Klaudynko byłam dzisiaj u córki tej, która jest w ciąży.
Bardzo jej ciężko.
Niemiłosiernie boli ją kręgosłup.
Nie może spać.
Puchną jej ręce i nogi.
Wymiotuje jeszcze i teraz.
Męczy się dzieciak.
W czwartek ma wizytę u lekarza.
Nie wiem, czy już zdejmie jej tą opaskę, czy jeszcze zaczeka.
Starsza córka nie pracuje w tej pracy.
To był istny obóz.
Panie tam pracujące nie mogły zjeść przez cały dzień kanapki
wypić herbaty lub skorzystać z toalety.
Mimo, że miały osiem godzin pracy, przychodziły o 6 rano, a opuszczały biuro o 18 lub 20.
Córka tak nie chciała.
Złożyła wypowiedzenie za porozumieniem stron.
Na pytanie dlaczego odchodzi , córka powiedziała, że nie wyobraża sobie dobrej pracy pod taką presją.
Nie wyobraża sobie, że nie może zjeść kanapki lub wypić herbaty.
Szefowa nic na to nie powiedziała.
Teraz córka powiedziała, że wykorzysta do końca kuroniówkę.
Póżniej pomyśli.
Ale nigdy nie podpisze umowy po dwu dniach, jak było w tym przypadku.
Myśleli, że podpisując z nią umowę, znajdą następną naiwną.
W oborze jeszcze w lutym będziemy mieć dwa porody.
Jedna krowa bardzo nas niepokoi, bo jest niewyobrażalnie gruba.
Albo będą bliżniaki, albo kłopot z wycieleniem.
Cielątka te rude i czarne ładnie rosną.
Korzystają już z paszy, podjadają pachnące sianko.
Najmłodszego poję tylko mlekiem.
Moje zdrowie szwankuje.
depresja i towarzyszące jej objawy bardzo utrudniają mi życie.
Przede wszystkim martwię się porodem córki.
Żeby ona była zdrowa i maleńka Zosia.
To uczucie nie opuści mnie aż do porodu.
Składam również papiery o przedłużenie renty.
Tym również się martwię.
Zbliżająca się komisja spędza mi sen z powiek.
Brakuje mi ostarnio czasu na dłuższe przebywanie w kafejce.
Ale to wynika z tego, o czym wyżej napisałam.
Ale ta kafejka i wy wszystkie, które w niej jesteście dodaje mi siły.
Jeśli nawet dużo nie piszę to zawsze czytam.
Jesteście mi potrzebni i traktuję was jak bliskie przyjaciółki.
Nie wyobrażam sobie nie być z wami.