Moja proza na konkurs imienia Eugeniusza Paukszty inspirowana jego książką " Gdzie diabeł mówi dobranoc" Odważyłam sie po raz pierwszy napisać prozę widocznie nie mi pisana ta twórczość.Zostanę przy wierszach.
Opowiadanie krótka proza
W OPARACH PAMIĘCI
Gęsta powłoka słodkiego powietrza unosiła się nad głowami. Jolka siedziała na rozłożonym kraciastym kocu, zamyślona smarowała kromkę
chleba margaryną.Na głos syna stojącego przed nią z litrowym słoikiem jagód,ocknęła się z letargu.Umorusana buzia Mateusza bardzo
ją rozbawiła.Mamo jestem głodny usłyszała -podając kanapkę sama przełknęła ślinę.Doskwierał jej głód, od kilku dni nie jadła,ale to dzieci miały mieć pełne brzuchy.Czuła się winna wiedziała że w domu czekają Staś,Adaś i Romek .Najstarszy Mateusz pomagał chętnie,radośnie dźwigał
pełne wiadro soczystych jagód.Jutro sprzedamy pomyślała rozmarzona i kupię dzieciakom coś dobrego na obiad.Nagle chłopiec skrzywił się
,mamo!- krzyknął boli!.Zatroskana oglądała trochę opuchniętą rękę ,gdzie przed chwilą użądliła go pszczoła.Przytuliła wzrokiem syna
to nic, zagoi się powiedziała smutnym głosem,w domu przemyjemy octem.Po powrocie szykując się na podróż do skupu,poinstruowała maluchy.Grzecznie czekajcie aż wrócimy,to coś dobrego Wam przywieziemy z miasta.Mały Adaś zapytał,a gdzie Tato? Na te słowa sucho
zrobiło jej się w gardle,wiedziała że męża od tygodnia nie ma ,zawsze kiedy miał jakieś pieniądze zapominał o rodzinie i pił u kuzynostwa.
Wróci,wróci tyle zdołała wyszeptać,pomału ruszyła w stronę drzwi i zawołała Mateusza,który bawił się młotkiem bezwiednie stukając o kamień.Do przystanku droga się dłużyła,3 km szosą asfaltową przez las.Popatrzyła na dziecko i znieruchomiała wystraszona, co Ci jest synku?-zapytała widząc wykrzywioną twarz i spuchnięte kolano.Boli przez łzy wyjąkał przejęty chłopiec.Zaraz też nadjechał autobus pomogła mu wsiąść i dojechali do miasta.Przed szpitalem wojewódzkim posadziła syna na murku i postawiła na chodniku wiadro z jagodami.Po ile jagody?-zapytał przechodzień starszy tęgawy pan.Po 8 zł za litr odpowiedziała Jolka,o! to poproszę całe wiadro!będzie w domu niespodzianka.Ucieszona że tak szybko sprzedała,podała rękę chłopcu i powiedziała- synku idziemy teraz do lekarza.W szpitalu Mati tulił się do mamy,obiecaj że mnie tu nie zostawisz powiedział.Obiecuję-tylko będziesz przebadany.Pan Doktor przepisze leki i wracamy do domu tłumaczyła Jolka.Pielęgniarka która ich przyjęła,z oburzeniem wskazała na wiadro.Niech Pani gdzieś je schowa! Właśnie sprzedałam jagody ,tłumaczyła kobieta bardzo zawstydzona.To szpital! przerwała jej ostro pielęgniarka,za chwilę wypychając ją na korytarz, matka zdenerwowana dreptała w miejscu.Do drzwi lekko uchylonych przywołał ją głos,proszę tu podpisać i zabrać syna rzeczy.Odwiedzin nie ma. Jolka bezwiednie podpisała.A teraz proszę przejść do gabinetu,lekarz wszystko Pani wytłumaczy, powiedziała pielęgniarka.Matka z przerażeniem zobaczyła w oddali siedzącego syna,z kroplówką w ręku,z wyrzutem patrzącego na nią.Lekarz młody uprzejmy azjatyckiej urody,tłumaczył poirytowanej zdenerwowanej Jolce.Chłopiec ma coś wbite w kolano,musi być natychmiast operowany.Czy mogę zaczekać?-zapytała kobieta.Dobrze - ale i tak dzisiaj nie może być zabrany do domu odpowiedział Doktor.Po operacji okazało się że przyczyną całego zamieszania był odłamany kawałek młotka,którego ostry brzeg wbił się w ciało.Widzi Pani powiedziała pielęgniarka,obyło się bez operacji.A tylko magnesem w trakcie zabiegu wyciągnięto część żelaza.Nie pomyślałam odpowiedziała Jolka,przed oczami stanął jej widok stukającego Mateusza młotkiem w kamień.Ale jest już dobrze usłyszała głos lekarza i może go Pani zabrać do domu.Tak szybko!krzyknęła -Oczywiście!potwierdził lekarz.Szczęśliwa przytuliła podchodzącego Mateusza,po drodze śpiewając,pozbierali leżące "bezpańskie "jabłka.Będą też dla rodzeństwa,powiedział Mateusz,wkładając je do torby.W domu czekał ich widok brudnych naczyń i śpiącego mężczyzny,który był mężem i ojcem od 10 lat.Chrapanie głośno rozlegało się ,ze zmieszanym z fetorem alkoholu nieprzyjemnym uczuciem. Kobieta stała bezradna czasami siebie nienawidziła,bo nie umiała podjąć decyzji.Zdawała sobie sprawę że tłumaczenie przed sobą faktu ,bycia razem z pijakiem ze względu na dzieci, które potrzebują ojca nie jest do końca usprawiedliwione.Patrzyła z miłością na jasne głowy malców,była z nich bardzo dumna.Przypomniała sobie wizytę Biskupa w kościele we wsi,jej dzieci mówiły wierszyk przed ołtarzem.Ludzie szeptali a ona czerwieniła się ze wzruszenia.A kiedy indziej ,zbierali na wykopkach kartofle u gospodarza, za mleko i pieniądze.Uwijali się jak mróweczki,moje kochane smyki -zaszeptała.I już wiedziała co teraz zrobi,podjęła decyzję.Kiedy następnego dnia,otwierała drzwi do Schroniska Samotnej Matki,serce jej waliło niczym dzwon w kościele.Podanie już jest napisane,o rozwód i sprawę o znęcanie,powiedziała Kierownik Ośrodka.Czekała ją teraz ta noc,pierwsza spokojna bez pijackiej awantury i gróźb. Słów kujących jak oset:" jutro nie żyjecie!" dźwięku ostrzenia noża szelestu zapalanych zapałek.Pomyślała -to był tylko zły sen,który został w oparach pamięci.
Grażyna Przybylska