No, nareszcie dotarłam na łączkę.
Zimno jak cholerka, ciemno jak w piekle, dobrze, że monitor rozjaśnił mi drogę.
Byłam poza domem przez kilka godzin, kupiłam co trzeba, zięć zawiózł towar do domku, a ja dostałam delegację do koleżanki.
Córka robiła remanent u mnie w tych klamotach, które zostały wyniesione z kuchni, a przy okazji poszperała w bieliźniarce.
Jak mi opowiedzieli, ile kursów zrobili do śmietnika, to się ucieszyłam, że nie wiem, co wyszło z mojego domu.
Jak wynosili dywany i suszarkę, to jakiś facet krzyczał za nimi, aby nie wyrzucali do śmietnika, bo weźmie te rzeczy na działkę.
Cieszę się, że nie mam piwnicy, bo pewnie zaniosła bym ful klamotów do niej, a tak, to śmietnik jest najlepszym pomieszczeniem "gospodarczym".
Jeszcze zostały garnki do wystawienia, bo w spiżarce sobie stały spokojnie, szkoda było wyrzucić, ale i nie były używane, bo to są emaliowane, z dawnych czasów.
Są jak nowe, ale mi już nie służą, a działki nie posiadam, więc może znajdzie się chętny....
Jesień za oknem rozpościera swe ramiona, coraz szerzej.
Odczuwa się ją szczególnie wieczorem i o świcie.
Stokrotki, teraz nastał u nas na łące, czas na remonty, przebudowy i zmiany wszelakie.
Zimą będziemy siedziały na kanapie i opowiadały bajki, wspominały czasy szalonej młodości i piły herbatkę z prądem.
Dziewczynki, jeszcze muszę uzbroić się w cierpliwość, bo ściany nie schną, tak jak bym chciała, a na mokre, nie można położyć tapet, ani płytek.
Wczoraj popełniłam błąd, bo nie zamknęłam na noc okna i dlatego tynk nie wysechł.
Nie wiem, czy jeszcze któraś z Was jest na łące, ale zaraz skoczę w tą wysoką trawę.
Wifo, widzę Twoją czuprynę....