Dobry wieczór przed zmierzchem:-)
morawa napisał/a:Kupiłam żakiet letni ,i tunikę ,podkoszulek i bluzkę na zamek z tylu super okazja 18 zł
Żakiet też chętnie bym nabyła, ale co który przymierzę, to mi w klatce z piersiami nie styka..
Czytko! przecudne te twoje wnusie!
Widać, że Zosia to rezolutna dziewusia, a Adelka Czarodziejka z tymi wielkimi oczami pół świata zawojuje!
Jestem zauroczona!
blanka56 napisał/a: ide w sina dal ... !!
Szerokości Blanko! i szampańskiej zabawy!!
Kaludynko cieszę się, że Lakusiowi lepiej:-)
Magdalenko! a czy u ciebie samopoczucie bodaj ciut lepsze?
Bachasiu! starej ławeczki nic nie przebije!
Wifo, Nanusiu! pozdrówcie Poznań ode mnie, a już Wildę szczególnie!
Wczoraj przyszła paczka od mojej przyjaciółki, a w niej butki przecudnej urody, przynajmniej jak dla mnie:-)
A najważniejsze, że akurat, jak na moje stópki szyte! Bo tak w ogólności, to mam wielki problem z kupowaniem butów, ponieważ i aczkolwiek stopy mam jakby niedorobione, w sensie że w dziecięcym rozmiarze 35, w porywach do 36. Moja przyjaciółka wiedząc o tych moich kłopotach ilekroć jest w jakiś tam centrach handlowych czy na innych bazarach zawsze rozgląda się za obuwiem dla mnie. Tym razem kupiła fajne cichobieżki i co rychlej mi wysłała żeby bosa nie chodziła w ten słoneczny czas.
Zadzwoniłam do niej z podziękowaniem i co słyszę:
- a idź pani w cholerę! przez te twoje buty o mały włos do pierdla by mnie nie zamknęli! - przyjaciółka na samo wspomnienie zaśmiała się rozkosznie.
- bo, co się stało?
- nic, tylko ekspedientka myślała żem terrorystka albo bandytka, która z nożem w ręku napad chce uskutecznić
Okazało się, że moja przyjaciółka jako miarę dla mojego obuwia upatrzyła sobie nóż stołowy, który na wszelki wypadek wozi ze sobą w samochodzie, ale tym razem była na zakupach piechty i noża nie miała. Z butem w jednej ręce i czarującym uśmiechem na ustach podeszła do obsługującej panienki z niewinnym pytaniem czy ma nóż. Taki zwykły, stołowy. Panienka popatrzyła spłoszona, ale na wszelki wypadek poleciała na zaplecze, bo na praktykach w łeb jej wbijali, że klient jest święta krowa i durnymi zachciewajkami może dysponować w dowolnej ilości, a personel ma w dzikich podrygach każdą jego fanaberię spełniać! Razem z młodą panienką i nożem przyleciała starsza ekspedientka, która niewiele myśląc naskoczyła na moją przyjaciółkę takimi oto słowami:
- paaani! tu się buty sprzedaje, a nie "porcelenę" i srebra stołowe! na cholerę pani nóż?
- na miarę - z wielka godnością odpowiedziała moja przyjaciółka przykładając nóż wzdłuż bucika - i proszę mi te buty zapakować.
Możliwe, że przyjaciółka na wieki zostanie w pamięci owych pań, jako nieźle szurnięta wariatka kupująca buty z nożem w ręku, ale ja mam za to balerinki, że mucha nie kuca, a jak kuca, to jej się zadek przylepia!!!
A kiedy już serdelecznie wyśmiałam się z tej historii, pomyślałam, że przyjaciółka niezłego łacha ze mnie ciągnie, bo stopy, i owszem mam trochę małe, ale żeby tylko na długość zwykłego noża natura mnie obdarzyła???!!!
Oczywiście musiałam sprawdzić....
I co? I wiadro!!
Śmiało można dla mnie buty na noże kupować...

Kropeczko N.! Przytulam mocno..
Dasz radę! bo jak nie ty, to kto?:-)