwala żyć i replikować geny kretynów, chamów, nieudaczników). W Polsce wciąż jest zgoda na to, żeby facet był łamagą ostatnią, Kobieta dzielnie staje u jego boku i pracuje ciężej od niego. A potem jest strasznie zdziwiona, że podczas gdy ona się starała i starzała, on znalazł sobie nową - piękną, młodą i sprytną, która przejmie go razem z kasą, a potem kopnie w tyłek, kasę  sobie zostawiając.

Pierwsza Kobieta mogłaby być jedyną, gdyby od początku właściwie ustawiła  relacje.

Mężczyzna, który ma u swojego boku szczęśliwą, kwitnącą zadbaną Kobietę, jest dumny i szczęśliwy. Wciąż jej pragnie i chce ja uszczęśliwiać. Ten, KTÓRY OD ŻONY WYMAGAŁ PRACY PONAD SIŁY, którego żona była dzielna i pomagała mu, ma u swojego boku zmęczoną, szarą myszkę. Potem mówi: wyrosłem z niej. A prawda jest taka, że nie zwracał na nią uwagi, traktowała jak kolegę, partnera w biznesie, nie okazywał miłości, aż jej kobiecość umarła. Wtedy zupełnie przestał jej pożądać. Gdy się rozstają ona ma poczucie że przegrała życie.

Oczywiście, że mogło go zaboleć. Każdego by zabolało. Ale gdyby coś do niego dotarło, przyznałby że nie był do końca fair. Nie powinien był lekceważyć sygnałów, które ONA wysyłała. Nie powinien był ignorować JEJ słów. Powinien być przy niej, gdy zadziało się  źle i nie dopuścić do takiego spiętrzenia emocji. Po prostu - gdyby myślał, był roztropny, i UCZCIWY, wiedziałby że nie jest w porządku obwinianie JEJ. Gdyby był dojrzały emocjonalnie, nie zacząłby histeryzować i się wściekać. Poszedłby za nią, porozmawiał spokojnie, a gdyby jednak doszło  do  odwołania ślubu, powiedziałby że to wspólna decyzja (jeśli mu tak bardzo zależało na opinii innych, co samo w sobie raczej nie o dojrzałości świadczy).

A w ogóle  to skąd wiesz, czy nie chciał z NIĄ ślubu, żeby spłacała JEGO mieszkanie? Sam nie może sobie poradzić, musiał szybko kogoś wziąć  - może o to najbardziej się wściekł?

Jeśli on nie dorósł i NIE CHCE dorosnąć, źle to rokuje.
Jeśli nie widzi ŻADNEJ winy w sobie, jak wyżej.
Jeśli przespał się z nią, nie wiedząca  czy chce z nią być....  Nawet nie chcę mówić jak to wygląda z boku.

Słowem - taki z niego mąż jak z koziej... Bo zbyt dziecinny, niestety.

W ogóle nie brałabym pod uwagę takiego kandydata. Ale ja już swoje przeżyłam, też nie zawsze dobrze wybierałam. Tylko strasznie mi szkoda, żeby marnowała się mądra, dobra Kobieta. Nic nie mogę zrobić, żeby Ją ochronić. NIC. Mogę tylko powiedzieć: zatrzymaj się, pomyśl, pokochaj siebie najpierw, potem wybieraj tego, z kim chcesz dzielić życie. Posłucha? Wątpię. Pewnie musi sama, jak ja, oberwać od życia. Kiedyś wspomni i powie: kurczę, ta Artemida wrednie gadała ale z sensem. Żadna dla mnie satysfakcja. Chciałabym przestrzec TERAZ.

lagrimasdeamor, nie pisałam o Twoim narzeczonym. Zaprotestowałam przeciw uogólnieniu woja.

Dunkis, nie wkładaj mi w usta tego, czego nie powiedziałam. To czysta erystyka - najpierw wmawiać, że coś powiedziałam, potem z tym poglądem walczyć  i dyskredytować mnie.

Opoka, warownia czy co tam jeszcze rozjechana do cna - nie odbuduje się łatwo, bo co innego udować od początku, a co innego - trudniej jest - odbudowywać. Oddawainie całego sibie - ale od początku do końca. Jeśli tak mocno szukacie jego winy, że nie był opoką, że nie dorósł, że nie zauważył jej sygnałów (kompeltna brednia) ignorował jej słowa ...tego że nie był przy niej, że niby nie jest dojrzały emocjonalnie, że nie był uczciwy! (w czym?), że nie rokuje jako mąż ... to jak nazwiecie to , że ona uciekła - bo coś w głwowie nagle jej się odmieniło? Jak to w jego ocenie może rokować jej osobą jako małżonki, to przeciez ona może własni uciec przy byle okazji, gdy poczuje ... strach, czy to nie ona tak zareagowała, czy ona dała mu jakąś szansę? - nie? po prostu uciekła. Czy to było w porząsiu? Czy to nie jest właśnie niedojrzałość - ucieczka przed problemami?
Piszesz że mogło to go zaobleć ... odkrycie : każdego by zabolało ... naprawdę rozumiesz co oznacza ból w takiej sytuacji? jak się czuje porzucony człowiek? jak to przezywa i że ma prawo nie wierzyć w zapewnienia, bo jego związek został zdradzony ... zachowanie nie fair? Ona uciekła od niego bo co ... przypomnij mi ? on ją bił, gwałcił, chlał, znęcał się, wykorzystywał, czy też parł do małżeństwa, uczestniczył w przygotowaniach do ślubu, chciał go ??? no kurna o co tu chodzi?
Gdyby był roztropny i uczciwy? Co to za pytania wogóle. Przecież w pierwszym poście autorka napisała, że to ona odkrywała - bo nie wiedziała pewnie do tej pory ??? co jest napewwdę ważne napisała cyt"zrozumiała co jest tak naprawdę ważne". Czy gdziekolwiek poddała w wątpliwość, że on coś zawalił?, że on miał jakiekolwiek wątpliwości... ona mieszkała w jego mieszkaniu ... co mu przyszło, że się z niego wyprowadziła?
ONA o sobie napisała - "byłam wiecznie zmęczona i pochłonięta pracą i nie miałam siłty na wspólne spędzanie czasu" !!! no i tym, że on nadal piął do małżeństwa podziękowała mu odwracając się do niego dupą i doprowadziła do zawalenia się planów ŻYCIOWYCH ... teraz okazuje się, że to on powinien się ukorzyć ......tia, całkiem (nie)logiczne, ale tylko tak po kobiecemu, prawda? Na szczęście autorka mysli trzeźwiej.

Przed wklejeniem przeczytałem post autorki ... lagrimasdeamor -- podzielasz moje wrażenia, że kobiety które Ci tak chętnie tu chca pomóc wymyślają rzeczy które nie miały miejsca byle tylko przepchnąc swoje feministyczne racje?

Zaraz pewnie się dowiesz że on CIę zdradzał, dla tego nie potrafiłaś sobie poradzić z tą sytuacją, albo że Ci dotęp do konta zablokował, albo mial uraz z dzieciństwa - na razie dowiedziałas się tylko, że facet Twojego życia, potencjalny małżonek - jest niedojrzałym mężczyzną, ciekawe czego się jescze o nim dowiesz. Te Panie co tu piszą, nie wiem co chcą osiągnąć, ale na pewno nie chcą Ci pomóc.

144

Odp: blad mojego zycia

Doszukiwanie sie winy u mojego ukochanego nie ma sensu, nie poczuje sie w ten sposob lepiej, nie zabije wyrzutow sumienia ani nie naprawie zwiazku. On wie ze zaluje, wie ze go kocham, ale odbudowanie zaufania to nie jest kwestia tygodnia. Musze uszanowac jego prosbe, skoro chce spokoju - to mu go dam, tyle ile bedzie potrzebowal. Naciski niczego nie zmienia. Teraz decyzja jest tylko po jego stronie i nie da rady zrobic juz chyba nic zeby go przeciagnac na jego strone. Zostaje mi oczekiwanie i nadzieja. No i oby ten czas plynal szybko.....

145

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:

Oj Artemido, dalas czadu z tym splacaniem mieszkania....;) nie masz racji moja droga, w tej calej sytuacji nie ma nawet grama jego winy, ja wszystko spieprzylam niestety i ponosze tego bolesne konsekwencje. On mnie kochal, szanowal i dbal o mnie, a ja sie odsunelam i zamknelam w sobie, nie potrafilam sie otworzyc i powiedziec co jest nie tak. Nie wiem dlaczego tak sie dzialo ale wiem na pewno ze chce zmienic zupelnie swoje zycie i stac sie lepsza partnerka.

Kochasz go, to widać, słychać i czuć. Jesteś zaświergolona, chcesz być z nim i tylko z nim. Wszystko jedno jak on się zachowuje, Ty obwiniasz siebie o wszystko.

Robiłam tak 20 lat. Uważałam, że skoro jest źle, to coś z tym mogę zrobić. Nie ustawiałam się w pozycji ofiary, tylko winnej. Wciąż miałam poczucie winy (bo któż jest doskonały), wciąż starałam się bardziej i bardziej. To tak nie działa. Jak Kobieta się stara dla mężczyzny, to on uważa, że może starać się mniej. Ona widzi, że się oddalają, a domowe ognisko coś słabo grzeje, więc podrzuca do ognia, on siedzi w ciepełku, zadowolony i uważa, że wszystko jest ok. A potem nagłe zdziwienie gdy ona chce odejść. No jak to? Przecież było ok. Nie chlał, nie bił, nawet głosu nie podnosił, w domu pomagał. Ideał po prostu.

lagrimasdeamor, to Twoje życie. Twoje decyzje, Ty poniesiesz konsekwencje. Ja mówię - kochaj siebie. Nawet w Biblii nikt nie wymaga, żebyś kochała kogoś bardziej niż siebie, to zresztą niemożliwe. Mówię - bądź dobra dla siebie. Zatroszcz się o siebie. Najpierw pokochaj siebie. Potem decyduj jak i z kim chcesz żyć. kkzb przegrywają. Chciałabym, żebyś była szczęśliwa. Ale to nie zależy ode mnie, tylko od Ciebie. Mam wrażenie, że boisz się żyć bez niego.

Catwoman, badania wykazały, że 20% Kobiet wykonywałoby swoją pracę, nawet gdyby nie było takiej konieczności. 20%! To znaczy, że 80% chętnie by pracę zmieniło albo porzuciło. Nie pracować zawodowo nie znaczy w domu podlewać kwiatki. Zanim urodziłam dzieci, myślałam że trochę odchowam i gdyby było trzeba, bez przykrości - po paru latach - pójdę do pracy. Gdy dzieci były na świecie, bardzo chciałam być z nimi. Praca, wcześniej lubiana, okazała się mdła i byle jaka w porównaniu do obcowania z tymi cudownymi istotami, przy których życie stało się intensywne jak nigdy, czasem męczące, ale rozwijające niebywale. Obserwowanie ich rozwoju było zaszczytem i szczęściem ponad wszelkie wyobrażenia. Powrót do pracy był bardzo przykry, rozdzielenie z dziećmi bolało I MNIE, I DZIECI. Wiem, że istnieją matki, które dzieci upychają u babć, opiekunek i w żłobkach, a same pędzą do pracy i są zadowolone z takiego stanu rzeczy. Nawet jedną taką znam. Jedną. Na setki.

Nigdzie nie napisałam, że chcę, żeby Kobiety były wyłącznie w domu. Bo tak nie uważam. Uważam, że jest źle, gdy Kobieta MUSI pracować zawodowo (choć nie chce), bo mąż nie umie utrzymać rodziny, którą stworzył.

Ja nie chcę równych szans. Chcę przywilejów. On ma przynosić mi kwiaty i nie oczekiwać, że zrobię to dla niego. On ma odsunąć mi krzesło, poczekać aż usiądę i dopiero sam posadzić tyłeczek. On ma podać mi płaszcz. On ma kupić pierścionek zaręczynowy.

Dunkis, bądź uprzejmy nie przypisywać mi swoich motywacji. I najpierw dowiedz się co znaczy słowo feministka. Nigdy nie byłam feministką.

146

Odp: blad mojego zycia

"Uważam, że jest źle, gdy Kobieta MUSI pracować zawodowo (choć nie chce), bo mąż nie umie utrzymać rodziny, którą stworzył."   -- ale takie są realia !:) Jedna osoba raczej nie utrzyma rodziny w dzisiejszych czasach! Przynajmniej w tym kraju. Po co w sumie poszłaś do pracy? Mogłaś być w domu do końca życia.

Poza tym kobieta potrzebuje się spełniać zawodowo- ja np. potrzebuję, w dodatku nie chcę mieć dzieci, więc co miałabym robić w domu? Czułabym się jak pasożyt, w dodatku niespełniony = nieszczęśliwy.

"On ma przynosić mi kwiaty i nie oczekiwać, że zrobię to dla niego. On ma odsunąć mi krzesło, poczekać aż usiądę i dopiero sam posadzić tyłeczek. On ma podać mi płaszcz. " -- ale po co?

147

Odp: blad mojego zycia

mam taka straszna ochote napisac do niego a wiem, ze nie moge....to tak bardzo boli ze nie moge nic zrobic ;(

148 Ostatnio edytowany przez black1977 (2012-09-05 01:40:17)

Odp: blad mojego zycia

myślę, że dunkis jest znacznie bliżej prawdy niż artemida
choć oboje z nich patrzą na sytuację przez pryzmat własnych doświadczeń
dunkis stara się pokazać co czuje zdradzony facet (i muszę powiedzieć, że konkretnie to ujmuje i trafnie),
artemida próbuje cały czas gdzieś między wierszami włożyć sentencje "nie warto" (i ma do tego subiektywne prawo)

ale lubię lagrimasdeamor, bo nie doszukuje się winy w drugiej stronie nie ważne czy ona tam jest choć w cześci czy nie tylko pilnuje swojej idei
w życiu liczą się tylko te rzeczy w które wkładamy całe serce
i nie ważne czy dostajemy to co chcieliśmy czy skutkiem jest tylko "lepsze ja" na końcu i tak wygrywamy
wszystko inne to strata czasu

miłość polega na tym by dać od siebie, bo tak czujemy, siła to potworna
jeśli druga strona zrobi to samo mamy ... to o czym wszyscy marzymy
ale jakże często skupiamy się na tym co ta druga strona powinna i ona wtedy też skupia się na tym i mamy... rozwód,zdradę, samotność


nie zadręczaj się, miej nadzieję i dbaj jak już pisałem o siebie oraz o marzenie o was
idź spokojnie, ale cały czas do przodu, tu potrzeba żelaznej konsekwencji i czasu
rozwijaj siebie byś była ciekawszą osobą dla siebie i dla niego, byś w waszym nowym My (jeśli się uda) mogła odkryć z nim coś czego razem nie znaliście.... i hartuj charakter, życie po to wystawia nas na próby byśmy mogli udowodnić swoją wartość, bez prób nie ma wartości, a że ciężkie czasem próby (jakby były lekkie co to za próby?) - najpiękniejsze diamenty powstają w największym ciśnieniu i temperaturze

a co do listu, po prostu pisz do niego raz w tygodniu i włóż do szuflady
a po roku będziesz miała dla niego cudowny prezent.. na gwiazdkę czy urodziny, czy na zwykły szary dzień

każdy z nas błądzi, czasem odkrywamy to sami, czasem ktoś nam pomaga, czasem gubimy się na wieki
ale miłość jest chyba najfajniejszym sztandarem dla jakiego warto nawet zmarnować życie

bardzo trzymam za was kciuki
bardzo

149

Odp: blad mojego zycia
Artemida napisał/a:

Robiłam tak 20 lat. Uważałam, że skoro jest źle, to coś z tym mogę zrobić. Nie ustawiałam się w pozycji ofiary, tylko winnej. Wciąż miałam poczucie winy (bo któż jest doskonały), wciąż starałam się bardziej i bardziej. To tak nie działa. Jak Kobieta się stara dla mężczyzny, to on uważa, że może starać się mniej. Ona widzi, że się oddalają, a domowe ognisko coś słabo grzeje, więc podrzuca do ognia, on siedzi w ciepełku, zadowolony i uważa, że wszystko jest ok. A potem nagłe zdziwienie gdy ona chce odejść. No jak to? Przecież było ok. Nie chlał, nie bił, nawet głosu nie podnosił, w domu pomagał. Ideał po prostu..

Znaczy pobłądziłas to co robiłaś było niewłaściwe bo nie dało Ci szczęścia, widać myliłaś się. Ale to że Ty się myliłas w swych relacjach z partnerem, wcale nie oznacza, że gdyby krtokolwiek inny tak robił, jak Ty, wyszedł by na tym samym równie kiepsko. Masz żal do kogoś, o to że Twoje zachowanie zostało potraktowane w ten czy inny sposób, a nie dostrzegasz tego, że jeżeli przez 20 lat TY nie dojrzałaś i nie zauwazyłas, że takie zachowanie wobec tego konkretnego faceta - w Twoim konkretnym przypadku, w Waszych konkretnych relacjach nie dało Ci szczęścia. To co przez te 20 lat robiłaś?

Artemida napisał/a:

lagrimasdeamor, to Twoje życie. Twoje decyzje, Ty poniesiesz konsekwencje. Ja mówię - kochaj siebie. Nawet w Biblii nikt nie wymaga, żebyś kochała kogoś bardziej niż siebie, to zresztą niemożliwe. Mówię - bądź dobra dla siebie. Zatroszcz się o siebie. Najpierw pokochaj siebie. Potem decyduj jak i z kim chcesz żyć. kkzb przegrywają. Chciałabym, żebyś była szczęśliwa. Ale to nie zależy ode mnie, tylko od Ciebie. Mam wrażenie, że boisz się żyć bez niego.

Nie wierzysz że ludzie potrafią odwzajemnić uczucie? Ano potrafią być i szczerzy i fer i kochać, ludzie też popełniają błędy, wybaczają sobie i potrafią potem znów być szczęśliwi. Jeśli się człowiek, momo tego że potrafi kochać, zacznie odgradzać, to będzie zostawało go coraz mniej. Biblia mówi o otwartości na bliżniego o miłowaniu go, a nie o zamykaniu na innych.

Catwoman, badania wykazały, że 20% Kobiet wykonywałoby swoją pracę, nawet gdyby nie było takiej konieczności. 20%! To znaczy, że 80% chętnie by pracę zmieniło albo porzuciło. Nie pracować zawodowo nie znaczy w domu podlewać kwiatki. Zanim urodziłam dzieci, myślałam że trochę odchowam i gdyby było trzeba, bez przykrości - po paru latach - pójdę do pracy. Gdy dzieci były na świecie, bardzo chciałam być z nimi. Praca, wcześniej lubiana, okazała się mdła i byle jaka w porównaniu do obcowania z tymi cudownymi istotami, przy których życie stało się intensywne jak nigdy, czasem męczące, ale rozwijające niebywale. Obserwowanie ich rozwoju było zaszczytem i szczęściem ponad wszelkie wyobrażenia. Powrót do pracy był bardzo przykry, rozdzielenie z dziećmi bolało I MNIE, I DZIECI. Wiem, że istnieją matki, które dzieci upychają u babć, opiekunek i w żłobkach, a same pędzą do pracy i są zadowolone z takiego stanu rzeczy. Nawet jedną taką znam. Jedną. Na setki.

Artemida napisał/a:

Nigdzie nie napisałam, że chcę, żeby Kobiety były wyłącznie w domu. Bo tak nie uważam. Uważam, że jest źle, gdy Kobieta MUSI pracować zawodowo (choć nie chce), bo mąż nie umie utrzymać rodziny, którą stworzył.

Masz roszczeniowe nastawienie do świata. Danie dzieci światu to nie jest rzecz , na czym kończy się życie kobiet.

150

Odp: blad mojego zycia
black1977 napisał/a:

myślę, że dunkis jest znacznie bliżej prawdy niż artemida
choć oboje z nich patrzą na sytuację przez pryzmat własnych doświadczeń
dunkis stara się pokazać co czuje zdradzony facet (i muszę powiedzieć, że konkretnie to ujmuje i trafnie),
artemida próbuje cały czas gdzieś między wierszami włożyć sentencje "nie warto" (i ma do tego subiektywne prawo)

ale lubię lagrimasdeamor, bo nie doszukuje się winy w drugiej stronie nie ważne czy ona tam jest choć w cześci czy nie tylko pilnuje swojej idei
w życiu liczą się tylko te rzeczy w które wkładamy całe serce
i nie ważne czy dostajemy to co chcieliśmy czy skutkiem jest tylko "lepsze ja" na końcu i tak wygrywamy
wszystko inne to strata czasu

miłość polega na tym by dać od siebie, bo tak czujemy, siła to potworna
jeśli druga strona zrobi to samo mamy ... to o czym wszyscy marzymy
ale jakże często skupiamy się na tym co ta druga strona powinna i ona wtedy też skupia się na tym i mamy... rozwód,zdradę, samotność


nie zadręczaj się, miej nadzieję i dbaj jak już pisałem o siebie oraz o marzenie o was
idź spokojnie, ale cały czas do przodu, tu potrzeba żelaznej konsekwencji i czasu
rozwijaj siebie byś była ciekawszą osobą dla siebie i dla niego, byś w waszym nowym My (jeśli się uda) mogła odkryć z nim coś czego razem nie znaliście.... i hartuj charakter, życie po to wystawia nas na próby byśmy mogli udowodnić swoją wartość, bez prób nie ma wartości, a że ciężkie czasem próby (jakby były lekkie co to za próby?) - najpiękniejsze diamenty powstają w największym ciśnieniu i temperaturze

a co do listu, po prostu pisz do niego raz w tygodniu i włóż do szuflady
a po roku będziesz miała dla niego cudowny prezent.. na gwiazdkę czy urodziny, czy na zwykły szary dzień

każdy z nas błądzi, czasem odkrywamy to sami, czasem ktoś nam pomaga, czasem gubimy się na wieki
ale miłość jest chyba najfajniejszym sztandarem dla jakiego warto nawet zmarnować życie

bardzo trzymam za was kciuki
bardzo

dziekuje:) staram sie zadbac troche o siebie, zaczelam wreszcie jesc, przynajmniej tyle. Spotykam sie z ludzmi, staram sie nie siedziec sama, zajac sobie jakos czas zeby nie oszalec. Dni beda mijac, on bedzie sie zastanawial.....mowi ze mysli o tym bez przerwy.....mysli czy dac mi szanse czy nie....

151

Odp: blad mojego zycia
Dunkis napisał/a:

Masz roszczeniowe nastawienie do świata. Danie dzieci światu to nie jest rzecz , na czym kończy się życie kobiet.

Tu się zgodzę. I ciężko mi się czyta gdy związek tej oto 21-latki i 28-latka chcesz Artemido upchać w średniowieczne w dodatku stereotypy.
Jeśli ja kierowałam się może nazbyt swoimi negatywnymi doświadczeniami w tym względzie, to przepraszam, bo widzę, dzięki kilku postom, że Artemido to robisz: porównujesz swoje złe doświadczenia z postawą faceta Autorki, który najprawdopodobniej nie ma ani kszty takiego charakteru jak Twój eks.

152

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:

dziekuje:) staram sie zadbac troche o siebie, zaczelam wreszcie jesc, przynajmniej tyle. Spotykam sie z ludzmi, staram sie nie siedziec sama, zajac sobie jakos czas zeby nie oszalec. Dni beda mijac, on bedzie sie zastanawial.....mowi ze mysli o tym bez przerwy.....mysli czy dac mi szanse czy nie....

jeśli myśli to nie możesz przegrać, choć musisz wytrwać

i jeszcze jedno mi przyszło do głowy
najważniejsze jest nie czy wróci
tylko co zrobisz jak wróci, czy wszystkie te samotne dni dadzą ci motywację by nowe "razem", uczynić piękniejsze i przede wszystkim trwalsze....
bardzo często skupiamy się na osiągnięciu celu..powrocie
no i wracamy, a potem......
potem jest wiele lat, bez celu.. a właściwie z jednym celem, by być blisko siebie, ale cel ten z czasem staje się coraz bardziej rozmazany
jeśli dobrze czytam to co czujesz, to mam nadzieję że to przede wszystkim się uda... pomyśl o tym
co będzie jak wróci
ale także co będzie jak wróci po paru miesiącach, latach i dbaj o tę idę

pozdrawiam

153

Odp: blad mojego zycia
Catwoman napisał/a:
Dunkis napisał/a:

Masz roszczeniowe nastawienie do świata. Danie dzieci światu to nie jest rzecz , na czym kończy się życie kobiet.

Tu się zgodzę. I ciężko mi się czyta gdy związek tej oto 21-latki i 28-latka chcesz Artemido upchać w średniowieczne w dodatku stereotypy.
Jeśli ja kierowałam się może nazbyt swoimi negatywnymi doświadczeniami w tym względzie, to przepraszam, bo widzę, dzięki kilku postom, że Artemido to robisz: porównujesz swoje złe doświadczenia z postawą faceta Autorki, który najprawdopodobniej nie ma ani kszty takiego charakteru jak Twój eks.

Catwoman, chwała Ci.
Dziewczynie Trza pomóc, a nie - zniechęcać, przewidując co stać się może, bo przytrafiło się ... nam. Nie oceniając powowdów, bo tu jedynie ubolewać mozna, prym wiedzie w tym czarnowidztwie Artemida. A mnie choć trudno się przyznać, i ze wszech sił statam się być obiektywny, przyznaję, choć z niemałym zdziwieniem, że black1977 może mieć rację i nawet przezemni tchnięcie doświadczeń widać. Choć osobiście stawiać się ośmielam w postawie, mającej pomóc w dążeniach autorki, pchnęcia w niej nadzieji, przy czym, a czym się nie chwaliłem ... sam coś takiego przeżyłem i wiem, że w nawet  podbramkowej sytuacji mozna związek odrestaurować i ... co w rzeczywistości wzmocnić na przyszłość, jeśli się tylko uda. Tym bardziej, że nie dotyczy to zdrady, a rozterki.

154

Odp: blad mojego zycia
black1977 napisał/a:
lagrimasdeamor napisał/a:

dziekuje:) staram sie zadbac troche o siebie, zaczelam wreszcie jesc, przynajmniej tyle. Spotykam sie z ludzmi, staram sie nie siedziec sama, zajac sobie jakos czas zeby nie oszalec. Dni beda mijac, on bedzie sie zastanawial.....mowi ze mysli o tym bez przerwy.....mysli czy dac mi szanse czy nie....

jeśli myśli to nie możesz przegrać, choć musisz wytrwać

i jeszcze jedno mi przyszło do głowy
najważniejsze jest nie czy wróci
tylko co zrobisz jak wróci, czy wszystkie te samotne dni dadzą ci motywację by nowe "razem", uczynić piękniejsze i przede wszystkim trwalsze....
bardzo często skupiamy się na osiągnięciu celu..powrocie
no i wracamy, a potem......
potem jest wiele lat, bez celu.. a właściwie z jednym celem, by być blisko siebie, ale cel ten z czasem staje się coraz bardziej rozmazany
jeśli dobrze czytam to co czujesz, to mam nadzieję że to przede wszystkim się uda... pomyśl o tym
co będzie jak wróci
ale także co będzie jak wróci po paru miesiącach, latach i dbaj o tę idę

pozdrawiam

mysle o tym caly czas, co zrobic aby bylo lepiej w przyszlosci. wiem ze na pewno bedziemy musieli byc wobec siebie bardziej szczerzy, otwarci, ja musze przestac sie zamykac gdy pojawia sie problem. dlatego wlasnie zdecydowalam sie na psychoterapie. chce walczyc z cieniem przeszlosci, ktory mnie hamuje przed pozytywnym patrzeniem w przyszlosc. chce to zrobic nie tylko dla mojego ukochanego ale tez (i chyba przede wszystkim) dla samej siebie, zeby moje zycie stalo sie lepsze i zebym byla lepszym czlowiekiem, bardziej dojrzalym. jestem przekonana ze on chce mojego powrotu, ale sie boi, przeraza go mysl ze moglabym znowu go skrzywdzic. Ale najwazniejsze ze wierzy, ze nie zrobilam tego aby go celowo skrzywdzic, tylko dlatego ze pojawily sie wewnetrzne problemy. Powiedzial mi ze musze najpierw poskladac swoje zycie do kupy i wlasnie sie za to zabralam. chce sie zmienic i pokonac sama siebie - to jest ciezka walka ale wierze ze mi sie uda.

155 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2012-09-05 11:37:04)

Odp: blad mojego zycia

nieszczera - nie
zamknięta - nie

bo
wątpię byś była niesczera i zamknięta - znaczy niedostepna, tu chodzi o rozmowę wymianę myśli i chęć porozumienia, za chęcią porozumienia pójdzie łatwiejsze większe otworzenie się tyle.
Gdybyś nie była szczera i zamknięta - siedziałabyś i nie mówiła co CIę boli i nic nie zrobiła - tak mi się wydaje.
Dojrzałaość to rónież doświadczenie i .. umiejętność wyciągania wniosków z błędów oraz umiejętność przewidywania.

156

Odp: blad mojego zycia
Dunkis napisał/a:

nieszczera - nie
zamknięta - nie

bo
wątpię byś była niesczera i zamknięta - znaczy niedostepna, tu chodzi o rozmowę wymianę myśli i chęć porozumienia, za chęcią porozumienia pójdzie łatwiejsze większe otworzenie się tyle.
Gdybyś nie była szczera i zamknięta - siedziałabyś i nie mówiła co CIę boli i nic nie zrobiła - tak mi się wydaje.
Dojrzałaość to rónież doświadczenie i .. umiejętność wyciągania wniosków z błędów oraz umiejętność przewidywania.

ten blad duzo mnie nauczyl. zachowalam sie niedojrzale - ucieklam, bez myslenia o konsekwencjach.liczylo sie tylko tu i teraz: strach, panika, blokada, "nie moge tego zrobic". powinnam byla odczekac pare dni, nie odwolywac wszystkiego tak szybko, wiecej porozmawiac. No ale na to juz za pozno. Teraz moge tylko wyciagnac wnioski na przyszlosc i cierpliwie czekac

157

Odp: blad mojego zycia

lagrimasdeamor podczytuję Cię i trzymam za ciebie mocno kciuki. Walcz o Niego z rozsądkiem. Ja jestem w podobnej sytuacji tyle że po drugiej stronie. Ode mnie żona po 5 latach się wyprowadziła i powiedziała że potrzebuje czasu żeby to przemyśleć (coś jak Ty przed ślubem) mineły już 2 miesiące i dalej nie jest pewna. I to ja jestem strona która bardziej walczy a żona mówi że potrzebuje czasu.
Tak czytam Ciebie i marzę sobie żeby moja luba kiedyś uświadomiła sobie to co Ty i tak walczyła.
Widać że kochasz narzeczonego i jesteś tego już pewna. Postepuj rozsądnie , okazuj mu czułość kiedy sie da , wspieraj go ale nie naciskaj i nie wymagaj teraz smile On też Cię kocha i mam nadzieję że Tobie się ułoży!

158

Odp: blad mojego zycia
Poprostu Daniel napisał/a:

lagrimasdeamor podczytuję Cię i trzymam za ciebie mocno kciuki. Walcz o Niego z rozsądkiem. Ja jestem w podobnej sytuacji tyle że po drugiej stronie. Ode mnie żona po 5 latach się wyprowadziła i powiedziała że potrzebuje czasu żeby to przemyśleć (coś jak Ty przed ślubem) mineły już 2 miesiące i dalej nie jest pewna. I to ja jestem strona która bardziej walczy a żona mówi że potrzebuje czasu.
Tak czytam Ciebie i marzę sobie żeby moja luba kiedyś uświadomiła sobie to co Ty i tak walczyła.
Widać że kochasz narzeczonego i jesteś tego już pewna. Postepuj rozsądnie , okazuj mu czułość kiedy sie da , wspieraj go ale nie naciskaj i nie wymagaj teraz smile On też Cię kocha i mam nadzieję że Tobie się ułoży!

dziekuje Danielu:) ja Tobie rowniez zycze zeby Ci sie ulozylo z zona, zeby wszystko poszlo po Twojej mysli i zebyscie byli szczesliwi. Musimy czekac i byc silni. Pozdrawiam

159

Odp: blad mojego zycia

bylam wczoraj u psychologa, po raz 4 juz....podejme sie psychoterapii, ktora pomoze mi walczyc z moimi problemami. Psycholog zdiagnozowala u mnie oprocz panicznego leku przed porzuceniem i bliskoscia takze brak umiejetnosci organizowania mojego zycia i ustalania dlugofalowych planow, brak umiejetnosci budowania silnych wiezi z ludzmi. Odwolanie slubu bylo wiec pewna konsekwencja powyzszych zaburzen, a nie wynikiem braku milosci. Tylko jak mam o tym przekonac mojego ukochanego?:( Jak mam przekazac mu i wytlumaczyc dlaczego do tego wszystkiego doszlo, skoro on nie chce teraz ze mna kontaktu? Chce walczyc z tym potworem ktory siedzi w mojej glowie i odbudowac zaufanie, nie chce juz nigdzie nigdy uciekac, terapia mi w tym pomoze. Tylko co zrobic, zeby On to zrozumial?;(

160

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:

(...)Odwolanie slubu bylo wiec pewna konsekwencja powyzszych zaburzen, a nie wynikiem braku milosci. Tylko jak mam o tym przekonac mojego ukochanego?:( Jak mam przekazac mu i wytlumaczyc dlaczego do tego wszystkiego doszlo, skoro on nie chce teraz ze mna kontaktu? Chce walczyc z tym potworem ktory siedzi w mojej glowie i odbudowac zaufanie, nie chce juz nigdzie nigdy uciekac, terapia mi w tym pomoze. Tylko co zrobic, zeby On to zrozumial?;(

Podejmij terapię ZE WZGLĘDU NA SIEBIE.
Nie rób tego po to, by odbudować zaufanie, by on zmienił swe obecne nastawienie, by go do czegokolwiek przekonać. To duża, wbrew pozorom, różnica.

161

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:
lagrimasdeamor napisał/a:

(...)Odwolanie slubu bylo wiec pewna konsekwencja powyzszych zaburzen, a nie wynikiem braku milosci. Tylko jak mam o tym przekonac mojego ukochanego?:( Jak mam przekazac mu i wytlumaczyc dlaczego do tego wszystkiego doszlo, skoro on nie chce teraz ze mna kontaktu? Chce walczyc z tym potworem ktory siedzi w mojej glowie i odbudowac zaufanie, nie chce juz nigdzie nigdy uciekac, terapia mi w tym pomoze. Tylko co zrobic, zeby On to zrozumial?;(

Podejmij terapię ZE WZGLĘDU NA SIEBIE.
Nie rób tego po to, by odbudować zaufanie, by on zmienił swe obecne nastawienie, by go do czegokolwiek przekonać. To duża, wbrew pozorom, różnica.

Wielokropku, a czy to nie jest tak, że autorka robi to dla siebie ... wcześniej pisała, że zdaje sobie z tego sprawę, że z uwagi na to czym doświadczyło ją życie ma - powiedzmy rzczy pewne do przebudowania w sobie. A w zasadzie jedno drugiego nie wyklucza - wyjdzie na 2 w jednym, tyle, że ona prócz tego co robi dla siebie, wydaje się , że zastanawia się jak to przekazać tegmu kogo kocha --- bo po prostu szuka zarówno jego bliskości , jak i wsparcia.

162

Odp: blad mojego zycia

Przeczytałam uważnie wszystkie posty i moje wrażenie jest właśnie takie, że robi to, nie by żyć lepiej, przytomniej, tylko po to, by narzeczony zmienił zdanie.

163

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:

Przeczytałam uważnie wszystkie posty i moje wrażenie jest właśnie takie, że robi to, nie by żyć lepiej, przytomniej, tylko po to, by narzeczony zmienił zdanie.

lagrimasdeamor, rozstrzygnij proszę nasze wątpliwości, bo całkiem możliwe że się mylę.

164

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:

Przeczytałam uważnie wszystkie posty i moje wrażenie jest właśnie takie, że robi to, nie by żyć lepiej, przytomniej, tylko po to, by narzeczony zmienił zdanie.

Trafiłaś w samo sedno również moich obserwacji. I myślę, że była to główna przyczyna moich tu starczek z Dunkisem.... ja dokładnie tak samo to widzę.

165

Odp: blad mojego zycia
Catwoman napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Przeczytałam uważnie wszystkie posty i moje wrażenie jest właśnie takie, że robi to, nie by żyć lepiej, przytomniej, tylko po to, by narzeczony zmienił zdanie.

Trafiłaś w samo sedno również moich obserwacji. I myślę, że była to główna przyczyna moich tu starczek z Dunkisem.... ja dokładnie tak samo to widzę.

Zatem mamy 2 :1 na moją niekorzyść, co nie znaczy, że czekam wciąż, na słowo autorki.

166

Odp: blad mojego zycia

Dunkis, tu nie trzeba pytać! To się po prostu wyczuwa.

167

Odp: blad mojego zycia
Catwoman napisał/a:

Dunkis, tu nie trzeba pytać! To się po prostu wyczuwa.

U kobiet, jak widać na załączonym obrazku, bez względu na okoliczności niezawodnie można liczyć na: ciekawskość, niecierpliwość i wiarę w przeczucie.

168

Odp: blad mojego zycia

kochani, zdecydowalam sie na ta terapie zeby uzdrowic swoje zycie, bo bez wzgledu na to co bedzie - nie moge dalej zyc w ten sposob i tak sie meczyc sama ze soba. a to ze chce przekazac narzeczonemu co czuje to chyba jest oczywiste. chce przede wszystkim zeby wiedzial, ze nie skrzywdzilam go specjalnie, ze sie zagubilam i probuje sie odnalezc. wydaje mi sie ze jedno drugiego nie wyklucza.

169

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:

kochani, zdecydowalam sie na ta terapie zeby uzdrowic swoje zycie, bo bez wzgledu na to co bedzie - nie moge dalej zyc w ten sposob i tak sie meczyc sama ze soba. a to ze chce przekazac narzeczonemu co czuje to chyba jest oczywiste. chce przede wszystkim zeby wiedzial, ze nie skrzywdzilam go specjalnie, ze sie zagubilam i probuje sie odnalezc. wydaje mi sie ze jedno drugiego nie wyklucza.

Dziękuję lagrimasdeamor.
No pora podsumować mimo wstępnych notowań 2:1 catwoman i wielokropek, dałyście ciała... teraz wiem, czemu catwoman napisała, że nie warto pisać - bała się odpowiedzi i ta niecierpliwość...jak to się mówi kobiety mają intuicję, a mężczyźni instynkt.
To teraz dziewczyny napiszcie na czym oparłyście swoje przekonanie, że ona to robi, byle odzyskać faceta - bo ja za grosz tam niczego takiego nie widziałem, stąd też własnie stałem przy swoim. Czy wynika to z braku wiary w człowieka, że ktoś może być na tyle mądry - względem siebie, jak autorka, by mimo trudności potrafi dorzeć siebie właśnie? Dziewczyny, to się czuło, że ona robi to dla siebie...na szczęście nie wiele osób w realu zdaje sobie sprawę jakim detektorem jestem smile żarty żartami, a taniec odtańczony.

170

Odp: blad mojego zycia

wtrącę skromnie w Waszą dyskusje , otóż i dziewczyny i Dunkis macie rację.

Przyczyna i skutek.

Narzeczony jest przyczyną pójścia na terapie, sprawa z narzeczonym skłoniła autorke do pójścia do psychologa.

Skutkiem tych wizyt ma być poprawa już własnego życia , psycholog nie wpłynie na to czy narzeczony wróci czy nie , ma poprawić życie autorki.

Jedno nie wyklucza drugiego.

171

Odp: blad mojego zycia

Dałam ciała?
Przyznam, że wątpię.
Napisałam to, co napisałam na podstawie swego wrażenia. Do zawodów, jakichkolwiek, do rywalizacji, jakiejkolwiek, nie stawałam. A wrażenie, jak wrażenie, czasem jest niezgodne z rzeczywistością.

172

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:

Dałam ciała?
Przyznam, że wątpię.
Napisałam to, co napisałam na podstawie swego wrażenia. Do zawodów, jakichkolwiek, do rywalizacji, jakiejkolwiek, nie stawałam. A wrażenie, jak wrażenie, czasem jest niezgodne z rzeczywistością.

Co nie zmienia faktu, że się pomyliłaś.
Umiejętność przyznania się do pomyłki, to talent który wielu omija.

173

Odp: blad mojego zycia

rozstanie z narzeczonym i ucieczka przed slubem byly dla mnie motorem do tego zeby zaczac cos robic ze soba bo zorientowalam sie ze cos jest nie tak ze mna - zdecydowalam sie na psychologa bo dotarlo do mnie ze od jakiegos czasu nie radze sobie ze swoim zyciem kompetnie i wszystko zaczyna mi sie rozsypywac jak domek z kart. to oczywiste ze chce zeby on wrocil, ale chce zeby bylo do kogo wracac. musze zmienic swoje zycie najpierw dla siebie, a potem dopiero dla niego - aby odzyskac nad soba kontrole a dopiero i stac sie lepsza partnerka.

174

Odp: blad mojego zycia
Dunkis napisał/a:

(...)Umiejętność przyznania się do pomyłki, to talent który wielu omija.

Czy to o mnie?
Wiem, że moje wrażenie było mylne, czyli że pomyliłam się wątpiąc w motywację autorki.
Nie mam kłopotu z przyznaniem się do błędu.

Podkreślam raz jeszcze, nie napisałam swego postu po to, by "mieć rację".



Wracając do zasadniczego tematu.
lagrimasdeamor,
gratuluję determinacji.

175

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:
Dunkis napisał/a:

(...)Umiejętność przyznania się do pomyłki, to talent który wielu omija.

Czy to o mnie?
Wiem, że moje wrażenie było mylne, czyli że pomyliłam się wątpiąc w motywację autorki.
Nie mam kłopotu z przyznaniem się do błędu.

Podkreślam raz jeszcze, nie napisałam swego postu po to, by "mieć rację".



Wracając do zasadniczego tematu.
lagrimasdeamor,
gratuluję determinacji.

dziekuje - wierze ze ta terapia pomoze mi odnalezc siebie i wrocic do rownowagi, ktora od dluzszego czasu byla zachwiana. byloby mi na pewno latwiej gdybym miala wsparcie narzeczonego ale jestem poki co zdana tylko i wylacznie na siebie i musze byc silna zeby sie nie poddawac

176

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:
Dunkis napisał/a:

(...)Umiejętność przyznania się do pomyłki, to talent który wielu omija.

Czy to o mnie?
Wiem, że moje wrażenie było mylne, czyli że pomyliłam się wątpiąc w motywację autorki.
Nie mam kłopotu z przyznaniem się do błędu.

Podkreślam raz jeszcze, nie napisałam swego postu po to, by "mieć rację".



Wracając do zasadniczego tematu.
lagrimasdeamor,
gratuluję determinacji.

ależ skąd

wrażenia to wrażenie, myśli to myśli, a słowa to słowa

Szanuję Cię wielokropku, ale w przeciwieństwie do Ciebie gdy coś piszę, to z przekonaniem, ża mam rację - tyle, że rację tę buduje właśnie na przekonaniu a nie wrażeniu.

177

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:
Wielokropek napisał/a:
Dunkis napisał/a:

(...)Umiejętność przyznania się do pomyłki, to talent który wielu omija.

Czy to o mnie?
Wiem, że moje wrażenie było mylne, czyli że pomyliłam się wątpiąc w motywację autorki.
Nie mam kłopotu z przyznaniem się do błędu.

Podkreślam raz jeszcze, nie napisałam swego postu po to, by "mieć rację".



Wracając do zasadniczego tematu.
lagrimasdeamor,
gratuluję determinacji.

dziekuje - wierze ze ta terapia pomoze mi odnalezc siebie i wrocic do rownowagi, ktora od dluzszego czasu byla zachwiana. byloby mi na pewno latwiej gdybym miala wsparcie narzeczonego ale jestem poki co zdana tylko i wylacznie na siebie i musze byc silna zeby sie nie poddawac

Co do rozwoju i poukładania własnej osoby wybrałaś najlepszą drogę.

178

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:

dziekuje - wierze ze ta terapia pomoze mi odnalezc siebie i wrocic do rownowagi, ktora od dluzszego czasu byla zachwiana. byloby mi na pewno latwiej gdybym miala wsparcie narzeczonego ale jestem poki co zdana tylko i wylacznie na siebie i musze byc silna zeby sie nie poddawac

Obym dobrze byłą zrozumianą. smile
To, że podczas terapii jesteś zdana wyłącznie na siebie, to (moim zdaniem) dobrze. To dodatkowa motywacja.

Dlaczego masz się poddać, gdy walczysz z samą sobą o siebie i dla siebie?

179 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2012-09-06 11:19:35)

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:
lagrimasdeamor napisał/a:

dziekuje - wierze ze ta terapia pomoze mi odnalezc siebie i wrocic do rownowagi, ktora od dluzszego czasu byla zachwiana. byloby mi na pewno latwiej gdybym miala wsparcie narzeczonego ale jestem poki co zdana tylko i wylacznie na siebie i musze byc silna zeby sie nie poddawac

Obym dobrze byłą zrozumianą. smile
To, że podczas terapii jesteś zdana wyłącznie na siebie, to (moim zdaniem) dobrze. To dodatkowa motywacja.

Dlaczego masz się poddać, gdy walczysz z samą sobą o siebie i dla siebie?

Po co się doszukiwać czegoś czego nie ma ... dlaczego zadawać pytania - dlaczego masz się poddać?
Ona nie pisze o poddawaniu się w sensie braku sił i staniu pomiędzy decyzją o poddaniu się lub dalszej walce, ale o poddawć .... poddawać, a nie poddać smile  (w sensie tracić nadzieję, a nie pzaprzestawać walczyc o siebie ) zatem Wieloropku nie masz się co martwić, ona jest silna, tyle, że dodatkową siłą dla niej byłoby wsparcie smile

180 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-09-06 11:22:45)

Odp: blad mojego zycia

Dunkis,
przeczytałam post autorki ze zrozumieniem. I celowo napisałam to, co napisałam.



I, proszę, mój nick to Wielokropek. smile

181

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:

Dunkis,
przeczytałam post autorki ze zrozumieniem. I celowo napisałam to, co napisałam.



I, proszę, mój nick to Wielokropek. smile

Wielokropek, wybacz w sprawie zwracania się do Ciebie.

182

Odp: blad mojego zycia

tak bardzo chcialabym mu powiedziec co mnie dreczy, wyjasnic mu co sie ze mna dzieje, porozmawiac z nim na temat tych wszystkich madrych rzeczy ktorych dowiedzialam sie o sobie dzieki psychologowi, byloby mi latwiej gdybym to z siebie wyrzucila, jemu pewnie tez by bylo lzej a wiem ze nie moge, bo kazda proba kontaktu przynosi gorszy efekt. ten brak komunikacji jest straszny bo prowadzi tylko do blednych wnioskow i chorych domyslow hmm

183

Odp: blad mojego zycia

A ja powiem:  "Lepiej późno niż wcale". Otóż, gdyby nie to zerwanie zaręczyn tudzież ucieczka od ślubu, być może nigdy byś nie poszła do tego psychologa a on z kolei nie powiedziałby Ci w czym tkwi realny problem.
Dzięki EFEKTOWI (ucieczka) masz szansę dotrzeć do ŹRÓDŁA problemu.

184

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:

tak bardzo chcialabym mu powiedziec co mnie dreczy, wyjasnic mu co sie ze mna dzieje, porozmawiac z nim na temat tych wszystkich madrych rzeczy ktorych dowiedzialam sie o sobie dzieki psychologowi, byloby mi latwiej gdybym to z siebie wyrzucila, jemu pewnie tez by bylo lzej a wiem ze nie moge, bo kazda proba kontaktu przynosi gorszy efekt. ten brak komunikacji jest straszny bo prowadzi tylko do blednych wnioskow i chorych domyslow hmm

Odczekaj jeszcz kilka dni w ciszy i zaproponuj spotkanie na kawe czy wpadnij do niego z piwem zależy co preferujecie. Powiedz mu to co sie dowiedziałaś i co robisz ze soba , ale powiedz mu tak po prostu bez żadnych oczekiwań , nie każ mu sie do tego odnosić ani mówić od razu co o tym myśli. Po prostu mu powiedz i odejdź , daj mu czas aby przemyślał to czego sie dowiedział.

185

Odp: blad mojego zycia
Poprostu Daniel napisał/a:
lagrimasdeamor napisał/a:

tak bardzo chcialabym mu powiedziec co mnie dreczy, wyjasnic mu co sie ze mna dzieje, porozmawiac z nim na temat tych wszystkich madrych rzeczy ktorych dowiedzialam sie o sobie dzieki psychologowi, byloby mi latwiej gdybym to z siebie wyrzucila, jemu pewnie tez by bylo lzej a wiem ze nie moge, bo kazda proba kontaktu przynosi gorszy efekt. ten brak komunikacji jest straszny bo prowadzi tylko do blednych wnioskow i chorych domyslow hmm

Odczekaj jeszcz kilka dni w ciszy i zaproponuj spotkanie na kawe czy wpadnij do niego z piwem zależy co preferujecie. Powiedz mu to co sie dowiedziałaś i co robisz ze soba , ale powiedz mu tak po prostu bez żadnych oczekiwań , nie każ mu sie do tego odnosić ani mówić od razu co o tym myśli. Po prostu mu powiedz i odejdź , daj mu czas aby przemyślał to czego sie dowiedział.

a moze lepiej napisac list? bo jesli do niego zadzwonie to nie odbierze albo bedzie znowu wsciekly ze mu glowe zawracam i nie pozwalam spokojnie pomyslec....

186

Odp: blad mojego zycia

lagrimasdeamor  ja bym na tym etapie zajęła się sobą i swoją psychoterapią. Nie możesz być tak rozchwiana emocjonalnie i robić wszystkiego naraz, potrzebujesz wyciszenia a to faktycznie wygląda tak, jakbyś szła do psychologa by uzyskac poradę na kolejny tydzień "co robić w związku z chłopakiem".
Daj sobie, wam czas. w zupełnym spokoju, ciszy, nie żyj na dwa fronty.

187

Odp: blad mojego zycia
Catwoman napisał/a:

lagrimasdeamor  ja bym na tym etapie zajęła się sobą i swoją psychoterapią. Nie możesz być tak rozchwiana emocjonalnie i robić wszystkiego naraz, potrzebujesz wyciszenia a to faktycznie wygląda tak, jakbyś szła do psychologa by uzyskac poradę na kolejny tydzień "co robić w związku z chłopakiem".
Daj sobie, wam czas. w zupełnym spokoju, ciszy, nie żyj na dwa fronty.

no wlasnie to jest tez moj problem, ja bym chciala wszystko naraz, wszystko juz wiedziec, jestem niecierpliwa, znerwicowana, czuje ze zatracilam wszelkie poczucie bezpieczenstwa sad

188

Odp: blad mojego zycia

nie wytrzymalam...wczoraj wyslalam mu smsa....napisalam ze potrzebuje jego wsparcia w walce o siebie, ze czuje sie opuszczona i zostawiona sama z problemem na zakrecie zyciowym....nie odpisal sad

189

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:

nie wytrzymalam...wczoraj wyslalam mu smsa....napisalam ze potrzebuje jego wsparcia w walce o siebie, ze czuje sie opuszczona i zostawiona sama z problemem na zakrecie zyciowym....nie odpisal sad

Przypomnij sobie kto mu zafundował obecny stan rzeczy, nie tylko Ty bijesz się z myślami. Tyle, że czas, który do tej pory pozowliłas by Was dzielił, wciąz wpływa niekorzystnie na potencjalną waszą przyszłość. Za mało aktywna byłas od początku - wiem powtarzam się.

190

Odp: blad mojego zycia
lagrimasdeamor napisał/a:

nie wytrzymalam...wczoraj wyslalam mu smsa....napisalam ze potrzebuje jego wsparcia w walce o siebie, ze czuje sie opuszczona i zostawiona sama z problemem na zakrecie zyciowym....nie odpisal sad

Będąc na jego miejscu, pamiętając fakty z niedalekiej przeszłości, taki sms potraktowałabym jako czystą, żywą manipulację.

191

Odp: blad mojego zycia
Dunkis napisał/a:
lagrimasdeamor napisał/a:

nie wytrzymalam...wczoraj wyslalam mu smsa....napisalam ze potrzebuje jego wsparcia w walce o siebie, ze czuje sie opuszczona i zostawiona sama z problemem na zakrecie zyciowym....nie odpisal sad

Przypomnij sobie kto mu zafundował obecny stan rzeczy, nie tylko Ty bijesz się z myślami. Tyle, że czas, który do tej pory pozowliłas by Was dzielił, wciąz wpływa niekorzystnie na potencjalną waszą przyszłość. Za mało aktywna byłas od początku - wiem powtarzam się.

Chcialabym byc bardziej aktywna ale on mi na to nie pozwala hmm

192

Odp: blad mojego zycia
Wielokropek napisał/a:
lagrimasdeamor napisał/a:

nie wytrzymalam...wczoraj wyslalam mu smsa....napisalam ze potrzebuje jego wsparcia w walce o siebie, ze czuje sie opuszczona i zostawiona sama z problemem na zakrecie zyciowym....nie odpisal sad

Będąc na jego miejscu, pamiętając fakty z niedalekiej przeszłości, taki sms potraktowałabym jako czystą, żywą manipulację.

wiem, zle to zabrzmialo...ale czuje sie zdesperowana do granic wytrzymalosci hmm

193 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2012-09-07 13:36:20)

Odp: blad mojego zycia

Ręce opadają. Wypisuję się z tego tematu.

194

Odp: blad mojego zycia

wczoraj doszly do mnie jeszcze plotki ktore zupelnie mnie dobily - dowiedzialam sie ze ponoc moj narzeczony nie chce w ogole do mnie wracac, tylko powiedzial ze potrzebuje pare miesiecy czasu, zeby sie na mnie zemscic, zebym pocierpiala w niepewnosci, zeby mi zrobic na zlosc:( nie wiem co o tym myslec, jestem zrozpaczona, blagam pomozcie:(

195

Odp: blad mojego zycia

hm..ciężka sprawa..zachowałaś się jak dziecko odwołując ślub.. jaka była jego reakcja, nie próbował Cię zatrzymać, dojść do porozumienia już wtedy? a może próbował i już wtedy go totalnie olałaś, tak jak on robi to teraz z Tobą? Daj mu czas, "co ma wisieć, nie utonie" jak Cię kocha to do siebie wrócicie, a jak już się pogodził z faktem, że jest singlem, to szanse stracone..

Posty [ 131 do 195 z 206 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026