Lenko
Piękne te fotki i ta lazurowa woda,wprost cudo.
Tylko patrzeć i wzdychać.
Wyczytałam
Dieta Cud
jem,co chcę,
jem ile chcę,
a cud będzie jak schudnę.
Na razie od rana była dieta,potem sernik i teraz znowu dieta i pewnie też będzie cud jak schudnę,zwłaszcza ,że jeszcze zjem z kilogram czereśni.
Albo ja,albo ptaki.Wybór należy do mnie ,to ja zjem te od dołu a ptaki te z wyższych partii.
Basiu
Jak będziesz się co rusz o cos pytać ,to nie doczekasz się tematu na który czekasz a jest moim ulubionym,czyli sklepy i zakupy.
Ale skoro pytałaś czy chodziłam na plażę ,to już opisuję.
Znałam tylko szerokie z białym piaskiem plaże na wschodnim wybrzeżu Włoch ,nad morzem Adriatyckim w Rimini,Bibione i Pinedzie.
Tam gdzie jeżdża na wakacje Polacy.
Tu były ,jak w innym świecie.
Neapol leży na zachodnim wybrzeżu ,nad Morzem Tyrreńskim.
W samym Neapolu ,nie ma w zasadzie plaży.Można chodzić na nadbrzeżne falochrony z wielkich głazów białych Dla dorosłych nie ma problemu,bo biorą dmuchane poduszki albo materace,ale dzieci nie wejdą do wody.
Jest maleńka plaża piaszczysta ,po której łaziły w zasadzie mewy i ...gołębie ale daleko od centrum i na dodatek brudna.
Jest też prywatna plaża z 2 basenami,ale trzeba mieć wykupiony roczny abonament.
Na plaży byliśmy 5 razy po 2 godziny.Słońce już na tyle mocno opalało,że pomimo stosowania filtra 30 ,wyszły mi piegi i byłam czerwonawa.
Dwa razy pojechaliśmy na kompleks plaż oddalonych o 35 km od Neapolu w stronę Rzymu i 3 razy na plaży w Sorrento.
Są tam tylko płatne plaże .Tańsze i droższe.Wybraliśmy tańsze ,a i tak ceny są tam zaskakująco wysokie.Teraz przed sezonem było nas na nie stać,ale w sezonie ,chyba nie .
Podam dla przykładu ceny w pełni sezonu taniej plaży i najdroższej.
Wejście w które jest wliczone łóżko do opalania od 12 do 35 euro od osoby.Osobno parasol w tej samej cenie.
Oczywiście za przebieralnie,natryski i WC już się nie płaci.Na tej drogiej-a jakże ,zrobiłam chociaż zdjęcia ,chodzi kelner i można wszystko zamówić i gra cicha muzyczka.
Widziałam ,jak kelner nalewał szampana,ale nie wypadało mi się gapić .Chociaż lekko zazdrościłam.
No cóż ,i tak dużo ,że byłam na plaży.
Piasek jest w kolorze grafitowym a mokry jest aż czarny.Nie będzie tego aż tak widać na zdjęciach,bo w słońcu wydaję się jasny.
Wejście do wody też piaszczyste i bardzo łagodne ,bo bardzo daleko jest płytko,coś podobnie jak w naszej zatoce Gdańskiej na półwyspie Helskim.
Co kawałek są falochrony z wielkich z kolei czarnych głazów.
Plaże w Sorrento ,to już zupełnie inna bajka ,u nas nie spotykana.
To są góry skaliste,czyli pionowe urwiska.Zbudowano tam co jakiś czas schodki,ale ja bym się nie odważyła nimi ani zejść ani wejść na plażę .
Na plażę jeździliśmy windą za 1,80 euro od łebka.
Plaża ,to też pojęcie umowne,bo to pomosty wchodzące w morze jak molo.Na nich są restauracje,bary no i łóżka i parasole.
Ceny równie zawrotne ,jak i standart tego.
Na szczęście jest kilka takich pomostów publicznych,czyli bezpłatnych ,chociaż z obsługą,która sprząta toalety i kabiny.
My oczywiście leżeliśmy na tych bezpłatnych,bo było tam jeszcze miejsce,pomimo dużej ilości ludzi.
Przypuszczam,że w sezonie ,nie włoży się tam szpilki.
Były też maciupeńkie plaże ,takie na kilka ręczników,ale nikt tam nie leżał.Służyły jedynie do wchodzenia do wody dla dzieci,dla których wchodzenie po schodach z pomostu było za trudne.
Oczywiście też były falochrony z czarnych głazów.
Odpowiednią ilustrację Basia chyba jutro wklei ,bo dopiero za chwilę prześlę jej zdjęcia.