Miłość to nie motylki, a oddanie, troska, szacunek, którego za chooja w swingu nie ma. Macie tak wypaczoną wizję miłości, wierności, lojalności, że nawet taranem tego nie przeforsuje. Nie muszę z nikim rozmawiać, żeby widzieć w tym upodlenie się wzajemne w związku. W związku 1:1 też sam decydujesz co robisz w związku i też realizujesz potrzeby swoje i partnera, a nie czyjegoś niewyzytego męża albo niedoruchanej żony. Na tym polega miłość. A jak chcesz SAM decydować to bądź sam, a nie qrewsko wygodnie w związku budowanym rzekomo na miłości i więzi emocjonalnej. Qrwa, to mnie w tym wszystkim irytuje najbardziej. Chooja wiedzą o prawdziwej miłości, szacunku i trosce o dobro partnera, wszyscy sprowadzają się do zaganiacza i ci. pki i ubierają to szumnie i bezczelnie w miłość. Pojęcia o niej nie mają, bo miłość to dbanie o drugą osobę jak o najpiękniejszy kwiat, to szacunek dla jej osoby i jej potrzeb, to niespełnianie chorych wizji w wynaturzonej wizji otwartości i swingu, ale trwanie świadome i w uwielbieniu dla tej wątróbki, nawet jeśli wkoło pachnie wytrawną cielęciną i dziczyzną. Bo do pewnego i bezpiecznego czlwoiek zawsze wróci z egozimu i z wygody, a nie z miłości. Miłość to wierne i oddanie trwanie przy kimś, nawet mając inne opcje. To nie powrót na stare, dobre, pewne śmieci. Za wiele nerwów kosztuje mnie trwanie w tym temacie. Gotuję się w sobie. I w sumie jest bezsensowne, bo ktoś kto w zezwierzęceniu zaszedł tak daleko będzie odporny na rozsądne argumenty. To jak tłumaczenie mojemu psu, że ma nie sprdalac do miski u sąsiada, kiedy staram się mu zapewnić najlepszą. Poziom zrozumienia, człowieczeństwa, inteligencji i mądrości w rozmowie ze swingwrsem jest na poziomie dyskusji z moim nienazartym, łapczywym psem, który wróci na moją karmę jak wymoczy ryja w połowie misek na osiedlu. Przywiązany, ale nie oddany. Jak swingers. Co komu wystarcza... miłość? Tia.... A teraz sio do budy odespać, póki samice nie są w rui. Wyczerpująca bardziej od wierności mobilizacja krocza nadchodzi.