Ufff....właściwie to mogę już ogłosić początek weekendu!
Gorąco było, ale burza zażegnana. Skutecznie i pomału wracamy do normalności...
Jeszcze tylko drobne zakupy, kontrolna wizyta u teściów, małe sprzątanko i mogę zanurzyć się w słodkie lenistwo..
Przyznam się bez bicia, że ten tydzień dał mi popalić i chyba dlatego głowa trochę za bardzo napier..... w sensie, że boli..
Poza tym uważam się za wielką szczęściarę, bo udało mi się zarejestrować do reumatologa, onkologa oraz na przewodnictwo nerwowe i to wszystko w lipcu!! Brawo ja!
Morawko! teść miał potężne zawroty głowy i dziwne kłucia w klatce piersiowej spowodowane chyba pogodą i skokami ciśnienia. W szpitalu skonsultowali go kardiologicznie, dali kroplówę i wygonili do domu. Trochę nam tam zeszło, bo wiadomo na SOR-ze swoje trzeba odczekać, ale na szczęście trafiłam na znajomego lekarza i już po godzinie teść był medycznie zaopiekowany..
Mam nadzieję, że twój Bobasek czuje się już lepiej?
Gochnia! a ta impreza, to z jakiej okazji???
Z jakiej by nie była baw się cudnie i rozkosznie..
Witaj Pawele!!! I wszystkiego dobrego z okazji niedawnych imienin!
Co do Ferdynanda... kocur był przekochany, a przy tym wielki pieszczoch! (ważył prawie 11 kg), zachorował nam na nerki i na głowie żeśmy stawali żeby go uratować, niestety nie udało się.....
I dlatego Smarkul nie chce już słyszeć o żadnym zwierzaku, ale może go z czasem przekonam...
Za chwilę fajrant, więc pozdrawiam całą Łączkę i szeroki uśmiech zostawiam!
Zadzieram kiecę i lecę "we w miasto":-)



















